[T] Twoje idealne dopasowanie: Skóra i kości przemieniają się w coś pięknego

niedziela, 12 lipca 2026


Hej :) późnym wieczorem zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Jest bardzo długi (ma prawie 11 tysięcy słów) i jestem pewna, że Wam się spodoba.

Następne rozdziały chciałabym opublikować jeszcze w lipcu, zatem oczekujcie. Moje plany wakacyjne uległy lekkiej modyfikacji i prawdopodobnie będę miała dużo czasu na tłumaczenie.

Miłego tygodnia i lektury!

 

_____________

 

Rozdział 4: Skóra i kości przemieniają się w coś pięknego

 

Hermiona

 

Grudzień 1998

Nora

 

Hermiona obudziła się w bożonarodzeniowy poranek, chowając się głębiej pod kołdrą w jednym z pokoi gościnnych Weasleyów. Pod nieobecność Billa, Charliego i Percy’ego, było wystarczająco dużo miejsca, aby ona i Harry mogli mieć swoje własne pokoje podczas świąt.

Z niższych pięter unosił się zapach cynamonu i sosny — wraz z szeptami i odległym, skrzypiącym dźwiękiem świątecznego albumu kręcącego się na ukochanym gramofonie Artura.

Schowała głowę pod poduszkę, dając sobie chwilę na opłakiwanie minionych świąt Bożego Narodzenia — świąt, których nigdy więcej nie spędzi z rodzicami.

Święta Bożego Narodzenia w domu Grangerów były dalekie od tych w Norze: żadnych niedopasowanych bombek ani ręcznie robionych ozdób na choince, żadnych głośnych, rodzinnych obiadów, żadnej chaotycznej wymiany prezentów.

Mimo to, te ciche, eleganckie spotkania tylko we troje były wszystkim, co znała od lat. I bolała ją świadomość, że nigdy więcej tego nie doświadczy — zwłaszcza że to ona dokonała wyboru.

Ciche westchnienie wyrwało się z jej gardła, gdy odsunęła poduszkę od swoich bujnych loków. Za oknem leniwie prószył śnieg. Krzywołap siedział na parapecie, obserwując pogodę i machając ogonem z aprobatą.

Usiadła, obserwując przez chwilę śnieg, po czym jej wzrok przeniósł się na koniec łóżka. Molly upierała się, że żadne z nich nie jest za stare, by wieszać skarpety dla Świętego Mikołaja, i prawdę mówiąc, Hermiona z niecierpliwością czekała na słodycze i drobiazgi, które głowa rodziny Weasleyów miała rozesłać po pokojach w ciągu nocy.

Ale ku jej zaskoczeniu, nie tylko skarpeta na nią czekała.

Średniej wielkości pudełko, owinięte w ciemnozielony papier i przewiązane karmazynową kokardą, stało u stóp jej łóżka. Hermiona przechyliła głowę z ciekawości, po czym sięgnęła po podarek i położyła go sobie na kolanach. Podniosła kremową kopertę schowaną pod kokardą i obróciła w dłoni, żeby sprawdzić, od kogo pochodzi.

 

Granger

 

Tylko jedna osoba wciąż zwracała się do niej po nazwisku.

Ostrożnie otworzyła kopertę, wyciągając gruby, drogi pergamin i lekko się uśmiechnęła, dostrzegając elegancki styl pisma Draco.

 

Granger,

muszę przyznać, że udało Ci się mnie zaskoczyć. Jeszcze raz dziękuję za szalik… nikt nigdy wcześniej nie zrobił czegoś tylko dla mnie. Jest też dość ciepły, co bardzo pomaga, kiedy włóczę się po okolicy.

Nie mogłem pozwolić, żeby święta minęły bez dania Ci czegoś.

Ale zanim otworzysz i się na mnie wkurzysz, wiedz, że to Blaise i Theo odebrali te rzeczy, nie skrzat domowy.

DLM

 

— Ciekawe — wymamrotała Hermiona, odkładając list.

Krzywołap zeskoczył z parapetu na jej łóżko, szturchając głową jej dłoń, aż podrapała go między uszami.

— No, Krzywołapie — rzekła — zobaczmy, co przysłał.

Rozerwała papier na pudełku, podniosła wieko i wyciągnęła schludny, kwadratowy, kremowy pergamin z kolejną wiadomością.

 

Pomyślałem, że kupię Ci coś, czego potrzebujesz, coś, czego pragniesz i parę drobiazgów, ot tak, dla zabawy.

A, i proszę, nie wysyłaj Wyjca przez książkę — zbierała kurz w bibliotece Dworu, a ponieważ Ministerstwo przeszukuje półki, obawiam się, że mogłaby zostać skonfiskowana. Wolę, żeby trafiła w ręce kogoś, kto ją doceni, niż żeby upchnięto ją w jakimś zatęchłym, rządowym archiwum.

DLM

 

— Och, Draco. — Westchnęła Hermiona z uśmiechem. — Coś ty zrobił?

Zsunęła karmazynowo-zieloną bibułkę w kratkę, zasłaniającą prezenty — i westchnęła, gdy zobaczyła zawartość pudełka.

— No chyba żartujesz!

W pudełku znajdował się przepiękny, oprawiony w skórę egzemplarz Historii Hogwartu. Filigran i złote liście na okładce od razu jej uświadomiły, że to nie jest zwykłe wydanie przeznaczone do użytku jako podręcznik.

Ostrożnie uniosła okładkę — i znów westchnęła, gdy jej wzrok wylądował na stronie tytułowej.

— Na słodką Kirke, Krzywołap — to pierwsze wydanie! — krzyknęła, a łzy radości napłynęły do jej oczu. — I jest opatrzony adnotacjami samej Bathildy Bagshot!

Hermiona spędziła kilka długich minut kartkując książkę z nabożnym szacunkiem, zanim przypomniała sobie, że w pudełku jest więcej rzeczy. Niechętnie odłożyła książkę na bok. Na wszelki wypadek rzuciła na nią zaklęcia ochronne, aby tylko ona mogła ją podnieść.

Włożyła rękę z powrotem do pudełka i jej palce zacisnęły się na małym, smukłym etui. Otworzyła wieczko, odsłaniając piękne pióra wieczne Levengera.

Ile razy narzekała na pióra, których musiała używać w szkole — zawsze brudne, zostawiające plamy atramentu na pergaminie i palcach? Najwyraźniej słuchał każdej skargi.

Chociaż zazwyczaj zabierała ze sobą kilka długopisów na początku roku szkolnego, zawsze były to tanie długopisy, które zazwyczaj kończyły się przed Bożym Narodzeniem. Nigdy nie było dość czasu, by pojechać do mugolskiego miasta i kupić nowe.

Draco jednak znalazł czas, by upewnić się, że będzie je miała.

Zamknęła wieczko i położyła etui obok Historii Hogwartu, po czym ponownie sięgnęła do pudełka.

Tym razem wyciągnęła woreczek z logiem Miodowego Królestwa i zajrzała do środka, gdzie znalazła dużą paczkę cukrowych piór.

Wybuchła głośnym śmiechem, chwytając jedno i wkładając do ust.

— Nic mu nie umyka, prawda, Krzywołapie?

Ostatnim przedmiotem był piękny dziennik oprawiony w ciemnoczerwoną skórę.

Podniosła go i przesunęła dłonią po miękkiej okładce, otwierając go, by podziwiać wysokiej jakości papier.

Prowadzenie dziennika może nie być złym pomysłem, zastanawiała się, wracając do pierwszej strony i biorąc nowe pióro.

W prawym, górnym rogu zapisała datę swoim najlepszym charakterem pisma: 25 grudnia 1998 roku.

Gdy podniosła pióro z kartki, otworzyła szeroko usta — i prawie upuściła pióro — gdy delikatny pergamin zaczął świecić. W geście, który o mało nie przyprawił jej o zawał serca, na stronie pojawiły się trzy słowa:

 

D: Wesołych Świąt, Granger.

 

Przed jej oczami pojawiło się bezbłędne pismo Draco i Hermiona się uśmiechnęła. Szybko sięgnęła po pióro i odpisała:

 

H: Wesołych Świąt, Draco! Sam zaczarowałeś ten dziennik? To naprawdę imponująca magia!

D: Wiedziałem, że szybko to rozgryziesz. Ale tak, to moja robota… przecież nie mam w tym roku zbyt wielu zajęć.

H: Naprawdę zrobiłeś to tylko dla mnie?

D: Nie widzę nikogo innego, kto by w nim pisał, prawda?

 

Parsknęła śmiechem, bo jego sarkazm był równie naturalny na papierze, jak i na żywo.

 

H: Ten egzemplarz Historii Hogwartu jest obłędny! Jesteś pewny, że chcesz mi go dać?

D: Nigdy nie byłem niczego bardziej pewny. Należy do ciebie.

 

Hermiona nie mogła się z nim kłócić — nie, kiedy książka już była w jej posiadaniu i wiedziała, że trudno byłoby się jej pozbyć.

 

H: Cóż… naprawdę to doceniam. Bardzo dziękuję za wszystko — to taki przemyślany prezent.

D: Nie musisz mi dziękować. Szczerze mówiąc, wymyślanie, co ci kupić i wkładanie wszystkiego do pudełka, sprawiło, że po raz pierwszy od wieków naprawdę… poczułem się dobrze. Więc w pewnym sensie to ja powinienem ci dziękować.

 

Zanim zdążyła napisać odpowiedź, rozległo się ciche pukanie do drzwi, tuż przed tym, jak usłyszała głos Harry’ego.

— Hermiono, wstałaś? Czas na śniadanie.

— Eee… tak! Zaraz zejdę — zawołała. — Muszę tylko skończyć się ubierać!

— Dobrze, do zobaczenia na dole.

Zerknęła na lśniącą stronę dziennika, serce wciąż miała lekko ściśnięte ostatnimi słowami Draco. Sięgnęła po pióro.

 

H: Powiedzmy, że jesteśmy kwita. Muszę iść — przyjdą tu, by odprowadzić mnie na śniadanie, jeśli wkrótce nie zejdę. Ale… odezwę się później.

 

Stuknęła różdżką w kartkę, artament delikatnie zamigotał, i zamknęła dziennik z lekkim uśmiechem, po czym zeszła do jadalni.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Styczeń 1999

 

Hermiona rozsiadła się wygodnie w kącie swojego zwykłego wagonu pociągu, pisząc w swoim dzienniku, gdy wracali do Hogwartu na nowy semestr.

 

H: Niedługo będziemy na miejscu. Nadal chcesz się spotkać po dzisiejszej uczcie powitalnej?

D: Oczywiście. Tylko powiedz mi, gdzie mam przyjść.

 

— Naprawdę, Miona — prychnął Ron, a okruszki sypały się z jego ust. — Wciągnęłaś się w to całe pisanie. Może odpoczniesz, co?

— Zajmij się swoimi sprawami, Ron — mruknął Harry. — Jestem pewien, że to coś dobrego… prawda, Hermiono?

Z pewnością myśli, że zapisuję w dzienniku swoje uczucia związane z wojną, pomyślała. Co, szczerze mówiąc, nie byłoby aż tak dalekie od prawdy.

Ona i Draco komunikowali się niemal nieustannie za pośrednictwem dziennika od poranka w Boże Narodzenie i nieuchronnie wypłynął temat wojny.

Pisali do siebie tak często, że zmodyfikowali zaklęcia: dzienniki nie podświetlały się już po nadejściu wiadomości, zamiast tego sygnalizowało je lekkie brzęczenie różdżki — na wypadek, gdyby ktoś obserwował.

— Prawda, Harry — wymamrotała, wracając do pisania.

 

H: Spotkajmy się w Trzeciej Szklarni. Chciałabym zacząć projekt z zielarstwa, o którym profesor Sprout opowiadała nam przed przerwą świąteczną.

D: Oczywiście, że tak. Do zobaczenia na miejscu.

 

Uczta przebiegała w wirze aktywności — uczniowie podawali sobie dania przez stół, głośno rozmawiali z przyjaciółmi, których nie widzieli podczas przerwy świątecznej. Choć Hermiona nie mogła doczekać się końca posiłku, starała się jeść w swoim zwykłym tempie, włączając się do kilku rozmów i jednocześnie czytając fragment nowej, mugolskiej powieści kryminalnej, którą Harry podarował jej na Boże Narodzenie.

Ukradkowe spojrzenia po Wielkiej Sali potwierdziły jej podejrzenia — Draco nie zszedł na posiłek. Nie wyglądał tak mizernie jak na szóstym roku, kiedy to był chudy jak patyk, więc zakładała, że korzystał z przywileju ósmego roku, jakim jest dostarczanie posiłków przez skrzaty.

Nie żeby go winiła — ponad połowa uczniów pewnie grzebałaby w jego jedzeniu, gdyby miała ku temu okazję.

— W porządku, Hermiono? — zapytał Harry, delikatnie odchylając krawędź jej książki, by zobaczyć tytuł.

— Tak — odpowiedziała z uśmiechem. — Po prostu cieszę się książką, którą mi dałeś.

— Tak? Dobrą wybrałem?

Nie mogła powstrzymać uśmiechu na widok nadziei na jego twarzy.

— Nawet bardzo.

Ron w końcu podniósł wzrok znad kolacji — miał policzki wypchane jedzeniem — i dołączył do rozmowy.

— A co myślisz o moim prezencie, Miona?

— Oczywiście, Ron — odpowiedziała beznamiętnie. — Niczego nie pragnęłam bardziej niż prenumeraty Quidditch: Tygodnik Globalny.

Sarkazm całkowicie mu umknął.

— No cóż — kontynuował, biorąc kolejny, duży kęs kurczaka — wiem, że polubiłabyś Quidditcha, gdybyś go lepiej zrozumiała. Poza tym, jeśli wykupiłem prenumeratę na prezent, istnieje szansa, że odnowiłem swoją za galeona na rok i dostałem darmowy plakat Armat z Chudley.

— Urocze — mruknęła Hermiona, a Harry przewrócił oczami.

Odsunęła talerz i zaczęła zbierać swoje rzeczy.

— Do zobaczenia później w Pokoju Wspólnym — chcę się rozeznać w projekcie od profesor Sprout.

Harry pomachał jej z uśmiechem, a Ron bez słowa rzucił się z powrotem na jedzenie.

Wymknęła się z zamku i szybkim krokiem podreptała w stronę rozświetlonej ciepłym światłem Trzeciej Szklarni.

Weszła do środka i wypuściła powietrze, gdy ciepło otuliło ją niczym miękki koc. W powietrzu unosił się zapach ziemi i świeżych ziół — delikatny i uziemiający.

Draco już tam był, choć początkowo jej nie zauważył. Był zbyt skupiony na tacy z kolacją przed sobą. Rękawy koszuli podwinął do łokci i poluzował krawat — wszystko w nim było delikatniejsze, bardziej swobodne, w sposób, do którego Hermiona nie była przyzwyczajona.

Przyglądała mu się przez chwilę, zanim się odezwała.

— Cieszysz się swoim piknikiem?

Spojrzał na nią z krzywym uśmieszkiem.

— Oczywiście. Piknik zawsze jest lepszy niż groźba trucizny. Chociaż pierwszy raz jem tutaj.

Mruknęła w zamyśleniu, podchodząc, kładąc torbę i płaszcz na stole, po czym podeszła do tego, na którym znalazła przydzieloną jej chińską kapustę.

— Gdzie zwykle urządzasz piknik?

Parsknął suchym śmiechem.

— W moim dormitorium. Na boisku do Quidditcha. W Wieży Astronomicznej — choć do niej musiałem się przyzwyczaić. Nad Czarnym Jeziorem… — urwał, zastanawiając się, po czym pstryknął palcami. — A, i hangar na łodzie jest fajny.

Hermiona uniosła brew, podwijając rękawy swetra.

— Hangar na łodzie? Brzmi podejrzanie romantycznie jak na kogoś tak cynicznego.

Usta Draco drgnęły.

— Bez obaw, Granger. Nie jest — kałamarnica potrafi zepsuć nastrój.

Prychnęła, otwierając podręcznik do zielarstwa i coś sprawdzać, po czym założyła rękawiczki.

— Cóż, wygląda na to, że odkryłeś wszystkie najlepsze miejscówki do spędzania czasu.

— Och, naturalnie — powiedział nonszalancko, wstając i machnięciem różdżki usuwając pustą tacę. Założył rękawiczki i podszedł do stołu roboczego obok niej. — Gorąco polecam boisko do Quidditcha. Nie ma nic lepszego niż odmrożenie tyłka, bo zapomniało się różdżki, gdy je się tosty, oglądając wschód słońca. Bardzo poruszające.

Zaśmiała się, kręcąc głową.

— Jesteś niemożliwy.

— Wolę tragicznie niezrozumiany.

Wymienili spojrzenia — ironiczne, ciepłe, niemal konspiracyjne — zanim zajęli się swoimi projektami. Wokół nich cicho szumiała szklarnia i na chwilę cały ciężar wojny, szkoły i oczekiwań zszedł na dalszy plan.

W końcu Draco miał dość sadzenia nasion i odszedł, by rozejrzeć się po szklarni. Hermiona śledziła jego ruchy, gdy wędrował między rzędami, zatrzymując się co jakiś czas, by podziwiać różne rośliny.

Odczytywała na nowo cykl wzrostu kapust, gdy jego głos przerwał jej skupienie.

— Wiesz, jak się nazywają? — zapytał, zerkając na nią przez ramię. — Moja matka ma mnóstwo róż w ogrodach Dworu — a przynajmniej miała. Ale nigdy takich nie widziałem.

Hermiona nie zareagowała na wzmiankę o jego matce. Wiedziała, że ogrody nie przetrwały obecności stada Greybacka na terenie posiadłości i zdawała sobie sprawę z tego, że przez to nie chciał o tym rozmawiać.

— To odmiana Łagodna Hermiona — odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie, gdy przypomniała sobie o ogrodzie swojej mamy.

Draco się wyprostował i odwrócił, by na nią spojrzeć.

— Twoje imię pochodzi od nich?

— Nie. — Zaśmiała się, podchodząc do niego. — Moje imię pochodzi od postaci z Zimowej opowieści Szekspira. Ale — kontynuowała, przesuwając opuszkami palców po płatkach jednej z delikatnych, różowych róż — mama zawsze miała je w ogrodzie za domem.

Była wdzięczna, gdy zrozumiał aluzję i nie skomentował użycia czasu przeszłego. Zamiast tego uniósł różdżkę ku dużej, ciemnoróżowej róży, odrywając ją cichym zaklęciem.

Wyglądał na niemal onieśmielonego, gdy podszedł i delikatnie wsunął kwiat za gumkę na końcu jej warkocza.

— Pasuje ci — mruknął cicho, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. — Jakby miała tam być.

Hermiona sięgnęła, by poprawić kwiat, a po jej ustach błąkał się uśmiech.

— Niezły ruch. — Westchnęła. — Będę oczekiwać kwiatów za każdym razem, gdy cię zobaczę.

Draco parsknął śmiechem, odwracając się i idąc z powrotem do swojego stołu roboczego.

— Nie kuś losu, Granger.

Ale zanim odwrócił wzrok, dostrzegła na jego twarzy nikły uśmieszek, który wspominała długo po tym, jak rozstali się tego wieczoru.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Luty 1999

 

Hermiona obudziła się z jękiem, mokra pościel owinęła się wokół jej ramion i nóg. Kolejny koszmar z ich ucieczki przerwał jej sen, pozostawiając ją drżącą w sposób uniemożliwiający ponowne zaśnięcie.

Usiadła i sięgnęła po różdżkę, rzucając delikatną poświatę na łóżko. Pochylając się, wzięła z szafki nocnej egzemplarz Historii Hogwartu. Miękka skóra i kojący ciężar książki sprawiały wrażenie uwięzienia czegoś większego od niej samej, pomagając jej wyrównać oddech, gdy cicho przewracała strony.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że posiadam egzemplarz pierwszego wydania z odręcznymi notatkami Barhildy Bagshot, rozmyślała, czytając jedną z notatek po raz setny.

Jej wzrok przesunął się na drugą książkę na szafce. Po chwili wahania odłożyła podręcznik i sięgnęła po dziennik. Podłożyła poduszki pod plecy, wtuliła się w nie i zamyślona stuknęła piórem w usta, zastanawiając się, co napisać.

W końcu przyłożyła pióro do papieru. Jeśli spał, to dźwięk z różdżki nie wystarczy, by go obudzić.

 

H: Draco? Śpisz?

 

Ledwo skończyła zdanie i pod nim pojawiła się kolejna linijka.

 

D: Nie śpię. Co się stało? Nic ci nie jest?

H: Wszystko dobrze, po prostu miałam kolejny koszmar. Przepraszam, że cię obudziłam.

D: Bez obaw, nie obudziłaś. Nie mogę spać, pamiętasz? Chcesz porozmawiać o koszmarze?

 

Przez chwilę rozważała jego propozycję. Znała go już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że rozmowa o wojnie nie należy do najłatwiejszych, ale nie mogła zaprzeczyć, jak wiele dla niej znaczyło to, że był gotów spróbować.

 

H: Znowu las — kiedy uciekaliśmy. Byliśmy zmarznięci i głodni, a ja nie mogłam utrzymać zaklęć ochronnych. Harry i Ron spali, ale ja nie mogłam zasnąć, przez ciągłą panikę. Byłam pewna, że przeze mnie wszyscy zginiemy.

D: Nic z tych rzeczy. Dzięki tobie dziś żyją.

H: Wiem. Po prostu… wciąż mnie to dręczy. Czasami czuję się tak, jakbym znów tam była.

D: Tak, rozumiem. To nigdy tak naprawdę nas nie opuści. Czasem po prostu ukrywamy to lepiej, a czasem gorzej.

 

Zatrzymała się, czytając jego słowa jeszcze raz, pozwalając im do niej dotrzeć.

 

H: Dziękuję, że ze mną posiedziałeś.

D: Oczywiście… spróbuj zasnąć, Granger. Będę tu, jeśli byś mnie potrzebowała.

 

Wzięła głęboki oddech, zastanawiając się, co jeszcze powinna powiedzieć.

 

H: Dobranoc, Draco.

D: Dobranoc.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka przy śniadaniu Draco nigdzie nie było i Hermiona zastanawiała się, gdzie dziś jadł. Nie śmiała wyciągać dziennika, żeby zapytać — nie przy stole, gdzie istniało ryzyko, że ktoś będzie jej czytał przez ramię albo że Ron i Seamus rozleją na niego sok.

— Hermiono?

Głos Harry’ego wyrwał ją z zamyślenia. Podniosła wzrok znad śniadania i zobaczyła, że wpatrywał się w nią znad oprawek okularów.

