niedziela, 1 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 3

— Anglia to nic w porównaniu z Francją — powiedział Jacques, a na jego ustach błąkał się figlarny uśmieszek.

Hermiona zdołała uśmiechnąć się przez zaciśnięte zęby, ubolewając, że podczas jednego z dwóch wolnych wieczorów w tygodniu utknęła na randce z… Jacquesem.

— Skoro tak bardzo lubisz Francję, co robisz w Londynie? — zapytała Hermiona, starając się ukryć jadowitą nutę w głosie.

Podczas gdy Jacques długo tłumaczył, że w pracy to, a w rodzinie tamto, Hermiona rozważała wszystkie sposoby, jakimi mogłaby zabić Rona Weasleya za zmuszanie jej do chodzenia na randki w ciemno.

— I przede wszystkim Sama-Wiesz-Kto nigdy nie mógłby postawić stopy we Francji — dokończył.

Zamrugała, a widelec zawisł nad jej sałatką, którą zamówił dla niej Jacques.

— Przepraszam… co powiedziałeś?

Jacques nawet nie krył się z przewracaniem oczami.

— We Francji nie ma tolerancji dla takiego rodzaju fanatyzmu. Nigdy nie byłoby Czarnego Pana.

— Naprawdę? — spytała Hermiona beznamiętnie. — Wierzysz, że Francja jest wolna od fanatyzmu teraz i na zawsze? Że nie ma możliwości, by Czarny Pan albo inny złoczyńca mógł choćby pomyśleć o zbudowaniu tam swojej twierdzy?

Skinął głową i uśmiechnął się do Hermiony, kompletnie nie dostrzegając jej tonu.

— Tak! To po prostu niemożliwe.

Hermiona nie mogła już tego znieść.

— Tego rodzaju arogancja, wiara we własną wyższość i pewność co do przyszłości sprawiła, że ktoś taki jak Voldemort zdołał zbudować twierdzę w Wielkiej Brytanii, ponieważ brytyjskie ministerstwo było przekonane, że jest odporne na takie rzeczy. Postrzegali Grindelwalda jako niemieckie zagrożenie i zachowywali się tak, jak ty teraz. Jeśli czegoś mogę być pewna, to tego, że ludzkość jest zdolna do okrucieństwa, niezależnie od tego, jak bardzo się rozwinęliśmy.

Wypuściła powietrze, drapiąc bliznę na prawym przedramieniu, po czym sięgnęła po widelec i agresywnie wbiła go w sałatkę.

Uśmiech Jacquesa zniknął i zaczął dziobać jedzenie, lekko kręcąc głową i mamrocząc pod nosem:

Putain d'idiot.

Widelec Hermiony zagrzechotał o talerz, a Jacques spojrzał na nią zaskoczony. Energicznie położyła serwetkę na stole i chwyciła torebkę, wyrzucając z niej kilka galeonów, po czym powiedziała:

— Je parles français petite merde.

Następnie odwróciła się i wyszła, zadowolona, że Jacques nie będzie zainteresowany drugą randką.

Wyszła na główną ścieżkę Ulicy Pokątnej i wyciągnęła papierosa, rozluźniając się niemal natychmiast, gdy dym powoli uleciał z jej ust. Spokojnie ruszyła do Dziurawego Kotła, ćwicząc wykład dla Rona, chcąc mu wytłumaczyć, dlaczego nie musi umawiać jej na kolejne randki.

Dziurawy Kocioł był zatłoczony, kakofonia głosów czarodziejów i czarownic przeplatała się w garniturach i szatach. Hermiona przepchnęła się do baru i bezceremonialnie walnęła Rona w łeb, gdy tylko zobaczyła jego znajomą, rudą grzywę.

— Cholera jasna, Hermiono.

Złapał się za głowę i udawał urażonego.

Przewróciła oczami.

— Jacques? Serio?!

Ron wzruszył ramionami i uśmiechnął się niewinnie.

