[T] Come To Claim: Rozdział 19

niedziela, 31 maja 2026

Draco i ja staliśmy razem w kominku. Jego torba była przewieszona przez ramię, w jednej ręce trzymał mojego lunchboxa, a drugą oplatał moją talię.

— Ładnie dziś wyglądasz, Hermiono — skomentował.

Nie potrafiłam opisać, jak bardzo mnie zatkało, gdy usłyszałam swoje imię w jego ustach.

— Dziękuję.

Zarumieniłam się.

Dziś prawie do siebie pasowaliśmy i zastanawiałam się, czy zrobił to celowo, widząc mój strój. Miałam na sobie kremową sukienkę z dużymi, jasnoniebieskimi hortensjami. Jego garnitur był niebieski, pod spodem miał jasnoniebieską koszulę, a na krawacie malutkie, niebieskie kwiatki.

Kiedy weszliśmy do Ministerstwa, atmosfera zdawała się zmieniać. Wszystkie oczy były zwrócone na nas. Na mnie? Na niego? Nie byłam w stanie stwierdzić. Ale poczułam nagłą potrzebę, by się skurczyć i zniknąć.

— Głowa w górze, Granger — poinstruował.

Główny Auror opanował swoją osobowość. Jego nastrój uległ zmianie, gdy wpatrywał się przed siebie. Zacisnął usta, a szczęka drgnęła z irytacji.

— Dlaczego się gapią? — wyszeptałam.

— Dowiaduję się.

Starałam się nie drgnąć. Używał Legilimencji, żeby czytać w myślach przechodniów. A oni nie mieli o tym pojęcia. Ile razy potencjalnie mi to robił, dorastając? Powiedział, że nie robił tego, ale jak bardzo kuszące by to było? Złamałam mu cholerny nos. Oczywiście, że miał powód, by grzebać mi w myślach.

Mijając grupkę ludzi, Draco wyciągnął rękę i ukradł jednemu z nich Proroka Codziennego.

— Draco — syknęłam.

Rozłożył gazetę, a ja pochyliłam się, by przeczytać. Jęknęłam z przerażenia.

Na środku widniał ogromny artykuł. Głowa Rona zajmowała połowę strony. Wpatrywał się żałośnie w okno, gdy na zewnątrz padał deszcz. Nagłówek brzmiał Wygrałem wojnę, ale przegrałem bitwę o moje małżeństwo.

Zamarłam.

Co to za bzdury!

Moje oczy pochłonęły całą stronę. Artykuł był poświęcony temu, jak strasznie go zasmuciło, że po tylu latach nie udało mu się utrzymać mojego zainteresowania. Zmagał się z nieustannym poczuciem obowiązku wobec kraju, by chronić słabszych i być obecnym w małżeństwie, w którym żona powoli go odtrącała. Z otwartymi ustami czytałam wszystkie kłamstwa, którymi obsypywał cały ten cholerny kraj.

Coraz trudniej było mi nabrać powietrza do ust. To czytali? To o mnie myśleli?

Draco chwycił mnie za łokieć i poprowadzić z dala od wind do jednej z sal konferencyjnych. Wyjął różdżkę i zamknął drzwi, rzucając jednocześnie zaklęcie wyciszające.

— Nie pozwolimy, żeby to zachwiało naszą pewnością siebie — powiedział, ujmując moje policzki w dłonie. — To Prorok. Wszyscy wiedzą, jakie to gówno

Łzy frustracji napłynęły mi do oczu.

Dlaczego to robił? Po co angażował media i desperacko próbował zwrócić na siebie uwagę? To było szaleństwo.

— Nie, nie — Draco niemal szeptał, ocierając moje spływające łzy. — Nie płaczemy po Weasleyu. To pieprzony palant. A ty jesteś o wiele lepsza od niego. Nie jest wart twoich łez.

Ani razu nie płakałam z tego powodu. Udawało mi się tak długo utrzymać w ryzach. Ale ciągły wstyd, z którym się mierzyłam, doprowadzał mnie do szału. To on zawinił. To on zdradzał, kłamał, kradł i ośmieszał nasze małżeństwo. I nikt o tym nie wiedział. Wszyscy byli tak pochłonięci kłamstwami, które na mój temat rozsiewał. Malował piękny portret ofiary. Moja chłodna, zdystansowana osobowość nagle zaczęła być postrzegana jako podła i zła.

