[T] Come To Claim: Rozdział 37

czwartek, 18 czerwca 2026

Musiałam zostać w szpitalu Świętego Munga jeszcze trzy dni — trzy dni intensywnej rehabilitacji dłoni, uzdrawiania umysłu i badań. Większość wolnego czasu spędzałam na spaniu. Draco nigdy nie wychodził z mojej sali na dłużej niż godzinę lub dwie. Zazwyczaj spędzał czas z francuskimi uzdrowicielkami, które zatrudnił; Sabine i Gemmą. Czasami musiał wpadać do Ministerstwa, ale przez większość czasu Dean zajmował się tam wszystkimi sprawami.

Najtrudniejszą rzeczą w pobycie w szpitalu było ciągłe nadzorowanie przez Aurorów Draco. Brakowało mi jego dotyku. Rzadko mieliśmy chwile samotności. Nawet gdy Draco spał na kanapie, w sali znajdowało się trzech Aurorów na wypadek, gdyby coś się stało.

— Nie będą z nami w domu? — zapytałam, szykując się do wyjścia. — Prawda?

— Staną za drzwiami — obiecał.

Odetchnęłam z ulgą.

Fizycznie czułam się znacznie lepiej. Drżenie prawie ustało i nie słyszałam już głosów na jawie. Spanie to zupełnie inna kwestia. Nadal było zbyt niebezpieczne, żeby przyjmować eliksiry nasenne, więc musiałam się mierzyć z koszmarami i liczyć na Draco, że mnie wyciągnie.

Moja dłoń była trochę sztywna, ale i tak czułam się milion razy lepiej. Uzdrowicielki wykonały wspaniałą robotę z odrostem. Nie było dużego obrzęku ani długotrwałych efektów zmiażdżenia. Kilka siniaków wciąż znikało, ale było o wiele lepiej — tak dobrze, że przełożyłam sygnet z powrotem na lewy palec serdeczny.

Reakcja Draco na ten ruch była niewidoczna z powodu bliskości jego pracowników, ale widziałam, że mocno przełknął ślinę.

Eskortował mnie do korytarza, gdzie kilku kolejnych Aurorów otoczyło nas w drodze do kominka podpiętego do Sieci Fiuu. Trzymał rękę na moich plecach, kiedy szliśmy; to był najmocniejszy kontakt fizyczny, jaki miałam z nim od kilku dni.

— Dziękuję wam wszystkim — powiedziałam do Aurorów, kiedy weszliśmy do kominka.

Skinęli głowami i zniknęli, gdy Draco dał im znak. Wstrząs z kominka sprawił, że poczułam lekkie zawroty głowy, ale nieduże. Poczułam, jak całe moje ciało się rozluźnia, wchodząc do mieszkania Draco. Dobrze było być w domu. Być otoczoną znajomym komfortem i nie musieć polegać na szpitalnych uzdrowicielach i Aurorach czających się w pobliżu. W końcu byliśmy sami.

Zbyt długo byłam zamknięta, pozbawiona możliwości okazywania uczuć i spragniona ich. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam jego twarz do mojej.

— Spokojnie — mruknął mi prosto w usta.

Odsunęłam się z grymasem.

— Nic mi nie jest.

Uniósł brew.

— Nie rób tego — rzekłam. — Nie traktuj mnie tak, jakbym była ze szkła. Nie jestem zepsuta.

— Nie sądzę, żebyś była — powiedział, wyciągając rękę i przeciągając kciukiem po moim policzku. — Chcę tylko, żebyś się uspokoiła.

Starałam się nie czuć w jego słowach goryczy odrzucenia. Potrzebowałam go.

— Przygotuję ci kąpiel — mruknął, całując mnie w czoło.

Spojrzałam na niego gniewnie, a frustracja aż wylewała się ze mnie.

Zostawił mnie samą, żebym się wykąpała, i to jeszcze bardziej mnie zirytowało. Nie byłam inwalidką. Byłam przeklęta i lekko zdruzgotana. Nie umrę. Nie będę miała ataku. Nie miałam ataków od prawie tygodnia. Moje wyniki były dobre. Koszmary pojawiały się tylko podczas snu, a nawet z nimi radziłam sobie bez problemu. Nic mi nie było.

Wpatrywałam się w mydlaną wodę w wannie i nie zwracałam uwagi na to, jak lekko drżała mi lewa ręka. Czułam się w miarę dobrze. Wystarczająco dobrze, żeby mnie przeleciał. Wystarczająco dobrze, żeby pozwolić mu rozerwać moją duszę orgazmem. Potrzebowałam tylko dotyku. Przytulenia. Czegokolwiek. Potrzebowałam fizycznego dotyku jak tlenu.

Wyszłam z wanny. Skoro nie chciał robić przyjemnych rzeczy, to musieliśmy zająć się tymi trudnymi.

A ja potrzebowałam odpowiedzi.

Zanurkowałam w dużej szafie i wyjęłam parę szortów i jedną z jego koszulek do Quidditcha. Włosy miałam związane na czubku głowy, lekko wilgotne po kąpieli. Kiedy wróciłam do kuchni, zobaczyłam, że gotuje obiad. I moja irytacja nieco opadła. Nie musiał być ciągle tak cholernie współczujący. Jego opiekuńcze skłonności sprawiały, że gniewanie się na niego było znacznie trudniejsze.

— Chciałabym porozmawiać — zaczęłam.

— Oczywiście — odparł, krojąc ostatnie składniki sałatki, którą przygotowywał. — Twój adwokat będzie tu dziś o piątej. Sprawa sądowa ma się rozpocząć w poniedziałek.

Przygotowywałam się na potencjalną reakcję. Usiadłam przy blacie.

— Chcę o tym porozmawiać — wyjaśniłam, starając się, by mój głos był jak najmocniejszy.

— Hermiono — skarcił mnie, ale mu przerwałam.

— Obiecałeś, że mnie nie odtrącisz. Obiecałeś, że będziesz ze mną szczery.

Obserwowałam, jak na jego twarzy maluje się żal z powodu tej obietnicy. Mówiłam więc dalej, zanim znów zdążył mi odmówić.

— Zabiłam go, prawda?

Spokój Draco był wystarczającą odpowiedzią.

Zrobiłam to.

Szukałam w swojej świadomości skruchy. Ale wyrzuty sumienia nigdy nie nadeszły.

— Ją też zabiłam?

— Nie — powiedział. — Astrid została aresztowana i czeka na proces.

Astrid.

Pozwoliłam, by twarz kobiety pojawiła się w mojej głowie. Widziałam ją. Słyszałam ją. Ale zachowałam spokój w teraźniejszości.

Potem pomyślałam o łysym mężczyźnie.

Przypomniałam sobie krew.

Było tam tyle krwi.

A potem pomyślałam o Draco.

O nim w takiej samej sytuacji na naszym szóstym roku.

Wykrwawiał się.

Gdyby Snape go nie uratował…

— Bolało? — zapytałam.

— To było potworne.

Dobrze.

— Crucio bolało bardziej — poprawił się.

Uwierzyłam mu. Przynajmniej gdy rany się zagoiły, Draco nie czuł skutków klątwy. Ale Crucio nie powodowało fizycznych ran do wyleczenia — tylko bolesne wspomnienia bólów fantomowych.

— Będę wnosił o pocałunek dementora dla Astrid.

Szybko na niego spojrzałam.

Oczy mu pociemniały. Widziałam, jak napięte ramiona podtrzymywały szyję i jak mocno zacisnął szczękę.

Zasłużyła na to.

— Ile kobiet uratowaliście? — zapytałam.

Musiało być tam więcej takich jak ja. Kobiet zobowiązanych jakimś absurdalnym kontraktem do pracy dla nich, żeby spłacić niespłacalne długi.

— Czterdzieści osiem.

— Ile z nich to mugolki?

— Siedem.

Moje podejrzenia były słuszne. Skoro zatrudniała mugoli, to na pewno były w to wszystko uwikłane mugolskie kobiety.

— I osiemnastu mężczyzn.

Gwałtownie podniosłam głowę.

— Sześciu z nich było mugolami.

— Co się stanie z tymi trzynastoma mugolami?

Zaklęcia wymazujące pamięć to jedno, ale wymazanie takiej traumy? Wydawało się niemożliwe. Rekonwalescencja, jakiej potrzebowali, byłaby bardzo zaawansowana.

— Przewieźli ich do specjalnego ośrodka w Holandii — powiedział. — Specjalizują się w rekonwalescencji mugoli w skrajnych przypadkach przemocy i traumy.

Przygotowałam się na kolejne pytanie, gdy podał mu lunch i szklankę wody.

— Ile osób zabiłeś?

Nasza milcząca konwersacja zdawała się trwać wieki. Wpatrywaliśmy się w siebie, próbując się nawzajem zmusić do poddania. Ale nie zamierzałam odpuścić. Skoro byłam zabójczynią, a on mógł patrzeć mi w oczy, to mogłam zrobić to samo. To moja wina, że został zmuszony do zabijania. Więc chciałam wiedzieć.

— Czternastu mugoli. Trzech czarodziejów. Jedną czarownicę.

Skinęłam głową. Liczby mnie nie szokowały. Pamiętałam chaos panujący w korytarzu. Kule. Rzucane klątwy. Byłam zaskoczona, tylko tyle.

— Ilu Aurorów zginęło?

— Zero.

Odetchnęłam z ulgą.

— Mam świetnie wyszkolony zespół taktyczny — rzekł, a cała jego wyniosła arogancja powróciła. — Mugolska broń w ogóle nas nie odstraszyła.

— Czy grożą ci sankcje dyscyplinarne w pracy?

Pokręcił głową.

— Nic z tych rzeczy. Ministerstwo od lat szukało pretekstów, by zamknąć Scry. Tego rodzaju nalot był dokładnie tym, czego chcieli i potrzebowali.

Cień uśmiechu przemknął po moich ustach.

— Więc wam pomogłam.

Na jego twarzy nie ujrzałam rozbawienia.

— Nie.

— Cóż, jestem pewna, że rozbicie tak potężnej szajki przestępczej jak Scry, obsypie cię licznymi pochwałami.

— Nie było warto.

— Nic mi nie jest.

Wydał z siebie niejednoznaczny dźwięk, grzebiąc w sałatce.

— Co jeszcze? — naciskałam. — Ron kazał mnie porwać?

Draco zacisnął szczękę.

— Nie.

Skinęłam głową. Nie sądziłam, że będzie na tyle sprytny, żeby to wszystko zorganizować, ale chciałam mieć pewność.

— Scry próbowało przejąć kontrolę nad umową.

— Próbowałam jej powiedzieć, że jest sfałszowana — rzekłam. — W pokoju. Wyjaśniłam, że Ministerstwo zamierza ją unieważnić.

— Domyślam się, że nie posłuchała.

— Nie.

— Dean mnie powstrzymał — powiedział. — Zamierzałem ją zabić. Miałem kontrolę nad jej umysłem. Dzieliły mnie od tego sekundy, ale Dean wkroczył i mnie powstrzymał.

Pomyślałam o samokontroli, jakiej Draco musiał się nauczyć, żeby odmówić sobie zabójstwa.

— Myślę, że pocałunek dementora będzie gorszą karą niż to, co ty byś zrobił.

Na jego twarzy pojawił się złowieszczy błysk.

— Nie powiedziałbym.

Spojrzałam na niego.

— Chciałem to zrobić.

Wiedziałam, że jego żądza zemsty była głęboka. Nie ukrywał tego. Problem w tym, że chciał być sędzią, ławą przysięgłych i katem.

Część mnie jednak pragnęła jej śmierci. Myśl, że znów będę musiała ją zobaczyć, przyprawiała mnie o dreszcze. Była uosobieniem zła.

— Walczyłaś — powiedział, wyciągając rękę i przyciągając mój podbródek do siebie. — Walczyłaś tak ciężko. Widziałem to w jej umyśle. Widziałem, jaka byłaś silna.

Duma wezbrała się w mojej piersi.

— Jestem z ciebie taki dumny. — Pocałował mnie delikatnie w usta. — Cholernie dumny.

Przełknęłam emocje.

Tak daleko zaszłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z biernej uczestniczki życia stałam się kimś, kto żyje każdym dniem. Znów walczyłam. Walczyłam z wrogami, wyznaczałam granice i każdego dnia wybierałam siebie. Robiłam to. Angażowałam się w to. Odzyskiwałam kontrolę. I to było cholernie przyjemne uczucie. Nie byłam już pustą skorupą. Żyłam.

— Dziękuję — mruknęłam, opierając czoło o jego czoło. — Dziękuję, że kochasz mnie na tyle, by walczyć.

— Każdego dnia, Granger — wyszeptał. — Nigdy nie przestanę.

_______________

Witajcie :) tak kończy się ten rozdział. Hermiona uzyskała trochę odpowiedzi, ale nie dziwię się, że jest zła z powodu pewnego rodzaju wycofania Draco. Kolejne rozdziały będą dotyczyły sprawy rozwodowej i procesu karnego. Jeszcze wiele się wydarzy w tej historii.

Zostało osiem rozdziałów do końca. Prawdopodobnie nie skończę tego tłumaczenia w tym tygodniu. Nie będę nic robić na siłę. To tłumaczenie ma być dobre, a nie robione ot tak. Bardzo chciałabym skończyć tę historię w czerwcu. Czy się uda? Cóż, mam wielką nadzieję, że tak. Także czekajcie cierpliwie, bo jest na co. 

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego końca tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy