Reszta
tygodnia minęła w dziwnie niezręcznej mgle. Hermiona robiła wszystko, co w jej
mocy, by unikać przebywania sam na sam z Malfoyem, pracując jedynie w miejscach
publicznych DPPC i ciągnąc Harry’ego ze sobą, kiedy tylko mogła. Wiedziała, że
zachowuje się niedojrzale, ale nie mogła znieść zażenowania. Czuła litość w
spojrzeniu Malfoya, mówiący och,
biedactwo, źle mnie zrozumiałaś.
Była
silną, niezależną kobietą — nie powinna tak bardzo przejmować się odrzuceniem.
I to był Malfoy. Nie miało znaczenia, jak wyprzystojniał i jak bardzo zmienił
się od czasów Hogwartu — wciąż istniał niezaprzeczalny fakt, że to Malfoy.
W
piątek rano ledwo się obudziła, gdy jego znajomy Patronus w kształcie wilka
zmaterializował się, mówiąc typowym dla niego przeciągłym głosem:
—
Kolejne morderstwo — nikomu nie mów. Hol
Ministerstwa.
Nagle
wszystkie myśli o nieszczęściu i zażenowaniu wyleciały przez okno. Pospiesznie
się ubrała i pobiegła na spotkanie.
W
Ministerstwie panował chaos, gdy dotarła na miejsce. Urzędnicy w szatach biegali
z jednego końca na drugi, a szefowie różnych departamentów powstrzymywali
dziennikarzy przed wtargnięciem do środka. Chwilę zajęło jej odnalezienie
znajomej czupryny blond włosów. Podbiegła do niego z milionem pytań na końcu
języka.
—
Zabili Ministra — powiedział jej cicho Malfoy.
Otworzyła
usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła, starannie rozważając swoje
słowa. Skinął na nią, żeby poszła za nim i ruszyli w stronę bardziej odosobnionej
windy.
—
To był nasz człowiek? — zapytała Hermiona, gdy znaleźli się w windzie, poza
zasięgiem słuchu.
Malfoy
wyglądał tak, jakby miał skinąć głową, ale zatrzymał się, przechylając głowę na
bok.
—
Na to wygląda. Ta sama Runa została
wyryta na jego piersi, pośmiertnie.
—
Ale? — dopytywała i usłyszała krótki sygnał, sygnalizujący, że dotarli do celu.
—
Żadnych krwawiących oczu ani śladów trucizny. Wygląda na starą, dobrą Avadę Kedavrę — powiedział pod nosem,
prowadząc ją do gabinetu Ministra.
Hermiona
zbladła i nagle się zatrzymała, czując zawroty głowy.
Malfoy
zmarszczył brwi.
—
Co się stało?
Mrugnęła
kilka razy, próbując wszystko ogarnąć.
—
Kingsley nie żyje?
Do
tej pory ich ofiary były w pewnym sensie abstrakcyjne, ludzie, których nigdy
nie spotkała albo znała tylko zza baru. Ale znała Kingsleya Shacklebolta.
Kiedyś uznałaby go za przyjaciela. Nie była jego fanką jako ministra, ale z
drugiej strony, to była dość niewdzięczna praca.
Malfoy
wyglądał tak, jakby chciał wyciągnąć do niej rękę, by ją pocieszyć, ale
pokręciła głową i ruszyła dalej do gabinetu ministra. Nie czekała ani się nie
odwróciła, żeby sprawdzić, czy Malfoy idzie za nią, i zatrzymała się dopiero,
gdy zobaczyła Harry’ego chodzącego tam i z powrotem przed drzwiami gabinetu.
Zbladł,
a jego okulary się przekrzywiły, gdy chodził w kółko.
—
Harry. — Podeszła do niego i przytuliła. Przez chwilę był sztywny, zanim wtulił
się w nią. — Co się stało? — zapytała.
Harry
odsunął się, mierzwiąc mu włosy i kręcąc głową.
