—
Anglia to nic w porównaniu z Francją — powiedział Jacques, a na jego ustach
błąkał się figlarny uśmieszek.
Hermiona
zdołała uśmiechnąć się przez zaciśnięte zęby, ubolewając, że podczas jednego z
dwóch wolnych wieczorów w tygodniu utknęła na randce z… Jacquesem.
—
Skoro tak bardzo lubisz Francję, co robisz w Londynie? — zapytała Hermiona,
starając się ukryć jadowitą nutę w głosie.
Podczas
gdy Jacques długo tłumaczył, że w pracy
to, a w rodzinie tamto, Hermiona
rozważała wszystkie sposoby, jakimi mogłaby zabić Rona Weasleya za zmuszanie
jej do chodzenia na randki w ciemno.
—
I przede wszystkim Sama-Wiesz-Kto nigdy nie mógłby postawić stopy we Francji —
dokończył.
Zamrugała,
a widelec zawisł nad jej sałatką, którą zamówił dla niej Jacques.
—
Przepraszam… co powiedziałeś?
Jacques
nawet nie krył się z przewracaniem oczami.
—
We Francji nie ma tolerancji dla takiego rodzaju fanatyzmu. Nigdy nie byłoby
Czarnego Pana.
—
Naprawdę? — spytała Hermiona beznamiętnie. — Wierzysz, że Francja jest wolna od fanatyzmu teraz i na zawsze? Że nie ma
możliwości, by Czarny Pan albo inny złoczyńca mógł choćby pomyśleć o zbudowaniu
tam swojej twierdzy?
Skinął
głową i uśmiechnął się do Hermiony, kompletnie nie dostrzegając jej tonu.
—
Tak! To po prostu niemożliwe.
Hermiona
nie mogła już tego znieść.
—
Tego rodzaju arogancja, wiara we własną wyższość i pewność co do przyszłości
sprawiła, że ktoś taki jak Voldemort zdołał zbudować twierdzę w Wielkiej
Brytanii, ponieważ brytyjskie ministerstwo było przekonane, że jest odporne na
takie rzeczy. Postrzegali Grindelwalda jako niemieckie zagrożenie i zachowywali
się tak, jak ty teraz. Jeśli czegoś mogę być pewna, to tego, że ludzkość jest
zdolna do okrucieństwa, niezależnie od tego, jak bardzo się rozwinęliśmy.
Wypuściła
powietrze, drapiąc bliznę na prawym przedramieniu, po czym sięgnęła po widelec
i agresywnie wbiła go w sałatkę.
Uśmiech
Jacquesa zniknął i zaczął dziobać jedzenie, lekko kręcąc głową i mamrocząc pod
nosem:
—
Putain d'idiot.
Widelec
Hermiony zagrzechotał o talerz, a Jacques spojrzał na nią zaskoczony.
Energicznie położyła serwetkę na stole i chwyciła torebkę, wyrzucając z niej
kilka galeonów, po czym powiedziała:
—
Je parles français petite merde.
Następnie
odwróciła się i wyszła, zadowolona, że Jacques nie będzie zainteresowany drugą
randką.
Wyszła
na główną ścieżkę Ulicy Pokątnej i wyciągnęła papierosa, rozluźniając się
niemal natychmiast, gdy dym powoli uleciał z jej ust. Spokojnie ruszyła do
Dziurawego Kotła, ćwicząc wykład dla Rona, chcąc mu wytłumaczyć, dlaczego nie musi umawiać jej na kolejne randki.
Dziurawy
Kocioł był zatłoczony, kakofonia głosów czarodziejów i czarownic przeplatała
się w garniturach i szatach. Hermiona przepchnęła się do baru i
bezceremonialnie walnęła Rona w łeb, gdy tylko zobaczyła jego znajomą, rudą
grzywę.
—
Cholera jasna, Hermiono.
Złapał
się za głowę i udawał urażonego.
Przewróciła
oczami.
—
Jacques? Serio?!
Ron
wzruszył ramionami i uśmiechnął się niewinnie.
—
To Francuz. Są bardzo wyrafinowanymi ludźmi, prawda?
