[T] Come To Claim: Rozdział 21
Większość sobotniego przedpołudnia spędziłam w
przytulnym gabinecie Draco. Siedziałam na zewnątrz na małym balkonie i
delektowałam się londyńskim powietrzem, gdy nastało lato. Draco w końcu
dołączył do mnie z espresso i nową książką.
— Myślałem, że będziesz w stanie mi pomóc —
powiedział, podając mi książkę. — Właśnie ją skończyłem. Podobno w ciągu
ostatnich kilku tygodni dostrzegano jej obecność. Nie wiemy, czy chodzi o tą,
czy kilka innych.
Książka nosiła tytuł Obskurus. Odwróciłam ją i zaczęłam czytać tył.
Draco i ja spędziliśmy razem trzy godziny,
rozmawiając o Obskurusie. Rozmowy o pracy z Draco były zupełnie inne niż z
Ronem. Ron raczył mnie opowieściami o swoich triumfach i sprycie. Zawsze były
jednostronne.
— Co byś zrobiła? — zapytał Draco.
Zignorowałam to pytanie.
Na samym początku kariery Rona nauczyłam się nie
kwestionować ani niczego nie sugerować. Robił wszystko po swojemu, a moje uwagi
były postrzegane jako protekcjonalne. Mówiono mi, że nie mam pojęcia o niczym
związanym z jego pracą, bo nie jestem Aurorką. Niejednokrotnie przypominał mi,
żebym skupiła się na książkach i swoich badaniach.
— Chcesz mojej rady?
Draco się roześmiał.
— Jesteś genialna — powiedział. — Mając taki
dostęp do twojego mózgu, czuję się, jakbym w jakiś sposób oszukiwał system.
Czemu miałbym nie prosić cię o opinię?
Znieruchomiałam. Był jednym z najpotężniejszych
czarodziejów w Ministerstwie. Pokonał tyle przeciwności losu, żeby dojść do
tego miejsca, i był na tyle pokorny, by prosić o pomoc. Ale powiedziałam mu
szczerze, co myślę. Rozmawialiśmy o tym, jak izolujące i dezorientujące może
być dla mugolaka nagłe objawienie się magii. A Draco słuchał z uwagą. Rozważył
moje opinie, sprzeciwił się niektórym rzeczom, a zgodził z innymi.
Popołudniu Draco zaprosił mnie na lunch, gdzie
kontynuowaliśmy dyskusję. Udaliśmy się do West Essex, do małej kawiarni, którą
lubił. Podczas lunchu zrobił coś nie do pomyślenia. Zapytał o moją pracę. Kiedy
zaczęłam krótko omawiać moje badania dotyczące leczenia obrażeń po Cruciatusie,
dopytywał o szczegóły.
Czy
byłam tak pozbawiona kontaktu z ludźmi, że nawet najmniejsze zainteresowanie
moim życiem było dla mnie czymś monumentalnym?
Tak.
Tak, było.
Draco okazał się wyjątkowo pomocny. On i jego
matka byli wielokrotnie narażeni na klątwę podczas wojny i opowiedział mi o
rzadkim kwiecie, który jego matka parzyła w herbacie, aby złagodzić skutki
wstrząsów wtórnych. Obiecał, że do niej napisze i zdobędzie dla mnie te
informacje.
Ron nigdy nie pytał o moją pracę ani bieżące
projekty. Nigdy nie interesował się moim życiem ani badaniami. Nie potrafił się
przejąć niczym, przez co przechodziłam. Byłam dla niego trofeum ustawionym na
półce, z którym od czasu do czasu paradował do artykułu w Proroku lub na służbowe spotkanie. Nie byłam aktywną uczestniczą
małżeństwa. Nie byłam cenioną członkinią jego wewnętrznego kręgu. Nie byłam
nawet jego ulubioną osobą do zaspokajania potrzeb seksualnych.
I pozwoliłam mu tak mnie traktować. Pozwoliłam,
by znęcanie trwało latami, nigdy nie narzekając. Pozwoliłam sobie uwierzyć, że
moje zdanie nie ma znaczenia. Pozwoliłam sobie zatracić się w chaosie życia
Rona, jego osiągnięć i priorytetów. I byłam duchem.
Ale mieszkanie z Draco przywróciło mnie do życia.
Byłam słyszana. Doceniana. Ważna. I tak cholernie dobrze było w końcu być widzianą.
Więc kiedy Draco poprosił, żebyśmy razem spędzili
wieczór, obejrzeli nowy film dokumentalny i zamówili pizzę, zrobiłam to.
A kiedy zasnęłam na kanapie obok niego,
pozwoliłam mu zanieść się do łóżka.