—
Jego asystent znalazł go w takim stanie — nie mamy pojęcia, kto to zrobił.
Hermiona
starała się ignorować Malfoya, który podszedł do niej po lewej stronie.
—
Ale to Ministerstwo! Czy nie ma tu
środków bezpieczeństwa i innych mechanizmów? — zapytała.
Harry
westchnął.
—
W jakiś sposób je unieruchomiono. Mamy sygnał, ale nic nie widać między siódmą
a siódmą trzydzieści rano.
Przełknął
ślinę, wyraźnie wstrząśnięty.
—
Gotowa? — zapytał Malfoy, wskazując na gabinet.
Skinęła
głową i przekroczyli próg; owiał ich chłodny wiatr, gdy przechodzili przez
osłonę przygotowaną przez zespół analityczny. W przeciwieństwie do poprzedniej
ofiary, Shacklebolt został z gołym torsem, znajomą Runę wyryto pod kątem ze
zwisającą ręką. Hermiona zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech, zmuszając się
do traktowania tej osoby jak każdej innej ofiary.
—
Wszystko w porządku?
W
oczach Malfoya błysnęło zaniepokojenie, jego ramię znajdowało się zaledwie
kilka centymetrów od jej, jakby był gotowy ją złapać, gdyby upadła.
Uniosła
rękę.
—
Nic mi nie jest, Malfoy. — Chwyciła różdżkę i rzuciła kilka zaklęć, szybko
pstrykając oczami. Poświęciła chwilę na rozejrzenie się po biurze, przyglądając
się znajomym drobiazgom i fotografiom. — Nic nie jest na swoim miejscu —
zauważyła.
Wydawało
się to trochę dziwne; biurko było idealnie uporządkowane, wszystkie papiery
poukładane. Nic nie upadło ani się nie stłukło, jakby wszystko było w należytym
porządku, a martwe ciało po prostu leżało na podłodze.
—
O czym myślisz? — zapytał Malfoy.
Przygryzła
wnętrze ust, wciąż rozglądając się i próbując znaleźć coś znajdującego się nie
na swoim miejscu lub ślad walki.
—
Coś powinno być przestawione. To nie
ma sensu.
—
Nie sądzisz, że tu go zabito?
Malfoy
zmarszczył brwi.
Pokręciła
głową.
—
Nie, znaczy, to możliwe, ale nie o tym pomyślałam. — Rozejrzała się po
analitykach, którzy pobierali różne próbki i sprawdzali odciski palców.
Szepnęła: — Wygląda na to, że to ktoś z Ministerstwa, a przynajmniej ktoś, komu
Kingsley ufał na tyle, by stracić czujność. Nie ma mowy, żeby ktoś obcy mógł po
prostu tu wejść i go zdjąć bez większych… szkód.
To
była dość przygnębiająca myśl, że osoba, której szukali, mogła znajdować się
wśród nich.
—
Czy możemy dostać listę wszystkich, którzy znajdowali się dziś rano w
Ministerstwie? — zapytała Malfoya, wychodząc z gabinetu.
—
Oczywiście — mruknął, ale czuła, że coś jeszcze go trapi.
—
Co?
—
Po prostu — westchnął — ktokolwiek wyłączył zabezpieczenia, prawdopodobnie
manipulował też dziennikiem wejść.
Wzięła
głęboki oddech.
—
Więc nic nie mamy.
—
Cóż — Malfoy wyglądał na zamyślonego, przytrzymując jej drzwi windy i wchodząc
za nią — chyba nie jestem w stu procentach pewien, że to ten sam zabójca.
Hermiona
zmarszczyła brwi.
—
Ta sama Runa?
Pokręciła
głową.
—
Gdyby to był ktoś z Ministerstwa,
ktoś z umiejętnością manipulowania środkami bezpieczeństwa, założyłbym, że
miałby dostęp do naszych akt. Może po prostu naśladowali symbol runiczny, by
nas zmylić.
