[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 26

sobota, 1 sierpnia 2026

Hermiona i Draco przyszli do mieszkania naprzeciwko około północy. Hermiona zobaczyła obcasy Luny na podłodze i kurtkę na kanapie, więc założyła, że jest w domu. Nie słyszała żadnych głosów, tylko stłumiony szloch dochodzący z pokoju współlokatorki. Wskazała głową na drzwi, a Draco skinął głową. Hermiona otworzyła drzwi i zobaczyła Lunę siedzącą w swoim pokoju w ciemności, ze łzami spływającymi po twarzy i pustą butelkę wina obok.

— Hej, co się stało? — zapytała zaniepokojona.

— Theo i ja z-zerwaliśmy — zaszlochała Luna.

— Och, Lu. — Hermiona usiadła obok przyjaciółki i mocno ją przytuliła. — Co się stało?

— Zerwałam z nim, bo… chcemy różnych rzeczy. A nie chcę być w związku, który nie ma przyszłości — wyjaśniła.

— Wygląda na to, że podjęłaś właściwą decyzję — powiedziała Hermiona, próbując ją pocieszyć, choć nie do końca wiedziała jak.

— Ale ja go kocham, Miona! Kocham go! — krzyknęła Luna, a łzy wciąż wpływały jej po twarzy.

Draco wychylił głowę zza drzwi i zobaczył dwie dziewczyny siedzące na podłodze.

— Wszystko w porządku? — zapytał trochę zdenerwowany.

Mówił to już wcześniej — nie radził sobie z płaczącymi kobietami.

— Theo i Luna zerwali — powiedziała cicho Hermiona. Luna ukryła twarz w dłoniach, a Hermiona objęła ją ramieniem. — Nie martw się.

— Wiesz, gdzie poszedł Theo? Sprawdzę, czy wszystko z nim w porządku.

— N-nie wiem. On po prostu wyszedł — mruknęła Luna.

Draco skinął głową i wyszedł, szukając przyjaciela. Hermiona siedziała z Luną, która płakała i próbowała ją pocieszyć na wszelkie możliwe sposoby. Po chwili Luna się uspokoiła i powoli wstała.

— Idę do łazienki — wyszeptała.

Hermiona skinęła głową i Luna wyszła. Hermiona podniosła butelkę z podłogi i zaniosła ją do kuchni. Potem zapaliła świecie w pokoju Luny i spróbowała posprzątać jej łóżko. Luna weszła i przytuliła Hermionę, mamrocząc „dziękuję”.

— Nie ma problemu. Do zobaczenia rano.

Uśmiechnęła się do niej pocieszająco, po czym poszła do swojego pokoju. Przebrała się i położyła do łóżka.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Hermiona wstała wcześnie i postanowiła umilić dzień Lunie. Wezwała Ginny i Pansy, żeby wspólnie zjeść ciasto, obejrzeć tandetne filmy i ją rozweselić. Przetarła oczy i spróbowała wstać, ale poczuła ciężar, który ją przygniatał. Odwróciła się i zobaczyła Draco śpiącego obok niej, z rękami owiniętymi wokół jej talii. Delikatnie przeczesała mu włosy, aż się poruszył i obudził.

— Dzień dobry — powiedział ospale.

— Dzień dobry. Znalazłeś Theo? — zapytała.

— Tak. W Świńskim Łbie, był wściekły.

Draco ziewnął.

— Och, nie na to liczyłam.

Hermiona westchnęła.

— Zabrałem go do mieszkania i zasnął na kanapie. Zaraz do niego zajrzę — mruknął, przyciągając ją bliżej.

Oparła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca.

— Idę do Luny — mruknęła po chwili i podniosła się.

Draco złapał ją za ramię i pociągnął z powrotem do siebie.

— Nie. Zostań — poprosił wciąż ochrypłym głosem.

Przewróciła oczami i pocałowała go w policzek.

— Zaraz wracam.

Wstała i poszła do pokoju blondynki, żeby zobaczyć, jak się czuje. Znalazła ją siedzącą na łóżku, tulącą poduszkę do piersi i ze słuchawkami na uszach. Podniosła wzrok i zdjęła je, uśmiechając się słabo do Hermiony.

— Hej, wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.

— Będzie dobrze.

Luna westchnęła.

— Cóż, zaplanowałam dzień pełen zabawy. Muzyka, ciasto, lody i twoje trzy najlepsze przyjaciółki. Jak tylko przywiozą jedzenie, wezwę dziewczyny i odnowię konto na Spotify.

Hermiona cicho się zaśmiała.

— Dziękuję, Miona, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. — Luna mocno ją przytuliła. — Idę pod prysznic.

Hermiona skinęła głową i wróciła do swojego pokoju. Znów położyła się obok Draco i przytuliła się do niego.

— Wyrzucam cię stąd na cały dzień, musisz dać Theo eliksir na kaca i powiedzieć mu, żeby nie robił niczego głupiego, bo Godryk wie, że mógłby — mruknęła.