A kiedy obudziłam się w niedzielę, powtórzyliśmy
niemal ten sam schemat dnia. Rozmawialiśmy, jedliśmy i jeszcze raz
rozmawialiśmy. Pomogłam mu zorganizować darowiznę dla szpitala Świętego Munga,
a on znowu nauczył mnie obsługiwać ekspres do kawy. Pozwolił mi z bolesnymi
szczegółami wyjaśnić niedawno przeczytanie badanie na temat transmutacji. Nie
przewracał oczami. Nie prychał z nudów. Interesowało go to, co miałam do
powiedzenia. Interesowało go jakieś głupie badanie, o którym przeczytałam, bo
mnie ono interesowało. Tego wieczoru zamówiliśmy tajskie jedzenie i
kontynuowaliśmy oglądanie dokumentu.
I to był jeden z najlepszych weekendów jakie
pamiętam.
Po raz pierwszy od lat nie byłam niewidzialna.
~*~*~*~*~*~*~*~
— Pięknie wyglądasz, Hermiono — powiedział Draco
w poniedziałek rano.
Wybrałam miękki, jedwabny, zielony top, który
pasował do mojej białej, ołówkowej spódnicy. Czułam się w nim profesjonalnie i
kobieco. Zgodnie z naszą rutyną, Draco trzymał rękę na moich plecach przez całą
drogę i jazdę windą, a także niósł mój lunch.
Kiedy dotarliśmy do drzwi mojego gabinetu,
poczułam przytłaczający zapach kwiatów, zanim jeszcze drzwi się otworzyły.
Draco wszedł pierwszy i natychmiast zesztywniał.
Rozejrzałam się za nim i zobaczyłam, że prawie całe pomieszczenie było
zastawione kompozycjami kwiatowymi. Gapiłam się na nie.
— Co, u licha? — wyszeptała, ruszając do przodu,
ale Draco mnie powstrzymał.
— Wiesz, od kogo są?
Pokręciłam głową. Wyjął różdżkę i skierował jeden
z bilecików w stronę wyciągniętej dłoni. Cała jego postawa uległa zmianie. Był
sztywny z napięcia, gdy wsunął bilecik między dwa palce i skierował w moją
stronę. Spojrzałam na chłodną maskę obojętności na jego twarzy.
— O co chodzi? — zapytałam, biorąc bilecik.
Czy to
dzieło Potwora? Puls
przyspieszył, gdy przeczytałam napisaną wiadomość.
Prorok
ujawnił powód do świętowania. Może dawne uczucie może znów zapłonąć? Z
miłością, Viktor.
Zesztywniałam.
Wszystkie te kwiaty były od niego.
Odwróciłam się do Draco, ale on już wychodził z
pomieszczenia, a mój lunchbox leżał na moim biurku.
Skinął głową, gdy wszedł Theo, ale nic nie
powiedział.
— Co to jest, do cholery?
Otworzyłam szeroko oczy, podając Theo bilecik.
Parsknął śmiechem, czytając.
— Ten facet jest tobą beznadziejnie zauroczony,
Granger.
— Co mam zrobić?
— Chcesz… — przeczytał ponownie. — Pozwolić dawnemu
uczuciu znów zapłonąć?
Skrzywiłam się.
— Miałem nadzieję, że są od Blaise’a. — Theo
zaśmiał się. — Chociaż pewnie i tak ktoś by dostał ataku paniki.
Rzuciłam mu gniewne spojrzenie.
— Nawet nie lubię kwiatów. — Spuściłam wzrok. —
Lubię cytrusowe zapachy, nie kwiatowe.
Podniosłam jeden z jaskrawych bukietów róż.
— Wolałabym dostać wyjątkową roślinę — mruknęłam
pod nosem, zsuwając kwiaty na podłogę, by zrobić miejsce na biurku.
Usiadłam.
— A propos roślin!
I zaczęłam rozmowę z Theo o tym, o czym rozmawialiśmy
z Draco w ten weekend na temat roślin jego matki.
~*~*~*~*~*~*~*~
Pod koniec dnia zapach róż przyprawiał mnie o ból
głowy.
— Muszę się ich pozbyć, Granger — powiedział
Theo. — Są cholernie okropne.
Odetchnęłam z ulgą.
— Zniszcz je, proszę — błagałam.
A kiedy to zrobił, oboje głęboko wciągnęliśmy
świeże powietrze, pozbawione mdłego zapachu róż.
Draco milczał, wchodząc do naszego gabinetu. Ale
kiedy się odwróciłam i uśmiechnęłam do niego, odwzajemnił gest. Miał okulary na
nosie, co sprawiło, że domyśliłam się, iż mógł mieć dziś równie silny ból głowy
co ja.
