[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 27

sobota, 1 sierpnia 2026

  

Ron, Harry, Ginny, Hermiona i Pansy stali w salonie, rozmawiając półgłosem o sytuacji Luny. Słyszeli, jak płacze w swoim pokoju, ale zamknęła drzwi i nie chciała z nimi rozmawiać. Właśnie wtedy do mieszkania wszedł Neville.

— Hej wszystkim — przywitał się.

— Cicho! — syknęli.

— Przepraszam, hej wszystkim — wyszeptał. — Co się dzieje?

— Luna płacze w swoim pokoju. Nie chce z nami rozmawiać — powiedziała cicho Ginny.

— Dlaczego płacze? — dopytywał.

— Bo zerwała z Theo — odpowiedziała Hermiona.

— Co?! Zerwali?! — krzyknął.

Harry uderzył go w głowę i próbował uciszyć.

— Też właśnie się dowiedzieliśmy — mruknął.

Wszyscy usiedli, rozmawiając i mając nadzieję, że Luna wkrótce wyjdzie. Nie zrobiła tego.

— Może ja spróbuję — zaproponował Neville po chwili. — Pogadam z nią.

— Posłucha cię? — zapytał Ron.

— Może. — Neville wzruszył ramionami, wstał, podszedł do drzwi pokoju Luny i zapukał. — Lu? To ja, mogę wejść?

Rozległo się szuranie i zamek otworzył się z kliknięciem. Neville wszedł i zobaczył zapłakaną Lunę siedzącą na podłodze przy drzwiach. Usiadł na łóżku i pogłaskał ją po ramieniu.

— Dlaczego tu jesteś? — wyszeptała.

— Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku — odpowiedział. — Nie powinnaś się zamykać.

Pociągnęła nosem i odwróciła wzrok.

— Dziewczyny?

Westchnęła.

— Tak. — Skinął głową. — Mogę w czymś ci pomóc?

— Po prostu… Zostań ze mną przez chwilę — wyszeptała.

Uśmiechnął się do niej lekko i odgarnął jej włosy z oczu. Potem zsunął się z łóżka i usiadł obok niej. Objęła jego ramiona i wtuliła twarz w jego ramię. Ścisnął jej dłoń i przez chwilę siedzieli w milczeniu.

— Dlaczego się rozstaliście? — zapytał cicho.

— Po prostu chcieliśmy różnych rzeczy. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości i powiedziałam, że chcę dzieci, ale on nie chce. Nie chciałam tkwić w związku, który nie ma przyszłości — wyjaśniła stłumionym głosem.

Odwrócił głowę, by na nią spojrzeć.

— Lu, jesteśmy jeszcze młodzi. Mamy trochę powyżej dwudziestu lat i wiem, że chcesz mieć dzieci, ale kiedy będziesz je mieć? Pewnie za kilka lat. Tak bardzo się kochacie i może zmieni zdanie. Możliwe, że za jakiś czas stwierdzisz, że nie chcesz dzieci, a Theo będzie chciał. Możesz po prostu dobrze się bawić z Theo, nawet jeśli to nic poważnego — powiedział.

Luna wpatrywała się w podłogę i przygryzła wargę, głęboko się zastanawiając.

— Masz rację. Masz rację, Nev. Dziękuję — mruknęła, podnosząc wzrok z uśmiechem.

Mocno go przytuliła.

— Nie ma za co — odpowiedział, gdy się od siebie oderwali.

— Ja… muszę porozmawiać z Theo, i to natychmiast — rzekła. — Dziękuję, Nev, jesteś niesamowity.

Pocałowała go w policzek i wyprostowała się.

— W przypadku. Od czego są przyjaciele?

Przytulił ją jeszcze raz, po czym wrócił do salonu. Ron siedział w fotelu, Harry na sofie, a reszta przyjaciół przy kuchennym blacie.

— Jak poszło? — zapytała Hermiona.

— Porozmawia z nim — odpowiedział Neville z uśmiechem, który nie sięgał jego oczu.

— Dobra robota, stary — mruknął Ron smutno, klepiąc go po plecach.

Neville westchnął i zajął miejsce obok Harry’ego.

Ron był jedynym, który wiedział. Neville planował, żeby tak zostało. Wiedział, że Luna kocha Theo, a Theo kocha Lunę. Oczywiście cieszył się ich szczęściem. Ale jedno nigdy się nie zmieni. Luna Lovegood była jedną z jego najlepszych przyjaciółek, jedną z pierwszych osób w Hogwarcie, które zaakceptowały go takim, jakim był. Z nią przeżył swój pierwszy pocałunek i pierwszy raz. Jednak obecnie nie miało to znaczenia, bo Luna była z Theo. Zapewne do niego wróci, a ich relacja ze szkoły była przelotnym romansem. Ron był jedynym, który wiedział, że Neville Longbottom kocha Lunę Lovegood.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W mieszkaniu obok Theo siedział na sofie, wpatrując się w przestrzeń. Weszli Draco i Blaise i Draco postanowił zrobić jedną jedyną rzecz — walnąć go w głowę, co wywołało zmarszczenie brwi i wbić mu trochę rozumu do głowy.

— Hej! Za co to było? — warknął.

— Dobra, najpierw odstaw piwo. Ogarnij się i przebierz, bo śmierdzisz jak gorzelnia — powiedział Blaise, zabierając Theo butelkę z rąk.

— Wyglądam dobrze — mruknął, przeczesując włosy dłonią.

— Wyglądasz jak żul. Ale tak czy inaczej, to teraz nieważne. Musisz pogadać z Luną — rzekł Draco.

— Słuchajcie, doceniam troskę, ale nie potrzebuję waszych rad.

Theo zmarszczył brwi, odbierając piwo.

— Theo, pomyśl o tym! Ty i Pomyluna rozstaliście się, bo chcecie od życia innych rzeczy. Masz trochę powyżej dwudziestu lat, nie musisz jeszcze podejmować ważnych decyzji! Rozumiem, że na tę chwilę nie chcesz dzieci, ona myśli, że chce, ale realistycznie rzecz biorąc, nie dojdzie do tego przez kilka następnych lat. Tak, Potterowie wcześnie się pobrali i będą mieli dziecko, ale wy nie jesteście nimi. Jesteście inni i jesteście dla siebie stworzeni — poradził mu Draco.

Theo bawił się rękawem i z zainteresowaniem wpatrywał się w swoje stopy.

— Granger cię zmiękczyła? — Uśmiechnął się, odwracają wzrok. Draco przewrócił oczami i zaśmiał się, gdy Theo odstawił butelkę i wstał. — Masz rację. Muszę ją znaleźć.

— Dobrze gadasz.

Blaise poklepał go po plecach. Theo podziękował przyjaciołom, po czym wyszedł na korytarz. Ruszył do drzwi mieszkania Luny, kiedy się otworzyły i zobaczył ją stojącą w drzwiach.

— Theo… — powiedziała. — Hej.

— Cześć — przywitał się, drapiąc się po karku. — Słuchaj, Lu, kocham cię. Bardzo cię kocham i chcę, żebyś była szczęśliwa. Chcę spędzić z tobą całe życie, a jeśli małżeństwo i dzieci cię uszczęśliwią, to nie mam nic przeciwko.

— Och, Theo. Nie potrzebuję tego teraz, nigdy nie potrzebowałam. Po prostu nie chciałam być w związku, który nie ma przyszłości — rzekła.

— Kocham cię.

Theo się uśmiechnął.

— Też cię kocham — odparła, obejmując go za szyję i całując namiętnie.

Mocno do siebie przywarli, przysięgając, że będą razem na wieki. Kiedy się od siebie odsunęli, Theo zaczął grzebać w kieszeniach. Wyciągnął srebrny pierścionek.

— Miałem zaplanowaną całą mowę. Nic z niej nie pamiętam. — Zaśmiał się. — Ale kocham cię, Luno Lovegood, i chcę spędzić z tobą całe życie. To nie są oświadczyny, ale obietnica, że będziemy razem.

Luna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. Theo wsunął pierścionek na jej palec i musnął ustami jej usta. Oderwali się od siebie i zetknęli czołami.

— A tak w ogóle, wyglądasz fatalnie.

Luna uśmiechnęła się złośliwie i oboje się roześmiali. Może i zerwali, ale znowu byli razem, silniejsi niż kiedykolwiek.

Brak komentarzy