— Harry? — zapytała, dopasowując się do jego ciekawskiego tonu głosu.

— Jak idą twoje projekty?

Jego ton był swobodny, gdy dołożył sobie więcej bekonu na talerz, ale wiedziała, że to subtelny sposób na sprawdzenie, czy Malfoy nie jest utrapieniem.

Hermiona wzięła tost do ręki i lekko wzruszyła ramionami, zaczynając smarować go masłem.

— Bardzo dobrze. Praktycznie wszystkie wyprzedzają założony harmonogram.

Harry uniósł brew.

— Nawet te w parze z Malfoyem?

Upiła łyk herbaty, zanim odpowiedziała.

— Zwłaszcza te. Jest zaskakująco kompetentny, kiedy nie jest zajęty byciem nieznośnym.

Harry zanucił w zamyśleniu, ale nic nie powiedział, zajadając jajka.

Ron w końcu podniósł wzrok znad talerza, głośno przeżuwając, ale na szczęście z zamkniętymi ustami.

— Chwila, mówisz, że Malfoy nie jest palantem?

Hermiona nawet nie mrugnęła.

— Nie, Ron. Mówię, że czasami nawet palanty potrafią tłumaczyć starożytne runy i warzyć skomplikowane eliksiry.

Ron wzruszył ramionami, jakby jej odpowiedź i tak nie miała znaczenia, i wrócił do jedzenia, mamrocząc coś o tym, że przynajmniej on nie musi współpracować z Malfoyem.

Harry pochylił się ku niej, ściszając głos.

— A tak serio, możesz z nim pracować?

Hermiona złagodniała, sięgając po kolejnego Tosta.

— Owszem. W sumie nie tego się spodziewałam. Ale nie jest źle.

Harry nie naciskał, tylko kiwnął głową i podał jej dżem.

— Dobrze. Tylko się upewniam.

Wtorki były jednymi z tych dni, kiedy Hermiona i Draco nie mieli starożytnych run ani eliksirów i widywali się tylko na zaklęciach i historii magii, ale nie mogli rozmawiać przez obecność Blaise’a, Theo, Harry’ego i Rona.

Wykład profesora Binnsa był tak nudny, że nawet Hermiona miała problem ze skupieniem się — łatwo byłoby oprzeć głowę o ścianę po prawej stronie i zasnąć. Harry ledwo się trzymał na biurku po jej lewej stronie, a Ron spał na swoim przed nimi. Hermiona pokręciła loki jedną ręką i właśnie miała wbić w nie różdżkę dla utrzymania fryzury, gdy poczuła jej delikatne wibracje w dłoni.

Szybko wsunęła ją we włosy i otworzyła dziennik. Harry zerknął na nią, ale uśmiechnął się lekko, zanim wrócił do szkicowania znicza na swoim pergaminie.

 

D: Czy nadal aktualne jest wspólne tłumaczenie projektu ze starożytnych run dziś wieczorem?

 

Hermiona rzuciła mu spojrzenie i uniosła brew, widząc Theo i Blaise’a tulących się do siebie, siedzących za nim przy biurku.

 

D: I tak, tak wygląda moje życie z tą dwójką.

 

Stłumiła chichot, dotykając piórem do papieru.

 

H: Najwyraźniej posiadanie ducha jako profesora naprawdę się nie sprawdza u co poniektórych. Ale mam czas wieczorem, jeśli ty też.

D: O tej samej porze i w miejscu?

H: O tej samej porze, ale mam dość bycia atrakcją w bibliotece… może spróbujemy Pokoju Życzeń?

 

Tak długo nie odpowiadał, że Hermiona była pewna, że powiedziała coś niewłaściwego. Wiedziała, że spędził większość ich szóstego roku w Pokoju Życzeń, ale ponieważ pokój ten przybierał dowolną formę, miała nadzieję, że to nie będzie stanowiło problemu.

Zaryzykowała i kolejny raz spojrzała w jego stronę i zobaczyła, że nie rozmyślał nad jej sugestią. Zamiast tego odwracał się na krześle, patrząc z obrzydzeniem na Theo i Blaise’a. Przekręcił się, zobaczył, że ona na niego patrzyła, i pokręcił głową z irytacją.

 

D: Przepraszam, myślałem, że Blaise udławi się językiem Theo. Ale tak, Pokój Życzeń brzmi dobrze.

H: Nie mogę sobie wyobrazić, jak to jest dzielić z nimi dormitorium.

D: To szczególna forma tortury.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona wymknęła się z Wielkiej Sali kilka minut przed końcem kolacji. Chciała dotrzeć na siódme piętro, zanim wszyscy zaczną się tłoczyć na korytarzach — i miała nadzieję, że uda jej się wyprzedzić Draco.

Dotarła do pustej ściany kryjącej Pokój Życzeń i zaczęła chodzić tam i z powrotem, powtarzając swoją prośbę trzy razy.

Pojawiły się małe drzwi — Hermiona chwyciła za klamkę i je otworzyła. Zachichotała z zaskoczenia, gdy dostrzegła, co wyczarował pokój.

Gdzieś w głębi duszy musiała myśleć o kawiarniach, kiedy poprosiła o miejsce do relaksu i nauki.

Kawiarnie zawsze były jednym z ulubionych miejsc Hermiony w świecie mugoli do czytania i nauki. Udało jej się nawet wymknąć z Nory na kilka godzin podczas przerwy świątecznej, by spędzić czas w jednej z nich — rozkoszując się ciszą i spokojem po dniach chaotycznej, świątecznej radości i nutach żalu. Choć nie miała pretensji do Weasleyów o ich emocjonalny szok, potrzebowała miejsca, by odetchnąć.

Najwyraźniej Pokój uznał, że tym, czego ona i Draco potrzebowali dziś wieczorem, była magiczna wersja snu miłośnika kawy i książek.

Przeszła przez pomieszczenie i usiadła na pluszowej, szafirowo-niebieskiej kanapie, kładąc torbę na podłodze obok siebie. Wypolerowany, mahoniowy stolik kawowy przed nią był już zastawiony pergaminami, atramentem i zapasowymi piórami, jakby czekał na rozpoczęcie pracy.

Ciepło płonące świece unosiły się w zaczarowanych, witrażowych lampionach, rzucając miękkie, kolorowe światło na całą przestrzeń. Wysokie regały wzdłuż ścian wypełnione były mieszanką podręczników i powieści — zarówno magicznych, jak i mugolskich.

W powietrzu unosił się delikatny zapach kawy, pergaminu i czegoś słodkiego — jak świeżo upieczone bułeczki z czekoladą. W kącie trzaskał kominek, którego płomienie rzucały złotą poświatę i odpędzały lutowy chłód. Pod jedną ze ścian, na kredensie, stał parujący dzbanek kawy i srebrna taca pełna wypieków.

Skądś dobiegała cicha muzyka — utwór grany na kwartet smyczkowy, który brzmiał znajomo, choć na tyle inaczej, że sugerował magiczną kompozycję.

Drzwi za nią zaskrzypiały i Hermiona nie mogła powstrzymać śmiechu, widząc oszołomienie na twarzy Draco.

— Wow — wyszeptał, szeroko otwierając oczy i rozglądając się dookoła. — Powiedzmy, że nie wyglądało to tak ostatnim razem, kiedy tu byłem.

Hermiona zanuciła w zamyśleniu, gdy dołączył do niej na drugim końcu kanapy i zaczął wypakowywać torbę.

— Najwyraźniej trochę za bardzo myślałam o ostatnim razie, kiedy poszłam poczytać w kawiarni… więc jesteśmy.

Przeszukiwał torbę, gdy mówiła, wydając cichy odgłos triumfu, kiedy znalazł to, czego szukał.

— To dla ciebie — mruknął, podając jej kolejną różę Łagodnej Hermiony z Trzeciej Szklarni.

Ta była tak bladoróżowa, że prawie biała.

Twarz Hermiony rozjaśniła się na jej widok i przez chwilę trzymała ją delikatnie w dłoni, po czym wsunęła do koka.

— Dziękuję… jest piękna.

Draco rzucił jej przeciągłe, trudne do rozszyfrowania spojrzenie, zanim w końcu na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.

— Oczywiście.

Pracowali chwilę w komfortowej ciszy, podając sobie pergaminy i podręczniki, wymieniając suche spostrzeżenia i sarkastyczne żarty w rytmie, w który dawno już wpadli.

W pewnym momencie Hermiona wstała po kawę i bułeczki — przynosząc do stołu czarną kawę, którą wiedziała, że Draco będzie chciał, nawet jeśli o nią nie prosił. Ich palce musnęły się, kiedy mu ją podała.

Zastygła na chwilę. On też.

Nic nie powiedzieli, ale coś poczuli — coś ciepłego i bez słów, co unosiło się niczym dym ze świecy.

Hermiona wróciła na swoje miejsce na kanapie i skupiła się na kubku z kawą.

Kiedy w końcu pakowali swoje rzeczy, panowała cisza. Nadal grała cicha muzyka, ogień trzaskał, ale żadne z nich nie spieszyło się, by wyjść pierwsze.

Stojąc w drzwiach, Hermiona zawahała się.

— Fajnie, że postanowiliśmy się tu dziś spotkać — powiedziała ciszej niż zwykle. — Było miło.

Draco patrzył na nią — teraz poważnie, niemal w zamyśleniu.

— Tak — odpowiedział. — Było miło.

Zapadła długa cisza, podczas której patrzyli na siebie. Nie niezręcznie. Po prostu… zawieszeni w powietrzu.

Potem otworzył dla niej drzwi i wyszli na korytarz, jakby nic się nie zmieniło.

Chociaż na pewno coś się stało.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Marzec 1999

 

Hermiona siedziała w sektorze Gryffindoru na trybunach Quidditcha, obserwując, jak Harry, Ron i reszta drużyny rozgrzewają się przed meczem z Ravenclawem.

Obok niej Luna radośnie nuciła — idealnie w rytm melodii wydobywającej się z jej kolczyków ze śpiewającej rzodkiewki, przerywanej od czasu do czasu rykiem z jej zaczarowanego kapelusza w kształcie lwa.

Hermiona wyciągnęła robótkę z torby, podczas gdy Luna podrygiwała. Kiedy promienie słoneczne padły na tę pstrokatą, niebiesko-złotą włóczkę, Hermionie przyszło do głowy, że będzie to idealny prezent dla Luny i Neville’a. Planowali ślub po ukończeniu szkoły i już wybrali mały domek na terenie posiadłości Longbottomów — może to będzie prezent na parapetówkę.

W sumie może tak być, pomyślała. Przecież i tak nie potrzebuję kolejnego koca.

Gdy właśnie miała zamiar zapytać Lunę, gdzie jest jej narzeczony, Neville przecisnął się przez tłum Gryfonów i usiadł obok blondynki.

— Cześć, kochanie — powiedział, całując Lunę w policzek. Pochylił się przed nią, uśmiechając się do Hermiony. — Cześć, Hermiono!

— Hej, Neville! — Uśmiechnęła się. — Sprawdziłeś, czy moje kapusty wyglądają dobrze, kiedy byłeś w szklarni?

Zaśmiał się.

— Twoje kapusty rosną wspaniale — jedna nawet próbowała mnie ugryźć, kiedy podszedłem zbyt blisko!

Hermiona zachichotała, zaczynając kolejny rządek oczek.

— To wielka pochwała z twojej strony.

