[T] Związek na pokaz: Urodziny Draco
Witajcie :) w
czwartkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę się tu
podzieje, także miłej lektury!
Od razu
informuję, że w weekend lub w poniedziałek wleci tylko nowy rozdział „To, co jest między nami”. Wypadł mi
weekendowy wyjazd i nie dam rady przygotować więcej. Ale powinniście być
zadowoleni, bo ten rozdział będzie dość długi i pikantny.
___________
Rozdział 11: Urodziny Draco
Draco
skończył dwadzieścia cztery lata tydzień po tym, jak Hermiona wprowadziła się
do jego mieszkania. Ponieważ jego urodziny wypadały w sobotę, przyjaciele
zadbali o to, by odpowiednio je uczcić.
Zjedli
kolację w Szmaragdowym Globie w prywatnym pokoju. Pansy wszystko zorganizowała
i zaprosiła Theo, Blaise’a, Daphne, Grega Goyle’a i Millicentę Bulstrode,
wszystkich ze Slytherinu. Daphne zaprosiła Mandy Brocklehurst z Ravenclawu jako
towarzyszkę Theo tego wieczoru. Ku zaskoczeniu Hermiony, Pansy zaprosiła także
Neville’a Longbottoma, z którym zaczęła się spotykać, a także Harry’ego i Ginny
Potterów.
—
Cuda się zdarzają — mruknął Theo pod nosem do Hermiony. — Harry Potter przybył
na urodziny Draco.
Skinęła
głową na znak zgody, choć wewnątrz była bardzo zadowolona. Podobał jej się
pomysł, by dawni, szkolni rywale znaleźli wspólny język, zwłaszcza, że łączył
ich przeuroczy, sześcioletni, metamorfomag i pasja do Quidditcha.
Hermiona,
ubrana w otulającą ciało, lśniącą, zieloną, satynową sukienkę, jedną z kreacji
Pansy, siedziała obok Draco podczas posiłku i obserwowała jego reakcje na
docinki i komentarze przyjaciół. Starał się zachować stoicki wyraz twarzy —
twarz Oklumenta, jak to nazywała — który przybierał, gdy nie chciał okazywać
emocji, ale widziała, jak jego dłonie się napinały i rozluźniały pod stołem,
jak drgała mu noga, jak zaciskał palce na jej dłoniach, gdy trzymała go za
rękę. Zaczęła się przyzwyczajać do jego tików i widziała, że jest wzruszony
troską przyjaciół o niego, nawet gdy starał się udawać nonszalancję.
W
końcu obsługa wniosła tort urodzinowy Draco — dwupoziomowy tort cytrynowy,
który był jego ulubionym. Kremowo-żółte motyle zaczarowano tak, by latały nad
tortem, a zaczarowane pąki fiołków cukrowych rozkwitały, gdy zapalono świecie,
a wszyscy goście zaśpiewali „Sto lat”.
Potem
Draco otworzył prezenty. Theo podarował mu najnowszy model Błyskawicy. Miała
wyjść na rynek dopiero za trzy miesiące, ale Theo miał koneksje z rodziną
Spudmore, która produkowała miotły, i użył swoich sztuczek, by otrzymać wczesny
prototyp, posiadający lepsze hamowanie i zwrotność. Blaise i Daphne obdarowali
Draco świstoklikiem na tygodniowy pobyt w wilii Blaise’a w Toskanii. Pansy dała
mu nowe szaty na Galę Przesilenia Letniego. Harry i Ginny ofiarowali rzadką
butelkę Bourbona, wyprodukowaną przed Statuą Tajemnicy, jedną z ostatnich
butelek wyprodukowanych połączoną metodą mugolską i magiczną. Greg i
Millicenta, którzy prowadzili dobrze prosperującą piekarnię i cukiernię na
Ulicy Pokątnej, upiekli ciasto, które właśnie zjedli. Mandy dała Draco lupę ze
srebrną rączką, zaczarowaną tak, by rozpoznawała kłamstwa. Neville podarował
sadzonkę rzadkiej, świecącej rośliny majny, której nasiona, jak wiadomo,
naśladowały właściwości innych substancji. Hermiona, która długo i intensywnie
zastanawiała się, co podarować mężczyźnie, który ma wszystko, w końcu znalazła
dla niego coś wyjątkowego. Wydała część swoich wygranych w pokera galeonów i
kupiła mu bilety do loży dla VIPów na mecz otwarcia sezonu Manchesteru United
na Old Trafford w sierpniu.
—
Niesamowite, Granger! — Draco uśmiechnął się z zachwytem. — Naprawdę nie mogę
się tego doczekać.
—
Nadal mówisz do niej Granger? — zaprotestowała Ginny. — Wiesz, jak ma na imię,
prawda?
Uśmiechnął
się szeroko.
—
To imię jest zarezerwowane na specjalne okazje… i specjalne miejsca.
Hermiona
zarumieniła się po same końce włosów, słysząc tę sugestię. Ale siedzące
naprzeciwko Węże były bezlitosne.
—
Nie podziękujesz swojej dziewczynie za prezent? — zapytał Theo.
—
Draco, nie możesz zawstydzić swojego Domu! — dodał Blaise.
Uśmiechnął
się do przyjaciół, ale gdy pochylił się ku Hermionie, jego zachowanie się
zmieniło.
—
Nie masz nic przeciwko, Granger? — spytał niskim, łagodnym głosem.
Jego
oczy pociemniały, a szarość niemal całkowicie ustąpiła miejsca czerni.
Skinęła
głową. Wiedziała, że ta chwila nadchodzi. Zamknęła oczy i pochyliła się ku
niemu, by go pocałować. To nie jest
prawdziwe, to nie jest prawdziwe, to nie…
A
potem jej umysł ogarnęła pustka, gdy usta Draco opadły na jej, a ona poczuła
smak wina z jego języka i silne oraz pewne ramiona obejmujące ją. Czuła, jak
drży, serce wali jej jak młotem, a mgła pożądania ogarnia umysł. Na chwilę
zapomniała o wszystkim i wszystkich wokół, oprócz dotyku jego ust na swoich, o
leniwych ruchach jego języka, o tym, jak ich oddechy zdawały się zawieszone
między nimi i o poczuciu, że rozpływa się w jego uścisku.
