[T] To, co jest między nami: Bicze, łańcuchy i cała reszta
Październik 2004
Narcyza Malfoy opiekowała się przepięknym ogrodem
różanym. W czasie wojny i nieszczęść zawsze dbała o to, by jej kwiaty były
zdrowe i piękne. Jedną z jej ulubionych czynności, gdy musiała nad czymś
pomyśleć, był spacer po różanej promenadzie, gdzie zatrzymywała się co jakiś
czas, by powąchać delikatne kwiaty.
Kiedy nie chciała spacerować samotnie,
towarzyszył jej mąż. Gdy Draco był dzieckiem, jego rodzice często przechadzali
się wśród róż. Rozmawiali wtedy o rzeczach, o których nie chcieli, by słyszał,
na przykład o problemach w związku lub gdy musieli omówić sprawy związane
właśnie z nim. Później rozmawiali o sprawach związanych z Czarnym Panem i
nadchodzącą wojną.
Przez dwa lata Narcyza była sama, nie miała
nikogo oprócz siebie, ale odkąd Draco wyszedł na wolność, zabierała go na
promenadę, aby zdobyć jak najwięcej informacji o jego życiu.
Draco o tym wiedział. To był sposób matki na
szpiegowanie, choć nie chciała tego przyznać. W tę niedzielę, na początku
października, gdy słońce przebijało się przez czerwone liście róż, a ramię
Narcyzy mocno trzymało się silnej ręki syna, Draco wiedział, że chce
szpiegować. I był prawie pewien, jaki temat interesował ją najbardziej.
— Jak się masz, kochanie? — zapytała, idąc
powoli. Powietrze było rześkie, ale nie za chłodne. Zadała mu to pytanie przed
lunchem, ale wtedy to było tylko z grzeczności. Teraz brzmiała bardziej
przekonująco. — Mam wrażenie, jakbyśmy się nie widzieli od tygodni.
Draco zacisnął zęby.
— Czuję się świetnie, matko. Mam mnóstwo spraw na
głowie w pracy, ale poza tym wszystko w porządku. A ty? Jak się czujesz?
Narcyza westchnęła, i nawet to było eleganckie.
— Och, nie martw się o te stare kości. Jak zwykle
daję radę. Słyszałam, że Poppy od jakiegoś czasu jest bardzo zajęta. Jest
zachwycona, że może poznać pannę Granger osobiście.
Draco napiął się. No i proszę, zaczęło się.
— Czyli to znaczy, że nadal spędzasz czas z panną
Granger? — zapytała ostrożnie.
Westchnął.
— Tak.
Narcyza mruknęła pod nosem. Był pewien, że
chciała, by to zabrzmiało jak obojętność, ale wiedział, że jest w siódmym
niebie.
— Trzymajcie się z daleka od gazet po tym
okropnym artykule Skeeter. Napisałam do niej, wiesz, ale nie otrzymałam
odpowiedzi.
— Jestem pewien, że Skeeter dostaje sporo listów
dziennie, matko — wycedził. — I jak sądzę też kilka wyjców.
— Więc jak się czuje? Wyzdrowiała? — dopytywała
Narcyza, patrząc na syna.
Draco opuścił brodę.
— Całkowicie wyzdrowiała, tak.
— Co jej się stało?
Narcyza zmarszczyła brwi, a gdyby Draco nie znał
jej lepiej, pomyślałby, że w jej oczach maluje się prawdziwa troska.
— Wyczerpanie magii — wyjaśnił.
Cicho sapnęła i otworzyła usta, żeby coś
powiedzieć, ale tego nie zrobiła. Przez chwilę panowała cisza, zanim ostrożnie
zapytała:
— Czy to dlatego, że jest mugolaczką?
— Co? — prychnął, marszcząc brwi. — Nie! To
dlatego, że wyczerpała się, robiąc coś, co powinno wymagać co najmniej dwóch
czarodziejów — niezależnie od ich statusu krwi.
— Och — jęknęła. — Dlaczego, u licha, zrobiła coś
takiego?
— Po pierwsze, jest cholerną Gryfonką — mruknął
Draco. — Po drugie Montague i Robards namówili ją do tego. — Westchnął głęboko.
— Rano przed akcją powiedziała im, że na tak dużą operację powinno być co
najmniej dwóch śledczych na miejscu zbrodni, ale wysłali tylko ją. A jako
Hermiona Granger nie chciała ich zawieść. Oczywiście, nie zrobiła tego. Po
prostu o mało nie umarła.
— No cóż — powiedziała Narcyza, delikatnie
klepiąc go po ramieniu — miło z twojej strony, że się nią zaopiekowałeś,
kochanie.
Draco zacisnął szczękę. Nie wszystko poszło
zgodnie z planem, ale nie chciał tego wyjawiać matce. Zrugałaby go tylko za to,
że jest nadąsany i nierozsądny. Nie potrzebował więcej karcenia. Wiedział, że
mógłby spędzić cały tydzień, opiekując się Hermioną i spędzając z nią czas, ale
musiał pozwolić, by duma mu to uniemożliwiła. Bycie swoim najgorszym wrogiem
było dla niego cholernie typowe.
— Powiedz mi, czy ty… spędzasz czas tylko z nią?
Matka posłała mu znaczące spojrzenie.
— Tak — wycedził przez zaciśnięte zęby.
— A ona z tobą?
Ton, jakim wypowiedziała te słowa, świadczył o
jej wahaniu.
Przez to i on zamilkł na moment.
— Chyba tak — mruknął.
— To dlaczego jeszcze tego nie
sformalizowaliście?
— Matko…
— Wiem, że nie chcesz jej wciągać w żadne rozmowy
o małżeństwie — kontynuowała Narcyza, przewracając oczami — ale Draco,
kochanie, jeśli naprawdę ci na niej zależy, mam nadzieję, że będziesz na tyle
pewny siebie, żeby to okazać! Czasy się zmieniają, mówiłam ci. Panna Granger to
bardzo szanowana, młoda kobieta, a jej czyny świadczą o sobie bardziej niż jej
pochodzenie. Nawet to nie jest już modne.
— Więzy krwi nie były modne, matko — mruknął. — Nigdy.
— Chodzi mi o to, że społeczeństwo nie będzie cię
gnębić za to, że pokazujesz się z Hermioną Granger u boku.
— Nie — warknął Draco i zatrzymał się, by
spojrzeć na matkę — ale mogą ją za to
dręczyć. — Prychnął i cofnął się o krok. — Wielu nadal uważa mnie za
czarnoksiężnika i zawsze będę byłym Śmierciożercą. Noszę ten cholerny dowód na
skórze, na Merlina! Ona nie chce być ze mną widziana, matko — fuknął z
frustracji i zacisnął szczękę. — Moja reputacja jest dla niej szkodliwa, jej
przyjaciele mnie nienawidzą. Jest tak uparcie niezależna, a ewidentnie
potrzebuje kogoś, kto by ją wspierał. Mógłbym to zrobić, gdyby tylko mi
pozwoliła.
