[T] To, co jest między nami: Ślizgoni robią to lepiej
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Będzie trochę intymnych chwil między naszą ulubioną parą i Draco złoży Hermionie dość nieoczywistą propozycję.
Na następny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!
________________
Rozdział 35: Ślizgoni robią to lepiej
Listopad 2004
To, że Draco siedział obok niej, gdy Harry
obserwował ją wszystko wiedzącymi oczami z przeciwnej strony, było niemal
gorsze niż to, że Draco był obok niej i mógł ją obmacywać bez niczyjej wiedzy.
Był piątkowy wieczór w Taczce. Podczas zwykłych,
nudnych rozmów o pracy, Quidditchu i okazjonalnie o polityce, dłoń Draco
spoczywała na udzie Hermiony niczym bezpieczny ciężar. Czasami delikatnie
kreślił palcami kółka, a czasami drażnił, trzymając palce niebezpiecznie blisko
jej majtek, lecz cel jego dotyku był całkiem jasny. Bardziej ochronny i
zapewniający niż drażniący i uwodzicielski, i choć go uwielbiała, sprawiał, że
jej serce krwawiło od wszystkich obietnic, których nie mogło dotrzymać.
Rozmyślała nad słowami Uzdrowicielki Ericson, nad
tym, jak to wszystko odwrócić; nie była nikim w oczach społeczeństwa i dlaczego
ktokolwiek miałby się wstydzić, że jest w ich rodzinie? Ale w jej umyśle
istniała luka poznawcza, jeśli chodzi o Draco. O Malfoyów. To tak jakby rodzina królewska zgodziła się na ślub z
celebrytą. I nawet jeśli kontynuowaliby swój związek bez planów małżeńskich,
trwałby on tylko do momentu, aż obowiązki Draco zmuszą go do małżeństwa — a
wtedy to nie byłaby ona, bez względu na wszystko. To było tylko głupie
marzenie, które mogłoby złamać jej serce i pozbawić szansy na ratunek.
Nie będzie szczęśliwego zakończenia i bez względu
na to, co mówiła Uzdrowicielka Ericson, Matriarcha Malfoyów (czy też
Patriarcha, jeśli już o tym mowa, niezależnie od tego, czy jego opinia miała
znaczenie z Azkabanu) nigdy nie zaakceptowałaby synowej mugolskiego
pochodzenia. Uzdrowicielka Ericson ich nie znała, nigdy nie spotkała Malfoyów —
ale Hermiona tak.
To było słodko-gorzkie i zdała sobie sprawę, że
być może powinna stopniowo się od niego oddalać. Może nie powinna pozwolić mu
iść z nim do jej mieszkania tego wieczoru, nie powinna pozwolić mu zakasać
rękawów; nie powinna pozwolić mu kazać jej się rozbierać na jego oczach, nie
powinna pozwolić mu ułożyć się na kanapie i związać, zanim doprowadzi ją do
orgazmu palcami.
Ale zrobiła to wszystko. Pozwoliła na to. A kiedy
doprowadził ją do orgazmu palcami, pieprzył ją, aż bełkotała i błagała o litość
— której nie dał.
Tej nocy dwukrotnie doszła na jego kutasie,
zwinięta jak precel w zagraconym salonie. Jej mięśnie bolały, kiedy uwolnił ją
z więzów, a jej biedna cipka pulsowała z wysiłku. Pieprzenie przez Draco
Malfoya powinno być uważane za dyscyplinę olimpijską. Sam mężczyzna przechadzał
się, jakby nie wydymał jej przed chwilą na kwaśne jabłko, przygotowując jej
pachnącą kąpiel, zanim wniósł ją do wanny.
Wyczarował krzesło, usiadł obok niej i odbyli
miłą rozmowę o najlepszych sposobach warzenia różnych eliksirów. W końcu to
były jedyne zajęcia, na których ją pokonał.
— Ile płacisz czynszu za to mieszkanie? — zapytał
nagle.
Hermiona zmarszczyła brwi na nagłą zmianę tematu.
— Zdecydowanie za dużo. Dlaczego?
Rozejrzał się z niedowierzaniem.
— Cóż, jest dość zaniedbane, nie sądzisz?
Wzruszyła ramionami.
— Trudno znaleźć mieszkanie w Londynie, a to mi
się podoba. Jest przytulne i przystępne. Cóż, mniej kosztowne.
Draco tylko mruknął coś pod nosem, marszcząc
brwi.
— Co robisz jutro?
Hermiona zmrużyła oczy.
— Dlaczego?
— Udasz się ze mną na małą wycieczkę? — zapytał i
uśmiechnął się uroczo.
— Gdzie?
Uśmiechnęła się szeroko.
— To niespodzianka — powiedział tylko.
Nie podobało jej się to, jak to zabrzmiało, ale
jednocześnie nie potrafiła ukryć podekscytowania.
— No dobrze, gdzie się chcesz jutro spotkać?
Draco odchylił się na krześle, z aroganckim
wyrazem twarzy, szeroko rozstawionymi nogami i rękami opartymi o podłokietniki.
Patrzył z wyższością, niczym nieskrępowany, gdy jego wzrok powoli śledził jej
ciało pod powierzchnią wody.
— Myślałem, że pójdziesz ze mną do mnie dziś
wieczorem i pozwolisz mi się obudzić rano kolejnym, smakowitym orgazmem.
Hermiona poczuła delikatne szarpnięcie za pępkiem
i pomimo ich poprzedniej sesji, jej serce zaczęło walić jak młotem. Przełknęła
ślinę, czując, jak nagle zaschło jej w gardle.
— To nie brzmi jak sugestia.
Przechylił głowę na bok.
— Cóż, właściwie to raczej prośba. I rozkaz,
jeśli wolisz.
Brzuch jej się ścisnął, gdy podciągnęła kolana
pod brodę. Zagryzając dolną wargę, powiedziała:
— Tak, panie.
Wzrok Draco pociemniał, a Hermiona dostrzegła
między nogami oznaki narastającego podniecenia. Zauważywszy jej błądzące
spojrzenie, zachichotał i powoli rozpiął pasek.
— Po prostu nie potrafisz się powstrzymać,
prawda, kochanie?
Przygryzła wargę i powoli pokręciła głową, nie odrywając
wzroku od jego pracujących dłoni.
Mruknął cicho i sięgnął po swojego twardniejącego
kutasa, wyciągając go. Westchnął, ściskając go w pięść, powoli przesuwając po
nim dłonią w górę i w dół.
— Lubisz patrzeć, kochanie?
Hermiona mogła tylko skinąć głową, oczarowana.
Była zahipnotyzowana ruchem jego skóry, połyskiem preejakulatu na czubku i
gęstniejącymi żyłami wzdłuż trzonu. Nawet w jego dużych dłoniach wyglądał
przepysznie, a on sam robił przed nią przedstawienie, pompując.
— Wyobrażam sobie twoje usta wokół mojego kutasa
za każdym razem, gdy to robię — powiedział ponuro. — Takie pełne, miękkie i
ciepłe.
Oblizała wargi, a jej sutki stwardniały.
— Twój język na jego spodzie — kontynuował
szorstkim głosem.
Hermiona rozchyliła usta, patrząc na niego.
— Twoje ciche jęki wibrujące pod główką — syknął,
lekko unosząc biodra.
Wydała z siebie ciche jęknięcie, a jej dłoń
powoli wsunęła się między uda.
— Nie, kochanie. — Jego głos nagle zabrzmiał
ostro. — Dłonie na wierzchu, żebym mógł je widzieć. Twoja przyjemność należy do
mnie.
Spojrzała mu w oczy, nie zwracając uwagi na
rumiane policzki, i szybko zacisnęła dłonie na krawędzi wanny.
— Grzeczna dziewczynka — mruknął z uśmieszkiem. —
Patrz na mojego kutasa. Patrz na mnie, jak dochodzę.
Wzięła głęboki oddech i pozwoliła, by jej wzrok
znów powędrował na jego dłoń. Był gruby i twardy w jego pięści, a każde
pchnięcie powodowało, że wyobrażała sobie, że robi to w niej. Boże, jakie to
niesprawiedliwe, że był taki idealny; nigdy nie widziała tak wspaniałego
przyrodzenia jak jego i on prawdopodobnie o tym wiedział.
Miał urywany oddech, gdy poruszał szybciej
dłonią. Stęknął, jego biodra drgnęły, a gdy zdawał się wisieć nad przepaścią,
syknął:
— Pochyl się bliżej. Chcę dojść na twoim
pieprzonym języku.
Hermiona nie wahała się. Obróciła się w wannie,
ściskając jej krawędź, pochylając się do przodu i szeroko otwierając usta.
Stał, wciąż zaciskając pięści, i położył ciepłą główkę swojego kutasa na jej
języku tuż przed tym, jak doszedł ze stęknięciem i strumienie jego spermy wdarły
się do jej ust.
Jęknęła, muskając go czubkiem języka, gdy
dochodził, i połknęła wszystko. To było zboczone, a jednak nie mogła
powstrzymać się od poczucia, że jest kochana.
— Kurwa, Hermiono — szepnął Draco i wsunął palce
we włosy. — Tak cholernie dobrze.
Uśmiechnęła się do niego, obejmując ustami czubek
jego kutasa. Dotknęła językiem, rozkoszując się jego smakiem, po czym odchyliła
się i spojrzała mu w oczy.
— Jesteś taki piękny — wyszeptała.
Kąciki jego ust uniosły się lekko i delikatnie
otarł resztki z jej warg i brody.
— Kochanie. — Jego wzrok musnął na chwilę jej
usta, a kciuk poruszał się powoli i pobłażliwie, po czym westchnął i odsunął
się. — Może skończysz tutaj, a ja nakarmię Krzywołapa, a potem pójdziemy do
mnie, co?
Przygryzła wargę, czując ucisk w piersi.
Wiedziała, że nie powinna. Noc spędzona z nim była czymś, co kochała, ale im
częściej to robiła, tym trudniej byłoby jej się od tego uwolnić. Ale on patrzył
na nią wzrokiem, któremu trudno było się oprzeć; to było dominujące spojrzenie,
takie, które wwiercało się w jej duszę i oplatało jej gardło niczym obroża.
Cholera.
Miała przejebane.
~*~*~*~*~*~*~*~
Nienawidziła tego, jak bardzo kochała miękkość
pościeli Draco. Były symbolem wszystkiego, czego kiedyś w nim nienawidziła —
statusu, pieniędzy, arogancji — ale na Merlina, jakie to było przyjemne!
Jeszcze lepsze, gdy Draco objął ją ramieniem, z twarzą wtuloną w jej włosy,
oddychając ciężko i powoli za nią, błogo śpiąc.
Naprawdę nie powinna była się zgadzać na
przyjście tu. Sposób, w jaki ich ciała dopasowywały się do siebie, jakby byli
dla siebie stworzeni, tylko utrudniał jej wyobrażenie sobie przyszłości, w
której nie będą razem. Ktoś inny, ktoś taki jak Pansy Parkinson, byłby przyszłą
panią Malfoy i to ona tuliłaby się do niego w jego miękkiej, drogiej pościeli,
a Hermiona pozostałaby tylko wspomnieniem. Mogła mieć nadzieję, że będzie to
miłe wspomnienie.
Z trudem powstrzymywała się od płaczu. Nie
chciała płakać. Nie teraz. Mogła płakać, gdy ich romans się skończy, gdy on nie
będzie mógł już dłużej tego kontynuować z uwagi na swoje obowiązki. Ale do tego
czasu mogła leżeć obok niego i delektować się uczuciem czegoś idealnego i
właściwego. Gdyby wiedziała, jak to wszystko się skończy, nie byłoby nic złego
w fantazjowaniu o przyszłości, która nigdy nie nadejdzie, prawda?
Hermiona Granger-Malfoy, tak by się nazywała. W
blasku fleszy byliby potężną parą, Dziedzic Malfoyów i Złota Dziewczyna, ale za
zamkniętymi drzwiami klękałaby przed nim i nazywała swoim Panem. Związałby ją, smagał, aż by się rozpłakała, i pieprzył, aż
zapomniałaby swojego imienia, a potem opiekowałby się nią z delikatnością i
dobrocią, wielbiłby ją i całował każdy centymetr jej ciała.
Jej nastoletnie ja byłoby przerażone tą myślą,
ale wiedząc teraz, jak cudowne to może być, jak błędne były jej założenia
dotyczące tego typu związków, wiedziała, że to odpowiednie dla niej. To dawało
jej poczucie siły, miłości, docenienia i zrozumienia. Jeśli nigdy więcej nie
odnajdzie tego z nikim innym, znajdzie ukojenie w fakcie, że kiedyś to wiedziała
— i kochała.
Zasnęła ze wspomnieniem ich gry fabularnej w
głowie i być może dlatego po raz pierwszy od zeszłego weekendu śnił jej się
Śmierciożerca goniący ją po lesie.
Drzewa smagały ją, gdy biegła, zarośla szeleściły
pod jej butami. Czuła jego obecność, ale kiedy się odwróciła, nikogo nie
dostrzegła. A potem poczuła go za sobą, a jego wielka dłoń zacisnęła się na jej
gardle, mocno ściskając.
— Myślałaś, że uda ci się ode mnie uciec, Szlamo?
— zanucił jej do ucha i poczuła, jak znajome uczucie porażki ogarnia ją wraz z
płynnym pożądaniem.
— Nie, panie — szlochała, zanim leśna ściółka
rozpłynęła się pod jej stopami i znalazła się przywiązana do prymitywnej ławki,
z rękami przywiązanymi do obroży na szyi i kolanami przyciśniętymi do ramion.
Srebrna maska w kształcie czaszki zawisła nad jej
nagim ciałem, a jego zimny oddech muskał jej wilgotne wargi, gdy się śmiał.
— Ależ z ciebie mała, szlamowata dziwka —
powiedział. — Tak bardzo spragniona kutasa Śmierciożercy, co?
Przygryzła wargę i skinęła głową.
— Tak, panie.
— Czarny Pan będzie zadowolony, widząc, jak
dobrze podporządkowujesz się swoim przełożonym — mruknął i po raz pierwszy
zobaczyła, jak szczęki maski poruszają się, gdy mówił. — Porządna, mała,
szlamowata dziwka.
Pochylił się, szare spojrzenie spod maski
spoczęło na niej, gdy opuścił usta na jej cipkę.
Pierwsze muśnięcie jego języka powinno być
delikatną pieszczotą, jednak nie tym razem. Widok nienaturalnie długiego języka
wysuwającego się spomiędzy szczęk maski był dziwny, ale zmysłowy, zwłaszcza, gdy
owijał się wokół jej łechtaczki niczym wąż wypełzający z czaszki Mrocznego
Znaku.
Serce Hermiony zabiło mocniej, a brzuch ścisnął
się, gdy coś przeszyło jej ciało; usta Śmierciożercy otworzyły się szeroko, a
język wślizgnął się do jej cipki i zawinął w niej. Krzyknęła i szarpnęła
biodrami, a Czarna Magia gęstniała wokół niej. Czy inne maski obserwowały ją z
cienia? Może wszyscy chcieli zobaczyć, jak Złota Dziewczyna rozwija się z
rozkoszy w rękach czarnoksiężnika.
I właśnie to miała zamiar zrobić. Jego język
poruszał się powoli, wijąc się jak wąż, pompując w nią powoli i rytmicznie,
jego usta całowały jej spuchniętą łechtaczkę. Sznur zaciskał się w niej z siłą
— ciągnąc i rozciągając — aż głębokie, nieustanne fale rozkoszy uderzyły w nią,
gdy doszła.
Scena rozproszyła się przed nią, wirując w
ciemności, ale uczucie pozostało, jej ciało wiło się i skręcało z rozkoszy,
która gromadziła się między nogami. Uczucie ciepłych ust na jej cipce nie
ustawało, a coś… tak, coś było w niej, pulsując i ciągnąc…
Było jej dobrze — tak dobrze — czuła ruchy,
słyszała delikatne klapsy, zanim zdążyła otworzyć oczy i zobaczyć blond głowę
Draco zagrzebaną między jej udami. Na ten widok wydała ciche, senne jęknięcie,
a orgazm narastał z przebudzeniem jej ciała.
— Draco — wyszeptała, leniwie przeczesując jego
włosy dłonią i jęcząc bezradnie.
On tylko warczał, ustami i językiem pracując nad
jej wytryskiem. Kiedy wsunął palec w jej cipkę, zdała sobie sprawę, że już ją
pieści. Teraz trzy, obliczyła, rozwarła szczękę i uniosła biodra.
Drugi orgazm był tuż za rogiem, a po tym, jak jej
ciało płonęło, teraz wściekle rozbudzone, wiedziała, że będzie mocny. Wyrwały
jej się ciche, przenikliwe westchnienia, gdy chwyciła go za włosy obiema
dłońmi, a jej plecy wygięły się w łuk, gdy rozkosz pulsowała w jej wnętrzu.
Nie potrzebował wielu pchnięć trzech, długich
palców, idealnie zagiętych w odpowiednim miejscu, zanim krzyk przeszył ją na
wskroś, a jej orgazm rozlał się kaskadą rozkoszy. Wstrząs wtórny sprawił, że
zadrżała, a serce zmusiło każdą komórkę jej ciała do przebudzenia. Draco
zachichotał, całując ją leniwie i jej mokrą cipkę.
— Cholernie to uwielbiam — powiedział i powoli
pompował w niej palcami, po czym wycofał się i spojrzał na Hermionę. Twarz miał
ociekającą jej wilgocią. — Dzień dobry, kochanie.
Hermiona byłaby zażenowana, gdyby nie zaborczość
w jego oczach, która przyprawiała ją o dreszcze. Przygryzła dolną wargę, łapiąc
oddech, wciąż trzymając dłonie w jego włosach.
— Jak ty to robisz?
Zmarszczył brwi, wpełzając na nią, z twarzą unoszącą
się nad jej twarzą.
— Co robię?
— Jak sprawiasz, że tak dochodzę?
Modliła się do Kirke, żeby nie brzmiała
niedojrzale, ale chciała wiedzieć. Zdarzyło jej się to już kilka razy i nie
była kompletnie bezradna — wiedziała, o co chodzi. Po prostu nigdy nie
wiedziała, że potrafi. Z drugiej strony, nie była nawet pewna, czy potrafi
osiągnąć orgazm, zanim Draco jej to pokazał.
Ale nie uśmiechnął się, nie zadrwił. Zmarszczył
tylko brwi i delikatnie pocałował ją w usta.
— Jestem dumny z tego, że znam się na kobiecym
ciele. Wiesz, jestem zaszczycony, że mogę być częścią twojego seksualnego
przebudzenia, Granger. Gdybym wiedział o tym w szkole… — Warknął i schował
twarz w jej szyi, rozbawiając ją. — Gdybyś mi powiedziała, że potrzebujesz
kogoś, z kim mogłabyś eksplorować swoje ciało, rzuciłbym wszystko, żeby dostać
się do twoich majtek.
To ją rozbawiło.
— Tak, jasne, genialne.
— Co, nie wierzysz mi? — zażartował i pocałował
ją w szyję.
Hermiona cicho westchnęła i zamknęła oczy.
— Nie, nie do końca.
— Nie sądzisz, że nastolatek rzuciłby wszystko,
by przelecieć ładną dziewczynę?
Zmarszczyła brwi.
— Myślałeś, że jestem ładna?
— Tak i nienawidziłem cię za to.
Oparł się na dłoniach po obu stronach jej głowy,
a jego włosy opadły jej na twarz. Hermiona z trudem przełknęła ślinę. Czy Draco
Malfoy uważał ją za ładną w szkole?
Nie mogła w to uwierzyć. Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.
— Żartujesz sobie ze mnie.
Zmarszczył brwi.
— Dlaczego tak trudno w to uwierzyć?
Prychnęła i wyczołgała się z jego ramy, by usiąść
przy wezgłowiu łóżka.
— Patrzyłeś na mnie z obrzydzeniem!
Draco przewrócił oczami i jęknął, wsuwając się
między jej nogi, obejmując ją w talii.
— Kochanie, pamiętasz ten raz, jak szłaś za mną
przez lochy na szóstym roku po eliksirach, kiedy cię przyparłem do muru i
zapytałem, czy mi obciągniesz?
Hermiona spięła się, serce zabiło jej mocniej, a
policzki gwałtownie zapłonęły. Pamiętał to?
— Ja… tak. Nie mogłabym tego zapomnieć.
Stęknął, wtulił się w jej uda i całował ją
otwartymi ustami.
— Gdybyś powiedziała „tak” tamtego dnia i
uklękła, spodnie spadłyby mi z nóg szybciej, niż zdążyłabyś powiedzieć
Quidditch. Byłbym szczęśliwym szesnastolatkiem, któremu właśnie obciągnęła
ładna kujonka.
— Nie, nie zrobiłbyś tego! — zachichotała. —
Byłbyś zniesmaczony i powiedziałbyś, że wolałbyś umrzeć, niż mieć na sobie
któryś z moich szlamowatych zarazków!
Draco uklęknął, rozsuwając przy tym jej uda. Jego
twardy kutas wbił się w jego brzuch, a on przysunął usta do jej ust.
— Naprawdę masz tak mało wiary we mnie?
— Zmieniłeś się od tamtej pory, prawda? Myślałam,
że o to chodzi — wyszeptała i lekko się od niego odsunęła.
— Przykro mi, że cię rozczaruję, ale nie
zmieniłem się tak bardzo, jak ci się wydaje — mruknął i musnął jej usta swoimi
ustami.
Westchnęła, odwzajemniając pocałunek i obejmując
go ramionami. Draco oparł się o wezgłowie łóżka, po czym powoli w nią wszedł, a
ona cicho łkała, tuląc go do siebie. Poruszał się delikatnie, jego pchnięcia
były powolne i ostrożne. Było to równie rozkoszne, jak wtedy, gdy był twardy i
gwałtowny, a ona czuła, jak przyciąga go do siebie i ledwo chce puścić.
— Przeleciałbym cię — wyszeptał, pchając — gdybyś
tego chciała.
— Nie — jęknęła, wbijając paznokcie w jego
umięśnione plecy. — Nie zrobiłbyś tego.
Mocno wbił w nią biodra, powodując, że krzyknęła.
— Tak, kurwa, zrobiłbym to — warknął. —
Sprawiłbym, że przestałabyś być taka wszystkowiedząca. — Kolejny mocny ruch
biodrami i miękkość oraz delikatność zniknęły. — Pokazałbym ci, że Ślizgoni
robią to lepiej.
Hermiona była wdzięczna za poduszki za sobą, bo
wbijał się prosto w nie, a jej cipka wciąż bolała po wczorajszej scenie.
— Czy to… ach!
Kurwa! Czy to… dlatego chcesz, żebym… o
Boże! Założyła szkolny mundurek?
— Tak, kurwa! — warknął, gdy jego pchnięcia wbiły
ją w wezgłowie łóżka.
Jedną z dłoni zahaczył o jej kolano, żeby je
unieść, a żelazny ucisk palców z pewnością zostawi siniaka.
Jęknęła, jej piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu. Jego
szorstka klatka piersiowa i ramiona zasłaniały jej widok, ale widziała napięcie
mięśni pod alabastrową skórą, gdy w nią wchodził raz za razem. To był z
pewnością jeden ze sposobów na rozpoczęcie dnia.
— Chcę cię pieprzyć z całą, szkolną wrogością —
mruczał w rytm pchnięć. — Jakbyśmy byli wrogami, którzy tylko pragną się
nawzajem posmakować.
Hermionie podobała się ta fantazja — i nie tylko
dlatego, że z jej punktu widzenia była prawdziwa, ale dlatego, że wydawała się
pięknym sposobem na pogodzenie się z własnymi, skomplikowanymi uczuciami
dotyczącymi ich przeszłości. I być może bardziej kuszące było myślenie o tym,
gdy jego kutas tak rozkosznie ją rozciągał.
Wiła się i jęczała, z trudem znajdując oparcie o
jego wilgotną skórę. Mroczny Znak znajdował się tuż obok jej twarzy i nie mogła
przestać myśleć o śnie i o tym języku zdajającym się wysuwać z maski niczym
wąż, przez co sznur w jej ciele zaciskał się coraz bardziej. Główka jego kutasa
trącała jej ścianki przy każdym gwałtownym pchnięciu, a ona czuła przypływ
rozkoszy napływający z zewsząd. Jęknęła o oktawę wyżej, wbijając paznokcie w
jego ciało.
— Właśnie tak, szlamo — warknął. — Dojdź, kurwa,
na moim ślizgońskim kutasie!
— Tak — wyszeptała, czując narastające napięcie.
— Tak!
I doszła, a jej orgazm był głęboki i przyszedł
nieubłagalnie.
Draco gwałtownie wciągnął powietrze, jego biodra
drgnęły, zanim w nią wszedł i jego ciało zadrżało. Sposób, w jaki oddychał,
sapał i doszedł szybko po niej, sprawił, że podejrzewała, iż powstrzymywał się
od wytrysku, dopóki ona nie doszła. Prawdziwy dżentelmen, jeśli tak było.
— Cholera jasna — wychrypiał i leniwie ją
pocałował. — Czy mówiłem już dzień dobry?
Zaśmiała się cicho, tuląc go do siebie i powoli
głaskając po plecach, po śladach jej paznokci.
— Dzień dobry, panie.
Uśmiechnął się do jej ust, po czym przetoczył się
na bok i położył na plecach, opierając ręce na czole. Hermiona pozwoliła
swojemu wzrokowi wodzić po jego ciele, szerokich biodrach, podziwiając jego
budowę. Świadomość, że wie, co kryje się pod jego szytymi na miarę garniturami,
napawała ją dziwną dumą. A jeszcze większą, gdy zobaczyła jego na wpół twardego
kutasa leżącego na jego udzie, śliskiego od nasienia.
Westchnęła z zadowoleniem i wtuliła się w jego
bok.
— Też byś to powiedział? — zapytała i spojrzała
na niego z szelmowskim uśmieszkiem. — Dojdź na moim ślizgońskim kutasie?
— Powiedziałem to pod wpływem impulsu! —
prychnął, marszcząc brwi. — Poza tym, lubisz moje sprośne gadki.
Delikatnie obrysowała cienkie linie jego srebrnej
blizny.
— Lubię, ale wątpię, żebyś był w tym dobry, mając
szesnaście lat.
Draco zaśmiał się.
— Prawdopodobnie nie.
Było coś zupełnie nierealnego w leżeniu obok
Draco Malfoya i rozmawianiu o tym, że nie miałby nic przeciwko uprawianiu z nią
seksu w szkole. Ale, czując pod żebrami jego mocne i zdecydowane bicie serca,
pomyślała sobie, że przecież nie zmieniłby swoich preferencji tak drastycznie
jako dorosły, prawda? Nie zmieniła się aż tak bardzo od czasów szkoły i była
skłonna uwierzyć, że teraz rzeczywiście uważał ją za piękną. Może rzeczywiście
myślał, że jest ładna w szkole. To nie było niemożliwe. W końcu uważała go za
przystojnego i godnego pogardy. Potrafiła myśleć o dwóch rzeczach naraz, więc
czemu on nie? Ta perspektywa dziwnie ją nakręciła.
— Myślisz — powiedział nagle Draco. — Czuję
zapach spalenizny.
Prychnęła i uderzyła go w pierś, a on tylko się
roześmiał. Westchnęła, przytulając się do niego, ziewając.
— Oczywiście, że myślę. To po prostu
niewiarygodne, że uważałeś mnie za ładną w szkole.
Draco wzruszył ramionami.
— No wiesz, mimo wystających zębów, zawsze byłaś
ładna. Nawet twoje włosy mają swój urok.
Poczuła, jak na jej twarzy pojawia się głupkowaty
uśmiech, i ukryła go przy jego ramieniu.
— Twoje też, zwłaszcza po tym, jak przestałeś
używać tyle Ulizanny.
Zaśmiał się i przeczesał dłonią potargane włosy.
— Nie pytaj, co chodziło mi po głowie, kiedy
miałem jedenaście lat. Może próbowałem zaimponować ładnym dziewczynom o
cynamonowych oczach.
Hermiona parsknęła śmiechem, ale coś ścisnęło ją
w piersi. To było zbyt proste; rozmowa była zbyt swobodna, zbyt naturalna, a
żar między nimi, komfort po stosunku — to wszystko tak okrutnie przypominało
jej, czego będzie jej brakować w przyszłości, a im dłużej będzie to miała, tym
trudniej będzie jej się z tym pogodzić.
Wzdychając, odsunęła się od niego.
— No dobra, skoro już się rozbudziłam, co to za
niespodzianka?
Draco mruknął, przeciągając się i stawiając stopy
na podłodze.
— Po śniadaniu, kochanie.
— Najpierw prysznic — zażądała i wstała.
Zupełnie zapomniała o swojej nagości, gdy wyszła
z sypialni i skierowała się do łazienki. Usłyszała, jak Draco woła Poppy, i
prosi ją, by przygotowała dla nich śniadanie, podczas gdy ona wchodziła pod
strumień wody. Gdy tylko rozległ się trzask oznaczający zniknięcie Poppy, Draco
dołączył do Hermiony.
Poza zmysłowością, prysznic z Draco miał w sobie
coś kojącego. Sposób, w jaki nad nią górował, sposób, w jaki jego dłonie
masowały jej skórę głowy i obolałe mięśnie, a jego ciepły oddech muskał jej
skórę, gdy ją całował i głaskał siniaki, którymi ją naznaczył i sprawiał, że
czuła się bezpiecznie. Ceniona.
Ron nigdy nie przepadał za dołączaniem do niej w
łazience. Dla niego prysznice były wyłącznie funkcjonalne; brał prysznic, żeby
się umyć i nic więcej. Jedynym momentem, kiedy brał długą kąpiel, był czas po
meczu Quidditcha, gdy bolały go mięśnie, ale nigdy do końca nie rozumiał, kiedy
Hermiona chciała wziąć relaksującą kąpiel, zapalając świece i czytając dobrą
książkę.
Draco tak. Prysznice i kąpiele z nim nigdy nie
były po prostu funkcjonalne. Cieszył się życiem, być może był hedonistą, a
Hermiona nigdy wcześniej nie spotkała nikogo takiego jak on.
Nie spieszyli się, namydlając i całując, aż
zabrakło im tchu, zanim usiedli do śniadania. W międzyczasie Poppy przyniosła
kosz wypełniony przepysznym jedzeniem. Skrzatka była nawet na tyle miła, że
zostawiła im liścik, przypominając, by założyli płaszcze, jeśli zamierzają
wyjść, bo dziś było dość chłodno.
Zjedli śniadanie, omawiając cudownie prozaiczne
rzeczy, zanim ubrali się na cały dzień. Hermiona wzięła z domu parę dżinsów i
sweter, i obok Draco w garniturze czuła się raczej niedostatecznie ubrana. On
natomiast twierdził, że to swobodny strój, bo nie miał krawata, zostawił
rozpięte górne guziki koszuli i nie zapiął marynarki. Cały na czarno,
oczywiście. Nic innego nie było potrzebne. No, może poza długim, ciemnoszarym
płaszczem, który włożył i który sprawiał, że wyglądał na jeszcze wyższego niż
był.
Kiedy włożył rękawice, wiedziała, że zrobił to
zmysłowo, celowo — i zadziałało. Pomimo tego, że wieczór i poranek spędzili na
rozpuście, poczuła, jak jej brzuch zaciska się z pożądania, dokładnie tak, jak
on się tego spodziewał, a jego zadowolony uśmiech to potwierdzał.
Wyciągnął do niej rękę.
— Gotowa?
Hermiona zapięła kurtkę i położyła mu dłoń na
ramieniu.
— Gotowa.
Poczuła znajome szarpnięcie teleportacji. Magia
Draco była nieomylna, silna i wymagająca. Wylądowali w zalesionym terenie.
Hermiona poczuła dziwny niepokój; czy to ten sam las, w którym znajdowała się w
zeszły weekend? Ale rozglądając się, zauważyła głównie drzewa liściaste,
których listowie niczym ogień odbijało się od nieba, i przypomniała sobie, że w
drugim lesie było sporo sosen. Ten nie wydawał się tak rozległy.
— Gdzie jesteśmy? — zapytała, patrząc na niego.
Uśmiechnął się do niej.
— Jesteśmy w Hampstead.
Zmarszczyła brwi. Zawsze lubiła Hampstead, mimo
że tak naprawdę nie mogła go już nazywać domem.
— Hampstead? Dlaczego?
Uśmiechnął się tylko i gestem poprosił, by szła
za nim. Byli kilka kroków od szerokiej ścieżki i Draco pociągnął ją za sobą.
Spacer ramię w ramię w listopadowy dzień wydawał się niebezpiecznie romantyczny
i Hermionie nie udało się powstrzymać motyli w brzuchu. Podążając ścieżką,
wyszli z lasu na opustoszały chodnik. Droga była pusta, a po drugiej stronie,
na szczycie niewielkiego, zalesionego wzgórza, stał ładny domek, na którym
Draco utkwił szare spojrzenie. Okolica wydawała się nie pasować do tętniącego
życiem Londynu, a jednak panował tu idealny spokój, jakby w ogóle nie byli w
mieście.
Pociągnął ją na ulicę, do wielkiej, żelaznej
bramy strzegącej podjazdu otoczonego okazałymi, dorodnymi dębami. Powietrze
przed nimi zadrżało i Hermiona rozpoznała w nim wyraźne oznaki magii.
— Co to za miejsce? — syknęła i delikatnie
pociągnęła go za ramię, ale nie odpowiedział.
Zamiast tego położył dłoń na bramie, która
otworzyła się z brzdękiem. Hermiona gapiła się, jej oczy prawdopodobnie
rozszerzyły się jak spodki, gdy wciągnął ją do środka. Brama zawyła, zamykając
się za nimi, a ona została poprowadzona krętym podjazdem do malowniczego domku
na szczycie wzgórza. Nie był on bynajmniej mały, ale nie był też okazałym
dworem — przypominał miniaturową rezydencję, tyle że o wiele bardziej
romantyczną. Ciemny kamień niemal w całości porósł kasztanowy bluszcz, a
frontowe drzwi wyróżniały się ciemną czerwienią ze złotymi detalami.
Coś ścisnęło jej serce, jednocześnie żal i
nadzieję, i nagle poczuła zawroty głowy, niepokój. Marszcząc brwi, spojrzała na
Draco.
— Serio, gdzie my jesteśmy?
— Ten dom — powiedział Draco, prowadząc ją do
drzwi — należy do posiadłości Malfoyów. — Gdy dotknął klamki, czerwone,
podwójne drzwi się otworzyły. — Jest chroniony starożytną magią i wpuszcza na
teren tylko tych, których zaproszą Malfoyowie. Jeśli mieszkaniec poczuje się
zagrożony, zaklęcia otaczające posiadłość rozprawią się z zagrożeniem.
Hermiona wpatrywała się w próg. Hol, który ją
witał, wydawał się nietknięty, jakby czas stanął w miejscu, ale nie odważyła
się wejść do środka. Polerowane, drewniane podłogi, schody z rzeźbionymi,
zdobionymi balustradami; nawet tapeta wydawała się nieskazitelna, choć
archaiczna, a zarazem romantyczna.
— Moi dziadkowie mieszkali tu po ślubie — kontynuował
i położył dłoń na jej dolnej części pleców, zachęcając do wejścia. — Zanim
wprowadzili się do dworu, oczywiście. Śmiało.
Delikatnie ją popchnął i wszedł za nią do środka.
Powietrze wydawało się dziwnie przyjazne, gdy
przekroczyła próg i rozejrzała się dookoła. Spokojne. Zagryzając wargę, weszła
do kuchni; wydawała się wiejska, a zarazem luksusowa i z jakiegoś powodu
wyobrażała sobie ją jako schronienie Malfoyów, kiedy jako bogaty ród
czarodziejów czystej krwi pragnęli czegoś bardziej kameralnego niż ich okazały
dwór.
Ale musiała przyznać, że kuchnia była bardzo
ładna. Duże okna wpuszczały mnóstwo naturalnego światła, drewniane panele były
białe, a wszystkie szafki pomalowano na ciemniejszą biel. Wyglądała też na w
pełni funkcjonalną, nawet bez magii, co ją zaskoczyło. Za oknami rozciągał się
skrawek dziczy i ogród z uroczą, prześliczną szklarnią.
Pomimo szaleńczego bicia serca, skinęła głową i
odwróciła się, powoli przechodząc przez hol do czegoś, co uznała za jadalnię.
Wyglądało raczej jak coś wyjętego żywcem z powieści. Niemal słyszała w głowie
grę kwartetu smyczkowego.
Wchodząc dalej, przeszła przez pomieszczenie,
które można uznać za salon. Zaparło jej dech w piersiach, gdy zobaczyła regały
z książkami ciągnące się wzdłuż ścian, od podłogi do sufitu; ich pustka nieco
ją zasmuciła, a jednocześnie dała jej poczucie potencjału. Myśli szalały od
ilości książek, które mogłyby zapełnić takie regały. Jakiś szczęściarz mógłby
rozpalić ogień w kominku, usiąść w jednym z absurdalnie wygodnych foteli i po
prostu czytać w domu, który zdawał się to doceniać, pragnąc tego.
Najdziwniejsze było to, że czuła się jak w domu.
Dreszcz przebiegł jej po plecach i powstrzymywała łzy, które piekły ją w
oczach. To było wszystko, o czym marzyła — dlaczego w ogóle tam była? Czy wciąż
śniła?
Przełknęła ślinę, zacisnęła dłonie i spojrzała na
Draco.
— Myślisz o przeprowadzce?
Nie wiedziała, dlaczego ta myśl napawała ją taką
nadzieją; może dlatego, że gdyby tam mieszkał, odwiedzałaby go dość często —
przynajmniej dopóki nie znajdzie kogoś innego.
Draco uniósł brew.
— Ja? Miałbym mieszkać tutaj? Musiałbym mieć
cholernie dobry powód. — Westchnął i strzepnął z ramienia niewidzialny kłaczek.
— Nie. Właściwie to myślałem o tobie.
Hermiona zamrugała.
— O mnie? Co masz na myśli?
— Cóż — odpowiedział, opierając się o framugę
drzwi — mówiłaś, że płacisz za dużo za swoje mieszkanie, a jest dość obskurne i
małe. Poza tym, mimo że zabezpieczyłem twoje mieszkanie, to miejsce jest o
wiele bezpieczniejsze. I również wygodniejsze. Już sam fakt, że możesz wyjść na
zewnątrz bez obawy, że ktoś cię porwie, powinien być wystarczająco kuszący —
poza tym jest blisko świata mugoli, gdybyś, no wiesz, zechciała się tam udać.
— Draco. — Hermiona zmarszczyła brwi i rozłożyła
ramiona. — Jakim cudem miałoby mnie na nie stać?
Skrzywił się.
— Stać? Granger, nie wziąłbym od ciebie nawet
pensa za mieszkanie tutaj.
Hermiona spięła się.
— Czekaj… jesteś
właścicielem tego domu? Ale… ale co z twoimi rodzicami?
Wygiął szczękę.
— Jestem posiadaczem całego rodzinnego majątku.
Głową rodziny, podczas gdy mój ojciec jest w Azkabanie. Ale w sumie abdykował.
Jej serce biło szybko. Zbyt szybko. Czy on
oferował jej mieszkanie w tym pięknym domu za darmo? Zamrugała gwałtownie,
otwierając usta ze zdumienia.
Draco westchnął i podszedł bliżej, zaplatając
dłonie za plecami.
— Granger. Twoje mieszkanie jest stare i
zniszczone, a właściciel okrada cię z ciężko zarobionych pieniędzy. Oferuję ci
ten dom, bez czynszu.
Przełknęła ślinę i skrzyżowała ramiona na piersi,
a serce waliło jej jak młotem.
— Gdzie jest haczyk?
Uniósł brew.
— Haczyk?
— Czego chcesz w zamian?
Coś błysnęło w jego oczach, gdy rozważał jej
słowa, i zrobił kolejny krok bliżej.
— Nie wymagam wiele — powiedział, a ton jego
głosu stał się coraz mroczniejszy. — Jeśli zamieszkasz w tym domu, będę cię
pieprzył w każdym pokoju. Zwiążę cię w każdym pokoju, będę dawać klapsy w twój
śliczny tyłek, aż zaczniesz szlochać, i będziesz dochodzić na każdej
powierzchni tego domu. — Jego źrenice pochłonęły szarość jego oczu, gdy stanął
bardzo blisko, a usta wykrzywiły się w okrutnym uśmiechu. — Zaopiekuję się
tobą, Granger, jak słodkim, małym, szlamowatym zwierzątkiem mieszkającym pod
moim dachem. — Przechylił głowę, jego wzrok powędrował na jej usta. — I będę
się tobą bardzo dobrze opiekował.
Hermionie zaparło dech w piersiach. Wszystko
brzmiało zbyt pięknie, ale znów były to tylko obietnice, których nie mógł
dotrzymać — bo jeśli wprowadzi się do tego pięknego domu, kto mógł
zagwarantować, że nie wypowie jej umowy najmu w chwili ślubu z inną czarownicą?
A jeśli nie, czy naprawdę chciałaby zostać w domu, którego każdy sentyment
będzie jej nieustannie przypominał o tym, co straciła?
Draco stał blisko, jego ciepły oddech owiał jej
twarz, gdy nachylił się nad nią, z nadzieją w oczach.
— I co ty na to?
Przełknęła ślinę, serce biło jej zbyt mocno.
Klatka piersiowa się ścisnęła, powietrze zdawało się z trudem przedostawać do
płuc. Cofnęła się o krok, a jej głos zadrżał, gdy powiedziała:
— Ja… ja nie mogę.
Zmrużył oczy.
— Co?
Hermiona pokręciła głową.
— Nie mogę. Ja… ja lubię swoje mieszkanie.
— Więc nie podoba ci się ten dom?
— Nie! — wydyszała. Jak w ogóle śmiał to
insynuować? — Nie… podoba mi się! — Właściwie
uwielbiam go. Za bardzo. — Po prostu… cóż, lubię płacić za mieszkanie.
Cenię sobie niezależność.