— Dobrze, zaraz pójdę — odpowiedział, całując ją w skroń.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Później tego samego dnia Pansy, Luna, Hermiona i Ginny siedziały w pokoju Hermiony. Luna zajęła podłogę, Ginny wraz z Pansy przeglądały książkę o ciąży, a Hermiona próbowała włączyć telewizor. Był stary i mały, który kiedyś dostała, zanim miała normalną pracę i mogła sobie pozwolić na taki, który nie psuł się co chwila.

— Jak się czujesz, Lu? — zapytała Hermiona.

— Dobrze. — Westchnęła. — Po prostu nie wiem, czy słusznie postąpiłam.

— Oboje chcieliście czegoś innego w przyszłości, więc myślę, że tak — powiedziała Ginny.

— Ale… Ech, tak dobrze nam było razem. Nie moglibyśmy być ze sobą trochę dłużej? — jęknęła.

— To tylko utrudni sprawę, Lu — odpowiedziała Pansy.

— Tak! Udało mi się! — wykrzyknęła Hermiona, gdy telewizor się włączył. — Jesteście ze mnie dumne?

— Eee, nie, skoro pilot był cały czas pod łóżkiem.

Luna uśmiechnęła się złośliwie i wyciągnęła go. Hermiona odchyliła głowę z irytacją, gdy dziewczyny się roześmiały.

— Mam ochotę na chipsy — powiedziała Ginny bez ładu i składu. — Zaraz wrócę.

Próbowała wstać, ale z trudem jej się to udało, bo brzuch z dnia na dzień robił się większy.

— Ja pójdę — zaproponowała Luna i wstała.

Weszła do kuchni, związując po drodze włosy. Sięgnęła do szafki po kilka paczek chipsów.

— Eee… Hej — powiedział cicho głos.

Odwróciła się i zobaczyła Theo stojącego w drzwiach z niezręczną miną. Miał worki pod oczami i sterczące włosy. Wyglądał… słabo.

— Zostawiłem tu trochę rzeczy i pomyślałem, że po nie przyjdę — wymamrotał, drapiąc się po karku.

— Tak, pójdę po nie — mruknęła i poszła do swojego pokoju.

Westchnęła i przygryzła wargę, żeby powstrzymać łzy spływające jej po twarzy, gdy chwyciła kilka jego rzeczy. Miała tam bluzę z kapturem, butelkę wody po goleniu i koszulkę. Wtuliła twarz w bluzę i po raz ostatni wciągnęła znajomy zapach, zanim zaniosła jego rzeczy do salonu.

— Proszę bardzo — rzuciła mu je i szybko wszystko złapał.

— Dzięki, Luno — powiedział. Wzdrygnęła się, gdy wypowiedział jej imię. — Do zobaczenia później.

Po czym wyszedł. Luna przeczesała włosy dłonią, a łzy, które próbowała powstrzymać, w końcu popłynęły. Szybko je otarła i zgarnęła chipsy z blatu. Weszła do pokoju Hermiony i przykleiła sobie na twarz sztuczny uśmiech.

— Wasze chipsy, proszę! — krzyknęła i rozdała wszystkim po paczce.

— Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.

— Hm? Dobrze — odpowiedziała Luna.

Dziewczyny usiadły i oglądały staromodny film, rozmawiając o różnych rzeczach. Luna położyła głowę na poduszce i pomyślała o Theo. Po chwili nie mogła już wytrzymać i czuła, że zaraz oszaleje. Wstała, poprawiając włosy.

— Zaraz wracam.

— Dokąd idziesz? — zapytała Ginny.

— Nie martwcie się — zapewniła ich Luna.

Wstała, i nie myśląc jasno, pospiesznie wyszła z mieszkania i stanęła przed drzwiami mieszkania naprzeciwko. Zapukała do drzwi i Theo jej otworzył, zanim zdążyła się zastanowić nad swoimi czynami.

— Cześć — powiedział. — Co się stało?

— Cześć, ja… eee… Nie wiem. Chciałabym… Popełniłam błąd? Znaczy, nie chciałabym, żebyśmy… Przepraszam, ja…

— Ty mi powiedz — warknął. — To ty zerwałaś.

Oparł się o framugę drzwi i skrzyżował ramiona na piersi.

— Theo, proszę… — błagała.

— Co? Co chcesz, żebym zrobił? Przyjaźnił się z tobą? Żeby nie było między nami niezręcznie? To nie takie proste, prawda, Lu?

Zmarszczył brwi.

— Wiesz co? Nie wiem, po co w ogóle próbuję! — warknęła i odeszła.

Poszła do swojego mieszkania i pokoju, i rzuciła się na łóżko, a łzy spływały jej po twarzy.

— Lu? Co się dzieje? — zawołała zaniepokojona Ginny, stojąc w drzwiach.

— Odejdź, Ginny. Nic mi nie będzie — odpowiedziała Luna, powstrzymując szloch. 

Wtuliła twarz w poduszkę i objęła kolana, czując się całkowicie rozbita.

Brak komentarzy