[T] Come To Claim: Rozdział 20

niedziela, 31 maja 2026

  

Wróciłam do mieszkania, żeby się przebrać przed udaniem się do Nox. Nie spieszyłam się z prysznicem, poprawiłam fryzurę i makijaż. Dziś wieczorem wybrałam delikatny, różowy zestaw. Nie był to kolor, po który normalnie bym sięgnęła, ale coś w tym wieczorze sprawiło, że zapragnęłam poczuć się delikatnie i kobieco. Denerwowałam się widokiem Potwora, ale byłam też gotowa porzucić absurdalne, napędzane pożądaniem myśli o Draco. Potworny seks powinien to wszystko naprawić.

Dziś wieczorem główna część została przebudowana, a z sufitu zwisało kilka dużych klatek. Kuso ubrani czarownice i czarodzieje tańczyli i wili się w środku. Osoby przy barze obserwowały ich ruchy, a ja pomyślałam o tym, ile muszą mieć w sobie pewności siebie, by stanąć przed tłumem i poruszać się w taki sposób.

Wysiadłam z windy i skręciłam za róg. Fałszywy tron, na którym siedział mroczny Potwór, sprawił, że poczułam motyle w brzuchu. Z wyniosłą arogancją i potęgą uosabiał wszystko, czego pragnął król. Jego uśmiech poszerzył się, gdy mnie zobaczył.

Przeszedł przez środek rozgrywającej się sceny, nie przejmując się, że całkowicie ją zakłóca. Bez słowa mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię. Pisnęłam z zaskoczenia i uderzył mnie dłonią w pośladek, zostawiając po sobie cudowne pieczenie.

— Kotku — powitał mnie, wyciągając nas z wnęk i prowadząc przez korytarz. Wybrał pokój, a ja pogrążyłam się w jego ciemności.

Nie widziałam nawet swojej dłoni przed twarzą. Ale wtedy z kąta, gdzie zapalono słabą lampę, dobiegło słabe światło. Potwór postawił mnie z powrotem na ziemi i natychmiast zostałam przyciśnięta do ściany. Jego ciężar przygniótł mnie, gdy pożerał moją szyję i klatkę piersiową.

— Pocałuj mnie — rozkazał, ale go zignorowałam.

Wyciągnęłam dłonie i obrysowałam kontury jego twarzy. Pragnęłam tego. Namiętności, podniecenia, seksu. Moje palce wplątały się w jego miękkie włosy i jęknął, gdy jego usta powędrowały do moich piersi. Wygięłam się w łuk, gdy mnie dotykał. Małe gwiazdki tańczyły pod moimi powiekami. Bogowie, jak cudownie było być tak dotykaną. Nawet przez delikatną i cienką tkaninę wszystko czułam.

— Potrzebuję cię — wychrypiał.

— Weź mnie — powiedziałam.

Po tych słowach zrzuciłam bieliznę, a on dżinsy. Dziś nie było powolnego uwodzenia. Mieliśmy potrzeby i chcieliśmy je zaspokoić. Dłońmi chwycił moje biodra i przyciągnął bliżej, unosząc moje nogi wokół swojego torsu. Nadal byłam przyparta do ściany, a wolną rękę wsunął między moje nogi i zaczął mnie dotykać. Jęknęłam, czując się już bardzo podniecona i gotowa na niego.

Ocierałam się o niego biodrami, zwiększając nacisk i tarcie. Jego palce wbijały się w mięsiste miejsce mojego uda, gdy podtrzymywał mnie jedną ręką i sprawiał mi przyjemność drugą. Chłód ściany na moich nagich plecach przyprawiał mnie o dreszcze. Byliśmy dziś szaleni, rozpaczliwie i kurczowo się ściskając, by się do siebie zbliżyć.

Zaklął i chwycił mnie obiema rękami, odciągając od ściany. Upadłam na łóżko z impetem i był na mnie w ciągu kilku sekund. Rozsunął mi nogi, a jego głowa zniknęła między moimi udami. Pozostały tylko srebrzystobiałe pasma splecione między moimi palcami, gdy nim kierowałam.