Skromnie wzruszył ramionami, sięgając po dłoń Luny, gdy tłum wokół nich zaczął się poruszać. Drużyny ustawiły się w rzędzie w powietrzu, a wiwaty z obu stron trybun narastały z oczekiwania.

Hermiona kontynuowała dzierganie, mimo że większość uczniów krzyczało wokół niej. Od czasu do czasu podnosiła wzrok, obserwując, jak Harry krąży wokół boiska ciasnym, spiralnym ruchem, a Ron pilnuje bramek ze skupionym spojrzeniem, które rzadko widywała poza meczami.

Coś przyciągnęło jej uwagę z drugiej strony trybun i wzrok powędrował po tłumie. Wiedziała, że by nie przyszedł, ale i tak miała nadzieję.

Jej wzrok opadł niżej, na parter, gdzie w końcu go dostrzegła.

Draco zatrzymał się u podnóża trybun, otoczony cieniami, gdzie drewniane belki i transparenty z motywami Slytherinu spotykały się z pokrytą szronem ziemią. Patrzyła, jak jego chłodne, szare oczy śledziły zawodników, niewątpliwie myśląc o swoim czasie spędzonym w powietrzu.

Obserwował ich przez kilka minut z pustym wyrazem twarzy, po czym odwrócił się i odszedł.

Hermiona nie mogła powstrzymać współczucia względem niego. Nie wyobrażała sobie, jak ciężko było być zamkniętym na kampusie, a co więcej, czuć, że nie można nawet jeść w tym samym pomieszczeniu co większość uczniów ani uprawiać ukochanego sportu.

Melodyjny głos Luny to katalizator, który wyrwał ją z zamyślenia.

— Pewnego dnia wszystko, co było w cieniu, ujrzy światło dzienne.

Hermiona odwróciła głowę w stronę przyjaciółki, zastanawiając się, czy jakimś cudem podążyła za jej wzrokiem.

— Słucham?

— Zobaczysz — odpowiedziała beztrosko, po czym oparła głowę na ramieniu Neville’a i skupiła się na meczu.

W końcu Hermiona poszła w jej ślady. Klaskała, kiedy trzeba, wiwatowała, gdy Gryffindor zdobywał punkty, ale jej myśli błądziły — wracały do szklarni i Pokoju Życzeń, do cichej muzyki i blasku świec, do ciepłego dotyku palców, gdy podawała mu kawę. Próbowała się otrząsnąć, ale wspomnienie nie ustawało, otulając jej myśli niczym para unosząca się znad ich wspólnej kawy.

Gdy mecz skończył się skromnym zwycięstwem Gryffindoru, jej głos był ochrypły od wiwatów, a policzki zarumienione od zimna. Uśmiechała się, ale jej serce było jakby gdzie indziej.

Po pogratulowaniu Harry’emu, Ronowi i reszcie Gryfonów zwycięstwa, Hermiona jak najszybciej udała się do Pokoju Życzeń. Stał się on miejscem, w którym ona i Draco spędzali więcej czasu niż gdziekolwiek indziej. Na szczęście jej reputacja osoby obsesyjnie uczącej się sprawiała, że nikt nie kwestionował częstych spotkań dotyczących zadanych projektów.

Kiedy otworzyła drzwi, nie była zaskoczona, że Pokój Życzeń znów się zmienił. Od ich pierwszego spotkania w lutym, przestrzeń ewoluowała wraz z nimi. To, co zaczęło się jako przytulna kawiarnia, teraz przypominało bardziej kameralny salon — ciepły, cichy i niezaprzeczalnie prywatny.

Draco siedział na kanapie, pochylony do przodu, z łokciami na kolanach, obserwując ogień — płomienie odbijały się od jego jasnych, blond włosów.

Zatrzymała się gwałtownie, obchodząc kanapę i widząc różową różę leżącą na stoliku kawowym. Naprawdę przynosił je za każdym razem, gdy się spotykali.

— Wiesz. — Westchnęła, siadając obok niego, z delikatnym uśmiechem na ustach. Podniosła kwiat i włożyła go za ucho. — Żartowałam z tymi kwiatami.

Oparł się o oparcie kanapy i wyciągnął ręce wzdłuż, unosząc brew.

— Ja nie żartowałem.

Potrząsnęła głową, przytulając się do jego boku.

To była kolejna subtelna zmiana, która zaszła w Pokoju Życzeń. Ich relacja stopniowo zaczęła się zmieniać po tym pierwszym, przelotnym dotyku, gdy podała mu filiżankę kawy. Żadne z nich tego nie nazwało, ale teraz łączyła ich nieznana wcześniej bliskość.

Po kilku długich minutach spędzonych w przyjacielskiej ciszy Hermiona odezwała się pierwsza — chociaż nie usiadła, bo wciąż opierała głowę o jego ramię.

— Widziałam cię dziś na meczu.

Draco zamruczał w zamyśleniu, analizując jej słowa.

— Chyba nie byłem tak subtelny, jak mi się wydawało.

— Szczerze mówiąc — przyznała — szukałam cię.

Uśmiechnęła się do niej krzywo.

— Wszystko w porządku? — zapytała cicho, kiedy się nie odezwał.

— Tak. — Westchnął. — Po prostu się nudzę… i jestem zmęczony.

Hermiona chwyciła go za dłoń i ścisnęła.

— Przykro mi.

I naprawdę tak było — nie wyobrażała sobie, że mogłaby być ograniczona tylko do kampusu i żyć na marginesie szkolnego życia z powodu reakcji innych ludzi na jej obecność. Draco znosił to z o wiele większą godnością, niż ona by to zrobiła.

— Jest dobrze — powiedział w końcu. — Nie mam na co narzekać — mógłbym siedzieć w więzieniu z ojcem. I ludzie mają prawdo do swoich uczuć.

— To prawda — zgodziła się. — Ale ty masz prawo do swoich.

Powoli kiwnął głową, wciąż wpatrując się w ogień, i objął ją ramieniem.

— Tak, wiem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kwiecień 1999

 

Pierwsza sobota kwietnia wstała jasno i bezchmurnie, jakby wiosna postanowiła zawitać z dnia na dzień. Szron stopniał, a promienie słońca tańczyły na powierzchni Czarnego Jeziora, spowijając błonia złocistą poświatą — jakby nigdy nic złego się tutaj nie wydarzyło.

W Wielkiej Sali Hermiona usiadła obok Harry’ego i nalała sobie filiżankę herbaty, omiatając wzrokiem rozłożone przed nimi propozycje śniadaniowe.

Wybrała kromkę chleba tostowego, który posmarowała dżemem i upiła łyk herbaty, zanim uświadomiła sobie, że Harry przygląda się jej trochę zbyt uważnie znad krawędzi kubka.

— Co? — zapytała, unosząc brwi.

Harry wzruszył ramionami, starając się mówić swobodnie.

— Po prostu… zastanawiam się, jak idzie projekt z Malfoyem.

Hermiona przewróciła oczami nieco mocniej, niż to konieczne.

— Który?

Harry uśmiechnął się szeroko, ale grymas nie sięgnął jego oczu.

— W sumie racja. Tylko się upewniam, że wszystko w porządku. Ostatnio spędzasz dużo czasu na… odrabianiu lekcji.

— Wszystko dobrze, Harry — powiedziała, a potem złagodniała, widząc jego minę. — Naprawdę.

Lekko kiwnął głową, choć widać było, że wciąż próbuje czytać między wierszami.

— Idziesz dziś z nami do Hogsmeade? — zapytał, zmieniając temat. — Ron miał wielką nadzieję, że pójdziesz — nie byłaś tam zbyt często w tym roku.

— Oczywiście, że pójdę. — Zaśmiała się. Podała mu talerz bekonu, kiedy gestem o niego poprosił, a potem przygwoździła go spojrzeniem. — Cieszę się, że spędzę z wami czas — przecież ty i Ron nie byliście pochłonięci Quidditchem i przygotowaniami do treningu Aurorów.

— Cóż, Miona — powiedział Ron z pełnymi ustami, napinając niemal nieistniejący biceps — musimy się stawić gotowi, by pokazać wszystkim ich miejsce już pierwszego dnia.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kilka godzin później Hermiona wyszła z Miodowego Królestwa, wpychając papierową torbę ze słodyczami do swojej torebki z koralikami. Poszła tam wcześniej, ale po odłączeniu się od Harry’ego, Rona, Neville’a i Luny, wstąpiła ponownie.

Powiedziała prawdę — naprawdę wstąpiła do Gladraga, żeby sprawdzić status zamówienia na koniec szkoły. I naprawdę wysłała list do Ministerstwa, zanim wróciła do sklepu ze słodyczami po cukrowe pióra, o których wcześniej zapomniała.

Pozostali nie musieli wiedzieć, że podczas pobytu w sklepie wybrała też kilka słodyczy, które, jak sądziła, mogłyby smakować Draco. Próbowała go namówić, żeby jej powiedział, co ma kupić, ale oczywiście się upierał, że nic nie potrzebuje — nie żeby go słuchała.

Kiedy wróciła na główny plac Hogsmeade, reszta grupy już się zebrała, gotowa wrócić do szkoły na kolację.

— Znalazłaś wszystko, czego potrzebujesz? — zapytał Harry, obejmując ją ramieniem.

— Owszem — odpowiedziała, wtulając się w jego ramiona. — Sprawdziłam nawet twoje zamówienie — togi będą gotowe wtedy, kiedy moje.

— Nie musiałaś tego robić — zaprotestował Harry. — Ale dziękuję.

— Mama się zajmie moimi — oznajmił Ron z jak zwykle pełnymi ustami.

Wrócili do zamku, rozkoszując się ostatnimi promieniami popołudniowego słońca.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W Wielkiej Sali kolacja minęła w mgnieniu oka — jedzenie było jak zwykle pyszne i Hermiona cieszyła się czasem spędzonym z przyjaciółmi, ale myśli błądziły gdzie indziej.

Gdy tylko mogła, odeszła do stołu i skierowała się na siódme piętro. Na korytarzach panowała cisza, jej kroki tłumiły grube dywany i szum magii, który zawsze wydawał się silniejszy wieczorem.

Drzwi do Pokoju Życzeń otworzyły się bezszelestnie i Hermiona weszła do środka — tylko po to, by zatrzymać się, gdy uświadomiła sobie, że przestrzeń znów się zmieniła.

Oświetlenie było słabe i złociste, wydobywało się z małej konstelacji unoszących się świec, które leniwie dryfowały nad głowami. Ogień cicho trzaskał w kominku, rzucając długie, miękkie cienie na ciemnoniebieskie ściany.

Kanapa też się zmieniła. Teraz była szersza, bardziej miękka. Zamiast być zwróconą do ognia, była ustawiona do wewnątrz, jakby zachęcała do bliskości.

Hermiona powoli przemierzała pokój, jej kroki tłumił gruby dywan, którego wcześniej tam nie było. Znajomy zapach dymu z drewna, kawy i pergaminu unosił się w powietrzu, gdy siadła na kanapie, podwijając stopy pod siebie.

Kilka minut później drzwi otworzyły się ponownie i wszedł Draco, przeszedł przez pokój i usiadł na kanapie obok niej, obserwując zmiany.

— Dobrze się bawiłaś w Hogsmeade? — zapytał, grzebiąc w swojej torbie.

— Dobrze — odpowiedziała, siadając, żeby zajrzeć do swojej.

Oboje jednocześnie znaleźli to, czego szukali, siadając z powrotem i śmiejąc się, gdy oboje zdali sobie sprawę, że druga coś trzyma.

Jedną ręką wzięła jasnoróżową różę, a drugą podała mu torbę z Miodowego Królestwa.

— Mówiłem ci, że nie musisz mi niczego kupować — mruknął, jednocześnie zaczynając grzebać w torbie niczym niuchacz w poszukiwaniu złota.

Obserwowała go, obracając różę w dwóch palcach, zanim schowała ją do koka. Nie wiedział, że zachowała każdy kwiat, który jej dał — każdy z nich był starannie schowany w zużytych stronach jej dziennika.

Nieświadomie zbliżyli się do siebie w ciągu wieczoru. Kiedy skończyli tłumaczyć, znów wtuliła się w jego bok.

Przez chwilę siedzieli w przyjacielskiej ciszy, oboje obserwując kominek, gdy trzask drewna wypełniał przestrzeń między nimi.

Przyłapała się na tym, że pochyliła się bliżej, opierając głowę o jego ramię.

— Teraz jest inaczej — powiedziała cicho, nie do końca pewna, czy chodziło jej o pokój, czy o ich relację.

Draco odwrócił się na tyle, żeby na nią spojrzeć.

— Tak, to prawda.

Niczego nie wyjaśniła — nie musiała.

Grali w podchody od tygodni — pozwalając, by ich dotyk się przedłużał, pozwalając ciszy ciągnąć się dłużej niż kiedyś, pozwalając słowom zawisnąć niewypowiedzialnym między stronami dziennika a spojrzeniami. Ale teraz było zbyt blisko, zbyt cicho, zbyt ciepło, by to zignorować.

Obserwowała, jak jego dłoń się zaciskała, a szczęka napinała — wyraźnie rozważał kolejne słowa.

— Wiesz, że… cokolwiek to jest… nie możemy… po czerwcu. To… cokolwiek to jest… musi się skończyć z chwilą, gdy skończymy szkołę.

Jego słowa uderzyły ją jak Bombarda, ale nie drgnęła. Wiedziała, że miał rację.

— Wiem — wyszeptała.

— To nie dlatego, że jesteś mugolaczką… nie chcę, żebyś tak myślała — dodał cicho. Spotkał się z jej wzrokiem, w jego wyraźnie malowało się błaganie. — Musisz to zrozumieć.

— Wiem — powtórzyła.

— Moja rodzina oczekuje ode mnie pewnych rzeczy… to część rzeczy… których nigdy nie mógłbym od ciebie wymagać — wyjaśnił. — Rzeczy, na które nigdy nie chciałbym cię narażać.

— Poza tym jest jeszcze kwestia tego, jaką rodzinę wybrałam — powiedziała głosem pełnym emocji. — Weasleyowie i Harry to wszystko, co mi zostało.

Posłał jej uśmieszek graniczący ze smutkiem, kiedy znów na nią spojrzał.

— Poza tym musisz rozwalić Ministerstwo od środka.

Jej śmiech był nieco bardziej niepewny, niż by chciała, ale szczery.

Po długiej pauzie kiwnęła głową — bardziej do siebie niż do niego.

— Nic z tego nie czyni tego, co jest między nami mniej realnym. Sprawia jedynie, że to stało się tymczasowe.

Przysunął się jeszcze bliżej niej, delikatnie przyciągając ją do swojej piersi.

— Nie obchodzi mnie, jak mało czasu nam zostało, Hermiono. Nie chcę go zmarnować, udając, że to się nie dzieje — że to nieprawda.

Patrzyła na niego, gdy w końcu użył jej imienia i zaparło jej dech w piersiach, gdy patrzył na nią, jakby była czymś cennym, co może trzymać tylko przez chwilę, zanim wyślizgnie mu się z rąk.

Jej głos przypominał głośniejszy szept.

— Ja też nie.

A potem nastąpiła chwila na tyle długa, że poczuli, jakby czas się zatrzymał i Draco się pochylił.

Jego pocałunek był początkowo delikatny. Niepewny, jakby się bał, że zmieni zdanie.

Ale Hermiona nie dała za wygraną. Przytuliła się do niego, jedną dłonią chwytając jego koszulę, a drugą wplatając w miękkie, platynowe pasma z tyłu jego głowy.

Pocałunek pogłębił się — w powolny, zdecydowany i od dawna wyczekiwany.

Kiedy w końcu się od siebie odsunęli, Hermiona oparła czoło o jego.

— Do czerwca oboje będziemy kompletnie rozbici — wymamrotała.

Parsknął cichym śmiechem.

— Bez wątpienia.

Ale żadne z nich nie zrobiło nawet kroku w stronę drzwi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Maj 1999

 

Hermiona siedziała z tyłu sali na zajęciach ze starożytności, pilnie robiąc notatki, podczas gdy profesor Sinestra opisywała starożytne egipskie praktyki magiczne. To przedmiot fakultatywny, który nie miał większego znaczenia dla jej owutemów, ale nadal interesowała się tym materiałem i chciała go dobrze zdać.

To jedyne zajęcia, które miała tylko dla siebie. Harry i Ron pomagali pani Hooch uczyć pierwszoroczniaków latania w ramach zajęć dodatkowych. Draco chodził na wróżbiarstwo na poziomie owutemów. Najwyraźniej Trelawney była dla niego wystarczająco zabawna, by kontynuować naukę.

Byli w trakcie wyjaśniania runów znajdujących się w piramidach, gdy jej różdżka zawibrowała, sygnalizując nową wiadomość w jej dzienniku. Nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który pojawił się na jej ustach, gdy otworzyła go, obserwując schludne pismo Draco pojawiające się na stronie.

 

D: Chcesz się spotkać po kolacji?

 

Uśmiechnęła się na to proste pytanie. Kiedy zaczynali spotkać się w sprawie projektów, zawsze był taki ostrożny — czekał, aż ona zrobi pierwszy krok, zdecyduje, kiedy i gdzie się spotkają. Teraz czuł się swobodniej i cieszyło ją to.

 

H: Nie możemy… musimy iść na zajęcia obserwacyjne z astronomii, pamiętasz?

D: Prawie o tym zapomniałem. Moglibyśmy się wymknąć po godzinie policyjnej.

 

Stuknęła piórem o usta, zastanawiając się nad tym. Nigdy nie robiła tego celowo w Hogwarcie — nigdy tak naprawdę nie miała się z kim spotkać. Kilka razy spóźniła się kilka minut przez te wszystkie lata, po zbyt długim pobycie w bibliotece, ale nigdy przez takie sytuacje.

Chociaż ich projekty powinny być gotowe dopiero na koniec semestru, skończyli je już kilka tygodni temu. Teraz wieczory, które spędzali razem, były pełne głębokich rozmów, celowego unikania zegara — a także pocałunków i dotykania, które z każdym spotkaniem stawały się coraz bardziej namiętne.

 

H: Będę około północy.

 

Hermiona dryfowała przez resztę dnia — lunch z Gryfonami i Luną, popołudniowe zajęcia, spacer na herbatkę u Hagrida. Przez cały ten czas w głębi jej umysłu krążyły myśli o Draco i ich wspólnych chwilach w Pokoju Życzeń.

Po kolacji udała się z Harrym i Ronem na Wieżę Astronomiczną. Gdy wchodzili po schodach na taras widokowy, wyciągnęła rękę, by spleść palce Harry’ego i uścisnąć je czule.

Obok nich Ron paplał o treningu Quidditcha, jak zwykle zupełnie nieświadomy dyskomfortu swojego najlepszego przyjaciela. Kiedy wyszli na taras, ich koledzy z klasy rozproszyli się już po całej przestrzeni, w małych grupkach wokół teleskopów.

Draco, Blaise i Theo zajmowali najdalszy, najciemniejszy kąt, ale nawet to nie wystarczało, by umknęli uwadze. Teleskop najbliżej nich pozostał wyraźnie osamotniony, bo reszta uczniów trzymała się na dystans.

Draco podniósł wzrok, gdy ich dostrzegł. Jego oczy złagodniały, kiedy ją zobaczył. Potem skupił uwagę na jej dłoni w dłoni Harry’ego, a na jego twarzy pojawiło się coś w rodzaju poczucia winy — albo żalu.

— Chodź — wymamrotała Hermiona, ciągnąc Harry’ego do ostatniego wolnego teleskopu.

Podążył za nią instynktownie, jego kroki były automatyczne. Ron jednak nie byłby Ronem, gdyby nie narobił zamieszania.

— Nie, Miona! — wykrzyknął, niemal wbijając obcasy w kamienną podłogę. — Nie będziemy przebywać w ich pobliżu.

Westchnęła, unosząc twarz ku gwiazdom, jakby szukała cierpliwości, by poradzić sobie z nieprzewidywalnym temperamentem Weasleya.

— To jedyny wolny teleskop, Ron. I nikomu nie dogryzali przez cały rok, więc wątpię, żeby teraz zaczęli.

— Nie — powiedział uparcie, krzyżując ręce na piersi.

Harry stał nieruchomo, jego palce wciąż obejmowały jej, a oczy nie były skupione, gdy wpatrywał się w niebo.

— Dobra — warknęła Hermiona. — Idź pracować z Deanem, Seamusem i Neville’em. Harry i ja będziemy tutaj.

Patrzyła, jak Ron odwraca się na pięcie i odchodzi, po czym delikatnie poprowadziła Harry’ego do ich stanowiska pracy.

Reszta lekcji minęła bez zakłóceń, Hermiona i Harry pracowali cicho razem — choć, szczerze mówiąc, to ona wykonywała większość pracy, podczas gdy Harry wpatrywał się w przestrzeń. Nie żeby miała mu za złe to rozproszenie uwagi.

Poza kilkoma przelotnymi spojrzeniami zmiennych, szarych oczu i sporadycznym, cichym szeptem między Blaise’em i Theo, grupa Ślizgonów obok nich pracowała równie cicho i sprawnie.

Po zajęciach Hermiona sprowadziła Harry’ego po schodach z wieży. Trzymała go za rękę aż do dormitorium ósmego roku, gdzie w końcu zdawał się wracać do siebie.

— Przepraszam, Hermiono — wyszeptał, gdy zatrzymali się tuż przed drzwiami do Pokoju Wspólnego. — Wyłączyłem się i zostawiłem całą pracę na twojej głowie.

Objęła go i przytuliła przez chwilę.

— W porządku. Bardziej się martwię o ciebie niż o zadanie.

Harry wzruszył ramionami, jego głos był niski.

— To po prostu… czasem dużo do przetworzenia. Dziękuję, że się mną opiekujesz.

Po raz ostatni ścisnęła jego rękę przed otworzeniem drzwi.

— Zawsze będę. Dobranoc, Harry.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Trzy godziny później Hermiona wymknęła się z łóżka i włożyła kapcie. Otuliła się puszystym, różowym szlafrokiem, by uniknąć chłodu zamku, i cicho wymknęła się z dormitorium.

Lavender i Parvati spały jak zabite, więc Hermiona nawet nie zawracała sobie głowy Zaklęciem Tłumiącym na butach — zresztą i tak nie chodziła głośno.

W mgnieniu oka dotarła do korytarza na siódmym piętrze i zaczęła chodzić tam i z powrotem, myśląc o pokoju, w którym będzie mogła spędzać czas z Draco.

Po chwili drzwi się pojawiły i weszła do środka, zastanawiając się, czy tym razem pokój bardzo się zmieni. Było tu znacznie cieplej niż w reszcie zamku, więc zdjęła szlafrok i powiesiła go na haczyku przy drzwiach.

