[T] Come To Claim: Rozdział 37
Musiałam zostać w szpitalu Świętego Munga jeszcze
trzy dni — trzy dni intensywnej rehabilitacji dłoni, uzdrawiania umysłu i
badań. Większość wolnego czasu spędzałam na spaniu. Draco nigdy nie wychodził z
mojej sali na dłużej niż godzinę lub dwie. Zazwyczaj spędzał czas z francuskimi
uzdrowicielkami, które zatrudnił; Sabine i Gemmą. Czasami musiał wpadać do
Ministerstwa, ale przez większość czasu Dean zajmował się tam wszystkimi
sprawami.
Najtrudniejszą rzeczą w pobycie w szpitalu było
ciągłe nadzorowanie przez Aurorów Draco. Brakowało mi jego dotyku. Rzadko
mieliśmy chwile samotności. Nawet gdy Draco spał na kanapie, w sali znajdowało
się trzech Aurorów na wypadek, gdyby coś się stało.
— Nie będą z nami w domu? — zapytałam, szykując
się do wyjścia. — Prawda?
— Staną za drzwiami — obiecał.
Odetchnęłam z ulgą.
Fizycznie czułam się znacznie lepiej. Drżenie
prawie ustało i nie słyszałam już głosów na jawie. Spanie to zupełnie inna
kwestia. Nadal było zbyt niebezpieczne, żeby przyjmować eliksiry nasenne, więc
musiałam się mierzyć z koszmarami i liczyć na Draco, że mnie wyciągnie.
Moja dłoń była trochę sztywna, ale i tak czułam
się milion razy lepiej. Uzdrowicielki wykonały wspaniałą robotę z odrostem. Nie
było dużego obrzęku ani długotrwałych efektów zmiażdżenia. Kilka siniaków wciąż
znikało, ale było o wiele lepiej — tak dobrze, że przełożyłam sygnet z powrotem
na lewy palec serdeczny.
Reakcja Draco na ten ruch była niewidoczna z
powodu bliskości jego pracowników, ale widziałam, że mocno przełknął ślinę.
Eskortował mnie do korytarza, gdzie kilku
kolejnych Aurorów otoczyło nas w drodze do kominka podpiętego do Sieci Fiuu.
Trzymał rękę na moich plecach, kiedy szliśmy; to był najmocniejszy kontakt
fizyczny, jaki miałam z nim od kilku dni.
— Dziękuję wam wszystkim — powiedziałam do
Aurorów, kiedy weszliśmy do kominka.
Skinęli głowami i zniknęli, gdy Draco dał im
znak. Wstrząs z kominka sprawił, że poczułam lekkie zawroty głowy, ale nieduże.
Poczułam, jak całe moje ciało się rozluźnia, wchodząc do mieszkania Draco.
Dobrze było być w domu. Być otoczoną znajomym komfortem i nie musieć polegać na
szpitalnych uzdrowicielach i Aurorach czających się w pobliżu. W końcu byliśmy
sami.
Zbyt długo byłam zamknięta, pozbawiona możliwości
okazywania uczuć i spragniona ich. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam
jego twarz do mojej.
— Spokojnie — mruknął mi prosto w usta.
Odsunęłam się z grymasem.
— Nic mi nie jest.
Uniósł brew.
— Nie rób tego — rzekłam. — Nie traktuj mnie tak,
jakbym była ze szkła. Nie jestem zepsuta.
— Nie sądzę, żebyś była — powiedział, wyciągając rękę
i przeciągając kciukiem po moim policzku. — Chcę tylko, żebyś się uspokoiła.
Starałam się nie czuć w jego słowach goryczy
odrzucenia. Potrzebowałam go.
— Przygotuję ci kąpiel — mruknął, całując mnie w
czoło.
Spojrzałam na niego gniewnie, a frustracja aż
wylewała się ze mnie.
Zostawił mnie samą, żebym się wykąpała, i to
jeszcze bardziej mnie zirytowało. Nie byłam inwalidką. Byłam przeklęta i lekko
zdruzgotana. Nie umrę. Nie będę miała ataku. Nie miałam ataków od prawie
tygodnia. Moje wyniki były dobre. Koszmary pojawiały się tylko podczas snu, a
nawet z nimi radziłam sobie bez problemu. Nic mi nie było.
Wpatrywałam się w mydlaną wodę w wannie i nie
zwracałam uwagi na to, jak lekko drżała mi lewa ręka. Czułam się w miarę
dobrze. Wystarczająco dobrze, żeby mnie przeleciał. Wystarczająco dobrze, żeby
pozwolić mu rozerwać moją duszę orgazmem. Potrzebowałam tylko dotyku.
