[T] Come To Claim: Rozdział 18
Piątek — zobaczyłam na nadgarstku pod bransoletką
następnego dnia w pracy.
Moje ciało potrzebowało wytchnienia i odpoczynku.
Rozumiałam to. Ale myśl o czekaniu kolejny dzień na ten zastrzyk euforycznej
namiętności wydawała się nieskończonością.
Dzisiaj Dean musiał mnie odprowadzić do gabinetu
i z powrotem, a także do wind. Draco wyszedł wcześnie rano i miał wrócić
dopiero późnym wieczorem. Miało to związek z comiesięcznym meldunkiem, jakbym
miała jakiekolwiek pojęcie, co to znaczy. Więc ugotowałam sobie makaron i
wieczorem zrelaksowałam się w wannie z książką oraz kieliszkiem wina.
Dostałam dziś list od mojego prawnika.
Przeanalizował dla mnie kilka dat i zapewnił, że Ron wkrótce ucichnie i odzyska
rozum. Chciałam wierzyć, że to wszystko wkrótce się skończy.
Oparłam książkę o małą toaletkę i zanurzyłam się
głębiej w wodzie. Dziś w pracy czułam grzeszny ból w udach. A każdy krok w
obcasach przypominał mi, dlaczego jestem taka wrażliwa i czuła. Każdy
podstawowy ruch odtwarzał w mojej głowie nową stację wspomnień. Może jutro
pozwoli mi popatrzeć.
Huk dochodzący gdzieś zza drzwi pokoju sprawił,
że sięgnęłam po różdżkę. Draco stąpał nienaturalnie lekko. Gdyby był w domu,
nie usłyszałabym tego. Drugi huk spowodował, że wyskoczyłam z wanny. Ten odgłos
przypominał przewracanie krzesła w kuchni. Owinęłam się jedwabnym szlafrokiem i
zdmuchnęłam świece w łazience.
Potwór już tu kiedyś wszedł. Czy to znowu on?
Wyczołgałam się z łazienki i przyłożyłam ucho do
drzwi sypialni. Światło nie było włączone, więc czekałam.
Jęk sprawił, że włosy na karku stanęły mi dęba.
Proszę,
bądź Draco albo Potworem,
błagałam w duchu. Proszę.
Draco był Głównym Aurorem Ministerstwa Magii.
Oczywiście, lista jego wrogów była bardzo długa. A gdyby znaleźli jego dom…
Uchyliłam drzwi i wyciągnęłam różdżkę przed
siebie. Serce dudniło mi w uszach. Wspomnienia wypełniły mi przebłyski
szmalcowników.
— Expelliarmus!
Kolejny jęk dobiegł od przewróconej postaci
leżącej na kuchennej podłodze. Włączyłam światło i zaklęłam, gdy Draco pojawił
się w moim polu widzenia.
— Draco!
Rzuciłam się ku jego dygoczącej postaci na
podłodze.
— Światła.
Skrzywił się.
Natychmiast zasłonił oczy przed blaskiem nad
nami, więc je wyłączyłam.
— Powiedz mi, co mam robić — wyszeptałam, czując
narastającą we mnie panikę. — Mam wezwać Theo?
Jęknął.
— Łóżko.
— Dobra — powiedziałam, celując w niego różdżką.
— Wingardium Leviosa.
Ciało Draco powoli uniosło się z podłogi, a ja
trzymałam nadgarstek tak pewnie, jak to możliwe, unosząc go w stronę jego
sypialni.
Ułożyłam go na łóżku i zaskomlał do odsłoniętego
okna, przez które wpadały światła miasta. Skierowałam różdżkę na okno i
pochłonęła nas ciemność. Zdjęłam mu buty, ale kiedy chciałam podać mu spodnie
od piżamy, cicho odmówił.
— Dobrze, dobrze — wyszeptałam.
Sięgnęłam po różdżkę i przeskanowałam go
wzrokiem, oceniając ewentualne obrażenia. Zaczęłam od nóg, potem przesuwałam
się w górę tułowia, aż do głowy. Jego klatka piersiowa pulsowała sino od starej
rany, ale głowa świeciła jaskrawoczerwono.
— Używałeś Legilimencję przez cały dzień? — wydyszałam.
— Salazarze, Draco. Głowa ci pulsuje.
Zdołał coś wymamrotać, ale słowa utonęły mu w
gardle. Przysunęłam się bliżej, przykładając ucho tuż nad jego usta.
— Biurko, fiolka — powtórzył.
— Jasne. Biurko, fiolka. Zaraz wracam.
Zacisnęłam mocniej szlafrok, biegnąc do gabinetu.
Otworzyłam szuflady jego biurka, szukając fiolki z czymś, co by mu pomogło. W
czwartej szufladzie w końcu znalazłam fioletowy płyn w małej buteleczce.
Szybko odkręciłam wieczko i powąchałam miksturę.
Nie była na bazie lebiodki i zdecydowanie nie była związana z eliksirem
pieprzowym. Zapach był znajomy, ale nie mogłam go do niczego przypisać.
— Ile kropel? — zapytałam, wchodząc ponownie do
jego pokoju.
Osłabiony uniósł pięć palców.
Przysunęłam się do niego na łóżku i przytrzymałam
mu usta otwarte, wlewając do środka pięć kropel tajemniczego płynu. Gdy tylko
fioletowy płyn trafił na jego język, całe jego ciało się rozluźniło. Napięcie,
które tak mocno go zaciskało, zdawało się całkowicie ulotnić. Wygładziłam
dłonią jego włosy, odgarniając miękkie kosmyki z jego spoconego czoła.
— Zaparzyć ci herbaty? A może napijesz się wody?
Nie byłam przyzwyczajona do widoku jego tak
rozbrojonego. I szczerze mówiąc, czułam głęboki niepokój. Był uosobieniem siły.
Widok jego osłabienia sprawiał, że bolało mnie serce. Ale nie potrafiłam
wyrazić, jak bardzo byłam wdzięczna, że nie spotkałam jego wrogów ani niczego
gorszego.
— Po prostu zostań tu ze mną — powiedział, w
końcu formułując pełne zdania.
Próbowałam się zrelaksować, widząc ogromny
postęp, jaki poczyniłam w ciągu kilku sekund. Oparłam się o wezgłowie łóżka, a
on natychmiast przewrócił się na drugi bok i oparł głowę na moim brzuchu. Jego
ramię owinęło mnie, a ja nadal głaskałam palcami jego miękkie, srebrzystobiałe
włosy.
— Miłe uczucie — mruknął do mnie.
— Kiedy nie mogłam spać jako dziecko, moja mama
przychodziła w nocy do mojego pokoju i głaskała mnie po głowie oraz plecach w
ten sposób — wyszeptałam.
Serce ścisnęło mi się na samo wspomnienie. Utrata
rodziców była chyba najtrudniejszą częścią wojny. Trudniejszą niż tortury, ból,
strach i śmierć. Świadomość, że moi rodzice żyją, mają się dobrze i są
kompletnie nieświadomi mojej obecności, sprawiała, że świat wydawał się nieco
mniej znośny. Po wojnie konsultowałam się z dziesiątkami uzdrowicieli i czarodziejów,
prosząc ich o odwrócenie zaklęcia Obliviate,
którego na nich użyłam. Najwyraźniej rzucałam czary tak skutecznie, że ryzyko
ich usunięcia było zbyt duże. Nikt nawet nie próbował. Kilkanaście razy
rozważałam zrobienie tego sama, ale nie rozumiałam wszystkich zawiłości magii
umysłu.
Przez pierwsze dwa lata chodziłam do nich bez
przerwy. Siadałam przed ich gabinetami, żeby tylko móc zobaczyć ich twarze. Ale
to stało się zbyt trudne. Stanowiło ciągłe przypomnienie, że jestem sama. Nie
mogłam winić nikogo oprócz siebie.
Pozwoliłam, żeby moje paznokcie powędrowały na
plecy Draco. Miał na sobie gruby sweter.
— Wiesz, że jest lipiec, prawda?
— Opowiedz mi o nich — poprosił, ignorując mnie.
Więc dalej przeczesywałam palcami jego włosy. Ron
nigdy mnie o nich nie pytał. Chyba nawet nie pamiętał ich imion, a spotkał ich
kilka razy.
— Mój tata uwielbiał antyki — powiedziałam. — W
weekendy jeździliśmy po całym kraju, wypatrując najbliższego sklepu. Uwielbiał
kolekcjonować stare urządzenia medyczne. Zwłaszcza zabytkowe narzędzia
stomatologiczne. Miał w domu taką małą, szklaną gablotę, w której je
eksponował. — To wspomnienie mnie rozgrzewało. — Mama zawsze nazywała to jego
salą tortur. — Uśmiechnęłam się. — I szczerze mówiąc, większość z nich
rzeczywiście wyglądała jak średniowieczne narzędzia tortur.
— Co lubiła twoja mama?
— Mama uwielbiała gotować — kontynuowałam. — I
piec. W każdą niedzielę gotowała ogromną pieczeń ze wszystkimi dodatkami. Była
boska. Lubiła piec. Zajmowała się ogrodem. Tata zawsze miał za zadanie wyrywać
chwasty, a ja zazwyczaj mu pomagałam. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że moja
magia się ujawnia. Wyrywaliśmy chwasty, a ja miałam chyba sześć czy siedem lat
i tak bardzo chciałam mieć to już za sobą. Nagle wszystkie chwasty zostały
wyrwane z korzeniami i ułożone obok mnie. Tata i ja ledwo mogliśmy w to
uwierzyć. Ale kiedy to się powtórzyło w następnym tygodniu, myślę, że o mało
nie umarł ze strachu.
Pamiętałam wszystkie drobne, magiczne zdarzenia,
które miały miejsce na przestrzeni lat poprzedzających mój list z Hogwartu. Mój
temperament zdawał się dyktować większość moich zdolności. W szkole musiałam
uważać, bo inaczej zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Zawsze byłam dobrą
uczennicą i zapaloną czytelniczką, i żartowałam, że jestem jak Matylda z bajki
dla dzieci. To był nasz sposób na żartowanie z niewytłumaczalnych zjawisk,
które ciągle miały miejsce.
— Dowiedzenie się, że jesteś czarownicą, musiało
być dla ciebie szokujące — powiedział.
— Profesor McGonagall do nas przybyła —
wyjaśniłam. — Odwiedziła nas w domu, usiadła w salonie i porozmawiała z nami,
osobiście wręczając mi list. Przeprowadziła nas po Ulicy Pokątnej, pomogła
wymienić mugolską walutę i w ogóle. Powiedziała mi, że będę bardzo bystrą
czarownicą i zagłębienie się w książki szybko wszystko wyjaśni.
— I wtedy nauczyłaś się na pamięć Historii Hogwartu — zażartował.
Powstrzymałam śmiech i szturchnęłam go w żebra.
— To był mój sposób na przetrwanie i nie robienie
z siebie idiotki — mruknęłam.
— Nigdy nie wyglądałaś na głupią — rzekł nagle bardzo
poważnym tonem. — Byłaś moją największą rywalką w nauce. Genialną czarownicą.
Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia i tak dalej.
Ciepło jego oddechu nad cienkim, jedwabnym
szlafrokiem dziwnie wpływało na moje tętno. Podobnie jak jego miłe słowa.
— Zawsze byłeś godnym przeciwnikiem.
Jego głowa lekko się przesunęła i teraz była
niemal idealnie umiejscowiona między moimi piersiami. Z trudem powstrzymywałam
nierówny oddech i zacisnęłam oczy. Jutro znów będę mogła się uspokoić. Teraz
musiałam po prostu się ogarnąć, podczas gdy Draco dochodził do siebie.
Zacisnęłam uda, zmuszając się do skupienia.
— Moim pierwszym incydentem magicznym było
czytanie w myślach mojego ojca — powiedział. — Na szczęście moja matka mnie
przyłapała i pomogła mi to kontrolować. Ukryć.
— Twój ojciec nigdy się nie dowiedział?
Pokręcił głową.
— Gdyby tak było, wykorzystałby to. Moją matkę
też. Zamiast tego, zachowaliśmy to dla siebie. Matka dobrze to ukrywała,
twierdząc, że jestem dokładną kopią wszystkich Malfoyów przede mną.
Zastanawiałam się nad ciężarem, jaki niosło za
sobą powierzanie takiej tajemnicy na barkach małego chłopca.
— Zawsze myślałam, że wiedział.
— Wojna potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby
on albo Voldemort wiedzieli.
Nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby Draco wymawiał
to imię. Siedzieliśmy w bezruchu przez kilka minut. Broń Draco była
śmiercionośna. A ci, którzy o tym wiedzieli, straszliwie to wykorzystywali,
sądząc po tym, co słyszałam od Rona. Zawsze wzywano go na przesłuchania. Nikt
nie był w stanie oprzeć się jego zdolnościom, gdy Ministerstwo chciało
informacji. Być może teraz, będąc Głównym Aurorem, miał większą autonomię.
Nie mogłam się powstrzymać. Pochyliłam się i
przycisnęłam usta do jego włosów. Duszący ciężar takiej pozycji jak jego
złamałby słabszych psychicznie czarodziejów. A nie chciałam widzieć Draco
złamanego. Chciałam, żeby jego arogancja i siła wstrząsały całym Ministerstwem
za każdym razem, gdy szedł korytarzami. Zasługiwał na szacunek i władzę, które
zdobył.
Nie wiem kiedy, ale w końcu oboje zasnęliśmy.
Potężne ciało Draco otulało moje, jakbym mogła do ochronić przed złem, którego
dziś doświadczył.
— Nie!
Krzyk Draco wyrwał mnie ze snu.
— Cii — uspokajałam go, głaszcząc po włosach. —
Jesteś bezpieczny. To tylko ja.
— Próbuję — wyszeptał, dręczony nocnym koszmarem.
— Tak bardzo się staram.
— Draco, nic ci nie jest, jesteś bezpieczny.
— Spieszyłem się — wysapał. — Próbowałem to
przyspieszyć.
Był bliski płaczu, więc sięgnęłam w dół i objęłam
jego twarz dłońmi. Odwróciłam się tak, że leżeliśmy twarzą w twarz.
— Jesteś bezpieczny ze mną, Draco. Wracaj do
spania.
— Naprawię to. Naprawię to dla ciebie.
— Wiem, że tak zrobisz — powiedziałam, nie mając
pojęcia, o co mu chodzi. — Teraz pora spać.
Moje kciuki musnęły jego gładkie kości
policzkowe.
— Hermiono — wyszeptał.
Zaparło mi dech w piersiach. Chyba pierwszy raz
słyszałam, jak używa mojego prawdziwego imienia, a w jego ochrypłym szepcie
brzmiało ono wspaniale.
— Jestem tutaj.
— Zostań, Hermiono.
Ponownie wstrząsnęło moim ciałem. Jego oddech
uderzył w moje usta niczym najdelikatniejszy pocałunek w moim życiu. I tak
rozpaczliwie chciałam przycisnąć usta do jego. Poczuć ich ciepło. Rozkoszować
się ich komfortem.
— Oczywiście — obiecałam.
Wtulił twarz w moją szyję i objął mnie, zanim
zdążyłam zrobić coś tak absurdalnego, jak pocałowanie Draco Malfoya podczas
jego nocnych koszmarów.
Więc pozwoliłam temu potężnemu, brutalnemu
mężczyźnie owinąć się wokół mojej drobnej postaci. Znów zasnęliśmy, zamknięci w
swoich ramionach.
~*~*~*~*~*~*~*~
Moje ciało płonęło. Wszystko było takie gorące i
duszące. Otworzyłam oczy, żeby znaleźć źródło tego żaru. Draco. Jakimś cudem
odwróciłam się z powrotem na plecy, a on okrył mnie do połowy swoim
gigantycznym swetrem i dżinsami.
Co bardziej szokujące, wsunął dłoń przez otwór w
moim jedwabnym szlafroku i jego palce objęły moją lewą pierś. Policzki mnie
paliły. Byłam kompletnie naga pod szlafrokiem. Budzenie się w ten sposób, będąc
splecioną z Draco, sprawiało, że moje ciało płonęło. Szybko stłumiłam chęć
działania zgodnie z moimi bardziej podstawowymi instynktami i zmuszania tego
mężczyzny do sprawiania mi przyjemności, aż krzyczałabym jego imię. To się nie
wydarzy. Byłam jego współlokatorką. Nie zamierzam komplikować naszej sytuacji
życiowej, pieprząc się z nim. Musiałam więc po prostu zakopać te myśli i
uczucia do Draco. Miałam zabawkę erotyczną. Nazywał się Potwór i dobrze
spełniał swoją funkcję. Bez przywiązania. Bez zobowiązań. Tylko seks. A teraz,
kiedy doświadczyłam wspaniałego seksu, nie musiałam podniecać się każdym przystojnym
mężczyzną znajdującym się w pobliżu mnie. Musiałam skupić się jedynie na
jednym.
Bez większego problemu udało mi się uwolnić spod
uścisku Draco. Było wcześnie, ale nie zamierzałam już spać. Wzięłam więc
prysznic, ubrałam się i poszłam do kuchni, żeby dla odmiany przygotować Draco
śniadanie i lunch.
Zrobiłam dla nas dużą sałatkę Cezar z kurczakiem
na lunch i spróbowałam bardzo kiepsko odtworzyć kreskówkę, jaką zwykle dołączał
do mojego. Mój animowany komiks przedstawiał mnie, bardzo przytłoczoną i oszołomioną,
w kuchni, próbującą przygotować pyszny lunch, śniadanie i kawę, a on opierał
się o framugę drzwi w garniturze szytym na miarę i z charakterystycznym
uśmieszkiem. W ręku żonglował światem i Ministerstwem, a ja walczyłam z
ekspresem do kawy.
Włożyłam ją do jego lunchboxa i uśmiechnęłam się
do siebie. Jakość była daleka od jego kreskówek, ale poprawiła mi nastrój. Nie
wiedziałam, jak on to wszystko robi.
Właśnie ugotowałam jajka, kiedy zobaczyłam go
wchodzącego do kuchni. Właśnie wyszedł spod prysznica, miał ręcznik owinięty
wokół tułowia i mokre włosy. O mało nie upuściłam kubka, który trzymałam w
dłoni.
— Wydawało mi się, że coś słyszałem — powiedział,
uśmiechając się w swoim stylu.
Próbowałam przestać gapić się na jego lśniące
mięśnie brzucha, ale kiepsko mi to wychodziło.
— Nie umiem obsługiwać ekspresu do kawy —
prychnęłam, wskazując na niego głową.
— Mogę pomóc.
Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
Jego wzrok przesunął się po moim ciele, a ja
poczułam, jak robi mi się gorąco. Próbowałam przełknąć ślinę, ale gardło miałam
suche na wiór.
— Śliczny fartuszek.
— Cóż, uznałam, że odwrócenie ról jest fair —
powiedziała. — Zawsze robisz śniadania i lunch. Więc…
— Rozumiem.
Czy jego spojrzenie zawsze było tak przenikliwe?
Czułam się tak, jakbym to ja była naga.
— I to zupełnie nie ma związku z tym, że wczoraj
w nocy wróciłeś do domu prawie nieprzytomny.
— Racja, nie ma związku.
Uśmiechnęłam się do niego blado.
— Dziwnie było widzieć cię tak… rozbrojonego.
Zmarszczył brwi.
— Myślę, że jesteś jedyną osobą, która jest
przyzwyczajona do takiego widoku. W twojej obecności ciągle jestem rozbrojony.
Jego głos był rano taki gardłowy i szorstki.
Przygryzłam dolną wargę, nie chcąc przyznać, jak seksowny był ten mężczyzna.
Stał tak blisko mnie, że niemal czułam zapach jego żelu pod prysznic. Pachniał
niebiańsko. Świeżo i leśnie. Zabójcza kombinacja. To ja byłam rozbrojona w jego
obecności. Nie na odwrót.
— Zawsze jesteś uosobieniem idealnego opanowania.
Zanucił pod nosem, odwracając się w stronę
ekspresu do kawy, a ja walczyłam, żeby nie westchnąć głośno, gdy jego uwaga
skupiła się na czymś innym.
Instruował mnie, jak obsługiwać ekspres, ale
każde słowo wpadało mi jednym uchem, a wypadało drugim. Obserwowałam, jak jego
mięśnie napinają się i rozciągają, gdy się pochylał. Zdumiewało mnie, jak
ręcznik w cudowny sposób wciąż pozostawał zawiązany wokół jego talii. Czy poczułam się rozczarowana?
Ciekawość, jak wygląda nagi Draco Malfoy, była zniewalająca. Wyobrażałam sobie,
że jego chłodna pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa sugerują, że jest
hojnie wyposażony.
— Dość proste.
Uśmiechnął się szeroko.
Kurwa.
Przegapiłam wszystko.
Przełknęłam ślinę i skinęłam głową, jakbym
właśnie przyswoiła sobie wszystko, czego mnie nauczył. Podał mi espresso.
Odwróciłam się w tym samym momencie, co on i
nasze ciała znajdowały się bardzo blisko siebie. Pomyślałam o tym, jakby to
było, gdybym musnęła dłońmi jego wyrzeźbiony brzuch. Moje spojrzenie
powędrowało ku niemu. Zdecydowanie widział, jak się na niego gapię.
— Podoba ci się to, co widzisz, Granger?
Drżący ton w jego głosie sprawił, ze moja twarz
poczerwieniała.
— Myślałam, że mówimy do siebie po imieniu po
wczorajszej nocy — powiedziałam, przypominając sobie upojny dźwięk, jaki
wywołał we mnie wczoraj wieczorem, mówiąc do mnie Hermiono.
Znieruchomiał.
— Skąd takie przypuszczenie?
Wzruszyłam ramionami.
— Wydawało mi się, że wczoraj wieczorem bez
problemu wymówiłeś moje imię.
Podszedł bliżej, o ile to w ogóle możliwe.
Bliskość rozpaliła moje pożądanie. Czy
pragnęłam Draco Malfoya?
Tak.
Bogowie, tak.
To było takie lekkomyślne i głupie, ale tak było.
Był zupełnie nieosiągalny, a ja pożądałam go od czasów szkolnych. Zawsze był
zabójczo przystojny, ale był dupkiem. Ale tak bardzo się zmienił. A to, że stał
tu, półnagi, z tym swoim zalotnym zachowaniem, po prostu nęciło moje zmysły.
— A chcesz tego?
— Czego? — wyjąkałam, skupiając się na jego
ustach, które wykrzywiały się w zarozumiałym uśmieszku.
— Chcesz, żebym mówił do ciebie po imieniu?
Zaschło mi w ustach.
Dlaczego
musiał mówić tak niskim tonem głosu? Dlaczego musiał stać tak blisko?
— Ja mówię do ciebie Draco — broniłam się
niepewnie.
Jego uśmiech zmienił się z aroganckiego w
rozbawiony. Wyciągnął swoją dużą dłoń i odgarnął loczek z mojego policzka.
— Dobrze, Hermiono.
____________
Witajcie :) ten rozdział jest jednym z moich najbardziej ulubionych. Osoby, które czytały oryginał powinny się domyślić, dlaczego. :) Ale czytajcie dalej, bo jeszcze wiele fajnych scen przed nami.
Brak komentarzy