Mrugnęłam.

Co?

Spojrzałam na jego głowę i znów zobaczyłam czarne pasma.

Wpatrywałam się w nie i przysięgłabym, że zmieniały kolor z blond na czarny.

Kurwa, wariowałam.

Uniósł jedną rękę do moich sutków i znów zatraciłam się w euforii.

Skupiłam się na tym, co się ze mną teraz działo.

Byłam w Nox.

Byłam pod Potworem.

Byłam o krok od orgazmu.

Nie byłam z Draco Malfoyem.

Nie wyobrażałam sobie go, goniąc za orgazmem.

Język Potwora był równie utalentowany jak jego palce, a każdy skręt, obrót i ssanie wciągały mnie coraz głębiej pod powierzchnię.

Nie mogłam już tego znieść. Traciłam panowanie nad sobą.

— Właśnie tam — błagałam. — Tak, proszę, D…

Kurwa!

— Nie przestawaj!

Ale nie mogłam przestać sobie tego wyobrażać. Spojrzenia, którym mnie obdarzył w windzie. Zaborczego sposobu, w jaki jego ręce zawsze mnie dotykały. Jego nagiego torsu w kuchni. Jego głupich, cholernych komiksów. Jego czułości, kiedy mnie trzymał. Uczucia jego zrogowaciałej dłoni na mojej piersi, gdy spaliśmy.

— Kurwa!

Doszłam z krzykiem.

Kręciło mi się w głowie.

Właśnie pomyślałam o Draco. Wcześniej wciągała mnie tajemnica Potwora. Cała ta tajemnica. Napięcie. Drażniący sposób na ucieczkę. Ale teraz? To?

O czym ja myślałam? Nie mogłam być z Draco. To się nigdy nie uda!

— Jeszcze jeden — zażądał żarłocznie Potwór.

Z moich ust wyrwał się ochrypły krzyk, gdy znów mnie pożerał.

— Nie, nie — błagałam. — Potrzebuję minuty. Jestem zbyt wrażliwa.

Ale on nie słuchał. Podciągnął się na łokciach i wsunął całego kutasa. Nasze westchnienia zadowolenia szybko zostały przyćmione przez dzikie jęki i przekleństwa.

— Tak cholernie ciasna — warknął. — Cała, kurwa, moja.

Pchnięcie za pchnięciem, rujnował mnie. Był zbyt duży, a ja taka pełna.

— Pocałuj mnie — spróbował ponownie, ale odwróciłam głowę na bok.

Nogi zaczęły mi drżeć, gdy poczułam zbliżający się kolejny orgazm. Jego usta ponownie objęły mój sutek, a ja zadrżałam pod nim. Rozpadałam się, gdy pieprzył mnie tak mocno, że przysięgam, czułam go na swoim kręgosłupie.

Byłam prawie całkowicie bezwładna, kiedy mnie uniósł i obrócił.

— Właśnie tak, kotku — zachęcał. — Pozwól mi się tak pieprzyć. Pozwól mi wejść tak głęboko.

Nie wiem, jak udało mi się utrzymać na czworakach, ale miał rację. Nie sądziłam nawet, że mógłby wejść głębiej, ale zrobił to. Trzask dłoni na moim tyłku wyrwał mnie z mgły po orgazmie. Znajome pieczenie sprawiło, że syknęłam. Dał mi klapsa jeszcze trzy razy z rzędu, a ja zarumieniłam się pod jego dotykiem.

— W górę — warknął, a jego dłonie objęły mój brzuch i kark, gdy szarpnął mnie do góry.

Trzymał mnie mocno przy piersi, wbijając we mnie swojego kutasa. Jego ramiona otaczały mnie niczym ochronne opaski, jakby nie mógł się do mnie zbliżyć. Całował mój policzek, szyję, ramiona. Wszystko, co było w zasięgu ręki, wchodząc we mnie głębiej.

