[T] Come To Claim: Rozdział 23
Było już po dziesiątej, kiedy w końcu wróciłam do
domu po spotkaniu z Astorią i Pansy. Gdy weszłam do mieszkania, światła były
zgaszone. Draco musiał mieć kiepski dzień i już poszedł spać. Nie wydawało się,
by z radością uczestniczył w porannych spotkaniach, a ponieważ przez nie
początek jego dnia pracy się opóźniał, musiał zostawać do późna. I szczerze mówiąc,
brakowało mi jego obecności. Chciałam, żeby był przy mnie. Chciałam, żeby
odprowadzał mnie do i z windy. Dzisiejszy dzień był inny bez niego u mojego
boku.
Przygotowałam się do snu i ubrałam granatową
piżamę. Góra była jedwabnym topem, a dół niczym więcej niż szortami. Miałam
nadzieję, że znajdę wśród moich rzeczy kolejną kreskówkę, bo dzisiaj nie
widziałam Draco, ale byłam rozczarowana, że tak się nie stało.
Sen przyszedł łatwo. Cały dzień był wyczerpujący
i przytłaczający. Wierzyłam, że Theo łatwo spławił Bena, choć byłam zaskoczona,
że tak się do siebie zbliżyli. Przypisywałam to temu, że Theo był
współwłaścicielem i znał wszystkich klientów.
Poczułam muśnięcie chłodnego powietrza na stopach
i schowałam je z powrotem pod kołdrę.
Moje ramiona były nieruchome.
Nogi też.
Mój krzyk rozdarł gardło i odbił się echem od
ścian wokół. W pokoju panowała całkowita ciemność, a ja walczyłam, żeby
odzyskać panowanie nad zmysłami. Nie wiedziałam, gdzie jestem.
Potwór.
Poczułam, jak łóżko ugina się pod jego ciężarem,
gdy na nie wchodził.
Wiedziałam,
że się nie podda.
Wiedziałam,
że nie przyjmie tego dobrze.
— Nie cierpię, gdy ktoś mnie spławia — wyszeptał
w mój policzek.
Wrzasnęłam ponownie, szarpiąc się i wierzgając w
kajdanach, które mnie trzymały.
— Cii — powiedział, głaszcząc mnie dłonią po
twarzy. — I tak nikt cię nie usłyszy.
Szloch narastał mi w gardle.
— Zostaw mnie w spokoju.
— No proszę, kotku — westchnął. — Nie to mówiłaś
ostatnim razem.
— Proszę — błagałam. — Nie możemy tego zrobić.
— Mówiłem ci, że twoje usta nigdy nie dotkną
nikogo innego.
Kurwa.
Wiedział o innych. Zamknęłam
oczy i wypuściłam drżący oddech. Musiałam pomyśleć. Musiałam się wyplątać z tej
sytuacji.
— I zrobiły to, kotku?
Drżałam.
— Tak.
Mój głos był ochrypłym szeptem.
— Grzeczna dziewczynka — powiedział, całując mnie
w policzek.
Powinnam była być przy tym, jak Theo z nim
rozmawiał. Powinnam była tam być, by się wytłumaczyć. Nie wyobrażałam sobie,
jak mogłabym to kontynuować z Benem, skoro nie przyjmował odmowy. Byłam
zafascynowana tym Potworem. To prawda. Ale posuwał się za daleko. Nigdy nie
mogłabym z nim zostać ze strachu. W Nox chodziło o zaufanie. A ja nie ufałam
Benowi. Zwłaszcza teraz.
— Ukarzę cię za to, że pozwoliłaś komuś innemu dotknąć
tych ust — rzekł. — Jeśli dobrze zniesiesz karę, pozwolę ci dojść.
Bogowie, nienawidziłam tego, że moje ciało zareagowało
na niego w tak zdradziecki sposób. Prawie zanuciłam z niecierpliwości. Ale nie
mogłam mu na to pozwolić. Nie mogłam pozwolić, żeby to trwało między nami.
Nagle podniósł mnie z łóżka i znalazłam się w
jego ramionach. Walczyłam jak dziki kot. Moje nadgarstki i kostki wciąż były
związane, ale to mnie nie powstrzymywało. Atakowałam go głową, łokciami,
biodrami, czymkolwiek, żeby do zatrzymać. On się tylko śmiał, a jego ramiona
zaciskały się na mnie. Nie miałam pojęcia, że Ben jest taki silny. Obdarzył
mnie kilkoma pocałunkami w szyję i policzek. Warknęłam na niego, próbując się
wyrwać z jego uścisku. A potem stałam. Moje ręce i nogi rozłożyły się jak
gwiazda na boki. Niczego nie czułam za sobą ani przede mną.
— Pięć ręką, pięć batem — mruknął. — Powiedz mi
swoje słowo bezpieczeństwa.
Zacisnęłam zęby.
Byłam naga i czułam, jak moje sutki drżą, a cipka
pulsuje.
Nie.
Pieprzyć go. Nie spodobałoby mi się to. Nie zamierzałam już dawać mu tej
seksualnej władzy nade mną.
— Mów.
Jego żądanie mnie zaskoczyło. Nie zdawałam sobie
sprawy, jak blisko stał.
— Czarny.
— Grzeczna dziewczynka.
Wziął mój sutek do ust i mocno go ssał.
Przygryzłam język, żeby nie jęknąć z przyjemności. Nie dam mu tej satysfakcji.
Nie mogłam.
Rozległ się cichy trzask, gdy się wyrwał i
zniknął. Moje ciało zadrżało z oczekiwania. Najpierw
ręka czy bat?
Dlaczego
jeszcze nie wypowiedziałam słowa bezpieczeństwa?
Czy
chciałam to poczuć?
Czy
jakaś część mnie wierzyła, że zasługuję na karę?
Kurwa,
mój umysł był w rozsypce. Byłam tak wstrząśnięta, tak zdezorientowana…
KLAP!
Wygięłam plecy w łuk i jęknęłam, gdy mój tyłek
piekł od jego dłoni. Kajdany mnie trzymały, ale ledwo zdążyłam się otrząsnąć,
gdy trzy kolejne nastąpiły jeden po drugim.
Kurwa.
Byłam taka mokra.
To nie miało sensu. Nigdy nie myślałam o Benie w
ten sposób. Nigdy nawet nie rozważałam sytuacji, w której bylibyśmy razem.
Nawet teraz, świadomość, że to on, sprawiała, że to wydawało się niepojęte.
Dyszałam, kiedy nadeszła ostatnia część kary z
jego ręki. Próbowałam się uspokoić. Mogłam teraz powiedzieć czarny. Mogłam to zakończyć i wrócić do
domu.
Pomyślałam o Draco.
Musiałam być asertywna. Musiałam żądać tego,
czego chciałam. Nie mogłam pozwolić, żeby ktoś inny mną pomiatał. Musiałam
stawić czoła Potworowi i powiedzieć mu, że to koniec. Uszanuje to. Był po
prostu obrażony, że wysłałam Theo w moim imieniu.
Potwór masował mi tyłek swoimi dużymi,
zrogowaciałymi dłońmi. Odsunęłam się od niego. Nie chciałam jego pocieszenia.
Nie chciałam niczego.
Trzask bata sprawił, że znów zacisnęłam zęby.
Bolało mniej niż jego dłoń, ale było głośniejsze, co dawało złudzenie większego
bólu, niż w rzeczywistości. Więc zagryzłam zęby i przyjmowałam każdy z nich.
Przy piątym ciężko dyszałam. Ale nie chciałam wydać z siebie żadnego dźwięku.
Nie chciałam oddać mu władzy.
— Puść mnie — warknęłam, gdy skończył.
Palce powędrowały w dół mojego pępka i zanurzyły
się między moimi nogami. Mocniej zagryzłam policzek. Nie mogłam zareagować.
Musiałam się zmusić, żeby myśleć o czymś innym. O czymkolwiek innym niż o
przyjemności, jaką dawały mi jego palce.
— Taka mokra.
Pocałował mnie w brzuch.
Bogowie,
dlaczego musiał tak dobrze znać moje ciało? To było tak, jakby miał jego mapę i
znał każdą dolinę i każdy szczyt, który przyniesie mi rozkosz.
Moje biodra pragnęły pchnąć się ku niemu. Jego
ciało namawiało mnie do udziału, do zabawy. Ale mój umysł pozostał stanowczy.
Nie zamierzałam brać udziału w grach Potwora. Nie byłam tu po pojednanie. Byłam
tu, by raz na zawsze zakończyć to wszystko.
Jego język przeniknął mnie do głębi. Nie mogłam
nic zrobić. Rozłożyłam nogi i dałam mu pełny dostęp do siebie. Ramiona trzęsły
się równie mocno, co nogi. Jego język był smyczkiem, a on grał na mnie z wprawą
niczym w pierwszym rzędzie orkiestry. Zatraciłam się w jego szaleństwie.
Byłam tak blisko.
Następnie wsunął palce, obracając moją
łechtaczkę, aż byłam kilka sekund od orgazmu.
Ale nie mogłam dojść.
Nie w ten sposób.
Nie z nim.
— Ben, proszę, nie rób tego!
Wszystko ucichło.
Po raz pierwszy użyłam jego imienia i wiedziałam,
że to zwróci jego uwagę. Wychodziłam z roli. To było prawdziwe. Nie Nox. Nie
chodziło już o Nox. Nie chciałam go. Nie mogłam. Potwór czy nie, nie był tym,
kogo pragnęłam.
— Co powiedziałaś?
Jego głos był przesiąknięty najbardziej
przerażającym tonem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Byłam cholernie wystraszona.
Przerażał mnie. Tyle wiedziałam. Ale nie mogłam tu siedzieć i pozwolić mu kontynuować.
— Proszę, Ben. Czarny.
Nigdy wcześniej nie użyłam słowa bezpieczeństwa w
rozmowie z Potworem. I stłumiłam szloch, który groził ujściem.
Nagle moje oczy przestały być zaczarowane i
fragmenty mojej sypialni zaczęły pojawiać się w polu widzenia z delikatnego światła
lampy przy łóżku. Moje więzy zniknęły, a ja stałam w swoim pokoju zupełnie
naga. Nie w Nox.
— Kim, kurwa, jest Ben?
Moje spojrzenie skupiło się na postaci przede
mną. Draco Malfoya dyszącego z czystej, przejmującej wściekłości.
Szczęka mi opadła, gdy umysł dogonił mój wzrok.
Miał na sobie swoje charakterystyczne dresowe spodnie i nic więcej.
Obserwowałam w świetle cały jego tors. Tatuaże pokrywały każdy centymetr jego
skóry, z wyjątkiem szyi, twarzy i dłoni. Patrzyłam na zakrzywione wzory i słowa
zanurzające się w pasku spodni. Widziałam, jak podążają za konturami jego
bicepsów i klatki piersiowej. A moje oczy utkwiły się w przeklętych słowach
wyrytych na jego skórze wzdłuż klatki piersiowej.
Szlama.
Nie mogłam oddychać.
Nie mogłam mówić.
Nagle wszystko nabrało sensu.
Powiązanie Theo z Potworem.
Jak dostał się do domu.
Był z Blaise’em tej pierwszej nocy.
Stara rana, która widziałam.
Przebłyski tatuaży, które, jak mi się zdawało,
sobie wyobrażałam.
Sposób, w jaki Potwór zawsze wydawał mi się taki
znajomy.
Powiedział wreszcie,
kiedy się pocałowaliśmy.
Mówił z perspektywy Potwora.
Draco Malfoy był Potworem.
Zanim ugięły się pode mną kolana, jego ręka
chwyciła mnie za gardło i przyparła do ściany.
— Bądź cholernie dokładna, Hermiono i powiedz mi,
kim, kurwa, jest Ben.
Byłam w takim szoku, że zapomniałam, co się
dzieje.
— Ty… ty nie jesteś Benem.
Zmrużył oczy.
— Jakim Benem?
— Myślałam, że Potworem jest Benjamin Langston.
Widziałam dziś jego tatuaże w windzie. I puścił do mnie oko. Theo powiedział,
że Potwór pracuje w Ministerstwie. Nie chciałam Bena. Nigdy go nie chciałam.
Zdawało się, że Draco zrozumiał, o co mi chodzi.
— A teraz? — zawrzał. — Każesz Nottowi znowu mnie
spławić?
Łzy frustracji napłynęły do moich oczu.
— Okłamałeś mnie!
Draco zadławił się głuchym śmiechem, gdy mnie
puścił i zaczął chodzić przede mną po podłodze.
— Właśnie tego chciałaś! — krzyknął. — Słyszałem
twoją rozmowę z Nottem w kuchni tamtego ranka. Powiedziałaś, że nie chcesz
wiedzieć. Powiedziałaś mu, żeby nic nie mówił, bo to już nie będzie twoja
zabawna, sekretna, seksowna fantazja.
Wzdrygnęłam się, słysząc prawdę kryjącą się za
jego słowami. Ale on kontynuował. Jego frustracja i wściekłość były tak
zabójcze, jak nigdy dotąd.
— To był twój wybór, Hermiono. Ale dla mnie to
zawsze było prawdziwe. Zawsze było tak cholernie prawdziwe! Jedyną osobą, na
którą możesz być zła, jesteś ty sama. Powiedziałbym ci przy śniadaniu, jak
cholernie jestem spragniony ciebie. Ale ty nie chciałaś tego usłyszeć.
Pokręciłam głową, a łzy spływały mi po
policzkach.
To… to
wszystko spieprzyło. Nie mogłam mieć Potwora, bo nie mogłam mieć Draco.
Zniszczyłabym całą jego karierę.
— Draco. — Pokręciłam głową, dławiąc się łzami i
frustracją, że nie zorientowałam się wcześniej. — Nie możemy być razem. Nikt z
pracy nie może się dowiedzieć! To może wszystko zepsuć.
— Oni już, kurwa, wiedzą, Hermiono! — Draco
uniósł ręce i przeczesał nimi włosy. — Dean jest moim zastępcą. Powiedziałem mu
tego pieprzonego dnia, kiedy się do mnie wprowadziłaś, jakie są moje zamiary.
Wiedział od samego początku. Podpisałem się w e-mailu do Pansy swoim prawdziwym
imieniem i nazwiskiem. Powiedziałem o tobie matce.
Zakręciło mi się w głowie na te informacje, ale
on kontynuował:
— Wiedziałem, że cię kocham lata temu. I
patrzyłem, jak całe twoje życie wymyka ci się z rąk w tym okropnym małżeństwie.
I umierałem z żalu oraz wściekłości, bo nic nie mogłem zrobić. Rozpaczliwie
chciałem, żebyś znów się uśmiechnęła. Żebyś się ze mną drażniła. Żebyś się mną
bawiła. Umierałaś na moich oczach, a twój pieprzony mąż trzymał nóż. Powoli się
wykrwawiałaś, gdy ja musiałem siedzieć i to znosić.
Zduszone szlochy wylewały się ze mnie na jego
wyznanie.
— Więc tak — warknął. — Walczę, kurwa. Walczę o
swoje i twoje życie. Bo wiem, że jeden twój uśmiech wystarczy, bym mógł żyć
tygodniami. Twój śmiech? Mógłby wskrzesić cholernego trupa, Hermiono. A ja
byłem cieniem człowieka przez lata, czekając, aż też będziesz walczyć. Więc nie
odejdę, dopóki tego nie zrobisz. Dopóki nie będziesz wolna i szczęśliwa. Teraz
walczę nieczysto. Będę kłamał, kradł, oszukiwał i zabijał, jeśli to oznacza, że
cię ochronię. A jeśli to oznacza, że własnymi rękami zabiję Weasleya, to możesz
być pewna, że to zrobię i będę się śmiał z jego wykrwawiającego się ciała.
Zrobił krok naprzód i objął moje policzki dłonią.
Trząsł się tak samo mocno jak ja.
— Powiedziałem ci, że w chwili, gdy twoje usta
spotkają się z moimi, posiądę twoją duszę. Pocałowałaś mnie. A teraz mnie masz.
Potwora i w ogóle.
Jego usta pochłonęły moje w brutalnym,
desperackim pocałunku. Ponownie zostałam przyparta do ściany, a jego język
musnął mój. Przygryzł moją dolną wargę i z jego gardła wydobył się dziki
pomruk.
Draco był Potworem.
Chciałam się śmiać z tej histerii. Wszyscy
wiedzieli.
Byłam z nim przez cały czas.
Dlatego zawsze czułam się przy nim tak
bezpiecznie.
To zawsze był on.
I powiedział, że mnie kocha.
Draco
Malfoy mnie kochał?
Podniósł mnie i przycisnął do ściany. Jęknęłam z
wrażenia i narastającego ciśnienia między nogami.
— Pieprz mnie, Draco — wydyszałam między
pocałunkami. — Pozwól mi cię poczuć.
Natychmiast uwolnił się ze spodni i jednym,
potężnym pchnięciem wszedł we mnie. Oboje krzyknęliśmy w usta drugiego. Był
taki wielki, taki sycący.
Jego pchnięcia były bezlitosne. Jedną ręką
trzymał mnie za szyję, a drugą podtrzymywał. Owinęłam jego biodra nogami,
wykorzystując całą siłę, jaką mogłam zyskać, by przyciągnąć go do siebie.
— Zawsze cię pragnęłam — wysapałam. — Zawsze
ciebie.
— Więc walcz o nas — warknął. — Nie waż się ode
mnie, kurwa, uciekać.
Załkałam.
Jego dłoń przesunęła się z mojej szyi na włosy i
pociągnęła za nie, kontynuując swój natarczywy atak. Raz po raz wchodził we
mnie. Moje ciało płonęło z podniecenia. Łzy spływały mi po twarzy. Całował mnie
z nieokiełznaną zaborczością. To Draco walczył. To Draco się bał. A ja go do
tego doprowadziłam.
Wbijał się tak mocno i głęboko, że szlochałam. To
było cholernie przyjemne. Przytłaczające i sycące. Nie wiedziałam, co robić.
Mój umysł i ciało były tak przytłoczone informacjami, że trzęsłam się w jego
ramionach.
— Tylko ja mogę pieprzyć tę cipkę — warknął. —
Jesteś moja. I nigdy nie pozwolę ci odejść!
Każde słowo podkreślił zdecydowanym pchnięciem i
doszłam. Orgazm rozdarł moje ciało z taką intensywnością, że jedyne, co mogłam
zrobić, to krzyknąć. Wbił się w moje biodra swoimi, pozwalając, by jego orgazm
eksplodował z rykiem.
Czułam go w sobie, ciepłą spermę i presję naszych
ciał, które opadały z euforii. Byłam niemal upojona, czując go w sobie.
Puścił palce z moich włosów i poprowadził moją
głowę na swoje ramię. Z drżącym westchnieniem pozwoliłam mu objąć mnie
ramionami i zanieść do łóżka.
Łzy wciąż spływały mi po policzkach.
To było najbardziej przerażające i potężne
przeżycie w moim życiu. Ten orgazm całkowicie mnie unicestwił. A on wciąż był
we mnie, gdy szliśmy. Każdy krok jeszcze bardziej stymulował moją wrażliwą
cipkę.
Położył mnie na łóżku, a ja drżałam, gdy się ze
mnie wysuwał. Utrata jego ciepła i nacisku była izolująca.
Sięgnął po moją różdżkę leżącą na stoliku nocnym
i wyczyścił nas oboje. Potem wszedł na łóżko i pociągnął mnie na siebie.
— Kocham cię — wyszeptał w moje włosy.
Zdumiewało mnie, z jaką łatwością słowa płynęły z
jego ust. Całował moje włosy, dłonie, policzki. Dotykał, całował i trzymał
wszystko, co było w zasięgu jego ręki. Całe moje ciało otulało jego, gdy
obejmował mnie zaborczo. Wyglądało to tak, jakby się bał, że lada chwila się
obudzi, a ja zniknę.
Ale to był problem od samego początku. Moje myśli
i serce zawsze krążyły wokół Draco. Nawet w Nox i gdy byłam z Potworem, moje
myśli zawsze wracały do niego. Potrzebowałam go. Pragnęłam go. A teraz?
W końcu wiedziałam, że on też mnie pragnie.
_____________
Witajcie :) tak o to kończy się ta partia rozdziałów. Chyba wszyscy usatysfakcjonowani rozwojem wydarzeń, prawda? Jeszcze wiele przed nami — dobrego i złego — ale na kolejną partię nie będziecie musieli długo czekać.
W najbliższym tygodniu mam cztery dni wolnego, także postaram się nadrobić tłumaczenie i opublikować je w przyszły weekend. Zatem czekajcie, bo warto! Prawdopodobnie jutro zostanie opublikowany kolejny rozdział „To, co jest między nami”.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Brak komentarzy