[T] Come To Claim: Rozdział 23

niedziela, 31 maja 2026


Było już po dziesiątej, kiedy w końcu wróciłam do domu po spotkaniu z Astorią i Pansy. Gdy weszłam do mieszkania, światła były zgaszone. Draco musiał mieć kiepski dzień i już poszedł spać. Nie wydawało się, by z radością uczestniczył w porannych spotkaniach, a ponieważ przez nie początek jego dnia pracy się opóźniał, musiał zostawać do późna. I szczerze mówiąc, brakowało mi jego obecności. Chciałam, żeby był przy mnie. Chciałam, żeby odprowadzał mnie do i z windy. Dzisiejszy dzień był inny bez niego u mojego boku.

Przygotowałam się do snu i ubrałam granatową piżamę. Góra była jedwabnym topem, a dół niczym więcej niż szortami. Miałam nadzieję, że znajdę wśród moich rzeczy kolejną kreskówkę, bo dzisiaj nie widziałam Draco, ale byłam rozczarowana, że tak się nie stało.

Sen przyszedł łatwo. Cały dzień był wyczerpujący i przytłaczający. Wierzyłam, że Theo łatwo spławił Bena, choć byłam zaskoczona, że tak się do siebie zbliżyli. Przypisywałam to temu, że Theo był współwłaścicielem i znał wszystkich klientów.

Poczułam muśnięcie chłodnego powietrza na stopach i schowałam je z powrotem pod kołdrę.

Moje ramiona były nieruchome.

Nogi też.

Mój krzyk rozdarł gardło i odbił się echem od ścian wokół. W pokoju panowała całkowita ciemność, a ja walczyłam, żeby odzyskać panowanie nad zmysłami. Nie wiedziałam, gdzie jestem.

Potwór.

Poczułam, jak łóżko ugina się pod jego ciężarem, gdy na nie wchodził.

Wiedziałam, że się nie podda.

Wiedziałam, że nie przyjmie tego dobrze.

— Nie cierpię, gdy ktoś mnie spławia — wyszeptał w mój policzek.

Wrzasnęłam ponownie, szarpiąc się i wierzgając w kajdanach, które mnie trzymały.

— Cii — powiedział, głaszcząc mnie dłonią po twarzy. — I tak nikt cię nie usłyszy.

Szloch narastał mi w gardle.

— Zostaw mnie w spokoju.

— No proszę, kotku — westchnął. — Nie to mówiłaś ostatnim razem.

— Proszę — błagałam. — Nie możemy tego zrobić.

— Mówiłem ci, że twoje usta nigdy nie dotkną nikogo innego.

Kurwa. Wiedział o innych. Zamknęłam oczy i wypuściłam drżący oddech. Musiałam pomyśleć. Musiałam się wyplątać z tej sytuacji.

— I zrobiły to, kotku?

Drżałam.

— Tak.

Mój głos był ochrypłym szeptem.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział, całując mnie w policzek.

Powinnam była być przy tym, jak Theo z nim rozmawiał. Powinnam była tam być, by się wytłumaczyć. Nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym to kontynuować z Benem, skoro nie przyjmował odmowy. Byłam zafascynowana tym Potworem. To prawda. Ale posuwał się za daleko. Nigdy nie mogłabym z nim zostać ze strachu. W Nox chodziło o zaufanie. A ja nie ufałam Benowi. Zwłaszcza teraz.

— Ukarzę cię za to, że pozwoliłaś komuś innemu dotknąć tych ust — rzekł. — Jeśli dobrze zniesiesz karę, pozwolę ci dojść.

Bogowie, nienawidziłam tego, że moje ciało zareagowało na niego w tak zdradziecki sposób. Prawie zanuciłam z niecierpliwości. Ale nie mogłam mu na to pozwolić. Nie mogłam pozwolić, żeby to trwało między nami.

Nagle podniósł mnie z łóżka i znalazłam się w jego ramionach. Walczyłam jak dziki kot. Moje nadgarstki i kostki wciąż były związane, ale to mnie nie powstrzymywało. Atakowałam go głową, łokciami, biodrami, czymkolwiek, żeby do zatrzymać. On się tylko śmiał, a jego ramiona zaciskały się na mnie. Nie miałam pojęcia, że Ben jest taki silny. Obdarzył mnie kilkoma pocałunkami w szyję i policzek. Warknęłam na niego, próbując się wyrwać z jego uścisku. A potem stałam. Moje ręce i nogi rozłożyły się jak gwiazda na boki. Niczego nie czułam za sobą ani przede mną.

— Pięć ręką, pięć batem — mruknął. — Powiedz mi swoje słowo bezpieczeństwa.

Zacisnęłam zęby.

Byłam naga i czułam, jak moje sutki drżą, a cipka pulsuje.

Nie. Pieprzyć go. Nie spodobałoby mi się to. Nie zamierzałam już dawać mu tej seksualnej władzy nade mną.

— Mów.

Jego żądanie mnie zaskoczyło. Nie zdawałam sobie sprawy, jak blisko stał.

— Czarny.

— Grzeczna dziewczynka.

Wziął mój sutek do ust i mocno go ssał. Przygryzłam język, żeby nie jęknąć z przyjemności. Nie dam mu tej satysfakcji. Nie mogłam.

Rozległ się cichy trzask, gdy się wyrwał i zniknął. Moje ciało zadrżało z oczekiwania. Najpierw ręka czy bat?

Dlaczego jeszcze nie wypowiedziałam słowa bezpieczeństwa?

Czy chciałam to poczuć?

Czy jakaś część mnie wierzyła, że zasługuję na karę?

Kurwa, mój umysł był w rozsypce. Byłam tak wstrząśnięta, tak zdezorientowana…

KLAP!

Wygięłam plecy w łuk i jęknęłam, gdy mój tyłek piekł od jego dłoni. Kajdany mnie trzymały, ale ledwo zdążyłam się otrząsnąć, gdy trzy kolejne nastąpiły jeden po drugim.

Kurwa.

Byłam taka mokra.

To nie miało sensu. Nigdy nie myślałam o Benie w ten sposób. Nigdy nawet nie rozważałam sytuacji, w której bylibyśmy razem. Nawet teraz, świadomość, że to on, sprawiała, że to wydawało się niepojęte.

Dyszałam, kiedy nadeszła ostatnia część kary z jego ręki. Próbowałam się uspokoić. Mogłam teraz powiedzieć czarny. Mogłam to zakończyć i wrócić do domu.

Pomyślałam o Draco.

Musiałam być asertywna. Musiałam żądać tego, czego chciałam. Nie mogłam pozwolić, żeby ktoś inny mną pomiatał. Musiałam stawić czoła Potworowi i powiedzieć mu, że to koniec. Uszanuje to. Był po prostu obrażony, że wysłałam Theo w moim imieniu.

Potwór masował mi tyłek swoimi dużymi, zrogowaciałymi dłońmi. Odsunęłam się od niego. Nie chciałam jego pocieszenia. Nie chciałam niczego.

Trzask bata sprawił, że znów zacisnęłam zęby. Bolało mniej niż jego dłoń, ale było głośniejsze, co dawało złudzenie większego bólu, niż w rzeczywistości. Więc zagryzłam zęby i przyjmowałam każdy z nich. Przy piątym ciężko dyszałam. Ale nie chciałam wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie chciałam oddać mu władzy.

— Puść mnie — warknęłam, gdy skończył.

Palce powędrowały w dół mojego pępka i zanurzyły się między moimi nogami. Mocniej zagryzłam policzek. Nie mogłam zareagować. Musiałam się zmusić, żeby myśleć o czymś innym. O czymkolwiek innym niż o przyjemności, jaką dawały mi jego palce.

— Taka mokra.

Pocałował mnie w brzuch.

Bogowie, dlaczego musiał tak dobrze znać moje ciało? To było tak, jakby miał jego mapę i znał każdą dolinę i każdy szczyt, który przyniesie mi rozkosz.

Moje biodra pragnęły pchnąć się ku niemu. Jego ciało namawiało mnie do udziału, do zabawy. Ale mój umysł pozostał stanowczy. Nie zamierzałam brać udziału w grach Potwora. Nie byłam tu po pojednanie. Byłam tu, by raz na zawsze zakończyć to wszystko.

