[T] Come To Claim: Rozdział 33

niedziela, 14 czerwca 2026

  

Witajcie :) wiem, że miałam odpoczywać i nic nie publikować. Cóż, włączyłam serial i zaczęłam tłumaczyć, aż kończę ten niedzielny dzień z trzema nowymi rozdziałami. Chyba nie umiem odpoczywać bez tłumaczenia. Ale raczej nie macie co narzekać. Trochę się tu podzieje, niestety złego, ale nie będę spojlerować. Miłej lektury!


________________

 

Następnego dnia byłam cudownie obolała. Nie powstrzymało to Draco przed powolnym pocałunkiem w łóżku, kiedy się razem obudziliśmy. Brakowało mi tego. Potrzebowałam tego.

— Chciałabym nadal iść do pracy — powiedziałam mu, zataczając małe kółka na jego piersi. — Jeśli uważasz, że to wystarczająco bezpieczne.

Żadne z nas nawet nie spróbowało wstać z łóżka, by wziąć prysznic.

— Proszę, proszę. — Pocałował mnie w głowę. — Nigdy nie daj sobie wmówić, że nie jesteś polubowna, Granger.

Dźgnęłam go palcami w żebra, a on się roześmiał. Chciałam zebrać ten dźwięk na później.

— Czterech strażników, ciągła eskorta i zakaz opuszczania Ministerstwa — powiedział, przybierając władczy ton głosu Głównego Aurora.

— Zgoda.

— I jeszcze jedno — dodał.

Sięgnął do szafki nocnej za sobą i otworzył szufladę. Wyciągnął coś srebrnego i przetoczył się w moją stronę.

Uniósł srebrny sygnet. Na płaskiej powierzchni widniał monogram w kształcie litery M.

Ten należący do niego wciąż spoczywał na jego palcu.

— Co to jest? — zapytałam.

— Nasze rodzinne sygnety są przesiąknięte starą magią — wyjaśnił. — Śledzą nas. Ostrzegają o naszym stanie. Gdybyś była w niebezpieczeństwie lub się czegoś bała, mój się zaświeci. I służy nam jako łącznik.

— Molly Weasley ma zegar dla swojej rodziny — rzekłam. — Działa na podobnej zasadzie.

Przyglądał mi się uważnie.

— Czy mogłabyś go założyć? Dla świętego spokoju?

Ostrożnie sięgnęłam do przodu, biorąc chłodny metal między palce. Nadal mi się przyglądał.

Strach przed odrzuceniem był tak głęboko wyryty w jego rysach. Był taki bezbronny. Zdenerwowany.

Pochyliłam się i mocno go pocałowałam w usta.

— Oczywiście.

W końcu odetchnął i pomógł mi go założyć na dłoń. Wpatrywałam się w sygnet, który zastąpił moją obrączkę na lewym palcu. Był cięższy niż moja prosta, złota obrączka. Przesunęłam palcem po wyrytej literze i pozwoliłam mu się wsiąknąć we mnie.

— Dostanę sygnał też, gdy zostanie zdjęty — powiedział.

Przyglądałam mu się.

— Czy powiadomi mnie o twoim bezpieczeństwie?

— Tak, powiadomi. Tak samo jak o bezpieczeństwie mojej matki.

Nie spodziewałam się, że będą połączone z całą rodziną. Zastanawiałam się…

— Mój ojciec stracił ten przywilej, gdy trafił do Azkabanu — odpowiedział. — Nie żeby wpływ sygnetu kiedykolwiek pobudził go do działania.

Poczułam ucisk w żołądku.

— Wyczuł twój strach…

— Stąd Oklumencja.

Przesunęłam kciukiem po jego ustach. Jego życie było takie mroczne. Tak wiele ludzie o nim nie wiedzieli ani nie rozumieli.

— Nie zdejmę go.

Pocałowałam go jeszcze raz, zanim wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę dużego prysznica. Czułam go za sobą, gdy odkręcałam wodę. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że jest już nagi i wpycha mnie do szklanych drzwi.