— Więc płać. — Draco wzruszył ramionami. — Nie
potrzebuję pieniędzy, ale jeśli będziesz nalegać, nie powstrzymam cię.
Westchnęła głęboko i odsunęła się o krok. Musiała
uważać na balans, by się nie przewrócić.
— Nie chodzi tylko o czynsz! Nie warto robić interesów
z ludźmi, których znasz. Co się stanie, kiedy to, co jest między nami się
skończy?
Draco zmrużył oczy i podszedł bliżej.
— Dlaczego miałoby się skończyć?
Hermiona poczuła zaciskające się gardło. Czy on
naprawdę udawał ignoranta? Przygryzła wargę.
— Co się stanie, jeśli się pokłócimy? Jeśli
obudzimy się pewnego ranka i zdamy sobie sprawę, że nie możemy się znieść? Co
się stanie, gdy znajdziesz kogoś innego?
Trudno znaleźć mieszkanie w Londynie, a ja muszę trzymać się tego, które mam.
— Co? — Draco prychnął i zrobił kolejny krok w
jej stronę, a ona się odsunęła. — W takim razie będę opłacał twoje mieszkanie,
a ty tu się wprowadzisz. Będziesz tu bezpieczniejsza, Hermiono.
— Nie chcę, żebyś za mnie płacił! — krzyknęła i
zacisnęła dłonie.
Czy pokój robił się mniejszy?
— Mógłbym płacić za ciebie czynsz do końca mojego
życia, a i tak nie uszczupliłoby to nawet odrobinę mojego majątku — mruknął
ponuro i podszedł bliżej.
Hermiona cofała się.
— Nie chodzi o twój majątek! Chodzi o to, że nie
chcę być od nikogo zależna! — Krew dudniła jej w uszach, gdy poczuła, jak coś
wpełza jej do piersi, próbując się wydostać. — Proszę cię, Draco! Kilka
miesięcy temu nawet byś o tym nie pomyślał!
— Kiepska wymówka — wycedził, górując nad nią. —
To miejsce jest idealne dla ciebie, Hermiono. Krzywołap może wychodzić na
zewnątrz i nie będziesz się martwić, że się zgubi. Możesz mieć tyle książek,
ile zechcesz; nawet nie widziałaś biblioteki…
— Nie chcę! — krzyknęła i zacisnęła pięści. — Mój Boże, Draco! Czemu po prostu nie
możesz posłuchać?
Poczuła łzy napływające do oczu, bo miał rację.
Ten dom był idealny dla niej, a fakt, że o tym wiedział, tylko pogarszał
sprawę! Posiadłość była piękna. Miałaby ogród, w którym mogłaby sadzić kwiaty,
małą grządkę warzywną i szklarnię, ale jak Malfoy mógł nie dostrzegać
wszystkich tych rzeczy, które to uniemożliwiały? Po ślubie, jego żona zostałaby
jej nową właścicielką, a która kobieta chciałaby, żeby poprzednia partnerka seksualna jej męża — nawet
jego była dziewczyna — była
lokatorką? To by się nie udało i Hermiona musiałaby znaleźć inne mieszkanie, co
było po prostu zupełnie niepotrzebne, skoro miała już całkiem sensowne
mieszkanie, strzeżone zaklęciami najlepszego czarodzieja w Biurze Aurorów.
Draco wykręcił szczękę i spiorunował ją wzrokiem,
a jego oczy nagle stały się zimniejsze.
Hermiona poczuła, jak jej oczy napełniają się
łzami.
— Proszę, nie używaj oklumencji.
Odwrócił wzrok, zamrugał i z trudem przełknął
ślinę. Być może starał się pozostać emocjonalnie obecny.
— Byłabyś tu bezpieczna.
— Ale teraz jestem bezpieczna tam, gdzie
mieszkam, prawda? — upewniała się.
Pokój zdawał się chwiać, ale postanowiła pozostać
niewzruszona.
Zacisnął szczęki i podszedł bardzo blisko, a jego
spojrzenie zmieniało się gwałtownie — raz było gorące, raz zimne.
— Magia mojej rodziny jest starożytna i potężna —
warknął. — Gdybyś tu została, gdybym pozwolił, by objęła cię nasza ochrona,
nawet Ministerstwo nie mogłoby cię tknąć. Nasza magia chroniła królów w przeszłości, Hermiono. Niech
ona chroni też ciebie. Do diabła, pozwól mi cię chronić!
Zamrugała, a łzy popłynęły jej z oczu. Serce
krzyczało, żeby po prostu rzuciła mu się na szyję i pocałowała, ale rozum
podpowiadał, by się odsunęła. Od tego problemu, od tego dylematu, od niego.
Pulsujący ból w piersi podpowiadał, by
się wycofała.
Przełknęła szloch, mocno zaciskając powieki.
— Nie mogę — wyszeptała.
— Dlaczego? — nalegał, opierając dłonie na jej
biodrach.
Wyrwała się z jego uścisku i ominęła go, bojąc
się, że jeśli jej dotknie, pęknie.
— To fizyczny
związek, Draco — powiedziała, starając się ze wszystkich sił zachować spokój. —
Kazałeś mi wyznaczyć granice i to jest granica. Nie chcę się uzależniać od…
partnera seksualnego.
Jego twarz wykrzywiła się z frustracji.
— To nie jest uzależnienie, Hermiono, to…
— To
uzależnienie — warknęła, unosząc palec. — Gdybym wypowiedziała umowę najmu
mieszkania, straciłabym coś, co trudno zdobyć, a wynajmowanie od kogoś, z kim
jestem w związku, jest sprzeczne z moimi zasadami. Musiałabym zaufać twojej
dobrej woli, że pozwolisz mi tu mieszkać. Przepraszam, ale nie mogę nikomu
ufać. — Widziała, że ma ochotę zripostować, więc uniosła palec wyżej i dodała:
— A gdybyś płacił za mnie czynsz tylko po to, bym mogła zatrzymać mieszkanie,
czułabym się wobec ciebie zobowiązana — i nie obchodzi mnie to, że sądzisz
inaczej. Czułabym się zobowiązana i
to wystarczy. — Przełknęła ślinę. — Wybacz, ale odpowiedź brzmi nie.
— Zachowujesz się irracjonalnie — zadrwił, a na
jego twarzy pojawił się zadziwiająco rozpoznawalny grymas. — Jeśli to ułatwi
sprawę, podaruję ci ten dom, do
cholery.
Hermiona gapiła się na niego i czuła narastający
gniew.
— Zwariowałeś?
Nie możesz oddać domu, Draco!
— Oczywiście, że mogę — prychnął. — Nie wydaje mi
się, że masz pojęcie, jak bardzo bogaty jestem, Granger. Taki dom to dla mnie
nic. Mógłbym ci kupić sto domów, a i tak bym tego nie odczuł. Kupię tą twoją
cholerną kamienicę, a potem cię wyeksmituję,
jeśli będzie trzeba.
Hermionie opadła szczęką, a serce podskoczyło do
gardła.
— Nie zrobiłbyś tego — wychrypiała, czując, jak
krew odpływa jej z twarzy, gdy ogarnia ją chłód.
Jego wzrok stwardniał, gdy podszedł bliżej. Czy
zrobiłby coś takiego? Czy odebrałby jej to tak po prostu? Wykręcił szczękę i
westchnął głęboko.
— Och, mógłbym, ale bez obaw. — Zmierzył ją
szybkim spojrzeniem, a w jego szarych oczach tańczyło rozczarowanie. Kąciki ust
opadły. — Nie będę cię zmuszał, żebyś tu mieszkała, Hermiono. Po prostu
uznałem, że by ci pasowało. Tylko o tym pomyśl, dobrze? Mogłabyś to dla mnie
zrobić?
Hermiona przygryzła wargę i spuściła wzrok,
kiwając głową.
— Dziękuję — mruknął i wyciągnął do niej rękę. —
Chodź. Wracajmy.
Spojrzała na jego dłoń w rękawicy, wyciągniętą i
otwartą. Skóra napinała się na jego długich palcach, a jego uścisk był silny i
pewny, gdy włożyła swoją dłoń w jego. Owinęła ją, delikatnie, lecz stanowczo, i
zanim zdążyła mrugnąć, obrócili się w miejscu i zniknęli.
Ucisk w jej brzuchu ustał, gdy wylądowali w jego
salonie, i musiała go jeszcze przez chwilę trzymać, żeby się pozbierać.
Czarodziejskie środki transportu nigdy nie były jej ulubionymi sposobami
przemieszczania się i czasami trudno było jej znaleźć równowagę. Świstoklik był
zdecydowanie najgorszy, gorszy nawet od miotły, ale wolała Sieć Fiuu od
teleportacji.
Gdy odzyskała równowagę, zauważyła, że wzrok
Draco był utkwiony gdzie indziej. Odwracając głowę, zobaczyła, że nie są sami.
Narcyza Malfoy siedziała na sofie syna, z rękami splecionymi na skrzyżowanych
nogach. Miała wyprostowane plecy, idealnie ułożone włosy i ciemnofioletową
szatę z wysokim, koronkowym kołnierzem.
Patrzyła na nich oboje przenikliwymi, niebieskimi
oczami, zaciskając usta.
— Matko — mruknął Draco i wyprostował się.
Narcyza uśmiechnęła się delikatnie i wstała.
— Przepraszam, że wpadłam bez zapowiedzi, nie
wiedziałam, że masz towarzystwo. — Jej wzrok powędrował ku Hermionie, a uśmiech
poszerzył się. — Panno Granger, jak miło znowu cię widzieć.
Hermionie zaschło w gardle, puls dudnił w uszach
i niepewnie cofnęła się o krok.
— Pani Malfoy.
Narcyza zamrugała, jej uśmiech nieco przygasł, po
czym przełknęła ślinę i skinęła głową.
— Nie będę wam przeszkadzać. Nie przyszłabym,
gdybym wiedziała, że jesteś zajęty, Draco.
— Nie, nie! — powiedziała szybko Hermiona,
poruszając się. — Nie proszę nie wychodzić z mojego powodu. Ja pójdę.
— Nie musisz — rzekł Draco cicho, odwracając do
niej głowę.
— Wiem, ale muszę — mruknęła, uśmiechając się
blado. — Dziękuję za dzisiaj.
Wpatrywał się w nią, zaciskając mocno szczękę. W
jego oczach było coś dzikiego, i zacisnął mocniej dłoń na jej dłoni. Wtedy
zdała sobie sprawę, że rzeczywiście wciąż się trzymają za ręce.
Hermiona przełknęła ślinę. Czuła to,
nierozwiązane napięcie między nimi. Były pewne niewypowiedziane kwestie,
kwestie oczekiwań i granic. Wiedziała, że chciał o tym porozmawiać — widziała
to w jego twarzy — ale jego matka stanowiła problem.
Odchrząknęła i delikatnie wyjęła dłoń z jego
dłoni.
— Muszę iść.
— Zastanowisz się? — zapytał cicho, przeskakując
wzrokiem między jej oczami.
Skinęła głową.
— Zastanowię się.
Jego brwi nieco złagodniały, a zmarszczka między
nimi wygładziła się nieznacznie, ale nie wyglądał na zadowolonego. Skinął
głową, a zaciśnięta szczęka nadała jej ostry i groźny wygląd.
Hermiona szybko załamała ręce i odwróciła się do
Narcyzy.
— Miło było panią widzieć, pani Malfoy.
Wyglądała na pozbawioną tchu.
— Moja droga, naprawdę nie musisz wychodzić z
mojego powodu.
Hermiona gwałtownie pokręciła głową.
— O nie! I tak miałam już iść, to żaden problem.
No cóż, pa.
Niezręcznie podeszła do kominka i chwyciła garść
prochu. Mamrocząc pod nosem swój adres, wrzuciła go do ognia, mając nadzieję,
że wypowiedziała je dobrze. Kiedy płomienie zmieniły kolor na zielony, nawet
nie odwróciła się, by spojrzeć na dwójkę Malfoyów, zanim przez nie przeszła.
Gdy ryk ognia ucichł i wróciła do mieszkania, w
końcu mogła odetchnąć. Coś rozluźniło się w jej piersi, coś gęstego i
potężnego, i przycisnęła dłonie do oczu, by powstrzymać łzy.
— Kurwa!
— krzyknęła do siebie i zerwała płaszcz.
W rzeczy samej, kurwa. Dom był idealny — niemal
jak obraz jej wymarzonego, takiego, na który nigdy nie byłoby jej stać, nawet
gdyby go znalazła — i musiał być od niego.
Powoli oplatał każdy aspekt jej życia, dusząc ją
swoją troskliwością i cholerną perfekcją! Wyglądało to tak, jakby robił to
wszystko z nią, igrał z jej uczuciami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. A
może jednak był tego świadomy. Może był takim cholernym Ślizgonem, że doskonale wiedział, co robi. Może wiedział, że ją
wciąga, prowokuje do nadziei; a potem, kiedy da się nabrać na wszystkie jego
sztuczki, zakocha się w nim tak głęboko, że to będzie niezaprzeczalne i
nieodwołalne, będzie z przyjemnością patrzył, jak jej serce rozpada się na
tysiąc kawałków, gdy porzuci ją dla czarownicy czystej krwi, godnej jego
miłości i uwagi.
Być może fakt, że nie miał nic „przeciwko”
prawdziwemu związkowi, było jego planowaniem oficjalnego rozstania, takiego,
które upokorzyłoby ją w ramach zemsty za wszystkie lata, kiedy spędzała sen z
jego powiek w szkole. Dziedzic Malfoyów, czarodziej czystej krwi i
niewyobrażalnie bogaty mężczyzna, planował ostateczne upokorzenie swojej
wieloletniej ofiary, szlamy, usidliwszy ją seksem i troską, by później
publicznie z niej drwić za to, że wierzyła, iż ma u niego szansę. Narracja była
wciągająca i dość adekwatna dla Draco Malfoya, którego znała ze szkoły.
— Przestań,
Hermiono! — zganiła się przez ściśnięte gardło. — Przestań! On by ci tego nie
zrobił! — Jednak nie była do końca przekonana. — Nie mógłby…
Nie zrobiłby tego.
Z pewnością
nie.
Prawda?
Brak komentarzy