[T] To, co jest między nami: Ślizgoni robią to lepiej

niedziela, 6 września 2026

 

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Będzie trochę intymnych chwil między naszą ulubioną parą i Draco złoży Hermionie dość nieoczywistą propozycję.

Na następny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!

 

________________

 

Rozdział 35: Ślizgoni robią to lepiej

 

Listopad 2004

 

To, że Draco siedział obok niej, gdy Harry obserwował ją wszystko wiedzącymi oczami z przeciwnej strony, było niemal gorsze niż to, że Draco był obok niej i mógł ją obmacywać bez niczyjej wiedzy.

Był piątkowy wieczór w Taczce. Podczas zwykłych, nudnych rozmów o pracy, Quidditchu i okazjonalnie o polityce, dłoń Draco spoczywała na udzie Hermiony niczym bezpieczny ciężar. Czasami delikatnie kreślił palcami kółka, a czasami drażnił, trzymając palce niebezpiecznie blisko jej majtek, lecz cel jego dotyku był całkiem jasny. Bardziej ochronny i zapewniający niż drażniący i uwodzicielski, i choć go uwielbiała, sprawiał, że jej serce krwawiło od wszystkich obietnic, których nie mogło dotrzymać.

Rozmyślała nad słowami Uzdrowicielki Ericson, nad tym, jak to wszystko odwrócić; nie była nikim w oczach społeczeństwa i dlaczego ktokolwiek miałby się wstydzić, że jest w ich rodzinie? Ale w jej umyśle istniała luka poznawcza, jeśli chodzi o Draco. O Malfoyów. To tak jakby rodzina królewska zgodziła się na ślub z celebrytą. I nawet jeśli kontynuowaliby swój związek bez planów małżeńskich, trwałby on tylko do momentu, aż obowiązki Draco zmuszą go do małżeństwa — a wtedy to nie byłaby ona, bez względu na wszystko. To było tylko głupie marzenie, które mogłoby złamać jej serce i pozbawić szansy na ratunek.

Nie będzie szczęśliwego zakończenia i bez względu na to, co mówiła Uzdrowicielka Ericson, Matriarcha Malfoyów (czy też Patriarcha, jeśli już o tym mowa, niezależnie od tego, czy jego opinia miała znaczenie z Azkabanu) nigdy nie zaakceptowałaby synowej mugolskiego pochodzenia. Uzdrowicielka Ericson ich nie znała, nigdy nie spotkała Malfoyów — ale Hermiona tak.

To było słodko-gorzkie i zdała sobie sprawę, że być może powinna stopniowo się od niego oddalać. Może nie powinna pozwolić mu iść z nim do jej mieszkania tego wieczoru, nie powinna pozwolić mu zakasać rękawów; nie powinna pozwolić mu kazać jej się rozbierać na jego oczach, nie powinna pozwolić mu ułożyć się na kanapie i związać, zanim doprowadzi ją do orgazmu palcami.

Ale zrobiła to wszystko. Pozwoliła na to. A kiedy doprowadził ją do orgazmu palcami, pieprzył ją, aż bełkotała i błagała o litość — której nie dał.

Tej nocy dwukrotnie doszła na jego kutasie, zwinięta jak precel w zagraconym salonie. Jej mięśnie bolały, kiedy uwolnił ją z więzów, a jej biedna cipka pulsowała z wysiłku. Pieprzenie przez Draco Malfoya powinno być uważane za dyscyplinę olimpijską. Sam mężczyzna przechadzał się, jakby nie wydymał jej przed chwilą na kwaśne jabłko, przygotowując jej pachnącą kąpiel, zanim wniósł ją do wanny.

Wyczarował krzesło, usiadł obok niej i odbyli miłą rozmowę o najlepszych sposobach warzenia różnych eliksirów. W końcu to były jedyne zajęcia, na których ją pokonał.

— Ile płacisz czynszu za to mieszkanie? — zapytał nagle.

Hermiona zmarszczyła brwi na nagłą zmianę tematu.

— Zdecydowanie za dużo. Dlaczego?

Rozejrzał się z niedowierzaniem.

— Cóż, jest dość zaniedbane, nie sądzisz?

Wzruszyła ramionami.

— Trudno znaleźć mieszkanie w Londynie, a to mi się podoba. Jest przytulne i przystępne. Cóż, mniej kosztowne.

Draco tylko mruknął coś pod nosem, marszcząc brwi.

— Co robisz jutro?

Hermiona zmrużyła oczy.

— Dlaczego?

— Udasz się ze mną na małą wycieczkę? — zapytał i uśmiechnął się uroczo.

— Gdzie?

Uśmiechnęła się szeroko.

— To niespodzianka — powiedział tylko.

Nie podobało jej się to, jak to zabrzmiało, ale jednocześnie nie potrafiła ukryć podekscytowania.

— No dobrze, gdzie się chcesz jutro spotkać?

Draco odchylił się na krześle, z aroganckim wyrazem twarzy, szeroko rozstawionymi nogami i rękami opartymi o podłokietniki. Patrzył z wyższością, niczym nieskrępowany, gdy jego wzrok powoli śledził jej ciało pod powierzchnią wody.

— Myślałem, że pójdziesz ze mną do mnie dziś wieczorem i pozwolisz mi się obudzić rano kolejnym, smakowitym orgazmem.

Hermiona poczuła delikatne szarpnięcie za pępkiem i pomimo ich poprzedniej sesji, jej serce zaczęło walić jak młotem. Przełknęła ślinę, czując, jak nagle zaschło jej w gardle.

— To nie brzmi jak sugestia.

Przechylił głowę na bok.

— Cóż, właściwie to raczej prośba. I rozkaz, jeśli wolisz.

Brzuch jej się ścisnął, gdy podciągnęła kolana pod brodę. Zagryzając dolną wargę, powiedziała:

— Tak, panie.

Wzrok Draco pociemniał, a Hermiona dostrzegła między nogami oznaki narastającego podniecenia. Zauważywszy jej błądzące spojrzenie, zachichotał i powoli rozpiął pasek.

— Po prostu nie potrafisz się powstrzymać, prawda, kochanie?

Przygryzła wargę i powoli pokręciła głową, nie odrywając wzroku od jego pracujących dłoni.

Mruknął cicho i sięgnął po swojego twardniejącego kutasa, wyciągając go. Westchnął, ściskając go w pięść, powoli przesuwając po nim dłonią w górę i w dół.

— Lubisz patrzeć, kochanie?

Hermiona mogła tylko skinąć głową, oczarowana. Była zahipnotyzowana ruchem jego skóry, połyskiem preejakulatu na czubku i gęstniejącymi żyłami wzdłuż trzonu. Nawet w jego dużych dłoniach wyglądał przepysznie, a on sam robił przed nią przedstawienie, pompując.

— Wyobrażam sobie twoje usta wokół mojego kutasa za każdym razem, gdy to robię — powiedział ponuro. — Takie pełne, miękkie i ciepłe.

Oblizała wargi, a jej sutki stwardniały.

— Twój język na jego spodzie — kontynuował szorstkim głosem.