Pokój wyglądał na mniejszy i bardziej przytulny. Duża, niebieska kanapa znów nieco się zmieniła, tym razem wydając się głębszą i jeszcze wygodniejszą — idealne miejsce do wspólnego zwinięcia się w kłębek, w przeciwieństwie do miejsca przeznaczonego do nauki lub rozmów. Na oparciu przewieszono miękki, zielony koc, który wręcz prosił się, by się nim owinąć.

Ostatnim razem, gdy tu byli, kilka lampionów zwisało obok płonących świec, ale teraz już ich nie widziała. Kominek i skupiska świec stanowiły jedyne oświetlenie pokoju.

Nie było już żadnych książek — poza tym, co wyglądało na kilka jej ulubionych romansów — ani przyborów szkolnych, ani miejsca do nauki. Na stoliku kawowym zamiast kawy i ciastek stała Ognista Whisky, czerwone wino, szklanki i kieliszki.

Obserwując pokój, Hermiona nie zauważyła, że drzwi się otworzyły, i podskoczyła, kiedy ramiona Draco objęły ją w talii.

— Wyglądasz uroczo — mruknął, muskając ustami jej ucho. Odgarnął loki na bok, zakładając różową różę, którą jej przyniósł, za ucho, po czym zaczął całować ją po szyi, jedną ręką błądząc po jej boku, długimi palcami drażniąc rąbek jej szortów do spania. — Bardzo mi się podoba.

Hermiona nie mogła powstrzymać chichotu, słysząc flirtujący ton jego głosu. Dwuczęściowy komplet, jaki miała na sobie, był najsłodszym, jaki posiadała. Miękka, różowa koszulka na ramiączkach z falbanką na dole, pasowała do dopasowanych szortów. Nie były w żadnym wypadku skandaliczne, ale z pewnością wyglądały lepiej niż podkoszulek i szorty, w których zazwyczaj spała.

— Dziękuję — szepnęła, obracając się w jego ramionach. — Tak myślałam, że ci się spodoba.

Zamruczał z uznaniem, pochylając się i całując ją w usta.

— Tak. Właściwie bardzo mi się podobają.

Uśmiechnęła się, widząc, że dziedzic Malfoyów najwyraźniej śpi w niebieskich, kraciastych spodniach i szarym T-shircie.

— Cóż — rzekła dramatycznie — zakładałam, że śpisz w czarnej, jedwabnej piżamie z monogramem.

— A kim myślisz, że jestem? — prychnął. — Osiemdziesięciolatkiem?

— Chyba nie.

Zaśmiała się.

Obszedł ją, wpatrując się w stolik obok kanapy.

— Masz ochotę na kieliszek wina?

Kiwnęła głową, siadając na kanapie i z wdzięcznym uśmiechem przyjęła kieliszek, gdy jej go podał, po czym wrócił do stołu, by napełnić swoją szklankę Ognistą Whisky.

Kiedy Draco usiadł obok niej, Hermiona wtuliła się w niego. Przez chwilę milczeli, obserwując ogień i powoli popijając drinki. Ciepło Draco i leniwe przesuwanie palcami po jej boku sprawiały, że Hermiona niemal zapadła w trans.

— Zauważyłaś, że nie ma tu zegara ani kalendarza? — zapytał Draco po chwili.

Pusta szklanka zwisała z jego palców wolnej ręki niczym nieumyślna refleksja.

— Zauważyłam — przyznała. — Myślę, że to dlatego, że Pokój wie, że zgodziliśmy się nie przejmować tym, ile nam zostało czasu.

— Naprawdę staram się o tym nie myśleć — mruknął Draco, całując ją we włosy. — Ale trudno zignorować fakt, że zbliżamy się do zakończenia roku szkolnego.

Hermiona usiadła, stawiając pusty kieliszek na niskim stoliku przed nimi, po czym wyciągnęła rękę i zrobiła to samo z jego szklanką. Klęknęła na tyle długo, by zmienić pozycję, a następnie usiadła mu na kolanach.

Opierając kolana o jego biodra, zniwelowała różnicę wzrostu, pozwalając sobie spojrzeć prosto w piękne, szare oczy, które tak pokochała.

— Mamy jeszcze ponad miesiąc, Draco — wyszeptała.

Jej palce wplatały się w jego włosy i zamknął oczy, biorąc głęboki oddech.

Kiedy znów na nią spojrzał, emocje w jego oczach były dla niej niemal nie do pojęcia.

— Jakby to kiedykolwiek wystarczyło — jakby wieczność kiedykolwiek wystarczyła.

Jej serce zaczęło bić szybciej na te słowa, ale prawie przestało, gdy przyciągnął ja do siebie i pocałował w sposób, który dowodził ich prawdziwości.

Westchnęła, a jego język wślizgnął się do jej ust, delikatnie masując jej własny. Pocałunek wydawał się nie mieć końca, gdy go pogłębili, dłonie wędrowały po ciałach w języku, który tylko oni rozumieli.

Draco odsunął się po kilku długich minutach, jego źrenice się rozszerzyły.

— Nigdy cię nie zapomnę, Hermiono. Nigdy.

— Chciałabym, żeby było inaczej — powiedziała cicho. — Chciałabym, żeby twoja rodzina i moja mogły to zrozumieć.

— Wiem — zgodził się z bólem w głosie. — ale nawet gdyby to nie było problemem… w moim świecie jest tyle rzeczy, których nie chcę, żebyś widziała — rzeczy, których się ode mnie oczekuje, a z którymi nigdy nie powinnaś mieć do czynienia.

Kiwnęła głową. Nigdy nie powiedział tego wprost, ale była wystarczająco mądra, by poskładać wszystko w całość. Malfoyowie prawdopodobnie byli zamieszani o wiele bardziej, niż inni podejrzewali, a jako Następca Tronu nie będzie miał innego wyboru, tylko przejąć pałeczkę w kierowaniu tym, co robią.

Cokolwiek to było, Złota Dziewczyna nie powinna być częścią tego wszystkiego. Zapomnijcie o ich przyjaciołach i rodzinie — cały magiczny świat nigdy nie zrozumiałby ich związku. Nigdy nie zaznaliby chwili spokoju.

Nie odezwała się od razu. Po prostu przysunęła się bliżej, obejmując go ramionami za szyję.

— Nienawidzę tego, że musimy o tym myśleć — mruknęła. — Ale nie chcę marnować czasu, który nam pozostał, martwiąc się, jak szybko mija.

Draco powoli wypuścił powietrze, jakby pozwalał, by ciężar świata zsunął się z jego ramion. Zacisnął dłonie na jej talii i oparł czoło o jej.

— Jesteśmy tu teraz — powiedział cicho. — I to wszystko, o co mogę prosić.

Odchyliła się na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy.

— Zatem pocałuj mnie tak, jakbyśmy mieli mnóstwo czasu.

Nie wahał się. Jego usta spotkały się z jej w pocałunku, który zaczął się miękko i delikatnie — niemal z szacunkiem, jak obietnica.

Ale nie trwało to długo.

Przyciągnął ją bliżej — jedną dłoń trzymał na jej plecach, drugą wplótł w jej loki. Uśmiechnęła się do jego ust, gdy przechylił jej głowę, pogłębiając pocałunek w coś powolnego i bolesnego.

Jakby tylko ona się liczyła.

Jakby czas i przestrzeń nie miały znaczenia.

Jakby świat poza tym pokojem nie istniał.

Zatraciła się w tym — w nim — w zapachu dymu świec, cytrusowej wody kolońskiej i tytoniu zmieszanego z ciepłą wanilią.

Hermiona opadła mocniej na jego kolana, dysząc, gdy jego biodra lekko się uniosły i czuła jego erekcję na swojej ledwo zakrytej cipce.

— Przepraszam — mruknął, a jego policzki oblały się olśniewającym rumieńcem. — Nie mogę się powstrzymać. — Poruszył się pod nią. — Pozwól mi… przepraszam. Spróbuję…

Hermiona zatrzymała jego ruchy, przyciskając się do niego całym ciałem, kurczowo trzymając się jego ramion.

— Nie chcę, żebyś się powstrzymywał, Draco… chcę, żebyś to zrobił jeszcze raz.

— Naprawdę?

Jego uśmiech był powalający, a szarość oczu niemal przyćmiła czerń, gdy na nią patrzył — wszelkie ślady wcześniejszej nieśmiałości zniknęły.

Ścisnął ją mocno za biodra i znów się uniósł, powodując, że znowu jęknęła.

— Przyjemnie? Tego właśnie potrzebujesz, kochanie?

Nie była pewna, co sprawiło, że jęknęła głośniej — jego głos, jego słowa, to nowe pieszczotliwe określenie, czy odurzająca mieszanka wszystkich trzech.

Draco znieruchomiał, czekając na nią. Nabrała powietrza, by wyszeptać:

— Proszę, Draco.

Objął jej usta gorącym pocałunkiem i kołysał biodrami. Jęknęła, wplatając palce w jego włosy i szarpiąc, gdy jego gorący, gruby kutas ocierał się o jej łechtaczkę.

Instynkt wziął górę. Zaczęła się o niego ocierać, dostosowując się do jego rytmu, goniąc orgazm, który narastał za każdym razem, gdy ich biodra się spotykały.

Jego dłonie opuściły jej talię, wędrując po bokach i zatrzymując się, by unieść się tuż nad jej klatką piersiową.

Chwyciła go za nadgarstki i sterując nimi.

— Proszę, Draco — wyszeptała niemal bez tchu, błagając.

Tylko tego potrzebowała.

Duże dłonie objęły jej piersi, delikatnie je ugniatając, gdy pochylił się, by całować ją po szyi i obojczykach. Poruszała się mocniej, szybkiej, wciągając ją na szczyt, sapiąc z każdym ruchem.

— Świetnie ci idzie, maleńka — mruknął, obserwując jej twarzy, gdy obracał jej sutki między palcami.

Otworzyła usta z głośnym jękiem i zamknęła oczy.

Utrzymywał równy rytm, całując coraz niżej, zostawiając gorący ślad wzdłuż krągłości jej klatki piersiowej. Jego usta zatrzymały się na koronkowym brzegu jej koszulki.

— Jesteś pewna? — zapytał cichym i stłumionym głosem.

Zamiast odpowiedzieć, Hermiona zsunęła ramiączka z ramion, obnażając się przed nim.

— Wykończysz mnie — jęknął.

Zachichotała, ale ten dźwięk zmienił się w jęk, gdy jego usta objęły jej sutek, ssąc go delikatnie, podczas gdy palce pieściły drugi.

— O, bogowie… Draco! — krzyknęła, gdy wbił się mocniej, naciskając na jej śliską cipkę przez cienkie materiały, które ich rozdzielały. — Jestem tak…

— Blisko? — dokończył głosem ochrypłym od przyjemności. — Ja też.

Czuła, jak zaciska się jej wnętrze z każdym muśnięciem jego bioder. Tarcie — gorące, nieustępliwe, irytująco idealne — sprawiało, że balansowała na krawędzi.

Jego usta były wszędzie: na jej piersiach, szyi i obojczyku. Dłonie nie przestały się poruszać — na zmianę chwytając ją w talii, drażniąc sutki, albo kierując jej biodra coraz szybciej w stronę swoich.

Nie mogła powstrzymać krzyków wydobywających się z jej ust, chrapliwych i rozpaczliwych.

— Draco… proszę… zaraz…

— Trzymam cię — rzekł ochrypłym głosem pełnym szacunku. — Dojdź dla mnie, maleńka.