Jego język przeniknął mnie do głębi. Nie mogłam nic zrobić. Rozłożyłam nogi i dałam mu pełny dostęp do siebie. Ramiona trzęsły się równie mocno, co nogi. Jego język był smyczkiem, a on grał na mnie z wprawą niczym w pierwszym rzędzie orkiestry. Zatraciłam się w jego szaleństwie.

Byłam tak blisko.

Następnie wsunął palce, obracając moją łechtaczkę, aż byłam kilka sekund od orgazmu.

Ale nie mogłam dojść.

Nie w ten sposób.

Nie z nim.

— Ben, proszę, nie rób tego!

Wszystko ucichło.

Po raz pierwszy użyłam jego imienia i wiedziałam, że to zwróci jego uwagę. Wychodziłam z roli. To było prawdziwe. Nie Nox. Nie chodziło już o Nox. Nie chciałam go. Nie mogłam. Potwór czy nie, nie był tym, kogo pragnęłam.

— Co powiedziałaś?

Jego głos był przesiąknięty najbardziej przerażającym tonem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Byłam cholernie wystraszona. Przerażał mnie. Tyle wiedziałam. Ale nie mogłam tu siedzieć i pozwolić mu kontynuować.

— Proszę, Ben. Czarny.

Nigdy wcześniej nie użyłam słowa bezpieczeństwa w rozmowie z Potworem. I stłumiłam szloch, który groził ujściem.

Nagle moje oczy przestały być zaczarowane i fragmenty mojej sypialni zaczęły pojawiać się w polu widzenia z delikatnego światła lampy przy łóżku. Moje więzy zniknęły, a ja stałam w swoim pokoju zupełnie naga. Nie w Nox.

— Kim, kurwa, jest Ben?

Moje spojrzenie skupiło się na postaci przede mną. Draco Malfoya dyszącego z czystej, przejmującej wściekłości.

Szczęka mi opadła, gdy umysł dogonił mój wzrok. Miał na sobie swoje charakterystyczne dresowe spodnie i nic więcej. Obserwowałam w świetle cały jego tors. Tatuaże pokrywały każdy centymetr jego skóry, z wyjątkiem szyi, twarzy i dłoni. Patrzyłam na zakrzywione wzory i słowa zanurzające się w pasku spodni. Widziałam, jak podążają za konturami jego bicepsów i klatki piersiowej. A moje oczy utkwiły się w przeklętych słowach wyrytych na jego skórze wzdłuż klatki piersiowej.

Szlama.

Nie mogłam oddychać.

Nie mogłam mówić.

Nagle wszystko nabrało sensu.

Powiązanie Theo z Potworem.

Jak dostał się do domu.

Był z Blaise’em tej pierwszej nocy.

Stara rana, która widziałam.

Przebłyski tatuaży, które, jak mi się zdawało, sobie wyobrażałam.

Sposób, w jaki Potwór zawsze wydawał mi się taki znajomy.

Powiedział wreszcie, kiedy się pocałowaliśmy.

Mówił z perspektywy Potwora.

Draco Malfoy był Potworem.

Zanim ugięły się pode mną kolana, jego ręka chwyciła mnie za gardło i przyparła do ściany.

— Bądź cholernie dokładna, Hermiono i powiedz mi, kim, kurwa, jest Ben.

Byłam w takim szoku, że zapomniałam, co się dzieje.

— Ty… ty nie jesteś Benem.

Zmrużył oczy.

— Jakim Benem?

— Myślałam, że Potworem jest Benjamin Langston. Widziałam dziś jego tatuaże w windzie. I puścił do mnie oko. Theo powiedział, że Potwór pracuje w Ministerstwie. Nie chciałam Bena. Nigdy go nie chciałam.

Zdawało się, że Draco zrozumiał, o co mi chodzi.

— A teraz? — zawrzał. — Każesz Nottowi znowu mnie spławić?

Łzy frustracji napłynęły do moich oczu.

— Okłamałeś mnie!

Draco zadławił się głuchym śmiechem, gdy mnie puścił i zaczął chodzić przede mną po podłodze.