— To Francuz. Są bardzo wyrafinowanymi ludźmi, prawda?

Hermiona prychnęła.

— Ronaldzie Weasley. Nigdy więcej nie umówisz mnie na randkę w ciemno — powtarzam, NIGDY więcej. Słyszysz? Jestem dorosła. Jeśli zechcę się z kimś umawiać, sama znajdę sobie partnera. Ale przestań to robić!

Nawet ona skrzywiła się na piskliwy ton, jaki przybrał jej głos pod koniec wypowiedzi.

Ron, przyzwyczajony do jej wyskoków, przewrócił oczami i podał jej piwo.

— A przy okazji, nigdy nie będziesz chciała się z kimś umawiać.

Hermiona gapiła się na niego, próbując wyglądać na urażoną.

— Co masz na myśli?

— To co zawsze, Hermiono. Jesteś zbyt wybredna i niezależna.

— Może po prostu doszłam do momentu, w którym nikogo nie potrzebuję — argumentowała, ignorując strużkę piwa, która wymsknęła się z jej ust.

Próbowała dyskretnie wytrzeć napój, ale Ron to dostrzegł i się roześmiał.

— Nie chcę, żebyś była sama — oświadczył szczerze.

Właśnie dlatego pomimo wszystkich nieudanych randek, na które ją umawiał, nadal mu ulegała — bo naprawdę mu zależało. I rozumiała jego punkt widzenia; miał żonę i dziecko w drodze, i wkrótce nie będzie miał czasu na jej wyskoki. Chciał, żeby kogoś miała; w teorii był to uroczy pomysł, ale w praktyce nie do końca się sprawdził.

— Przynajmniej koniec z Francuzami — błagała.

— Było aż tak źle?

— Powiedział, że Francja jest zbyt rozwinięta, żeby kiedykolwiek był tam Czarny Pan — odparła beznamiętnie.

Ron zaśmiał się ponownie, przez co zmierzyła go gniewnym spojrzeniem.

— Przepraszam — pokręcił głową — to przyjaciel Fleur… powinienem się domyślić, że nie przypadnie ci go gustu. Ale szczerze mówiąc, Hermiono, kończą ci się angielscy czarodzieje.

Spojrzała na niego gniewnie, nie mogąc znaleźć sensownej riposty.

— Nieważne, gdzie twoja druga połówka?

Ron wstał i rozejrzał się po barze, w końcu wskazując na odległy kąt.

— Tam — pracuje dziś.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— W piątkowy wieczór? Biedna Hanna.

Ron wzruszył ramionami.

— A propos Hanny, powiedziała mi coś zabawnego.

Hermiona poczuła, jak jej zmarszczka na czole się pogłębia.

— Co takiego?

— Wspomniała, że pojawiłaś się tu z Draco Malfoyem we wtorek wieczorem.

Ron posłał jej znaczące spojrzenie.

Hermiona przewróciła oczami.

— Wpadłam na niego w pracy. Pamiętasz? Badam sprawę utraty pamięci wśród czarodziejów czystej krwi? — Ron wzruszył ramionami, co Hermiona przetłumaczyła jako znak, że nie pamięta. — No cóż, robię to… a Malfoy widział mnie w barze, gdy pracowałam pod przykrywką — wyjaśniła.

Ron patrzył sceptycznie.

— To nadal nie wyjaśnia, co tu robiliście.

Zmrużyła oczy.

— Czy nie istnieje coś takiego jak poufność między barmanem a klientem?

— Rozmawialiśmy już o tym — nie — a nawet gdyby, zostałaby unieważniona przez przywilej męża i żony.

Uśmiechnął się rozbawiony.

Niestety, już o tym rozmawiali. Przybliżyła się do niego i ściszyła głos.

— On też zajmuje się tą sprawą — jest Aurorem i w ogóle. Pomagam mu. Ale nikomu ani słowa. Nie jestem pewna, czy powinnam komukolwiek o tym mówić.

Uniosła brwi, bez słowa nakazując mu, by nie mówił Harry’emu, który prawdopodobnie zbeształby Hermionę za złamanie zasad jakiegoś mało znanego statutu Aurorów.

Ron zmarszczył nos.

— Więc współpracujesz z Malfoyem?

Wzruszyła ramionami, wyciągając papierosa i ignorując sugestywne spojrzenie swojego najlepszego przyjaciela.

— Szczerze mówiąc, nie jest okropny. Wydaje się, że trochę złagodniał.

— Naprawdę? Założyłem, że Harry mówił o nim małe rzeczy z zawodowej uprzejmości.

Hermiona zaciągnęła się głęboko papierosem, przywołując popielniczkę zza baru.

— Wydaje się kompetentny i nie powiedział mi nic przykrego, więc dam mu kredyt zaufania.

Ron skinął głową.

— Chyba… — przerwał, gdy nagle między nimi pojawił się cielesny Patronus w kształcie wilka, sprawiając, że para podskoczyła.

Kolejna ofiara… Puraclava… martwa — powiedział wyraźnie głosem Malfoya, zanim zniknął.

Hermiona poczuła, jak jej twarz blednie.

— O wilku mowa.

Założyła z powrotem płaszcz i krótko przytuliła Rona, gasząc papierosa.

— Uważaj, dobrze?

Ron wyglądał na zmartwionego. Zignorowała jego obawy, będąc już w połowie drogi do drzwi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Kiedy dotarła do Puraclavy, panowała tam niezwykła cisza. Na zewnątrz stało kilku analityków z DPPC, którzy spisywali zeznania pozostałych klientów. Hermiona minęła Aurora monitorującego miejsce zdarzenia i zobaczyła Malfoya i Harry’ego kucających przy ciele.

— Co się stało? — zapytała Hermiona, mrugając, by uchwycić obrazy dla siebie.

— Znaleziono go martwego jakieś trzydzieści minut temu — wyjaśnił Malfoy, mamrocząc kilka zaklęć i marszcząc brwi na to, co wywnioskował.

— Czy… — Hermiona podeszła bliżej, pochylając się i mrugając dwa razy — krew leci mu z oczu?

Malfoy skinął głową.

— Było gorzej, kiedy tu przybyliśmy.

Hermiona wyciągnęła różdżkę.

Viderelux — mruknęła, rzucając zaklęcie własnego autorstwa, pozwalające jej w istocie prześwietlić mężczyznę.

Biorąc pod uwagę przestarzałą wiedzę na temat biologii w świecie czarodziejów, nie mogła zakładać, że przeprowadzą dokładną sekcję zwłok. Wzdrygnęła się natychmiast, mrugając kilka razy, by uchwycić obrazy, zanim znikną.

— Malfoy — zapytała Hermiona, a on spojrzał na nią, wciąż marszcząc brwi — możesz podnieść mu koszulę?

Zerknął na Harry’ego, który skinął krótko głową, zanim magicznie usunął ubranie.

— O cholera — powiedział. — To runa! Kto, kurwa, to robi?

— Osoba dokonująca rytualnego zabójstwa — rzekła Hermiona rzeczowo. — To norweskie… Ingwaz, jeśli dobrze pamiętam, coś związanego z płodnością? — Pokręciła głową. — Nie uczyłam się run od Hogwartu.

Przykucnęła, wciąż obserwując runę pod różnymi kątami.

— Wydaje mi się, że te rany zostały zadane pośmiertnie — zasugerował Malfoy, przechylając głowę i mrużąc oczy. — Wygląda na to, że nie zdążyły się zagoić. A nacięcia są gładkie i dość głębokie, gdyby żył podczas rytuału — przerwał i lekko zadrżał — nie sądzę, żeby były aż tak precyzyjne.

Hermiona się zgodziła.

— Wiemy, kim jest ofiara?

Mężczyzna wyglądał znajomo, najprawdopodobniej widziała go w klubie.