Hermiona rozchyliła usta, patrząc na niego.

— Twoje ciche jęki wibrujące pod główką — syknął, lekko unosząc biodra.

Wydała z siebie ciche jęknięcie, a jej dłoń powoli wsunęła się między uda.

— Nie, kochanie. — Jego głos nagle zabrzmiał ostro. — Dłonie na wierzchu, żebym mógł je widzieć. Twoja przyjemność należy do mnie.

Spojrzała mu w oczy, nie zwracając uwagi na rumiane policzki, i szybko zacisnęła dłonie na krawędzi wanny.

— Grzeczna dziewczynka — mruknął z uśmieszkiem. — Patrz na mojego kutasa. Patrz na mnie, jak dochodzę.

Wzięła głęboki oddech i pozwoliła, by jej wzrok znów powędrował na jego dłoń. Był gruby i twardy w jego pięści, a każde pchnięcie powodowało, że wyobrażała sobie, że robi to w niej. Boże, jakie to niesprawiedliwe, że był taki idealny; nigdy nie widziała tak wspaniałego przyrodzenia jak jego i on prawdopodobnie o tym wiedział.

Miał urywany oddech, gdy poruszał szybciej dłonią. Stęknął, jego biodra drgnęły, a gdy zdawał się wisieć nad przepaścią, syknął:

— Pochyl się bliżej. Chcę dojść na twoim pieprzonym języku.

Hermiona nie wahała się. Obróciła się w wannie, ściskając jej krawędź, pochylając się do przodu i szeroko otwierając usta. Stał, wciąż zaciskając pięści, i położył ciepłą główkę swojego kutasa na jej języku tuż przed tym, jak doszedł ze stęknięciem i strumienie jego spermy wdarły się do jej ust.

Jęknęła, muskając go czubkiem języka, gdy dochodził, i połknęła wszystko. To było zboczone, a jednak nie mogła powstrzymać się od poczucia, że jest kochana.

— Kurwa, Hermiono — szepnął Draco i wsunął palce we włosy. — Tak cholernie dobrze.

Uśmiechnęła się do niego, obejmując ustami czubek jego kutasa. Dotknęła językiem, rozkoszując się jego smakiem, po czym odchyliła się i spojrzała mu w oczy.

— Jesteś taki piękny — wyszeptała.

Kąciki jego ust uniosły się lekko i delikatnie otarł resztki z jej warg i brody.

— Kochanie. — Jego wzrok musnął na chwilę jej usta, a kciuk poruszał się powoli i pobłażliwie, po czym westchnął i odsunął się. — Może skończysz tutaj, a ja nakarmię Krzywołapa, a potem pójdziemy do mnie, co?

Przygryzła wargę, czując ucisk w piersi. Wiedziała, że nie powinna. Noc spędzona z nim była czymś, co kochała, ale im częściej to robiła, tym trudniej byłoby jej się od tego uwolnić. Ale on patrzył na nią wzrokiem, któremu trudno było się oprzeć; to było dominujące spojrzenie, takie, które wwiercało się w jej duszę i oplatało jej gardło niczym obroża.

Cholera. Miała przejebane.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nienawidziła tego, jak bardzo kochała miękkość pościeli Draco. Były symbolem wszystkiego, czego kiedyś w nim nienawidziła — statusu, pieniędzy, arogancji — ale na Merlina, jakie to było przyjemne! Jeszcze lepsze, gdy Draco objął ją ramieniem, z twarzą wtuloną w jej włosy, oddychając ciężko i powoli za nią, błogo śpiąc.

Naprawdę nie powinna była się zgadzać na przyjście tu. Sposób, w jaki ich ciała dopasowywały się do siebie, jakby byli dla siebie stworzeni, tylko utrudniał jej wyobrażenie sobie przyszłości, w której nie będą razem. Ktoś inny, ktoś taki jak Pansy Parkinson, byłby przyszłą panią Malfoy i to ona tuliłaby się do niego w jego miękkiej, drogiej pościeli, a Hermiona pozostałaby tylko wspomnieniem. Mogła mieć nadzieję, że będzie to miłe wspomnienie.

Z trudem powstrzymywała się od płaczu. Nie chciała płakać. Nie teraz. Mogła płakać, gdy ich romans się skończy, gdy on nie będzie mógł już dłużej tego kontynuować z uwagi na swoje obowiązki. Ale do tego czasu mogła leżeć obok niego i delektować się uczuciem czegoś idealnego i właściwego. Gdyby wiedziała, jak to wszystko się skończy, nie byłoby nic złego w fantazjowaniu o przyszłości, która nigdy nie nadejdzie, prawda?

Hermiona Granger-Malfoy, tak by się nazywała. W blasku fleszy byliby potężną parą, Dziedzic Malfoyów i Złota Dziewczyna, ale za zamkniętymi drzwiami klękałaby przed nim i nazywała swoim Panem. Związałby ją, smagał, aż by się rozpłakała, i pieprzył, aż zapomniałaby swojego imienia, a potem opiekowałby się nią z delikatnością i dobrocią, wielbiłby ją i całował każdy centymetr jej ciała.

Jej nastoletnie ja byłoby przerażone tą myślą, ale wiedząc teraz, jak cudowne to może być, jak błędne były jej założenia dotyczące tego typu związków, wiedziała, że to odpowiednie dla niej. To dawało jej poczucie siły, miłości, docenienia i zrozumienia. Jeśli nigdy więcej nie odnajdzie tego z nikim innym, znajdzie ukojenie w fakcie, że kiedyś to wiedziała — i kochała.

Zasnęła ze wspomnieniem ich gry fabularnej w głowie i być może dlatego po raz pierwszy od zeszłego weekendu śnił jej się Śmierciożerca goniący ją po lesie.

Drzewa smagały ją, gdy biegła, zarośla szeleściły pod jej butami. Czuła jego obecność, ale kiedy się odwróciła, nikogo nie dostrzegła. A potem poczuła go za sobą, a jego wielka dłoń zacisnęła się na jej gardle, mocno ściskając.

— Myślałaś, że uda ci się ode mnie uciec, Szlamo? — zanucił jej do ucha i poczuła, jak znajome uczucie porażki ogarnia ją wraz z płynnym pożądaniem.

— Nie, panie — szlochała, zanim leśna ściółka rozpłynęła się pod jej stopami i znalazła się przywiązana do prymitywnej ławki, z rękami przywiązanymi do obroży na szyi i kolanami przyciśniętymi do ramion.

Srebrna maska w kształcie czaszki zawisła nad jej nagim ciałem, a jego zimny oddech muskał jej wilgotne wargi, gdy się śmiał.

— Ależ z ciebie mała, szlamowata dziwka — powiedział. — Tak bardzo spragniona kutasa Śmierciożercy, co?

Przygryzła wargę i skinęła głową.

— Tak, panie.

— Czarny Pan będzie zadowolony, widząc, jak dobrze podporządkowujesz się swoim przełożonym — mruknął i po raz pierwszy zobaczyła, jak szczęki maski poruszają się, gdy mówił. — Porządna, mała, szlamowata dziwka.