Hermiona
prychnęła.
—
Ronaldzie Weasley. Nigdy więcej nie umówisz mnie na randkę w ciemno —
powtarzam, NIGDY więcej. Słyszysz? Jestem dorosła. Jeśli zechcę się z kimś
umawiać, sama znajdę sobie partnera. Ale przestań to robić!
Nawet
ona skrzywiła się na piskliwy ton, jaki przybrał jej głos pod koniec
wypowiedzi.
Ron,
przyzwyczajony do jej wyskoków, przewrócił oczami i podał jej piwo.
—
A przy okazji, nigdy nie będziesz chciała się z kimś umawiać.
Hermiona
gapiła się na niego, próbując wyglądać na urażoną.
—
Co masz na myśli?
—
To co zawsze, Hermiono. Jesteś zbyt wybredna i niezależna.
—
Może po prostu doszłam do momentu, w którym nikogo nie potrzebuję —
argumentowała, ignorując strużkę piwa, która wymsknęła się z jej ust.
Próbowała
dyskretnie wytrzeć napój, ale Ron to dostrzegł i się roześmiał.
—
Nie chcę, żebyś była sama — oświadczył szczerze.
Właśnie
dlatego pomimo wszystkich nieudanych randek, na które ją umawiał, nadal mu
ulegała — bo naprawdę mu zależało. I rozumiała jego punkt widzenia; miał żonę i
dziecko w drodze, i wkrótce nie będzie miał czasu na jej wyskoki. Chciał, żeby
kogoś miała; w teorii był to uroczy pomysł, ale w praktyce nie do końca się
sprawdził.
—
Przynajmniej koniec z Francuzami — błagała.
—
Było aż tak źle?
—
Powiedział, że Francja jest zbyt rozwinięta, żeby kiedykolwiek był tam Czarny
Pan — odparła beznamiętnie.
Ron
zaśmiał się ponownie, przez co zmierzyła go gniewnym spojrzeniem.
—
Przepraszam — pokręcił głową — to przyjaciel Fleur… powinienem się domyślić, że
nie przypadnie ci go gustu. Ale szczerze mówiąc, Hermiono, kończą ci się
angielscy czarodzieje.
Spojrzała
na niego gniewnie, nie mogąc znaleźć sensownej riposty.
—
Nieważne, gdzie twoja druga połówka?
Ron
wstał i rozejrzał się po barze, w końcu wskazując na odległy kąt.
—
Tam — pracuje dziś.
Hermiona
zmarszczyła brwi.
—
W piątkowy wieczór? Biedna Hanna.
Ron
wzruszył ramionami.
—
A propos Hanny, powiedziała mi coś zabawnego.
Hermiona
poczuła, jak jej zmarszczka na czole się pogłębia.
—
Co takiego?
—
Wspomniała, że pojawiłaś się tu z Draco Malfoyem we wtorek wieczorem.
Ron
posłał jej znaczące spojrzenie.
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Wpadłam na niego w pracy. Pamiętasz? Badam sprawę utraty pamięci wśród
czarodziejów czystej krwi? — Ron wzruszył ramionami, co Hermiona przetłumaczyła
jako znak, że nie pamięta. — No cóż, robię to… a Malfoy widział mnie w barze,
gdy pracowałam pod przykrywką — wyjaśniła.
Ron
patrzył sceptycznie.
—
To nadal nie wyjaśnia, co tu robiliście.
Zmrużyła
oczy.
—
Czy nie istnieje coś takiego jak poufność między barmanem a klientem?
—
Rozmawialiśmy już o tym — nie — a
nawet gdyby, zostałaby unieważniona przez przywilej męża i żony.
Uśmiechnął
się rozbawiony.
Niestety,
już o tym rozmawiali. Przybliżyła się
do niego i ściszyła głos.
—
On też zajmuje się tą sprawą — jest Aurorem i w ogóle. Pomagam mu. Ale nikomu
ani słowa. Nie jestem pewna, czy powinnam komukolwiek o tym mówić.
Uniosła
brwi, bez słowa nakazując mu, by nie
mówił Harry’emu, który prawdopodobnie zbeształby Hermionę za złamanie zasad
jakiegoś mało znanego statutu Aurorów.