Pieszczotliwe określenie, napięcie w jego głosie, sposób, w jaki jego kutas idealnie się o nią ocierał — wciąż oddzielony wystarczającą ilością materiały, by utrzymać jego szaleństwo — zgubiły ją.

Orgazm zrzucił ją z klifu, którego kurczowo się trzymała, przeszywając ją, gdy mocno go trzymała, jęcząc jego imię. Uda drżały wokół jego, głowa wtuliła się w jego ramię, gdy się trzęsła.

Draco podążył tuż za nią, trzymał twarz przy jej szyi, jęcząc, gdy pchnął jeszcze trzy razy i zastygł, napinając całe ciało, gdy doszedł z niskim, zdławionym dźwiękiem.

Na chwilę świat zamarł. Ich oddechy stanowiły jedyny dźwięk w cichym pokoju — głośne i nierówne.

Osunęła się na niego, bezwładna i ciepła, wciąż próbując złapać oddech.

Objął ją mocniej, głaszcząc po włosach, jego głos był niski i ochrypły.

— Jesteś niesamowita.

Uśmiechnęła się w jego szyję.

— Ty też nie jesteś taki zły.

Trwali tak przez kolejną minutę, po czym powoli zaczęli się ogarniać —pocałowała go w szczękę, rzucając na nich szybkie zaklęcie czyszczące, a on poprawił jej bluzkę, wciąż nucąc.

Hermiona poczuła ogarniającą ją senność, gdy Draco tulił ją w ramionach.

— Musimy wracać do dormitoriów — mruknęła. — Ale nie chcę wstawać.

— To nie rób tego — wyszeptał w jej skroń. Manewrował nimi, aż położył się z nią wciąż w swoich ramionach, po czym wyciągnął rękę i ściągnął koc z oparcia kanapy, przykrywając ich nim, by ją ogrzać. — Pośpij chwilę — obudzę cię, żebyś zdążyła wrócić na czas.

Poczuła to gdzieś głęboko w piersi: to był moment, który zabierze ze sobą, gdy reszta przeminie.

— Dobrze — zgodziła się, opierając głowę o jego pierś i szeroko ziewając. — Dobranoc, Draco.

Pocałował ją w skroń, gdy zaczynała odpływać.

— Dobranoc, Hermiono.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Czerwiec 1999

 

Koniec maja i początek czerwca minęły jak mgła — nie dlatego, że były nijakie, ale dlatego, że Hermiona nie chciała ich dzielić na „ostatnie chwile” i „kolejne kroki”. Choć to sprzeczne z jej naturą, chciała żyć teraźniejszością.

Jej i Draco zostało niewiele czasu, zanim ich światy się rozpadną.

Oczekiwania jego rodziny — bez wątpienia jego matka miała listę potencjalnych żon czekających na niego. Fakt, że jej przyjaciele — jedyna rodzina, jaka jej pozostała — nigdy by go nie zaakceptowali. I ciężar tego, co to znaczy być Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia.

Z każdym z tych powodów można by sobie poradzić. Ale tym razem wydawały się nie do pokonania.

Nawet Pokój Życzeń zdawał się wiedzieć, że czas ucieka.

Każdej nocy, kiedy się spotykali, przestrzeń robiła się mniejsza, ciemniejsza, zbliżając ich do siebie. Świece wypalały się coraz słabiej. Róże, które przynosił Draco, wydawały się pożegnalnymi.

Zostały dwa dni do zakończenia roku szkolnego i Hermiona nie mogła się skupić.

Myśli uciekały od numerologii. Wzrok wędrował w stronę Draco siedzącego po drugiej stronie sali, obserwującego ją.

Chwilę później jego wzrok padł na dziennik. Pióro poruszyło się. Kilka sekund później Hermiona poczuła delikatne wibracje swojej różdżki — jego wiadomość na nią czekała.

 

D: Chciałabyś się dziś wieczorem spotkać w Pokoju?

 

Skrzywiła się.

 

H: Nie mogę — urządzają imprezę pożegnalną w Trzech Miotłach.

 

Czuła się winna, pisząc to, wiedząc, że nie byłby mile widziany, nawet gdyby mógł pójść.

 

D: Och, racja. Baw się dobrze i uważaj na siebie.

 

Podniosła wzrok i znów uchwyciła jego spojrzenie oraz ciepły i swobodny wyraz twarzy. Mówił serio.

 

H: Tak… ale jutro wieczorem się tam spotkamy, prawda?

D: Oczywiście, że tak.

 

Nie odpisała. Po prostu patrzyła na niego i się uśmiechała.

A potem się odwróciła, bo jeśliby tego nie zrobiła, mogłabym się rozpłakać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy Hermiona obudziła się następnego ranka, światło słoneczne wydawało się zbyt jasne. Nie dlatego, że miała kaca — niewiele wypiła — ale dlatego, że świat próbował popychać ją ku jutrzejszemu dniu szybciej, niż była na to gotowa.

W dormitorium panowała cisza. Lavender i Parvati wciąż leżały zwinięte w kłębek na swoich łóżkach, odsypiając imprezę w Trzech Miotłach.

Ubrała się powoli, wybierając miękką, letnią sukienkę i pasujący do niej kardigan, po czym odświeżyła fryzurę. Nie miała powodu do pośpiechu. Zajęcia się już skończyły. Egzaminy również. To już koniec — jutro zakończenie roku szkolnego. A to oznaczało, że została jej jedna noc z Draco.

I nie była na to gotowa.

Kiedy dotarła do Wielkiej Sali, panował tam spokój, wciąż przesiąknięty poranną ciszą. Harry już tam był, siedząc na swoim zwykłym miejscu z filiżanką kawy w dłoniach. Kiedy do niego dołączyła, bez słowa nalał jej kawę. Nie odzywali się. Po prostu dzielili ciszę, każde pogrążone we własnych myślach.

Po obiedzie Hermiona przechadzała się po zamku, jak to robiła na pierwszym roku, przemierzając znajome korytarze, jakby próbowała zapamiętać je po raz ostatni. Zatrzymała się przed swoimi ulubionymi klasami. Stanęła też nad brzegiem Czarnego Jeziora. Pozwoliła palcom błądzić po wytartej, kamiennej poręczy ruchomych schodów.

Gdziekolwiek szła, wspomnienia wyłaniały się z jej umysłu. Niektóre były tak ostre, że aż się wzdrygała. Inne tak słodkie, że aż bolały. Odpychała je — na razie — zdeterminowana, by pozostać w teraźniejszości.

Przy kolacji zajęła swoje stałe miejsce obok Harry’ego i naprzeciwko Rona. Śmiali się z czegoś, co powiedział Neville. Przyłączyła się do nich. To było proste, znajome, beztroskie. Choć w głębi duszy czuła piasek przesypujący się w klepsydrze.

Kiedy w końcu opuścili Wielką Salę, Ron zarzucił jej rękę na ramię, gdy szli korytarzem.

— Miona, myślę o wyzwaniu każdego, kto będzie wystarczająco odważny, na ostatnią partię szachów — powiedział radośnie. — Chcesz popatrzeć?

— Nie, dziękuję — mruknęła, delikatnie wysuwając się spod jego ramienia. — Chyba chciałabym poczytać w bibliotece po raz ostatni.

Wzruszył ramionami i zasalutował jej zawadiacko.

— Jak sobie chcesz.

Harry przyglądał jej się przez chwilę, mrużąc oczy na tyle, by zastanawiała się, czy wiedział. Ale tylko pokiwał głową.

— Baw się dobrze, Hermiono — powiedział cicho.

Pożegnała się z nimi, skręciła w boczny korytarz i poszła okrężną drogą na siódme piętro.

Kiedy dotarła do fragmentu ściany skrywającej Pokój Życzeń, jej serce kołatało w piersi — nie z nerwów, nie do końca. To było spowodowane czymś cięższym, świadomym — ciężarem wszystkiego, z czym wiązała się ta noc.

Zamknęła oczy. Powoli wciągnęła powietrze. Zaczęła chodzić tam i z powrotem.

Potrzebuję miejsca, w którym mogę z nim być.

Miejsca, w którym czas nie ma znaczenia.

Miejsca na pierwsze i ostatnie chwile.

Drzwi się pojawiły i bez wahania przez nie weszła.

Pokój wiedział. Dryfujące świecie były skąpane w miękkim, mglistym blasku. Kominek trzaskał w ciszy. Ich kanapa wciąż tam była, zwrócona w stronę ognia — jakby czekała.

Ale w odległym kącie pojawiło się coś nowego: duże, wyglądające na wygodne łóżko z pluszową pościelą, grubymi kołdrami i poduszkami, które wyglądały, jakby mogły znieść ciężar każdego pożegnania.

W ciągu ostatnich kilku tygodni, w miarę jak ich związek się pogłębiał, Hermiona podjęła decyzję. Jeśli ona i Draco nie mogli być razem — jeśli nie mogła go mieć do końca życia — to nadal chciała, żeby był jej pierwszym. Chciała, żeby to wspomnienie, ta chwila, należała do niego.

Na samą myśl oblała się rumieńcem. Wcześniej wstydziła się o tym mówić, choć nie była pewna dlaczego. Ostatnio nie byli specjalnie nieśmiali, jeśli chodzi o eksplorację fizycznej strony ich związku, choć nie przekroczyli jeszcze tego ostatecznego progu.

Jeśli powie „nie”, oczywiście to uszanuję, pomyślała. Ale pewnie umrę ze wstydu.

Wzięła głęboki oddech i rzuciła szybkie Tempus. Przybyła prawie godzinę za wcześnie i nie chciała tracić ani minuty.

Czterdzieści pięć minut później spojrzała na swoje odbicie po raz ostatni, poprawiając loki, zanim usunęła lustro. Wygładziła rąbek białej, jedwabnej koszuli nocnej, którą znalazła podczas ostatniej wizyty w Hogsmeade, po czym położyła się na łóżku i czekała.

Kiedy drzwi w końcu zaskrzypiały, początkowo jej nie dostrzegł, ponieważ jego wzrok padł na kanapę, na której zazwyczaj siedziała. Rozejrzał się po pokoju, po czym odwrócił się w jej stronę, marszcząc brwi z lekkim zaniepokojeniem.

Hermiona nie mogła powstrzymać się od nerwowego poruszenia, gdy w końcu ją dostrzegł. Otworzył usta ze zdumienia, widząc, gdzie leżała — i w co była ubrana.

— Cóż — powiedział w końcu z cichym śmiechem, wskazując machnięciem ręki na swoją zwykłą piżamę — wygląda na to, że jestem niedostatecznie ubrany.

Znów się zarumieniła, gdy podszedł do łóżka i wyciągnął do niej rękę, obracając ją powoli, gdy wstała.

— Podoba ci się?

Jego głos brzmiał cicho, gdy odpowiedział.

— Podoba mi się? To cudowne… wyglądasz olśniewająco.

Uniósł jej podbródek i pocałował ją delikatnie. Kiedy się odsunął, jego wzrok wędrował po łóżku za nimi, a lekki rumieniec spłynął po szyi aż do kołnierzyka miękkiego T-shirtu.

— Hermiono, czy to jest to, o czym myślę?

Kiwnęła drążąco głową, nie mogąc spojrzeć mu w oczy.

— Wiem, że nie możemy mieć wiele, ale możemy mieć to. Chcę, żeby mój pierwszy raz był z tobą.

— Nasz — rzekł cicho. — Nasz pierwszy raz.