— To ma być funkcjonalny prysznic, Draco — prychnęłam.

— Mogę być niezwykle funkcjonalny — obiecał, zdzierając ze mnie bluzkę przez głowę.

I tak było. Gdy nałożyłam na włosy odżywce, pomagał mi zabić czas, sprawiając, że byłam jeszcze bardziej obolała i zostawiając kilka siniaków na moich piersiach.

Wróciliśmy do naszej rutyny. Zrobił mi espresso, przygotował lunch i śniadanie. Pocałował mnie, gdy weszliśmy do kominka.

— Co mam powiedzieć, jeśli ktoś to zobaczy?

Wyciągnęłam lewą rękę.

Wzruszył ramionami.

— Powiedz mi prawdę. Jestem przewrażliwiony i nadopiekuńczy.

Uśmiechnęłam się, szturchając go łokciem.

Czułam, że dziś mogę odetchnąć. Prawda w końcu wyszła na jaw i nie musiałam zgadywać, jakie enigmatyczne rzeczy Draco przede mną ukrywał. Czułam spokój między nami. Musiałam go tylko sprowokować i zepchnąć w otchłań, jednocześnie doprowadzając go do furii.

Wspomniałam jego emocjonalne wyznania z zeszłego wieczoru. Draco Malfoy prawie się rozpłakał. Przede mną. Pokręciłam głową, wciąż ledwo pojmując głębię jego nieustającego strachu. Nie miałam pojęcia, że jest tak przepełniony lękiem.

Pojechaliśmy windą na moje piętro, a na zewnątrz czekało już czterech Aurorów.

— Zaczekaj tu — powiedział, podając mój lunchbox z jedzeniem jednemu z Aurorów.

Zaproponowałam, że go wezmę, ale pokręcił głową.

Czekałam na zewnątrz z całą czwórką, podczas gdy Draco wszedł sam do naszego gabinetu. Słyszałam niski ton jego głosu, kiedy rzucał różne zaklęcia i osłony. Wiedziałam, że będzie przesadzał, dopóki sprawa się nie wyjaśni, ale to była skrajność. Pracowaliśmy w Ministerstwie Magii. Nic mi się tu nie stanie.

Wyszedł z pomieszczenia i skinął na mnie, żebym weszła do środka. Nawet nie przewróciłam oczami. Dzisiaj próbowałam być bardziej dorosłą i wyrafinowaną wersją siebie. Ale rozważałam to.

— Wrócę o piątej — obiecał. — Nie wychodź. Nie zdejmuj tego.

— Prawdziwe urządzenie śledzące.

Uniosłam brew.

Zerknęłam ponad jego ramieniem na dwóch Aurorów, których ustawił przy drzwiach. Chciałam go pocałować, ale wiedziałam, że nie mogę.

— Wiem. — Westchnął, jakby czytał mi w myślach. — Do zobaczenia o piątej.

Skinęłam głową. Żadnych sztuczek dziś wieczorem. Żadnych gierek. Odwrócił się, żeby odejść, a ja natychmiast poczułam jego nieobecność.

— I Granger?

Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.

— Dziś wieczorem otrzymasz pełny raport. Szczegóły, komunikację i plany bezpieczeństwa.

Powstrzymałam uśmiech.

— Nie mogę się doczekać, Główny Aurorze Malfoy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nie chciałam zapeszyć, ale tydzień minął gładko. Owszem, Ron był już na wolności po wpłaceniu kaucji, ale plotki głosiły, że praktycznie zaszył się w swoim mieszkaniu. Prośba Draco o zakaz wstępu do Ministerstwa została odrzucona, w oczekiwaniu na dochodzenie i postawienie zarzutów. Draco wydawał się przekonany, że po formalnym postawieniu mu zarzutów, doprowadzi do jego definitywnego wykluczenia z Ministerstwa.

Zazwyczaj w gabinecie moim i Theo pojawiali się Dean i mój prawnik. Odwiedzał nas każdego dnia, kiedy omawialiśmy strategię przeciwko Ronowi. Czułam wielką ulgę, że wszystko zmierzało ku dobremu. Byłam tak blisko.