— Właśnie tego chciałaś! — krzyknął. — Słyszałem twoją rozmowę z Nottem w kuchni tamtego ranka. Powiedziałaś, że nie chcesz wiedzieć. Powiedziałaś mu, żeby nic nie mówił, bo to już nie będzie twoja zabawna, sekretna, seksowna fantazja.

Wzdrygnęłam się, słysząc prawdę kryjącą się za jego słowami. Ale on kontynuował. Jego frustracja i wściekłość były tak zabójcze, jak nigdy dotąd.

— To był twój wybór, Hermiono. Ale dla mnie to zawsze było prawdziwe. Zawsze było tak cholernie prawdziwe! Jedyną osobą, na którą możesz być zła, jesteś ty sama. Powiedziałbym ci przy śniadaniu, jak cholernie jestem spragniony ciebie. Ale ty nie chciałaś tego usłyszeć.

Pokręciłam głową, a łzy spływały mi po policzkach.

To… to wszystko spieprzyło. Nie mogłam mieć Potwora, bo nie mogłam mieć Draco. Zniszczyłabym całą jego karierę.

— Draco. — Pokręciłam głową, dławiąc się łzami i frustracją, że nie zorientowałam się wcześniej. — Nie możemy być razem. Nikt z pracy nie może się dowiedzieć! To może wszystko zepsuć.

— Oni już, kurwa, wiedzą, Hermiono! — Draco uniósł ręce i przeczesał nimi włosy. — Dean jest moim zastępcą. Powiedziałem mu tego pieprzonego dnia, kiedy się do mnie wprowadziłaś, jakie są moje zamiary. Wiedział od samego początku. Podpisałem się w e-mailu do Pansy swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Powiedziałem o tobie matce.

Zakręciło mi się w głowie na te informacje, ale on kontynuował:

— Wiedziałem, że cię kocham lata temu. I patrzyłem, jak całe twoje życie wymyka ci się z rąk w tym okropnym małżeństwie. I umierałem z żalu oraz wściekłości, bo nic nie mogłem zrobić. Rozpaczliwie chciałem, żebyś znów się uśmiechnęła. Żebyś się ze mną drażniła. Żebyś się mną bawiła. Umierałaś na moich oczach, a twój pieprzony mąż trzymał nóż. Powoli się wykrwawiałaś, gdy ja musiałem siedzieć i to znosić.

Zduszone szlochy wylewały się ze mnie na jego wyznanie.

— Więc tak — warknął. — Walczę, kurwa. Walczę o swoje i twoje życie. Bo wiem, że jeden twój uśmiech wystarczy, bym mógł żyć tygodniami. Twój śmiech? Mógłby wskrzesić cholernego trupa, Hermiono. A ja byłem cieniem człowieka przez lata, czekając, aż też będziesz walczyć. Więc nie odejdę, dopóki tego nie zrobisz. Dopóki nie będziesz wolna i szczęśliwa. Teraz walczę nieczysto. Będę kłamał, kradł, oszukiwał i zabijał, jeśli to oznacza, że cię ochronię. A jeśli to oznacza, że własnymi rękami zabiję Weasleya, to możesz być pewna, że to zrobię i będę się śmiał z jego wykrwawiającego się ciała.

Zrobił krok naprzód i objął moje policzki dłonią. Trząsł się tak samo mocno jak ja.

— Powiedziałem ci, że w chwili, gdy twoje usta spotkają się z moimi, posiądę twoją duszę. Pocałowałaś mnie. A teraz mnie masz. Potwora i w ogóle.

Jego usta pochłonęły moje w brutalnym, desperackim pocałunku. Ponownie zostałam przyparta do ściany, a jego język musnął mój. Przygryzł moją dolną wargę i z jego gardła wydobył się dziki pomruk.

Draco był Potworem.

Chciałam się śmiać z tej histerii. Wszyscy wiedzieli.

Byłam z nim przez cały czas.

Dlatego zawsze czułam się przy nim tak bezpiecznie.

To zawsze był on.

I powiedział, że mnie kocha.

Draco Malfoy mnie kochał?

Podniósł mnie i przycisnął do ściany. Jęknęłam z wrażenia i narastającego ciśnienia między nogami.

— Pieprz mnie, Draco — wydyszałam między pocałunkami. — Pozwól mi cię poczuć.

Natychmiast uwolnił się ze spodni i jednym, potężnym pchnięciem wszedł we mnie. Oboje krzyknęliśmy w usta drugiego. Był taki wielki, taki sycący.

Jego pchnięcia były bezlitosne. Jedną ręką trzymał mnie za szyję, a drugą podtrzymywał. Owinęłam jego biodra nogami, wykorzystując całą siłę, jaką mogłam zyskać, by przyciągnąć go do siebie.

— Zawsze cię pragnęłam — wysapałam. — Zawsze ciebie.

— Więc walcz o nas — warknął. — Nie waż się ode mnie, kurwa, uciekać.

Załkałam.

Jego dłoń przesunęła się z mojej szyi na włosy i pociągnęła za nie, kontynuując swój natarczywy atak. Raz po raz wchodził we mnie. Moje ciało płonęło z podniecenia. Łzy spływały mi po twarzy. Całował mnie z nieokiełznaną zaborczością. To Draco walczył. To Draco się bał. A ja go do tego doprowadziłam.

Wbijał się tak mocno i głęboko, że szlochałam. To było cholernie przyjemne. Przytłaczające i sycące. Nie wiedziałam, co robić. Mój umysł i ciało były tak przytłoczone informacjami, że trzęsłam się w jego ramionach.

— Tylko ja mogę pieprzyć tę cipkę — warknął. — Jesteś moja. I nigdy nie pozwolę ci odejść!

Każde słowo podkreślił zdecydowanym pchnięciem i doszłam. Orgazm rozdarł moje ciało z taką intensywnością, że jedyne, co mogłam zrobić, to krzyknąć. Wbił się w moje biodra swoimi, pozwalając, by jego orgazm eksplodował z rykiem.

Czułam go w sobie, ciepłą spermę i presję naszych ciał, które opadały z euforii. Byłam niemal upojona, czując go w sobie.

Puścił palce z moich włosów i poprowadził moją głowę na swoje ramię. Z drżącym westchnieniem pozwoliłam mu objąć mnie ramionami i zanieść do łóżka.

Łzy wciąż spływały mi po policzkach.

To było najbardziej przerażające i potężne przeżycie w moim życiu. Ten orgazm całkowicie mnie unicestwił. A on wciąż był we mnie, gdy szliśmy. Każdy krok jeszcze bardziej stymulował moją wrażliwą cipkę.

Położył mnie na łóżku, a ja drżałam, gdy się ze mnie wysuwał. Utrata jego ciepła i nacisku była izolująca.

Sięgnął po moją różdżkę leżącą na stoliku nocnym i wyczyścił nas oboje. Potem wszedł na łóżko i pociągnął mnie na siebie.

— Kocham cię — wyszeptał w moje włosy.

Zdumiewało mnie, z jaką łatwością słowa płynęły z jego ust. Całował moje włosy, dłonie, policzki. Dotykał, całował i trzymał wszystko, co było w zasięgu jego ręki. Całe moje ciało otulało jego, gdy obejmował mnie zaborczo. Wyglądało to tak, jakby się bał, że lada chwila się obudzi, a ja zniknę.

Ale to był problem od samego początku. Moje myśli i serce zawsze krążyły wokół Draco. Nawet w Nox i gdy byłam z Potworem, moje myśli zawsze wracały do niego. Potrzebowałam go. Pragnęłam go. A teraz?

W końcu wiedziałam, że on też mnie pragnie.

_____________

Witajcie :) tak o to kończy się ta partia rozdziałów. Chyba wszyscy usatysfakcjonowani rozwojem wydarzeń, prawda? Jeszcze wiele przed nami — dobrego i złego — ale na kolejną partię nie będziecie musieli długo czekać. 

W najbliższym tygodniu mam cztery dni wolnego, także postaram się nadrobić tłumaczenie i opublikować je w przyszły weekend. Zatem czekajcie, bo warto! Prawdopodobnie jutro zostanie opublikowany kolejny rozdział „To, co jest między nami”.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Brak komentarzy