[T] Związek na pokaz: Urodziny Draco

czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w czwartkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę się tu podzieje, także miłej lektury!

Od razu informuję, że w weekend lub w poniedziałek wleci tylko nowy rozdział „To, co jest między nami”. Wypadł mi weekendowy wyjazd i nie dam rady przygotować więcej. Ale powinniście być zadowoleni, bo ten rozdział będzie dość długi i pikantny.

 

___________

 

Rozdział 11: Urodziny Draco

 

Draco skończył dwadzieścia cztery lata tydzień po tym, jak Hermiona wprowadziła się do jego mieszkania. Ponieważ jego urodziny wypadały w sobotę, przyjaciele zadbali o to, by odpowiednio je uczcić.

Zjedli kolację w Szmaragdowym Globie w prywatnym pokoju. Pansy wszystko zorganizowała i zaprosiła Theo, Blaise’a, Daphne, Grega Goyle’a i Millicentę Bulstrode, wszystkich ze Slytherinu. Daphne zaprosiła Mandy Brocklehurst z Ravenclawu jako towarzyszkę Theo tego wieczoru. Ku zaskoczeniu Hermiony, Pansy zaprosiła także Neville’a Longbottoma, z którym zaczęła się spotykać, a także Harry’ego i Ginny Potterów.

— Cuda się zdarzają — mruknął Theo pod nosem do Hermiony. — Harry Potter przybył na urodziny Draco.

Skinęła głową na znak zgody, choć wewnątrz była bardzo zadowolona. Podobał jej się pomysł, by dawni, szkolni rywale znaleźli wspólny język, zwłaszcza, że łączył ich przeuroczy, sześcioletni, metamorfomag i pasja do Quidditcha.

Hermiona, ubrana w otulającą ciało, lśniącą, zieloną, satynową sukienkę, jedną z kreacji Pansy, siedziała obok Draco podczas posiłku i obserwowała jego reakcje na docinki i komentarze przyjaciół. Starał się zachować stoicki wyraz twarzy — twarz Oklumenta, jak to nazywała — który przybierał, gdy nie chciał okazywać emocji, ale widziała, jak jego dłonie się napinały i rozluźniały pod stołem, jak drgała mu noga, jak zaciskał palce na jej dłoniach, gdy trzymała go za rękę. Zaczęła się przyzwyczajać do jego tików i widziała, że jest wzruszony troską przyjaciół o niego, nawet gdy starał się udawać nonszalancję.

W końcu obsługa wniosła tort urodzinowy Draco — dwupoziomowy tort cytrynowy, który był jego ulubionym. Kremowo-żółte motyle zaczarowano tak, by latały nad tortem, a zaczarowane pąki fiołków cukrowych rozkwitały, gdy zapalono świecie, a wszyscy goście zaśpiewali „Sto lat”.

Potem Draco otworzył prezenty. Theo podarował mu najnowszy model Błyskawicy. Miała wyjść na rynek dopiero za trzy miesiące, ale Theo miał koneksje z rodziną Spudmore, która produkowała miotły, i użył swoich sztuczek, by otrzymać wczesny prototyp, posiadający lepsze hamowanie i zwrotność. Blaise i Daphne obdarowali Draco świstoklikiem na tygodniowy pobyt w wilii Blaise’a w Toskanii. Pansy dała mu nowe szaty na Galę Przesilenia Letniego. Harry i Ginny ofiarowali rzadką butelkę Bourbona, wyprodukowaną przed Statuą Tajemnicy, jedną z ostatnich butelek wyprodukowanych połączoną metodą mugolską i magiczną. Greg i Millicenta, którzy prowadzili dobrze prosperującą piekarnię i cukiernię na Ulicy Pokątnej, upiekli ciasto, które właśnie zjedli. Mandy dała Draco lupę ze srebrną rączką, zaczarowaną tak, by rozpoznawała kłamstwa. Neville podarował sadzonkę rzadkiej, świecącej rośliny majny, której nasiona, jak wiadomo, naśladowały właściwości innych substancji. Hermiona, która długo i intensywnie zastanawiała się, co podarować mężczyźnie, który ma wszystko, w końcu znalazła dla niego coś wyjątkowego. Wydała część swoich wygranych w pokera galeonów i kupiła mu bilety do loży dla VIPów na mecz otwarcia sezonu Manchesteru United na Old Trafford w sierpniu.

— Niesamowite, Granger! — Draco uśmiechnął się z zachwytem. — Naprawdę nie mogę się tego doczekać.

— Nadal mówisz do niej Granger? — zaprotestowała Ginny. — Wiesz, jak ma na imię, prawda?

Uśmiechnął się szeroko.

— To imię jest zarezerwowane na specjalne okazje… i specjalne miejsca.

Hermiona zarumieniła się po same końce włosów, słysząc tę sugestię. Ale siedzące naprzeciwko Węże były bezlitosne.

— Nie podziękujesz swojej dziewczynie za prezent? — zapytał Theo.

— Draco, nie możesz zawstydzić swojego Domu! — dodał Blaise.

Uśmiechnął się do przyjaciół, ale gdy pochylił się ku Hermionie, jego zachowanie się zmieniło.

— Nie masz nic przeciwko, Granger? — spytał niskim, łagodnym głosem.

Jego oczy pociemniały, a szarość niemal całkowicie ustąpiła miejsca czerni.

Skinęła głową. Wiedziała, że ta chwila nadchodzi. Zamknęła oczy i pochyliła się ku niemu, by go pocałować. To nie jest prawdziwe, to nie jest prawdziwe, to nie…

A potem jej umysł ogarnęła pustka, gdy usta Draco opadły na jej, a ona poczuła smak wina z jego języka i silne oraz pewne ramiona obejmujące ją. Czuła, jak drży, serce wali jej jak młotem, a mgła pożądania ogarnia umysł. Na chwilę zapomniała o wszystkim i wszystkich wokół, oprócz dotyku jego ust na swoich, o leniwych ruchach jego języka, o tym, jak ich oddechy zdawały się zawieszone między nimi i o poczuciu, że rozpływa się w jego uścisku.