Hermiona przechyliła głowę z zaciekawieniem, rozważając jego słowa — dosłownie nigdy nie przyszło jej do głowy, że Draco Malfoy, ze wszystkich ludzi, może być prawiczkiem.

— Nasz? A co z tobą i Pansy? Myślałam, że…

Draco przerwał jej grymasem i lekko zawstydzonym śmiechem.

— Nic z tych rzeczy. Pansy jest mi bliższa niż ktokolwiek inny. Więc tak… nasz pierwszy raz.

Znowu chciała coś powiedzieć, ale uciszył ją, delikatnie przyciskając palec do jej ust.

— Masz rację — jeśli nie możemy mieć niczego innego, to chcę spędzić dzisiejszy wieczór z tobą. Chcę, żeby mój pierwszy raz był z tobą.

Hermiona objęła Draco za szyję, gdy ten ją uniósł, a jej nogi oplotły jego talię, kiedy ponownie ją pocałował, tym razem bardziej namiętnie — jakby wlewał całą swoją żądzę w te ostatnie, ulotne godziny, w te ostatnie pocałunki.

Ciepłe, szare oczy wypełniły całe jej pole widzenia, gdy położył ją delikatnie na środku łóżka i pochylił się nad nią.

— Jesteś pewna?

— Tak, Draco — powiedziała z przekonaniem.

Nigdy w życiu nie była niczego bardziej pewna.

— Jeśli będziesz chciała zwolnić albo przestać, po prostu powiedz — mruknął, składając delikatne pocałunki na jej szyi i ramieniu.

Zaparło jej dech w piersiach, puls dudnił w uszach, gdy kontynuował całowanie, kreśląc ścieżkę wzdłuż jej ciała, zatrzymując się dopiero, gdy dotarł do dolnej części brzucha i zsunął się z łóżka na kolana.

Patrzył na nią z oczekiwaniem i kiwnęła głową, zapewniając go, że nie ma nic przeciwko. Delikatnie chwycił ją za nogi, przyciągając bliżej siebie i całując każdą kostkę, zanim przeniósł je na swoje ramiona.

Całował górę jej łydek i ud, aż czuła jego oddech na cienkich, jedwabnych majtkach, które zasłaniały jej cipkę przed jego wzrokiem, gdy całował jej odziane ciało.

Kiedy zwinął palcami delikatny materiał, znów na nią spojrzał, tym razem odsuwając się, gdy się zawahała. W całej ich eksploracji, jaką tu przeszli, to było coś, czego jeszcze nie zrobili.

— Nie musisz tego robić — wyszeptała, nagle onieśmielona.

Nie spodziewała się takiej troski i delikatności. To sprawiało, że jej serce bolało w zupełnie nowy sposób.

Draco zanucił w zamyśleniu, zataczając kciukami delikatne kółka na jej biodrach.

— Jeśli nie chcesz, to nie będę. Ale muszę się upewnić, że jesteś gotowa. Wiem, że odczujesz pewien dyskomfort, na który nic nie mogę poradzić, ale chciałbym mieć pewność, że nie zrobię ci krzywdy.

— Jeśli tobie to nie przeszkadza, to nie mam nic przeciwko — wyszeptała. — Po prostu nie…

— Przeszkadza mi? — przerwał jej z cichym śmiechem. — Marzyłem o tym od tygodni.

— Skoro tak — zachichotała. — Nie mam zamiaru stawać na drodze do spełniania marzenia.

Jego uśmiech w odpowiedzi był powalający i przygryzła wargę, czując motyle w brzuchu, gdy zsunął jej majtki z nóg i odrzucił je gdzieś za siebie.

Zatrzymał się, jakby czekał, aż zmieni zdanie, ale tylko uniosła biodra w milczącym geście zachęty.

Pierwsze, nieśmiałe muśnięcie językiem jej cipki sprawiło, że westchnęła — dźwięk ten szybko zamienił się w jęk, gdy zrobił to ponownie, tym razem głębiej, liżąc ją od wejścia do łechtaczki.

Usta objęły ją, delikatnie ssąc, zanim jego język musnął ją, sprawiając, że Hermiona jeszcze bardziej wygięła biodra, zanurzając dłoń w jego włosach.

Fala emocji, która ją zalała, niemal ją zaskoczyła. Nie spodziewała się, że poczuje się tak kochana i chroniona, będąc w tak bezbronnym stanie. Czuła troska Draco o nią zapierała dech w piersiach i wiedziała, że podjęła właściwą decyzję.

Ciągle patrzył jej w oczy — nieustannie sprawdzając, czy nadal czuje się komfortowo. Nadal obsypywał ją gorącymi pocałunkami, jednocześnie wbijając się w nią jednym palcem.

Wstrzymała oddech, jęcząc, gdy drugi wślizgnął się do środka, a jej biodra zaczynały się kołysać przez działania jego ust i dłoni. Po minucie zacisnął palce i znalazł punkt przy przedniej ściance, który sprawił, że widziała gwiazdy.

Czuła na skórze uśmieszek Draco, gdy uświadomił sobie, co zrobił i powtórzył ruch. W mgnieniu oka zalała ją fala orgazmu i zacisnęła dłoń na jego włosach, sprawiając, że również jęknął.

— O, bogowie, Draco — jęknęła bez tchu.

Nie miałam pojęcia, że mogę tak to odczuć, rozmyślała, gdy w końcu mózg pozwolił jej zebrać myśli.

— Potrzebuję cię, Draco — dyszała, kiedy całował ją po udach.

Szarpnęła go za włosy z wystarczającą siłą, by zwrócić jego uwagę, a on w końcu się poruszył, nasuwając się na nią, zanim pochłonął jej usta gorącym pocałunkiem, w którym czuła swój smak.

Jej palce natrafiły na rąbek jego podkoszulka, ciągnąc, aż zrozumiał aluzję i odchylił się, chwytając materiał z boku i ściągając T-shirt przez głowę. Jednym, szybkim ruchem ściągnął spodnie i wstrzymała oddech, wpatrując się w niego — umięśnionego, zarumienionego, lśniącego od potu.

Z trudem przełknęła ślinę, pożądanie znów zapłonęło.

Draco przesunął rąbek jej koszuli nocnej przez jej biodra, zatrzymując się z uniesioną brwią — pytając ponownie, bez słów.

— To ten moment, w którym staram się nie być skrępowana — westchnęła cicho.

— Zaufaj mi, maleńka — mruknął, naciągając jedwabną koszulę na jej ciało i przez głowę, porzucając ją gdzieś razem z jej majtkami i swoją piżamą. — Nie masz się czym przejmować. — Jego dłonie wodziły po jej krągłościach — krągłości bioder, wcięciu w talii i wypukłości piersi, gdy patrzył na nią z uśmieszkiem. — Mogłabyś przejść przez pokój w samej czapce, którą kiedyś dziergałaś, a i tak zrobiłabyś na mnie wrażenie.

Draco odsunął się od łóżka, podnosząc różdżkę z miejsca, w którym wcześniej upadła.

— Chciałabyś rzucić Zaklęcie Antykoncepcyjne?

— Ty możesz to zrobić — powiedziała, kiwając zdecydowanie głową. — Ufam ci.

Oboje patrzyli, jak bezbłędnie wykonywał ruchy różdżką, a potem delikatny, różowy blask rozlewał się po jej brzuchu, zanim wsiąknął w skórę.

Draco pochylił się, całując ją delikatnie — niemal z czcią — podtrzymując ciężar ciała, opierając łokcie po obu stronach jej głowy. Jej nogi oplatały jego talię, przyciągając go. Westchnął w jej usta. Odsunął się na tyle, by jego oczy spotkały się z jej, a czas zdawał się stać w miejscu.

Wahał się, opuszkami palców muskając jej ciepłą, mokrą skórę, czekając. Hermiona wyciągnęła rękę, odgarniając z jego czoła niesforny kosmyk włosów, po czym objęła jego policzek swoją dłonią. Pochylił się ku niej, składając pocałunek.

— Jestem gotowa — wyszeptała.

Draco poruszył się delikatnie, a rozciąganie ją zaskoczyło. Nie bolało, to po prostu było nowe. Miała urywany oddech i zatrzymał się, całując ją w czoło.

— Poświęcę ci tyle czasu, ile potrzebujesz, kochanie — zapewnił ją, opierając czoło o jej czoło i czekając.

— Wiem… Nic mi nie jest — wyszeptała. — Nie przestawaj.

Przyglądał jej się jeszcze przez chwilę, czując bicie serca i emocje buzujące w jego oczach. Kiedy się poruszył, nadał powolny, rozważny rytm, który pozbawił ją tchu.

Wszystko było takie intensywne; ciepło narastające między ich ciałami, zapach jego wody kolońskiej — cytrusowy i ostry — otaczający ich, puls dudniący w żyłach.

Instynkt wziął górę i biodra Hermiony uniosły się, by spotkać się z jego w rytmie, który idealnie do nich pasował.

— Bogowie, jesteś taka piękna — wychrypiał, brzmiąc na kompletnie rozbitego, gdy poruszał się ku niej.

Chwyciła go za ramiona, gdy z jej ust wydobył się długi jęk.

— Mocniej, Draco… proszę.

Dopasował tempo do jej potrzeb, jęcząc z wrażenia.

Czas uciekał, a Hermiona czuła tylko jego — wszędzie. W środku, dookoła, wypełniając miejsca, o których istnieniu nie wiedziała.

Wstrzymała oddech, wyginając się pod wpływem jego dotyku, kiedy wsunął dłoń między nich, okrążając kciukiem jej łechtaczkę.

— Muszę dojść — wydyszał. — Nie wytrzymam dłużej.

Mówił prawdę — też to czuła. Zaczynał tracić kontrolę… jego biodra się zatrzęsły, gdy szeptał jej imię.

— Jestem tak… — Hermiona nie mogła nawet dokończyć zdania, gdy jego kciuk dotknął łechtaczki po raz kolejny, a napięcie, które narastało w jej wnętrzu, pękło, a ogień wybuchł w żyłach. — O, bogowie… Draco!

Spadł z urwiska tuż za nią, jęcząc jej imię i musnął ustami jej szyję.

Trwali tak przez kilka minut, pogrążeni w milczeniu, gdy składał delikatne pocałunki na jej szyi, a ona przesuwała palcami po jego skórze głowy i plecach.

W końcu osunął się obok niej, wciąż osłaniając ją opiekuńczo. Odwróciła głowę, by na niego spojrzeć, i zauważyła, że patrzy na nią jak na coś rzadkiego i cennego.

Cień smutku wkradł się do jego oczu, gdy uniósł jej dłoń i pocałował.

— Nie sądzę, żebym kiedykolwiek o tym zapomniał.

Uśmiech Hermiony był delikatny i kuszący, gdy spotkała się z jego wzrokiem.

— Ja też.

Naciągnął na nich kołdrę, otulił ją, po czym objął ramionami. Całował jej włosy i wtuliła się w jego pierś, a bicie serca ukołysało ją do snu.

Kiedy obudziła się następnego ranka, była sama — idealna, różowa róża spoczywała na poduszce obok niej.

Umówili się na to w nocy: ten, kto obudzi się pierwszy, wyjdzie po cichu. Wiedziała, że do tego dojdzie. Ale to nie czyniło tego mniej bolesnym.

Podniosła różę, muskając jej miękkie płatki policzkiem — akurat w chwili, gdy spłynęła po nim pierwsza łza.

Brak komentarzy