Pochylił się, szare spojrzenie spod maski spoczęło na niej, gdy opuścił usta na jej cipkę.

Pierwsze muśnięcie jego języka powinno być delikatną pieszczotą, jednak nie tym razem. Widok nienaturalnie długiego języka wysuwającego się spomiędzy szczęk maski był dziwny, ale zmysłowy, zwłaszcza, gdy owijał się wokół jej łechtaczki niczym wąż wypełzający z czaszki Mrocznego Znaku.

Serce Hermiony zabiło mocniej, a brzuch ścisnął się, gdy coś przeszyło jej ciało; usta Śmierciożercy otworzyły się szeroko, a język wślizgnął się do jej cipki i zawinął w niej. Krzyknęła i szarpnęła biodrami, a Czarna Magia gęstniała wokół niej. Czy inne maski obserwowały ją z cienia? Może wszyscy chcieli zobaczyć, jak Złota Dziewczyna rozwija się z rozkoszy w rękach czarnoksiężnika.

I właśnie to miała zamiar zrobić. Jego język poruszał się powoli, wijąc się jak wąż, pompując w nią powoli i rytmicznie, jego usta całowały jej spuchniętą łechtaczkę. Sznur zaciskał się w niej z siłą — ciągnąc i rozciągając — aż głębokie, nieustanne fale rozkoszy uderzyły w nią, gdy doszła.

Scena rozproszyła się przed nią, wirując w ciemności, ale uczucie pozostało, jej ciało wiło się i skręcało z rozkoszy, która gromadziła się między nogami. Uczucie ciepłych ust na jej cipce nie ustawało, a coś… tak, coś było w niej, pulsując i ciągnąc…

Było jej dobrze — tak dobrze —  czuła ruchy, słyszała delikatne klapsy, zanim zdążyła otworzyć oczy i zobaczyć blond głowę Draco zagrzebaną między jej udami. Na ten widok wydała ciche, senne jęknięcie, a orgazm narastał z przebudzeniem jej ciała.

— Draco — wyszeptała, leniwie przeczesując jego włosy dłonią i jęcząc bezradnie.

On tylko warczał, ustami i językiem pracując nad jej wytryskiem. Kiedy wsunął palec w jej cipkę, zdała sobie sprawę, że już ją pieści. Teraz trzy, obliczyła, rozwarła szczękę i uniosła biodra.

Drugi orgazm był tuż za rogiem, a po tym, jak jej ciało płonęło, teraz wściekle rozbudzone, wiedziała, że będzie mocny. Wyrwały jej się ciche, przenikliwe westchnienia, gdy chwyciła go za włosy obiema dłońmi, a jej plecy wygięły się w łuk, gdy rozkosz pulsowała w jej wnętrzu.

Nie potrzebował wielu pchnięć trzech, długich palców, idealnie zagiętych w odpowiednim miejscu, zanim krzyk przeszył ją na wskroś, a jej orgazm rozlał się kaskadą rozkoszy. Wstrząs wtórny sprawił, że zadrżała, a serce zmusiło każdą komórkę jej ciała do przebudzenia. Draco zachichotał, całując ją leniwie i jej mokrą cipkę.

— Cholernie to uwielbiam — powiedział i powoli pompował w niej palcami, po czym wycofał się i spojrzał na Hermionę. Twarz miał ociekającą jej wilgocią. — Dzień dobry, kochanie.

Hermiona byłaby zażenowana, gdyby nie zaborczość w jego oczach, która przyprawiała ją o dreszcze. Przygryzła dolną wargę, łapiąc oddech, wciąż trzymając dłonie w jego włosach.

— Jak ty to robisz?

Zmarszczył brwi, wpełzając na nią, z twarzą unoszącą się nad jej twarzą.

— Co robię?

— Jak sprawiasz, że tak dochodzę?

Modliła się do Kirke, żeby nie brzmiała niedojrzale, ale chciała wiedzieć. Zdarzyło jej się to już kilka razy i nie była kompletnie bezradna — wiedziała, o co chodzi. Po prostu nigdy nie wiedziała, że potrafi. Z drugiej strony, nie była nawet pewna, czy potrafi osiągnąć orgazm, zanim Draco jej to pokazał.

Ale nie uśmiechnął się, nie zadrwił. Zmarszczył tylko brwi i delikatnie pocałował ją w usta.

— Jestem dumny z tego, że znam się na kobiecym ciele. Wiesz, jestem zaszczycony, że mogę być częścią twojego seksualnego przebudzenia, Granger. Gdybym wiedział o tym w szkole… — Warknął i schował twarz w jej szyi, rozbawiając ją. — Gdybyś mi powiedziała, że potrzebujesz kogoś, z kim mogłabyś eksplorować swoje ciało, rzuciłbym wszystko, żeby dostać się do twoich majtek.

To ją rozbawiło.

— Tak, jasne, genialne.

— Co, nie wierzysz mi? — zażartował i pocałował ją w szyję.

Hermiona cicho westchnęła i zamknęła oczy.

— Nie, nie do końca.

— Nie sądzisz, że nastolatek rzuciłby wszystko, by przelecieć ładną dziewczynę?

Zmarszczyła brwi.

— Myślałeś, że jestem ładna?

— Tak i nienawidziłem cię za to.

Oparł się na dłoniach po obu stronach jej głowy, a jego włosy opadły jej na twarz. Hermiona z trudem przełknęła ślinę. Czy Draco Malfoy uważał ją za ładną w szkole? Nie mogła w to uwierzyć. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.

— Żartujesz sobie ze mnie.

Zmarszczył brwi.

— Dlaczego tak trudno w to uwierzyć?

Prychnęła i wyczołgała się z jego ramy, by usiąść przy wezgłowiu łóżka.

— Patrzyłeś na mnie z obrzydzeniem!

Draco przewrócił oczami i jęknął, wsuwając się między jej nogi, obejmując ją w talii.

— Kochanie, pamiętasz ten raz, jak szłaś za mną przez lochy na szóstym roku po eliksirach, kiedy cię przyparłem do muru i zapytałem, czy mi obciągniesz?

Hermiona spięła się, serce zabiło jej mocniej, a policzki gwałtownie zapłonęły. Pamiętał to?

— Ja… tak. Nie mogłabym tego zapomnieć.

Stęknął, wtulił się w jej uda i całował ją otwartymi ustami.

— Gdybyś powiedziała „tak” tamtego dnia i uklękła, spodnie spadłyby mi z nóg szybciej, niż zdążyłabyś powiedzieć Quidditch. Byłbym szczęśliwym szesnastolatkiem, któremu właśnie obciągnęła ładna kujonka.

— Nie, nie zrobiłbyś tego! — zachichotała. — Byłbyś zniesmaczony i powiedziałbyś, że wolałbyś umrzeć, niż mieć na sobie któryś z moich szlamowatych zarazków!

Draco uklęknął, rozsuwając przy tym jej uda. Jego twardy kutas wbił się w jego brzuch, a on przysunął usta do jej ust.

