[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 27
Ron,
Harry, Ginny, Hermiona i Pansy stali w salonie, rozmawiając półgłosem o
sytuacji Luny. Słyszeli, jak płacze w swoim pokoju, ale zamknęła drzwi i nie
chciała z nimi rozmawiać. Właśnie wtedy do mieszkania wszedł Neville.
—
Hej wszystkim — przywitał się.
—
Cicho! — syknęli.
—
Przepraszam, hej wszystkim — wyszeptał. — Co się dzieje?
—
Luna płacze w swoim pokoju. Nie chce z nami rozmawiać — powiedziała cicho
Ginny.
—
Dlaczego płacze? — dopytywał.
—
Bo zerwała z Theo — odpowiedziała Hermiona.
—
Co?! Zerwali?! — krzyknął.
Harry
uderzył go w głowę i próbował uciszyć.
—
Też właśnie się dowiedzieliśmy — mruknął.
Wszyscy
usiedli, rozmawiając i mając nadzieję, że Luna wkrótce wyjdzie. Nie zrobiła
tego.
—
Może ja spróbuję — zaproponował Neville po chwili. — Pogadam z nią.
—
Posłucha cię? — zapytał Ron.
—
Może. — Neville wzruszył ramionami, wstał, podszedł do drzwi pokoju Luny i
zapukał. — Lu? To ja, mogę wejść?
Rozległo
się szuranie i zamek otworzył się z kliknięciem. Neville wszedł i zobaczył
zapłakaną Lunę siedzącą na podłodze przy drzwiach. Usiadł na łóżku i pogłaskał
ją po ramieniu.
—
Dlaczego tu jesteś? — wyszeptała.
—
Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku — odpowiedział. — Nie powinnaś się
zamykać.
Pociągnęła
nosem i odwróciła wzrok.
—
Dziewczyny?
Westchnęła.
—
Tak. — Skinął głową. — Mogę w czymś ci pomóc?
—
Po prostu… Zostań ze mną przez chwilę — wyszeptała.
Uśmiechnął
się do niej lekko i odgarnął jej włosy z oczu. Potem zsunął się z łóżka i
usiadł obok niej. Objęła jego ramiona i wtuliła twarz w jego ramię. Ścisnął jej
dłoń i przez chwilę siedzieli w milczeniu.
—
Dlaczego się rozstaliście? — zapytał cicho.
—
Po prostu chcieliśmy różnych rzeczy. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości i
powiedziałam, że chcę dzieci, ale on nie chce. Nie chciałam tkwić w związku,
który nie ma przyszłości — wyjaśniła stłumionym głosem.
Odwrócił
głowę, by na nią spojrzeć.
—
Lu, jesteśmy jeszcze młodzi. Mamy trochę powyżej dwudziestu lat i wiem, że
chcesz mieć dzieci, ale kiedy będziesz je mieć? Pewnie za kilka lat. Tak bardzo
się kochacie i może zmieni zdanie. Możliwe, że za jakiś czas stwierdzisz, że
nie chcesz dzieci, a Theo będzie chciał. Możesz po prostu dobrze się bawić z
Theo, nawet jeśli to nic poważnego — powiedział.
Luna
wpatrywała się w podłogę i przygryzła wargę, głęboko się zastanawiając.
—
Masz rację. Masz rację, Nev. Dziękuję — mruknęła, podnosząc wzrok z uśmiechem.
Mocno
go przytuliła.
—
Nie ma za co — odpowiedział, gdy się od siebie oderwali.
—
Ja… muszę porozmawiać z Theo, i to natychmiast — rzekła. — Dziękuję, Nev,
jesteś niesamowity.
Pocałowała
go w policzek i wyprostowała się.
—
W przypadku. Od czego są przyjaciele?
Przytulił
ją jeszcze raz, po czym wrócił do salonu. Ron siedział w fotelu, Harry na
sofie, a reszta przyjaciół przy kuchennym blacie.
—
Jak poszło? — zapytała Hermiona.
—
Porozmawia z nim — odpowiedział Neville z uśmiechem, który nie sięgał jego
oczu.
—
Dobra robota, stary — mruknął Ron smutno, klepiąc go po plecach.
Neville
westchnął i zajął miejsce obok Harry’ego.
Ron
był jedynym, który wiedział. Neville planował, żeby tak zostało. Wiedział, że
Luna kocha Theo, a Theo kocha Lunę. Oczywiście cieszył się ich szczęściem. Ale
jedno nigdy się nie zmieni. Luna Lovegood była jedną z jego najlepszych
przyjaciółek, jedną z pierwszych osób w Hogwarcie, które zaakceptowały go
takim, jakim był. Z nią przeżył swój pierwszy pocałunek i pierwszy raz. Jednak
obecnie nie miało to znaczenia, bo Luna była z Theo. Zapewne do niego wróci, a
ich relacja ze szkoły była przelotnym romansem. Ron był jedynym, który
wiedział, że Neville Longbottom kocha Lunę Lovegood.
~*~*~*~*~*~*~*~
W
mieszkaniu obok Theo siedział na sofie, wpatrując się w przestrzeń. Weszli
Draco i Blaise i Draco postanowił zrobić jedną jedyną rzecz — walnąć go w
głowę, co wywołało zmarszczenie brwi i wbić mu trochę rozumu do głowy.
—
Hej! Za co to było? — warknął.
—
Dobra, najpierw odstaw piwo. Ogarnij się i przebierz, bo śmierdzisz jak
gorzelnia — powiedział Blaise, zabierając Theo butelkę z rąk.
—
Wyglądam dobrze — mruknął, przeczesując włosy dłonią.
—
Wyglądasz jak żul. Ale tak czy inaczej, to teraz nieważne. Musisz pogadać z
Luną — rzekł Draco.
—
Słuchajcie, doceniam troskę, ale nie potrzebuję waszych rad.
Theo
zmarszczył brwi, odbierając piwo.
—
Theo, pomyśl o tym! Ty i Pomyluna rozstaliście się, bo chcecie od życia innych
rzeczy. Masz trochę powyżej dwudziestu lat, nie musisz jeszcze podejmować
ważnych decyzji! Rozumiem, że na tę chwilę nie chcesz dzieci, ona myśli, że
chce, ale realistycznie rzecz biorąc, nie dojdzie do tego przez kilka
następnych lat. Tak, Potterowie wcześnie się pobrali i będą mieli dziecko, ale wy
nie jesteście nimi. Jesteście inni i jesteście dla siebie stworzeni — poradził
mu Draco.
Theo
bawił się rękawem i z zainteresowaniem wpatrywał się w swoje stopy.
—
Granger cię zmiękczyła? — Uśmiechnął się, odwracają wzrok. Draco przewrócił
oczami i zaśmiał się, gdy Theo odstawił butelkę i wstał. — Masz rację. Muszę ją
znaleźć.
—
Dobrze gadasz.
Blaise
poklepał go po plecach. Theo podziękował przyjaciołom, po czym wyszedł na
korytarz. Ruszył do drzwi mieszkania Luny, kiedy się otworzyły i zobaczył ją
stojącą w drzwiach.
—
Theo… — powiedziała. — Hej.
—
Cześć — przywitał się, drapiąc się po karku. — Słuchaj, Lu, kocham cię. Bardzo
cię kocham i chcę, żebyś była szczęśliwa. Chcę spędzić z tobą całe życie, a
jeśli małżeństwo i dzieci cię uszczęśliwią, to nie mam nic przeciwko.
—
Och, Theo. Nie potrzebuję tego teraz, nigdy nie potrzebowałam. Po prostu nie
chciałam być w związku, który nie ma przyszłości — rzekła.
—
Kocham cię.
Theo
się uśmiechnął.
—
Też cię kocham — odparła, obejmując go za szyję i całując namiętnie.
Mocno
do siebie przywarli, przysięgając, że będą razem na wieki. Kiedy się od siebie
odsunęli, Theo zaczął grzebać w kieszeniach. Wyciągnął srebrny pierścionek.
—
Miałem zaplanowaną całą mowę. Nic z niej nie pamiętam. — Zaśmiał się. — Ale
kocham cię, Luno Lovegood, i chcę spędzić z tobą całe życie. To nie są
oświadczyny, ale obietnica, że będziemy razem.
Luna
uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. Theo wsunął pierścionek na jej palec i
musnął ustami jej usta. Oderwali się od siebie i zetknęli czołami.
—
A tak w ogóle, wyglądasz fatalnie.
Luna uśmiechnęła się złośliwie i oboje się roześmiali. Może i zerwali, ale znowu byli razem, silniejsi niż kiedykolwiek.
Brak komentarzy