[T] Come To Claim: Rozdział 36

czwartek, 18 czerwca 2026

Witajcie :) w czwartkowy wieczór zapraszam na dwa nowe rozdziały tego tłumaczenia. To ostatnie sceny w szpitalu i kilka odpowiedzi na ważne pytania Hermiony. Miłej lektury!

 

__________


— Nie obchodzi mnie, że śpi na korytarzu. Malfoy powiedział nie — szepnął szorstko jeden z Aurorów do drugiego.

Draco wyszedł jakąś godzinę temu, żeby spotkać się z zatrudnionymi przez siebie uzdrowicielkami. Starałam się nie przewracać oczami na apodyktyczne i opiekuńcze szaleństwo tego mężczyzny.

Dołączyły do mnie Narcyza i Pansy. Rozmawiałyśmy we trzy o najnowszym problemie Narcyzy z jej mandragorami w ogrodzie. Ale mnie bardziej zainteresowała rozmowa przy drzwiach.

— Kto śpi na korytarzu? — zapytałam dwie kobiety przede mną.

Wymieniły spojrzenia, najwyraźniej wiedząc, o kogo chodzi.

— Ginny Weasley — powiedziała Narcyza. — Przybyła wczoraj.

Nic nie mogło zamaskować mojego ogromnego szoku, jaki wywołała u mnie obecność Ginny Weasley. Nie wiedziałam jej ani nie miałam żadnych wieści od niej od prawie trzech lat. Początkowo po prostu założyłam, że potrzebuje przestrzeni z powodu rozstania z Harrym. Ale ponieważ wciąż się nie pojawiała, stwierdziłam, że chodzi o mnie. Nie odpisywała na sowy, nie wracała do domu między meczami i nie próbowała już mnie namawiać, żebym dopingowała ją na meczach wyjazdowych. Wymyślała nawet wymówki, by nie wracać do domu na święta.

Miałam wrażenie, że już nie znam Ginny. Była obcą osobą. Duchem.

I teraz tu była?

Ciekawość wzięła górę.

— Wpuśćcie ją — powiedziałam do Aurorów.

Wszyscy w pokoju zamarli.

— Chcę usłyszeć, co ma do powiedzenia.

Chciałam wiedzieć, dlaczego mnie zostawiła. Dlaczego przestała być moją przyjaciółką.

— Hermiono — rzekła cicho Narcyza. — Może kiedy Draco wróci…

Odmówi lub będzie cały czas drążył temat, denerwując mnie tym.

— Może do nas dołączyć. Aurorzy mogą zabrać jej różdżkę i ją przeszukać — mruknęłam. — Ale chcę z nią porozmawiać.

Aurorzy wpatrywali się we mnie.

— No dalej — nakazałam. — Przeszukajcie ją.

— Z całym szacunkiem, panno Granger — odparł jeden z nich. — Nie podejmiemy żadnych działań, dopóki Główny Auror Malfoy nie wyda nam polecenia. Będziemy czekać, aż wróci i pozwoli jej wejść.

Wpatrywaliśmy się w siebie. Na mojej twarzy malował się bunt. Spojrzałam na Narcyzę i Pansy, szukając wsparcia, ale one również nie chciały sprzeciwiać się Draco. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach.

Westchnęłam i spojrzałam na swoje dłonie.

Sygnet.

— Hermiono — ostrzegła Narcyza, ale było już za późno.

Zdjęłam sygnet z palca prawej dłoni.

Ciało Draco zmaterializowało się w szpitalnej sali z morderczą furią wypisaną na twarzy. Pokój i wszyscy w nim obecni drgnęli pod wpływem jego obecności.

Włożyłam sygnet z powrotem, gdy jego oczy dziko wpatrywały się w moje.

— Chciałabym porozmawiać z Ginny — wyjaśniłam spokojnie. — Jest na korytarzu.

Zacisnął szczękę w geście odmowy. Wiem, że chciał mi powiedzieć nie. Wiedziałam, że to wręcz emanuje z niego.

— Proszę — błagałam. — Minęły prawie trzy lata. Chcę wiedzieć, co ona wie.

Wpatrywał się we mnie.

— Proszę.

Jego szczęka zacisnęła się tak mocno, że aż widziałam napięcie. Ale lekko skinął głową, a ja chciałam wiwatować na widok tego zwycięstwa.

Po tym, jak mnie uściskały, odprowadził matkę i Pansy, a następnie zabrał pozostałych Aurorów na korytarz, zostawiając mnie zupełnie samą po raz pierwszy od kilku dni.

Kilka minut później wszedł Draco z Ginny Weasley. Jej ręce były związane z przodu magicznymi kajdankami. Wyglądała na zirytowaną, dopóki mnie nie zobaczyła. Jej twarz natychmiast posmutniała.

Draco postawił krzesło na końcu mojego łóżka i stanął z boku. Różdżka znajdowała się u jego boku. Wiedziałam, że szkody, jakie mógł wyrządzić umysłem, były o wiele gorsze niż te, które mógł spowodować różdżką. Widziałam to w sytuacji z Ronem kilka dni temu na korytarzu.

— Nie zrobię jej krzywdy.

Ginny spiorunowała Draco wzrokiem.

— Już to zrobiłaś.

Ginny zacisnęła usta w wąską kreskę, a ja spojrzałam z irytacją na Draco. Nie uchwycił mojego spojrzenia; był zbyt zajęty wpatrywaniem się w Ginny.

Obróciła się ku mnie.

— Chciałam tylko porozmawiać.

— Słucham — mruknęłam cicho.

Ginny nie była łagodną kobietą. Rzadko okazywała emocje takie jak smutek czy wrażliwość. Ale jej mina sprawiła, że poczułam ukłucie w żołądku. Cierpiała.

— Nie czuję się komfortowo, mówiąc wszystko przy twoim psie stróżującym — powiedziała, nie patrząc na niego.

— On nie odejdzie, Ginny.

Jej nozdrza się rozszerzyły, ale zachowała spokój.

— Dlaczego tu jesteś? — zapytałam w końcu. — Wyjechałaś lata temu. Od tamtej pory nie dostałam od ciebie nic poza życzeniami urodzinowymi.

— Musiałam wyjechać. — Przełknęłam ślinę. — Wszystko… wszystko było…

Uniosłam brwi.

— Moja rodzina uwielbia Harry’ego. Widywanie go…

Zaczęłam żałować, że pozwoliłam jej tu wejść. Nie doszłyśmy do niczego. Przejmowała się ciężkim rozstaniem, a nie tym że przestała być moją przyjaciółką?

— Zostawiłaś mnie — argumentowałam. — Wciąż potrzebowałam swojej najlepszej przyjaciółki. — Poczucie winy zabarwiło jej policzki. — Mogłaś powiedzieć, że przebywanie z Harrym jest dla ciebie zbyt trudne — ciągnęłam. — Zrozumiałabym. Pojechałabym do ciebie. Spotkałabym się z tobą gdzieś indziej. Moja relacja z tobą nigdy nie była zależna od chłopaków.

Nie potrafiłam tego zrozumieć. Wiedziałam, że ich związek źle się zakończył, ale nigdy nie namawiałam Harry’ego, żeby o tym rozmawiał. Wiedząc to, co wiem teraz, mogłam się domyślić, że ich związek był skazany na porażkę od samego początku.

— To się tak źle skończyło, Hermiono — wyszeptała.

Zamilkłam.

— Nie mogę ich zobaczyć…

Do oczu Ginny napłynęły łzy. To było niewiarygodne. Nawet nie widziałam, żeby płakała na pogrzebie Freda. Miała tylko ten świadomy, uparty wyraz twarzy. Ale to?

— Zniszczyłam tyle istnień.

Jej szept był ledwo słyszalny.

Zerknęłam ukradkiem na Draco, gdy Ginny patrzyła na swoje dłonie. Jego twarz była równie nieufna jak moja. Co takiego złego mogła zrobić? Sądząc po minie Draco, wiedziałam, że lepiej ją pospieszyć, bo sam odzyska jej wspomnienia.

— Ginny…

— Ron przyszedł do mnie z prośbą o pieniądze — przerwała. — Byłam taka zła przez Harry’ego.

Uniosła wzrok, a jej oczy zaszły łzami.

— Byłam zła na Harry’ego — kontynuowała. — Bardzo zła. Chętna zemsty. Powiedziałam Ronowi…

Jęknęła i zaszlochała.

A moje ciało zamarło.

— Zdradziłam Ronowi sekrety dotyczące Harry’ego. Sekrety dotyczące George’a. Powiedziałam mu, żeby prosił ich o pieniądze. Nie mnie. Że mają o wiele więcej ode mnie.

Ginny zdradziła Ronowi tajemnicę dotycząca Harry’ego i George’a. To przez nią byli szantażowani.

Próbowałam ukryć przerażenie na twarzy, ale nie szło mi to i wiedziałam o tym.

Ukryła twarz w dłoniach i płakała.

— Byłam taka wściekła. Tak zraniona. Chciałam tylko, żeby Harry i George to poczuli. Dlaczego zwodził mnie przez tyle lat?

Milczałam. Nie wiedziałam, dlaczego Harry postanowił tak się zachować. Ale reakcja Ginny? Poczułam szczypanie w gardle, gdy walczyłam, żeby przełknąć obrzydzenie.

— Czy Harry się dowiedział?

Pokręciła głową.

— Ron nigdy nie wyjawił, kto mu o tym powiedział.

Przygryzłam dolną wargę, żeby nie przekląć. To wszystko było takie obrzydliwe.

— Wiedziałaś o romansach swojego brata? — zapytał Draco.

Czerwona twarz Ginny pasowała teraz do jej włosów. Przytaknęła.

Spojrzałam na swoje dłonie, chcąc uniknąć jej wzroku.

— Dlaczego nie powiedziałaś Hermionie?

Merlinie, naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi na to pytanie.

Sądząc po coraz głośniejszym płaczu Ginny, nie był to zbyt miły powód.

— Byłam zła na wszystkich. Myślałam, że wiesz o Harrym. Myślałam, że ukrywasz to przede mną. Więc chciałam się odwdzięczyć tym samym.

— A on w zamian wciąż nie miał pieniędzy, sfałszował dokumenty podatkowe, okradł ją, zdradzał, próbował sprzedać ją do agencji towarzyskiej, a potem obiecał, że jeśli jego były znajomy pracujący w Proroku wystarczająco zniszczy jej reputację, pozwoli mu przelecieć swoją żonę.

Draco miał rację. Wyjawienie tego wszystkiego było okropne, ale to była prawda. Ginny wzięła kilka głębokich, urywanych oddechów.

— I dopiero kiedy została porwana, pobita i omal sprzedana do prostytucji, poczułaś cień skrupułów, by przyjść i ponieść choćby ułamek konsekwencji.

— Wiedziałaś o tym od lat?

Mój głos brzmiał słabiej, niż bym chciała. Ale byłam tak zraniona.

Ginny skinęła głową.

— Zaczął po wojnie. Zanim się pobraliście. Tylko kilka razy w roku. Mówił, że to pomagało mu radzić sobie z wojną… obiecał, że przestanie, jak tylko weźmie ślub.

Wezbrała się we mnie odrażająca wściekłość.

— I nie uważałaś, że zasługuję na to, żeby wiedzieć?

— Zajmowałam się swoimi sprawami — broniła się nieudolnie. — Po prostu chciałam o tym zapomnieć. Próbowałam naprawić stosunki z Harrym, ciągle podróżowałam i po prostu…

Pokręciłam głową. Nie potrzebowałam wymówek. Nie chciałam ich słyszeć.

— Twój brat zagraża mojemu życiu — powiedziałam. — Był okropny. A ty… jesteś współwinna tego wszystkiego. Milczałaś. Przez trzy lata.

Pokręciłam głową. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Kiedy usłyszałam, że Ginny tu jest, nie przyszło mi do głowy, że to był powód.

Napotkałam współczujące spojrzenie Draco. Czekał, aż ją wyrzucę, i aż go korciło, żeby to zrobić.

— Myślę, że powinnaś iść — wyszeptałam.

— Hermiono — jęknęła. — Jesteś dla mnie jak siostra.

Z moich ust wyrwał się pusty śmiech.

— Ginny, ostatnim, czym chcę być dla ciebie, to rodziną. Widziałam, co robisz tym, których kochasz.

Skinęłam głową ku Draco.

Ginny wyglądała na pokonaną. Nie miałam siły słuchać jej wymówek, a ona nie podjęła kolejnych prób przekonania mnie.

Nic dziwnego, że unikała domu. Zdradziła połowę rodziny. To cud, że Ron mógł spojrzeć na siebie w lustrze. Ale teraz widziałam, że jego siostra poszła w jego ślady.

Nie zwróciłam uwagi na Ginny, kiedy się ze mną żegnała, ani kiedy wychodziła.

Gdy Draco wrócił sam, objął mnie i pocałował w policzek.

— Czy teraz mogę zakazać wstępu całej rodzinie Łasic?

— Tak — ustąpiłam. — Chyba w końcu z nimi skończyłam.

Przesunął kciukiem po mojej dolnej wardze. Potem chwycił moją prawą dłoń i ją również pocałował.

— I Granger?

Spojrzałam na niego. Stuknął w sygnet na moim palcu.

— To pierwszy.

Brak komentarzy