Seria gwizdów przywróciła ją do rzeczywistości, i odsunęła się od niego, wciąż nie mogąc złapać tchu, lekko oszołomiona. Wpatrywała się w jego usta, zaróżowione, opuchnięte i rozchylone, jakby on również był w szoku.

— No dobra — powiedziała Ginny, nachylając się do Hermiony. — Przyznaję, że miałam wątpliwości co do prawdziwości tego związku, ale po tym pocałunku stało się jasne, że oszaleliście na swoim punkcie.

— Co masz na myśli?

— Cóż, ten pocałunek był tak namiętny, że myślałam, że zaczniecie się pieprzyć na podłodze.

Ginevra!

Ginny uśmiechnęła się szeroko.

— To najdłuższa impreza, na której jestem od miesiąca. Byliśmy tak niewyspani, że chcieliśmy skorzystać z każdej okazji, żeby zrobić sobie przerwę od opieki nad małym, nawet jeśli to oznaczało pójście na urodziny fretki, ale muszę przyznać, że świetnie się bawię. Ze Ślizgonami się naprawdę dobrze rozmawia, jedzenie było wyśmienite — będę musiała poprosić Goyle’a, by upiekł tort dla Harry’ego w przyszłym miesiącu, bo ten był boski — a potem ty i Draco zapewniliście nam rozrywkę na najwyższym poziomie. Po tym wszystkim nie mogę się doczekać, żeby pójść do klubu na tańce.

Blaise i Daphne zebrali prezenty i wyświadczyli Draco przysługę, zabierając je do mieszkania Draco, podczas gdy reszta zebrała się, by udać się do klubu nocnego na tańce i drinki, co zorganizowała Pansy.

Jak można było się spodziewać, w klubie było głośno, tłocznie i ciemno, z migającymi światłami i głośną muzyką. Ginny i Harry jako pierwsi uciekli na parkiet, a Hermiona zrozumiała, że Ginny naprawdę mówiła poważnie, mówiąc, że potrzebuje przerwy od dziecka. Para po parze, ich przyjaciele zmierzali na parkiet i tańczyli w blasku dyskotekowych świateł.

W końcu w narożnej loży pozostali tylko Draco i Hermiona, popijając drinki. Hermiona, która wcześniej wieczorem czuła się zrelaksowana, teraz poczuła skrępowanie, siedząc obok Draco. W pomieszczeniu było trochę za gorąco. Oświetlenie za ciemne. Muzyka za głośna. Czuła się niezręcznie, plątał jej się język i nie była w stanie sformułować żadnej, sensownej myśli, by rozpocząć rozmowę lub zdanie. Ciągle rozmyślała o ich pocałunku i z trudem powstrzymywała się od patrzenia na jego usta.

Przestań! Przestań! — upomniała samą siebie. — To wszystko jest udawane. Jesteś tu, żeby udawać jego dziewczynę. Twoim zadaniem jest siedzieć tutaj i trzymać się z dala od niego łowczynie fortuny i księżniczki czystej krwi, a całowanie się to po prostu część pracy. Przestań próbować doszukiwać się w tym czegoś więcej.

Skupiła uwagę na parach tańczących na parkiecie. Na drinku w swojej dłoni. Walczyła ze sobą, sprawdzając, jak długo wytrzyma. Liczyła, ile razy kelnerzy mijali ich stolik. Recytowała w myślach składniki eliksirów. Wszystko, byle tylko nie myśleć o mężczyźnie siedzącym obok niej, którego każdy ruch sprawiał, że czuła jego obecność.

O mało nie podskoczyła, gdy Draco nachylił się i wyszeptał jej do ucha:

— Nie przepadam za szybkimi piosenkami, ale ta jest wolniejsza. Zatańczysz ze mną, Granger?

Wyciągnął do niej rękę i stłumiła nagłą, paniczną chęć ucieczki. Ujęła ją i poszła z nim na parkiet. To był wolny kawałek, taki, w którym pary trzymają się blisko siebie i powoli tańczą obok siebie. Pomimo późnej pary, wciąż wyglądał świeżo i przystojnie, jak wtedy, gdy wychodzili z mieszkania na kolację. Pachniał brandy, którą właśnie wypił, i jego własnym, leśnym i cytrusowym zapachem. Trzymające ją dłonie były ciepłe, suche i pewne. Miał jędrną klatkę piersiową, a ciepło bijące od jego skóry przez delikatną, jedwabną koszulę emanowało aż do kości. Położyła głowę na jego piersi. Był tak wysoki, że czubek jej głowy, nawet w szpilkach sięgał mu tuż za brodę. Kołnierzyk koszuli łaskotał ją w policzek i czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada, gdy oddychał.

— Mówiłem ci, że ślicznie dziś wyglądasz? — mruknął.

— Wytworny strój — powiedziała nieco drżącym głosem, mając na myśli swoją sukienkę.

Ta bliskość z nim zaburzała jej równowagę.

— Nie, chodziło mi o ciebie.

— Nikt nas nie słyszy, Draco, nie musisz udawać — rzekła, desperacko starając się zachować pozory obojętności.

Chciała, żeby zabrzmiało to swobodnie, ale nie potrafiła utrzymać spokojnego tonu głosy, mówiąc to.

Draco nic nie odpowiedział, więc przygryzła wargę, wdzięczna, że nie widzi jej twarzy.

Uratowali ją Greg i Milicenta, którzy przyszli pożegnać się z Draco. Musieli zająć się piekarnią i potrzebowali trochę odpoczynku przed pracą następnego dnia.

