niedziela, 1 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 5

Reszta tygodnia minęła w dziwnie niezręcznej mgle. Hermiona robiła wszystko, co w jej mocy, by unikać przebywania sam na sam z Malfoyem, pracując jedynie w miejscach publicznych DPPC i ciągnąc Harry’ego ze sobą, kiedy tylko mogła. Wiedziała, że zachowuje się niedojrzale, ale nie mogła znieść zażenowania. Czuła litość w spojrzeniu Malfoya, mówiący och, biedactwo, źle mnie zrozumiałaś.

Była silną, niezależną kobietą — nie powinna tak bardzo przejmować się odrzuceniem. I to był Malfoy. Nie miało znaczenia, jak wyprzystojniał i jak bardzo zmienił się od czasów Hogwartu — wciąż istniał niezaprzeczalny fakt, że to Malfoy.

W piątek rano ledwo się obudziła, gdy jego znajomy Patronus w kształcie wilka zmaterializował się, mówiąc typowym dla niego przeciągłym głosem:

Kolejne morderstwo — nikomu nie mów. Hol Ministerstwa.

Nagle wszystkie myśli o nieszczęściu i zażenowaniu wyleciały przez okno. Pospiesznie się ubrała i pobiegła na spotkanie.

W Ministerstwie panował chaos, gdy dotarła na miejsce. Urzędnicy w szatach biegali z jednego końca na drugi, a szefowie różnych departamentów powstrzymywali dziennikarzy przed wtargnięciem do środka. Chwilę zajęło jej odnalezienie znajomej czupryny blond włosów. Podbiegła do niego z milionem pytań na końcu języka.

— Zabili Ministra — powiedział jej cicho Malfoy.

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła, starannie rozważając swoje słowa. Skinął na nią, żeby poszła za nim i ruszyli w stronę bardziej odosobnionej windy.

— To był nasz człowiek? — zapytała Hermiona, gdy znaleźli się w windzie, poza zasięgiem słuchu.

Malfoy wyglądał tak, jakby miał skinąć głową, ale zatrzymał się, przechylając głowę na bok.

— Na to wygląda. Ta sama Runa została wyryta na jego piersi, pośmiertnie.

— Ale? — dopytywała i usłyszała krótki sygnał, sygnalizujący, że dotarli do celu.

— Żadnych krwawiących oczu ani śladów trucizny. Wygląda na starą, dobrą Avadę Kedavrę — powiedział pod nosem, prowadząc ją do gabinetu Ministra.

Hermiona zbladła i nagle się zatrzymała, czując zawroty głowy.

Malfoy zmarszczył brwi.

— Co się stało?

Mrugnęła kilka razy, próbując wszystko ogarnąć.

— Kingsley nie żyje?

Do tej pory ich ofiary były w pewnym sensie abstrakcyjne, ludzie, których nigdy nie spotkała albo znała tylko zza baru. Ale znała Kingsleya Shacklebolta. Kiedyś uznałaby go za przyjaciela. Nie była jego fanką jako ministra, ale z drugiej strony, to była dość niewdzięczna praca.

Malfoy wyglądał tak, jakby chciał wyciągnąć do niej rękę, by ją pocieszyć, ale pokręciła głową i ruszyła dalej do gabinetu ministra. Nie czekała ani się nie odwróciła, żeby sprawdzić, czy Malfoy idzie za nią, i zatrzymała się dopiero, gdy zobaczyła Harry’ego chodzącego tam i z powrotem przed drzwiami gabinetu.

Zbladł, a jego okulary się przekrzywiły, gdy chodził w kółko.

— Harry. — Podeszła do niego i przytuliła. Przez chwilę był sztywny, zanim wtulił się w nią. — Co się stało? — zapytała.

Harry odsunął się, mierzwiąc mu włosy i kręcąc głową.

— Jego asystent znalazł go w takim stanie — nie mamy pojęcia, kto to zrobił.

Hermiona starała się ignorować Malfoya, który podszedł do niej po lewej stronie.

— Ale to Ministerstwo! Czy nie ma tu środków bezpieczeństwa i innych mechanizmów? — zapytała.

Harry westchnął.

— W jakiś sposób je unieruchomiono. Mamy sygnał, ale nic nie widać między siódmą a siódmą trzydzieści rano.

Przełknął ślinę, wyraźnie wstrząśnięty.

— Gotowa? — zapytał Malfoy, wskazując na gabinet.

Skinęła głową i przekroczyli próg; owiał ich chłodny wiatr, gdy przechodzili przez osłonę przygotowaną przez zespół analityczny. W przeciwieństwie do poprzedniej ofiary, Shacklebolt został z gołym torsem, znajomą Runę wyryto pod kątem ze zwisającą ręką. Hermiona zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech, zmuszając się do traktowania tej osoby jak każdej innej ofiary.

— Wszystko w porządku?

W oczach Malfoya błysnęło zaniepokojenie, jego ramię znajdowało się zaledwie kilka centymetrów od jej, jakby był gotowy ją złapać, gdyby upadła.

Uniosła rękę.

— Nic mi nie jest, Malfoy. — Chwyciła różdżkę i rzuciła kilka zaklęć, szybko pstrykając oczami. Poświęciła chwilę na rozejrzenie się po biurze, przyglądając się znajomym drobiazgom i fotografiom. — Nic nie jest na swoim miejscu — zauważyła.

Wydawało się to trochę dziwne; biurko było idealnie uporządkowane, wszystkie papiery poukładane. Nic nie upadło ani się nie stłukło, jakby wszystko było w należytym porządku, a martwe ciało po prostu leżało na podłodze.

— O czym myślisz? — zapytał Malfoy.

Przygryzła wnętrze ust, wciąż rozglądając się i próbując znaleźć coś znajdującego się nie na swoim miejscu lub ślad walki.

— Coś powinno być przestawione. To nie ma sensu.

— Nie sądzisz, że tu go zabito?

Malfoy zmarszczył brwi.

Pokręciła głową.

— Nie, znaczy, to możliwe, ale nie o tym pomyślałam. — Rozejrzała się po analitykach, którzy pobierali różne próbki i sprawdzali odciski palców. Szepnęła: — Wygląda na to, że to ktoś z Ministerstwa, a przynajmniej ktoś, komu Kingsley ufał na tyle, by stracić czujność. Nie ma mowy, żeby ktoś obcy mógł po prostu tu wejść i go zdjąć bez większych… szkód.

To była dość przygnębiająca myśl, że osoba, której szukali, mogła znajdować się wśród nich.

— Czy możemy dostać listę wszystkich, którzy znajdowali się dziś rano w Ministerstwie? — zapytała Malfoya, wychodząc z gabinetu.

— Oczywiście — mruknął, ale czuła, że coś jeszcze go trapi.

— Co?

— Po prostu — westchnął — ktokolwiek wyłączył zabezpieczenia, prawdopodobnie manipulował też dziennikiem wejść.

Wzięła głęboki oddech.

— Więc nic nie mamy.

— Cóż — Malfoy wyglądał na zamyślonego, przytrzymując jej drzwi windy i wchodząc za nią — chyba nie jestem w stu procentach pewien, że to ten sam zabójca.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Ta sama Runa?

Pokręciła głową.

— Gdyby to był ktoś z Ministerstwa, ktoś z umiejętnością manipulowania środkami bezpieczeństwa, założyłbym, że miałby dostęp do naszych akt. Może po prostu naśladowali symbol runiczny, by nas zmylić.

Hermiona zastanowiła się nad tym.

— Nie sądzę… jego ramię… — przełknęła ślinę, biorąc kilka oddechów, zanim kontynuowała — jego ramię było zwichnięte.

— Mógł znaleźć ten szczegół w naszych raportach — zauważył Malfoy.

— Racja — przyznała Hermiona — przyjmijmy, że to nie jest jasne.

— Zgoda. — Malfoy skinął głową i weszli do sali konferencyjnej, wyczarowując tablicę i dodając Kingsley Shacklebolt? do listy ofiar. — Dobra — zaczął — więc najwyraźniej Ministra nie znaleziono przed Puraclavą.

— Ale — przerwała Hermiona, siadając — jest czarodziejem czystej krwi.

— Prawda — przyznał Malfoy, aktualizując tablicę szybkim machnięciem różdżki. — Jednak przyczyna śmierci była zupełnie inna.

— Założyłeś, że przyczyna śmierci była istotna w pierwszym morderstwie. A co, jeśli ta Runa miała znaczenie? — zasugerowała.

Przyjrzał się jej uważnie.

— Co masz na myśli?

Hermiona zastanawiała się, jak to wyjaśnić.

— A co, jeśli trucizna była kwestią wygody? Może przyczyna śmierci nie miała znaczenia, tylko sama śmierć i Runa.

— Dobrze — skinął głową Malfoy — ale mimo wszystko, dlaczego nagle od wybierania przypadkowych ludzi przeszedł do Ministra Magii?

— Rozumiem, do czego zmierzasz — przyznała Hermiona. — Po prostu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest ze sobą powiązane.

Obserwowała go, jakby czekała na kolejną ripostę, ale on po prostu skinął głową.

— Granger.

Podszedł do niej, nagle siadając tuż obok i wyglądając na zbyt poważnego.

Prawie słyszała bicie swojego serca w uszach i znajomy, chemiczny impuls walki lub ucieczki. Wyglądał na rozdartego, niemal sparaliżowanego  niezdecydowaniem. Niemal słyszała słowa nie chodzi o ciebie, tylko o mnie wydobywające się z jego ust.

— Myślę, że powinniśmy jeszcze raz przyjrzeć się poprzednim ofiarom — zaczęła Hermiona, zmieniając temat.

Malfoy zmarszczył brwi, ale skinął głową.

— Dobrze.

— Po prostu… może istnieje powiązanie z Ministerstwem. Przecież ofiary nie zostały znalezione w żadnym konkretnym schemacie. Sprawdzimy historię zatrudnienia i inne dane — dodała.

— Dobrze — zgodził się Malfoy.

— Myślisz, że odbiorą nam tę sprawę? — zapytała Hermiona.

Wzruszył ramionami.

— Nie jestem pewien. Zakładam, że Potter bardziej się zaangażuje, ale większość Aurorów tak naprawdę nie jest śledczymi.

Skinęła głową i starała się wpatrywać w tablicę, pragnąc, by Malfoy wrócił do swojego typowego picia kawy w zamyśleniu. Cisza była ogłuszająca i nie mogła jej znieść.

— Muszę iść. Niedługo wrócę.

Wstała z różdżką w dłoni i szykowała się do wyjścia, gdy złapał ją za ramię.

— Co, Malfoy? — warknęła, cofając się i uwalniając kończynę.

Spojrzał w sufit, mamrocząc pod nosem, zanim odwrócił się do niej.

— Przepraszam za tamten wieczór.

Wyraźnie zadrżała.

— Bez obaw, to…

— Przestań — przerwał jej, podchodząc tak blisko, że dzieliły ich zaledwie centymetry.

Spojrzała na niego zmrużonymi oczami, próbując pogodzić się z jego zachowaniem.

— Zwykle odrzucasz kobiety, które próbują cię pocałować, a potem stajesz niezręcznie blisko nich? — zapytała.

— Nie odrzuciłem cię — argumentował.

Nie chciała się na to nabrać — dać mu szansy na wymówkę, że byli świetnymi przyjaciółmi albo że dobrze im się współpracowało.

— Jasne.

— Co?

Zmarszczył brwi.

— Nie chcę się kłócić. Między nami wszystko gra.

Chciała go ominąć, idąc dalej, kiedy westchnął z irytacją.

— Dlaczego mnie nie słuchasz?

Był pełen niedowierzania, a Hermiona poczuła, że odniosła małe zwycięstwo.

— Co mógłbyś powiedzieć…

— Dobra.

Przeciął dzielącą ich przestrzeń, wcisnął dłoń w jej włosy i pocałował ją namiętnie.

Zamarła, jego suche usta przycisnęły się do jej — poczuła mieszankę kawy i tytoniu. Nie poruszyła się, ale nie protestowała, gdy jego palce wplatały się w jej loki ani gdy przycisnął język do jej warg.

Westchnął, przyciskając czoło do jej czoła.

— Nie piję — powiedział.

Mrugnęła, próbują pogodzić to stwierdzenie z jego pocałunkiem.

— Co?

— W poniedziałek właśnie wypiłaś szklankę Ognistej Whisky. Nie piję.

Spojrzał na nią sugestywnie, jakby chciał, żeby to zrozumiała.

Jej oczy się rozszerzyły.

— Jesteś alkoholikiem.

Wydał się odprężony, jakby rozpaczliwie chciał, żeby wiedziała, ale nie chciał być tym, który jej to powie.

— Chciałem cię pocałować, Granger, uwierz mi. Ale Ognista Whisky była moim drinkiem i…

Tym razem to ona mu przerwała, chwytając przód jego koszuli i przyciskając swoje usta do jego. Czuła, jak wdycha w nią powietrze, a jego usta natychmiast reagują. Prawą rękę ponownie owinął wokół jej włosów, przyciągając je bliżej. Serce Hermiony zabiło mocniej od tego doznania, palce wplatał w jej loki, muskając szyję.

Pogłębiła pocałunek, przyciskając język do jego ust i przesuwając palcami po jego bokach. To było odurzające — natychmiast otworzył dla niej usta, jakby jego język równie mocno pragnął spotkać jej. Poczuła jak pocałunek wibruje w niej, rozgrzewa ją. Przycisnął dłoń do jej karku, delikatnie kreśląc kciukiem kółka.

Odsunęła się delikatnie, wpatrując się w niego z niedowierzaniem.

— Nie możemy teraz tego zrobić!

Trzymał ją za włosy, obserwując kręcone loki z wyraźną fascynacją.

— Dlaczego nie?

— Minister nie żyje! Musimy to zbadać. Wykonuj swoją pracę!

Przycisnęła palec do jego piersi, odpychając go.

Zamrugał, jakby zapomniał.

— Och.

— Och? — przedrzeźniała go.

— Cóż, przestaniesz mnie teraz unikać? — wycedził.

Musiała się roześmiać, nagle czując się idiotką z powodu swojego wcześniejszego zachowania.

— Przepraszam — powiedziała — nie powinnam była cię unikać. Ale… — zmarszczyła brwi — dlaczego mi nie powiedziałeś?

Wzruszył ramionami.

— Właściwie nikomu o tym nie mówię. Znaczy, kilka osób wie — Theo i Angelina. Ale poza tym, to nie jest temat, o którym się mówi w świecie czarodziejów.

Przełknęła ślinę, zastanawiając się przez chwilę.

— Jeśli nie masz nic przeciwko, że zapytam, jak długo?

Wyjął żeton i rzucił go w jej stronę.

— Pięć lat.

— Gratulacje — powiedziała szczerze Hermiona, obracając żeton w dłoni. Nagle wszystko zrozumiała — jego zachowanie w klubie i dziwne uzależnienie od kawy. — Chyba nie powinnam już czuć się urażona, że nie tknąłeś Staromodnego, który ci przyrządziłam.

Uśmiechnęła się półgębkiem.

Zaśmiał się, nerwowo przeczesując włosy dłonią.

— Nigdy nie znosiłem tego drinka. Więc ilekroć z jakiegoś powodu muszę zamówić drinka, to właśnie po niego sięgam — żeby mnie nie kusiło.

— To musi być trudne.

Przygryzła wargę, myśląc o mężczyźnie przed nią. Nie mylił się co do świata czarodziejów, większość czarownic i czarodziejów nie rozumiała uzależnień i często je błędnie diagnozowała. Fakt, że Malfoy najwyraźniej rozumiał swoją chorobę i ewidentnie uczęszczał na spotkania AA dla mugoli, był dość wymowny. Co innego zachowywać się w określony sposób — przestać używać pewnych słów, takich jak szlama, ale co innego polegać na mugolskiej koncepcji, chodzić na spotkania w świecie mugoli — zmuszało ją to do spojrzenia na niego, po raz kolejny, w nowym świetle.

Wyglądał na wyraźnie zakłopotanego pod jej odurzającym spojrzeniem.

— To… to łatwiejsze niż alternatywa. — Przełknął ślinę. — Wracamy do pracy?

Wypuściła powietrze, a na jej ustach pojawił się nieświadomy uśmiech.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po trzech dniach, podczas których snuli jedynie szalone teorie, zostali zaprowadzeni do gabinetu Percy’ego Weasleya na reprymendę. Harry stał w kącie, skrzyżował ramiona i tupał nogami, podczas gdy Hermiona i Malfoy daremnie próbowali bronić swoich dotychczasowych dokonań.

— Nie ma żadnych dowodów! — krzyknęła Hermiona wojowniczo.

Percy, bo nie mogła go sobie wyobrazić tylko jako Percy’ego, a nie Administratora Weasleya, najwyraźniej uważał, że powinni po prostu magicznie wyczarować podejrzanego.

— Macie ofiary! Jak to możliwe, że nie ma dowodów? — wrzasnął Percy.

Hermiona pomyślała, że to ciekawe, iż do tej pory Percy nie wydawał się szczególnie przejęty ich postępami, ale teraz, gdy zabito Ministra Magii, sprawa stała się dla niego priorytetem.

— Administratorze — zaczął Malfoy znacznie uprzejmiejszym tonem — natura tych zbrodni jest całkowicie bezprecedensowa. Mamy roboczą teorię w tej sprawie, ale na razie nie mamy żadnych podejrzanych. Kontynuujemy śledztwo i mamy nadzieję, że uda nam się zidentyfikować jakąś rozbieżność, która pozwoli nam ruszyć dalej.

— A co to za teoria?

Percy pochylił się do przodu, splecione dłonie i przedramiona oparł na blacie biurka.

Hermiona oblizała zęby.

— Uważamy, że ktoś — być może jakiś wschodzący Czarny Pan albo czarodziej, który ma słabość do Runów — krzywdzi ludzi w jakiś rytualny sposób. Nie jesteśmy do końca pewni motywu, ale wszystko wskazuje na to, że sprawca chce coś zmienić albo odkryć nowy początek w chaosie.

Percy zmarszczył brwi.

— Więc po co zabijać ludzi?

— Nie jesteśmy do końca pewni. Jak dotąd, poza faktem, że wszystkie ofiary są czarodziejami czystej krwi, nic ich tak naprawdę nie łączy. Miejmy nadzieję, że dowiemy się więcej o tych Runach, być może odkryjemy cel sprawcy. Ale gdybym miał zgadywać, to coś znacznie poważniejszego niż morderstwo — wyjaśnił Malfoy.

Percy odwrócił się i uniósł brwi, patrząc na Harry’ego.

— Oczekuję codziennych raportów.

Hermiona odwróciła się do Malfoya, zdezorientowana, ale wtedy sam Harry odpowiedział:

— Oczywiście.

— Dobra. Tylko zróbcie wszystko, żebym nie żałował, że nie odsunąłem was od sprawy — dokończył Percy, natychmiast wracając do papierkowej roboty, gdy wyszli z jego gabinetu.

Kiedy drzwi się zamknęły, Hermiona jęknęła:

— Jest kompletnie nierozsądny.

Harry podrapał się po karku.

— Percy jest po prostu sfrustrowany. Wizengamot wywiera sporą presję i wyglądamy na bezsilnych, jeśli Minister Magii został zabity we własnym gabinecie.

Hermiona przyznała mu rację. Od czasu morderstwa trzy dni wcześniej wprowadzono rozbudowane środki bezpieczeństwa, aby uniemożliwić modyfikację kamer i rejestrów. Ale szkody już zostały wyrządzone, media miały pole do popisu, nazywając Ministerstwo, a konkretnie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, nieskutecznym.

Drugą kwestią, oczywiście, było to, kto zastąpi Kingsleya na stanowisku Ministra. Już kilku szefów departamentów zgłosiło swoje kandydatury, w tym faworyci Antonius Fudge i charyzmatyczny Travis Diggle. W przeciwieństwie do typowych wyborów co siedem lat, Wizengamot miał pełną swobodę wyboru kolejnego Ministra Magii i zasugerował, że podejmie decyzję za trzy miesiące.

— Co miał na myśli? O codziennych raportach? — zapytała Hermiona.

Harry nieufnie spojrzał na nią i Malfoya.

— Percy chce, żebym bardziej zaangażował się w sprawę; uważa, że Wizengamot będzie lepiej postrzegany, jeśli odegram bardziej aktywną rolę.

Malfoy drgnął.

— Czyli będziesz nas niańczył?

Harry stanowczo pokręcił głową.

— Nic z tych rzeczy. Po prostu informujcie mnie na bieżąco i przedstawiajcie dowody, żebym mógł mu zdać relację, gdy Percy zapyta o postępy.

— Dobrze, Potter.

Malfoy przytaknął niepewnie.

Hermiona uważnie obserwowała reakcję Malfoya — jego zaciśnięte usta i zmrużone oczy. Harry skinął głową i niezręcznie poklepał go po ramieniu, po czym wrócił do swojego gabinetu.

— Malfoy — zapytała w końcu — coś przeoczyłam?

Pokręcił głową.

— Nie, po prostu nigdy wcześniej Potter nie musiał mną sterować. To trochę dezorientujące.

Hermiona skinęła głową, co, jak miała nadzieję, zostało odebrane jako uspokajające, i wrócili do sali konferencyjnej, gdzie czekał na nich nowy stos badań nad runami. Przerzucała strony, czując się coraz bardziej zniechęcona, ponieważ wszystko to zdawało się stanowić wariacje na temat tego, co Theo Nott powiedział im kilka dni temu.

— Nie rozumiem. Jeśli ten Omnia Scienti ma jakiś wielki plan — jeśli wszystko, co zrobił, to tylko elementy układanki — czy nie powinno być w tym czegoś takiego? — biła się z myślami Hermiona, marszcząc brwi. — Znaczy, przypuszczalnie, jeśli to rytuał, to pracuje według jakiegoś podręcznika albo szablonu.

Malfoy spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.

— Albo i nie.

— To znaczy?

— Pomyśl o tym. — Malfoy podszedł do magicznej tablicy, przybliżając ofiary. — Zaczęło się od nie-Obliviate, co tak naprawdę nie ma sensu. A teraz doszło do morderstw, które nie mają sensu. Co jeśli to, co widzimy, to metoda prób i błędów?

Jej wzrok błądził po tablicy, analizując ofiary, pozorną przypadkowość tego wszystkiego.

— Ale, Malfoy, dlaczego mieliby zabić Ministra Avadą Kedavrą?

Zmarszczył brwi, zastanawiając się przez chwilę.

— Jest kilka możliwości. Oczywiście, możliwe, że osoba, która zabiła Ministra to naśladowca. A może to był wypadek, albo coś innego, niezaplanowanego?

Hermiona nagle uświadomiła sobie, jak blisko siebie stali, ramię w ramię, zwróceni twarzą do tablicy, ich palce niemal się stykały. W ciągu trzech dni od pocałunku ich relacje zawodowe wróciły do względnej normalności, z przerywanymi, przeciągłymi spojrzeniami i okazjonalnym flirtem.

Sytuacja wydawała się nieco niepokojąca. Kiedy zaczęli razem pracować, przyznała, że jest obiektywnie atrakcyjny i wyraźnie różni się od tego z czasów Hogwartu. Być może dlatego tak ją intrygował. Ale im więcej ze sobą przebywali, tym bardziej ją fascynował. Pił tylko czarną kawę i prawie zawsze tylko taką. Nie mógł powstrzymać drżenia za każdym razem, gdy zapalała papierosa, ku jej nieustającej uciesze. I rzucał jej wyzwania; wytykał jej, gdy jej teorie były bezpodstawne, i proponował własne, intrygujące.

Prawdę mówiąc, nie do końca była pewna, co się dzieje. Gdyby zapytano ją tydzień temu, po ich komicznie nieudanym pocałunku, powiedziałaby, że ma ochotę poeksperymentować, ale teraz? Nie mogła powstrzymać rumieńców na policzkach na samą ich bliskość ani tego, jak jej wzrok zdawał się magnetycznie przyciągać do jego ust.

Ale był powód, dla którego była singielką. Nie chodziło tylko o wysokie standardy czy brak dostępnych mężczyzn w jej wieku. Nie chciała być ograniczana, a z tego, co wiedziała o Draco Malfoyu, wynikało, że on uwielbiał przyzwyczajenia i porządek, podczas gdy ona rzadko zostawała w jednym miejscu na dłużej.

Odsunęła się, przenosząc wzrok na raporty Uzdrowicieli dotyczące ofiar zaklęcia Obliviate i przeglądając łacinę, mając nadzieję, że tym razem coś przywoła jej wspomnienia.

— Myślę — odpowiedziała mu w końcu — że to równie dobra teoria, jak każda inna.

Poczuła na sobie jego wzrok, zanim się odezwał:

— Granger?

— Hmm? — odpowiedziała, nie patrząc na niego.

— Cóż, robi się późno. Może chciałabyś coś zjeść? — zapytał i nagle dodał: — Znaczy… Wiem, że twoja zmiana zaczyna się za kilka godzin. Pomyślałem, że moglibyśmy wstąpić do Dziurawego Kotła.

Przygryzła wargę.

— Chyba ma to sens — wzruszyła ramionami — będziemy mogli omówić sprawę i tak dalej.

— Oczywiście, Granger — usłyszała uśmieszek w jego głosie — omówimy sprawę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— A tak w ogóle, co robiłaś po Hogwarcie? — zapytał Malfoy między łykami swojej wszechobecnej kawy.

Szczerze mówiąc, rozmawiali o śledztwie, zanim jeszcze usiedli, ale potem rozmowa zeszła na runy i to, co wciąż pamiętali ze szkoły, a nieuchronnie na tematy nawet luźno związane z Omnia Scienti, czy kimkolwiek był ich złoczyńca.

— Właściwie poszłam na studia. Nie byłam do końca pewna, co chcę robić po zdaniu owutemów, więc pomyślałam, że zdobędę mugolskie wykształcenie. — Wzruszyła ramionami. — A ty?

Niespokojnie się wiercił, bębniąc palcami o kubek.

— Więc masz dyplom magiczny i mugolski?

Zauważyła, że całkowicie zignorował jej pytanie, ale nie przejęła się tym.

— Tak. Szczerze mówiąc, po wszystkim, co się wydarzyło w świecie czarodziejów, nie byłam do końca pewna, czy chcę tu zostać. Ale ostatecznie magia przywołała mnie z powrotem. Zdobyłam dyplom z chemii, co bardzo się przydało, gdy pojechałam do Niemiec zdobyć Mistrzostwo w eliksirach.

Oczy Malfoya błysnęły.

— Theo wspominał, że wasze drogi się skrzyżowały.

Uśmiechnęła się półgębkiem.

— Chyba kończył, gdy ja zaczynałam. — Upiła łyk wody, zastanawiając się, czy powinna go dopytywać. — A ty?

Wydawał się zastanawiać, czy odpowiedzieć, i nagle pożałowała, że go zapytała. Przecież to nie była randka. Byli tylko kolegami z pracy; nie miał obowiązku jej niczego mówić.

— Przepraszam, Malfoy, jeśli nie czujesz się komfortowo…

Pokręcił głową i jej przerwał.

— Nie chodzi o to, że nie czuję się komfortowo, rozmawiając o tym, po prostu szczerze mówiąc, to dość przygnębiające.

Zmarszczyła brwi, czując, jak krew odpływa jej z twarzy w chwili, gdy wszystko zrozumiała.

— Och, wybacz, twoi rodzice… — urwała, zamykając oczy ze wstydu.

Uśmiechnął się do niej smutno.

— To… no tak, to miało znaczny wpływ na wszystko. Ale ogólnie rzecz biorąc, myślę, że się pogubiłem. To wtedy zacząłem pić. Szczerze mówiąc, niewiele pamiętam, ale z tego, co pamiętam, nie jestem dumny.

Miał rację, uświadomiła sobie, to było przygnębiające. Ale to było też fascynujące spostrzeżenie.

— Jeśli mogę zapytać, kiedy przestałeś pić?

Przypomniała sobie żeton za pięć lat trzeźwości, ale wiedziała też, że był Aurorem od ośmiu lat.

— Po raz pierwszy wytrzeźwiałem nieco ponad osiem lat temu — rzucił, przenosząc wzrok.

Zastanawiała się, co się stało: jak wytrzeźwiał? Jak źle było? Gdzie się zaszył? I oczywiście, co się stało pięć lat temu? Ale zauważyła, że zamknął się w sobie, jego ramiona zesztywniały, i postanowiła nie drążyć.

Miała właśnie zmienić temat, spróbować sprowadzić ich z powrotem do sprawy, gdy między nimi pojawił się Patronus w kształcie kruka. Stając twarzą do Malfoya, przemówił charakterystycznym głosem Angeliny:

Kolejne zabójstwo… Ministerstwo… wejście dla mugoli.

Zabójca zaatakował ponownie i, jak uświadomiła sobie Hermiona, gdy krew odpłynęła jej z twarzy, minęły zaledwie trzy dni od ostatniego zabójstwa. Szybko się nasilały.

____________

Witajcie :) mimo tragedii to wreszcie się stało. Nie ma to jak wyczucie czasu, prawda? :D Przed nami jeszcze jeden rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy