[T] Złączeni: Rozdział 9
Zasada Przyjaźni numer 31: Specjalność Mipsy to firmowy napój w przyjaźni Granger-Malfoy
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
Draco
zazwyczaj rezerwował czwartkowe popołudnia na cotygodniowy masaż; rozpustę,
którą Astoria zaaranżowała tuż po zaręczynach. Był to absolutnie jeden z jego
ulubionych momentów tygodnia. W tym jednak nie był zadowolony, gdy okazało się,
że masaż odwołano z powodu, jak twierdziła, bardzo
ważnego i po prostu nie dającego się przełożyć spotkania dotyczącego organizacji
ślubu. To jej słowa, nie jego.
I
tak oto znalazł się w oranżerii Malfoyów, obok Hermiony, wciąż niewygodnie
związany, otoczony przez matkę, Helenę Greengrass, Astorię i jej dwie druhny:
Cecylię McLaggen i Violę Goyle. Cecylia, wierna rodzinnym zwyczajom, była
równie krzykliwa i pewna siebie jak jej brat. Viola, na szczęście, była
znacznie atrakcyjniejsza i inteligentniejsza od swojej prostackiego brata, co
stanowiło spory plus.
Hermiona
i Draco przybyli ostatni, zajmując miejsce między Heleną a Astorią.
—
Witaj, Melanie — powitała ją bez wahania pani Greengrass, wodząc wzrokiem po
Hermionie, jakby była zabłąkanym pyłkiem kurzu.
Jej
głos nabrał znacznie cieplejszego tonu, gdy zwróciła się do Draco.
Hermiona
westchnęła, myśląc o zainwestowaniu w identyfikator, i zajęła miejsce, kładąc
na stole grubą książkę. Odkąd Nora dołączyła do ich zespołu, Draco zasugerował
przejrzenie programu szkolenia w zakresie łamania klątw, aby upewnić się, że
przypadkowo nie uczą jej przestarzałej i sprzecznej teorii. Hermiona,
naturalnie, zrozumiała to jako konieczność powtórzenia całego programu, od
podstaw pierwszego roku do zasad na poziomie mistrzowskim. Była teraz w połowie
materiałów z drugiego roku i uznała, że będzie to o wiele bardziej produktywne
niż słuchanie dyskusji o kolorach serwetek. Draco chciał przynieść swój
egzemplarz, ale stanowczo i wielokrotnie przypominano mu, że dzisiaj ma uważać.
Astoria
zerknęła w stronę drzwi.
—
Blaise i Theo przyjdą?
Draco
zamrugał, zaskoczony. To była dla niego nowość. Spojrzał na matkę, która
odpowiedziała, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
—
Nie, Astorio — odpowiedziała cierpliwie Narcyza. — Pamiętasz, jak wspominałam,
że Theo ma obchód w szpitalu w czwartki? A Blaise nie jest w orszaku weselnym.
Astoria
wyglądała na niezadowoloną.
—
To spotkanie jest dość ważne. Jestem pewna, że w szpitalu poradzą sobie bez
Theo przez kilka godzin.
Draco
złapał wzrok Narcyzy po drugiej stronie stołu. Żadnemu z nich nie przyszłoby do
głowy, żeby odciągać Theo od pracy dla czegoś tak błahego, jak wybór między
różową piwonią a białą lilią.
—
Blaise jest w orszaku weselnym —
kontynuowała Astoria, jakby to było oczywiste. — Potrzebujesz dwóch drużbów,
Drakusiu.
Draco
wpatrywał się w nią. Już to ustalili.
—
Tori — powiedział spokojnym głosem. — Theo i Hermiona są moimi drużbami… To moi
najlepsi przyjaciele.
Astoria
otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale Narcyza płynnie jest to uniemożliwiła.
—
Kochanie — rzekła spokojnym, ale stanowczym tonem — choć może to nie jest
tradycyjne, obecnie pary często wybierając sobie najbliższych przyjaciół, bez
względu na płeć. Ty wybrałaś Cecylię i Violę, a Draco wybiera Theo i Hermionę.
Mroźna
cisza, która nastąpiła, mówiła sama za siebie. Astoria i Helena, miały
identycznie ściągnięte usta, Cecylia wyglądała na zgorszoną, a Viola starała
się wyglądać na wspierającą, ale w większości wyglądała na zdenerwowaną.
Hermiona
z kolei cicho przerzuciła stronę podręcznika i podkreśliła fragment z większą
zawziętością, niż to konieczne. Zapowiadało się długie popołudnie.
Astoria
spojrzała na matkę, która skinęła porozumiewawczo głową, dodając otuchy.
—
Nie — powiedziała, odwracając się z powrotem do Draco i patrząc mu w oczy.
Potem spojrzała na Narcyzę. — Nie, mama i ja już zdecydowałyśmy. Hermiony nie
będzie na ślubie i weselu.
Narcyza
wzięła uspokajający oddech.
—
Astorio, kochanie, to nie twoja decyzja.
Ta
pokręciła głową.
—
Oczywiście, że moja. To mój… — przerwała, poprawiając się — nasz ślub. A Draco
powiedział, że mogę wszystko zorganizować.
Draco
się skrzywił. Powiedział to. Mógł też, w przypływie instynktu przetrwania,
całkowicie oddać stery Astorii i Helenie Greengrass. To zaczynało przypominać
błąd taktyczny.
Astoria
nie dawała za wygraną, najwyraźniej podążając według przygotowanego
scenariusza. Zerknęła ponownie na matkę, zanim dodała:
—
Ona nie pasuje do orszaku weselnego.
Draco
poczuł, jak krew w żyłach zamienia mu się w lód. Jego głos był cichy i oschły,
niebezpiecznie zimny.
—
Wyjaśnij.
Siedząca
obok niego Hermiona mocno ścisnęła jego dłoń. Spojrzał w dół i zobaczył, że lekko
potrząsa głową w geście ostrzegawczym, ale już przygotowywał się na to, co
miało nastąpić.
Astoria
uniosła brodę.
—
Cóż, Theo i Blaise o wiele lepiej pasują do Cecylii i Violi, na zdjęciach i do
tańca. — Jej pewność siebie rosła. — A poza tym… co ona by w ogóle założyła?
Draco
odpowiedział:
—
Założyłem, że Hermiona będzie miała na sobie te same suknie co druhny. Albo,
jeśli woli, garnitur, jak Theo. Nie obchodzi mnie, co założy, byleby była tam
ze mną.
Astoria
się roześmiała. Roześmiała się.
—
Och, Drakusiu — rzekła z politowaniem w głosie. — Hermiona nie zmieści się w
suknie druhen. Są szyte na miarę u Madame Charlotte, a ona ubiera tylko osoby
z, cóż, drobnymi figurami.
Cecylia
i Viola skinęły głowami, a ich miny odpowiadały słodkiemu uśmiechowi Astorii.
Uosabiały idealny wizerunek szlachetnych córek czystej krwi: wysokie, szczupłe,
lśniące, z idealnie ułożonymi włosami i najwyraźniej od urodzenia uczone, by
zachowywać się zgodnie z etykietą i mrugać na zawołanie.
Draco
spojrzał na Hermionę. Nie odpowiedziała, tylko przewróciła kolejną stronę
książki, ale jej policzki poczerwieniały, a ramiona lekko opadły. Wyglądała na
mniejszą. Znał to spojrzenie. To nie był wstyd, tylko cicha próba ogarnięcia
się.
To
nie był pierwszy raz, kiedy Astoria ją zawstydziła.
Draco
uważał Hermionę za piękną. Silną. Genialną. Krągłą w sposób, który sprawiał, że
większość samotnych mężczyzn w Ministerstwie szeptała o niej z nadzieją. Dbała
o formę. Była silna. Była cholerną Hermioną Granger.
Odwrócił
się do matki i dostrzegł błysk czystej wściekłości na jej spokojnej twarzy.
Wściekłość, którą tylko lata arystokratycznego wychowania mogły ukryć za
uprzejmym uśmiechem.
Zanim
Draco lub Narcyza zdążyli odpowiedzieć, odezwała się Hermiona.
—
W porządku, Astorio. Z chęcią przyjdę jako gość — powiedziała, odwracając się
do Draco. — Mogę dotrzymać towarzystwa Harry’emu.
—
Och, bez obaw — wtrąciła się Cecylia. — Mój brat zaoferował, że może ci
towarzyszyć, Hermiono. Wszystko załatwione.
Draco
zerknął z ukosa na Hermionę, która przewróciła oczami i dyskretnie ukryła twarz
za dłonią, tuż poza zasięgiem wzroku Cecylii.
Cormac
McLaggen. Oczywiście. Próbował umawiać się z Hermioną od szóstego roku, od
czasu tej feralnej imprezy w Klubie Ślimaka. Hermiona przyznała się do jednego,
żałosnego pocałunku pod jemiołą tego wieczoru i od tamtej pory za wszelką cenę
go unikała.
—
I nie zaprosimy Harry’ego Pottera na nasz ślub, Drakusiu — dodała Astoria z
radosnym śmiechem. — To twój śmiertelny wróg.
Narcyza,
Draco i Hermiona spojrzeli na nią tak, jakby właśnie wyrosła jej druga głowa.
Tak,
ich szkolna rywalizacja była zacięta, i tak, Draco mógł próbować połamać jego każdą kość na boisku do Quidditcha, ale
to było ponad dekadę temu. Dawno temu z wrogów przeszli do niechętnie
utrzymujących kontakt kolegów, a potem do półfunkcjonalnej przyjaźni. Obecnie
większość ich rozmów składała się z suchych obelg, statystyk Quiddtcha i plotek
z pracy.
Właściwie,
zaledwie rok temu Draco jakimś cudem wylądował na obozie podczas Mistrzostw
Świata w Quidditchu z Harrym, Ronem, Ginny i bliźniakami. Wciąż budził się
zlany zimnym potem, wspominając łazienkę w namiocie. Musiał jednak przyznać, że
pomimo braku odpowiedniej pościeli, towarzystwo było znakomite.
—
Astorio — odparła Narcyza łagodnie, ale stanowczo — na pewno rozumiesz, że
zachowanie dzieci pod presją w szkole nie odzwierciedla tego, kim w dorosłym
życiu stali się Draco i Harry. Pan Potter, pan Weasley i oczywiście Hermiona są
mile widzianymi gośćmi po stronie Malfoyów.
Co, muszę ci przypomnieć, leży w naszej gestii.
Jej
ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję, ale Astoria mimo wszystko nie
poddawała się.
—
Ale za każdym razem, gdy gdziekolwiek się pojawiają, są w centrum uwagi. Wszyscy dziennikarze i fotografowie będą się na
nich skupiać, a nie na mnie — na nas
— poprawiła się pospiesznie.
Hermiona
płynnie się wtrąciła.
—
Nie martw się, Astorio. Harry, Ron i ja unikamy uwagi mediów, kiedy tylko to
możliwe. Pozujemy do zdjęć tylko podczas corocznych imprez Ministerstwa lub gal
charytatywnych.
Uśmiechnęła
się do Narcyzy, która odwzajemniła uśmiech z rzadko spotykanym ciepłem. Złote
Trio uczestniczące w jej zbiórkach funduszy zawsze gwarantowało pojawienie się
na pierwszych stronach gazet i z wielką przyjemnością wspierało ważne sprawy.
—
Nie będzie tam żadnych dziennikarzy, Tori — dodał Draco. — Tylko oficjalni
fotografowie ceremonii.
Twarz
Astorii rozjaśniła się.
—
O nie, Drakusiu. Właściwie… Chciałam ci zrobić niespodziankę, ale Rita Skeeter
będzie obecna, by napisać specjalny artykuł do Proroka. A Tygodnik
Czarownica wyda specjalne wydanie dotyczące naszego ślubu!
Cecylia
i Viola pisnęły z zachwytu. Nawet Helena wyglądała na zadowoloną.
Draco
zbladł. Hermiona cicho jęknęła z przerażenia. Narcyza zamrugała, co mogło być
czystym upokorzeniem, zanim zdołała ujarzmić emocje do neutralnej elegancji.
Astoria
promieniała, zupełnie nieświadoma.
—
Będziemy na okładce, oczywiście. A artykuły mają dotyczyć każdej części tego
dnia!
Viola
podskoczyła na krześle.
—
I będzie rozkładówka na całą stronę dla każdego z orszaku weselnego! Każde z
nas dostanie własną sesję zdjęciową!
Rozległa
się kolejna fala pisków. Draco czuł się tak, jakby ktoś wepchnął mu wyjca do
żołądka.
—
Pierwsze słyszę o zaproszeniach dla pracy — powiedziała ostrożnie Narcyza. — To
się zazwyczaj nie zdarza.
Draco
podziwiał jej powściągliwość. Był prawie pewien, że jego matka uważała cały ten
pomysł za szczyt wulgarności, i to zanim wspomniano o Tygodniku Czarownica.
Astoria
machnęła ręką, a właściwie ją zbyła.
Draco gwałtownie wciągnął powietrze. Nikt nie
zbywa Narcyzy Malfoy. Nigdy.
—
Och, daj spokój, Narcyzo. Możesz nawet opowiedzieć o swoich organizacjach
charytatywnych w wywiadach.
—
Malfoyowie nie kontaktują się z prasą, Astorio — odparła chłodno Narcyza.
Astoria
pokręciła głową, zupełnie niewzruszona. Draco ledwo mógł w to uwierzyć.
—
A tak w ogóle — dodała z przesłodzonym uśmiechem — umowy są już podpisane.
Kolejny
kontrakt. Kolejna wiążąca umowa, na którą Draco nie miał wpływu.
Widząc
zaciśniętą szczękę i bladą twarz syna, Narcyza szybko się wtrąciła.
—
Porozmawiamy o tym później, Heleno. Przejdźmy do sedna dzisiejszego spotkania.
Cichy
trzask obok Narcyzy zasygnalizował przybycie Mipsy, a za nią lewitowały trzy,
wysokie szklanki z musującym, przezroczystym płynem, każdej udekorowanej
ćwiartką cytryny. Specjalność Mipsy
zatrzymała się przed Draco, Hermioną i Narcyzą.
Hermiona
odetchnęła z ulgą. Draco wypił swój jak człowiek uwięziony na pustyni, a nawet
Narcyza upiła nietypowo duży, niekobiecy łyk, zanim cicho podziękowała Mipsy i
poklepała ją po ramieniu z autentyczną czułością.
Hermiona,
znaczniej mniej subtelna, ułożyła dłonie w kształt serca i posłała przesadne
pocałunki w stronę skrzatki. Kolejny trzask i taca z przekąskami z camembertem
i żurawiną pojawiła się na kolanach Hermiony, ukryta przed wścibskimi oczami.
Mogłaby
rozpłakać się z wdzięczności.
Zamiast
tego wepchnęła sobie dwa kawałki do ust naraz. Draco oczywiście to zauważył i
sięgnął po jeden. Uderzyła go w dłoń, nawet nie patrząc, dopiero później zdając
sobie sprawę z tego, że wszyscy patrzyli na nich jak na dzieci pozostawione bez
opieki. Podczas gdy ona była rozproszona, Draco pospiesznie zjadł połowę
przekąsek.
Hermiona
nie przejmowała się tym. Już układała plan.
Zamierzała
zaprosić Mipsy na ślub jako osobę towarzyszącą. Mipsy byłaby zdecydowanie lepsza
niż McLaggen, a skoro Narcyza zorganizowała obsługę cateringową na wesele,
skrzaty miały dzień wolny, by cieszyć się uroczystością. Było idealnie.
Mogłyby
nawet dobrać pasujące stroje. Mipsy by się to spodobało. A gdyby Hermionie
udało się zorganizować sesję zdjęciową z nią i Mipsy w artykule, cóż… Mipsy na pewno by się to spodobało. A Astoria na pewno byłaby wściekła.
Hermiona
uśmiechnęła się do swojego drinka i dopiła ostatni łyk. Natychmiast napełnił
się sam. Dziękuję, Mipsy.
Draco,
widząc, jak jej szklanka magicznie się napełnia, szybko opróżnił swój i uniósł
go z oczekiwaniem. Jego drink również się napełnił. Wziął kolejny, duży łyk,
kiwając głową z zadowoleniem.
Tak…
alkohol zdecydowanie się przyda, sądząc po dzisiejszym planie spotkania.
Bez
słowa Draco i Hermiona uzgodnili między sobą nową pijacką grę: za każdym razem,
gdy Astoria lub jej druhny wygłoszą jakieś dziwaczne oświadczenie lub zażądają
czegoś, będą pić.
Szło…
niebezpiecznie dobrze.
Chciała,
by Minister Magii poprowadził ceremonię? Drink.
Żądała,
by ona i Draco przybyli na ceremonię na grzbietach jednorożców? Drink. A potem chichotali i Hermiona
prawie się udławiła.
Astoria
uparcie i głośno powtarzała, że jednorożce to po prostu lśniące kucyki z
rogami? Kolejny drink.
Zaproponowała
srebrne kieliszki z wyrytymi twarzami Draco i Astorii, które miały być wręczane
jako upominki ślubne? Drink. Nawet
Narcyza wzięła długi, głębszy łyk.
W
końcu przeszli do praktycznych decyzji. Biel czy kość słoniowa? Wysokie czy
niskie kwiatowe ozdoby na stół? Przy każdym pytaniu Draco zwracał się do
Hermiony, pytając ją o zdanie i natychmiast zgadzając się z tym, co mówiła.
Za
każdym razem uśmiech Astorii stawał się coraz bardziej wymuszony. A głos coraz
bardziej ochrypły. Nozdrza rozszerzały się niebezpiecznie.
Po
szóstym pytaniu Hermiona nie mogła już tego znieść.
Pod
pretekstem, że musi skorzystać z toalety, co po trzech Specjalnościach Mipsy za
dużo nie było kłamstwem, Hermiona wyciągnęła Draco z pokoju i poprowadziła go
korytarzem.
Kiedy
zostali sami, zwróciła się do niego.
—
Draco, musisz przestać pytać mnie, co wybrać.
—
Dlaczego? — zapytał, marszcząc brwi. — Masz dobry gust.
—
Cóż, wiadomo — powiedziała Hermiona, wskazując na siebie. — Ale to wkurza
Astorię.
Draco
spojrzał na nią beznamiętnie.
—
I co z tego?
—
Draco — rzekła cicho i stanowczo — lepiej złapiesz muchy miodem niż octem.
Spojrzał
na nią, jakby mówiła po chińsku.
Westchnęła.
—
Przepraszam. Mugolskie powiedzenie. Chodzi mi o to, że jeśli będziesz się
zgadzał na drobne rzeczy, może być bardziej skłonna pójść na kompromis w tych
ważniejszych. Na przykład na to, że nie przeprowadzisz się do Zurychu. Albo pozwoli
ci zachować pracę.
Wyraz
twarzy Draco się zmienił. Zamrugał powoli, a zrozumienie napływało do niego
niczym słońce wschodzące nad Alpami.
Jego
oczy rozbłysły.
—
Och. Och. To naprawdę… genialne.
Hermiona
spojrzała na niego znacząco.
—
Oczywiście.
Po
wizycie w toalecie i szybkim wypiciu eliksiru na trzeźwość, Hermiona i Draco
przygotowali się do drugiej rundy.
Kiedy
rozpoczęto zaciętą debatę dotyczącą wyboru między Domaine de la Romanée-Conti a
Penfolds Grange na wino powitalne, Draco, grając teraz na dłuższą metę, zwrócił
się do Astorii ze zwycięskim uśmiechem.
—
Co byś wybrała, kochanie?
Astoria
rozpromieniła się niczym żyrandol.
—
Och zdecydowanie Grange — powiedziała z lekką pewnością siebie.
Draco
powoli skinął głową, czując, jak dusza opuszcza jej ciało. Choć cenił dobre,
australijskie wino, żaden szanujący się Malfoy nie wybrałby go zamiast Romanée-Conti.
Spojrzał bezradnie na Hermionę. Zdecydowanie wybrałaby Romanée-Conti, bo miała
gust. Właściwie to zasugerowałaby porównanie win z deską serów, zanim zapadłaby
tak ważna decyzja. Niestety strategia wymagała poświęceń.
Przełknął
dumę wraz z wyimaginowanym rocznikiem i zgodził się.
A
potem nastąpiło ustępstwo, które zabolało bardziej niż jakakolwiek wymiana win.
Draco
niechętnie się zgodził, zgrzytając zębami przez całą dyskusję o Hermionie jako
gościu weselnym a nie druhną. Bardziej niż sama decyzja rozwścieczył go sposób,
w jaki Helena i Astoria mówiły o Hermionie, jakby nie siedziała tuż obok niego,
jakby była niewidzialna albo, co gorsza, nieważna.
Mimo
to wynegocjował jeden warunek: Hermionie pozwolono wybrać osobę towarzyszącą.
Mimo
to wynegocjował jedno małe zwycięstwo: jeśli Hermiona ma być gościem, sam
wybierze sobie drużbów.
To
oznaczało, że Theo zostaje. A co z drugim drużbą?
Zapyta
Blaise’a, który miał być w mieście w ten weekend. Blaise miał nienaganny styl,
emocjonalne zaangażowanie mandragory i umiejętność unikania społecznych dramatów
niczym doświadczony prawnik, którym był.
A
jeśli Blaise nie da rady?
Zapyta
Pottera.
Bo skoro Astoria miała dyktować mu, jak ma żyć, to przynajmniej będzie mogła doświadczyć poetyckiej sprawiedliwości, widząc Harry’ego Pottera, byłego wroga, a teraz kumpla, stojącego obok niego przy ołtarzu. Szczerze mówiąc, Draco uważał, że to jej się należało.
____________
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. To dotyczyło planów ślubnych Draco i Astorii. Jestem ciekawa Waszych reakcji na pomysły Astorii. Ja momentami przewracałam oczami z zażenowania. Zapraszam od razu na kolejny rozdział. :)
Brak komentarzy