Harry skinął głową, odzywając się po raz pierwszy:

— Jimmy Blishwick: pięćdziesiąt lat, zwykły urzędnik w administracji Wizengamotu. Miał żonę i dwójkę dzieci.

Przełknął głośno ślinę, wyglądając na zdenerwowanego.

Hermiona poczuła instynktowną potrzebę pocieszenia go.

— Harry, to nie twoja wina, robimy wszystko, co w naszej mocy. — Skinął głową i uśmiechnął się do niej lekko, ale wiedziała, że wciąż dźwiga na swoich barkach ciężar całego świata. — Czy ktoś już rozmawiał z rodziną?

Odwróciła się do Malfoya.

Skinąwszy głową, wyjaśnił:

— Wysłaliśmy Daviesa, żeby ich o tym poinformował, ale nie sądzę, żeby był sens ich przesłuchiwać.

Zmarszczyła brwi.

— Jesteś pewien?

Malfoy pokręcił głową i wzruszył ramionami.

— Szczerze? Niczego nie jestem pewien, ale to wpisuje się w schemat braku schematu. Przynajmniej teraz mamy jakiś dowód.

— Dobrze. Co teraz? — zapytała Hermiona.

— Zabierzemy ciało do Ministerstwa, przeprowadzimy standardowe badania i ustalimy przyczynę śmierci — powiedział Malfoy.

— Wezmę mój notes i spotkamy się na miejscu.

Przygotowywała się do deportacji, gdy ją powstrzymał.

— Jaki w tym sens? Nie pracujesz dziś wieczorem, prawda?

Wiedziała, że to skrajnie niestosowne, ale i tak się uśmiechnęła.

— Mogłam coś zostawić, by mieć oko na klub.

Aportowała się, zanim zdążył odpowiedzieć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Trucizna?

Hermiona zmarszczyła brwi, siedząc w magicznym laboratorium i czytając raport.

— Nie jest to jednoznaczne, ale wygląda na to, że właśnie to go zabiło.

Malfoy wzruszył ramionami, podając Hermionie kubek kawy, po czym usiadł naprzeciwko niej.

— Dzięki — mruknęła, zakładając okulary i uważniej wczytując się w raport. — Czy stwierdzili, kiedy został otruty?

Przeglądała wstępny raport, szczątkowy dokument mniej więcej wyjaśniający wyniki badań z zaklęć techników na miejscu zbrodni.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Strona ósma wskazuje, że musiał połknąć truciznę co najmniej godzinę przed śmiercią.

— No dobrze — trzasnęła szyją i zrzuciła szpilki, ustawiając je obok stołu, nagle żałując, że nie przebrała się po fatalnej randce — przynajmniej mamy od czego zacząć — jeśli chodzi o potencjalnych podejrzanych. Choć to dziwne — sprawca musiał go otruć, a potem śledzić, by okaleczyć ciało.

Zmarszczyła brwi, mrucząc pod nosem ostatnie słowa.

— Granger — zapytał Malfoy, zaciskając usta, gdy ją obserwował — co masz na sobie?

— Co? — prychnęła, czując się nieco skrępowana.

Przecież była na randce.

— Masz na sobie sukienkę?

Zabrzmiało to niedowierzająco, choć prawdopodobnie nie chodziło o to, że miała na sobie sukienkę, a raczej o dość skąpą sukienkę, którą wcześniej zakrywał płaszcz.

— Tak — odpowiedziała spokojnie.

Czuła się dobrze we własnym ciele i gdyby randka była choć trochę mniej okropna, wyobrażała sobie, że wieczór skończyłby się zupełnie inaczej.

— Dlaczego? Nie masz dziś wolnego?

Zmrużyła oczy.

— To nie twoja sprawa, ale jeśli musisz wiedzieć, byłam dziś wieczorem na randce.

Wyglądał na nieco zaskoczonego.

— Och… przepraszam, nie chciałem przeszkadzać.

Hermiona się roześmiała.

— Bez obaw, Malfoy. Randka dawno się skończyła, zanim pojawił się twój Patronus.

— Było źle? — zapytał z rozbawionym uśmieszkiem.

— Było okropnie. To cholernie arogancki Francuz — jęknęła, krzywiąc się na wspomnienie.

Zmarszczył brwi, wyraźnie zdezorientowany.

— Nie rozumiem. Dlaczego z nim wyszłaś?

— Och, Ron ciągle umawia mnie na randki w ciemno. Hanna jest w ciąży, więc chyba czuje się w obowiązku znaleźć kogoś innego, kto by się mną zajął.

Przewróciła oczami.

— Ty też?

Malfoy uśmiechnął się ironicznie.

— Ach, więc ty też cierpisz z powodu swojej niezależności? — zapytała, uśmiechając się psotnie.

— Tylko rzucają uwagami, że nie młodnieję. Na szczęście nie umawiam się na randki w ciemno, głównie dlatego, że stanowczo odmawiam chodzenia na nie.

Wyraźnie zadrżał na samą myśl.

Hermiona westchnęła.

— Chciałabym też mieć taką możliwość, ale Ron był przy mnie przez cały ten czas, więc jeśli raz na kilka miesięcy będę musiała znosić jakiegoś kretyna, dam sobie radę.

— Nikt nie spełnia twoich standardów, Granger?

Spojrzał na nią pytająco, a ona zmarszczyła brwi.

— Szczerze? Nie wiem. — Zazwyczaj odpowiadała „tak”, ale z jakiegoś powodu sposób, w jaki to ujął, sprawił, że poczuła się… arogancka. — Myślę, że problem polega na tym, że ludzie chcą się umawiać z legendarną Hermioną Granger, a niekoniecznie ze mną. Więc idziemy na randkę i oczekują, że będę jakąś karykaturą samej siebie. Zawsze ich rozczarowuję, a oni zazwyczaj po prostu głupio się zachowują.

Zmarszczyła brwi, nie do końca pewna, co zainspirowało ją do wybuchu szczerości.

— A ty? Jestem pewna, że masz mnóstwo opcji.

Przynajmniej tak przypuszczała, biorąc pod uwagę, że był ostatnim żyjącym Malfoyem i prawdopodobnie dość bogatym czarodziejem.

Wzruszył ramionami, a na jego twarzy pojawił się neutralny wyraz.

— Chyba w pewnym sensie mam tak samo. Kobiety oczekują, że będę pewną wersją siebie, a kiedy nie jestem… — urwał.

Hermiona przechyliła głowę na bok i zastanowiła się nad tym.

— Cóż, miło mieć sojusznika wśród singli.

Pokręcił głową, cicho chichocząc.

— Chyba wolę twoje wcześniejsze określenie — niezależność.

To był dziwny moment koleżeństwa i Hermiona przyłapała się na tym, że patrzy na Malfoya w sposób, na jaki nigdy wcześniej nie miała okazji.

— Więc po prostu… nie umawiasz się na randki? — zapytała w końcu.

Poruszył się, wyglądając na zakłopotanego.

— W sumie — spojrzał w górę, jakby coś kalkulował — chyba nie.

Starał się wyglądać na zdystansowanego, a Hermiona była nieco zaskoczona jego szczerością.

Oko Hermiony drgnęło na myśl o czymś innym.

— Więc kiedy ostatnio… no wiesz?

Wykonała obsceniczny ruch dłońmi i uniosła jedną brew.

Malfoy wypluł kawę, która już była w połowie jego gardła, dławiąc się kaszlem. Jego oczy błądziły po pomieszczeniu, najwyraźniej starając się na nią nie patrzeć. Tym razem usta Hermiony zadrżały, kiedy próbowała powstrzymać śmiech.

— Czyż nie o to właśnie chodzi w randkowaniu? Tylko dlatego to znoszę — kontynuowała.

Pochyliła się do przodu, całkiem rozbawiona paniką widoczną na twarzy Malfoya. Stwierdziła, że drażnienie go jest bardzo zabawne.

— Czy my naprawdę o tym rozmawiamy? — wycedził, siedząc sztywno.

— To rozsądne pytanie. Jesteś przystojnym, prawdopodobnie męskim, młodym mężczyzną i pamiętam, co mówili o tobie w szkole.

Zmrużył oczy.

— Robisz sobie ze mnie żarty. Dosłownie jedna osoba mówiła o mnie różne rzeczy w Hogwarcie — Pansy.

Zaśmiała się.

— Nabijam się z ciebie — westchnęła, bębniąc palcami po biurku. — Nie będę cię namawiać na randki, ale powinieneś wykorzystać swoją młodość i urodę.

Zmarszczyła brwi, uświadamiając sobie, że nazwała Malfoya przystojnym, po czym szybko wróciła do notatek.

— Och, Granger? — Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie Malfoya. Znów był pewny siebie, błysk w jego oku wywołał lekki rumieniec na szyi Hermiony. — Nie wiedziałem, że uważasz mnie za przystojnego.

Próbowała udawać ambiwalencję.

— To była obiektywna ocena, Malfoy, niech ci to nie zamiesza w głowie. — Zmusiła się do skupienia na raporcie, wpatrując się uważnie w dokumenty i ignorując spojrzenie Malfoya i jego uśmieszek. — Malfoy, człowiek nie żyje — do roboty.

— A, racja. To ja zmieniłem temat.

Przewrócił oczami.

— To nie ja niepotrzebnie skomentowałam czyjąś garderobę — zauważyła.

— Nie przypominam sobie, żebym cię pytał o twoje życie seksualne.

Malfoy nagle poczuł się swobodniej w tym temacie.

— A czego się spodziewałeś? Nie możesz po prostu powiedzieć „nie randkuję” i oczekiwać, że ktoś nie będzie pytał!

Malfoy spojrzał z niedowierzaniem.

— To dosłownie nie ma sensu.

— Czy to jakaś zasada czarodziejów czystej krwi? — Pochyliła się ponownie, mrużąc oczy. — Czy seks to temat tabu?

Wydawało się to logiczne, biorąc pod uwagę jego początkową reakcję wywołaną tym pytaniem.

Po raz kolejny wyglądał na zakłopotanego, szydząc:

— Niektórzy ludzie po prostu nie czują się komfortowo, rozmawiając o seksie w pracy.

Przewróciła oczami i przygryzła wargę, potrząsając głową, zanim wyciągnęła notes i przejrzała zdjęcia, które uchwyciła tamtej nocy.

— Malfoy — zawołała kilka minut później — jak dobrze znasz tę runę?

Odwróciła notes w jego stronę.

— Hmm? — Spuścił wzrok, marszcząc brwi. — Szczerze mówiąc, wątpię, żebym pamiętał ze szkoły więcej niż ty. Właśnie miałem zasugerować, żebyśmy poprosili o pomoc Theo.

— Theo Notta?

— Tak.

— Ale on jest Mistrzem Eliksirów — zauważyła, marszcząc brwi.

Malfoy przewrócił oczami.

— On jest… nie wiem, jak to nazwać. Wielkim kujonem.

— Więc jest Mistrzem Eliksirem i ekspertem od run? — wyjaśniła Hermiona.

Malfoy rzucił wymijająco:

— Hmm.

— No dobrze, zobaczymy, czy uda nam się wykorzystać te zdjęcia z dzisiejszego wieczoru przed klubem, żeby zawęzić listę naszych dziesięciu poprzednich podejrzanych.

Nieświadomie ziewnęła, upiła łyk kawy i przygotowała się na długą noc.

 

Je parles français petite merde. — Mówię po francusku, ty gnoju.

__________

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowe rozdziały tłumaczenia. Tym razem aż cztery! Tę historię bardzo fajnie mi się tłumaczy i możliwe, że ten tom skończę już w przyszłym tygodniu. Dajcie znać jak wrażenia i zapraszam na kolejne rozdziały. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy