[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 26
Hermiona
i Draco przyszli do mieszkania naprzeciwko około północy. Hermiona zobaczyła
obcasy Luny na podłodze i kurtkę na kanapie, więc założyła, że jest w domu. Nie
słyszała żadnych głosów, tylko stłumiony szloch dochodzący z pokoju współlokatorki.
Wskazała głową na drzwi, a Draco skinął głową. Hermiona otworzyła drzwi i
zobaczyła Lunę siedzącą w swoim pokoju w ciemności, ze łzami spływającymi po
twarzy i pustą butelkę wina obok.
—
Hej, co się stało? — zapytała zaniepokojona.
—
Theo i ja z-zerwaliśmy — zaszlochała Luna.
—
Och, Lu. — Hermiona usiadła obok przyjaciółki i mocno ją przytuliła. — Co się
stało?
—
Zerwałam z nim, bo… chcemy różnych rzeczy. A nie chcę być w związku, który nie
ma przyszłości — wyjaśniła.
—
Wygląda na to, że podjęłaś właściwą decyzję — powiedziała Hermiona, próbując ją
pocieszyć, choć nie do końca wiedziała jak.
—
Ale ja go kocham, Miona! Kocham go! — krzyknęła Luna, a łzy wciąż wpływały jej
po twarzy.
Draco
wychylił głowę zza drzwi i zobaczył dwie dziewczyny siedzące na podłodze.
—
Wszystko w porządku? — zapytał trochę zdenerwowany.
Mówił
to już wcześniej — nie radził sobie z płaczącymi kobietami.
—
Theo i Luna zerwali — powiedziała cicho Hermiona. Luna ukryła twarz w dłoniach,
a Hermiona objęła ją ramieniem. — Nie martw się.
—
Wiesz, gdzie poszedł Theo? Sprawdzę, czy wszystko z nim w porządku.
—
N-nie wiem. On po prostu wyszedł — mruknęła Luna.
Draco
skinął głową i wyszedł, szukając przyjaciela. Hermiona siedziała z Luną, która
płakała i próbowała ją pocieszyć na wszelkie możliwe sposoby. Po chwili Luna
się uspokoiła i powoli wstała.
—
Idę do łazienki — wyszeptała.
Hermiona
skinęła głową i Luna wyszła. Hermiona podniosła butelkę z podłogi i zaniosła ją
do kuchni. Potem zapaliła świecie w pokoju Luny i spróbowała posprzątać jej
łóżko. Luna weszła i przytuliła Hermionę, mamrocząc „dziękuję”.
—
Nie ma problemu. Do zobaczenia rano.
Uśmiechnęła
się do niej pocieszająco, po czym poszła do swojego pokoju. Przebrała się i
położyła do łóżka.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
ranka Hermiona wstała wcześnie i postanowiła umilić dzień Lunie. Wezwała Ginny
i Pansy, żeby wspólnie zjeść ciasto, obejrzeć tandetne filmy i ją rozweselić.
Przetarła oczy i spróbowała wstać, ale poczuła ciężar, który ją przygniatał.
Odwróciła się i zobaczyła Draco śpiącego obok niej, z rękami owiniętymi wokół
jej talii. Delikatnie przeczesała mu włosy, aż się poruszył i obudził.
—
Dzień dobry — powiedział ospale.
—
Dzień dobry. Znalazłeś Theo? — zapytała.
—
Tak. W Świńskim Łbie, był wściekły.
Draco
ziewnął.
—
Och, nie na to liczyłam.
Hermiona
westchnęła.
—
Zabrałem go do mieszkania i zasnął na kanapie. Zaraz do niego zajrzę — mruknął,
przyciągając ją bliżej.
Oparła
głowę na jego piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca.
—
Idę do Luny — mruknęła po chwili i podniosła się.
Draco
złapał ją za ramię i pociągnął z powrotem do siebie.
—
Nie. Zostań — poprosił wciąż ochrypłym głosem.
Przewróciła
oczami i pocałowała go w policzek.
—
Zaraz wracam.
Wstała
i poszła do pokoju blondynki, żeby zobaczyć, jak się czuje. Znalazła ją
siedzącą na łóżku, tulącą poduszkę do piersi i ze słuchawkami na uszach.
Podniosła wzrok i zdjęła je, uśmiechając się słabo do Hermiony.
—
Hej, wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.
—
Będzie dobrze.
Luna
westchnęła.
—
Cóż, zaplanowałam dzień pełen zabawy. Muzyka, ciasto, lody i twoje trzy
najlepsze przyjaciółki. Jak tylko przywiozą jedzenie, wezwę dziewczyny i
odnowię konto na Spotify.
Hermiona
cicho się zaśmiała.
—
Dziękuję, Miona, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. — Luna mocno ją
przytuliła. — Idę pod prysznic.
Hermiona
skinęła głową i wróciła do swojego pokoju. Znów położyła się obok Draco i
przytuliła się do niego.
—
Wyrzucam cię stąd na cały dzień, musisz dać Theo eliksir na kaca i powiedzieć
mu, żeby nie robił niczego głupiego, bo Godryk wie, że mógłby — mruknęła.
—
Dobrze, zaraz pójdę — odpowiedział, całując ją w skroń.
~*~*~*~*~*~*~*~
Później
tego samego dnia Pansy, Luna, Hermiona i Ginny siedziały w pokoju Hermiony.
Luna zajęła podłogę, Ginny wraz z Pansy przeglądały książkę o ciąży, a Hermiona
próbowała włączyć telewizor. Był stary i mały, który kiedyś dostała, zanim
miała normalną pracę i mogła sobie pozwolić na taki, który nie psuł się co
chwila.
—
Jak się czujesz, Lu? — zapytała Hermiona.
—
Dobrze. — Westchnęła. — Po prostu nie wiem, czy słusznie postąpiłam.
—
Oboje chcieliście czegoś innego w przyszłości, więc myślę, że tak — powiedziała
Ginny.
—
Ale… Ech, tak dobrze nam było razem. Nie moglibyśmy być ze sobą trochę dłużej?
— jęknęła.
—
To tylko utrudni sprawę, Lu — odpowiedziała Pansy.
—
Tak! Udało mi się! — wykrzyknęła Hermiona, gdy telewizor się włączył. —
Jesteście ze mnie dumne?
—
Eee, nie, skoro pilot był cały czas pod łóżkiem.
Luna
uśmiechnęła się złośliwie i wyciągnęła go. Hermiona odchyliła głowę z irytacją,
gdy dziewczyny się roześmiały.
—
Mam ochotę na chipsy — powiedziała Ginny bez ładu i składu. — Zaraz wrócę.
Próbowała
wstać, ale z trudem jej się to udało, bo brzuch z dnia na dzień robił się
większy.
—
Ja pójdę — zaproponowała Luna i wstała.
Weszła
do kuchni, związując po drodze włosy. Sięgnęła do szafki po kilka paczek
chipsów.
—
Eee… Hej — powiedział cicho głos.
Odwróciła
się i zobaczyła Theo stojącego w drzwiach z niezręczną miną. Miał worki pod
oczami i sterczące włosy. Wyglądał… słabo.
—
Zostawiłem tu trochę rzeczy i pomyślałem, że po nie przyjdę — wymamrotał,
drapiąc się po karku.
—
Tak, pójdę po nie — mruknęła i poszła do swojego pokoju.
Westchnęła
i przygryzła wargę, żeby powstrzymać łzy spływające jej po twarzy, gdy chwyciła
kilka jego rzeczy. Miała tam bluzę z kapturem, butelkę wody po goleniu i
koszulkę. Wtuliła twarz w bluzę i po raz ostatni wciągnęła znajomy zapach,
zanim zaniosła jego rzeczy do salonu.
—
Proszę bardzo — rzuciła mu je i szybko wszystko złapał.
—
Dzięki, Luno — powiedział. Wzdrygnęła się, gdy wypowiedział jej imię. — Do
zobaczenia później.
Po
czym wyszedł. Luna przeczesała włosy dłonią, a łzy, które próbowała
powstrzymać, w końcu popłynęły. Szybko je otarła i zgarnęła chipsy z blatu.
Weszła do pokoju Hermiony i przykleiła sobie na twarz sztuczny uśmiech.
—
Wasze chipsy, proszę! — krzyknęła i rozdała wszystkim po paczce.
—
Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.
—
Hm? Dobrze — odpowiedziała Luna.
Dziewczyny
usiadły i oglądały staromodny film, rozmawiając o różnych rzeczach. Luna
położyła głowę na poduszce i pomyślała o Theo. Po chwili nie mogła już
wytrzymać i czuła, że zaraz oszaleje. Wstała, poprawiając włosy.
—
Zaraz wracam.
—
Dokąd idziesz? — zapytała Ginny.
—
Nie martwcie się — zapewniła ich Luna.
Wstała,
i nie myśląc jasno, pospiesznie wyszła z mieszkania i stanęła przed drzwiami
mieszkania naprzeciwko. Zapukała do drzwi i Theo jej otworzył, zanim zdążyła
się zastanowić nad swoimi czynami.
—
Cześć — powiedział. — Co się stało?
—
Cześć, ja… eee… Nie wiem. Chciałabym… Popełniłam błąd? Znaczy, nie chciałabym,
żebyśmy… Przepraszam, ja…
—
Ty mi powiedz — warknął. — To ty zerwałaś.
Oparł
się o framugę drzwi i skrzyżował ramiona na piersi.
—
Theo, proszę… — błagała.
—
Co? Co chcesz, żebym zrobił? Przyjaźnił się z tobą? Żeby nie było między nami
niezręcznie? To nie takie proste, prawda, Lu?
Zmarszczył
brwi.
—
Wiesz co? Nie wiem, po co w ogóle próbuję! — warknęła i odeszła.
Poszła
do swojego mieszkania i pokoju, i rzuciła się na łóżko, a łzy spływały jej po
twarzy.
—
Lu? Co się dzieje? — zawołała zaniepokojona Ginny, stojąc w drzwiach.
— Odejdź, Ginny. Nic mi nie będzie — odpowiedziała Luna, powstrzymując szloch.
Wtuliła twarz w poduszkę i objęła kolana, czując się całkowicie rozbita.
Brak komentarzy