— Jeśli zobaczy, że płaczesz, poczuje się silny — rzekł Draco. — Nie dawaj mu tego. Jesteś cholerną Hermioną Granger.

— Jak? — wychrypiałam. — Jak mam uważać, że nic z tego mnie nie wkurza? Że to wszystko to nie jakiś cholerny żart? Nienawidzę go, Draco. Kurwa, nienawidzę go.

— Ja też — wyszeptał. — Nienawidzę go cholernie mocno.

Zacisnął powieki, próbując skupić gniew, podczas gdy ja starałam się powstrzymać łzy.

— Co mam zrobić? — zapytałam, czując się ogarnięta beznadzieją.

Byłam cholernie zmęczona użeraniem się z Ronem.

Palce Draco przesunęły się po moich kościach policzkowych.

— Zamknij oczy.

W jego głosie słychać było siłę i autorytet. Nie śmiałam się z nim kłócić. Zamknęłam oczy i otoczyłam się jego ciepłym, komfortowym uściskiem. Wypuściłam drżący oddech i poczułam, jak podchodzi bliżej. Byłam teraz całkowicie otulona jego zapachem. Zakręciło mi się od tego w głowie.

— Uspokój się — poinstruował. — Chcę, żebyś wyobraziła sobie ostatnią sytuację, która dodała ci pewności siebie. Wyobraź sobie siebie w tamtej chwili. Co się działo? Co czułaś?

Zacisnęłam usta. Gdybym wyjawiła ostatni raz, kiedy czułam się pewna siebie, podzieliłabym się z nim najbardziej intymną rzeczą na swój temat. Musiałabym mu opowiedzieć o Potworze…

— Możesz to dla mnie zrobić?

Skinęłam głową. Spróbuję.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział.

Całe moje ciało zamarło. Płuca zamieniły się w kamień, a oddychanie stało się fantazją poza zasięgiem.

To zdanie.

Instynktownie pochyliłam się ku jego dotykowi. Efekt, jaki na mnie wywarł, był irytujący. Szukałam w myślach choćby odrobiny pewności siebie, którą czułam przez ostatnie kilka tygodni.

Z zaskoczeniem odkryłam, że Draco łączyło ze mną więcej, niż się spodziewałam. Wyobrażałam sobie, jak jego wzrok zatrzymywał się na mnie, gdy każdego ranka widział moje sukienki. Wyobrażałam sobie, jak inni postrzegali nas razem. Czułam się wyższa i silniejsza z nim u boku. Jakbym potrafiła stawić czoła trudnościom. Myślałam o ubraniach, które dała mi Pansy. Myślałam o tym, jak łapczywie Potwór wodził po mnie wzrokiem. Jak Viktor wpatrywał się we mnie, jakby chciał pochłonąć moją duszę. Jak czułam się obecnie, wchodząc do klubu. I w końcu przypomniałam sobie, jak moje ciało reagowało na Potwora. Pamiętałam, jak czułam się pod jego dotykiem. Teraz miałam pewność siebie. Taką, której nigdy wcześniej nie zaznałam. I podobało mi się to.

Zastanawiałam się, jak wiele zmieniło się w ciągu zaledwie kilku tygodni. Czy głupi artykuł w Proroku naprawdę mógłby wszystko zniweczyć? Doświadczyłam tak ogromnego rozwoju. W momencie, gdy powinnam być na samym dnie, doświadczałam rzeczy, które dawały mi poczucie, że znów żyję. W końcu robiłam coś więcej niż tylko egzystowanie.

— To ministerstwo jest ci coś winne, Hermiono — powiedział.

Ponowne użycie mojego imienia sprawiło, że poczułam przypływ odwagi. Nie byłam już nieśmiałą, cichą Granger. Nawet dla Draco. Byłam kimś więcej. Kimś wartym uwagi, kimś wartym szacunku.

Otworzyłam oczy.

— Pieprzyć Proroka.

— Oto ona.

Draco uśmiechnął się złośliwie.

Nie odrywał rąk od mojej twarzy, a ja też nie zamierzałam się odsunąć.

— Uwierz komuś, kto torturuje Weasleya pod prawie dwóch dekad — powiedział. — Najlepszym sposobem, by mu podpaść, jest śmianie się z niego. Zniszcz go i przypomnij mu, jakim jest żałosnym tchórzem.

Uśmiechnęłam się szeroko. Jeśli ktokolwiek wiedział, jak podpaść Ronowi, to właśnie ten mężczyzna przede mną.

— No to dawaj — ponaglił. — Pokaż mi swój najlepszy malfoyowski uśmieszek.

Zaśmiałam się i zmarszczyłam brwi, próbując spojrzeć na niego gniewnie.

Głośny śmiech Draco natychmiast wyrwał mnie z zamyślenia i zaśmiałam się razem z nim. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.

— Popracujemy nad tym — rzekł, muskając ustami moje włosy.

— Mógłbyś też przenieść go na Antarktydę — mruknęłam, wtulając się w jego pierś.

— Gdybym mógł, to bym to zrobił.

I wiedziałam, że mógłby.

Po kilku minutach moja twarz była pozbawiona łez, a Prorok wylądował w koszu.

— Wbij sobie tę mantrę do głowy, kiedy stąd wyjdziemy — poinstruował mnie Draco. — Pieprzyć Weasleya. Pieprzyć Proroka. Pieprzone palanty. Wszyscy.

Chłód i obojętność osiadły na mojej twarzy, gdy posuwałam się naprzód. Pieprzyć go. Był cholernym palantem. Wrzodem na tyłku. Jebany. Zdradziecki. Palant.

— Grzeczna dziewczynka — pochwalił mnie Draco pod nosem.

Staliśmy przed windami. Gdy drzwi się otworzyły, zauważyłam, że niektórzy nawet drgnęli na widok mojego niewzruszonego wyrazu twarzy. Kilka osób podeszło bliżej, gdy Draco wprowadził mnie do środka. Jego dłoń mocno spoczywała na moich plecach, gdy szliśmy. Pozostawała tam przez całą jazdę. Ramiona miałam odgięte do tyłu. Głowę uniesioną do góry. Pod koniec jazdy czułam się lepiej. Wyższa. Silniejsza. To nie było kłamstwo, którym się karmiłam, by przetrwać, ale coś, co naprawdę do mnie przemawiało. Dałam radę. Mogłam stawić im czoła, bo nie zrobiłam nic złego. Nie miałam nic do ukrycia. Nie czułam wstydu. To był jego wstyd. I sprawię, że go poczuje.

Draco trzymał rękę na moich plecach przez całą drogę. Mimo że nikogo nie było w pobliżu, dodało mi to pewności siebie.

Kiedy weszłam do gabinetu, Theo krążył tam i z powrotem. Jego twarz wyrażała przerażenie, ale kiedy zauważył moje lodowate spojrzenie, na jego twarzy powoli zagościł uśmiech.

— Moja dziewczyna. — Rozpromienił się. — Nawet drgnięcia.

Draco spojrzał na Theo, unosząc brwi. Jego dłoń trafiła na mój łokieć i włożył mi w wolną rękę mojego lunchboxa.

— Dziękuję za lunch, Hermiono — powiedział. — Stosuj mantrę.

Bogowie, czy moje kolana musiały drżeć, gdy powiedział moje proste, cholerne imię? Puścił do mnie oko, zanim się odwrócił, by odejść. Poklepał Theo po ramieniu i ścisnął, po czym wyszedł.

— Eee, przepraszam — bąknął Theo. — Czy on właśnie nazwał cię Hermioną?

I wybuchnął gromkim śmiechem, który natychmiast skłonił mnie do dołączenia do niego.

— Współlokatorzy, prawda?

Klepnęłam go w ramię, ale to tylko go zachęciło.

— Już to zrobiłaś, prawda? — wysapał z udawanym przerażeniem. — Bzykałaś się z moim najlepszym kumplem!

— Theo — mruknęłam i rzuciłam w niego kartką papieru z biurka.

— Pomyśl tylko! Dochodzi w Złotej Dziewczynie i ryczy Hermiono!

Zaklęłam jego kawę, aż eksplodowała, zamieniając się w dziesiątki piór.

Hermiono! — zadrwił gardłowo, jakby miał orgazm.

Nienawidziłam go. I musiałam znaleźć najskuteczniejszy sposób, żeby go przekląć. Bo nie było mowy, żebym się nie odwdzięczyła za jego groźne zaczepki.

Draco! — krzyknął, naśladując mnie w kręgu wyimaginowanej namiętności.

Do końca dnia rzuciłam na Theo urok lub klątwę co najmniej sto razy. I za każdym razem uważał to za zabawniejsze od poprzedniego. Przysięgam, że dzisiaj tak często przewracałam oczami, że pewnie już mi tak zostanie.

— Granger — próbował tłumaczyć Theo, gdy siedziałam przy biurku i próbowałam go ignorować. — Musisz mi wszystko opowiedzieć. Jeśli moim najlepsi przyjaciele się bzykają, zasługuję na każdy, cholerny szczegół.

— Theodore, jesteś zagrożeniem dla społeczeństwa.

— Ma rację, wiesz.

Głos Draco mnie zaskoczył i odwróciłam się, by zobaczyć go opartego o framugę drzwi.

— Dzięki losowi, że w końcu przyszedłeś — jęknął Theo. — Umieram z głodu! Granger miała tylko nadzieję, że zaprosisz nas na kolejkę piwa i coś do jedzenia.

Posłałam mu gniewne spojrzenie.

— Oczywiście — powiedział Draco. — Jesteście głodni? Nie mieliście wystarczającej ilości jedzenia?

— Nie, nie miałem — odpowiedział Theo, ale Draco go zignorował i nadal się we mnie wpatrywał.

— To nie był mój pomysł, żebyś nas wszystkich gdzieś zabrał — powiedziałam, pakując torbę. — Theo po prostu nie smakował jego lunch, więc dąsał się całe popołudnie.

— Mój był wyśmienity — rzekł Draco.

— Nikt mi nie zrobił lunchu — mruknął Theo.

Moje serce się ścisnęło.

— Naprawdę? Czy mówisz to tylko, by być miłym.

— Szczerze — odpowiedział. — Było pyszne. Dziękuję. Liścik był spektakularnym bonusem.

Liścik miłosny? — wtrącił Theo.

Zignorowaliśmy go.

— Nie jestem nawet w połowie tak uzdolniona jak ty.

— W kuchni też nie jesteś taka chaotyczna.

Uśmiechnął się.

Ale w sypialni…

— Nie! — warknęliśmy oboje.

Draco zarzucił torbę na ramię i pomachał, zmierzając do drzwi.

— Zarezerwuję nam stolik — zaproponował Theo. — Spotkamy się u Wizzy’ego. Wy, gołąbeczki, możecie szybko coś porobić, zanim się spotkamy.

Teraz była kolej Draco na rzucenie przekleństwa.

— Niech idzie przodem do wind, zanim wyjdziemy — zasugerował Draco. — Ostatnia rzecz, jaką potrzebuję, to widownia.

Uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam się z nim nie zgodzić.

— Zachowałaś je.

Draco podziwiał, nachylając się nad moim ramieniem.

Nie wiedziała, jak go trzymać z dala od mojego biurka, ale wtedy już było za późno. Zauważył, że zachowałam wszystkie komiksy z lunchu z ostatnich kilku tygodni. Każdy z nich był delikatnie przyczepiony do tablicy obok mojego biurka. Uwielbiałam je. Rozjaśniały mi każdy dzień. Jedynym minusem robienia lunchu dla Draco było to, że nie dostałam dziś komiksu.

— Oczywiście — powiedziałam. — To najlepsza część dnia.

Uśmiechnął się, patrząc na inne drobiazgi leżące na moim biurku.

— Mój też zostawiłem na biurku — rzekł i sięgnął po notes oraz długopis. — Ale dzisiaj nie dostałaś swojej.

Zabierał się za rysowanie nowego komiksu, a ja ledwo starałam się ukryć ekscytację, jaką czułam. Zanim mi go pokazał, natychmiast go przykleił. Zrobiłam krok naprzód i roześmiałam się z rysunku. Draco uczył mnie szyderczego uśmiechu, a moja twarz wykrzywiała się w najróżniejsze, dziwne uśmiechy.

— Wspaniałe.

Uśmiechnęłam się, przygryzając wargę, żeby nie wpaść w jeszcze większe zażenowanie. Nie miał pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy. To była taka prosta i osobista rzecz. Coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam.

— Chciałem nazwać Weasleya okropnymi określeniami, ale nie wydawało mi się to odpowiednie, by to wisiało w twoim gabinecie. Chyba powinienem ci narysować stos komiksów z napisem „zakazane w pracy”.

Zaśmiałam się.

— Z pewnością byłoby mnóstwo materiału źródłowego.

— Przygotuj się na nowe i pomysłowe kreskówki.

Wyciągnął rękę, by pomóc mi wstać, a ja ją chwyciłam.

— Możesz je ukryć w po domu.

Zaśmiał się i zgodził, prowadząc mnie do wind. Większość ludzi już wyszła, więc sami jechaliśmy windą do Atrium. Zamiast podeprzeć się jednego z uchwytu, postanowił trzymać rękę na mojej talii, a ja instynktownie poddałam się jego dotykowi. Odważyłam się spojrzeć na niego podczas jazdy i zauważyłam, że on też na mnie patrzy. Znajomy głód w jego oczach zbił mnie z tropu. Draco Malfoy tak na mnie patrzył? Pamiętałam, jak dziś rano, gdy się budziliśmy, spleceni ze sobą, czułam jego dłoń na sobie. Pamiętałam, jak żartował, że widzę coś, co mi się podoba. Pamiętałam bliskość naszych ciał.

Zanim zdążyłam się powstrzymać, pochyliłam się do przodu, a on do dołu. Nasze lustrzane intencje były tak duszące, że w windzie zdobiło się o trzydzieści stopni cieplej. Moje usta się rozchyliły, tak samo jak jego. Przesunął językiem po dolnej wardze, a ja chciałam zrobić to samo. Wyobrażałam sobie jego potężny i uwodzicielski smak.

— Hermiono — jego głos zabrzmiał niebezpiecznym szeptem ostrzeżenia i pożądania.

Bogowie. Pragnęłam go. Nie mogłam się powstrzymać. Pomimo wszystkich sygnałów ostrzegawczych w mojej głowie, nie zatrzymałam się.

Winda otworzyła się, a dźwięki innych wypełniły przestrzeń, przedzierając się przez mgłę pożądania, której oboje ulegliśmy.

Draco zacisnął szczękę, gestem dając mi znak, żebym szła pierwsza. Jego druga ręka była teraz nieco silniejsza na moich plecach. Zanim dotarliśmy do przejścia wychodzącego na ulicę, Draco chwycił mnie za łokieć. Zdjął moją torebkę z ramienia i teleportował ją, swoją torbę i dwa lunchboxy do swojego mieszkania.

Nie było między nami niezręcznie, gdy szliśmy ulicą w stronę pubu; po prostu panowało napięcie. Każde z nas wyłożyło swoje karty w windzie i żadne nie mogło temu zaprzeczyć ani tego cofnąć. Wskazano intencję. Ale nie było sposobu, by się z niej wycofać. Ciekawość, uczucia, pożądanie — to wszystko zostało obnażone. A teraz musieliśmy się z tym pogodzić.

Musiałam wrócić do Nox. Najwyraźniej teraz, kiedy uprawiałam dobry seks, stałam się pozbawionym kutasa zombie, gotowym całować się z każdym w windzie.

Weszliśmy do zatłoczonego pubu, a Draco wyciągnął szyję, by znaleźć Theo wśród upchniętych obok siebie ciał.

— Tam.

Wskazał, ale z mojego punktu widzenia nic nie widziałam.

Delikatnie położył mi jedną rękę na karku, a drugą na talii, prowadząc mnie przez tłum. Przypominało mi to dzień w windzie sprzed miesięcy, kiedy to prowadził mnie przez Ministerstwo. Wydawało się, że to było wieki temu.

Theo oczekiwał na stolik wraz z rozrastającą się grupą ludzi. Jedna z blondynek odwróciła się, a ja uśmiechnęłam się, widząc Astorię.

Pisnęła cicho i objęła mnie. Dłonie Draco mnie nie puściły.

— Smakowicie pachniesz! — powiedziała, wtulając nos w moją szyję.

Zaśmiałam się i pacnęłam ją. Jej wzrok był utkwiony w dłoniach Draco i na jej twarzy pojawił się zalotny uśmiech.

— Cześć — powiedziała, klepiąc go po policzku.

— Greengrass.

Skinął głową.

Po chwili kolejna dłoń poklepała go po plecach i odwróciłam się, by zobaczyć Blaise’a Zabiniego.

Zamarłam.

Jego krótka koszula osłaniała pasma napiętych mięśni, pokrytych dziesiątkami tatuaży.

Mężczyzna z Nox.

Drugi zamaskowany mężczyzna.

Widziałam jego…

— Granger, miło cię widzieć, laleczko — przywitał się, mocno mnie obejmując.

Słowa nie mogły wydobyć się z moich ust, gdy tylko coś wymamrotałam w jego twardy tors. Dłoń Draco wciąż spoczywała na mojej szyi.

Gdyby Blaise widział mnie w Nox, jego zachowanie wcale by na to nie wskazywało. Zaczął rozmawiać z Draco o długim weekendzie, który planowali pod koniec lata. Theo dołączył do planowania, a Astoria opowiadała mi ze szczegółami o nowej czarownicy, którą spotkała w dziale marketingu.

— Zaprosiłam ją — powiedziała nerwowo, zerkając przez moje ramię. — Mam nadzieję, że się pojawi.

Dłonie Draco w końcu mnie puściły i poczułam, że znów mogę oddychać.

— Drażliwy, prawda? — skomentowała Astoria, co wywołało u mnie parsknięcie, ale nie byłam w stanie zrobić nic więcej.

Głównie dlatego, że chciałam, by był o wiele bardziej drażliwy.

— O, patrz! Pansy!

Odwróciłam się i zobaczyłam Pansy z bardzo wysokim brunetem, przeciskających się przez rosnący tłum. Wyglądała olśniewająco. Jej włosy falowały, a usta były pomalowane na czerwono. Pięknie kontrastowały z jej ciemnymi włosami i jasnozieloną sukienką.

Pocałowała Astorię w policzek i zwróciła się do mnie.

— Uwielbiam tę sukienkę. Jakiś cholerny geniusz musiał ją zaprojektować. — Uśmiechnęła się promiennie, a potem skinęła na męża. — Poznaj mojego mugola, Granger.

Miał tak wyluzowany i radosny wyraz twarzy, że nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

— Max — powiedział, ściskając moją dłoń. — Miło cię poznać.

— I wzajemnie — odparłam.

Jego życzliwe oczy były pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę. Skinęłam sugestywnie głową do Pansy. Właśnie gdy w końcu przyzwyczaiłam się do swojej przestrzeni osobistej, Draco wrócił. Wyciągnął rękę przede mną i zauważyłam, że podaje mi Martini z oliwką.

— Zaraz będzie jedzenie — powiedział, pochylając się.

— Dziękuję.

Uśmiechnęłam się, biorąc od niego drinka.

Uścisnął dłoń Maxa i pozwolił Pansy pocałować się w oba policzki. A potem jego dłoń wróciła do mnie. Tym razem po prostu spoczęła na moich plecach, zataczając małe kółka tuż nad moim biodrem. Próbowałam stłumić nerwowość alkoholem, ale to mogło tylko pogorszyć sprawę.

Astoria zaczęła opowiadać Pansy, jak poznała Mel z marketingu, a ona była zachwycona tą opowieścią.

— Nie słuchaj go — powiedział Draco nade mną, ściskając moje biodro.

Moja uwaga skupiła się na mężczyznach po mojej prawej stronie, gdy Blaise i Theo odrzucili głowy do tyłu ze śmiechu.

— Pomyśl tylko, jakie piękne byłyby nasze dzieci — zażartował Blaise, ale tym razem złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.

Przysunął twarz blisko mojej i mocno objął mnie w talii. Twarz Draco promieniała niezadowoleniem, ale Theo zachichotał obok nas.

— Wyobraź sobie ich włosy — rzucił.

Ja też musiałam się roześmiać. Włosy Blaise’a były tak gęste i kręcone, ale teraz ujarzmione rzędami idealnych i misternych warkoczyków. Głośny śmiech Blaise’a sprawił, że uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Prawie uznałabym go za pluszowego misia, gdybym tylko mogła wyrzucić z głowy jego obraz z Nox.

Draco właśnie wyciągał do mnie rękę, gdy jego dłoń zamarła, a twarz zmieniła się w maskę z lodowatej stali. Blaise i ja odwróciliśmy się w tym samym momencie i zobaczyliśmy Rona z czarownicą u boku.

— Wasze rude dzieciaki byłyby ohydne — szepnął mi Blaise do ucha. — Każde wygląda lepiej z odrobiną melaniny w DNA.

Nie mogłam stłumić uśmiechu, który rozkwitł na mojej twarzy.

Ron spojrzał na mnie gniewnie.

— Ślizgoni, Miona, serio?

Na jego twarzy malowała się odraza.

Blaise nie rozluźnił ciasnego uścisku. Po prostu oparł brodę na moim ramieniu.

— Odejdź, Weasley — powiedział Draco.

W jego głosie brzmiała stanowczość.

— Mam wolne, Malfoy.

— W takim razie, spierdalaj.

Zesztywniałam, słysząc błyskawiczną ripostę Draco.

— Miona — kontynuował Ron, zwracając się bezpośrednio do mnie, ignorując groźbę Draco. — Naprawdę uważaj, z kim się zadajesz. Nie możesz sobie pozwolić na więcej złej prasy.

Starałam się nie wzdrygnąć na jego słowa, ale mnie zabolały.

— Uważaj — ostrzegł Draco, podchodząc bliżej. — Wolałbym nie myśleć, że celowo rozsiewasz plotki o współpracownicy z Ministerstwa.

— Prawda prędzej czy później musiała wyjść na jaw.

Ron wzruszył ramionami.

— I tak się stało — wtrącił się Theo. — Wszyscy mieliśmy niezły ubaw z twojego małego penisa. — Spojrzał na czarownicę obok Rona. — Uciekaj, póki jeszcze możesz, kochanie. To śmieszny, mały robaczek.

Cała grupa, z która byłam, wybuchła śmiechem. Twarz Rona zapłonęła; złowroga wściekłość zawrzała na jego twarzy. Wyciągnął różdżkę i wycelował nią w Theo, ale Draco pojawił się przed nim w mgnieniu oka. Górował nad Ronem wzrostem i muskulaturą. Blaise pociągnął mnie za siebie i sięgnął po swoją różdżkę.

— Naprawdę jesteś na tyle głupi, żeby wycelować różdżką w innego czarodzieja w miejscu publicznym, przed swoim przełożonym? — warknął Draco. — Bogowie, Weasley. Użyj choć jednej, cholernej komórki mózgowej i spieprzaj stąd. Nie mam czasu na papierkową robotę, by cię zwolnić w ten weekend.

W tym momencie Ron zdawał się opamiętać i opuścił różdżkę.

— Miłej zabawy z pieprzeniem Śmierciożerców — rzucił mi Ron na odchodne, odwracając się, by odprowadzić czarownicę.

Zbladłam na tę obelgę.

— Och, zrobi to — odkrzyknął Blaise.

Widziałam, jak ramiona Rona się napinają, gdy Theo i Blaise się zaśmiali. Draco miał rację; rozbrajanie Rona przychodziło im wszystkim naturalnie. Sprawiali wrażenie, jakby łatwo było mu zaleźć za skórę.

Kiedy Draco skutecznie wypchnął Blaise’a z mojego miejsca, jego ręka wróciła na moje plecy. Jego ciało dotykało mojego przez cały czas, gdy tam staliśmy. Nasze nogi, ramiona, biodra, wszystko. Przez chwilę martwiłam się o naszą bliskość, ale pub był tak zatłoczony, że wydawało się to nieuniknione.

Po kolejnej rundzie drinków i mnóstwie tłustego, pubowego żarcia w końcu musiałam wyjść. Czułam się winna, że to robię; tak naprawdę świetnie się z nimi bawiłam. Ale musiałam dziś wieczorem zobaczyć Potwora. Musiałam odzyskać kontrolę nad moimi szalonymi pragnieniami. Miałam ujście dla takich uczuć i musiałam je wykorzystać.

— Nie rób niczego, czego ja bym nie zrobił — zażartował Theo, unosząc drinka w moją stronę.

Przewróciłam oczami i pożegnałam się, całując Astorię i Pansy w policzki. Blaise też się nastawił, ale zamiast tego poklepałam go po policzku, chichocząc.

— Drażnij się ze mną do woli, Granger — powiedział. — Ale wiem, że często będziesz myśleć o naszych dzieciach.

Zaśmiałam się i pozwoliłam Draco zaprowadzić mnie do kominka.

Kiedy się odwróciłam, stał bardzo blisko.

— Zachowuj się, dobrze? — rzekł, zakładając mi za ucho luźny kosmyk włosów.

Przygryzłam dolną wargę, próbując stłumić falę pożądania, która poczułam.

— Nie sądzę, żeby to był prawdziwy cel Nox — mruknęłam. — Prawda?

Draco uśmiechnął się, biorąc moją dłoń i ściskając ją dwa razy.

— To zrób im piekło — poprawił się.

Brak komentarzy