Ron
zmarszczył nos.
—
Więc współpracujesz z Malfoyem?
Wzruszyła
ramionami, wyciągając papierosa i ignorując sugestywne spojrzenie swojego
najlepszego przyjaciela.
—
Szczerze mówiąc, nie jest okropny. Wydaje się, że trochę złagodniał.
—
Naprawdę? Założyłem, że Harry mówił o nim małe rzeczy z zawodowej uprzejmości.
Hermiona
zaciągnęła się głęboko papierosem, przywołując popielniczkę zza baru.
—
Wydaje się kompetentny i nie powiedział mi nic przykrego, więc dam mu kredyt
zaufania.
Ron
skinął głową.
—
Chyba… — przerwał, gdy nagle między nimi pojawił się cielesny Patronus w
kształcie wilka, sprawiając, że para podskoczyła.
—
Kolejna ofiara… Puraclava… martwa —
powiedział wyraźnie głosem Malfoya, zanim zniknął.
Hermiona
poczuła, jak jej twarz blednie.
—
O wilku mowa.
Założyła
z powrotem płaszcz i krótko przytuliła Rona, gasząc papierosa.
—
Uważaj, dobrze?
Ron
wyglądał na zmartwionego. Zignorowała jego obawy, będąc już w połowie drogi do
drzwi.
~*~*~*~*~*~*~*~
Kiedy
dotarła do Puraclavy, panowała tam niezwykła cisza. Na zewnątrz stało kilku
analityków z DPPC, którzy spisywali zeznania pozostałych klientów. Hermiona
minęła Aurora monitorującego miejsce zdarzenia i zobaczyła Malfoya i Harry’ego
kucających przy ciele.
—
Co się stało? — zapytała Hermiona, mrugając, by uchwycić obrazy dla siebie.
—
Znaleziono go martwego jakieś trzydzieści minut temu — wyjaśnił Malfoy,
mamrocząc kilka zaklęć i marszcząc brwi na to, co wywnioskował.
—
Czy… — Hermiona podeszła bliżej, pochylając się i mrugając dwa razy — krew leci
mu z oczu?
Malfoy
skinął głową.
—
Było gorzej, kiedy tu przybyliśmy.
Hermiona
wyciągnęła różdżkę.
—
Viderelux — mruknęła, rzucając
zaklęcie własnego autorstwa, pozwalające jej w istocie prześwietlić mężczyznę.
Biorąc
pod uwagę przestarzałą wiedzę na temat biologii w świecie czarodziejów, nie
mogła zakładać, że przeprowadzą dokładną sekcję zwłok. Wzdrygnęła się
natychmiast, mrugając kilka razy, by uchwycić obrazy, zanim znikną.
—
Malfoy — zapytała Hermiona, a on spojrzał na nią, wciąż marszcząc brwi — możesz
podnieść mu koszulę?
Zerknął
na Harry’ego, który skinął krótko głową, zanim magicznie usunął ubranie.
—
O cholera — powiedział. — To runa! Kto, kurwa, to robi?
—
Osoba dokonująca rytualnego zabójstwa — rzekła Hermiona rzeczowo. — To
norweskie… Ingwaz, jeśli dobrze
pamiętam, coś związanego z płodnością? — Pokręciła głową. — Nie uczyłam się run
od Hogwartu.
Przykucnęła,
wciąż obserwując runę pod różnymi kątami.
—
Wydaje mi się, że te rany zostały zadane pośmiertnie — zasugerował Malfoy,
przechylając głowę i mrużąc oczy. — Wygląda na to, że nie zdążyły się zagoić. A
nacięcia są gładkie i dość głębokie, gdyby żył podczas rytuału — przerwał i
lekko zadrżał — nie sądzę, żeby były aż tak precyzyjne.
Hermiona
się zgodziła.
—
Wiemy, kim jest ofiara?
Mężczyzna
wyglądał znajomo, najprawdopodobniej widziała go w klubie.
Harry
skinął głową, odzywając się po raz pierwszy:
—
Jimmy Blishwick: pięćdziesiąt lat, zwykły urzędnik w administracji Wizengamotu.
Miał żonę i dwójkę dzieci.
Przełknął
głośno ślinę, wyglądając na zdenerwowanego.
Hermiona
poczuła instynktowną potrzebę pocieszenia go.
—
Harry, to nie twoja wina, robimy wszystko, co w naszej mocy. — Skinął głową i
uśmiechnął się do niej lekko, ale wiedziała, że wciąż dźwiga na swoich barkach
ciężar całego świata. — Czy ktoś już rozmawiał z rodziną?
Odwróciła
się do Malfoya.
Skinąwszy
głową, wyjaśnił:
—
Wysłaliśmy Daviesa, żeby ich o tym poinformował, ale nie sądzę, żeby był sens
ich przesłuchiwać.
Zmarszczyła
brwi.
—
Jesteś pewien?
Malfoy
pokręcił głową i wzruszył ramionami.
—
Szczerze? Niczego nie jestem pewien, ale to wpisuje się w schemat braku
schematu. Przynajmniej teraz mamy jakiś
dowód.
—
Dobrze. Co teraz? — zapytała Hermiona.
—
Zabierzemy ciało do Ministerstwa, przeprowadzimy standardowe badania i ustalimy
przyczynę śmierci — powiedział Malfoy.
—
Wezmę mój notes i spotkamy się na miejscu.
Przygotowywała
się do deportacji, gdy ją powstrzymał.
—
Jaki w tym sens? Nie pracujesz dziś wieczorem, prawda?
Wiedziała,
że to skrajnie niestosowne, ale i tak się uśmiechnęła.
—
Mogłam coś zostawić, by mieć oko na klub.
Aportowała
się, zanim zdążył odpowiedzieć.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Trucizna?
Hermiona
zmarszczyła brwi, siedząc w magicznym laboratorium i czytając raport.
—
Nie jest to jednoznaczne, ale wygląda na to, że właśnie to go zabiło.
Malfoy
wzruszył ramionami, podając Hermionie kubek kawy, po czym usiadł naprzeciwko
niej.
—
Dzięki — mruknęła, zakładając okulary i uważniej wczytując się w raport. — Czy
stwierdzili, kiedy został otruty?
Przeglądała
wstępny raport, szczątkowy dokument mniej więcej wyjaśniający wyniki badań z
zaklęć techników na miejscu zbrodni.
Malfoy
wzruszył ramionami.
—
Strona ósma wskazuje, że musiał połknąć truciznę co najmniej godzinę przed
śmiercią.
—
No dobrze — trzasnęła szyją i zrzuciła szpilki, ustawiając je obok stołu, nagle
żałując, że nie przebrała się po fatalnej randce — przynajmniej mamy od czego
zacząć — jeśli chodzi o potencjalnych podejrzanych. Choć to dziwne — sprawca
musiał go otruć, a potem śledzić, by okaleczyć ciało.
Zmarszczyła
brwi, mrucząc pod nosem ostatnie słowa.
—
Granger — zapytał Malfoy, zaciskając usta, gdy ją obserwował — co masz na
sobie?
—
Co? — prychnęła, czując się nieco skrępowana.
Przecież była na randce.
—
Masz na sobie sukienkę?
Zabrzmiało
to niedowierzająco, choć prawdopodobnie nie chodziło o to, że miała na sobie
sukienkę, a raczej o dość skąpą sukienkę, którą wcześniej zakrywał płaszcz.
—
Tak — odpowiedziała spokojnie.
Czuła
się dobrze we własnym ciele i gdyby randka była choć trochę mniej okropna, wyobrażała sobie, że wieczór skończyłby się
zupełnie inaczej.
—
Dlaczego? Nie masz dziś wolnego?
Zmrużyła
oczy.
—
To nie twoja sprawa, ale jeśli musisz wiedzieć, byłam dziś wieczorem na randce.
Wyglądał
na nieco zaskoczonego.
—
Och… przepraszam, nie chciałem przeszkadzać.
Hermiona
się roześmiała.
—
Bez obaw, Malfoy. Randka dawno się skończyła, zanim pojawił się twój Patronus.
—
Było źle? — zapytał z rozbawionym uśmieszkiem.
—
Było okropnie. To cholernie arogancki Francuz — jęknęła, krzywiąc się na
wspomnienie.
Zmarszczył
brwi, wyraźnie zdezorientowany.
—
Nie rozumiem. Dlaczego z nim wyszłaś?
—
Och, Ron ciągle umawia mnie na randki w ciemno. Hanna jest w ciąży, więc chyba
czuje się w obowiązku znaleźć kogoś innego, kto by się mną zajął.
Przewróciła
oczami.
—
Ty też?
Malfoy
uśmiechnął się ironicznie.
—
Ach, więc ty też cierpisz z powodu swojej niezależności? — zapytała,
uśmiechając się psotnie.
—
Tylko rzucają uwagami, że nie młodnieję.
Na szczęście nie umawiam się na randki w ciemno, głównie dlatego, że stanowczo
odmawiam chodzenia na nie.
Wyraźnie
zadrżał na samą myśl.
Hermiona
westchnęła.
—
Chciałabym też mieć taką możliwość, ale Ron był przy mnie przez cały ten czas,
więc jeśli raz na kilka miesięcy będę musiała znosić jakiegoś kretyna, dam
sobie radę.
—
Nikt nie spełnia twoich standardów, Granger?
Spojrzał
na nią pytająco, a ona zmarszczyła brwi.
—
Szczerze? Nie wiem. — Zazwyczaj odpowiadała „tak”, ale z jakiegoś powodu
sposób, w jaki to ujął, sprawił, że poczuła się… arogancka. — Myślę, że problem
polega na tym, że ludzie chcą się umawiać z legendarną Hermioną Granger, a
niekoniecznie ze mną. Więc idziemy na randkę i oczekują, że będę jakąś karykaturą
samej siebie. Zawsze ich rozczarowuję, a oni zazwyczaj po prostu głupio się
zachowują.
Zmarszczyła
brwi, nie do końca pewna, co zainspirowało ją do wybuchu szczerości.
—
A ty? Jestem pewna, że masz mnóstwo opcji.
Przynajmniej
tak przypuszczała, biorąc pod uwagę, że był ostatnim żyjącym Malfoyem i
prawdopodobnie dość bogatym czarodziejem.
Wzruszył
ramionami, a na jego twarzy pojawił się neutralny wyraz.
—
Chyba w pewnym sensie mam tak samo. Kobiety oczekują, że będę pewną wersją
siebie, a kiedy nie jestem… — urwał.
Hermiona
przechyliła głowę na bok i zastanowiła się nad tym.
—
Cóż, miło mieć sojusznika wśród singli.
Pokręcił
głową, cicho chichocząc.
—
Chyba wolę twoje wcześniejsze określenie — niezależność.
To
był dziwny moment koleżeństwa i Hermiona przyłapała się na tym, że patrzy na
Malfoya w sposób, na jaki nigdy wcześniej nie miała okazji.
—
Więc po prostu… nie umawiasz się na randki? — zapytała w końcu.
Poruszył
się, wyglądając na zakłopotanego.
—
W sumie — spojrzał w górę, jakby coś kalkulował — chyba nie.
Starał
się wyglądać na zdystansowanego, a Hermiona była nieco zaskoczona jego
szczerością.
Oko
Hermiony drgnęło na myśl o czymś innym.
—
Więc kiedy ostatnio… no wiesz?
Wykonała
obsceniczny ruch dłońmi i uniosła jedną brew.
Malfoy
wypluł kawę, która już była w połowie jego gardła, dławiąc się kaszlem. Jego
oczy błądziły po pomieszczeniu, najwyraźniej starając się na nią nie patrzeć.
Tym razem usta Hermiony zadrżały, kiedy próbowała powstrzymać śmiech.
—
Czyż nie o to właśnie chodzi w randkowaniu? Tylko dlatego to znoszę —
kontynuowała.
Pochyliła
się do przodu, całkiem rozbawiona paniką widoczną na twarzy Malfoya.
Stwierdziła, że drażnienie go jest bardzo zabawne.
—
Czy my naprawdę o tym rozmawiamy? — wycedził, siedząc sztywno.
—
To rozsądne pytanie. Jesteś przystojnym, prawdopodobnie męskim, młodym
mężczyzną i pamiętam, co mówili o tobie w szkole.
Zmrużył
oczy.
—
Robisz sobie ze mnie żarty. Dosłownie jedna osoba mówiła o mnie różne rzeczy w
Hogwarcie — Pansy.
Zaśmiała
się.
—
Nabijam się z ciebie — westchnęła, bębniąc palcami po biurku. — Nie będę cię
namawiać na randki, ale powinieneś wykorzystać swoją młodość i urodę.
Zmarszczyła
brwi, uświadamiając sobie, że nazwała Malfoya przystojnym, po czym szybko
wróciła do notatek.
—
Och, Granger? — Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie Malfoya. Znów był pewny
siebie, błysk w jego oku wywołał lekki rumieniec na szyi Hermiony. — Nie
wiedziałem, że uważasz mnie za przystojnego.
Próbowała
udawać ambiwalencję.
—
To była obiektywna ocena, Malfoy, niech ci to nie zamiesza w głowie. — Zmusiła
się do skupienia na raporcie, wpatrując się uważnie w dokumenty i ignorując
spojrzenie Malfoya i jego uśmieszek. — Malfoy, człowiek nie żyje — do roboty.
—
A, racja. To ja zmieniłem temat.
Przewrócił
oczami.
—
To nie ja niepotrzebnie skomentowałam czyjąś garderobę — zauważyła.
—
Nie przypominam sobie, żebym cię pytał o twoje życie seksualne.
Malfoy
nagle poczuł się swobodniej w tym temacie.
—
A czego się spodziewałeś? Nie możesz po prostu powiedzieć „nie randkuję” i
oczekiwać, że ktoś nie będzie pytał!
Malfoy
spojrzał z niedowierzaniem.
—
To dosłownie nie ma sensu.
—
Czy to jakaś zasada czarodziejów czystej krwi? — Pochyliła się ponownie, mrużąc
oczy. — Czy seks to temat tabu?
Wydawało
się to logiczne, biorąc pod uwagę jego początkową reakcję wywołaną tym
pytaniem.
Po
raz kolejny wyglądał na zakłopotanego, szydząc:
—
Niektórzy ludzie po prostu nie czują się komfortowo, rozmawiając o seksie w pracy.
Przewróciła
oczami i przygryzła wargę, potrząsając głową, zanim wyciągnęła notes i przejrzała
zdjęcia, które uchwyciła tamtej nocy.
—
Malfoy — zawołała kilka minut później — jak dobrze znasz tę runę?
Odwróciła
notes w jego stronę.
—
Hmm? — Spuścił wzrok, marszcząc brwi. — Szczerze mówiąc, wątpię, żebym pamiętał
ze szkoły więcej niż ty. Właśnie miałem zasugerować, żebyśmy poprosili o pomoc
Theo.
—
Theo Notta?
—
Tak.
—
Ale on jest Mistrzem Eliksirów — zauważyła, marszcząc brwi.
Malfoy
przewrócił oczami.
—
On jest… nie wiem, jak to nazwać. Wielkim kujonem.
—
Więc jest Mistrzem Eliksirem i ekspertem od run? — wyjaśniła Hermiona.
Malfoy
rzucił wymijająco:
—
Hmm.
—
No dobrze, zobaczymy, czy uda nam się wykorzystać te zdjęcia z dzisiejszego
wieczoru przed klubem, żeby zawęzić listę naszych dziesięciu poprzednich
podejrzanych.
Nieświadomie
ziewnęła, upiła łyk kawy i przygotowała się na długą noc.
Je parles
français petite merde. — Mówię po francusku, ty gnoju.
__________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowe rozdziały tłumaczenia. Tym razem aż cztery! Tę historię bardzo fajnie mi się tłumaczy i możliwe, że ten tom skończę już w przyszłym tygodniu. Dajcie znać jak wrażenia i zapraszam na kolejne rozdziały. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)