Do piątku prawie udało mi się przekonać Draco, żeby pozwolił nam zjeść kolację w sobotę z okazji urodzin Astorii.

— Wszyscy tam będziemy — powiedziałam. — I nie wyjdę. Wejdę do restauracji przez Sieć Fiuu i wyjdę z tobą.

Posłał mi zirytowane spojrzenie, kiedy w sobotni poranek siedzieliśmy przy śniadaniu. Miał na sobie tylko szare spodnie dresowe z niskim stanem, a ja jeden z jego T-shirtów. Smażył kiełbaski i jajka, a ja popijałam espresso, które już mi zrobił.

— Może pozwolisz mi wpaść do któregoś ze sklepów po prezent dla niej? — dodałam szybko.

Jęknął i przewrócił oczami.

— Żadnych prezentów — rzekł. — Powiem Pansy, żeby jej coś wybrała ze swojego sklepu. To powinno wystarczyć.

— Zgoda.

Podał nam śniadanie i pocałował mnie w czoło. Jedliśmy w komfortowej ciszy, czytając książki. Kiedy skończyliśmy, podniósł wzrok i obrócił moją twarz ku sobie.

— Dobrze.

Pisnęłam, prawie wdrapując mu się na kolana, gdy siedział na stołku obok mnie.

— Dziękuję!

— Nie chcę tego żałować, Granger.

— Och, zostaniesz z nawiązką wynagrodzony za swoją uprzejmość.

Uniósł brew.

Zerwałam się ze stołka i pociągnęłam go na nogi. Kiedy padłam na kolana, w końcu zrozumiał, co planuję. Jego przekleństwa i jęk rozbrzmiewały w kuchni. Moja dłoń i usta figlarnie go pieściły, a ja uśmiechałam się, podziwiając, jak mój nowy sygnet lśnił w porannym świetle, gdy owijał się wokół jego grubego kutasa.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Uważam, że sześciu Aurorów było trochę zbędnych — powiedział Theo, gdy jeden z nich przeszukał go już w holu restauracji.

Nie widział pozostałych czterech na dachach okolicznych budynków.

— Słowo bezpieczeństwa — rzekł Auror, unosząc brew.

Theo przewrócił oczami.

— Czarny.

Rozpromieniłam się. Draco i Theo nie uważali mojego żartobliwego słowa o podwójnym znaczeniu za równie błyskotliwy, jak ja.

— Musieliśmy się upewnić, że nie jesteś pod wpływem Eliksiru Wielosokowego — odparł Draco.

— A ten łajdak jest tutaj, bo…

— Bo pracuje dla mnie.

Theo mruknął coś o apodyktyczności i opryskliwości Draco. Ale nie obchodziło mnie, że czuł się zażenowany lub zawstydzony rewizją osobistą. Byłam tak szczęśliwa, że Draco pozwolił nam wyjść na urodziny Astorii, że ledwo mogłam stać. Blaise dołączył do nas i mnie przytulił.

— Miło cię widzieć, Granger — powiedział. — Chociaż słyszałem, że w poniedziałek ominął mnie niezły występ.

Wtuliłam się w jego pierś, słysząc te docinki.

Ponieważ Draco przydzielił nam tylu Aurorów, musiałam zachowywać się wobec niego równie profesjonalnie, jak w gabinecie. Rozumiałam. Ostatnią rzeczą, jakiej Draco chciał, było usunięcie go z tej sprawy z powodu konfliktu interesów.

Gdy Theo, Pansy, jej mąż oraz Astoria przybyli i zostali sprawdzeni przez ochronę, nadszedł czas, abyśmy udali się do naszego stolika. Pansy przyniosła Astorii kilka prezentów, ale mieliśmy jeszcze jedną niespodziankę.

— Dla kogo jest to dodatkowe miejsce? — zapytała Astoria.

Spojrzałam ponad jej głową na ostatniego gościa.

— Luna. — Uśmiechnęłam się, gdy podeszła do naszego stolika. — Cieszę się, że dotarłaś.

Wstałam, żeby ją przytulić, a ona objęła mnie ramionami.

— Nie mogłam się zdecydować, co przynieść, więc przyniosłam oba prezenty.

Uśmiechnęła się i wręczyła Astorii dwa dziwnie zapakowane przedmioty.

Powstrzymałam śmiech, widząc, jak oczy Astorii wychodzą z orbit. Luna ją przytuliła, a Astoria patrzyła na mnie z otwartymi ustami. Mrugnęłam do niej w odpowiedzi.

Teraz, gdy Luna była z nami, dostrzegłam, że Luna i Astoria do siebie pasują. Najwyraźniej Luna zgodziła się towarzyszyć Astorii w podróży do Nox, a dziś wieczorem miały się tam udać po raz pierwszy. Astoria myślała, że spotka się z nią później na drinka, ale Pansy i ja uznałyśmy, że dobrym pomysłem będzie zabranie jej na kolację.

Rozmowa płynęła swobodnie między naszą ósemką. I wielokrotnie przyłapywałam się na tym, że tłumię to zaskoczenie. To było takie proste. Tak prawdziwe. Byłam tu z siedmioma znajomymi. Mogłabym ich policzyć na palcach dwóch rąk. Chciało mi się płakać, widząc, jak wiele się zmieniło w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ledwo mogłam zliczyć jednego znajomego. A teraz to? Spojrzałam na Draco i się uśmiechnęłam. Bezgłośnie mu podziękowałam, a on mrugnął do mnie w odpowiedzi. Nawet on zdawał się wyraźnie odprężać w miarę trwania posiłku.

Blaise opowiadał o swoim pomyśle na jeden z dziwacznych pomysłów na tatuaż, gdy nasza kelnerka uderzyła o nasz stolik, będąc popchniętą przez osobę przechodzącą obok. Karafka z winem, którą niosła, przewróciła się i zawartość wylądowała na mojej piersi.

Skrzywiłam się na widok pięknej, srebrnej sukienki, teraz poplamionej na czerwono.

Kelnerka natychmiast wybuchła płaczem, próbując wytrzeć mój tors ręcznikiem.

— W porządku — powiedziała. — Nic mi nie jest. Pani też nie. Nie ma potrzeby płakać.

— Kochana Granger, mam takich bardzo dużo — zapewniła mnie Pansy i byłam jej wdzięczna.

Wątpiłam, żeby czerwień kiedykolwiek całkowicie zeszła z tego delikatnego jedwabiu.

Draco rzucił zaklęcie osuszające, ale plama nie zniknęła.

— Muszę tylko umyć ręce — powiedziałam. — Za bardzo się kleję.

Draco skinął głową i pstryknął palcami na kilku Aurorów, by poszli za nami. Czekaliśmy przed toaletą, podczas gdy dwaj sprawdzali, czy w środku nie ma żadnych, potencjalnych zagrożeń.

— To chyba moja wina — mruknął Draco, kiedy staliśmy na korytarzu.

— Twoja? Jak to?

— Wyobrażałem sobie ciebie w czerwieni od poniedziałku — odpowiedział. — Nazwij to pobożnym życzeniem.

Zaśmiałam się i ścisnęłam jego dłoń.

— Dziś w nocy może dopisać ci szczęście.

Mrugnęłam do niego sugestywnie.

Głośno mruknął coś z aprobatą, gdy dwóch Aurorów wyszło z toalety.

— Czysto, proszę pana.

Spojrzałam na niego, a on skinął głową, przytrzymując mi drzwi.

— Za dziewięćdziesiąt sekund wejdę.

Przeszłam przez próg, przewracając oczami.

Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Sukienka była zniszczona. Wyciągnęłam kilka ręczników papierowych, by opłukać je wodą i osuszyć lepką klatkę piersiową oraz ramiona.

Gwałtowny jęk wyrwał się w moich ust, gdy dotknęłam kranu.

Świstoklik wyrwał mnie z pola widzenia.

Brak komentarzy