Seria
gwizdów przywróciła ją do rzeczywistości, i odsunęła się od niego, wciąż nie
mogąc złapać tchu, lekko oszołomiona. Wpatrywała się w jego usta, zaróżowione,
opuchnięte i rozchylone, jakby on również był w szoku.
—
No dobra — powiedziała Ginny, nachylając się do Hermiony. — Przyznaję, że
miałam wątpliwości co do prawdziwości tego związku, ale po tym pocałunku stało
się jasne, że oszaleliście na swoim punkcie.
—
Co masz na myśli?
—
Cóż, ten pocałunek był tak namiętny, że myślałam, że zaczniecie się pieprzyć na
podłodze.
—
Ginevra!
Ginny
uśmiechnęła się szeroko.
—
To najdłuższa impreza, na której jestem od miesiąca. Byliśmy tak niewyspani, że
chcieliśmy skorzystać z każdej okazji, żeby zrobić sobie przerwę od opieki nad
małym, nawet jeśli to oznaczało pójście na urodziny fretki, ale muszę przyznać,
że świetnie się bawię. Ze Ślizgonami się naprawdę dobrze rozmawia, jedzenie
było wyśmienite — będę musiała poprosić Goyle’a, by upiekł tort dla Harry’ego w
przyszłym miesiącu, bo ten był boski — a potem ty i Draco zapewniliście nam
rozrywkę na najwyższym poziomie. Po tym wszystkim nie mogę się doczekać, żeby
pójść do klubu na tańce.
Blaise
i Daphne zebrali prezenty i wyświadczyli Draco przysługę, zabierając je do
mieszkania Draco, podczas gdy reszta zebrała się, by udać się do klubu nocnego
na tańce i drinki, co zorganizowała Pansy.
Jak
można było się spodziewać, w klubie było głośno, tłocznie i ciemno, z
migającymi światłami i głośną muzyką. Ginny i Harry jako pierwsi uciekli na
parkiet, a Hermiona zrozumiała, że Ginny naprawdę mówiła poważnie, mówiąc, że
potrzebuje przerwy od dziecka. Para po parze, ich przyjaciele zmierzali na
parkiet i tańczyli w blasku dyskotekowych świateł.
W
końcu w narożnej loży pozostali tylko Draco i Hermiona, popijając drinki.
Hermiona, która wcześniej wieczorem czuła się zrelaksowana, teraz poczuła
skrępowanie, siedząc obok Draco. W pomieszczeniu było trochę za gorąco.
Oświetlenie za ciemne. Muzyka za głośna. Czuła się niezręcznie, plątał jej się
język i nie była w stanie sformułować żadnej, sensownej myśli, by rozpocząć
rozmowę lub zdanie. Ciągle rozmyślała o ich pocałunku i z trudem powstrzymywała
się od patrzenia na jego usta.
Przestań! Przestań! — upomniała samą siebie. — To wszystko jest udawane. Jesteś tu, żeby udawać jego dziewczynę. Twoim
zadaniem jest siedzieć tutaj i trzymać się z dala od niego łowczynie fortuny i
księżniczki czystej krwi, a całowanie się to po prostu część pracy. Przestań
próbować doszukiwać się w tym czegoś więcej.
Skupiła
uwagę na parach tańczących na parkiecie. Na drinku w swojej dłoni. Walczyła ze
sobą, sprawdzając, jak długo wytrzyma. Liczyła, ile razy kelnerzy mijali ich
stolik. Recytowała w myślach składniki eliksirów. Wszystko, byle tylko nie
myśleć o mężczyźnie siedzącym obok niej, którego każdy ruch sprawiał, że czuła
jego obecność.
O
mało nie podskoczyła, gdy Draco nachylił się i wyszeptał jej do ucha:
—
Nie przepadam za szybkimi piosenkami, ale ta jest wolniejsza. Zatańczysz ze
mną, Granger?
Wyciągnął
do niej rękę i stłumiła nagłą, paniczną chęć ucieczki. Ujęła ją i poszła z nim
na parkiet. To był wolny kawałek, taki, w którym pary trzymają się blisko
siebie i powoli tańczą obok siebie. Pomimo późnej pary, wciąż wyglądał świeżo i
przystojnie, jak wtedy, gdy wychodzili z mieszkania na kolację. Pachniał
brandy, którą właśnie wypił, i jego własnym, leśnym i cytrusowym zapachem.
Trzymające ją dłonie były ciepłe, suche i pewne. Miał jędrną klatkę piersiową,
a ciepło bijące od jego skóry przez delikatną, jedwabną koszulę emanowało aż do
kości. Położyła głowę na jego piersi. Był tak wysoki, że czubek jej głowy,
nawet w szpilkach sięgał mu tuż za brodę. Kołnierzyk koszuli łaskotał ją w
policzek i czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada, gdy oddychał.
—
Mówiłem ci, że ślicznie dziś wyglądasz? — mruknął.
—
Wytworny strój — powiedziała nieco drżącym głosem, mając na myśli swoją
sukienkę.
Ta
bliskość z nim zaburzała jej równowagę.
—
Nie, chodziło mi o ciebie.
—
Nikt nas nie słyszy, Draco, nie musisz udawać — rzekła, desperacko starając się
zachować pozory obojętności.
Chciała,
żeby zabrzmiało to swobodnie, ale nie potrafiła utrzymać spokojnego tonu głosy,
mówiąc to.
Draco
nic nie odpowiedział, więc przygryzła wargę, wdzięczna, że nie widzi jej
twarzy.
Uratowali
ją Greg i Milicenta, którzy przyszli pożegnać się z Draco. Musieli zająć się
piekarnią i potrzebowali trochę odpoczynku przed pracą następnego dnia.
—
Miło było cię znów widzieć, Goyle — powiedział Draco, przerywając taniec i
wyciągając rękę do kumpla. — Millie, to zawsze przyjemność. — Pochylił się, by
pocałować ją w policzek. — Dziękuję, że przyszliście. I zanim zapomnę — chcę
złożyć zamówienie na wasze tartaletki z malinami i czekoladą na następne
zebranie zarządu. Muszę trochę zmiękczyć tych starych dziadów.