Wziął głęboki oddech i oparł ręce na biodrach.
Nie wiedział, dlaczego tak się otworzył, ale to mu pomogło. Musiał wyrzucić to
z siebie, bo frustracja niszczyła go od środka.
Wiedział, że coś jest nie tak od chwili, gdy
Potterowa weszła przez kominek. Choć minął zaledwie ułamek sekundy, zanim
zorientowała się, że on tam jest i że całował się z Hermioną, on ją dostrzegł
od razu. A także reakcję Hermiony. Była ponura i zdystansowana. Sposób, w jaki
się od niego odsunęła. Jak się jąkała, tłumacząc, że musi zostać sama. Bolało
go to, że zamykała się w sobie.
Nie zdziwił się, że to ona przez tak długi czas
dźwigała emocjonalny ciężar za przyjaciół; z pewnością nie byli złymi ludźmi —
zapatrzonymi w siebie i nieświadomymi, owszem, ale nie złymi. Nie mogli jednak
rozbroić Hermiony Granger. A może,
pomyślał z goryczą, nie chcieli.
Przypomniał sobie siebie, jak bardzo był
zamknięty w sobie w latach szkolnych, a zwłaszcza po ucieczce ciotki Belli.
Przyjaciele próbowali do niego dotrzeć, ale odmówił. Widzieli, że coś jest nie
tak i nie chcieli tak go zostawiać, ale nie naciskali wystarczająco mocno.
Dopiero gdy Dumbledore umarł, a wojna stała się faktem, załamał się i
powiedział im o wszystkim, i żałował, że nie zrobił tego wcześniej.
Nikt jednak nie wydawał się naciskać na Hermionę.
Być może myśleli, że jeśli nie chce o tym rozmawiać, to nie chce, ale nie
dostrzegli — mimo że byli jej najlepszymi przyjaciółmi przez prawie piętnaście
cholernych lat — że tacy ludzie jak Hermiona potrzebowali bodźca i zapewnienia,
że jej problemy nie będą ciężarem.
Nie byłyby nim dla Draco. Ona nigdy nie będzie
dla niego ciężarem.
— Kochanie — powiedziała cicho Narcyza, głaskając
go po policzku. Przesunęła dłonią po jego ramieniu i chwyciła go za dłoń. —
Jesteś dobrym, cierpliwym, młodym człowiekiem. Z pewnością najlepszym z nas.
Jeśli ona coś dla ciebie znaczy, zrozumie to, a jeśli naprawdę żywisz do niej
tak mocne uczucia, zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby jej to udowodnić.
Niestety, twoja reputacja to jedno, ale zawsze możesz temu zaradzić, mając ją u
swojego boku.
Draco nie odważył się spojrzeć matce w oczy.
Nigdy nie potrafił jej okłamać, nigdy niczego nie ukrywał. Mógł kiedyś tak
myśleć, ale z wiekiem stało się jasne, że nie potrafi. Gdyby teraz na nią
spojrzał, zobaczyłaby, jak bardzo był przerażony.
— Draco — zaczęła niemal szeptem. — Co cię
gryzie?
Westchnął głęboko i zamknął oczy.
— Nigdy w życiu niczego nie pragnąłem tak bardzo
jak jej. Walczyłem z tym przez tyle lat, próbowałem jej nienawidzić i dręczyć,
ale nic nie działało. A potem, nagle… jestem z nią i panicznie się boję, że ją
odstraszę. — Pokręcił głową. — Nie wiem, jak jej powiedzieć, co czuję. Jest
taka silna i krucha jednocześnie, i nie jestem do końca pewien, czy chce czegoś
poważnego — a tym bardziej ze mną.
Narcyza wzięła głęboki oddech i delikatnie
pociągnęła go, by szedł dalej.
— Wiesz, niektóre niezależne kobiety takie są, bo
muszą takie być i nie znają niczego innego. Udowodnij jej, że może na ciebie
liczyć i ci zaufać, a jestem pewna, że jej sympatia do ciebie wzrośnie.
Na jego twarzy pojawił się grymas.
— Twój ojciec chce się z tobą zobaczyć —
oświadczyła. — W czwartek jest dzień odwiedzin i wyraził chęć rozmowy z tobą.
— Dlaczego miałby tego chcieć? — zapytał wyraźnie
zaskoczony Draco. — Dlaczego nie chce rozmawiać z tobą?
Narcyza zaśmiała się.
— Och, chce.
— Spojrzała na niego. — Ale ma też syna, którego bardzo kocha. Syna, z którym
nie rozmawiał od ponad roku.
Draco jęknął i wbił wzrok w ścieżkę przed sobą.
— Nie lubię tam wracać.
— Wiem, kochanie, jest tego świadomy. Zapewne
zrozumiałby, gdybyś odmówił, ale… cóż, myślę, że dobrze by wam zrobiło,
gdybyście się zobaczyli po tak długim czasie.
Draco skinął głową.
— Dobrze. O której?
— O trzeciej po południu.
— Muszę wypełnić jakiś formularz?
— Zrobię to za ciebie, kochanie. Myślisz, że
mógłbyś wyrwać się z pracy?
— Oczywiście, nie będzie z tym problemu.
Westchnął głęboko. Ulga zmieszana z przerażeniem
wypełniła jego ciało na myśl o powrocie do Azkabanu. Tatuaż na szyi swędział, a
kończyny mrowiły. Oczywiście, że chciał zobaczyć ojca i nie byłoby w porządku,
gdyby go ignorowano tylko dlatego, że Draco uważał powrót w to okropne miejsce
za trudny — zwłaszcza że Lucjusz tkwił w tym piekle przez sześć lat z rzędu.
— I, kochanie — dodała Narcyza — on będzie
potrzebował o wiele bardziej konkretnych odpowiedzi na temat twoich intencji
wobec panny Granger.
Draco posłał wzrok w niebo, jęcząc w duchu. Nie
ma wątpliwości, że tradycje czarodziejów czystej krwi niszczą wszystko, co
można nazwać namiętnością. Intencje? Och,
poważnie, czy żyjemy w Erze Regresji?
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona starała się zachować uśmiech na twarzy.
Harry i Ginny gratulowali Ronowi i Vanessie wspaniałych
wieści, jakby o tym nie wiedzieli, a Hermiona udawała, że też gratuluje.
Vanessa pokazała im pierścionek zaręczynowy i był
o wiele piękniejszy niż cokolwiek, co Ron kiedykolwiek kupił Hermionie.
Wyglądał też na drogi. To ją zniesmaczyło. Ron nigdy nie kupował jej dobrego
wina, bo uważał, że jest za drogie i mówił, że „i tak nie czuć różnicy”.
Wszystko było tak obrzydliwie słodkie; Ron
uklęknął na jedno kolano, kiedy zabrał Vanessę na piknik. Powiedział jej, że
nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego do nikogo i że chce spędzić z nią
resztę życia. Że go dopełnia. Że
uratowała mu życie.
Ona, Vanessa,
uratowała mu życie.
Jeśli Vanessa uratowała mu życie, to co, do
cholery, Hermiona robiła odkąd byli dziećmi?
Uśmiechając się tak szeroko, że aż bolały ją
policzki, dopiła resztę wina i nalała sobie kolejny kieliszek.
Ciągle rozmawiali o ślubie. Vanessa chciała ślubu
latem, a Ron uważał, że letnie śluby przynoszą pecha, bo ślub Billa i Fleur
zakończył się katastrofą. Wolał więc zaplanować ceremonię na zimę.
— Boże Narodzenie to moje ulubione święta. —
Uśmiechnął się. — Więc czemu nie uczynić ich jeszcze lepszymi?
Wszyscy się zgodzili i wiwatowali, ale Hermiona
była tak cholernie przytłoczona, że ledwo wiedziała, jak się zachować.
— Kocham cię, Ronnie — zanuciła Vanessa i
przytuliła się do niego.
— Ja ciebie też kocham, Nesso — odpowiedział.
Hermionie chciało się wymiotować.
Mimo że był to niedzielny wieczór, Harry i Ron
udali się do salonu na „męską pogawędkę” przy Ognistej Whisky, podczas gdy
dziewczyny zostały w jadalni z kolejną butelką wina.
— O, Merlinie!
— jęknęła Vanessa z szerokim uśmiechem na twarzy. — Nie mogę w to uwierzyć!
— Jest wspaniale.
Ginny uśmiechnęła się.
Hermiona wzięła tylko kolejny łyk wina. Nie
wiedziała, czy to jej czwarty, czy może piąty kieliszek. Nie obchodziło jej to.
— Ginny, gdzie kupiłaś suknię ślubną? — zapytała
Vanessa.
Ginny krótko, ale rzeczowo opisała miejsce, które
znalazła. Rozmawiały o stylu i cenach, a Vanessa poruszyła brwiami i
powiedziała, że Ron obiecał nie oszczędzać w ich wielki dzień. Sklep
prosperował znakomicie i jej narzeczony
wymarzył sobie coś niezwykłego.
Dla Rona
„niezwykłe” mogło równie dobrze oznaczać zapiekankę pasterską z winem zamiast
octu, pomyślała z goryczą
Hermiona.
Im bardziej opróżniały butelki, tym bardziej ich
rozmowa stawała się lubieżna. Vanessa nie wstydziła się rozmawiać o ich życiu intymnym,
ku przerażeniu Ginny, ale w pewnym momencie zwróciła się do Hermiony. W końcu
była byłą dziewczyną Rona i musiała widzieć, jak tańczył „taniec brzucha”.
Po około dwudziestu minutach rozpływania się nad
umiejętnościami latania Rona i jego namiętnością w łóżku po dobrym meczu
Quidditcha, zachichotała dziewczęco i powiedziała:
— No cóż, on jest bardzo przystojny, nawet jeśli
nie przypomina Olivera Wooda ani Blaise’a Zabiniego — ani, na Merlina, Draco Malfoya! Och, wyobraźcie sobie,
gdyby tak wyglądał!
Przygryzła wargę w rozmarzonym wyrazie twarzy, a
Hermiona była bliska wyplucia trunku. Zerkając na Ginny, miała wrażenie, że ta
zaraz zrobi to samo.
Vanessa odwróciła się do Hermiony z chytrym
uśmieszkiem i powiedziała:
— Daj spokój, Hermiono! Z pewnością chciałabyś w końcu kogoś mieć?
Gdyby Granger dostawała galeona za każdym razem,
gdy ktoś próbował ingerować w jej życie miłosne, nie byłaby bogata, ale z
pewnością miałaby kilka galeonów w zapasie. Miała już dość ciągłego
dopytywania, czy chciałaby kogoś poznać. Pragnęła spojrzeć Vanessie prosto w
oczy i powiedzieć, że ze wszystkich ludzi pieprzy
Draco Malfoya; chciała jej powiedzieć, że śniła o nim zeszłej nocy. Mogłaby
jej opowiedzieć, jak gonił ją we śnie, jak ją złapał i przerzucił przez stół w
ciemnej celi. Mogłaby jej opowiedzieć, jak potem dotykał ją palcami w
rękawicach i mówił: Bądź grzeczną szlamą
i rozsuń nogi przede mną, po czym wyciągnął swojego potężnego kutasa i
bezlitośnie ją pieprzył. Wtedy mogłaby usunąć wszystkie uroki i pokazać ślady,
które jej zostawił, udowadniając, że pieprzy ją równie bezlitośnie również w
prawdziwym życiu.
Mogła jej to wszystko powiedzieć, zgorszyć ją ponad
wszelką miarę, ale może to nie był najlepszy czas na taką rozmowę. Miała jednak
dość tego nonsensu. Powiedzenie jej prawdy z
pewnością by ją uciszyło.
Nie wiedziała, czy to wina nadmiaru alkoholu, czy
przekroczenia limitu, który został osiągnięty godzinę temu, ale zwróciła się do
Vanessy i powiedziała:
— Właściwie to z kimś się spotykam.
To przykuło uwagę Ginny.
Vanessa rozpromieniła się jak choinka.
— Naprawdę? Kto to jest?
— Zwykły facet — odpowiedziała Hermiona skromnie
i wzruszyła ramionami. — Przystojny, całkiem dobrze sytuowany finansowo, a seks
jest absolutnie niesamowity.
Ginny zachichotała, chowając twarz w dłoniach, a
Vanessa sapnęła.
— Nie bądź taka skryta! — krzyknęła blondynka. —
Powiedz nam!
Ale Hermiona się tylko uśmiechnęła.
— Nie. Lubię odrobinę tajemnicy.
— Ale skąd możemy wiedzieć, że ten Tajemniczy
Mężczyzna w ogóle istnieje? — dopytywała Vanessa, odchylając się na krześle.
Bełkotała coś, a jej policzki poczerwieniały od wina. — Zaledwie kilka miesięcy
temu mówiłaś, że nie masz czasu na takie rzeczy, z teraz nam wmawiasz, że kogoś
poznałaś? To coś poważnego?
— Po prostu się pieprzymy — odparła, ale poczuła
ogromną chęć przyćmienia Vanessy i jej Ronniego.
— Ale na Kirke, on jest niesamowity! I, Boże, ten jego kutas! — Pochyliła się
nad stołem i zniżyła głos. — Kiedy ludzie mówią, że rozmiar nie ma znaczenia,
najwyraźniej nie byli z kimś wartym uwagi. — Ośmielona oszołomioną miną
Vanessy, gdy zademonstrowała rozmiar Draco, mierząc przestrzeń między dłońmi,
dodała: — Przysięgam, nigdy w życiu
nie miałam tyle orgazmów w ciągu jednej nocy, co z nim. Nie odpuści, dopóki nie
dojdę co najmniej dwa razy, a to tylko gra wstępna! To się nazywa hojny kochanek.
— Dwa razy?
Oczy Vanessy się rozszerzyły, a Ginny uśmiechnęła
się maniakalnie.
— Co
najmniej.
Hermiona skinęła głową. Czuła mściwą satysfakcję;
Ron nie miał szans z Draco, jeśli chodzi o seks. A właściwie w czymkolwiek,
jeśli się nad tym zastanowić.
Przyszła pani Weasley upiła duży łyk wina i
nachyliła się do Hermiony, a w jej głosie było słychać desperacką ciekawość.
— Co? Niby przypadkiem spotkałaś faceta, który jest aż tak dobry?
Hermiona wzruszyła ramionami i upiła łyk wina.
— Trochę podróżował w przeszłości. Był we Francji
przez jakiś czas. To stary znajomy, spotkaliśmy się pewnego wieczoru, gdy byłam
w pubie. Bardzo chciał mi pokazać
wszystkie nieprawe rzeczy, których się nauczył.
— Jakie rzeczy? — pisnęła Vanessa, a jej oczy
błysnęły.
— Tak, Hermiono — Ginny zachichotała, patrząc na
nią psotnym wzrokiem — jakie rzeczy?
Nie przejmując się palącą ciekawością Ginny,
Hermiona spojrzała prosto na Vanessę. Wiedziała, że nie wypada poruszać tematu
braku seksualnych umiejętności Rona w wieczór ich zaręczyn, ale w tamtej chwili
nie potrafiła się tym przejąć.
Wzruszyła ramionami.
— Cóż, lubi mnie wiązać, krępować nogi i ręce —
biczami, łańcuchami i całą resztą — i robi taką dziwną sztuczkę, że doprowadza
mnie do tak mocnego orgazmu, że widzę gwiazdy, zanim jeszcze zrzuci z siebie
choć jedną część ubrania.
Vanessa szeroko otworzyła oczy, a Ginny zaczęła
obgryzać palce.
Hermiona natomiast zakręciła winem w kieliszku.
— Oczywiście, zawsze nosi nienaganne garnitury.
Eleganckie, szyte na miarę, drogie; zawsze wiem, że jest poważny, gdy podwija
rękawy. I jest zbudowany jak bóg! — Upiła łyk, rozkoszując się mieszaniną
podziwu i zazdrości na twarzy Vanessy. — I, no wiesz, mając taki sprzęt, zawsze
upewnia się, że jestem na niego gotowa. — Westchnęła dramatycznie i
marzycielsko, opierając brodę dłoni. — Może mnie lizać przez, jak mi się
wydaje, wieczność i uwielbia to.
— N-naprawdę?
To cichy, niemal rozdzierający serce ton głosu
Vanessy uświadomił Hermionę, co próbuje zrobić. Odchrząknęła i dodała:
— No wiesz, on jest raczej… kontynentalny.
Vanessa przełknęła ślinę i skinęła głową, po czym
dopiła wino i dolała sobie ponownie.
— Tak, jasne. Anglicy tak nie robią.
Ginny natychmiast spojrzała na swoje paznokcie, a
Hermiona przygryzła wargę. Vanessa wyglądała na nieco zaniepokojoną, upijając
kolejny łyk wina.
A więc
Ron się nie zmienił, pomyślała
Hermiona. Nie chodziło o nią — tylko
o niego. Nie lubił robić dziewczynom minety i choć samo to nie stanowiło powodu
do krytyki, Hermiona mogła dać sobie rękę uciąć, że spodziewał się, że Vanessa
mu obciągnie. Tak było z Hermioną, a nawet miał czelność komentować jej
technikę. Była albo zbyt ostrożna, albo niewystarczająco ostrożna; zbyt powolna
lub zbyt szybka. Z jakiegoś powodu nawet współczuła tej dziewczynie.
— Wiesz — powiedziała Hermiona, poddając się
własnemu sumieniu — on nie zamierza mi się oświadczać, ani nic z tych rzeczy. —
Westchnęła. — Właściwie myślę, że jestem ostatnią osobą, którą chciałby
poślubić.
Vanessa zdawała się ożywić i posłała Hermionie
swoje firmowe współczujące spojrzenie.
— Dlaczego tak uważasz? Jesteś taka śliczna!
— Powtórzę to po raz kolejny — mruknęła, powoli
mrugając. — Nigdy nie powiedziałam, że jestem brzydka. On jest po prostu
zamożnym człowiekiem i musi dbać o swój wizerunek.
Vanessa przechyliła głowę na bok, obdarzając ją
tym okropnym, żałosnym uśmiechem i powiedziała:
— Och, nie martw się, Hermiono. Ty też kogoś
znajdziesz. Jeśli będziesz wystarczająco cierpliwa, znajdziesz swojego
Ronniego. Jestem tego pewna.
Hermiona uśmiechnęła się boleśnie, chociaż w
głębi duszy chciała umrzeć.
~*~*~*~*~*~*~*~
W poniedziałek rano bolała ją głowa. To był błąd,
że wypiła tyle wina poprzedniego wieczoru, ale jak miała przebrnąć bez alkoholu
przez niekończące się wywody Vanessy o „uroczych piegach” Rona i o tym, jak
marszczył nos, gdy intensywnie o czymś myślał?
Ale zdecydowanie przesadziła. I za dużo wypaplała. Wpatrując się rano
w filiżankę z kawą, żałowała wszystkiego, co powiedziała poprzedniego wieczoru.
Co ją opętało, że w ogóle wyjawiła tak wiele o swojej relacji z Draco? Nie żeby
Vanessa wiedziała, że to o nim mowa,
ale mimo to — a co gorsza — zrobiła to, by się zemścić na Ronie, raniąc
Vanessę. Pamiętając spojrzenie dziewczyny, domyśliła się, że Ron wciąż jest tak
samo mało doświadczony, jak wtedy, gdy był z Hermioną, i niesprawiedliwie
byłoby z jej strony wypominać to przy Vanessie.
Ciche miauknięcie Krzywołapa wyrwało ją z
zamyślenia i spojrzała w żółte oczy kota, który siedział na blacie. Uśmiechnęła
się.
— Krzywołap, wiesz, że nie powinieneś tu być.
Kot znowu zamiauczał.
Westchnęła.
— Wiem, wiem. Powinnam przeprosić. Ale jak mam to
zrobić? Wysłać jej sowę o treści Przepraszam,
że wypomniałam to, że twój narzeczony jest kiepski w łóżku? — Prychnęła i
wzięła łyk kawy. Wciąż była gorąca, ale gorzki smak to rekompensował. — Jeśli
Ron jest teraz w innym etapie życia, a taką mam nadzieję, może będzie podatny
na krytykę.
Krzywołap zamachał puszystym ogonem i warknął z
dezaprobatą.
— Tak — mruknęła. — Wiem, że nigdy nie przepadał
za krytyką, ale ma już dwadzieścia cztery lata! I niedługo się żeni!
Kiedy to powiedziała, zrobiło jej się niedobrze.
Ron brał ślub, ale nie z nią.
Wzdychając głęboko, oparła się o blat.
— Wiesz, może to wcale nie chodziło o niego. Może
to ja. A raczej my. Może po prostu nie pasowaliśmy do siebie. On i Vanessa
mogliby. Powinnam się cieszyć ich szczęściem. Jest moim najlepszym
przyjacielem! Powinnam była go przytulić, pocałować i powiedzieć mu, jak bardzo
się cieszę, że znalazł miłość! — jęcząc, rzuciła kubek na blat. — Krzywołap,
czemu nie potrafię się cieszyć jego szczęściem?
Kot tylko polizał swój nos i powoli mrugnął.
Z torebki w salonie dobiegł dźwięk jej telefonu.
Zacisnęła szczękę i poszła sprawdzić, kto to.
Jak
minął ci wczorajszy wieczór? — DM
Hermiona poczuła ucisk w sercu. Czemu wszystko
musiało się wydarzyć w tym samym czasie? Czemu Ron musiał się zaręczyć akurat
wtedy, gdy ona zmagała się z nieuzasadnionymi uczuciami do Draco Malfoya? To nie było sprawiedliwe i nie wiedziała, czym sobie
na to zasłużyła. Wzięła głęboki oddech i odpisała.
Okropnie.
Ron tam był ze swoją dziewczyną. Wypiłam trochę za dużo. Jak twój wieczór? — HG
Umyła zęby i poprawiła włosy, czekając na
odpowiedź. Telefon zabrzęczał akurat wtedy, gdy szła korytarzem do swojej
sypialni.
Drinki w
niedzielny wieczór? W sumie może masz w sobie coś ze Ślizgonki.
Nie mogła powstrzymać chichotu.
Nie
sądzę, żeby Domy miały znaczenie, gdy stajesz twarzą w twarz z „Nessą” i
„Ronnim”.
Uważaj,
bo zwymiotuję śniadanie.
Trochę
współczucia, dziękuję.
Tak,
jakie to niegrzeczne z mojej strony. Oczywiście, musiałaś to zapić.
Hermiona uśmiechała się, ubierając się tego
ranka, a kiedy wrzuciła proszek Fiuu do kominka, uświadomiła sobie, że nawet
się spóźniła. Od lat jej się to nie zdarzyło, ale tego ranka nie potrafiła się
tym przejąć. Wciąż bolała ją głowa, skończył jej się ibuprofen, a nie miała
żadnych eliksirów, które ukoiłyby jej ból albo wyleczyły kaca.
Potter uśmiechnął się do niej sugestywnie, gdy
przechodziła obok jego boksu i powiedział:
— Ciężki poranek?
— Odwal się, Harry — mruknęła, piorunując go
wzrokiem.
Zaśmiał się i wstał z krzesła, żeby zerknąć przez
przegrodę.
— Wybacz, nie chcę ci psuć poranka, ale Malfoy
wpadł kilka minut temu. Powiedział, że zostawił coś na twoim biurku. Nadal
pracujesz nad tą sprawą z domu wilkołaków?
Hermiona zamrugała, oszołomiona.
— Był tutaj? Czego… czego chciał?
Harry wzruszył ramionami.
— Zostawił jakieś akta czy coś, nie wiem. Nadal
pracujesz nad tą sprawą?
Zmarszczyła brwi.
— Ja… nie. Nie wiem. Nie miałam czasu z nim o tym
porozmawiać. W ogóle go nie było w zeszłym tygodniu.
— Nie, chyba miał jakieś specjalne zadanie —
mruknął.
Hermiona zmrużyła oczy i podeszła bliżej,
zniżając głos.
— Co to za specjalne zadania, Harry? Jak to możliwe,
że on może znikać na cały tydzień, gdy prowadzimy śledztwo w sprawie Greybacka?
Zacisnął szczękę i rozejrzał się dookoła.
— Nie wiem, Hermiono, ale mówiłem ci, żebyś się w
to nie mieszała. Nawet ja nie chcę wiedzieć.
Uniosła brew.
— Harry Potter nie chce wiedzieć, co knuje Malfoy? — Cofnęła się o krok, prychając.
— W ogóle w to nie wierzę.
— Cóż, wierz, w co chcesz. Planuję zostać Głównym
Aurorem i nie chcę niczego narażać.
— Ale nie rozumiem — powiedziała Hermiona i
zanurkowała do jego boksu. — Dlaczego tak niechętnie rozmawiasz o tych specjalnych zadaniach?
Harry zerknął na nią gniewnie, poprawiając
okulary.
— Bo kiedy Auror dostaje specjalne zadanie, Hermiono, jest ono tak tajne, że nawet jego szef nie wie, o co chodzi… — Zniżył głos
do ledwo słyszalnego szeptu. — To prawdopodobnie ma coś wspólnego z bardzo,
bardzo poufnymi operacjami. Tak naprawdę nic o tym nie wiem, ale domyślam się,
że działa pod przykrywką lub pod własnym nazwiskiem. Cokolwiek to jest, nikt
nie powinien wiedzieć. Nikt. Więc
zostaw to w spokoju.
Hermiona prychnęła i wygładziła spódnicę.
— Dobra. Po prostu go zapytam.
Harry uniósł brew.
— Ty? Z
własnej woli chcesz porozmawiać o tym
z Malfoyem?
— Dlaczego nie?
Wzruszyła ramionami.
Harry uśmiechnął się szeroko.
— Chętnie bym to zobaczył. Tylko poinformuj mnie
wcześniej, żebym mógł obstawić, które z was szybciej polegnie, dobrze?
Hermiona zmarszczyła brwi i parsknęła śmiechem,
po czym skierowała się do swojego gabinetu.
— Harry Potterze, to strasznie dziecinne.
Usłyszała tylko jego chichot, zanim zamknęła
drzwi i rzuciła torebkę z koralikami i płaszcz na krzesło w kącie.
Zerknęła na biurko i zauważyła piękną,
karmazynową różę, szklaną fiolkę i karteczkę, którą od razu podniosła i
przeczytała treść.
Orzeźwiający
eliksir na kaca z moich prywatnych zapasów. I tak, możesz dostać recepturę,
jeśli będziesz grzeczną dziewczynką. — DM
Coś ciepłego zatrzepotało jej w brzuchu i szybko
schowała liścik do kieszeni. Z porcelanowego wazonu usunęła kilka wyblakłych
plastikowych kwiatów i włożyła do niego różę. Była przepiękna i sprawiła, że
jej całe ciało zadrżało.
Powoli opadając na fotel biurowy, obserwowała
fiolkę. Płyn był perłowy, a kiedy go otworzyła, poczuła zapach wiosennych
kwiatów i świeżej bawełny. Pachniał przyjemnie, ale nie tak, żeby go pić;
bardziej przypominał delikatny detergent albo luksusowe mydła.
Marszcząc brwi, wypiła zawartość. Nie smakował
jak mydło. Właściwie, prawie w ogóle nie miał smaku. Poczuła, jak spływa po
gardle, a w piersi rozlało się dziwne, ale nie nieprzyjemne uczucie. Już po
chwili czuła się świetnie. Ból głowy minął, ospałość była tylko wspomnieniem, a
nawet poczuła się trochę lepiej na myśl o swoim wczorajszym paplaniu.
Och, na pewno będzie grzeczną dziewczynką i
dostanie od niego recepturę.
~*~*~*~*~*~*~*~
Harry zapytał, czy chciałaby z nim pójść do
kawiarni kupić coś do jedzenia, ale odmówiła. Miała za dużo pracy, przeglądając
raporty o zaginięciach, którymi Scotland Yard podzielił się z Ministerstwem.
Zaproponował, że jej coś kupi i zostawił ją samą.
Niecałe pięć minut później Hermiona usłyszała
pukanie do drzwi. Podnosząc wzrok, zobaczyła Draco opartego o framugę. Wróciła
myślami do jego pierwszego dnia w Biurze Aurorów i serce podskoczyło jej do
gardła. Uśmiechał się uroczo, trzymając ręce w kieszeniach spodni. Miał nawet
na sobie trzyczęściowy garnitur, tak jak tamtego dnia.
— A więc nie masz ochoty na lunch? — zapytał,
wchodząc swobodnie do jej gabinetu i zamykając za sobą drzwi.
— Nie. — Westchnęła Hermiona i wskazała na swoje
biurko. — Mam za dużo na głowie. Muszę znaleźć wzór na Greybacka…
— Granger. — Ton jego głosu był ostrzegawczy, ale
na Merlina, jak ją to rozpaliło! Zerknęła na niego i zobaczyła, że jego oczy są
ciemne. Zręcznym ruchem nadgarstka zamknął drzwi i rzucił na pokój zaklęcie
wyciszające. — Jest pora lunchu. Potem możesz wrócić do pracy.
Przełknęła ślinę, opierając dłonie na kolanach.
— Cóż, zamknąłeś drzwi, więc nie mogę wyjść. Co
mogę na to poradzić?
Jego uśmieszek nabrał złowrogiej nuty. Draco
spojrzał na jej biurko i machnął różdżką. Wszystkie jej papiery uniosły się i
wylądowały w równych stosikach na podłodze, wazon z różą stanął na szafce na
dokumenty, a jego wzrok wrócił do niej.
— Miałaś kiedyś orgazm w pracy, Granger?
Zaparło jej dech w piersiach.
— Co?
Spojrzał na nią beznamiętnie.
— Orgazm. W pracy. Miałaś kiedyś?
— N-nie!
Uśmiechnął się ironicznie i uniósł brwi.
— Tak myślałem.
— Co, ty
miałeś? — załkała.
— Spuszczałem się w pracy? — Zaśmiał się. — Wiele
razy.
Opadła jej szczęka.
— Naprawdę?
Uniósł brew, a jego uśmiech się poszerzył.
Zanucił, muskając dolną wargę zębami, gdy na nią patrzył.
— Wiesz, twoje krótkie spódniczki bardzo mnie
kręcą. Nie mogę się powstrzymać.
Ledwo mogła oddychać, czując rozpalający się żar
między nogami. Sama myśl o czymś takim w biurze była po prostu… podniecająca.
Jego oczy nagle stały się wymagające.
— Na biurko, Granger. Jeszcze nie jadłem lunchu.
Zalała ją fala gorąca, policzki poczerwieniały.
— T-tutaj?
Uniósł tylko brew, prowokując ją do wykonania
zadania.
Z trudem przełknęła ślinę, czując, jak pot spływa
po jej dekolcie.
— Jak… jak mnie chcesz, mój panie?
Stęknął głęboko, podchodząc. Stając obok niej,
gestem wskazał, by usiadła na biurku, podczas gdy on zdejmował marynarkę.
Przygryzła wargę i ostrożnie wspięła się na
biurko, kiedy Draco usiadł na jej krześle, tuż przed nią. Ciężko oddychała,
brzuch dziko trzepotał, a jego oczy wpatrywały się w niego, gdy podwijał rękawy
czarnej koszuli. Jego spojrzenie było niebezpieczne i kuszące, i aż sapnęła,
gdy objął dłońmi jej łydki, powoli zaczynając je pieścić.
— Zakładam, że cały ranek ciężko pracowałaś —
mruknął, powoli wsuwając dłonie pod rąbek jej spódnicy. Nie była obcisła,
dzięki Merlinowi. — Myśląc, kombinując i łącząc fakty.
— T-to moja praca — wyszeptała i musiała oprzeć
się na dłoniach, by się uspokoić.
Posłał jej surowe spojrzenie spod zmarszczonych
brwi i pochylił się, by rozchylić jej kolana.
— Nie w czasie lunchu.
Jego oddech był gorący na wewnętrznej stronie jej
ud, więc wstrzymała oddech, gdy delikatnie pocałował jej wrażliwą skórę. Po
pocałowaniu drugiego uda, podciągnął jej spódnicę na biodra, przysuwając
Hermionę ku sobie.
O mało nie upadła na łokcie, mając zaschnięte
usta.
Draco sięgnął po jej majtki, zachęcając ją, by
uniosła biodra, żeby mógł je zdjąć. Przygryzła wargę, a on ściągnął je z jej
nóg, aż na buty, w przerażająco wolnym tempie, finalnie zrzucając je na
podłogę.
— Postaw obcasy na biurku — rozkazał ponuro, a
Hermiona o mało nie odmówiła. To było zbyt intymne, zbyt krępujące, obnażać się
przed nim w ten sposób, w jej gabinecie!
Ale kiedy to zrobiła, rozsuwając przy tym kolana i cipkę, uśmiechnął się. —
Grzeczna dziewczynka.
Hermiona jęknęła cicho i odchyliła głowę, gdy
pocałował jej łechtaczkę. Był to słodki, niemal dżentelmeński pocałunek. Potem
warknął i objął ją ramionami wokół ud, obejmując ustami i pożerając.
Oparła się na łokciach, jej włosy opadły na
krawędź biurka.
— K-kurwa…
Zamruczał, wysysając z niej podniecenie.
— Jesteś rozkoszna, kochanie.
Hermiona nie mogła wykrztusić ani słowa, gdy
poruszał ustami, całując, liżąc i ssąc. Zamknęła oczy i odchyliła głowę, a jej
szczęka opadła. Mimo że w pomieszczeniu panowała cisza, starała się stłumić
jęki. Nie było to łatwe, zwłaszcza gdy robił ten trik z płaskim językiem po
spodniej części łechtaczki, usztywniając ją dokładnie tak, że jej uda drżały.
— Draco, o Boże! — wyszeptała i opadła na plecy.
Sięgnęła do jego głowy między swoimi udami, wplatając palce w jego włosy. —
Draco, ja… ja dochodzę!
Przyciągnął ją bliżej siebie, obejmując biodra i
utrzymując tak mocny rytm, jak to tylko możliwe.
Całe ciało Hermiony napięło się i wygięło nad
drewnianą powierzchnią; sutki stwardniały pod stanikiem, i nie mogła
powstrzymać krzyku, gdy doszła z oślepiającym wytryskiem.
Wciąż ją całował, wciąż ssał jej wargi, gdy
opadła na biurko, zadowolona i wniebowzięta. Jego uwaga nie osłabła od razu,
mimo że ruchy języka stały się leniwe, a dźwięki wilgotne od jej orgazmu.
W końcu Draco zaśmiał się, skubnął ją w udo, po
czym wstał i postawił ją na nogi. Jej kolana drżały, serce waliło jak młotem i
patrzyła na niego jak oniemiała.
— To było… — zaczęła, ale musiała przełknąć
ślinę. — To było niesamowite. Dziękuję.
Jego oczy błysnęły, źrenice niemal pochłonęły
szarość jego tęczówek.
— Och, mała Szlamo, jeszcze nie skończyliśmy. —
Chwycił ją za biodra, obrócił ją, zmuszając do krzyku. Mocno kładąc dłoń na jej
szyi, warknął: — Pochyl się, rozstaw stopy.
Hermiona z zadowoleniem poczuła ucisk w piersi.
Przerażenie tylko spotęgowało to doznanie, jak zauważyła, i powoli pochyliła
się nad biurkiem. Poprowadził ją stanowczo, przyciskając policzek do drewna,
wciąż ciepłego od jej ciała. Nie był delikatny i Hermiona dziękowała za to
bogom.
— Ręce na plecy — rozkazał, a ona posłuchała.
Poczuła, jak zaklęcie wiążące oplata jej
nadgarstki, i jęknęła, gdy uniósł jej spódnicę ponad jej nagi tyłek.
— Harry przyjdzie z czymś do jedzenia dla mnie —
wyszeptała.
— Będzie musiał poczekać, aż z tobą skończę —
powiedział krótko Draco i odpiął pasek.
Pchnięcie odebrało jej dech w piersiach, gdy
wsunął się do środka. Poczuła łzy w oczach. Kolejne mocne pchnięcie sprawiło,
że krawędź biurka wbiła się w jej kość biodrową. Było to niewygodne, wręcz
bolesne — i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu.
Po trzecim pchnięciu zamknęła oczy i jęknęła:
— Pauza!
Draco wysunął się, ciężko oddychając za nią.
— Co się stało?
— To… to biurko — powiedziała potulnie. —
Krawędź…
Przełknęła ślinę i poruszyła biodrami.
Jego dłonie pieściły jej pośladki i biodra;
usłyszała, jak szepta zaklęcie amortyzujące, a krawędź nagle wydała się miękka
i plastyczna.
— Lepiej?
Skinęła głową.
— T-tak, dziękuję. Znacznie lepiej.
— Dobrze — mruknął, wciąż czule ją pieszcząc, a
jego uścisk teraz był zupełnie inny niż wcześniej. — Dziękuję, że mi
powiedziałaś, Hermiono. Mogę kontynuować?
— Tak.
Stęknął; w sekundę jego uścisk znów stał się
szorstki, a dłonie chwyciły jej biodra w stalowe imadło, zanim zatopił się w
niej.
Sapnęła w blat.
Merlinie, jak dobrze było mieć go w sobie!
Dźwięki, które wydawali, odgłosy ich mokrego zbliżenia, stukot biurka o
drewnianą podłogę, uczucie jego kutasa wbijającego się w nią, kajdany na
nadgarstkach; Hermiona prawie zapomniała, gdzie są i pozwoliła, by jej krzyki
rozbrzmiały w całym pomieszczeniu. Pieprzył ją z determinacją, wbijając ją w
biurko i dziękowała Kirke za zaklęcia amortyzujące i wyciszające.
Stanęła na palcach, jej nogi kołysały się przy
każdym pchnięciu, i czuła, jak jej własne podniecenie spływa z nabrzmiałej
cipki; ogień przeszył całe jej ciało, od czubków palców u stóp aż po czubek
głowy, a nieustanna stymulacja najgłębszego punktu sprawiała, że sznur zaciskał
się i zaciskał, aż pękł w druzgocącym zachwycie.
Wołała jego imię, powtarzała je, gdy jej nogi
drżały niekontrolowanie. Poruszał się, wciąż uderzając biodrami w jej ciało, aż
i on doszedł z jękiem. Rozlał się w niej, kiedy się pochylił i nawet czuła jego
pulsowanie w sobie. Doznanie było równie niebiańskie, co dekadenckie, i była
wdzięczna samej sobie, że nie przestała przyjmować swoich comiesięcznych
eliksirów.
Ciepły oddech musnął jej loki, gdy skończył.
Skrzywiła się, kiedy się wycofał, a sperma spływała po jej nogach. Słyszała,
jak zapina spodnie i pasek, zanim puścił jej nadgarstki i delikatnie pomógł jej
wstać.
— Wszystko w porządku? — zapytał, kładąc dłonie
na jej ramionach.
— Tak. — Uśmiechnęła się i oparła o jego pierś. —
Czuję się świetnie.
— Dobrze — mruknął, całując ją w czubek głowy.
Odwróciła się do niego twarzą, gdy schylił się,
by podnieść bawełniane majtki, które odrzucił na bok. Kucając, gestem wskazał,
by je założyła, a ona, wspierając się na jego silnych ramionach, podniosła
jedną stopę po drugiej. Powoli i rozważnie wciągnął jej majtki przez łydki i
kolana, ale sapnęła, gdy dotarł do ud.
— Czekaj! — powiedziała i rozejrzała się za
różdżką.
— Nie — odparł surowo, a ona wpatrywała się w
niego z zaskoczeniem. Jego oczy były ciemne. — Chcę, żebyś dzisiaj tak
chodziła, ociekając mną.
— Jesteśmy w pracy,
Draco! — wysapała.
Jego twarz była pełna powagi, gdy wstał.
— Nie pozbędziesz się mojej spermy, dopóki ci na
to nie pozwolę. Zrozumiano?
Hermiona przełknęła ślinę i zamrugała. Czy on,
kurwa, mówił serio?
Wykręcił szczękę, patrząc na nią spode łba.
Spojrzenie było elektryzujące, zdradliwe — i cholernie hipnotyzujące. Och, mówił poważnie. Coś zamigotało w jej
piersi, ściskając kręgosłup, strach zmieszał się z podnieceniem; to było to
samo uczucie, które towarzyszyło jej, gdy po raz pierwszy w życiu jechała
kolejką górską, to hipnotyzujące uczucie strachu i radości, gdy spadała w dół,
by zaraz potem wystrzelić w górę. Część jej chciała mu się przeciwstawić, a
część bała się to zrobić.
Skinęła lekko głową.
— Tak, mój panie.
Jego rysy złagodniały, ale nie do końca.
Wyciągnął do niej rękę, pogłaskał ją po brodzie i mruknął:
— Grzeczna dziewczynka.
Potem pochylił się, by ją pocałować.
O tak, Hermiona uwielbiała jego pocałunki. Do tego
stopnia, że zupełnie nie przejmowała się tym, że jego sperma już przesiąka
przez majtki; dopóki nie przestanie jej całować, wszystko będzie dobrze. Ale
przestał i odsunął się z uśmieszkiem.
Przeczesując dłonią swoje wystylizowane włosy,
powiedział:
— Czekaj na moje instrukcje.
Zaklęciem przeniósł wszystkie jej dokumenty na
biurko, po czym opuścił rękawy, ponownie zakrywając swój Mroczny Znak, i włożył
marynarkę. Podszedł do drzwi, jednym ruchem ręki usunął jej wytrysk ze swoich
ust i zdjął zaklęcia rzucone na pomieszczenie. Gdy tylko położył dłoń na
klamce, odwrócił się i powiedział:
— Upewnij się, że dobrze się odżywiasz i
nawadniasz. Zrozumiano?
Przełknęła ślinę.
— Tak, panie.
— Szybko się uczysz, Granger — mruknął.
Kiedy otworzył drzwi, Harry stał po drugiej
stronie progu, trzymając w dłoniach croissanta i kubek z kawą.
Hermiony serce zamarło i szybko wygładziła włosy
i ubranie, by nie wyglądać na niechlujną.
— Potter — przywitał się Draco i skinął głową,
zanim wyszedł z gabinetu.
Harry stał w drzwiach, patrząc na blondyna z
uniesionymi brwiami. Kiedy wszedł do środka, jego brwi sięgały prawie do linii
włosów.
— O co chodziło? Nic ci nie jest? Wyglądasz na
trochę zdenerwowaną?
Postawił kubek i serwetkę z rogalikiem na tym
samym biurku, na którym właśnie ją wypieprzono, i przeniósł torebkę oraz
płaszcz z jej dodatkowego krzesła, po czym usiadł.
Hermiona wpatrywała się w blat, a jej myśli
gorączkowo szukały odpowiedniego wytłumaczenia. Czemu była taka zdenerwowana,
przez przebywanie z Draco Malfoyem za zamkniętymi drzwiami? Dlaczego? Dlaczego?
Och, to
nic takiego. Po prostu wziął mnie od tyłu na biurku i pieprzył na ślepo, po tym
jak mnie wylizał. Racja. Tak. To
powinno wystarczyć.
Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się do niego
boleśnie.
— My… pokłóciliśmy się. Jak zwykle. — Machnęła
lekceważąco ręką i usiadła na fotelu. Wciąż czuła ich zapach, zapach seksu, i
modliła się w duchu, żeby Harry tego nie dostrzegł. — To nic takiego, serio.
Brwi Harry’ego wciąż nie opadły.
— Pytałaś go o… no wiesz?
— Nie.
Pokręciła głową i sięgnęła po kubek z kawą.
— Hermiono. — Głos Harry’ego był teraz
przesiąknięty troską. — Trzęsiesz się. Co ci powiedział?
— Nic!
Hermiona zaśmiała się, ale wiedziała, że to brzmi
sztucznie.
Zielone oczy przyjaciela tylko zmierzyły ją
wzrokiem.
— Naprawdę, Miona. Mam go dopaść i przekląć? Bo
mogę!
— Nie. — Westchnęła, kręcąc głową. Odłamując
kawałek rogalika, dodała: — Ja… właściwie go o to zapytałam, ale nie był
zadowolony, jak możesz sobie wyobrazić. Zbeształ mnie i kazał trzymać się od
tego z daleka. Zrobił się trochę niemiły, ale nie powiedział niczego, czego
wcześniej nie słyszałam. To wszystko.
Zmrużył oczy i obserwował ją przez chwilę, po
czym westchnął i wzruszył ramionami.
— Jakoś mnie to nie dziwi.
— Oczywiście też powiedziałam mu, co o tym myślę!
— prychnęła, wpychając sobie kawałek wypieku do ust.
Harry parsknął śmiechem.
— Och, nie wątpię. Był cholernie czerwony, kiedy stąd wychodził! —
Pokręcił głową i skrzyżował ręce, uśmiechając się szeroko. — Szczerze mówiąc,
trochę to dziwnie na nim wyglądało. Rany, Miona, nigdy się nie zmieniaj.
Hermiona mogła tylko posłać mu lekki uśmiech,
czując spermę Draco między swoimi udami.
~*~*~*~*~*~*~*~
Nie minęło wiele czasu od momentu, gdy dotarła do
mieszkania tego popołudnia, zanim usłyszała wibrujący telefon.
Czy
wykonałaś moje polecenia? — DM
Hermiona przygryzła wargę, czując wciąż lekko
wilgotny klin między udami.
Tak, mój
panie.
Grzeczne,
małe zwierzątko. Jak się dzisiaj czułaś?
Upokorzona,
ale podniecona.
Za
bardzo?
Nie, ale
moje tętno nie wróciło do normy przez całe popołudnie.
Niewielka
cena. Gotowa na kolejne zadanie?
Co mam
zrobić, mój panie?
Chcę,
żebyś wzięła długą i relaksującą kąpiel, zanim zrobisz cokolwiek innego. Możesz
to dla mnie zrobić?
Oparła się o ścianę w kuchni z głupkowatym
uśmiechem na ustach. Czytając jego słowa raz po raz, ledwo mogła uwierzyć, że
to jego polecenie. To było takie… słodkie.
Tak,
panie.
Grzeczna
dziewczynka.
Pozwolenie sobie na długą, gorącą kąpiel przed
zrobieniem czegokolwiek było niemal niespotykane. Zwykle wykonywała dodatkową
pracę, karmiła Krzywołapa, robiła sobie kolację, zmywała naczynia, czytała
książkę i potem brała kąpiel — jeśli miała na to czas. Poza tym szybki prysznic
był zazwyczaj najbezpieczniejszą opcją. Kąpiel zaraz po powrocie z pracy była
zaskakująco samozadawalająca. Ale nie czuła się tak, jakby robiła to tylko dla
siebie. Po prostu wykonywała polecenia Draco. Dziwne było to, że nie czuła się
tak, jakby robiła to dla niego, ale
raczej, jakby to on robił to dla niej.
To było obce uczucie, takie, które sprawiało, że nawet palce u stóp ją mrowiły,
gdy siedziała w ciepłej wodzie, otoczona pianą o zapachu jaśminu. Myśl, że był
gdzie indziej, troszcząc się o jej komfort, była pocieszająca, a uczucie to
sprawiło, że jej serce zapadło się jak kamień.
_____________
Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na pierwszy rozdział części drugiej tej historii. Trochę się tu podzieje, ale ogólnie powinno się Wam podobać.
Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!
Brak komentarzy