— Naprawdę masz tak mało wiary we mnie?

— Zmieniłeś się od tamtej pory, prawda? Myślałam, że o to chodzi — wyszeptała i lekko się od niego odsunęła.

— Przykro mi, że cię rozczaruję, ale nie zmieniłem się tak bardzo, jak ci się wydaje — mruknął i musnął jej usta swoimi ustami.

Westchnęła, odwzajemniając pocałunek i obejmując go ramionami. Draco oparł się o wezgłowie łóżka, po czym powoli w nią wszedł, a ona cicho łkała, tuląc go do siebie. Poruszał się delikatnie, jego pchnięcia były powolne i ostrożne. Było to równie rozkoszne, jak wtedy, gdy był twardy i gwałtowny, a ona czuła, jak przyciąga go do siebie i ledwo chce puścić.

— Przeleciałbym cię — wyszeptał, pchając — gdybyś tego chciała.

— Nie — jęknęła, wbijając paznokcie w jego umięśnione plecy. — Nie zrobiłbyś tego.

Mocno wbił w nią biodra, powodując, że krzyknęła.

— Tak, kurwa, zrobiłbym to — warknął. — Sprawiłbym, że przestałabyś być taka wszystkowiedząca. — Kolejny mocny ruch biodrami i miękkość oraz delikatność zniknęły. — Pokazałbym ci, że Ślizgoni robią to lepiej.

Hermiona była wdzięczna za poduszki za sobą, bo wbijał się prosto w nie, a jej cipka wciąż bolała po wczorajszej scenie.

— Czy to… ach! Kurwa! Czy to… dlatego chcesz, żebym… o Boże! Założyła szkolny mundurek?

— Tak, kurwa! — warknął, gdy jego pchnięcia wbiły ją w wezgłowie łóżka.

Jedną z dłoni zahaczył o jej kolano, żeby je unieść, a żelazny ucisk palców z pewnością zostawi siniaka.

Jęknęła, jej piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu. Jego szorstka klatka piersiowa i ramiona zasłaniały jej widok, ale widziała napięcie mięśni pod alabastrową skórą, gdy w nią wchodził raz za razem. To był z pewnością jeden ze sposobów na rozpoczęcie dnia.

— Chcę cię pieprzyć z całą, szkolną wrogością — mruczał w rytm pchnięć. — Jakbyśmy byli wrogami, którzy tylko pragną się nawzajem posmakować.

Hermionie podobała się ta fantazja — i nie tylko dlatego, że z jej punktu widzenia była prawdziwa, ale dlatego, że wydawała się pięknym sposobem na pogodzenie się z własnymi, skomplikowanymi uczuciami dotyczącymi ich przeszłości. I być może bardziej kuszące było myślenie o tym, gdy jego kutas tak rozkosznie ją rozciągał.

Wiła się i jęczała, z trudem znajdując oparcie o jego wilgotną skórę. Mroczny Znak znajdował się tuż obok jej twarzy i nie mogła przestać myśleć o śnie i o tym języku zdajającym się wysuwać z maski niczym wąż, przez co sznur w jej ciele zaciskał się coraz bardziej. Główka jego kutasa trącała jej ścianki przy każdym gwałtownym pchnięciu, a ona czuła przypływ rozkoszy napływający z zewsząd. Jęknęła o oktawę wyżej, wbijając paznokcie w jego ciało.

— Właśnie tak, szlamo — warknął. — Dojdź, kurwa, na moim ślizgońskim kutasie!

— Tak — wyszeptała, czując narastające napięcie. — Tak!

I doszła, a jej orgazm był głęboki i przyszedł nieubłagalnie.

Draco gwałtownie wciągnął powietrze, jego biodra drgnęły, zanim w nią wszedł i jego ciało zadrżało. Sposób, w jaki oddychał, sapał i doszedł szybko po niej, sprawił, że podejrzewała, iż powstrzymywał się od wytrysku, dopóki ona nie doszła. Prawdziwy dżentelmen, jeśli tak było.

— Cholera jasna — wychrypiał i leniwie ją pocałował. — Czy mówiłem już dzień dobry?

Zaśmiała się cicho, tuląc go do siebie i powoli głaskając po plecach, po śladach jej paznokci.

— Dzień dobry, panie.

Uśmiechnął się do jej ust, po czym przetoczył się na bok i położył na plecach, opierając ręce na czole. Hermiona pozwoliła swojemu wzrokowi wodzić po jego ciele, szerokich biodrach, podziwiając jego budowę. Świadomość, że wie, co kryje się pod jego szytymi na miarę garniturami, napawała ją dziwną dumą. A jeszcze większą, gdy zobaczyła jego na wpół twardego kutasa leżącego na jego udzie, śliskiego od nasienia.

Westchnęła z zadowoleniem i wtuliła się w jego bok.

— Też byś to powiedział? — zapytała i spojrzała na niego z szelmowskim uśmieszkiem. — Dojdź na moim ślizgońskim kutasie?

— Powiedziałem to pod wpływem impulsu! — prychnął, marszcząc brwi. — Poza tym, lubisz moje sprośne gadki.

Delikatnie obrysowała cienkie linie jego srebrnej blizny.

— Lubię, ale wątpię, żebyś był w tym dobry, mając szesnaście lat.

Draco zaśmiał się.

— Prawdopodobnie nie.

Było coś zupełnie nierealnego w leżeniu obok Draco Malfoya i rozmawianiu o tym, że nie miałby nic przeciwko uprawianiu z nią seksu w szkole. Ale, czując pod żebrami jego mocne i zdecydowane bicie serca, pomyślała sobie, że przecież nie zmieniłby swoich preferencji tak drastycznie jako dorosły, prawda? Nie zmieniła się aż tak bardzo od czasów szkoły i była skłonna uwierzyć, że teraz rzeczywiście uważał ją za piękną. Może rzeczywiście myślał, że jest ładna w szkole. To nie było niemożliwe. W końcu uważała go za przystojnego i godnego pogardy. Potrafiła myśleć o dwóch rzeczach naraz, więc czemu on nie? Ta perspektywa dziwnie ją nakręciła.

— Myślisz — powiedział nagle Draco. — Czuję zapach spalenizny.

Prychnęła i uderzyła go w pierś, a on tylko się roześmiał. Westchnęła, przytulając się do niego, ziewając.

— Oczywiście, że myślę. To po prostu niewiarygodne, że uważałeś mnie za ładną w szkole.

Draco wzruszył ramionami.

— No wiesz, mimo wystających zębów, zawsze byłaś ładna. Nawet twoje włosy mają swój urok.

Poczuła, jak na jej twarzy pojawia się głupkowaty uśmiech, i ukryła go przy jego ramieniu.

— Twoje też, zwłaszcza po tym, jak przestałeś używać tyle Ulizanny.

Zaśmiał się i przeczesał dłonią potargane włosy.

— Nie pytaj, co chodziło mi po głowie, kiedy miałem jedenaście lat. Może próbowałem zaimponować ładnym dziewczynom o cynamonowych oczach.