Jechaliśmy windą we trójkę. Ręka Draco wróciła na
moje plecy i poczułam ulgę, że wszystko wróciło do normy. Ale kiedy weszliśmy
do Atrium, dostrzegłam, że ciało Draco znowu zesztywniało.
— Jasny gwint.
Zaśmiał się Theo.
A kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam Viktora
Kruma rozmawiającego swobodnie z grupą czarownic, które gromadziły się wokół
niego.
Kurwa.
— Hermy-moja — zawołał, machając ręką nad grupą
kobiet.
Odwróciłam się do Draco i Theo, tłumiąc jęk.
— Powinnam z nim porozmawiać — powiedziałam
cicho.
Ale Draco nie patrzył na mnie. Wpatrywał się w
przestrzeń ponad moim ramieniem.
— Do zobaczenia później.
Nie odpowiedzieli, patrząc, jak odchodzę.
— Witaj, Viktorze — przywitałam się, wymuszając
uśmiech.
Musiałam go delikatnie spławić. Zrobić to z dala
od Atrium mojego miejsca pracy.
Zamarłam, gdy przedarł się przez tłum kobiet i
chwycił mnie za twarz. Pocałował mnie prosto w usta.
Dzięki Bogom, że nie byliśmy w Nox. Potwór
zabiłby nas oboje.
— Powinniśmy pójść porozmawiać.
Próbowałam odciągnąć go od Atrium.
— Oczywiście.
Uśmiechnął się.
Złapał mnie za ramię i objął nim siebie,
prowadząc nas w przeciwnym kierunku. Słyszałam szepty i starałam się ignorować
towarzyszące im spojrzenia. Ale najgorsze pochodziło z ponurej twarzy Rona,
który patrzył, jak wychodziliśmy razem. Widziałam, jak Viktor puszcza oko do
Rona, przesuwając dłoń po moim tyłku.
— Zachowuj się — ostrzegłam Viktora, który
zaśmiał się cicho.
Wyszliśmy na ulicę i zaprowadziłam Viktora do
małej kawiarni po drugiej stronie ulicy. Na zewnątrz stało kilka stolików, więc
zajęłam jeden z nich. Zamiast usiąść naprzeciwko, przysunął krzesło do mnie.
Jego duża dłoń spoczęła na moim udzie i odgarnął mi kilka loków z twarzy.
Chciałam się cofnąć przed tym dotykiem. Czułam się nieswojo. Tak… dziwnie?
— Teraz mamy szansę odkrywać, co mogłoby się
wydarzyć — powiedział.
— Viktor — zaczęłam. — Wciąż jestem mężatką.
Rozwód nie jest sfinalizowany.
— Mogę poczekać.
Spięłam się.
— Viktor…
Czy tego
chciałam?
Przeszukałam umysł. Odsunęłam na bok myśli o
Potworze. Czy chciałabym Viktora? Gdybym
była w pełni rozwiedziona, czy warto byłoby się z nim umawiać?
Odpowiedź była głośna i oczywista. Nie chciałam
tego. Nie chciałam żadnej wersji nas. Ani przypadkowego seksu, ani związku na
wyłączność, niczego. Nie mogłam rozmawiać z Viktorem. To był pierwotny problem
między nami.
Ścisnęło mnie w żołądku, gdy przypomniałam sobie
weekend spędzony z Draco. Siedziałam i rozmawiałam z nim przez całe dwa dni.
Angażował się w moje zainteresowania i pracę. Opowiadał mi o książkach, które
czyta, problemach, z którymi się zmaga i rzeczach, które lubi. Poczułam z nim
więź. Nigdy nie mogłabym mieć czegoś takiego z Viktorem.
Spojrzałam na niego, gdy głaskał mnie po udzie.
Jak miałam mu dać do zrozumienia, że tego nie chcę.
— Podobały ci się kwiaty?
Powstrzymałam się od skrzywienia.
— Były bardzo… pachnące.
Miałam ochotę powiedzieć mu, że były ohydne.
— Róże przypominają mi ciebie.
Uśmiechnął się.
Po raz kolejny musiałam panować nad mimiką twarzy.
Jakim cudem gigantyczne bukiety
czerwonych róż choć trochę przypominały mu mnie?
— Przepraszam, Viktorze — powiedziałam. — Po
prostu nie mogę.
Przechylił głowę na bok.
— Przez Nox?
Spięłam się.
Czy to z
powodu Potwora?
Pokręciłam głową.
— Chcę, żebyś znalazł miłą kobietę. Taką, która
będzie z tobą podróżować i będzie cię kochać tak, jak na to zasługujesz.
Uniósł drugą rękę i objął mój policzek.
— Mam dziś mecz — powiedział. — Potem możesz
przyjść do mojego pokoju w hotelu. Pokój dwa-sześć-dziewięć-dziewięć.
— Viktor…
Spróbowałam pokręcić głową, ale powstrzymał ją.
— Rozwód, a potem będziemy razem.
Chciałam go przekląć.
— Dobrze razem wyglądamy.
— Muszę iść.
Westchnęłam.
— Pójdę z tobą do klubu — naciskał. — Będziemy
razem.
To było ostatnie cholerne miejsce, w którym
chciałabym być z nim. Próbowałam się wyrwać spod jego dotyku, ale on się
pochylił. Nie mogłam go pocałować. Nie znowu. To nie z nim chciałam się
całować. Odchyliłam się do tyłu, ale jego dłoń wsunęła się w moje włosy i
przyciągnęła mnie bliżej.
— Viktor…
I uciszył mnie swoimi ustami. Były duże, ale nie
atrakcyjne ani seksowne. To było dziwne i wymuszone.
Wstałam, przerywając.
— Nie mogę. Przepraszam — powiedziałam i
aportowałam się.
Wjechałam widną do mieszkania Draco i miałam
ochotę zetrzeć usta z twarzy. To była jedna z najbardziej irytujących
interakcji, jakich od dawna doświadczyłam. Zatrzasnęłam drzwi wejściowe i
poszłam do swojego pokoju. Zdjęłam cieliste szpilki i wciągnęłam legginsy i
top. Zostawiłam bose stopy i związałam włosy na czubku głowy.
Dlaczego
nie mogłam po prostu powiedzieć, co czuję? Dlaczego wciąż czułam potrzebę
unikania swoich emocji? Podczas
interakcji z Viktorem zachowywałam się tak samo, jak podczas tych z Ronem.
Wycofywałam się. Nie mogłam wykrztusić słów. Przestawałam myśleć. I dlaczego? Żeby uniknąć konfrontacji? Dokąd
mnie to doprowadziło? Po prostu byłam zdenerwowana.
— Nie spodziewałem się, że wrócisz tak szybko —
rozległ się głos Draco po mojej lewej stronie.
Odwróciłam się i zobaczyłam go opierającego się o
kuchenny blat. Miał na sobie jedynie dresowe spodnie. Podeszłam do lodówki i
wyjęłam butelkę Sauvignon Blanc. Wyczarowałam dwa kieliszki.
— Spragniony?
Na jego ustach pojawił się rozbawiony uśmieszek i
skinął krótko głową.
Pozbyłam się korka i nalałam nam prawie całe
kieliszki.
— Coś ci chodzi po głowie, Granger?
Spojrzałam na niego gniewnie.
— Znowu wracamy do nazwisk?
Wziął kieliszek, który mu podsunęłam i uśmiechnął
się.
— Dziękuję, Hermiono.
Posłałam mu beznamiętne spojrzenie, wypijając
całość dwoma łykami.
Westchnęłam.
Uśmiechnął się ironicznie.
Nie odsunął krzesła. Po prostu nadal opierał się
o blat. Zacisnęłam oczy. Co za głupie
popołudnie. Co za głupia interakcja.
Draco sięgnął po butelkę i dolał mi wina.
Zmiękłam.
To nie jego wina, że nie potrafiłam się bronić.
Nie miałam powodu, żeby się na niego irytować.
— Skrzywdził cię? — zapytał tak cicho, że ledwo
go usłyszałam.
Moje oczy spotkały się z jego.
Pokręciłam głową.
— Nie — mruknęłam. — On jest po prostu… uparty.
Niewzruszony Draco uniósł brew.
— Pocałował mnie.
— Widziałem.
Skrzywiłam się. Wszyscy w Atrium to widzieli.
— Znowu to zrobił.
Przeklinałam przez chwilę, myśląc, że używał
Oklumencji, by ukryć swoje reakcje.
— I co zrobiłaś?
— Przeprosiłam i aportowałam się.
— Przeprosiłaś za…
Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam dlaczego.
— Chcesz być z Viktorem Krumem?
— Nie — odpowiedziała natychmiast.
— A powiedziałaś mu to?
— Cóż, nie tymi słowami — mruknęłam.
— Jakich słów użyłaś?
Czułam narastającą irytację Draco.
— Po prostu powiedziałam, że nie mogę.
— Czego nie możesz?
— Po prostu nie mogę się z nim spotykać.
— Bo jeszcze się nie rozwiedliście?
