Zasada Przyjaźni numer 6: Theodore Nott jest najlepszym przyjacielem na świecie DM i HG
(Propozycja: TN | Zaakceptowane: DM | Przyjęte z
niechęcią: HG)
Zasada Przyjaźni numer 6a: Tylko HG i DM mogą tworzyć przyszłe Zasady
Przyjaźni
(Propozycja: HG | Zaakceptowane: DM |
Zakwestionowane przez: TN | Odrzucenie zakwestionowania: DM i HG)
Draco
umierał.
Zawsze
zakładał, że umrze przez klątwę odbitą rykoszetem, tragiczny wypadek na miotle,
albo, co najlepsze, przez zawał serca po spektakularnej nocy z gromadką
pięknych kobiet. Mrzonka.
Nie
wziął pod uwagę włosów Granger.
Gdzieś
w nocy stoczyła się na niego, jej głowa spoczywała teraz na jego piersi, a ich
magicznie połączone dłonie niezgrabnie leżały między nimi.
A
jej włosy. Były. Wszędzie.
Zagrożenie
biologiczne piątego stopnia.
Nie
żeby mógł to powiedzieć, oczywiście; Zasada Przyjaźni numer 2 Zakaz szydzenia z
włosów.
Krzywiąc
się, delikatnie wyciągnął z ust kasztanowe pasmo i oparł się o wezgłowie łóżka.
Hermiona mruknęła coś przez sen i zakopała się głębiej w kołdrę, wciąż cicho
chrapiąc.
Uśmiechnął
się szeroko. Chrapała. Zdecydowanie zamierzał się z niej
podśmiewywać z tego powodu.
Wtedy
jakiś ruch w kącie pokoju przykuł jego uwagę.
Odwrócił
głowę i omal nie spadł z łóżka.
—
Tori?! — wykrztusił. — Co do cholery…
—
Dzień dobry, kochanie — powiedziała słodko Astoria, stawiając delikatnie
porcelanową filiżankę na stoliku.
Jej
oczy błyszczały, trochę za bardzo. Coś pomiędzy elegancją a lekkim szaleństwem.
Zerknął
na zegarek.
—
Jest szósta dwadzieścia. Co ty tu robisz?
—
Nie mogłam spać — rzekła gładko — myśląc o tobie i o niej.
Sposób,
w jaki to powiedziała, sprawił, że poczuł się nieswojo.
Hermiona
zawsze była miła dla Astorii.
Wysilała
się, przynosząc przemyślane prezenty, zapraszając ją na spotkania grupy
przyjaciół, zawsze robiąc jej miejsce przy stole, zarówno dosłownie, jak i w
przenośni.
W
te święta Hermiona spędziła godziny, ręcznie szydełkując kocyk. Miękki,
misterny i ozdobiony delikatnym, rozgrzewającym amuletem, był wykonany w
ulubionych odcieniach Astorii: szałwii, kości słoniowej i szarości.
Astoria
uśmiechnęła się, podziękowała, a tydzień później, ponieważ nie zadała sobie
trudu, by dać jej cokolwiek na święta, podarowała Hermionie voucher na kurs
makijażu.
— Od jednej kobiety dla drugiej —
powiedziała lekko, jej ton głosu był słodki jak syrop. — Masz w sobie tyle
surowego potencjału, Hermiono. Potrzebujesz tylko kilku wskazówek.
Hermiona
mrugnęła, podziękowała jej uprzejmie, a później pożyczyła z biblioteki Malfoyów
siedem książek o zaklęciach kosmetycznych. Przeczytała je wszystkie. Dwa razy.
Draco
to zauważył.
Dostrzegł
też lekki smutek w oczach Hermiony, kiedy myślała, że nikt nie patrzy.
I
wpadł we wściekłość, gdy kilka
tygodni później znalazł spalone resztki ręcznie zrobionego koca w kominku w
salonie Astorii.
Twierdziła,
że lekki podmuch wiatru strącił go z kanapy w płomienie.
— Astoria, jesteśmy w środku —
rzekł beznamiętnie.
— Miałam otwarte okna —
odpowiedziała, wzruszając ramionami. — Wiesz, jaka delikatna jest moja skóra.
Potrzebowałam świeżego powietrza.
Innym
razem Hermiona zaproponowała pomoc w planowaniu menu na charytatywną imprezę
Greengrassów, którą Astoria organizowała. Imprezę, na którą zaproszenie
Hermiony jakimś cudem zaginęło w sowiej poczcie. Astoria uśmiechnęła się wtedy
i powiedziała:
— To miłe z twojej strony,
Hermiono, ale mamy już firmę cateringową. Są przyjaźnie nastawieni do mugolaków,
nie martw się, wszystko jest już dogadane, bez urazy.
A
kiedy Hermiona wspomniała, że zaczęła zajmować się ogrodnictwem z Narcyzą,
Astoria zaśmiała się cicho i rzekła:
— Och, urocze. Chyba miło jest mieć
hobby, kiedy nie pochodzi się z rodzin posiadających ziemie.
Za
każdym razem Hermiona się uśmiechała. Zbywała to. Czasami nawet śmiała się
razem z nią, jakby wcale jej to nie ukuło.
Nie
powiedziała o tym Draco ani słowa.
A
to pogarszało sprawę.
Bo
on to widział. Dostrzegał każdy
wysiłek Hermiony, jej starania, by być gościnną i otwartą, i to, jak Astoria na
każdą życzliwość reagowała z protekcjonalnością owianą uprzejmością.
Chciał
się odezwać. Naprawdę chciał.
Ale
wtedy przypominał sobie rodzinę Greengrassów, kontrakt i oczekiwania.
Więc
milczał.
A
Hermiona po prostu próbowała dalej.
Zanim
zdążył cokolwiek powiedzieć, Astoria podeszła i szarpnęła kołdrę, odsłaniając
Hermionę ubraną w top bez ramiączek i krótkie spodenki oraz Draco w jego
zwykłych, spodniach dresowych. Ich złączone dłonie spoczywały między nimi.
—
Tori, proszę — mruknął, opiekuńczo
naciągając kołdrę na Hermionę, która wciąż smacznie spała. — Musisz mi zaufać.
Mówił
poważnie. Nigdy nie doszło do niczego niestosownego między nim a Hermioną. Ani
razu.
Oczywiście…
zanim wiążące warunki umowy o zaręczynach z Astorią zostały spisane, pozwolił
sobie mieć nadzieję na coś więcej. Po
cichu. Nigdy na głos. Nigdy na tyle, by zaryzykować ich przyjaźń.
—
Naprawimy to, Drakusiu — powiedziała sztywno Astoria. — Porozmawiam z ojcem.
Naprawimy to.
Draco
odetchnął. Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi sypialni otworzyły się szeroko.
Theo
wszedł, pomięty, promienny i zdecydowanie zbyt radosny jak na porę dnia. Popijał
z ogromnego dzbana mimozy, jakby to była woda.
—
Tori — powitał się uprzejmie, jakby jej obecność, wystrojonej od stóp do głów,
w sypialni Draco o wschodzie słońca była czymś zupełnie zwyczajnym.
—
Muszę porozmawiać z moim najstarszym
przyjacielem — kontynuował, machając dzbanem dla podkreślenia — o
wszystkich tych niesamowitych, sprośnych rzeczach, które robiliśmy z Potterem
wczoraj wieczorem.
Astoria
spojrzała na niego z pogardą, prychnęła i bez słowa wyszła.
Theo
poczekał, aż drzwi się zamkną, po czym nachylił się i wyszeptał teatralnie:
—
Myślę, że może być homofobką.
To…
niestety nie było tajemnicą. Nawet gdy jej siostra Daphne poślubiła kobietę, reszta
Greengrassów pozostała głęboko zakorzeniona w swoich czystokrwistych,
tradycjonalistycznych zwyczajach.
Theo
opadł na fotel i wziął kolejny, długi, zamyślony łyk mimozy.
—
Dobra — powiedział, wzdychając z rozmarzonym, ostatecznym przekonaniem. —
Zaczynajmy. Oficjalnie się zakochałem.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
obudziła się jakieś trzydzieści minut po tym, jak Theo zaczął obrazowo opowiadać o swojej nocy.
Draco
pił już drugą filiżankę bardzo mocnej kawy, wpatrując się tępo przed siebie,
jak człowiek, który robi wszystko, co w jego mocy, by nie przetworzyć
zawartości przemienionej tablicy, którą Theo wyczarował u stóp jego łóżka.
Wspomniana
tablica wyświetlała teraz szokująco szczegółową chronologię wydarzeń,
uzupełnioną o podpisane diagramy dwóch ludzików w najróżniejszych pozycjach, z
których jeden miał bliznę błyskawicy i nosił okulary — bardzo pomocne.
Hermiona
zamrugała niewyraźnie, po czym z wdzięcznością przyjęła kawę, którą Draco bez
słowa jej podał. Przechyliła głowę, studiując tablicę jak zaawansowaną
arytmetykę.
Po
chwili cichego namysłu zapytała:
—
Numer trzy… jak?
Theo
rozpromienił się.
—
Jestem wygimnastykowany.
Hermiona
skinęła głową, wyraźnie będąc pod wrażeniem.
—
Zanotowano.
Theo
przeciągnął się z westchnieniem szczęścia.
—
W każdym razie, idę. Chłopak, Który Umarł Dwa Razy, wciąż grzeje moje łóżko.
—
Czekaj — powiedział Draco, marszcząc brwi. — Zostawiłeś go, by tu przyjść?
—
Był wyczerpany — odparł Theo, zupełnie niewzruszony. Po czym puścił oko. — Poza
tym musiałem omówić z moimi najlepszymi przyjaciółmi moją jak dotąd najlepszą noc w życiu.
Skierował
się do drzwi, po czym zawołał radośnie:
—
Mipsy! Jeszcze jeden dzbanek twoich wyjątkowych mimoz, proszę! Mój ukochany
czeka!
I
z tymi słowami zniknął, zostawiając za sobą tablicę pełną grzechów, wciąż
rozbudzoną Hermionę i Draco zastanawiającego się, czy nie jest za wcześnie, by
poprosić Mipsy o coś mocniejszego.
_____________
Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na trzy nowe rodziały tłumaczenia. Są zabawne, zatem miłej lektury! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)