Hermiona parsknęła śmiechem, ale coś ścisnęło ją w piersi. To było zbyt proste; rozmowa była zbyt swobodna, zbyt naturalna, a żar między nimi, komfort po stosunku — to wszystko tak okrutnie przypominało jej, czego będzie jej brakować w przyszłości, a im dłużej będzie to miała, tym trudniej będzie jej się z tym pogodzić.

Wzdychając, odsunęła się od niego.

— No dobra, skoro już się rozbudziłam, co to za niespodzianka?

Draco mruknął, przeciągając się i stawiając stopy na podłodze.

— Po śniadaniu, kochanie.

— Najpierw prysznic — zażądała i wstała.

Zupełnie zapomniała o swojej nagości, gdy wyszła z sypialni i skierowała się do łazienki. Usłyszała, jak Draco woła Poppy, i prosi ją, by przygotowała dla nich śniadanie, podczas gdy ona wchodziła pod strumień wody. Gdy tylko rozległ się trzask oznaczający zniknięcie Poppy, Draco dołączył do Hermiony.

Poza zmysłowością, prysznic z Draco miał w sobie coś kojącego. Sposób, w jaki nad nią górował, sposób, w jaki jego dłonie masowały jej skórę głowy i obolałe mięśnie, a jego ciepły oddech muskał jej skórę, gdy ją całował i głaskał siniaki, którymi ją naznaczył i sprawiał, że czuła się bezpiecznie. Ceniona.

Ron nigdy nie przepadał za dołączaniem do niej w łazience. Dla niego prysznice były wyłącznie funkcjonalne; brał prysznic, żeby się umyć i nic więcej. Jedynym momentem, kiedy brał długą kąpiel, był czas po meczu Quidditcha, gdy bolały go mięśnie, ale nigdy do końca nie rozumiał, kiedy Hermiona chciała wziąć relaksującą kąpiel, zapalając świece i czytając dobrą książkę.

Draco tak. Prysznice i kąpiele z nim nigdy nie były po prostu funkcjonalne. Cieszył się życiem, być może był hedonistą, a Hermiona nigdy wcześniej nie spotkała nikogo takiego jak on.

Nie spieszyli się, namydlając i całując, aż zabrakło im tchu, zanim usiedli do śniadania. W międzyczasie Poppy przyniosła kosz wypełniony przepysznym jedzeniem. Skrzatka była nawet na tyle miła, że zostawiła im liścik, przypominając, by założyli płaszcze, jeśli zamierzają wyjść, bo dziś było dość chłodno.

Zjedli śniadanie, omawiając cudownie prozaiczne rzeczy, zanim ubrali się na cały dzień. Hermiona wzięła z domu parę dżinsów i sweter, i obok Draco w garniturze czuła się raczej niedostatecznie ubrana. On natomiast twierdził, że to swobodny strój, bo nie miał krawata, zostawił rozpięte górne guziki koszuli i nie zapiął marynarki. Cały na czarno, oczywiście. Nic innego nie było potrzebne. No, może poza długim, ciemnoszarym płaszczem, który włożył i który sprawiał, że wyglądał na jeszcze wyższego niż był.

Kiedy włożył rękawice, wiedziała, że zrobił to zmysłowo, celowo — i zadziałało. Pomimo tego, że wieczór i poranek spędzili na rozpuście, poczuła, jak jej brzuch zaciska się z pożądania, dokładnie tak, jak on się tego spodziewał, a jego zadowolony uśmiech to potwierdzał.

Wyciągnął do niej rękę.

— Gotowa?

Hermiona zapięła kurtkę i położyła mu dłoń na ramieniu.

— Gotowa.

Poczuła znajome szarpnięcie teleportacji. Magia Draco była nieomylna, silna i wymagająca. Wylądowali w zalesionym terenie. Hermiona poczuła dziwny niepokój; czy to ten sam las, w którym znajdowała się w zeszły weekend? Ale rozglądając się, zauważyła głównie drzewa liściaste, których listowie niczym ogień odbijało się od nieba, i przypomniała sobie, że w drugim lesie było sporo sosen. Ten nie wydawał się tak rozległy.

— Gdzie jesteśmy? — zapytała, patrząc na niego.

Uśmiechnął się do niej.

— Jesteśmy w Hampstead.

Zmarszczyła brwi. Zawsze lubiła Hampstead, mimo że tak naprawdę nie mogła go już nazywać domem.

— Hampstead? Dlaczego?

Uśmiechnął się tylko i gestem poprosił, by szła za nim. Byli kilka kroków od szerokiej ścieżki i Draco pociągnął ją za sobą. Spacer ramię w ramię w listopadowy dzień wydawał się niebezpiecznie romantyczny i Hermionie nie udało się powstrzymać motyli w brzuchu. Podążając ścieżką, wyszli z lasu na opustoszały chodnik. Droga była pusta, a po drugiej stronie, na szczycie niewielkiego, zalesionego wzgórza, stał ładny domek, na którym Draco utkwił szare spojrzenie. Okolica wydawała się nie pasować do tętniącego życiem Londynu, a jednak panował tu idealny spokój, jakby w ogóle nie byli w mieście.

Pociągnął ją na ulicę, do wielkiej, żelaznej bramy strzegącej podjazdu otoczonego okazałymi, dorodnymi dębami. Powietrze przed nimi zadrżało i Hermiona rozpoznała w nim wyraźne oznaki magii.

— Co to za miejsce? — syknęła i delikatnie pociągnęła go za ramię, ale nie odpowiedział.

Zamiast tego położył dłoń na bramie, która otworzyła się z brzdękiem. Hermiona gapiła się, jej oczy prawdopodobnie rozszerzyły się jak spodki, gdy wciągnął ją do środka. Brama zawyła, zamykając się za nimi, a ona została poprowadzona krętym podjazdem do malowniczego domku na szczycie wzgórza. Nie był on bynajmniej mały, ale nie był też okazałym dworem — przypominał miniaturową rezydencję, tyle że o wiele bardziej romantyczną. Ciemny kamień niemal w całości porósł kasztanowy bluszcz, a frontowe drzwi wyróżniały się ciemną czerwienią ze złotymi detalami.

Coś ścisnęło jej serce, jednocześnie żal i nadzieję, i nagle poczuła zawroty głowy, niepokój. Marszcząc brwi, spojrzała na Draco.

— Serio, gdzie my jesteśmy?

— Ten dom — powiedział Draco, prowadząc ją do drzwi — należy do posiadłości Malfoyów. — Gdy dotknął klamki, czerwone, podwójne drzwi się otworzyły. — Jest chroniony starożytną magią i wpuszcza na teren tylko tych, których zaproszą Malfoyowie. Jeśli mieszkaniec poczuje się zagrożony, zaklęcia otaczające posiadłość rozprawią się z zagrożeniem.

Hermiona wpatrywała się w próg. Hol, który ją witał, wydawał się nietknięty, jakby czas stanął w miejscu, ale nie odważyła się wejść do środka. Polerowane, drewniane podłogi, schody z rzeźbionymi, zdobionymi balustradami; nawet tapeta wydawała się nieskazitelna, choć archaiczna, a zarazem romantyczna.