Greg
i Millicenta również pożegnali się z Hermioną. Greg pocałował ją w policzek,
czego w ogóle się nie spodziewała, a Millicenta uśmiechnęła się do niej
ironicznie, mówiąc:
—
Jesteś fajniejsza, niż myślałam. Miło było cię widzieć, Granger.
—
Was też — powiedziała.
Para
wyszła, a Hermiona, desperacko próbując zmienić nastrój, zwróciła się do Draco:
—
Mówiłam ci kiedyś, że przemieniłam się w kota Millicenty po zażyciu Eliksiru
Wielosokowego?
Draco
zamrugał.
—
Co zrobiłaś?
Jej
warga drgnęła.
—
Na drugim roku. Harry, Ron i ja chcieliśmy się wkraść do Pokoju Wspólnego
Slytherinu, bo Harry był przekonany, że jesteś Dziedzicem Slytherinu i
chcieliśmy zdobyć dowód. Uwarzyłam porcję Eliksiru Wielosokowego w Łazience
Jęczącej Marty, potem Harry i Ron zdobyli włosy Goyle’a i Crabbe’a, i sami
zażyli eliksir, ale ja przypadkiem dostałam włosy kota Millie zamiast jej. I
zmieniłam się w koto-człowieka. Tygodnie zajęło pani Pomfrey przemienienie mnie
do właściwej postaci.
Draco
zaczął się śmiać.
—
Nawet nie wiem, od czego zacząć, Granger. Uwarzyłaś Eliksir Wielosokowy na
drugim roku? I czego właściwie dowiedzieli się Potter i Weasley, udając
Crabbe’a i Goyle’a?
—
Cóż, oczywiście, nie byłeś Dziedzicem Slytherina — powiedziała.
—
Jak to było być kotem Millie?
—
Ugh! — jęknęła. — Nadal byłam sobą. Po prostu wyglądałam jak kot i miałam
tendencję do miauczenia, gdy czymś się denerwowałam. Przez jakiś czas miałam
niesamowicie dobry wzrok w nocy, ale tak naprawdę pamiętam tylko, jak bardzo
denerwowałam się tym, że przez powód w Skrzydle Szpitalnym, opuszczę zajęcia.
Draco
wciąż się śmiał, gdy Theo podszedł do nich i zaproponował, żeby wrócili do
stolika na ostatniego drinka na cześć jubilata.
Obecne
w klubie pary wzniosły toast za Draco i siedziały jeszcze przez chwilę,
rozmawiając i dopijając drinki. Chwilę przed drugą Draco i Hermiona w końcu
wyszli z klubu. Hermiona była tak zmęczona, że ziewała i trochę się zataczała.
Draco aportował ich z powrotem do swojego mieszkania i musiał jej pomóc w
utrzymaniu się na nogach, gdy szli korytarzem w stronę jej sypialni. Pomógł jej
wejść do środka i posadził na ławce u stóp łóżka.
Pochylił
się, żeby zdjąć jej buty.
—
Dobrze się bawiłeś na urodzinach? — mruknęła sennym głosem, chwiejąc się na
swoim miejscu.
Wyprostował
się.
—
Możesz wstać, Granger? — zapytał, zanim podniósł ją na nogi, zaprowadził do
łóżka i przykrył kołdrą. — Świetnie się bawiłem. Dziękuję za prezent. — Dał jej
lekkiego całusa w czoło. — Bardzo mi się podoba.
—
Ty mi się bardzo podobasz — mruknęła, po czym zasnęła.
Stał
nad nią przez kilka, długich minut, aż jej oddech ustabilizował się we śnie.
—
To przez alkohol — powiedział do samego siebie, zanim zgasił światło i wyszedł
z jej sypialni.
~*~*~*~*~*~*~*~
Powtarzała
sobie, że to zauroczenie.
Przeżyła
już zauroczenia i umiała sobie z nimi poradzić. Na drugim roku była młodzieńczo
zafascynowana Gilderoyem Lockhartem. Był też Auror, którego widywała czasami w
stołówce, kiedy jeszcze pracowała w Ministerstwie i który lubił do niej mrugać
w windzie. Jak on się nazywał? Andrew?
Aaron? Próbowała sobie przypomnieć. Wciąż była wtedy z Ronem i pamiętała
nawet, jak czuła się winna, że pociągał ją ktoś inny, kiedy była w związku. Aż
pewnego dnia usłyszała, że się zaręczył i nawet się tym nie przejęła.
Oczywiście, był też Ron, ale nie musiała wkładać dużo wysiłku w wyleczenie
złamanego serca po tym, co jej zrobił. Więc jeśli była zakochana w Draco,
musiała po prostu stłumić swoje uczucia, przetrwać z nim te kilka miesięcy, a
potem iść dalej i ta głupia, niewinna fascynacja minie.
Nie
stosowała Oklumencji, ale potrafiła do pewnego stopnia segregować myśli.
Musiała to robić, będąc uczennicą, aby utrzymać porządek podczas zajęć i zadań.
Dźwigała większość mentalnego obciążenia, kiedy ona, Harry i Ron szukali
horkruksów. Potrafiła segregować swoje plany, ich obowiązki i ból, który
poczuła, gdy Ron ich porzucił, aby sprawnie funkcjonować w chaosie ich
ucieczki. A później, gdy odkryła zdradę Rona z Lavender, udało jej się
oddzielić pracę od prywatnych spraw i tak dobrze ukrywała swoje uczucia, że
została nawet oskarżona (podsłuchiwała plotki na korytarzach Ministerstwa) o
tak zimne serce, że nic dziwnego, że Ron zbłądził. Cóż, lepiej, żeby uważano ją
za oziębłą niż za żałosną.
A
w Wielkiej Brytanii nie było wystarczająco dużo galeonów, by skusić ją do
powiedzenia Draco Malfoyowi, że się w nim podkochuje. Mogła sobie wyobrazić te
przymilne spojrzenia i uśmieszki. Jego ego z pewnością nie musiało poszybować
jeszcze wyżej, a nawet jeśli był dla niej miły przez ostatnie kilka tygodni,
wiedziała, że z pewnością byłby w stanie ją zniszczyć, gdyby tylko chciał, a
ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było dawanie mu amunicji. W jakimś mrocznym
zakamarku umysłu Hermiony tliła się myśl, że choć zdrada Rona bolała, udało jej
się otrząsnąć, ale Draco Malfoy miał moc, by ją wykończyć. Musiała ukryć swoje
uczucia. Zachowywać się naturalnie.
Rankiem
po urodzinach Draco wstała o zwykłej porze. Po tygodniu mieszkania z nim
zaczęła dostrzegać jego codzienną rutynę.
W
dni powszednie wstawał dość wcześnie. Lubił, żeby kawa była gotowa, gdy tylko
skończy brać prysznic, więc Mipsy lub Tippy pojawiały się, by przygotować kawę.
Skrzaty zawsze robiły tak, by była gotowa w momencie otwierania drzwi do jego
pokoju. Wychodził — wciąż niepokojąco mokry i z ręcznikiem owiniętym wokół pasa
— żeby wypić poranną kawę, zanim wracał do swojego pokoju, by się ubrać.
Pierwszego, poniedziałkowego poranka, kiedy Hermiona wyszła do kuchni i
zobaczyła Draco w takim stanie, zamarła na całe trzydzieści sekund, zanim
przełknęła ślinę i zmusiła się, żeby przejść obok niego i odebrać swoją
filiżankę od skrzatów. Były tak przyzwyczajone do porannego stanu Draco, że
nawet nie patrzyły na niego, niemal wychodząc z siebie, by pomóc Hermionie.
Draco wziął filiżankę, skinął głową do Hermiony i powiedział Dzień dobry, Granger, po czym wolnym
krokiem wrócił do swojego pokoju. Hermiona patrzyła na jego oddalające się
plecy zahipnotyzowana tym, jak wyglądały jego włosy — mokre i potargane — i
tym, jak mięśnie na jego ramionach falowały, gdy szedł korytarzem. Ten widok
tak ją zaniepokoił, że popełniła trzy błędy w swoim pierwszym tego dnia
eliksirze i otrzymała reprymendę od Mistrza Bergena, który nie był
przyzwyczajony do jej rozkojarzenia i niechlujstwa.
Ale
w weekendy Draco zdawał się lubić dłużej pospać, podczas gdy Hermiona zawsze
budziła się przed siódmą. Ranek po urodzinach Draco wypadał w niedzielę i kiedy
się obudziła, zauważyła, że wciąż ma na sobie sukienkę z poprzedniego wieczoru.
Zdała sobie sprawę, że musiała być tak zmęczona, że Draco położył ją spać.
Wzięła szybki prysznic, a następnie ubrała się w za duży T-shirt i kraciaste
spodnie od piżamy, po czym cicho przeszła korytarzem do kuchni. Lodówka i
spiżarnia wciąż świeciły pustkami, ale Hermiona powoli zaczęła je wypełniać
rzeczami, które lubiła jeść. Otworzyła spiżarnię, wyjęła pudełko płatków
śniadaniowych, a następie poszła do kuchni, żeby wsypać sobie trochę do miski,
dolać mleka i włożyć do środka łyżkę. Zaniosła śniadanie do salonu, a następnie
usiadła na podłodze przed dużym, szklanym stolikiem kawowym, który stanowił
centralny punkt pomieszczenia. Szary, pluszowy dywan chronił ją przez zmarznięciem,
gdy siedziała, a bose stopy wpiła w puszysty materiał. Włączyła telewizor,
starając się ustawić niską głośność i przełączyła na BBC. Nie przepadała za
oglądaniem telewizji, ale lubiła być na bieżąco z wiadomościami.
Właśnie
zaczęła jeść płatki, gdy usłyszała otwierające się drzwi od pokoju Draco. Szedł
korytarzem w stronę salonu, z włosami wciąż potarganymi po spaniu, ubrany w
czarny, jedwabny szlafrok bez paska, narzucony na czarne spodnie od piżamy. Był
boso. I miał nagi tors. Jego pojawienie się natychmiast wystawiło na próbę jej
postanowienie o zachowaniu spokoju i opanowania.
—
Przepraszam, obudziłam cię? — zapytała, starając się nie patrzeć tak otwarcie.
Ziewnął.
—
Dzień dobry, Granger. Nie, nie obudziłaś mnie. Musiałem iść do toalety, więc
pomyślałem, że przy okazji napiję się kawy. — Zmrużył oczy, wpatrując się w
Hermionę i miskę przed nią. — Wiesz, że są tu trzy kanapy. Dlaczego siedzisz na
podłodze? I na Salazara, co ty jesz?
Wzięła
drżący oddech, a potem zmusiła się do normalnego tonu.
—
Robiłam tak w weekendy, kiedy byłam dzieckiem. Wstawałam przed rodzicami, szłam
do kuchni, robiłam sobie miskę płatków, a potem siadałam, żeby obejrzeć
telewizję albo poczytać książkę. Ale jeśli już oglądałam telewizję, zawsze
siadałam na podłodze w miską na stole. Mniejsze ryzyko rozlania i narobienia
bałaganu.
—
I nadal jesz jak dwulatka.
Przeszedł
przez salon i usiadł na kanapie tuż za nią.
—
Stare nawyki trudno wyplenić.
—
Co to za dziwna, kolorowa zupa? — dopytywał, wpatrując się z przerażeniem w jej
miskę z płatkami.
—
Cap’n Crunch. Pamiętasz te płatki, które kupiłam w Sainsbury’s? Ja… hej! Co ty
wyprawiasz? — Hermiona nagle krzyknęła z oburzeniem, gdy Draco pochylił się nad
nią i wyrwał jej miskę z rąk.
Zanurzył
łyżkę w mleku, które przybrało nienaturalny, niebiesko-szary kolor od powoli
rozpływających się chrupiących jagód w płatkach, i z fascynacją spojrzał na
jaskrawo kolorowe kawałki płatków pływające w mleku. Nabrał na łyżkę
pojedynczą, fioletową, chrupiącą jagodę i ugryzł.
—
To moje śniadanie! — powiedziała, klękając, by wyrwać mu miskę z rąk.
—
Och, Merlinie i Morgano, jak ty możesz to jeść? — zapytał, krzywiąc się przez
smak.
Hermiona
rzuciła się na miskę, ale Draco, z refleksem Szukającego, uniósł ją poza jej
zasięg, przez co wylądowała mu na kolanach.
—
Uważaj, ty okrutna wiedźmo! — ostrzegł ze śmiechem w głosie.
Za
bardzo skupiona na odzyskaniu płatków, by przejąć się upadkiem na kolana Draco,
zerwała się z miejsca i zwinnie wskoczyła na kanapę. Udało jej się sięgnąć po
miskę z płatkami i wyrwać ją Draco, ale pociągnęła trochę za mocno i miska się
obróciła, rozlewając mleko i płatki na nich oboje, na kanapę i na dywan.
Jęknęła
z przerażeniem.
—
Och… och, bardzo przepraszam!
Przyglądała
się bałaganowi, jaki zrobili w nieskazitelnym dotąd salonie Draco, a także
temu, jak mleko spływało mu po włosach. Dostrzegła w nich też jagody i była
pewna, że jej własne włosy również muszą być w opłakanym stanie.
Jednak
Draco nie mógł powstrzymać śmiechu, a jego beztroska była zaraźliwa. Hermiona
również zachichotała, a ich śmiech sprawił, że więcej mleka spłynęło po ich
ubraniach, na kanapę i dywan poniżej.
—
Naprawdę przepraszam — powtórzyła, nadal chichocząc — nawet jeśli to była twoja
wina.
—
Moja wina?
—
Zajmowałam się swoimi sprawami, jedząc śniadanie, kiedy ty tak niegrzecznie…
—
Nazywasz to mugolskie coś śniadaniem?
—
Draco!
—
Rozejm — powiedział, wciąż się śmiejąc. — Tippy! — zawołał.
Skrzat
się pojawił, ubrany w czerwoną koszulkę piłkarską.
—
Panie Draco?
—
Mieliśmy mały wypadek — rzekł. — Czy mógłbyś nam pomóc tu posprzątać? Pójdę się
umyć.
—
Oczywiście, panie Draco!
Tippy
zaczął rzucać zaklęcie czyszczące na kanapę, wysysając mleko z poduszek.
—
Och, i poproszę kawę — dodał.
—
Tak, oczywiście, panie Draco — rzekł skrzat.
—
Nie musiałeś wołać Tippy — zganiła go Hermiona. — Mogłam…
—
Granger, już o tym rozmawialiśmy. To jego praca i dla niej żyje. Poza tym…
Nagle
Draco umilkł, gdy coś w telewizji przykuło jego uwagę. Hermiona podążyła za
jego wzrokiem w stronę ekranu telewizora.
Prezenterka
BBC relacjonowała serię tajemniczych przypadków amnezji na wyspie Wight.
—
…a wszystkie ofiary zostały znalezione,
błąkając się, nie znając swoich imion, nie rozpoznając domów, miejsc, pracy,
przyjaciół i rodziny. Badania lekarskie nie wykazują żadnych oznak urazów ani
chorób współistniejących. Władze badają dokumentację finansową, rejestry
połączeń i firm, by ustalić jakiekolwiek powiązania między ofiarami. Przypadki
te następują po doniesieniach o podobnych zdarzeniach, które miały miejsce
wcześniej w tym roku w Walii, w Cotswolds, a nawet dalej na północ, w
Hebrydach. Badane są również zanieczyszczenia wód gruntowych środkami
przemysłowymi lub inne, możliwe przyczyny tych zagadkowych i niepokojących
przypadków. Relacjonując na żywo z Ryde na wyspie Wight, nadawała Kirsten
McNamara…
—
Draco? — Hermionę zaniepokoił wyraz jego twarzy. — Co… wiesz coś o tym?
Odwrócił
wzrok od telewizora i spojrzał na nią. Wydawał się zastanawiać, co powiedzieć,
aż w końcu się odezwał.
—
Śledzę tę historię od kilku miesięcy. Te sprawy w Cotswolds, Walii i na
Hebrydach miały ślady magicznego skażenia. Nie wiemy, co je powoduje, ale…
—
Jak to możliwe, że ta informacja nie dotarła do Proroka ani żadnych czarodziejskich gazet? — zapytała, a mgliste
wspomnienie ją poruszyło.
Ta
kombinacja miejsc. Gdzie wcześniej
słyszała cokolwiek o tych trzech miejscach?
—
Bo wszystkie ofiary to mugole. Czarodziejska prasa uważa, że to nieistotne. Ale
ja myślę, że warto się im przyjrzeć. Potter badał te sprawy…
—
Omawialiście te sprawy z Harrym?
Nagle
przypomniała sobie, że Ginny wspominała miesiące temu, że Harry badał sprawy w
tych miejscach.
Westchnął.
—
Tam dzieje się coś innego, bo nie tylko mugole tracą pamięć. Czy Mistrz Bergen
powiedział ci, jak zaczął pracować nad eliksirem przywracającym pamięć?
—
Tak, powiedział, że współpracuje z Instytutem DuPont w Szwajcarii.
—
Mistrz Bergen pokłócił się z dyrektorem instytutu, ponieważ dyrektor Lespere
chciał stworzyć eliksir, który pozwalałby na Oklumencję myśli, a Mistrz Bergen
chciał umożliwić dostęp do utraconych wspomnień. Ponieważ Obliviate jest zazwyczaj używane tylko na mugolach, aby zachować
klauzulę tajemnicy, nie było dużego zainteresowania jego odwróceniem. Tak więc
ta fala utraconych wspomnień wśród mugoli sprawia, że zastanawiam się, czy w
Instytucie DuPont lub wśród powiązanych z nim osób nie prowadzone są jakieś eksperymenty
na mugolach.
—
A co Oklumencja ma wspólnego z utraconymi wspomnieniami?
—
Większość Oklumentów ukrywa swoje myśli za ścianami lub w innych obiektach.
Robimy to, by Legilimenci nie mogli ich znaleźć. Ale gdy Oklument jest słabo
wyszkolony lub bardzo niedoświadczony, czasami może ukryć swoje myśli w
miejscu, w którym nawet on ich nie znajdzie. Więc zły eliksir Oklumencyjny może
to naśladować.
—
Co skłania cię do myślenia, że to eliksir za tym stoi, a nie ludzie rzucający
silne Obliviate na przypadkowych
mugoli?
—
Z powodu innej rzeczy, na którą zwracałem uwagę, czyli surowców. Składników
używanych do warzenia eliksirów. Kilka surowców nagle stało się bardzo trudno
dostępnych. Skóra boomslanga, serce krokodyla, jad akromantuli i moc asfodelu,
które wpływają na umysł, potroiły swoją cenę. A skóra boomslanga była tak
trudna do zdobycia, że wysłałem zespół do Indonezji, by sprawdzić, czy uda im
się zdobyć świeżo zrzuconą skórę, którą tutaj przetworzymy. Ktoś wykupuje lub
monopolizuje ten rynek i myślę, że te dwie rzeczy są ze sobą powiązane.
—
Musimy też jak najszybciej skończyć eliksir przywracający wspomnienia, który
tworzymy. Skoro ludzie rzucają zaklęcia na niczego niepodejrzewających mugoli,
musimy im pomóc! — powiedziała.
—
Czego potrzebujesz?
—
Potrzebuję… myślisz, że mógłbyś mnie dziś zabrać do biblioteki we Dworze Malfoyów?
Od jakiegoś czasu myślę, że możecie mieć tam więcej książek na ten temat, które
mogłabym przejrzeć.
—
Dobrze, chodźmy się ogarnąć, a potem zabiorę cię do Dworu.
—
Jedno pytanie — mruknęła. — Czy możemy ominąć salon w drodze do biblioteki?
Jego
twarz złagodniała.
—
Jeśli to jakkolwiek pomoże, to skrzydło zostało całkowicie odnowione i salon
zniknął. Ale aportuję nas bezpośrednio do biblioteki i nie będziemy musieli
przechodzić obok niczego, co mogłoby przywołać te złe wspomnienia.
~*~*~*~*~*~*~*~
Pół
godziny później, po prysznicu i ubraniu się, Draco opartował ich do biblioteki
we Dworze Malfoyów.
Twarz
Hermiony, gdy po raz pierwszy ujrzała bibliotekę, była pełna podziwu i
szacunku. To było jak wprowadzenie bardzo wierzącej osoby do świętego
sanktuarium. Kilka razy przełknęła ślinę, zanim się odezwała.
—
Mówiłeś… że jest tu sześćset tysięcy tomów, tak?
Obróciła
się powoli. Biblioteka Dworu zajmowała dwa piętra. Połączona była z dużym,
kopulastym, szklanym sufitem, który wpuszczał naturalne światło słoneczne go
Atrium biblioteki. Sama biblioteka została podzielona na kilka sekcji, niczym
szprychy koła, wszystkie łączące się w centralnym Atrium, gdzie stały stoły,
krzesła, a nawet kanapy do czytania. Wzdłuż tylnej ściany usytuowany był
kominek, a po obu stronach Atrium dwie spiralne klatki schodowe prowadzące na
piętro.
Draco
chciał pokazać Hermionie pokój z rzadkimi książkami w bibliotece, ale wiedział,
że gdyby kiedykolwiek tam się udała, wyciągnięcie jej stamtąd zajęłoby godziny,
a czasu mieli niewiele. Zamiast tego pokazał jej zaklęcie, które stworzyła jego
rodzina, aby można było przywołać określone książki na podstawie słów
kluczowych.
Rzuciła
zaklęcie, a potem z fascynacją patrzyła, jak książki z całej biblioteki
nadciągają w jej stronę.
—
Musi być ich ponad trzysta! — zawołała, gdy tomy skończyły się układać na
podłodze przed nimi. — Bierzemy wszystkie?
Pokręcił
głową.
—
Myślę, że powinniśmy trochę bardziej doprecyzować nasze poszukiwania. Może
zabierzemy dziś dwadzieścia pięć książek? Szybko wszystkie przejrzymy i weźmiemy
te najbardziej przydatne. Resztę zostawimy tutaj, a jeśli zajdzie taka
potrzeba, mogę wrócić po więcej.
Zgodziła
się i zaczęli przeglądać książki w stosach, segregując je na te „do zabrania
dzisiaj” i „do zostawienia”.
Gdy
przedzierali się przez książki, jedne z drzwi biblioteki się otworzyły i
rozległ się głos:
—
Draco, jesteś tam?
Podniósł
wzrok. To była jego matka. Musiała wyczuć jego obecność przez osłony. Nie
uprzedził jej o swoim przyjściu i nie chciał teraz, kiedy próbowali zajmować
się pracą, skupiać się na oficjalnym przedstawieniu matki Hermionie. Jęknął.
—
Zostań tutaj, Granger. Ja się nią zajmę.
Przeszedł
przez bibliotekę do frontu, gdzie weszła jego matka.
—
Dzień dobry, matko — powiedział, podchodząc do niej i całując ją w policzek.
Narcyza Malfoy była jak zawsze nienagannie ubrana, z jasnymi blond włosami
upiętymi w gładki kok, w szarą, wyjściową szatę obszytą srebrem. — Miałem wpaść
dziś wieczorem po południu na herbatę, żeby podziękować ci za prezent
urodzinowy.
Matka
podarowała mu rzymski zwój papirusu z trzeciego wieku, na którym znajdowała się
instrukcja sporządzania eliksiru, który podobno wzmacniał magię. Nie dało się
tego udowodnić, ponieważ dwa z wymienionych składników były już niedostępne,
ale sam zwój był praktycznie bezcenny.
—
Podobał ci się? — zapytała. — Widziałam go w zeszłym miesiącu, kiedy wyjechałam
na wakacje do Rzymu z twoją ciotką Andromedą i pomyślałam, że będzie to idealny
prezent dla ciebie.
Uśmiechnął
się.
—
Jest idealny, matko. Ale musiał kosztować fortunę.
—
Nie codziennie mój syn kończy dwadzieścia cztery lata — odparła gładko,
dodając: — Dlaczego tu teraz jesteś, skoro miałeś wpaść na herbatę później? I
dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjdziesz? Mogłabym przygotować śniadanie.
—
Musieliśmy znaleźć kilka książek do badań — odpowiedział i natychmiast
pożałował swoich słów.
—
Musieliście? — Szybko wyłapała kontekst. — Kto jeszcze tu jest?
—
Hermiona Granger. Prowadzimy badania nad eliksirem, który jest opracowywany w
mojej firmie.
—
Hermiona Granger. — Narcyza milczała przez chwilę, nawet nie mrugając. Draco
poczuł się tak, jakby miał pięć lat i wpadł w kłopoty za to, że naniósł brud na
cenny, perski dywan w jadalni. Ale wytrzymał jej spojrzenie. Po chwili
zapytała: — Czyli mam założyć, że doniesienia… — w jej głosie słychać było
pogardę — …artykuły na pierwszych stronach Proroka
Codziennego i Tygodnika Czarownica
o tym, że spotykasz się z panną Granger, są prawdziwe?
Nie
odpowiedział od razu, ale kiedy to zrobił, jego słowa były wyważone.
—
Wiesz, że tak jest, matko. Jestem przekonany, że Tippy i Mipsy powiedziały ci,
że Hermiona się do mnie wprowadziła.
—
Więc mieszkasz z czarownicą. Bez ślubu. To formalny układ? Zalecasz się do
niej? Nie słyszałam, żeby ze skarbca zniknęły jakieś klejnoty.
Zesztywniał.
—
Nie, to jeszcze nie jest formalne. Robimy wszystko krok po kroku.
—
Cóż, ewidentnie się cofasz i robisz to z niewłaściwą osobą.
—
Z niewłaściwą osobą?
—
Draco, jesteś spadkobiercą dwóch starożytnych, czystokrwistych rodów. Jesteś
młody, bogaty i możesz posiadać wielką władzę i wpływy. Twoja przyszła żona
powinna być tego wszystkiego godna.
—
Matko, proszę cię, żebyś przerwała, zanim powiesz coś, czego nie powinnaś. Nie
jestem nic dłużny tobie, a tym bardziej ojcu. Zaręczyny z Astorią zostały zerwane
i mogę sam podejmować decyzje.
—
W takim razie powinieneś dokonywać właściwych wyborów. Jest tak wiele uroczych,
pożądanych, młodych dam do wyboru. Dlaczego…
—
Jak te wszystkie nijakie dziewczyny z matkami żądnymi bogactwa, które mi
przedstawiałaś? Mam już tego dość, matko.
—
Kochasz tę dziewczynę?
—
Nie nazywaj jej „tą dziewczyną”, jakby nie zasługiwała na imię. To Hermiona
Granger. Bohaterka wojenna. Jest błyskotliwa, miła, czarująca i piękna, a ja
czerpię radość z każdej chwili spędzonej z nią.
—
Draco — ton matki był przymilny, jakby wciąż był małym chłopcem, którego mogła
przekonać do czegoś, czego chciał. — Przebywanie w towarzystwie młodej damy,
która cię interesuje to jedno, ale jeśli szukasz partnerki na całe życie…
—
Matko, pozwól, że ci przerwę. Miałem zamiar poprosić cię, żebyś zaprosiła ją
kiedyś na herbatę, byś mogła z nią się spotkać i zobaczyć, jaka jest, ale jeśli
zamierzasz tylko rzucać zawoalowanymi obelgami i ją lekceważyć... cóż, nie
zamierzam narażać jej na takie traktowanie przez nikogo, a zwłaszcza przez
ciebie.
—
Draco! — Narcyza była głęboko zszokowana. — Pomyśl o rodzinie!
Podwinął
rękaw lewego ramienia, odsłaniając Mroczny Znak.
—
Od dawna myślałem o tej rodzinie, zanim w ogóle powinienem. Przyjąłem ten znak
za tę rodzinę i od tamtej pory płacę za to cenę. Może tym razem rodzina powinna
pomyśleć o mnie.
—
Draco… — zaczęła, ale ją powstrzymał.
Położył
ręce na jej ramionach, uciszając ją.
—
Proszę, przerwijmy w tym miejscu. Muszę wrócić i pomóc Hermionie znaleźć
potrzebne książki. I obawiam się, że nie będę mógł wpaść do ciebie na herbatę
dziś po południu.
Pochylił
się, żeby pożegnać matkę pocałunkiem w policzek, ale Narcyza w ostatniej chwili
się odsunęła.
—
Dobrego dnia, matko — powiedział i odwrócił się od niej, by wrócić do
bibliotecznego Atrium, gdzie Hermiona wciąż przeglądała stosy książek dotyczące
eliksirów.
Kiedy
do niej dotarł, wiedział, że słyszała rozmowę. On i jego matka nie zachowywali
się głośno, ale na tyle dobrze znał akustykę biblioteki, że wiedział, dokąd
niesie się dźwięk.
—
Przykro mi, że to słyszałaś — mruknął.
—
W porządku — odparła, ale jej ton głosu był oschły.
—
Nie, nie jest w porządku — odparł. — Nigdy nie powinnaś się czuć mniej niż
idealna.
—
Cóż, nie jestem idealna — powiedziała nieco spokojniejszym głosem. — Ale to nie
ma znaczenia. Przecież nasz związek nie jest prawdziwy…
—
Granger! — ostrzegł ją ostro.
Nie
wiedział, czy jego matka wciąż kręci się przy drzwiach biblioteki, ale nie
chciał, żeby usłyszała Hermionę mówiącą, że to, co ich łączy, nie jest
prawdziwe, ponieważ w dużej mierze powodem, dla którego „spotykał się” z
Hermioną, było to, żeby matka przestała go nękać spotkaniami z pożądanymi kobietami.
Po rozmowie zdał sobie sprawę, że zupełnie przekalkulował jej gotowość do
akceptowania jego wyborów. Wiedział, że nie powinno go obchodzić, że matka nie
lubi Hermiony, skoro to miał być udawany związek, ale rozmowa z Narcyzą
pozostawiła w nim niesmak i poczucie rozczarowania rodzicem, które sprawiło, że
poczuł gorycz.
Hermiona
zrozumiała, co niemal wyznała, i przygryzła wargę. Spojrzała na stosy książek,
które przeglądała.
—
Myślę, że te książki… — wskazała na stosik najbliżej swoich stóp — to te, od
których powinniśmy zacząć.
—
W porządku.
Skinął
głową. Przekartkował tomy. Większość zawierała bardziej standardowe teksty,
głównie współczesne. Te książki skurczył, by ułatwić transport. Trzy ze stosu były
starsze i zamiast poddawać je zaklęciom zmniejszającym, wsunął je pod pachę.
Potem wyciągnął rękę do Hermiony i aportował ich z powrotem do swojego
mieszkania.
~*~*~*~*~*~*~*~
Nie
powinno jej to obchodzić. Wiedziała, że nie powinno jej to obchodzić. Dlaczego
miałoby ją obchodzić, co myśli o niej Narcyza Malfoy? I tak nie było
przyszłości między nią a Draco. O ile wiedziała, ich układ miał się zakończyć
za niecały rok, a potem on poślubi czarownicę czystej krwi, spłodzi dzieci
czystej krwi i będzie żył życiem, jakiego się po nim oczekuje. A ona… ona sobie
poradzi. Jak zwykle.
—
Wszystko w porządku, Hermiono, kochanie? — zapytała jej mama.
Dziś
była Monicą Wilkins, radośnie spędzającą wakacje na plaży w Kornwalii z mężem i
wierzącą, że za dwa tygodnie wróci do Australii.
—
Tak, pani Wilkins — odpowiedziała, przywołując na twarz uśmiech.
—
Bo te wzdychania brzmią jakby dotyczyły chłopaka — rzekła Monica z przebiegłym
uśmiechem. — Pamiętam tamte czasy. Wiele razy wzdychałam przez Richarda… znaczy
przez Wendella. — Nagle zmarszczyła brwi. — Dziwne. Nie mogę sobie przypomnieć,
dlaczego nagle nazwałam go Richardem. — Roześmiała się. — Chyba za długo
przebywałam na słońcu.
Hermiona
spojrzała na nią z zaniepokojeniem.
—
Dobrze się czujesz? Może chciałabyś się położyć?
—
Och, nie, kochanie — odparła. — Ale wracając do problemów z chłopakami… masz
chłopaka, kochanie? Nie? Och, jesteś taka ładna, chłopaki zapewne ustawiają się
w kolejce, by gdzieś cię zaprosić…
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
wróciła do mieszkania Draco wczesnym wieczorem wyczerpana i nieco przygnębiona.
Tak trudno było jej przebywać z rodzicami tydzień po tygodniu, będąc tak
blisko, a jednocześnie tak daleko od nich.
Draco
czekał na nią, kiedy przybyła.
—
Hej, Granger — powiedział delikatnie, gdy wyszła z kominka. Podał jej kieliszek
wina. — Pomyślałem, że ci się przyda.
Jej
usta wygięły się w wdzięcznym uśmiechu. Zrzuciła buty i machnięciem różdżki
posłała je do swojego pokoju, po czym wzięła wino.
—
Dziękuję, Draco.
—
Jak się dzisiaj miewali twoi rodzice?
Westchnęła.
—
Mama miała dzisiaj moment, podczas którego nazwała mojego tatę Richardem, ale
potem ją to speszyło. Powiedziała, że powinnam znaleźć sobie chłopaka.
Uśmiechnął
się i wziął ją za rękę.
—
Chodź na górę. Kazałem skrzatom przygotować dla nas kolację na świeżym
powietrzu.
Poszła
za nim po schodach na taras, gdzie skrzaty rozstawiły stół nakryty lnianym
obrusem i udekorowany świecami oraz kwiatami. Podano makaron carbonara z
krewetkami i kalmarami oraz porcję świeżych groszków cukrowych. Wcześniej nie
była głodna, ale kolacja wyglądała bardzo apetycznie. Wiał przyjemny, wieczorny
wietrzyk, a zachodzące słońce i fioletowo-pomarańczowe niebo tworzyły piękny
widok. Draco odsunął krzesło dla Hermiony, pomagając jej usiąść, po czym usiadł
naprzeciwko.
—
Co robiłeś dziś po południu? — zapytała, kładąc serwetkę na kolanach.
—
Odwiedziłem ciotkę Andromedę. Po porannej sprzeczce z matką poczułem, że
potrzebuję życzliwej porady od kogoś, kto ją zna. Potem spędziłem trochę czasu,
pomagając Teddy’emu w opanowaniu techniki latania na miotle. Po herbatce
wróciłem tutaj i zacząłem przeglądać książki, które wzięliśmy z biblioteki.
Pomyślałem, że po kolacji, jeśli oczywiście masz ochotę, moglibyśmy spędzić
wieczór na analizowaniu książek pod kątem eliksiru.
Rozmowa przy kolacji przebiegała gładko. Draco znalazł kilka interesujących smaczków w książkach, które pobieżnie przejrzał; niektóre uznał za przydatne w ich badaniach, a niektóre były po prostu pełne tajemniczych ciekawostek, które, jak sądził, mogłyby się spodobać Hermionie. I miał rację. Była zafascynowana. Podczas jedzenia, w jej oczach znów pojawił się błysk. Niebo zmieniło się w zmierzch, a potem w ciemną noc, a nad Londynem, gdy siedzieli, rozkoszując się rześkim, wieczornym powietrzem, wznosił się księżyc. W pewnym momencie potarła lekko ramiona, a Draco szarmancko narzucił jej swoją marynarkę na ramiona. Przez chwilę zastanawiała się, czy jego palce wciąż spoczywają na jej ramionach, czy też tylko jej się wydaje. Gdy poruszyła się, by mocniej otulić się marynarką, ich palce się dotknęły.
Brak komentarzy