— Miło było cię znów widzieć, Goyle — powiedział Draco, przerywając taniec i wyciągając rękę do kumpla. — Millie, to zawsze przyjemność. — Pochylił się, by pocałować ją w policzek. — Dziękuję, że przyszliście. I zanim zapomnę — chcę złożyć zamówienie na wasze tartaletki z malinami i czekoladą na następne zebranie zarządu. Muszę trochę zmiękczyć tych starych dziadów.

Greg i Millicenta również pożegnali się z Hermioną. Greg pocałował ją w policzek, czego w ogóle się nie spodziewała, a Millicenta uśmiechnęła się do niej ironicznie, mówiąc:

— Jesteś fajniejsza, niż myślałam. Miło było cię widzieć, Granger.

— Was też — powiedziała.

Para wyszła, a Hermiona, desperacko próbując zmienić nastrój, zwróciła się do Draco:

— Mówiłam ci kiedyś, że przemieniłam się w kota Millicenty po zażyciu Eliksiru Wielosokowego?

Draco zamrugał.

— Co zrobiłaś?

Jej warga drgnęła.

— Na drugim roku. Harry, Ron i ja chcieliśmy się wkraść do Pokoju Wspólnego Slytherinu, bo Harry był przekonany, że jesteś Dziedzicem Slytherinu i chcieliśmy zdobyć dowód. Uwarzyłam porcję Eliksiru Wielosokowego w Łazience Jęczącej Marty, potem Harry i Ron zdobyli włosy Goyle’a i Crabbe’a, i sami zażyli eliksir, ale ja przypadkiem dostałam włosy kota Millie zamiast jej. I zmieniłam się w koto-człowieka. Tygodnie zajęło pani Pomfrey przemienienie mnie do właściwej postaci.

Draco zaczął się śmiać.

— Nawet nie wiem, od czego zacząć, Granger. Uwarzyłaś Eliksir Wielosokowy na drugim roku? I czego właściwie dowiedzieli się Potter i Weasley, udając Crabbe’a i Goyle’a?

— Cóż, oczywiście, nie byłeś Dziedzicem Slytherina — powiedziała.

— Jak to było być kotem Millie?

— Ugh! — jęknęła. — Nadal byłam sobą. Po prostu wyglądałam jak kot i miałam tendencję do miauczenia, gdy czymś się denerwowałam. Przez jakiś czas miałam niesamowicie dobry wzrok w nocy, ale tak naprawdę pamiętam tylko, jak bardzo denerwowałam się tym, że przez powód w Skrzydle Szpitalnym, opuszczę zajęcia.

Draco wciąż się śmiał, gdy Theo podszedł do nich i zaproponował, żeby wrócili do stolika na ostatniego drinka na cześć jubilata.

Obecne w klubie pary wzniosły toast za Draco i siedziały jeszcze przez chwilę, rozmawiając i dopijając drinki. Chwilę przed drugą Draco i Hermiona w końcu wyszli z klubu. Hermiona była tak zmęczona, że ziewała i trochę się zataczała. Draco aportował ich z powrotem do swojego mieszkania i musiał jej pomóc w utrzymaniu się na nogach, gdy szli korytarzem w stronę jej sypialni. Pomógł jej wejść do środka i posadził na ławce u stóp łóżka.

Pochylił się, żeby zdjąć jej buty.

— Dobrze się bawiłeś na urodzinach? — mruknęła sennym głosem, chwiejąc się na swoim miejscu.

Wyprostował się.

— Możesz wstać, Granger? — zapytał, zanim podniósł ją na nogi, zaprowadził do łóżka i przykrył kołdrą. — Świetnie się bawiłem. Dziękuję za prezent. — Dał jej lekkiego całusa w czoło. — Bardzo mi się podoba.

— Ty mi się bardzo podobasz — mruknęła, po czym zasnęła.

Stał nad nią przez kilka, długich minut, aż jej oddech ustabilizował się we śnie.

— To przez alkohol — powiedział do samego siebie, zanim zgasił światło i wyszedł z jej sypialni.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Powtarzała sobie, że to zauroczenie.

Przeżyła już zauroczenia i umiała sobie z nimi poradzić. Na drugim roku była młodzieńczo zafascynowana Gilderoyem Lockhartem. Był też Auror, którego widywała czasami w stołówce, kiedy jeszcze pracowała w Ministerstwie i który lubił do niej mrugać w windzie. Jak on się nazywał? Andrew? Aaron? Próbowała sobie przypomnieć. Wciąż była wtedy z Ronem i pamiętała nawet, jak czuła się winna, że pociągał ją ktoś inny, kiedy była w związku. Aż pewnego dnia usłyszała, że się zaręczył i nawet się tym nie przejęła. Oczywiście, był też Ron, ale nie musiała wkładać dużo wysiłku w wyleczenie złamanego serca po tym, co jej zrobił. Więc jeśli była zakochana w Draco, musiała po prostu stłumić swoje uczucia, przetrwać z nim te kilka miesięcy, a potem iść dalej i ta głupia, niewinna fascynacja minie.

Nie stosowała Oklumencji, ale potrafiła do pewnego stopnia segregować myśli. Musiała to robić, będąc uczennicą, aby utrzymać porządek podczas zajęć i zadań. Dźwigała większość mentalnego obciążenia, kiedy ona, Harry i Ron szukali horkruksów. Potrafiła segregować swoje plany, ich obowiązki i ból, który poczuła, gdy Ron ich porzucił, aby sprawnie funkcjonować w chaosie ich ucieczki. A później, gdy odkryła zdradę Rona z Lavender, udało jej się oddzielić pracę od prywatnych spraw i tak dobrze ukrywała swoje uczucia, że została nawet oskarżona (podsłuchiwała plotki na korytarzach Ministerstwa) o tak zimne serce, że nic dziwnego, że Ron zbłądził. Cóż, lepiej, żeby uważano ją za oziębłą niż za żałosną.