— Moi dziadkowie mieszkali tu po ślubie — kontynuował i położył dłoń na jej dolnej części pleców, zachęcając do wejścia. — Zanim wprowadzili się do dworu, oczywiście. Śmiało.

Delikatnie ją popchnął i wszedł za nią do środka.

Powietrze wydawało się dziwnie przyjazne, gdy przekroczyła próg i rozejrzała się dookoła. Spokojne. Zagryzając wargę, weszła do kuchni; wydawała się wiejska, a zarazem luksusowa i z jakiegoś powodu wyobrażała sobie ją jako schronienie Malfoyów, kiedy jako bogaty ród czarodziejów czystej krwi pragnęli czegoś bardziej kameralnego niż ich okazały dwór.

Ale musiała przyznać, że kuchnia była bardzo ładna. Duże okna wpuszczały mnóstwo naturalnego światła, drewniane panele były białe, a wszystkie szafki pomalowano na ciemniejszą biel. Wyglądała też na w pełni funkcjonalną, nawet bez magii, co ją zaskoczyło. Za oknami rozciągał się skrawek dziczy i ogród z uroczą, prześliczną szklarnią.

Pomimo szaleńczego bicia serca, skinęła głową i odwróciła się, powoli przechodząc przez hol do czegoś, co uznała za jadalnię. Wyglądało raczej jak coś wyjętego żywcem z powieści. Niemal słyszała w głowie grę kwartetu smyczkowego.

Wchodząc dalej, przeszła przez pomieszczenie, które można uznać za salon. Zaparło jej dech w piersiach, gdy zobaczyła regały z książkami ciągnące się wzdłuż ścian, od podłogi do sufitu; ich pustka nieco ją zasmuciła, a jednocześnie dała jej poczucie potencjału. Myśli szalały od ilości książek, które mogłyby zapełnić takie regały. Jakiś szczęściarz mógłby rozpalić ogień w kominku, usiąść w jednym z absurdalnie wygodnych foteli i po prostu czytać w domu, który zdawał się to doceniać, pragnąc tego.

Najdziwniejsze było to, że czuła się jak w domu. Dreszcz przebiegł jej po plecach i powstrzymywała łzy, które piekły ją w oczach. To było wszystko, o czym marzyła — dlaczego w ogóle tam była? Czy wciąż śniła?

Przełknęła ślinę, zacisnęła dłonie i spojrzała na Draco.

— Myślisz o przeprowadzce?

Nie wiedziała, dlaczego ta myśl napawała ją taką nadzieją; może dlatego, że gdyby tam mieszkał, odwiedzałaby go dość często — przynajmniej dopóki nie znajdzie kogoś innego.

Draco uniósł brew.

— Ja? Miałbym mieszkać tutaj? Musiałbym mieć cholernie dobry powód. — Westchnął i strzepnął z ramienia niewidzialny kłaczek. — Nie. Właściwie to myślałem o tobie.

Hermiona zamrugała.

— O mnie? Co masz na myśli?

— Cóż — odpowiedział, opierając się o framugę drzwi — mówiłaś, że płacisz za dużo za swoje mieszkanie, a jest dość obskurne i małe. Poza tym, mimo że zabezpieczyłem twoje mieszkanie, to miejsce jest o wiele bezpieczniejsze. I również wygodniejsze. Już sam fakt, że możesz wyjść na zewnątrz bez obawy, że ktoś cię porwie, powinien być wystarczająco kuszący — poza tym jest blisko świata mugoli, gdybyś, no wiesz, zechciała się tam udać.

— Draco. — Hermiona zmarszczyła brwi i rozłożyła ramiona. — Jakim cudem miałoby mnie na nie stać?

Skrzywił się.

— Stać? Granger, nie wziąłbym od ciebie nawet pensa za mieszkanie tutaj.

Hermiona spięła się.

— Czekaj… jesteś właścicielem tego domu? Ale… ale co z twoimi rodzicami?

Wygiął szczękę.

— Jestem posiadaczem całego rodzinnego majątku. Głową rodziny, podczas gdy mój ojciec jest w Azkabanie. Ale w sumie abdykował.

Jej serce biło szybko. Zbyt szybko. Czy on oferował jej mieszkanie w tym pięknym domu za darmo? Zamrugała gwałtownie, otwierając usta ze zdumienia.

Draco westchnął i podszedł bliżej, zaplatając dłonie za plecami.

— Granger. Twoje mieszkanie jest stare i zniszczone, a właściciel okrada cię z ciężko zarobionych pieniędzy. Oferuję ci ten dom, bez czynszu.

Przełknęła ślinę i skrzyżowała ramiona na piersi, a serce waliło jej jak młotem.

— Gdzie jest haczyk?

Uniósł brew.

— Haczyk?

— Czego chcesz w zamian?

Coś błysnęło w jego oczach, gdy rozważał jej słowa, i zrobił kolejny krok bliżej.

— Nie wymagam wiele — powiedział, a ton jego głosu stał się coraz mroczniejszy. — Jeśli zamieszkasz w tym domu, będę cię pieprzył w każdym pokoju. Zwiążę cię w każdym pokoju, będę dawać klapsy w twój śliczny tyłek, aż zaczniesz szlochać, i będziesz dochodzić na każdej powierzchni tego domu. — Jego źrenice pochłonęły szarość jego oczu, gdy stanął bardzo blisko, a usta wykrzywiły się w okrutnym uśmiechu. — Zaopiekuję się tobą, Granger, jak słodkim, małym, szlamowatym zwierzątkiem mieszkającym pod moim dachem. — Przechylił głowę, jego wzrok powędrował na jej usta. — I będę się tobą bardzo dobrze opiekował.

Hermionie zaparło dech w piersiach. Wszystko brzmiało zbyt pięknie, ale znów były to tylko obietnice, których nie mógł dotrzymać — bo jeśli wprowadzi się do tego pięknego domu, kto mógł zagwarantować, że nie wypowie jej umowy najmu w chwili ślubu z inną czarownicą? A jeśli nie, czy naprawdę chciałaby zostać w domu, którego każdy sentyment będzie jej nieustannie przypominał o tym, co straciła?

Draco stał blisko, jego ciepły oddech owiał jej twarz, gdy nachylił się nad nią, z nadzieją w oczach.

— I co ty na to?

Przełknęła ślinę, serce biło jej zbyt mocno. Klatka piersiowa się ścisnęła, powietrze zdawało się z trudem przedostawać do płuc. Cofnęła się o krok, a jej głos zadrżał, gdy powiedziała:

— Ja… ja nie mogę.

Zmrużył oczy.

— Co?

Hermiona pokręciła głową.

— Nie mogę. Ja… ja lubię swoje mieszkanie.

— Więc nie podoba ci się ten dom?

— Nie! — wydyszała. Jak w ogóle śmiał to insynuować? — Nie… podoba mi się! — Właściwie uwielbiam go. Za bardzo. — Po prostu… cóż, lubię płacić za mieszkanie. Cenię sobie niezależność.

— Więc płać. — Draco wzruszył ramionami. — Nie potrzebuję pieniędzy, ale jeśli będziesz nalegać, nie powstrzymam cię.

Westchnęła głęboko i odsunęła się o krok. Musiała uważać na balans, by się nie przewrócić.

— Nie chodzi tylko o czynsz! Nie warto robić interesów z ludźmi, których znasz. Co się stanie, kiedy to, co jest między nami się skończy?

Draco zmrużył oczy i podszedł bliżej.

— Dlaczego miałoby się skończyć?

Hermiona poczuła zaciskające się gardło. Czy on naprawdę udawał ignoranta? Przygryzła wargę.

— Co się stanie, jeśli się pokłócimy? Jeśli obudzimy się pewnego ranka i zdamy sobie sprawę, że nie możemy się znieść? Co się stanie, gdy znajdziesz kogoś innego? Trudno znaleźć mieszkanie w Londynie, a ja muszę trzymać się tego, które mam.

— Co? — Draco prychnął i zrobił kolejny krok w jej stronę, a ona się odsunęła. — W takim razie będę opłacał twoje mieszkanie, a ty tu się wprowadzisz. Będziesz tu bezpieczniejsza, Hermiono.

— Nie chcę, żebyś za mnie płacił! — krzyknęła i zacisnęła dłonie.

Czy pokój robił się mniejszy?

— Mógłbym płacić za ciebie czynsz do końca mojego życia, a i tak nie uszczupliłoby to nawet odrobinę mojego majątku — mruknął ponuro i podszedł bliżej.

Hermiona cofała się.

— Nie chodzi o twój majątek! Chodzi o to, że nie chcę być od nikogo zależna! — Krew dudniła jej w uszach, gdy poczuła, jak coś wpełza jej do piersi, próbując się wydostać. — Proszę cię, Draco! Kilka miesięcy temu nawet byś o tym nie pomyślał!

— Kiepska wymówka — wycedził, górując nad nią. — To miejsce jest idealne dla ciebie, Hermiono. Krzywołap może wychodzić na zewnątrz i nie będziesz się martwić, że się zgubi. Możesz mieć tyle książek, ile zechcesz; nawet nie widziałaś biblioteki…

— Nie chcę! — krzyknęła i zacisnęła pięści. — Mój Boże, Draco! Czemu po prostu nie możesz posłuchać?

Poczuła łzy napływające do oczu, bo miał rację. Ten dom był idealny dla niej, a fakt, że o tym wiedział, tylko pogarszał sprawę! Posiadłość była piękna. Miałaby ogród, w którym mogłaby sadzić kwiaty, małą grządkę warzywną i szklarnię, ale jak Malfoy mógł nie dostrzegać wszystkich tych rzeczy, które to uniemożliwiały? Po ślubie, jego żona zostałaby jej nową właścicielką, a która kobieta chciałaby, żeby poprzednia partnerka seksualna jej męża — nawet jego była dziewczyna — była lokatorką? To by się nie udało i Hermiona musiałaby znaleźć inne mieszkanie, co było po prostu zupełnie niepotrzebne, skoro miała już całkiem sensowne mieszkanie, strzeżone zaklęciami najlepszego czarodzieja w Biurze Aurorów.

Draco wykręcił szczękę i spiorunował ją wzrokiem, a jego oczy nagle stały się zimniejsze.

Hermiona poczuła, jak jej oczy napełniają się łzami.

— Proszę, nie używaj oklumencji.

Odwrócił wzrok, zamrugał i z trudem przełknął ślinę. Być może starał się pozostać emocjonalnie obecny.

— Byłabyś tu bezpieczna.

— Ale teraz jestem bezpieczna tam, gdzie mieszkam, prawda? — upewniała się.

Pokój zdawał się chwiać, ale postanowiła pozostać niewzruszona.

Zacisnął szczęki i podszedł bardzo blisko, a jego spojrzenie zmieniało się gwałtownie — raz było gorące, raz zimne.

— Magia mojej rodziny jest starożytna i potężna — warknął. — Gdybyś tu została, gdybym pozwolił, by objęła cię nasza ochrona, nawet Ministerstwo nie mogłoby cię tknąć. Nasza magia chroniła królów w przeszłości, Hermiono. Niech ona chroni też ciebie. Do diabła, pozwól mi cię chronić!

Zamrugała, a łzy popłynęły jej z oczu. Serce krzyczało, żeby po prostu rzuciła mu się na szyję i pocałowała, ale rozum podpowiadał, by się odsunęła. Od tego problemu, od tego dylematu, od niego. Pulsujący ból w piersi podpowiadał, by się wycofała.

Przełknęła szloch, mocno zaciskając powieki.

— Nie mogę — wyszeptała.

— Dlaczego? — nalegał, opierając dłonie na jej biodrach.

Wyrwała się z jego uścisku i ominęła go, bojąc się, że jeśli jej dotknie, pęknie.

— To fizyczny związek, Draco — powiedziała, starając się ze wszystkich sił zachować spokój. — Kazałeś mi wyznaczyć granice i to jest granica. Nie chcę się uzależniać od… partnera seksualnego.

Jego twarz wykrzywiła się z frustracji.

— To nie jest uzależnienie, Hermiono, to…

To uzależnienie — warknęła, unosząc palec. — Gdybym wypowiedziała umowę najmu mieszkania, straciłabym coś, co trudno zdobyć, a wynajmowanie od kogoś, z kim jestem w związku, jest sprzeczne z moimi zasadami. Musiałabym zaufać twojej dobrej woli, że pozwolisz mi tu mieszkać. Przepraszam, ale nie mogę nikomu ufać. — Widziała, że ma ochotę zripostować, więc uniosła palec wyżej i dodała: — A gdybyś płacił za mnie czynsz tylko po to, bym mogła zatrzymać mieszkanie, czułabym się wobec ciebie zobowiązana — i nie obchodzi mnie to, że sądzisz inaczej. Czułabym się zobowiązana i to wystarczy. — Przełknęła ślinę. — Wybacz, ale odpowiedź brzmi nie.

— Zachowujesz się irracjonalnie — zadrwił, a na jego twarzy pojawił się zadziwiająco rozpoznawalny grymas. — Jeśli to ułatwi sprawę, podaruję ci ten dom, do cholery.

Hermiona gapiła się na niego i czuła narastający gniew.

Zwariowałeś? Nie możesz oddać domu, Draco!

— Oczywiście, że mogę — prychnął. — Nie wydaje mi się, że masz pojęcie, jak bardzo bogaty jestem, Granger. Taki dom to dla mnie nic. Mógłbym ci kupić sto domów, a i tak bym tego nie odczuł. Kupię tą twoją cholerną kamienicę, a potem cię wyeksmituję, jeśli będzie trzeba.

Hermionie opadła szczęką, a serce podskoczyło do gardła.

— Nie zrobiłbyś tego — wychrypiała, czując, jak krew odpływa jej z twarzy, gdy ogarnia ją chłód.

Jego wzrok stwardniał, gdy podszedł bliżej. Czy zrobiłby coś takiego? Czy odebrałby jej to tak po prostu? Wykręcił szczękę i westchnął głęboko.

— Och, mógłbym, ale bez obaw. — Zmierzył ją szybkim spojrzeniem, a w jego szarych oczach tańczyło rozczarowanie. Kąciki ust opadły. — Nie będę cię zmuszał, żebyś tu mieszkała, Hermiono. Po prostu uznałem, że by ci pasowało. Tylko o tym pomyśl, dobrze? Mogłabyś to dla mnie zrobić?

Hermiona przygryzła wargę i spuściła wzrok, kiwając głową.

— Dziękuję — mruknął i wyciągnął do niej rękę. — Chodź. Wracajmy.

Spojrzała na jego dłoń w rękawicy, wyciągniętą i otwartą. Skóra napinała się na jego długich palcach, a jego uścisk był silny i pewny, gdy włożyła swoją dłoń w jego. Owinęła ją, delikatnie, lecz stanowczo, i zanim zdążyła mrugnąć, obrócili się w miejscu i zniknęli.

Ucisk w jej brzuchu ustał, gdy wylądowali w jego salonie, i musiała go jeszcze przez chwilę trzymać, żeby się pozbierać. Czarodziejskie środki transportu nigdy nie były jej ulubionymi sposobami przemieszczania się i czasami trudno było jej znaleźć równowagę. Świstoklik był zdecydowanie najgorszy, gorszy nawet od miotły, ale wolała Sieć Fiuu od teleportacji.

Gdy odzyskała równowagę, zauważyła, że wzrok Draco był utkwiony gdzie indziej. Odwracając głowę, zobaczyła, że nie są sami. Narcyza Malfoy siedziała na sofie syna, z rękami splecionymi na skrzyżowanych nogach. Miała wyprostowane plecy, idealnie ułożone włosy i ciemnofioletową szatę z wysokim, koronkowym kołnierzem.

Patrzyła na nich oboje przenikliwymi, niebieskimi oczami, zaciskając usta.

— Matko — mruknął Draco i wyprostował się.

Narcyza uśmiechnęła się delikatnie i wstała.

— Przepraszam, że wpadłam bez zapowiedzi, nie wiedziałam, że masz towarzystwo. — Jej wzrok powędrował ku Hermionie, a uśmiech poszerzył się. — Panno Granger, jak miło znowu cię widzieć.

Hermionie zaschło w gardle, puls dudnił w uszach i niepewnie cofnęła się o krok.

— Pani Malfoy.

Narcyza zamrugała, jej uśmiech nieco przygasł, po czym przełknęła ślinę i skinęła głową.

— Nie będę wam przeszkadzać. Nie przyszłabym, gdybym wiedziała, że jesteś zajęty, Draco.

— Nie, nie! — powiedziała szybko Hermiona, poruszając się. — Nie proszę nie wychodzić z mojego powodu. Ja pójdę.

— Nie musisz — rzekł Draco cicho, odwracając do niej głowę.

— Wiem, ale muszę — mruknęła, uśmiechając się blado. — Dziękuję za dzisiaj.

Wpatrywał się w nią, zaciskając mocno szczękę. W jego oczach było coś dzikiego, i zacisnął mocniej dłoń na jej dłoni. Wtedy zdała sobie sprawę, że rzeczywiście wciąż się trzymają za ręce.

Hermiona przełknęła ślinę. Czuła to, nierozwiązane napięcie między nimi. Były pewne niewypowiedziane kwestie, kwestie oczekiwań i granic. Wiedziała, że chciał o tym porozmawiać — widziała to w jego twarzy — ale jego matka stanowiła problem.

Odchrząknęła i delikatnie wyjęła dłoń z jego dłoni.

— Muszę iść.

— Zastanowisz się? — zapytał cicho, przeskakując wzrokiem między jej oczami.

Skinęła głową.

— Zastanowię się.

Jego brwi nieco złagodniały, a zmarszczka między nimi wygładziła się nieznacznie, ale nie wyglądał na zadowolonego. Skinął głową, a zaciśnięta szczęka nadała jej ostry i groźny wygląd.

Hermiona szybko załamała ręce i odwróciła się do Narcyzy.

— Miło było panią widzieć, pani Malfoy.

Wyglądała na pozbawioną tchu.

— Moja droga, naprawdę nie musisz wychodzić z mojego powodu.

Hermiona gwałtownie pokręciła głową.

— O nie! I tak miałam już iść, to żaden problem. No cóż, pa.

Niezręcznie podeszła do kominka i chwyciła garść prochu. Mamrocząc pod nosem swój adres, wrzuciła go do ognia, mając nadzieję, że wypowiedziała je dobrze. Kiedy płomienie zmieniły kolor na zielony, nawet nie odwróciła się, by spojrzeć na dwójkę Malfoyów, zanim przez nie przeszła.

Gdy ryk ognia ucichł i wróciła do mieszkania, w końcu mogła odetchnąć. Coś rozluźniło się w jej piersi, coś gęstego i potężnego, i przycisnęła dłonie do oczu, by powstrzymać łzy.

Kurwa! — krzyknęła do siebie i zerwała płaszcz.

W rzeczy samej, kurwa. Dom był idealny — niemal jak obraz jej wymarzonego, takiego, na który nigdy nie byłoby jej stać, nawet gdyby go znalazła — i musiał być od niego.

Powoli oplatał każdy aspekt jej życia, dusząc ją swoją troskliwością i cholerną perfekcją! Wyglądało to tak, jakby robił to wszystko z nią, igrał z jej uczuciami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. A może jednak był tego świadomy. Może był takim cholernym Ślizgonem, że doskonale wiedział, co robi. Może wiedział, że ją wciąga, prowokuje do nadziei; a potem, kiedy da się nabrać na wszystkie jego sztuczki, zakocha się w nim tak głęboko, że to będzie niezaprzeczalne i nieodwołalne, będzie z przyjemnością patrzył, jak jej serce rozpada się na tysiąc kawałków, gdy porzuci ją dla czarownicy czystej krwi, godnej jego miłości i uwagi.

Być może fakt, że nie miał nic „przeciwko” prawdziwemu związkowi, było jego planowaniem oficjalnego rozstania, takiego, które upokorzyłoby ją w ramach zemsty za wszystkie lata, kiedy spędzała sen z jego powiek w szkole. Dziedzic Malfoyów, czarodziej czystej krwi i niewyobrażalnie bogaty mężczyzna, planował ostateczne upokorzenie swojej wieloletniej ofiary, szlamy, usidliwszy ją seksem i troską, by później publicznie z niej drwić za to, że wierzyła, iż ma u niego szansę. Narracja była wciągająca i dość adekwatna dla Draco Malfoya, którego znała ze szkoły.

Przestań, Hermiono! — zganiła się przez ściśnięte gardło. — Przestań! On by ci tego nie zrobił! — Jednak nie była do końca przekonana. — Nie mógłby…

Nie zrobiłby tego.

Z pewnością nie.

Prawda?

Brak komentarzy