— Jesteś taka cholernie idealna — powiedział. — Taka śliczna, taka idealna, taka cholernie oszałamiająca.

Przyspieszył, a ja zadrżałam w jego objęciach. Był taki silny, taki seksowny. Podziwiałam wytatuowane ramiona, które mnie obejmowały. Chwyciłam go za przedramiona i trzymałam. Lampa w kącie eksplodowała, pozostawiając nas w całkowitej ciemności. A on doszedł z rykiem. Raz za razem wbijał się we mnie, dogłębnie wyciskając z naszych ciał każdą kroplę przyjemności.

Z urywanym oddechem w końcu znieruchomiał za mną. Nasze nieregularne dyszenie wypełniło przestrzeń ciemnego i cichego pokoju. I pozostał we mnie, opuszczając nasze ciała na łóżko.

Accio różdżka — mruknął.

Dotknął nią mojego biodra i wypowiedział zaklęcie antykoncepcyjne, a ja usłyszałam, jak jego różdżka znów opada na podłogę.

Odgarnął mi włosy z twarzy i znów mocno mnie objął. Byłam w rozsypce. On też. Ale utrzymał nas w kontakcie, podczas gdy mój umysł był skupiony na czymś innym.

Na kimś innym.

Przeklinałam swój szybki umysł. Kiedyś myślałam, że moje nieustanne rozmyślania są pożyteczne i potężne. Teraz mnie to drażniło. To nie Draco Malfoy dostarczał mi ogłuszających orgazmów. To nie Draco Malfoy manipulował moim ciałem w pozycjach, o jakich nigdy nie śniłam podczas seksu. A jednak… jego twarz była tą, którą sobie wyobrażałam. Jego głos był tym, który słyszałam.

— Byłem zbyt ostry? — zapytał.

— Nie — powiedziałam, kręcąc głową. — Byłeś idealny. Olśniewający.

I taki był. Wszystko, co zrobił z idealną precyzją i kunsztem, sprawiło, że zakręciło mi się w głowie z satysfakcji.

Pocałował mnie w policzek.

— Chodź — powiedział, lekko klepiąc mnie w tyłek.

Wyszedł ze mnie i natychmiast poczułam brak jego ciepła i obecności. Jęknęłam, kiedy moje sztywne ciało zbuntowało się przeciwko temu ruchowi.

Mimo że panowała teraz całkowita ciemność, z łatwością mnie podniósł i zręcznie poruszał się po pomieszczeniu.

— Więc też widzisz w ciemności? — zażartowałam.

Nie wykonał żadnego ruchu, by mnie postawić. Ale usłyszałam, jak zaczyna napełniać wannę wodą.

— Nie mam zamiaru znowu zakładać maski — powiedział. — Więc możesz siedzieć w ciemności albo w końcu stawić czoła mężczyźnie, który cię trzyma.

Moje ciało znieruchomiało od szoku wywołanego jego słowami.

Dlaczego to robił? Dlaczego próbował zakłócić równowagę tego, co nas łączyło? Niepokój w moim ciele błagał mnie, żebym uciekła. Unikała tego. Unikała jego. Unikała bólu, który mógł się z tego powodu pojawić.

Ale zostałam.

Zniosłam ciemność, a on wszedł do wanny, zanurzając nas oboje w gorącej wodzie. Natychmiast przyciągnął mnie do siebie i związał mi włosy na czubku głowy w kok.

Oparłam się o jego pierś i pomyślałam o tym, co to dla nas oznacza. Co to dla mnie oznacza.

Nie chciałam identyfikować Potwora.

Nie dlatego, że miałam fetysz maski.

Nie dlatego, że bałam się tego, kim on jest.

A może dlatego, że bałam się tego, kim on nie jest.

Jeden mężczyzna regularnie pojawiał się w moich myślach.

Jeden mężczyzna urzekł mnie na tyle, że odciągnął moją uwagę od orgazmu z innym.

Jeden mężczyzna.

A jeśli Potwór okaże się kimś innym, będę zdruzgotana. Bo dla mnie, w najciemniejszych zakamarkach umysłu tliła się iskierka nadziei, że może, tylko może… to może być on.

A jeśli to on?

Wzięłam głęboki oddech.

Nie mogłam sobie pozwolić na taką nadzieję.

Nie mogłam pozwolić, by mój umysł tworzył kolejne scenariusze, w których Draco Malfoy mnie ściga, interesuje się mną albo mnie kusi.

Mój własny mąż się ze mnie śmiał.

Skoro nie potrafiłam przekonać Rona Weasleya, by pomyślał, że jestem seksowna, to jak, do cholery, mogłabym sprawić, że pomyślał by tak ktoś taki jak Draco Malfoy?

Nie potrafiłam.

Więc, jakkolwiek desperackie, żałosne i samokrytyczne by to nie było, postanowiłam się chronić. Wybrałam pozostanie w moim błogo nieświadomym świecie fantazji. Bo Hermiona z Nox była lisicą. Potężną boginią seksu, która domagała się przyjemności i ją otrzymywała. Mężczyźni masturbowali się, patrząc na nią. Była pożądana i nikt jej nie onieśmielał. Chodziła w skąpej bieliźnie, bo wiedziała, jak dobrze w niej wygląda. Czuła się pewna siebie i lubiła patrzeć, jak mężczyźni wokół niej słabli z pożądania.

Ale co najważniejsze, Hermiona z Nox miała zamaskowanego mężczyznę. I pieprzył ją lepiej niż ktokolwiek inny. Chciał posiąść jej duszę. Chciał być jej jedynym kochankiem. I chciał, by była jego.

I choć te rzeczy wydawały się absurdalne i śmieszne w świetle dziennym, tutaj, w wannie w Nox, niemal wierzyłam, że to prawda. Wierzyłam, że mężczyzna, który mnie trzymał, był tym, którego pragnęłam. Wierzyłam, że zasługuję na jego uwagę. Wierzyłam, że w jakimś dziwnym i alternatywnym wszechświecie moglibyśmy być razem. Czystej krwi czarodziej mógłby kochać szlamę.

Może dlatego w myślach nazwałam go Potworem. Tak naprawdę nim nie był. Przerażenie jego obecnością trwało krótko. Ale może to przezwisko pochodziło od lęku, który czułam przed tym, co się stanie, gdy moja fantazja zniknie.

Bo mężczyzna całujący mnie w szyję i myjący moje ciało nie był żadnym potworem.

Po prostu nie był też tym, którego pragnęłam. I to sprawiło, że poczułam się jak najgorsza, egoistyczna suka.

— O czymkolwiek tak głęboko rozmyślasz, wyłącz to — powiedział za mną, przywracając mnie do rzeczywistości. — Bo planuję cię przelecieć jeszcze co najmniej trzy razy przed wschodem słońca.

— Trzy? Złamie mnie to na pół — zażartowałam.

Przycisnął obiecujący pocałunek do mojej szyi.

— Dasz radę.

I fala podniecenia przebiegła mi po kręgosłupie.

Będę obecna.

Bez zbędnego rozmyślania.

Wyobrażę sobie kogokolwiek, kogo będę potrzebowała.

Bo przecież to nie miało trwać wiecznie. A ja musiałam czerpać z tego całą przyjemność, jaką mogłam, zanim znów zniknie z mojego życia.

Więc odwróciłam się w ciemnej wannie i stanęłam twarzą w twarz z Potworem. Przytulił mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego twardą skórę. Pozwoliłam moim palcom przesunąć po wypukłościach jego blizny. Zapamiętałam dotyk jego włosów na moich pięściach i pożądanie kumulujące się w moim brzuchu. I choć ta interakcja między nami była intymna i namiętna, wciąż nie chciałam się poddać i go pocałować. Nie mogłam usprawiedliwić zmiany tak wielu rzeczy, które i tak były skazane na zagładę. Sekret lepiej było pozostawić tam, gdzie był.

Brak komentarzy