Zasada Przyjaźni numer 3: Żadnego seksu.
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
Zasada Przyjaźni numer 3a: Wyjaśnienie: żadnego seksu między sobą, a nie
żadnego seksu w ogóle.
(Propozycja: DM | Szybko zatwierdzone: HG)
Kompromis.
To
był temat rozmów podczas ich pierwszego, oficjalnego, pełnego dnia jako
magicznie połączonych łamaczy klątw.
Draco
chciał latać. Hermiona stanowczo odmówiła.
Więc
Draco, będąc Draco, oszołomił ją,
przycisnął jej plecy do siebie szybkim zaklęciem i ocucił, gdy już byli w powietrzu.
W
odwecie Hermiona, z kamienną twarzą i słodkim tonem głosu, spokojnie złamała Drugą Zasadę Przyjaźni i zagroziła
poważnym uszkodzeniem jego idealnych
włosów. Precyzyjnym uszkodzeniem.
Transmutowanymi nożyczkami.
W
końcu doszli do porozumienia: godzina lotu, maksymalna wysokość dwieście metrów,
żadnych niebezpiecznych wahnięć i Hermiona miała pełne prawo użyć
zmodyfikowanego Zaklęcia Bąblogłowego, jeśli Draco spróbuje czegoś głupiego.
Narzekała
przez cały czas.
On
uśmiechał się, a ich złączone dłonie mocno obejmowały mocno jej talię.
W
zamian Draco zgodził się towarzyszyć jej na Nocy
Filmowej Mugoli — w prawdziwym kinie.
Wciąż
nie do końca rozumiał, co to oznacza. Dopiero niedawno dowiedział się, czym w ogóle jest kino. Miał mgliste
wyobrażenie o słodkich przekąskach, czymś zwanym zwiastunem, co niewiadomo co zwiastowało, i siedzeniu w ciemności z
dziesiątkami nieznajomych, oglądając dużą wersję mugolskiej telewizji na
ścianie.
Brzmiało
to zarówno przerażająco, jak i niewiarygodnie nieefektywnie.
Ale
mimo wszystko, godzina lotu dla jednej nocy w mugolskim Londynie… Kompromis.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
miał erekcję.
Zaczęło
się na miotle, krągły, obcisły przez dżinsy tyłek Hermiony przycisnął się do
niego. Jej wiercenie się i wyginanie nie pomagało. Miał nadzieję, że po locie
jego erekcja zniknie, ale nie, uparcie pozostała gruba i twarda, wbijając się w
jego brzuch.
Prysznic
był torturą, woda spadająca na jego kutasa sprawiała, że zaciskał zęby z
frustracji. Hermiona to zauważyła, oczywiście,
że tak, jej oczy zrobiły się wielkie, gdy spojrzała w dół. Policzki
zarumieniły się uroczym odcieniem czerwieni, zanim spróbowała się odwrócić, co
oczywiście, biorąc pod uwagę ich złączone dłonie, oznaczało, że niechcący
przyciągnęła cały przód Draco do swoich pleców, swoich bardzo nagich, mokrych i
śliskich pleców.
—
Błagam, stój nieruchomo — jęknął w jej kark.
—
Tak, przepraszam — powiedziała cicho, nie chcąc na niego spojrzeć, skupiając
się na namydlaniu ramion.
W
chwili desperacji rozważał wizytę w toalecie i strategiczne użycie Zaklęcia
Bąblogłowego na Hermionie. Ale z ich połączeniem nerwowym? Nie był przekonany,
że ona nie wyczuje od razu, że coś jest nie tak.
Teraz,
leżąc w łóżku obok niej, całkowicie rozbudzony
i czując się bardzo nieswojo,
przygotowywał się na prawdopodobnie najbardziej niezręczną rozmowę w swoim
życiu.
Zanim
zdążył cokolwiek powiedzieć, Hermiona westchnęła.
—
Malfoy, jesteśmy dorośli.
Odwrócił
głowę w jej stronę, z rezerwą.
Niejasno
wskazała na kołdrę unoszącą się nad jego kroczem.
—
Musisz… eee… się tym zająć, tak?
Draco
jęknął i zakrył oczy ręką.
—
To oczywiste?
—
Tylko dla wszystkich z działającym wzrokiem.
Zapadła
chwila ciszy, a potem…
—
Dobrze — mruknęła nonszalancko — bo ja też muszę… no wiesz…
Wykonała
nieokreślony gest, na który Draco nie mógł się powstrzymać od parsknięcia.
—
Co to było? — zapytał, tocząc się w jej stronę. — Bo jeśli to twoja technika,
Granger, to mamy większe problemy.
Roześmiała
się i szturchnęła go w pierś, a napięcie między nimi pękło niczym magiczna
bariera.
Kilka
chwil później usiadła, kopnęła kołdrę i pociągnęła ich złączone dłonie, żeby
poszedł za nią.
—
Muszę coś przynieść z mieszkania — rzekła, już kierując się do gabinetu.
—
Teraz? — zapytał Draco, sugestywnie
zerkając w dół. — Mamy tu… problem do rozwiązania.
—
Potrzebuję kilku… rzeczy do tego — odpowiedziała Hermiona, ciągnąc go w stronę
kominka w jego gabinecie.
Draco
powlókł się za nią.
—
Nie używasz po prostu…
Uniósł
palec wskazujący i środkowy. Hermiona spojrzała na niego przez ramię i
prychnęła.
—
Po co jeść hamburgery, skoro można jeść stek każdego wieczoru — powiedziała,
chwytając proszek Fiuu.
Draco
pokręcił głową, wchodząc w szmaragdowe płomienie. O czym ona, na Merlina, mówiła?
Hermiona
nie musiała zapalać światła w swoim mieszkaniu, bez namysłu lawirowała między
fotelami i drzwiami, jakby robiła to już tysiące razy. Podeszła do nocnego
stolika, uklękła i wyjęła spod łóżka drewnianą skrzynię wielkości pudełka na
buty. Przytuliła ją pod pachą i skinęła głową.
—
Dobra — rzekła. — Wracajmy.
Draco
zajęło chwilę zrozumienie sytuacji.
Kiedy
wrócili do Dworu i szli korytarzem, zerknął na skrzynię. Potem znowu na Hermionę.
—
Granger… czy to jest pełne mugolskich zabawek erotycznych?
—
Tak — odparła beztrosko. — A także innych fajnych rzeczy, takich jak puszyste
kajdanki.
Wydał
z siebie dźwięk przypominający stłumiony kaszel.
Wróciwszy
do jego sypialni, Hermiona postawiła skrzynię na łóżku i usiadła obok niej po
turecku, a ich złączone dłonie pociągnęły go w dół razem z nią. Draco pochylił
się, żeby zajrzeć do środka.
Ale
zatrzasnęła wieko.
Opadł
z powrotem na poduszki.
—
Dobrze. Może po prostu to zrobimy?
Zamarła.
—
Razem?
Wzruszył
ramionami.
—
Cóż, chyba najlepiej będzie, jeśli nie będziemy patrzeć sobie w oczy.
Hermiona
złapała ich ręce i pociągnęła.
—
Nie. Nie. To byłoby jawne naruszenie
Trzeciej Zasady Przyjaźni.
Draco
jęknął.
—
Nie sądzę, żeby tak było, zgłasza że to desperacki moment, Granger. To się nie liczy.
—
Zdecydowanie się liczy, głupolu —
powiedziała. — Gdyby Astoria się dowiedziała, pewnie rzuciłaby mi Avadę w twarz — dodała, wyciągając jego
błądzącą rękę spod swoich spodni do spania. — Słuchaj. Będziemy się zmieniać.
Rzucimy Zaklęcie Bąblogłowego. Prywatność będzie zachowana. Zero kontaktu
wzrokowego. Płyny ustrojowe tylko dla siebie.
Draco
westchnął dramatycznie.
—
Dobra. Ale nadal uważam, że to stracona okazja do zacieśniania więzi.
Hermiona
prychnęła.
—
Lepiej bądź pierwszy.
Chwyciła
różdżkę i zgasiła światło, umieszczając wokół głowy Zaklęcie Bąblogłowego i
opadając na poduszki.
Z
Hermioną bezpiecznie owiniętą zaklęciem, Draco sięgnął po jej drewniane
pudełko, prychając z irytacją, gdy zdał sobie sprawę, że zaczarowała je tak, by
otwierało się tylko dla niej.
Warto było spróbować.
Owinąwszy
dłoń wokół swojego kutasa, po raz kolejny był wdzięczny, że klątwa połączyła
ich niedominujące dłonie.
Wiedząc,
że to nie potrwa długo, zamknął oczy i wyobraził sobie piękną, bezimienną
kobietę ujeżdżającą jego kutasa. Ocierała się o niego w górę i w dół, a jego
dłoń dotrzymywała kroku boleśnie twardej erekcji, głaszcząc w górę i w dół.
Bezimienna
kobieta miała niesamowite krągłości, a dłonie Draco z wyobraźni muskały jej
szerokie biodra, podążając wzdłuż linii talii i klatki piersiowej, aż do
zapierających dech w piersiach cycków. Draco w milczeniu pochwalił swoje
wzorowe zdolności do wyobrażania sobie rzeczy.
Obejmując
każdą pierś w swoje duże dłonie i podziwiając, jak idealnie do siebie pasowały,
Draco w wyobraźni przyciągnął ją do siebie, by móc zatopić twarz w jej piersi,
pieszcząc ją dłońmi, ustami otaczając różowy, spiczasty sutek, zębami drapiąc
go, a bezimienna kobieta jęczała z rozkoszy, jej dłonie przeczesywały jego
włosy, lekko szarpiąc krótkie włoski na karku i ten ruch sprawił, że przewrócił
oczami na tył głowy.
W
wyobraźni Draco wyjął sutek z ust, zwracając baczną uwagę na drugi, wyraźnie zaniedbany. Usta muskały wrażliwy
spód jej piersi, a potem całowały obojczyk i szyję, a jej długie, kasztanowe
loki wciąż mu przeszkadzały.
Czekaj, cholera — żadnych
kasztanowych loków, powiedział sobie, próbując zmienić obraz.
Ale
było za późno, był tak blisko, brzuch się zaciskał — jądra także, poruszał
szybko dłonią, podczas gdy bezimienna kobieta poruszała się po nim coraz
szybciej, piersi podskakiwały, kręcone włosy spływały kaskadami do talii, obraz
rozpadł się, gdy mocno doszedł, rozkosz i ulga go przytłaczały, strumienie spermy
pokrywały jego dłoń i brzuch.
—
Kurwa — mruknął, oddychając głęboko i dając sobie chwilę na delektowanie się
euforią, zanim rzucił zaklęcie werbalne, by posprzątać bałagan.
Włożył
kutasa z powrotem w spodnie i obrzucił wzrokiem siebie i łóżko, po czym zdjął
zaklęcie z Hermiony.
—
Twoja kolej — powiedział, czując się dziwnie z powodu kontaktu wzrokowego.
Ale
kiedy to zrobili, ona tylko przewróciła oczami, ścisnęła ich złączone dłonie i
otworzyła drewniane pudełko — lecz zanim Draco zdążył zobaczyć, co jest w
środku, usłyszał, jak mamrocze zaklęcie, które teraz potrafiła rzucać
werbalnie, imponujące, i otoczył go
mrok oraz cisza. Opadł z powrotem na łóżko i czekał.
To była absurdalna tortura.
Nic
w jego życiu nie przygotowało go na to. Choć niczego nie słyszał ani nie
widział, czuł wibracje jej zabawki przez łóżko, ruch materaca uginającego się,
gdy jej biodra rytmicznie poruszały się w przód i w tył. Połączone nerwy w ich
dłoniach, płonęły niczym ogień, rozkosz płynęła przez ich oboje, gdy zbliżała
się coraz bardziej i bardziej, do orgazmu.
Cholera… To była rozkoszna agonia.
Leżał
tak, z twarzą zwróconą ku sufitowi, choć nie mógł tego dostrzec, z jedną ręką
na piersi, a drugą w mocnym uścisku Hermiony, nieruchomo i spokojnie, podczas
gdy jedyne, czego pragnął, to… No cóż, właściwie starał się nie myśleć za
bardzo o tym, co dokładnie chciał zrobić. Zasada
Przyjaźni numer 3, powiedział sobie.
Czy
tak to przeżywają kobiety? — zastanawiał się. To napiecie, było zupełnie inne
niż to, co czuł on, trudno było to opisać słowami.
Zamiast
myśleć o swoim boleśnie twardym kutasie, zastanawiał się, czy Hermiona
kiedykolwiek zgodzi się, żeby użyli eliksiru wielosokowego, by móc doświadczyć
nawzajem swojego orgazmu.
Chwila… to byłoby dziwne, czy zgodziłaby się na to?
Wiedział,
że nie uda mu się o tym zapomnieć i współpracować jak gdyby nigdy nic. Może
gdyby potraktował to jako pytanie naukowe, rzeczywiście lubili dyskutować o
odkryciach naukowych i godzinami kłócić się na temat nowych artykułów w
czasopismach. Może mógłby powiedzieć, że napiszą o tym artykuł do czasopisma.
Niestety,
jego bitwa myśli zakończyła się, gdy orgazm Hermiony wystrzelił przez ich
złączone dłonie, a jej uścisk na ich zaciśniętych palcach był mocny jak imadło.
Przez więź zalała go rozkosz, rozlewająca się po wszystkich kończynach — to
było uczcie tak niesamowite, podobne, a zarazem odrębne od jego własnego.
Z
jego kutasa wyciekał preejakulat i z trudem powstrzymywał się przed
masturbacją. Wziął głęboki oddech, a potem kolejny, próbując się uspokoić, gdy Hermiona
zdjęła zaklęcie.
Leżała
na poduszkach, jej pudełka z zabawkami nigdzie nie było widać, wilgotne loki
przyklejały się do jej szyi, a czoło lśniło od lekkiego potu. Obróciwszy głowę
w jego stronę, posłała mu leniwy, zadowolony uśmiech.
Uniosła
ich złączone dłonie.
—
Bogowie, więź była tak nieoczekiwana,
prawie zaczęłam się dotykać, kiedy doszedłeś — wyszeptała.
—
Kurwa, ja też, to było intensywne.
Odpowiedź
Draco została zduszona, gdy wciąż walczył, by opanować swojego zdradzieckiego
kutasa.
Hermiona
zauważyła, jak jego spodnie się wybrzuszają, a plama preejakulatu powiększa się
i uśmiechnęła się.
—
Chyba jeszcze nie skończyłeś — zażartowała i ponownie rzuciła na siebie
zaklęcie.
Sięgając
po kutasa, Draco doszedł w trzech ruchach.
Miał
nadzieję, że Hermiona nie będzie się z niego podśmiewywać rano.
Oczywiście,
zrobiła to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)