Hermiona
zastanowiła się nad tym.
—
Nie sądzę… jego ramię… — przełknęła ślinę, biorąc kilka oddechów, zanim
kontynuowała — jego ramię było zwichnięte.
—
Mógł znaleźć ten szczegół w naszych raportach — zauważył Malfoy.
—
Racja — przyznała Hermiona — przyjmijmy, że to nie jest jasne.
—
Zgoda. — Malfoy skinął głową i weszli do sali konferencyjnej, wyczarowując
tablicę i dodając Kingsley Shacklebolt?
do listy ofiar. — Dobra — zaczął — więc najwyraźniej Ministra nie znaleziono
przed Puraclavą.
—
Ale — przerwała Hermiona, siadając — jest
czarodziejem czystej krwi.
—
Prawda — przyznał Malfoy, aktualizując tablicę szybkim machnięciem różdżki. —
Jednak przyczyna śmierci była zupełnie inna.
—
Założyłeś, że przyczyna śmierci była istotna w pierwszym morderstwie. A co,
jeśli ta Runa miała znaczenie? —
zasugerowała.
Przyjrzał
się jej uważnie.
—
Co masz na myśli?
Hermiona
zastanawiała się, jak to wyjaśnić.
—
A co, jeśli trucizna była kwestią wygody? Może przyczyna śmierci nie miała
znaczenia, tylko sama śmierć i Runa.
—
Dobrze — skinął głową Malfoy — ale mimo wszystko, dlaczego nagle od wybierania
przypadkowych ludzi przeszedł do Ministra Magii?
—
Rozumiem, do czego zmierzasz — przyznała Hermiona. — Po prostu nie mogę oprzeć
się wrażeniu, że to jest ze sobą powiązane.
Obserwowała
go, jakby czekała na kolejną ripostę, ale on po prostu skinął głową.
—
Granger.
Podszedł
do niej, nagle siadając tuż obok i wyglądając na zbyt poważnego.
Prawie
słyszała bicie swojego serca w uszach i znajomy, chemiczny impuls walki lub
ucieczki. Wyglądał na rozdartego, niemal sparaliżowanego niezdecydowaniem. Niemal słyszała słowa nie chodzi o ciebie, tylko o mnie
wydobywające się z jego ust.
—
Myślę, że powinniśmy jeszcze raz przyjrzeć się poprzednim ofiarom — zaczęła
Hermiona, zmieniając temat.
Malfoy
zmarszczył brwi, ale skinął głową.
—
Dobrze.
—
Po prostu… może istnieje powiązanie z Ministerstwem. Przecież ofiary nie
zostały znalezione w żadnym konkretnym schemacie. Sprawdzimy historię
zatrudnienia i inne dane — dodała.
—
Dobrze — zgodził się Malfoy.
—
Myślisz, że odbiorą nam tę sprawę? — zapytała Hermiona.
Wzruszył
ramionami.
—
Nie jestem pewien. Zakładam, że Potter bardziej się zaangażuje, ale większość
Aurorów tak naprawdę nie jest śledczymi.
Skinęła
głową i starała się wpatrywać w tablicę, pragnąc, by Malfoy wrócił do swojego
typowego picia kawy w zamyśleniu. Cisza była ogłuszająca i nie mogła jej
znieść.
—
Muszę iść. Niedługo wrócę.
Wstała
z różdżką w dłoni i szykowała się do wyjścia, gdy złapał ją za ramię.
—
Co, Malfoy? — warknęła, cofając się i uwalniając kończynę.
Spojrzał
w sufit, mamrocząc pod nosem, zanim odwrócił się do niej.
—
Przepraszam za tamten wieczór.
Wyraźnie
zadrżała.
—
Bez obaw, to…
—
Przestań — przerwał jej, podchodząc tak blisko, że dzieliły ich zaledwie
centymetry.
Spojrzała
na niego zmrużonymi oczami, próbując pogodzić się z jego zachowaniem.