Przytulenia. Czegokolwiek. Potrzebowałam fizycznego dotyku jak tlenu.
Wyszłam z wanny. Skoro nie chciał robić
przyjemnych rzeczy, to musieliśmy zająć się tymi trudnymi.
A ja potrzebowałam odpowiedzi.
Zanurkowałam w dużej szafie i wyjęłam parę
szortów i jedną z jego koszulek do Quidditcha. Włosy miałam związane na czubku
głowy, lekko wilgotne po kąpieli. Kiedy wróciłam do kuchni, zobaczyłam, że
gotuje obiad. I moja irytacja nieco opadła. Nie musiał być ciągle tak cholernie
współczujący. Jego opiekuńcze skłonności sprawiały, że gniewanie się na niego
było znacznie trudniejsze.
— Chciałabym porozmawiać — zaczęłam.
— Oczywiście — odparł, krojąc ostatnie składniki
sałatki, którą przygotowywał. — Twój adwokat będzie tu dziś o piątej. Sprawa
sądowa ma się rozpocząć w poniedziałek.
Przygotowywałam się na potencjalną reakcję.
Usiadłam przy blacie.
— Chcę o tym porozmawiać — wyjaśniłam, starając
się, by mój głos był jak najmocniejszy.
— Hermiono — skarcił mnie, ale mu przerwałam.
— Obiecałeś, że mnie nie odtrącisz. Obiecałeś, że
będziesz ze mną szczery.
Obserwowałam, jak na jego twarzy maluje się żal z
powodu tej obietnicy. Mówiłam więc dalej, zanim znów zdążył mi odmówić.
— Zabiłam go, prawda?
Spokój Draco był wystarczającą odpowiedzią.
Zrobiłam
to.
Szukałam w swojej świadomości skruchy. Ale
wyrzuty sumienia nigdy nie nadeszły.
— Ją też zabiłam?
— Nie — powiedział. — Astrid została aresztowana
i czeka na proces.
Astrid.
Pozwoliłam, by twarz kobiety pojawiła się w mojej
głowie. Widziałam ją. Słyszałam ją. Ale zachowałam spokój w teraźniejszości.
Potem pomyślałam o łysym mężczyźnie.
Przypomniałam sobie krew.
Było tam tyle krwi.
A potem pomyślałam o Draco.
O nim w takiej samej sytuacji na naszym szóstym
roku.
Wykrwawiał się.
Gdyby
Snape go nie uratował…
— Bolało? — zapytałam.
— To było potworne.
Dobrze.
— Crucio bolało bardziej — poprawił się.
Uwierzyłam mu. Przynajmniej gdy rany się zagoiły,
Draco nie czuł skutków klątwy. Ale Crucio nie powodowało fizycznych ran do
wyleczenia — tylko bolesne wspomnienia bólów fantomowych.
— Będę wnosił o pocałunek dementora dla Astrid.
Szybko na niego spojrzałam.
Oczy mu pociemniały. Widziałam, jak napięte
ramiona podtrzymywały szyję i jak mocno zacisnął szczękę.
Zasłużyła
na to.
— Ile kobiet uratowaliście? — zapytałam.
Musiało być tam więcej takich jak ja. Kobiet zobowiązanych
jakimś absurdalnym kontraktem do pracy dla nich, żeby spłacić niespłacalne
długi.
— Czterdzieści osiem.
— Ile z nich to mugolki?
— Siedem.
Moje podejrzenia były słuszne. Skoro zatrudniała
mugoli, to na pewno były w to wszystko uwikłane mugolskie kobiety.
— I osiemnastu mężczyzn.
Gwałtownie podniosłam głowę.
— Sześciu z nich było mugolami.
— Co się stanie z tymi trzynastoma mugolami?
Zaklęcia wymazujące pamięć to jedno, ale
wymazanie takiej traumy? Wydawało się niemożliwe. Rekonwalescencja, jakiej potrzebowali,
byłaby bardzo zaawansowana.
— Przewieźli ich do specjalnego ośrodka w
Holandii — powiedział. — Specjalizują się w rekonwalescencji mugoli w skrajnych
przypadkach przemocy i traumy.
Przygotowałam się na kolejne pytanie, gdy podał
mu lunch i szklankę wody.
— Ile osób zabiłeś?
Nasza milcząca konwersacja zdawała się trwać
wieki. Wpatrywaliśmy się w siebie, próbując się nawzajem zmusić do poddania.
Ale nie zamierzałam odpuścić. Skoro byłam zabójczynią, a on mógł patrzeć mi w
oczy, to mogłam zrobić to samo. To moja wina, że został zmuszony do zabijania.
Więc chciałam wiedzieć.
— Czternastu mugoli. Trzech czarodziejów. Jedną
czarownicę.
Skinęłam głową. Liczby mnie nie szokowały.
Pamiętałam chaos panujący w korytarzu. Kule. Rzucane klątwy. Byłam zaskoczona,
tylko tyle.
— Ilu Aurorów zginęło?
— Zero.
Odetchnęłam z ulgą.
— Mam świetnie wyszkolony zespół taktyczny —
rzekł, a cała jego wyniosła arogancja powróciła. — Mugolska broń w ogóle nas
nie odstraszyła.
— Czy grożą ci sankcje dyscyplinarne w pracy?
Pokręcił głową.
— Nic z tych rzeczy. Ministerstwo od lat szukało
pretekstów, by zamknąć Scry. Tego rodzaju nalot był dokładnie tym, czego chcieli
i potrzebowali.
Cień uśmiechu przemknął po moich ustach.
— Więc wam pomogłam.
Na jego twarzy nie ujrzałam rozbawienia.
— Nie.
— Cóż, jestem pewna, że rozbicie tak potężnej
szajki przestępczej jak Scry, obsypie cię licznymi pochwałami.
— Nie było warto.
— Nic mi nie jest.
Wydał z siebie niejednoznaczny dźwięk, grzebiąc w
sałatce.
— Co jeszcze? — naciskałam. — Ron kazał mnie
porwać?
Draco zacisnął szczękę.
— Nie.
Skinęłam głową. Nie sądziłam, że będzie na tyle
sprytny, żeby to wszystko zorganizować, ale chciałam mieć pewność.
— Scry próbowało przejąć kontrolę nad umową.
— Próbowałam jej powiedzieć, że jest sfałszowana
— rzekłam. — W pokoju. Wyjaśniłam, że Ministerstwo zamierza ją unieważnić.
— Domyślam się, że nie posłuchała.
— Nie.
— Dean mnie powstrzymał — powiedział. —
Zamierzałem ją zabić. Miałem kontrolę nad jej umysłem. Dzieliły mnie od tego
sekundy, ale Dean wkroczył i mnie powstrzymał.
Pomyślałam o samokontroli, jakiej Draco musiał
się nauczyć, żeby odmówić sobie zabójstwa.
— Myślę, że pocałunek dementora będzie gorszą
karą niż to, co ty byś zrobił.
Na jego twarzy pojawił się złowieszczy błysk.
— Nie powiedziałbym.
Spojrzałam na niego.
— Chciałem to zrobić.
Wiedziałam, że jego żądza zemsty była głęboka.
Nie ukrywał tego. Problem w tym, że chciał być sędzią, ławą przysięgłych i
katem.
Część mnie jednak pragnęła jej śmierci. Myśl, że
znów będę musiała ją zobaczyć, przyprawiała mnie o dreszcze. Była uosobieniem
zła.
— Walczyłaś — powiedział, wyciągając rękę i
przyciągając mój podbródek do siebie. — Walczyłaś tak ciężko. Widziałem to w
jej umyśle. Widziałem, jaka byłaś silna.
Duma wezbrała się w mojej piersi.
— Jestem z ciebie taki dumny. — Pocałował mnie
delikatnie w usta. — Cholernie dumny.
Przełknęłam emocje.
Tak daleko zaszłam w ciągu ostatnich kilku
miesięcy. Z biernej uczestniczki życia stałam się kimś, kto żyje każdym dniem.
Znów walczyłam. Walczyłam z wrogami, wyznaczałam granice i każdego dnia
wybierałam siebie. Robiłam to. Angażowałam się w to. Odzyskiwałam kontrolę. I
to było cholernie przyjemne uczucie. Nie byłam już pustą skorupą. Żyłam.
— Dziękuję — mruknęłam, opierając czoło o jego
czoło. — Dziękuję, że kochasz mnie na tyle, by walczyć.
— Każdego dnia, Granger — wyszeptał. — Nigdy nie przestanę.
_______________
Witajcie :) tak kończy się ten rozdział. Hermiona uzyskała trochę odpowiedzi, ale nie dziwię się, że jest zła z powodu pewnego rodzaju wycofania Draco. Kolejne rozdziały będą dotyczyły sprawy rozwodowej i procesu karnego. Jeszcze wiele się wydarzy w tej historii.
Zostało osiem rozdziałów do końca. Prawdopodobnie nie skończę tego tłumaczenia w tym tygodniu. Nie będę nic robić na siłę. To tłumaczenie ma być dobre, a nie robione ot tak. Bardzo chciałabym skończyć tę historię w czerwcu. Czy się uda? Cóż, mam wielką nadzieję, że tak. Także czekajcie cierpliwie, bo jest na co.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego końca tygodnia! Enjoy!
Brak komentarzy