— To chyba jeden z powodów.
— Powiedziałaś mu to?
Wypuściłam powietrze z płuc. Moja irytacja rosła
z jego dociekliwością.
— Nie, to skomplikowane.
— Uprość to.
Spojrzałam na niego.
— Czego on chce?
— Próbował zasugerować spotkanie w Nox.
W oczach Draco pojawił się lodowaty błysk,
przypominający ten z młodości.
— I wolisz się z nim pieprzyć, niż z nim chodzić?
— Nie!
— Więc nie spotkasz się z nim w Nox?
— Nie.
— Dlaczego? Z powodu kogoś innego, kogo tam
widujesz?
— Nie!
Mogłabym przysiąc, że dostrzegłam cień
zaskoczenia na jego twarzy.
— Nie chcę pieprzyć Viktora ani z nim chodzić.
Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. I to nie ma nic wspólnego z nikim z Nox.
— Dlaczego?
— Bo! — Moja frustracja sięgnęła zenitu. — Ledwo
potrafię z nim sensownie rozmawiać. Relacja z nim byłaby jak ta z Ronem, tylko
z lepszym seksem. Nie chciałby ze mną rozmawiać, nie obchodziłyby go moje
zainteresowania, a Quidditch mnie nie obchodzi.
— To dlaczego mu tego nie powiedziałaś?
— Nie mogę!
— Dlaczego?
— Bo ciągle się cenzoruję. Owijam w bawełnę,
zamiast po prostu powiedzieć to wprost.
— To samo zrobiłaś z Weasleyem.
— Tak.
Draco wyprostował się i ruszył w moją stronę.
Cofnęłam się do lodówki, a on przygwoździł mnie wzrokiem.
— Jesteś, kurwa, najpotężniejszą czarownicą tego
stulecia — warknął. — Chcesz czegoś? Domagasz się tego, Hermiono.
— Nie mogę — wyszeptałam.
— Tak. Możesz. — wydusił z siebie każde słowo.
Stał teraz tak blisko, że musiałam wyciągnąć
szyję, by na niego spojrzeć.
— Nie lubisz konfrontacji, o to chodzi?
Skinęłam głową.
— No cóż, to kurwa źle. Nie pozwolę, żeby ktoś
cię całował bez twojej zgody. Więc będziesz mówić, co myślisz, bo nie mogę być
zawsze przy tobie i spuszczać łomot każdemu facetowi, który chce cię
przelecieć.
Wzdrygnęłam się na jego słowa.
— Draco…
Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam być tą osobą.
Nie chciałam walczyć. Chciałam tylko, żeby to wszystko minęło. Próbowałam się
odwrócić, ale mnie obrócił i przytrzymał. Mocno chwycił za biodra, wbijając
moje plecy w lodówkę, i patrzył na mnie z góry.
— Żądaj tego.
— Puść mnie.
Jego pusty śmiech ociekał protekcjonalnością.
— Chcesz, żeby ludzie po tobie deptali? —
Skrzywiłam się na jego słowa, ale kontynuował. — Chcesz, żeby stażyści wpadali
na ciebie, kiedy idziesz do i z windy? Chcesz, żeby ludzie traktowali cię
nieludzko, Hermiono?
— Nie!
— Kłamczucha.
— Chcę być silna!
Popchnęłam go w pierś, ale się nie ruszył.
— Nie wierzę ci.
Rzuciłam gniewne spojrzenie.
— Chcę być odważna i mówić, co myślę. — Wzbierał
się we mnie gniew, ale nie przestawałam mówić. — Chcę, żeby ludzie przestali
mnie ignorować. Chcę, żeby słuchali, kiedy mam coś do powiedzenia, bo to
cholernie ważne.
Znów go odepchnęłam.
— Co jeszcze? — zażądał, kładąc dłoń na moim
ramieniu.
— Nie chcę już być niewidzialna!
Łzy gniewu zebrały mi się w oczach.
— Grzeczna dziewczynka. Kontynuuj.
Przygryzłam wargę, zanim to zrobiłam.
— Nie chcę, żeby Viktor Krum mnie całował.
Odepchnęłam go, dysząc ze sfrustrowania.
— Więcej.
— Chcę powiedzieć Ronowi, żeby się odpieprzył.
Poruszyłam biodrami, ale ucisk Draco pozostał
mocny.
— Nie chcę pieprzyć Viktora w klubie ani nigdzie
indziej.
Jego usta były o krok od moich. Był jak
niewzruszona siła na mojej drodze.
— I? — naciskał mnie dalej.
— I chcę, żebyś mnie pocałował!
Brak komentarzy