—
Zwykle odrzucasz kobiety, które próbują cię pocałować, a potem stajesz
niezręcznie blisko nich? — zapytała.
—
Nie odrzuciłem cię — argumentował.
Nie
chciała się na to nabrać — dać mu szansy na wymówkę, że byli świetnymi
przyjaciółmi albo że dobrze im się współpracowało.
—
Jasne.
—
Co?
Zmarszczył
brwi.
—
Nie chcę się kłócić. Między nami wszystko gra.
Chciała
go ominąć, idąc dalej, kiedy westchnął z irytacją.
—
Dlaczego mnie nie słuchasz?
Był
pełen niedowierzania, a Hermiona poczuła, że odniosła małe zwycięstwo.
—
Co mógłbyś powiedzieć…
—
Dobra.
Przeciął
dzielącą ich przestrzeń, wcisnął dłoń w jej włosy i pocałował ją namiętnie.
Zamarła,
jego suche usta przycisnęły się do jej — poczuła mieszankę kawy i tytoniu. Nie
poruszyła się, ale nie protestowała, gdy jego palce wplatały się w jej loki ani
gdy przycisnął język do jej warg.
Westchnął,
przyciskając czoło do jej czoła.
—
Nie piję — powiedział.
Mrugnęła,
próbują pogodzić to stwierdzenie z jego pocałunkiem.
—
Co?
—
W poniedziałek właśnie wypiłaś szklankę Ognistej Whisky. Nie piję.
Spojrzał
na nią sugestywnie, jakby chciał, żeby to zrozumiała.
Jej
oczy się rozszerzyły.
—
Jesteś alkoholikiem.
Wydał
się odprężony, jakby rozpaczliwie chciał, żeby wiedziała, ale nie chciał być
tym, który jej to powie.
—
Chciałem cię pocałować, Granger, uwierz mi. Ale Ognista Whisky była moim
drinkiem i…
Tym
razem to ona mu przerwała, chwytając przód jego koszuli i przyciskając swoje
usta do jego. Czuła, jak wdycha w nią powietrze, a jego usta natychmiast
reagują. Prawą rękę ponownie owinął wokół jej włosów, przyciągając je bliżej.
Serce Hermiony zabiło mocniej od tego doznania, palce wplatał w jej loki,
muskając szyję.
Pogłębiła
pocałunek, przyciskając język do jego ust i przesuwając palcami po jego bokach.
To było odurzające — natychmiast otworzył dla niej usta, jakby jego język
równie mocno pragnął spotkać jej. Poczuła jak pocałunek wibruje w niej,
rozgrzewa ją. Przycisnął dłoń do jej karku, delikatnie kreśląc kciukiem kółka.
Odsunęła
się delikatnie, wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
—
Nie możemy teraz tego zrobić!
Trzymał
ją za włosy, obserwując kręcone loki z wyraźną fascynacją.
—
Dlaczego nie?
—
Minister nie żyje! Musimy to zbadać. Wykonuj swoją pracę!
Przycisnęła
palec do jego piersi, odpychając go.
Zamrugał,
jakby zapomniał.
—
Och.
—
Och? — przedrzeźniała go.
—
Cóż, przestaniesz mnie teraz unikać? — wycedził.
Musiała
się roześmiać, nagle czując się idiotką z powodu swojego wcześniejszego
zachowania.
—
Przepraszam — powiedziała — nie powinnam była cię unikać. Ale… — zmarszczyła
brwi — dlaczego mi nie powiedziałeś?
Wzruszył
ramionami.
—
Właściwie nikomu o tym nie mówię. Znaczy, kilka osób wie — Theo i Angelina. Ale
poza tym, to nie jest temat, o którym się mówi w świecie czarodziejów.
Przełknęła
ślinę, zastanawiając się przez chwilę.
—
Jeśli nie masz nic przeciwko, że zapytam, jak długo?
Wyjął
żeton i rzucił go w jej stronę.
—
Pięć lat.
—
Gratulacje — powiedziała szczerze Hermiona, obracając żeton w dłoni. Nagle
wszystko zrozumiała — jego zachowanie w klubie i dziwne uzależnienie od kawy. —
Chyba nie powinnam już czuć się urażona, że nie tknąłeś Staromodnego, który ci
przyrządziłam.
Uśmiechnęła
się półgębkiem.
Zaśmiał
się, nerwowo przeczesując włosy dłonią.
—
Nigdy nie znosiłem tego drinka. Więc ilekroć z jakiegoś powodu muszę zamówić
drinka, to właśnie po niego sięgam — żeby mnie nie kusiło.
—
To musi być trudne.
Przygryzła
wargę, myśląc o mężczyźnie przed nią. Nie mylił się co do świata czarodziejów,
większość czarownic i czarodziejów nie rozumiała uzależnień i często je błędnie
diagnozowała. Fakt, że Malfoy najwyraźniej rozumiał swoją chorobę i ewidentnie
uczęszczał na spotkania AA dla mugoli, był dość wymowny. Co innego zachowywać się w określony sposób —
przestać używać pewnych słów, takich jak szlama, ale co innego polegać na
mugolskiej koncepcji, chodzić na spotkania w świecie mugoli — zmuszało ją to do
spojrzenia na niego, po raz kolejny, w nowym świetle.
Wyglądał
na wyraźnie zakłopotanego pod jej odurzającym spojrzeniem.
—
To… to łatwiejsze niż alternatywa. — Przełknął ślinę. — Wracamy do pracy?
Wypuściła
powietrze, a na jej ustach pojawił się nieświadomy uśmiech.
~*~*~*~*~*~*~*~
Po
trzech dniach, podczas których snuli jedynie szalone teorie, zostali
zaprowadzeni do gabinetu Percy’ego Weasleya na reprymendę. Harry stał w kącie,
skrzyżował ramiona i tupał nogami, podczas gdy Hermiona i Malfoy daremnie
próbowali bronić swoich dotychczasowych dokonań.
—
Nie ma żadnych dowodów! — krzyknęła Hermiona wojowniczo.
Percy,
bo nie mogła go sobie wyobrazić tylko jako Percy’ego, a nie Administratora
Weasleya, najwyraźniej uważał, że powinni po prostu magicznie wyczarować podejrzanego.
—
Macie ofiary! Jak to możliwe, że nie ma dowodów? — wrzasnął Percy.
Hermiona
pomyślała, że to ciekawe, iż do tej pory Percy nie wydawał się szczególnie
przejęty ich postępami, ale teraz, gdy zabito Ministra Magii, sprawa stała się dla niego priorytetem.
—
Administratorze — zaczął Malfoy znacznie uprzejmiejszym tonem — natura tych
zbrodni jest całkowicie bezprecedensowa. Mamy roboczą teorię w tej sprawie, ale
na razie nie mamy żadnych podejrzanych. Kontynuujemy śledztwo i mamy nadzieję,
że uda nam się zidentyfikować jakąś rozbieżność, która pozwoli nam ruszyć
dalej.
—
A co to za teoria?
Percy
pochylił się do przodu, splecione dłonie i przedramiona oparł na blacie biurka.
Hermiona
oblizała zęby.
—
Uważamy, że ktoś — być może jakiś wschodzący Czarny Pan albo czarodziej, który
ma słabość do Runów — krzywdzi ludzi w jakiś rytualny sposób. Nie jesteśmy do
końca pewni motywu, ale wszystko wskazuje na to, że sprawca chce coś zmienić
albo odkryć nowy początek w chaosie.
Percy
zmarszczył brwi.
—
Więc po co zabijać ludzi?
—
Nie jesteśmy do końca pewni. Jak dotąd, poza faktem, że wszystkie ofiary są
czarodziejami czystej krwi, nic ich tak naprawdę nie łączy. Miejmy nadzieję, że
dowiemy się więcej o tych Runach, być może odkryjemy cel sprawcy. Ale gdybym
miał zgadywać, to coś znacznie poważniejszego niż morderstwo — wyjaśnił Malfoy.
Percy
odwrócił się i uniósł brwi, patrząc na Harry’ego.
—
Oczekuję codziennych raportów.
Hermiona
odwróciła się do Malfoya, zdezorientowana, ale wtedy sam Harry odpowiedział:
—
Oczywiście.
—
Dobra. Tylko zróbcie wszystko, żebym nie żałował, że nie odsunąłem was od
sprawy — dokończył Percy, natychmiast wracając do papierkowej roboty, gdy
wyszli z jego gabinetu.
Kiedy
drzwi się zamknęły, Hermiona jęknęła:
—
Jest kompletnie nierozsądny.
Harry
podrapał się po karku.
—
Percy jest po prostu sfrustrowany. Wizengamot wywiera sporą presję i wyglądamy
na bezsilnych, jeśli Minister Magii został zabity we własnym gabinecie.
Hermiona
przyznała mu rację. Od czasu morderstwa trzy dni wcześniej wprowadzono
rozbudowane środki bezpieczeństwa, aby uniemożliwić modyfikację kamer i
rejestrów. Ale szkody już zostały wyrządzone, media miały pole do popisu,
nazywając Ministerstwo, a konkretnie Departament Przestrzegania Prawa
Czarodziejów, nieskutecznym.
Drugą
kwestią, oczywiście, było to, kto zastąpi Kingsleya na stanowisku Ministra. Już
kilku szefów departamentów zgłosiło swoje kandydatury, w tym faworyci Antonius
Fudge i charyzmatyczny Travis Diggle. W przeciwieństwie do typowych wyborów co
siedem lat, Wizengamot miał pełną swobodę wyboru kolejnego Ministra Magii i
zasugerował, że podejmie decyzję za trzy miesiące.
—
Co miał na myśli? O codziennych raportach? — zapytała Hermiona.
Harry
nieufnie spojrzał na nią i Malfoya.
—
Percy chce, żebym bardziej zaangażował się w sprawę; uważa, że Wizengamot
będzie lepiej postrzegany, jeśli odegram bardziej aktywną rolę.
Malfoy
drgnął.
—
Czyli będziesz nas niańczył?
Harry
stanowczo pokręcił głową.
—
Nic z tych rzeczy. Po prostu informujcie mnie na bieżąco i przedstawiajcie
dowody, żebym mógł mu zdać relację, gdy Percy zapyta o postępy.
—
Dobrze, Potter.
Malfoy
przytaknął niepewnie.
Hermiona
uważnie obserwowała reakcję Malfoya — jego zaciśnięte usta i zmrużone oczy.
Harry skinął głową i niezręcznie poklepał go po ramieniu, po czym wrócił do
swojego gabinetu.
—
Malfoy — zapytała w końcu — coś przeoczyłam?
Pokręcił
głową.
—
Nie, po prostu nigdy wcześniej Potter nie musiał mną sterować. To trochę dezorientujące.
Hermiona
skinęła głową, co, jak miała nadzieję, zostało odebrane jako uspokajające, i
wrócili do sali konferencyjnej, gdzie czekał na nich nowy stos badań nad
runami. Przerzucała strony, czując się coraz bardziej zniechęcona, ponieważ
wszystko to zdawało się stanowić wariacje na temat tego, co Theo Nott
powiedział im kilka dni temu.
—
Nie rozumiem. Jeśli ten Omnia Scienti ma jakiś wielki plan — jeśli wszystko, co
zrobił, to tylko elementy układanki — czy nie powinno być w tym czegoś takiego? — biła się z myślami
Hermiona, marszcząc brwi. — Znaczy, przypuszczalnie, jeśli to rytuał, to
pracuje według jakiegoś podręcznika albo szablonu.
Malfoy
spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
—
Albo i nie.
—
To znaczy?
—
Pomyśl o tym. — Malfoy podszedł do magicznej tablicy, przybliżając ofiary. —
Zaczęło się od nie-Obliviate, co tak
naprawdę nie ma sensu. A teraz doszło do morderstw, które nie mają sensu. Co
jeśli to, co widzimy, to metoda prób i błędów?
Jej
wzrok błądził po tablicy, analizując ofiary, pozorną przypadkowość tego
wszystkiego.
—
Ale, Malfoy, dlaczego mieliby zabić Ministra Avadą Kedavrą?
Zmarszczył
brwi, zastanawiając się przez chwilę.
—
Jest kilka możliwości. Oczywiście, możliwe, że osoba, która zabiła Ministra to
naśladowca. A może to był wypadek, albo coś innego, niezaplanowanego?
Hermiona
nagle uświadomiła sobie, jak blisko siebie stali, ramię w ramię, zwróceni
twarzą do tablicy, ich palce niemal się stykały. W ciągu trzech dni od
pocałunku ich relacje zawodowe wróciły do względnej normalności, z
przerywanymi, przeciągłymi spojrzeniami i okazjonalnym flirtem.
Sytuacja
wydawała się nieco niepokojąca. Kiedy zaczęli razem pracować, przyznała, że
jest obiektywnie atrakcyjny i wyraźnie różni się od tego z czasów Hogwartu. Być
może dlatego tak ją intrygował. Ale im więcej ze sobą przebywali, tym bardziej
ją fascynował. Pił tylko czarną kawę i prawie zawsze tylko taką. Nie mógł powstrzymać
drżenia za każdym razem, gdy zapalała papierosa, ku jej nieustającej uciesze. I
rzucał jej wyzwania; wytykał jej, gdy jej teorie były bezpodstawne, i
proponował własne, intrygujące.
Prawdę
mówiąc, nie do końca była pewna, co się dzieje. Gdyby zapytano ją tydzień temu,
po ich komicznie nieudanym pocałunku, powiedziałaby, że ma ochotę
poeksperymentować, ale teraz? Nie mogła powstrzymać rumieńców na policzkach na
samą ich bliskość ani tego, jak jej wzrok zdawał się magnetycznie przyciągać do
jego ust.
Ale
był powód, dla którego była singielką. Nie chodziło tylko o wysokie standardy
czy brak dostępnych mężczyzn w jej wieku. Nie chciała być ograniczana, a z
tego, co wiedziała o Draco Malfoyu, wynikało, że on uwielbiał przyzwyczajenia i
porządek, podczas gdy ona rzadko zostawała w jednym miejscu na dłużej.
Odsunęła
się, przenosząc wzrok na raporty Uzdrowicieli dotyczące ofiar zaklęcia Obliviate i przeglądając łacinę, mając
nadzieję, że tym razem coś przywoła jej wspomnienia.
—
Myślę — odpowiedziała mu w końcu — że to równie dobra teoria, jak każda inna.
Poczuła
na sobie jego wzrok, zanim się odezwał:
—
Granger?
—
Hmm? — odpowiedziała, nie patrząc na niego.
—
Cóż, robi się późno. Może chciałabyś coś zjeść? — zapytał i nagle dodał: —
Znaczy… Wiem, że twoja zmiana zaczyna się za kilka godzin. Pomyślałem, że
moglibyśmy wstąpić do Dziurawego Kotła.
Przygryzła
wargę.
—
Chyba ma to sens — wzruszyła ramionami — będziemy mogli omówić sprawę i tak
dalej.
—
Oczywiście, Granger — usłyszała uśmieszek w jego głosie — omówimy sprawę.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
A tak w ogóle, co robiłaś po Hogwarcie? — zapytał Malfoy między łykami swojej
wszechobecnej kawy.