A w Wielkiej Brytanii nie było wystarczająco dużo galeonów, by skusić ją do powiedzenia Draco Malfoyowi, że się w nim podkochuje. Mogła sobie wyobrazić te przymilne spojrzenia i uśmieszki. Jego ego z pewnością nie musiało poszybować jeszcze wyżej, a nawet jeśli był dla niej miły przez ostatnie kilka tygodni, wiedziała, że z pewnością byłby w stanie ją zniszczyć, gdyby tylko chciał, a ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było dawanie mu amunicji. W jakimś mrocznym zakamarku umysłu Hermiony tliła się myśl, że choć zdrada Rona bolała, udało jej się otrząsnąć, ale Draco Malfoy miał moc, by ją wykończyć. Musiała ukryć swoje uczucia. Zachowywać się naturalnie.

Rankiem po urodzinach Draco wstała o zwykłej porze. Po tygodniu mieszkania z nim zaczęła dostrzegać jego codzienną rutynę.

W dni powszednie wstawał dość wcześnie. Lubił, żeby kawa była gotowa, gdy tylko skończy brać prysznic, więc Mipsy lub Tippy pojawiały się, by przygotować kawę. Skrzaty zawsze robiły tak, by była gotowa w momencie otwierania drzwi do jego pokoju. Wychodził — wciąż niepokojąco mokry i z ręcznikiem owiniętym wokół pasa — żeby wypić poranną kawę, zanim wracał do swojego pokoju, by się ubrać. Pierwszego, poniedziałkowego poranka, kiedy Hermiona wyszła do kuchni i zobaczyła Draco w takim stanie, zamarła na całe trzydzieści sekund, zanim przełknęła ślinę i zmusiła się, żeby przejść obok niego i odebrać swoją filiżankę od skrzatów. Były tak przyzwyczajone do porannego stanu Draco, że nawet nie patrzyły na niego, niemal wychodząc z siebie, by pomóc Hermionie. Draco wziął filiżankę, skinął głową do Hermiony i powiedział Dzień dobry, Granger, po czym wolnym krokiem wrócił do swojego pokoju. Hermiona patrzyła na jego oddalające się plecy zahipnotyzowana tym, jak wyglądały jego włosy — mokre i potargane — i tym, jak mięśnie na jego ramionach falowały, gdy szedł korytarzem. Ten widok tak ją zaniepokoił, że popełniła trzy błędy w swoim pierwszym tego dnia eliksirze i otrzymała reprymendę od Mistrza Bergena, który nie był przyzwyczajony do jej rozkojarzenia i niechlujstwa.

Ale w weekendy Draco zdawał się lubić dłużej pospać, podczas gdy Hermiona zawsze budziła się przed siódmą. Ranek po urodzinach Draco wypadał w niedzielę i kiedy się obudziła, zauważyła, że wciąż ma na sobie sukienkę z poprzedniego wieczoru. Zdała sobie sprawę, że musiała być tak zmęczona, że Draco położył ją spać. Wzięła szybki prysznic, a następnie ubrała się w za duży T-shirt i kraciaste spodnie od piżamy, po czym cicho przeszła korytarzem do kuchni. Lodówka i spiżarnia wciąż świeciły pustkami, ale Hermiona powoli zaczęła je wypełniać rzeczami, które lubiła jeść. Otworzyła spiżarnię, wyjęła pudełko płatków śniadaniowych, a następie poszła do kuchni, żeby wsypać sobie trochę do miski, dolać mleka i włożyć do środka łyżkę. Zaniosła śniadanie do salonu, a następnie usiadła na podłodze przed dużym, szklanym stolikiem kawowym, który stanowił centralny punkt pomieszczenia. Szary, pluszowy dywan chronił ją przez zmarznięciem, gdy siedziała, a bose stopy wpiła w puszysty materiał. Włączyła telewizor, starając się ustawić niską głośność i przełączyła na BBC. Nie przepadała za oglądaniem telewizji, ale lubiła być na bieżąco z wiadomościami.

Właśnie zaczęła jeść płatki, gdy usłyszała otwierające się drzwi od pokoju Draco. Szedł korytarzem w stronę salonu, z włosami wciąż potarganymi po spaniu, ubrany w czarny, jedwabny szlafrok bez paska, narzucony na czarne spodnie od piżamy. Był boso. I miał nagi tors. Jego pojawienie się natychmiast wystawiło na próbę jej postanowienie o zachowaniu spokoju i opanowania.

— Przepraszam, obudziłam cię? — zapytała, starając się nie patrzeć tak otwarcie.

Ziewnął.

— Dzień dobry, Granger. Nie, nie obudziłaś mnie. Musiałem iść do toalety, więc pomyślałem, że przy okazji napiję się kawy. — Zmrużył oczy, wpatrując się w Hermionę i miskę przed nią. — Wiesz, że są tu trzy kanapy. Dlaczego siedzisz na podłodze? I na Salazara, co ty jesz?

Wzięła drżący oddech, a potem zmusiła się do normalnego tonu.

— Robiłam tak w weekendy, kiedy byłam dzieckiem. Wstawałam przed rodzicami, szłam do kuchni, robiłam sobie miskę płatków, a potem siadałam, żeby obejrzeć telewizję albo poczytać książkę. Ale jeśli już oglądałam telewizję, zawsze siadałam na podłodze w miską na stole. Mniejsze ryzyko rozlania i narobienia bałaganu.

— I nadal jesz jak dwulatka.

Przeszedł przez salon i usiadł na kanapie tuż za nią.

— Stare nawyki trudno wyplenić.

— Co to za dziwna, kolorowa zupa? — dopytywał, wpatrując się z przerażeniem w jej miskę z płatkami.

— Cap’n Crunch. Pamiętasz te płatki, które kupiłam w Sainsbury’s? Ja… hej! Co ty wyprawiasz? — Hermiona nagle krzyknęła z oburzeniem, gdy Draco pochylił się nad nią i wyrwał jej miskę z rąk.

Zanurzył łyżkę w mleku, które przybrało nienaturalny, niebiesko-szary kolor od powoli rozpływających się chrupiących jagód w płatkach, i z fascynacją spojrzał na jaskrawo kolorowe kawałki płatków pływające w mleku. Nabrał na łyżkę pojedynczą, fioletową, chrupiącą jagodę i ugryzł.

— To moje śniadanie! — powiedziała, klękając, by wyrwać mu miskę z rąk.

— Och, Merlinie i Morgano, jak ty możesz to jeść? — zapytał, krzywiąc się przez smak.

Hermiona rzuciła się na miskę, ale Draco, z refleksem Szukającego, uniósł ją poza jej zasięg, przez co wylądowała mu na kolanach.

— Uważaj, ty okrutna wiedźmo! — ostrzegł ze śmiechem w głosie.

Za bardzo skupiona na odzyskaniu płatków, by przejąć się upadkiem na kolana Draco, zerwała się z miejsca i zwinnie wskoczyła na kanapę. Udało jej się sięgnąć po miskę z płatkami i wyrwać ją Draco, ale pociągnęła trochę za mocno i miska się obróciła, rozlewając mleko i płatki na nich oboje, na kanapę i na dywan.

Jęknęła z przerażeniem.

— Och… och, bardzo przepraszam!

Przyglądała się bałaganowi, jaki zrobili w nieskazitelnym dotąd salonie Draco, a także temu, jak mleko spływało mu po włosach. Dostrzegła w nich też jagody i była pewna, że jej własne włosy również muszą być w opłakanym stanie.

Jednak Draco nie mógł powstrzymać śmiechu, a jego beztroska była zaraźliwa. Hermiona również zachichotała, a ich śmiech sprawił, że więcej mleka spłynęło po ich ubraniach, na kanapę i dywan poniżej.

— Naprawdę przepraszam — powtórzyła, nadal chichocząc — nawet jeśli to była twoja wina.

Moja wina?

— Zajmowałam się swoimi sprawami, jedząc śniadanie, kiedy ty tak niegrzecznie…

— Nazywasz to mugolskie coś śniadaniem?

— Draco!

— Rozejm — powiedział, wciąż się śmiejąc. — Tippy! — zawołał.

Skrzat się pojawił, ubrany w czerwoną koszulkę piłkarską.

— Panie Draco?

— Mieliśmy mały wypadek — rzekł. — Czy mógłbyś nam pomóc tu posprzątać? Pójdę się umyć.

— Oczywiście, panie Draco!

Tippy zaczął rzucać zaklęcie czyszczące na kanapę, wysysając mleko z poduszek.

— Och, i poproszę kawę — dodał.

— Tak, oczywiście, panie Draco — rzekł skrzat.

— Nie musiałeś wołać Tippy — zganiła go Hermiona. — Mogłam…

— Granger, już o tym rozmawialiśmy. To jego praca i dla niej żyje. Poza tym…

Nagle Draco umilkł, gdy coś w telewizji przykuło jego uwagę. Hermiona podążyła za jego wzrokiem w stronę ekranu telewizora.

Prezenterka BBC relacjonowała serię tajemniczych przypadków amnezji na wyspie Wight.

…a wszystkie ofiary zostały znalezione, błąkając się, nie znając swoich imion, nie rozpoznając domów, miejsc, pracy, przyjaciół i rodziny. Badania lekarskie nie wykazują żadnych oznak urazów ani chorób współistniejących. Władze badają dokumentację finansową, rejestry połączeń i firm, by ustalić jakiekolwiek powiązania między ofiarami. Przypadki te następują po doniesieniach o podobnych zdarzeniach, które miały miejsce wcześniej w tym roku w Walii, w Cotswolds, a nawet dalej na północ, w Hebrydach. Badane są również zanieczyszczenia wód gruntowych środkami przemysłowymi lub inne, możliwe przyczyny tych zagadkowych i niepokojących przypadków. Relacjonując na żywo z Ryde na wyspie Wight, nadawała Kirsten McNamara…

— Draco? — Hermionę zaniepokoił wyraz jego twarzy. — Co… wiesz coś o tym?

Odwrócił wzrok od telewizora i spojrzał na nią. Wydawał się zastanawiać, co powiedzieć, aż w końcu się odezwał.

— Śledzę tę historię od kilku miesięcy. Te sprawy w Cotswolds, Walii i na Hebrydach miały ślady magicznego skażenia. Nie wiemy, co je powoduje, ale…

— Jak to możliwe, że ta informacja nie dotarła do Proroka ani żadnych czarodziejskich gazet? — zapytała, a mgliste wspomnienie ją poruszyło.

Ta kombinacja miejsc. Gdzie wcześniej słyszała cokolwiek o tych trzech miejscach?

— Bo wszystkie ofiary to mugole. Czarodziejska prasa uważa, że to nieistotne. Ale ja myślę, że warto się im przyjrzeć. Potter badał te sprawy…

— Omawialiście te sprawy z Harrym?

Nagle przypomniała sobie, że Ginny wspominała miesiące temu, że Harry badał sprawy w tych miejscach.

Westchnął.

— Tam dzieje się coś innego, bo nie tylko mugole tracą pamięć. Czy Mistrz Bergen powiedział ci, jak zaczął pracować nad eliksirem przywracającym pamięć?

— Tak, powiedział, że współpracuje z Instytutem DuPont w Szwajcarii.

— Mistrz Bergen pokłócił się z dyrektorem instytutu, ponieważ dyrektor Lespere chciał stworzyć eliksir, który pozwalałby na Oklumencję myśli, a Mistrz Bergen chciał umożliwić dostęp do utraconych wspomnień. Ponieważ Obliviate jest zazwyczaj używane tylko na mugolach, aby zachować klauzulę tajemnicy, nie było dużego zainteresowania jego odwróceniem. Tak więc ta fala utraconych wspomnień wśród mugoli sprawia, że zastanawiam się, czy w Instytucie DuPont lub wśród powiązanych z nim osób nie prowadzone są jakieś eksperymenty na mugolach.

— A co Oklumencja ma wspólnego z utraconymi wspomnieniami?

— Większość Oklumentów ukrywa swoje myśli za ścianami lub w innych obiektach. Robimy to, by Legilimenci nie mogli ich znaleźć. Ale gdy Oklument jest słabo wyszkolony lub bardzo niedoświadczony, czasami może ukryć swoje myśli w miejscu, w którym nawet on ich nie znajdzie. Więc zły eliksir Oklumencyjny może to naśladować.

— Co skłania cię do myślenia, że to eliksir za tym stoi, a nie ludzie rzucający silne Obliviate na przypadkowych mugoli?

— Z powodu innej rzeczy, na którą zwracałem uwagę, czyli surowców. Składników używanych do warzenia eliksirów. Kilka surowców nagle stało się bardzo trudno dostępnych. Skóra boomslanga, serce krokodyla, jad akromantuli i moc asfodelu, które wpływają na umysł, potroiły swoją cenę. A skóra boomslanga była tak trudna do zdobycia, że wysłałem zespół do Indonezji, by sprawdzić, czy uda im się zdobyć świeżo zrzuconą skórę, którą tutaj przetworzymy. Ktoś wykupuje lub monopolizuje ten rynek i myślę, że te dwie rzeczy są ze sobą powiązane.

— Musimy też jak najszybciej skończyć eliksir przywracający wspomnienia, który tworzymy. Skoro ludzie rzucają zaklęcia na niczego niepodejrzewających mugoli, musimy im pomóc! — powiedziała.

— Czego potrzebujesz?

— Potrzebuję… myślisz, że mógłbyś mnie dziś zabrać do biblioteki we Dworze Malfoyów? Od jakiegoś czasu myślę, że możecie mieć tam więcej książek na ten temat, które mogłabym przejrzeć.

— Dobrze, chodźmy się ogarnąć, a potem zabiorę cię do Dworu.

— Jedno pytanie — mruknęła. — Czy możemy ominąć salon w drodze do biblioteki?

Jego twarz złagodniała.

— Jeśli to jakkolwiek pomoże, to skrzydło zostało całkowicie odnowione i salon zniknął. Ale aportuję nas bezpośrednio do biblioteki i nie będziemy musieli przechodzić obok niczego, co mogłoby przywołać te złe wspomnienia.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pół godziny później, po prysznicu i ubraniu się, Draco opartował ich do biblioteki we Dworze Malfoyów.

Twarz Hermiony, gdy po raz pierwszy ujrzała bibliotekę, była pełna podziwu i szacunku. To było jak wprowadzenie bardzo wierzącej osoby do świętego sanktuarium. Kilka razy przełknęła ślinę, zanim się odezwała.

— Mówiłeś… że jest tu sześćset tysięcy tomów, tak?

Obróciła się powoli. Biblioteka Dworu zajmowała dwa piętra. Połączona była z dużym, kopulastym, szklanym sufitem, który wpuszczał naturalne światło słoneczne go Atrium biblioteki. Sama biblioteka została podzielona na kilka sekcji, niczym szprychy koła, wszystkie łączące się w centralnym Atrium, gdzie stały stoły, krzesła, a nawet kanapy do czytania. Wzdłuż tylnej ściany usytuowany był kominek, a po obu stronach Atrium dwie spiralne klatki schodowe prowadzące na piętro.

Draco chciał pokazać Hermionie pokój z rzadkimi książkami w bibliotece, ale wiedział, że gdyby kiedykolwiek tam się udała, wyciągnięcie jej stamtąd zajęłoby godziny, a czasu mieli niewiele. Zamiast tego pokazał jej zaklęcie, które stworzyła jego rodzina, aby można było przywołać określone książki na podstawie słów kluczowych.

Rzuciła zaklęcie, a potem z fascynacją patrzyła, jak książki z całej biblioteki nadciągają w jej stronę.

— Musi być ich ponad trzysta! — zawołała, gdy tomy skończyły się układać na podłodze przed nimi. — Bierzemy wszystkie?

Pokręcił głową.

— Myślę, że powinniśmy trochę bardziej doprecyzować nasze poszukiwania. Może zabierzemy dziś dwadzieścia pięć książek? Szybko wszystkie przejrzymy i weźmiemy te najbardziej przydatne. Resztę zostawimy tutaj, a jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę wrócić po więcej.

Zgodziła się i zaczęli przeglądać książki w stosach, segregując je na te „do zabrania dzisiaj” i „do zostawienia”.

Gdy przedzierali się przez książki, jedne z drzwi biblioteki się otworzyły i rozległ się głos:

— Draco, jesteś tam?

Podniósł wzrok. To była jego matka. Musiała wyczuć jego obecność przez osłony. Nie uprzedził jej o swoim przyjściu i nie chciał teraz, kiedy próbowali zajmować się pracą, skupiać się na oficjalnym przedstawieniu matki Hermionie. Jęknął.

— Zostań tutaj, Granger. Ja się nią zajmę.

Przeszedł przez bibliotekę do frontu, gdzie weszła jego matka.

— Dzień dobry, matko — powiedział, podchodząc do niej i całując ją w policzek. Narcyza Malfoy była jak zawsze nienagannie ubrana, z jasnymi blond włosami upiętymi w gładki kok, w szarą, wyjściową szatę obszytą srebrem. — Miałem wpaść dziś wieczorem po południu na herbatę, żeby podziękować ci za prezent urodzinowy.

Matka podarowała mu rzymski zwój papirusu z trzeciego wieku, na którym znajdowała się instrukcja sporządzania eliksiru, który podobno wzmacniał magię. Nie dało się tego udowodnić, ponieważ dwa z wymienionych składników były już niedostępne, ale sam zwój był praktycznie bezcenny.

— Podobał ci się? — zapytała. — Widziałam go w zeszłym miesiącu, kiedy wyjechałam na wakacje do Rzymu z twoją ciotką Andromedą i pomyślałam, że będzie to idealny prezent dla ciebie.

Uśmiechnął się.

— Jest idealny, matko. Ale musiał kosztować fortunę.

— Nie codziennie mój syn kończy dwadzieścia cztery lata — odparła gładko, dodając: — Dlaczego tu teraz jesteś, skoro miałeś wpaść na herbatę później? I dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjdziesz? Mogłabym przygotować śniadanie.

— Musieliśmy znaleźć kilka książek do badań — odpowiedział i natychmiast pożałował swoich słów.

— Musieliście? — Szybko wyłapała kontekst. — Kto jeszcze tu jest?

— Hermiona Granger. Prowadzimy badania nad eliksirem, który jest opracowywany w mojej firmie.

— Hermiona Granger. — Narcyza milczała przez chwilę, nawet nie mrugając. Draco poczuł się tak, jakby miał pięć lat i wpadł w kłopoty za to, że naniósł brud na cenny, perski dywan w jadalni. Ale wytrzymał jej spojrzenie. Po chwili zapytała: — Czyli mam założyć, że doniesienia… — w jej głosie słychać było pogardę — …artykuły na pierwszych stronach Proroka Codziennego i Tygodnika Czarownica o tym, że spotykasz się z panną Granger, są prawdziwe?

Nie odpowiedział od razu, ale kiedy to zrobił, jego słowa były wyważone.

— Wiesz, że tak jest, matko. Jestem przekonany, że Tippy i Mipsy powiedziały ci, że Hermiona się do mnie wprowadziła.

— Więc mieszkasz z czarownicą. Bez ślubu. To formalny układ? Zalecasz się do niej? Nie słyszałam, żeby ze skarbca zniknęły jakieś klejnoty.

Zesztywniał.

— Nie, to jeszcze nie jest formalne. Robimy wszystko krok po kroku.

— Cóż, ewidentnie się cofasz i robisz to z niewłaściwą osobą.

— Z niewłaściwą osobą?

— Draco, jesteś spadkobiercą dwóch starożytnych, czystokrwistych rodów. Jesteś młody, bogaty i możesz posiadać wielką władzę i wpływy. Twoja przyszła żona powinna być tego wszystkiego godna.

— Matko, proszę cię, żebyś przerwała, zanim powiesz coś, czego nie powinnaś. Nie jestem nic dłużny tobie, a tym bardziej ojcu. Zaręczyny z Astorią zostały zerwane i mogę sam podejmować decyzje.

— W takim razie powinieneś dokonywać właściwych wyborów. Jest tak wiele uroczych, pożądanych, młodych dam do wyboru. Dlaczego…

— Jak te wszystkie nijakie dziewczyny z matkami żądnymi bogactwa, które mi przedstawiałaś? Mam już tego dość, matko.

— Kochasz tę dziewczynę?

— Nie nazywaj jej „tą dziewczyną”, jakby nie zasługiwała na imię. To Hermiona Granger. Bohaterka wojenna. Jest błyskotliwa, miła, czarująca i piękna, a ja czerpię radość z każdej chwili spędzonej z nią.

— Draco — ton matki był przymilny, jakby wciąż był małym chłopcem, którego mogła przekonać do czegoś, czego chciał. — Przebywanie w towarzystwie młodej damy, która cię interesuje to jedno, ale jeśli szukasz partnerki na całe życie…

— Matko, pozwól, że ci przerwę. Miałem zamiar poprosić cię, żebyś zaprosiła ją kiedyś na herbatę, byś mogła z nią się spotkać i zobaczyć, jaka jest, ale jeśli zamierzasz tylko rzucać zawoalowanymi obelgami i ją lekceważyć... cóż, nie zamierzam narażać jej na takie traktowanie przez nikogo, a zwłaszcza przez ciebie.

— Draco! — Narcyza była głęboko zszokowana. — Pomyśl o rodzinie!

Podwinął rękaw lewego ramienia, odsłaniając Mroczny Znak.

— Od dawna myślałem o tej rodzinie, zanim w ogóle powinienem. Przyjąłem ten znak za tę rodzinę i od tamtej pory płacę za to cenę. Może tym razem rodzina powinna pomyśleć o mnie.

— Draco… — zaczęła, ale ją powstrzymał.

Położył ręce na jej ramionach, uciszając ją.

— Proszę, przerwijmy w tym miejscu. Muszę wrócić i pomóc Hermionie znaleźć potrzebne książki. I obawiam się, że nie będę mógł wpaść do ciebie na herbatę dziś po południu.

Pochylił się, żeby pożegnać matkę pocałunkiem w policzek, ale Narcyza w ostatniej chwili się odsunęła.

— Dobrego dnia, matko — powiedział i odwrócił się od niej, by wrócić do bibliotecznego Atrium, gdzie Hermiona wciąż przeglądała stosy książek dotyczące eliksirów.

Kiedy do niej dotarł, wiedział, że słyszała rozmowę. On i jego matka nie zachowywali się głośno, ale na tyle dobrze znał akustykę biblioteki, że wiedział, dokąd niesie się dźwięk.

— Przykro mi, że to słyszałaś — mruknął.

— W porządku — odparła, ale jej ton głosu był oschły.

— Nie, nie jest w porządku — odparł. — Nigdy nie powinnaś się czuć mniej niż idealna.

— Cóż, nie jestem idealna — powiedziała nieco spokojniejszym głosem. — Ale to nie ma znaczenia. Przecież nasz związek nie jest prawdziwy…

Granger! — ostrzegł ją ostro.

Nie wiedział, czy jego matka wciąż kręci się przy drzwiach biblioteki, ale nie chciał, żeby usłyszała Hermionę mówiącą, że to, co ich łączy, nie jest prawdziwe, ponieważ w dużej mierze powodem, dla którego „spotykał się” z Hermioną, było to, żeby matka przestała go nękać spotkaniami z pożądanymi kobietami. Po rozmowie zdał sobie sprawę, że zupełnie przekalkulował jej gotowość do akceptowania jego wyborów. Wiedział, że nie powinno go obchodzić, że matka nie lubi Hermiony, skoro to miał być udawany związek, ale rozmowa z Narcyzą pozostawiła w nim niesmak i poczucie rozczarowania rodzicem, które sprawiło, że poczuł gorycz.

Hermiona zrozumiała, co niemal wyznała, i przygryzła wargę. Spojrzała na stosy książek, które przeglądała.

— Myślę, że te książki… — wskazała na stosik najbliżej swoich stóp — to te, od których powinniśmy zacząć.

— W porządku.

Skinął głową. Przekartkował tomy. Większość zawierała bardziej standardowe teksty, głównie współczesne. Te książki skurczył, by ułatwić transport. Trzy ze stosu były starsze i zamiast poddawać je zaklęciom zmniejszającym, wsunął je pod pachę. Potem wyciągnął rękę do Hermiony i aportował ich z powrotem do swojego mieszkania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nie powinno jej to obchodzić. Wiedziała, że nie powinno jej to obchodzić. Dlaczego miałoby ją obchodzić, co myśli o niej Narcyza Malfoy? I tak nie było przyszłości między nią a Draco. O ile wiedziała, ich układ miał się zakończyć za niecały rok, a potem on poślubi czarownicę czystej krwi, spłodzi dzieci czystej krwi i będzie żył życiem, jakiego się po nim oczekuje. A ona… ona sobie poradzi. Jak zwykle.

— Wszystko w porządku, Hermiono, kochanie? — zapytała jej mama.

Dziś była Monicą Wilkins, radośnie spędzającą wakacje na plaży w Kornwalii z mężem i wierzącą, że za dwa tygodnie wróci do Australii.

— Tak, pani Wilkins — odpowiedziała, przywołując na twarz uśmiech.

— Bo te wzdychania brzmią jakby dotyczyły chłopaka — rzekła Monica z przebiegłym uśmiechem. — Pamiętam tamte czasy. Wiele razy wzdychałam przez Richarda… znaczy przez Wendella. — Nagle zmarszczyła brwi. — Dziwne. Nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego nagle nazwałam go Richardem. — Roześmiała się. — Chyba za długo przebywałam na słońcu.

Hermiona spojrzała na nią z zaniepokojeniem.

— Dobrze się czujesz? Może chciałabyś się położyć?

— Och, nie, kochanie — odparła. — Ale wracając do problemów z chłopakami… masz chłopaka, kochanie? Nie? Och, jesteś taka ładna, chłopaki zapewne ustawiają się w kolejce, by gdzieś cię zaprosić…

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona wróciła do mieszkania Draco wczesnym wieczorem wyczerpana i nieco przygnębiona. Tak trudno było jej przebywać z rodzicami tydzień po tygodniu, będąc tak blisko, a jednocześnie tak daleko od nich.

Draco czekał na nią, kiedy przybyła.

— Hej, Granger — powiedział delikatnie, gdy wyszła z kominka. Podał jej kieliszek wina. — Pomyślałem, że ci się przyda.

Jej usta wygięły się w wdzięcznym uśmiechu. Zrzuciła buty i machnięciem różdżki posłała je do swojego pokoju, po czym wzięła wino.

— Dziękuję, Draco.

— Jak się dzisiaj miewali twoi rodzice?

Westchnęła.

— Mama miała dzisiaj moment, podczas którego nazwała mojego tatę Richardem, ale potem ją to speszyło. Powiedziała, że powinnam znaleźć sobie chłopaka.

Uśmiechnął się i wziął ją za rękę.

— Chodź na górę. Kazałem skrzatom przygotować dla nas kolację na świeżym powietrzu.

Poszła za nim po schodach na taras, gdzie skrzaty rozstawiły stół nakryty lnianym obrusem i udekorowany świecami oraz kwiatami. Podano makaron carbonara z krewetkami i kalmarami oraz porcję świeżych groszków cukrowych. Wcześniej nie była głodna, ale kolacja wyglądała bardzo apetycznie. Wiał przyjemny, wieczorny wietrzyk, a zachodzące słońce i fioletowo-pomarańczowe niebo tworzyły piękny widok. Draco odsunął krzesło dla Hermiony, pomagając jej usiąść, po czym usiadł naprzeciwko.

— Co robiłeś dziś po południu? — zapytała, kładąc serwetkę na kolanach.

— Odwiedziłem ciotkę Andromedę. Po porannej sprzeczce z matką poczułem, że potrzebuję życzliwej porady od kogoś, kto ją zna. Potem spędziłem trochę czasu, pomagając Teddy’emu w opanowaniu techniki latania na miotle. Po herbatce wróciłem tutaj i zacząłem przeglądać książki, które wzięliśmy z biblioteki. Pomyślałem, że po kolacji, jeśli oczywiście masz ochotę, moglibyśmy spędzić wieczór na analizowaniu książek pod kątem eliksiru.

Rozmowa przy kolacji przebiegała gładko. Draco znalazł kilka interesujących smaczków w książkach, które pobieżnie przejrzał; niektóre uznał za przydatne w ich badaniach, a niektóre były po prostu pełne tajemniczych ciekawostek, które, jak sądził, mogłyby się spodobać Hermionie. I miał rację. Była zafascynowana. Podczas jedzenia, w jej oczach znów pojawił się błysk. Niebo zmieniło się w zmierzch, a potem w ciemną noc, a nad Londynem, gdy siedzieli, rozkoszując się rześkim, wieczornym powietrzem, wznosił się księżyc. W pewnym momencie potarła lekko ramiona, a Draco szarmancko narzucił jej swoją marynarkę na ramiona. Przez chwilę zastanawiała się, czy jego palce wciąż spoczywają na jej ramionach, czy też tylko jej się wydaje. Gdy poruszyła się, by mocniej otulić się marynarką, ich palce się dotknęły.

Brak komentarzy