Szczerze
mówiąc, rozmawiali o śledztwie, zanim jeszcze usiedli, ale potem rozmowa zeszła
na runy i to, co wciąż pamiętali ze szkoły, a nieuchronnie na tematy nawet
luźno związane z Omnia Scienti, czy kimkolwiek był ich złoczyńca.
—
Właściwie poszłam na studia. Nie byłam do końca pewna, co chcę robić po zdaniu
owutemów, więc pomyślałam, że zdobędę mugolskie wykształcenie. — Wzruszyła
ramionami. — A ty?
Niespokojnie
się wiercił, bębniąc palcami o kubek.
—
Więc masz dyplom magiczny i mugolski?
Zauważyła,
że całkowicie zignorował jej pytanie, ale nie przejęła się tym.
—
Tak. Szczerze mówiąc, po wszystkim, co się wydarzyło w świecie czarodziejów,
nie byłam do końca pewna, czy chcę tu zostać. Ale ostatecznie magia przywołała
mnie z powrotem. Zdobyłam dyplom z chemii, co bardzo się przydało, gdy
pojechałam do Niemiec zdobyć Mistrzostwo w eliksirach.
Oczy
Malfoya błysnęły.
—
Theo wspominał, że wasze drogi się skrzyżowały.
Uśmiechnęła
się półgębkiem.
—
Chyba kończył, gdy ja zaczynałam. — Upiła łyk wody, zastanawiając się, czy
powinna go dopytywać. — A ty?
Wydawał
się zastanawiać, czy odpowiedzieć, i nagle pożałowała, że go zapytała. Przecież
to nie była randka. Byli tylko kolegami z pracy; nie miał obowiązku jej niczego
mówić.
—
Przepraszam, Malfoy, jeśli nie czujesz się komfortowo…
Pokręcił
głową i jej przerwał.
—
Nie chodzi o to, że nie czuję się komfortowo, rozmawiając o tym, po prostu
szczerze mówiąc, to dość przygnębiające.
Zmarszczyła
brwi, czując, jak krew odpływa jej z twarzy w chwili, gdy wszystko zrozumiała.
—
Och, wybacz, twoi rodzice… — urwała, zamykając oczy ze wstydu.
Uśmiechnął
się do niej smutno.
—
To… no tak, to miało znaczny wpływ na wszystko. Ale ogólnie rzecz biorąc,
myślę, że się pogubiłem. To wtedy zacząłem pić. Szczerze mówiąc, niewiele
pamiętam, ale z tego, co pamiętam, nie jestem dumny.
Miał
rację, uświadomiła sobie, to było przygnębiające. Ale to było też fascynujące
spostrzeżenie.
—
Jeśli mogę zapytać, kiedy przestałeś pić?
Przypomniała
sobie żeton za pięć lat trzeźwości, ale wiedziała też, że był Aurorem od ośmiu
lat.
—
Po raz pierwszy wytrzeźwiałem nieco ponad osiem lat temu — rzucił, przenosząc
wzrok.
Zastanawiała
się, co się stało: jak wytrzeźwiał? Jak źle było? Gdzie się zaszył? I
oczywiście, co się stało pięć lat temu? Ale zauważyła, że zamknął się w sobie,
jego ramiona zesztywniały, i postanowiła nie drążyć.
Miała
właśnie zmienić temat, spróbować sprowadzić ich z powrotem do sprawy, gdy między
nimi pojawił się Patronus w kształcie kruka. Stając twarzą do Malfoya,
przemówił charakterystycznym głosem Angeliny:
—
Kolejne zabójstwo… Ministerstwo… wejście
dla mugoli.
Zabójca
zaatakował ponownie i, jak uświadomiła sobie Hermiona, gdy krew odpłynęła jej z
twarzy, minęły zaledwie trzy dni od ostatniego zabójstwa. Szybko się nasilały.
____________
Witajcie :) mimo tragedii to wreszcie się stało. Nie ma to jak wyczucie czasu, prawda? :D Przed nami jeszcze jeden rozdział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)