Jakiekolwiek
uprzedzenia, jakie miałam na temat Astorii Greengrass, całkowicie zniknęły po
wspólnie spędzonym popołudniu. Czarownica została zesłana przez bogów. Jej
spokój i swoboda były tak kojące po moim koszmarnym piątku.
Dziś
wieczorem wróciłam do domu po raz ostatni. Niespiesznie posegregowałam rzeczy,
które do mnie należały, po czym magicznie je spakowałam i zamówiłam
chińszczyznę. Zakręciłam pałeczkami w makaronie. Zostawiałam prawie wszystko
Ronowi. Nie chciałam tego domu. Wspomnień. Mebli. Drobiazgów, które
zgromadziliśmy przez lata. Chciałam tylko mieć moje książki, ubrania i te kilka
rzeczy, które udało mi się zabrać z domu rodziców, zanim ich straciłam.
Spojrzałam
gniewnie na przestrzeń przy drzwiach wejściowych, gdzie wcześniej tego ranka
stała torba. Ta czarna, której tak nienawidziłam. Torba zniknęła, ale na jej
miejscu stały buty Rona. Pokręciłam głową. Trudno
jest pomagać przy żniwach, nie mając odpowiednich butów, prawda, Rolandzie?
Gniew
wezbrał się we mnie, gdy uświadomiłam sobie skalę oszustwa Rona. Ile jeszcze
jego rażących potknięć przeoczyłam? Teraz było jasne, że przez te wszystkie
lata nie był ani sprytny, ani powściągliwy. Po prostu byłam ślepa na jego
prawdziwą naturę.
Tej
nocy dobrze spałam. Theo obiecał, że rano spotkam się z nim w nowym mieszkaniu.
Uprzedził mnie, że jest w pełni umeblowane i że będę miała współlokatora. Ale
nie przejmowałam się tym. Domyśliłam się, że chodzi o niego. Myśl o mieszkaniu
z Theo mnie nie odstraszała. Mogłabym z nim mieszkać i pracować. Będę starała
się trzymać na uboczu, żeby nie mieć problemu z dawaniem mu przestrzeni ani ze
znalezieniem sobie zajęcia poza mieszkaniem, gdyby przyprowadził kobiety.
Szczerze mówiąc, nie mogłam się doczekać mieszkania z kimś, kto będzie lubił
moją obecność.
Zeszłam
po schodach po raz ostatni i rozejrzałam się po kuchni. Przewróciłam oczami,
patrząc na podłogę. Postawiłam jego buty na stole. Część mnie rozważała
rzucenie na nie uroku. Zamiast tego spakowałam buty i wyjęłam z szuflady
pergamin.
Wiem, że praca przy żniwach bez
odpowiednich butów jest bardzo trudna. Mam nadzieję, że Ron spędza z Wami
wspaniały weekend! Nie mogę się doczekać, aż znowu Was zobaczę. Ron obiecał, że
następnym razem będę mogła do Was przyjechać.
Całuski, Hermiona.
Uśmiechnęłam
się do siebie, zanim wsunęłam liścik do pudełka. Wstałam i wrzuciłam pudełko
prosto do kominka, uprzednio aktywując Sieć Fiuu.
—
Nora — powiedziałam.
I
wyszłam z domu po raz ostatni.
~*~*~*~*~*~*~*~
Udałam
się do mojego nowego mieszkania. Nie chciałam, żeby Ron mógł rzucić kontrzaklęcie
i zobaczyć, dokąd zaprowadziło mnie Fiuu. Chciałam, żeby to mieszkanie
pozostało moją bezpieczną przystanią. Astoria powiedziała, że na razie w moich
dokumentach będzie zawarty wpis „Adres w trakcie ustalania”.
Otworzyłam
drzwi do holu, prowadzące do ogromnego, londyńskiego wieżowca.
—
Panno Granger, witam — powitał mnie czarodziej z szerokim uśmiechem spod
krzaczastych brwi i wąsów. — Pan Nott panny oczekuje.
—
Dziękuję.
Uśmiechnęłam
się.
Gestem
wskazał windę i zamarłam.
—
Przepraszam, nie powiedział mi, które piętro.
—
Penthouse, moja droga.
Uśmiechnął
się.
Oczywiście. Powstrzymałam przewrócenie oczami, wchodząc do
środka. Te cholerne rodziny czarodziejów i ich obrzydliwe majątki. On też miał
Dwór Nottów! Byłam pewna, że miał też z tuzin domów wakacyjnych.
Drzwi
windy otworzyły się z brzdękiem i byłam zaskoczona, jak jasne oraz otwarte było
to miejsce. Natychmiast zobaczyłam błyszczące, białe, marmurowe podłogi. W
całym mieszkaniu znajdowały się okna od podłogi do sufitu. Po mojej lewej
stronie ulokowano ogromny salon z kominkiem i sofą. Dalej dojrzałam korytarze,
które prawdopodobnie prowadziły do sypialni. Po prawej stronie ujrzałam
najbardziej masywną kuchnię, jaką kiedykolwiek widziałam. Piękne, białe,
marmurowe blaty i podłogi lśniły w porannym świetle. Jasnoszare szafki miały
polerowane, srebrne zdobienia. Przemysłowy piec wyglądał tak, jakby należał do
restauracji. Potężny okap nad nim lśnił, jakby został świeżo wypolerowany.
Wiedziałam, że Theo nie gotuje. A to była kpina w tak pięknej kuchni.
Przy
blacie stały pluszowe krzesła. Moje sandały stukały o marmurową podłogę, gdy
szłam ku kuchni. Jasnożółte kwiaty stały w wazonie na blacie, a ja zatrzymałam
się, by je powąchać, zanim poszłam dalej do jadalni. Ich zapach z łatwością
wypełnił całe mieszkanie. Cytrusy mieszały się z egzotycznym aromatem kwiatów.
Było pięknie i czysto.
—
Granger!
Theo
zawołał z jadalni. Siedział z innym czarodziejem, ubranym elegancko w garnitur.
—
Theo. — Przytuliłam go. — Jak uroczo!
—
Miło, prawda?
—
Pięknie!
—
Granger, to jest Harrison Doddsworth — powiedział. — To prawnik zatrudniony do
nadzorowania twojego rozwodu i nadchodzącej burzy prawnej, w którą zaraz się
wpakujemy. Uwierz mi, ten czarodziej to prawdziwa legenda.
Uścisnęłam
dłoń mężczyzny.
—
Miło mi pana poznać — rzekłam. — Bardzo dziękuję za dzisiejsze spotkanie.
—
Oczywiście, panno Granger.
Theo
wskazał na stół, na którym pojawiło się mnóstwo jedzenia i napojów. Kawa, herbata,
ciastka, kiełbaski. Wszystko wyglądało wspaniale.
—
Porozmawiajmy przy śniadaniu — zaproponował Theo.
Cztery
godziny później miałam już gotowy plan i przekazałam wszystkie możliwe
szczegóły mojemu nowemu prawnikowi. Pan Doddsworth był człowiekiem bez
kompleksów. Wydawał się bardzo pewny swoich szans w sprawie i niezliczoną ilość
razy zapewniał mnie, że zdziałał cuda dla swoich stałych klientów i że będzie
mnie traktował z taką samą precyzją. Nie potrafiłam tego dokładnie określić,
ale było w nim coś znajomego.
Kiedy
skończyliśmy, Theo pokazał mi mój pokój. Poprowadził mnie przez piękny salon i
do tylnego korytarza. Szerokie okna ciągnęły się aż do drzwi sypialni. Otworzył
drzwi, a ja prawie oniemiałam. To był zachwycający pokój. Jasnoniebieskie
rolety otaczały trzy ściany. Czwarta ściana to okna sięgające od podłogi do
sufitu. Zachwycałam się widokiem. Z góry mogłam wszystko zobaczyć.
—
Łazienka jest tutaj — powiedział, otwierając zapasowe drzwi. — Szafa jest tam.
Weszłam
do łazienki i o mało się nie przewróciłam. Przestrzeń wypełniała gigantyczna
wanna na nóżkach, przeszklona kabina prysznicowa, podwójna umywalka i duża
szafa, co sprawiło, że nie miałam ochoty z niej wychodzić. W łazience było
jedno okno, przez które wpadało więcej pięknego, letniego słońca.
Theo
oparł się o framugę drzwi i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Nie potrafiłam
formułować spójnych zdań, bo inaczej powiedziałabym mu, że to obrzydliwe
mieszkać w ładnym domu i udawać, że praca w Ministerstwie to coś więcej niż
głupie hobby. Najwyraźniej nie potrzebował tej pracy, mając tyle pieniędzy.
—
No cóż, Granger — powiedział, patrząc na zegarek. — Powiedziałbym, że masz
jakieś dziewięć godzin na aklimatyzację. Wędruj, odkrywaj, żyj pełnią życia.
Ale dziś wieczorem? Wychodzimy.
—
Wychodzimy?
Posłał
mi łobuzerski uśmiech.
—
Wychodzimy.
Przełknęłam
ślinę.
—
Theo…
Uniósł
ręce.
—
Nie sprzeciwiaj się. Rozpakuj się, weź kąpiel, cokolwiek zechcesz. Ale bądź
gotowa dziś wieczorem o dziewiątej.
—
Na co?
—
Wiesz na co.
Mrugnął
do mnie.
Poczułam
przypływ krwi na myśl o odurzającej obietnicy ponownego pójścia do Nox.
Znajdowało się niedaleko. I nie będę kłamać, mówiąc, że myśli o Nox nie
pojawiały się w mojej głowie odkąd po raz pierwszy tam poszłam kilka tygodni
temu. Naprawdę chciałam tam wrócić. Czy powinnam czuć się winna, że tak bardzo
ekscytuję się nową sytuacją? Ron z pewnością nie miał żadnych zastrzeżeń co do
swoich celów podróży. Więc dlaczego ja miałabym?
—
Do zobaczenia wieczorem!
—
Czekaj, dokąd idziesz?
Poszłam
za nim z powrotem do sypialni.
—
Muszę lecieć do Dworu i pomóc mamie z kilkoma rzeczami. Wrócę po ciebie
wieczorem.
Odwrócił
się, żeby wyjść.
—
Jedzenie jest w lodówce — zawołał przez ramię.
Rozpakowanie
mojego skromnego dobytku nie zajęło mi dużo czasu. W pokoju stała pusta półka
na książki, którą wypełniłam tymi, które zabrałam ze sobą. Moja niezbyt pokaźna
garderoba wyglądała śmiesznie w tej wielkiej szafie. Prawie nic nie miałam. Ale
na tej małej półce na buty wyeksponowałam moje designerskie szpilki. Lubiłam je
nosić; dodawały mi pewności siebie.
Po
rozpakowaniu rzeczy wzięłam najbardziej luksusową kąpiel w tej boskiej wannie.
Wokół było mnóstwo mydeł, pianek, balsamów i kremów. Świece, kadzidła, wszystko
przypominało luksusowy, paryski kurort. Chłonęłam każdą sekundę. Wiedziałam, że
to nie będzie trwało wiecznie. Ale zamierzałam się tym cieszyć, póki trwa.
Potem
włożyłam prostą, letnią sukienkę. Była biała, w drobne, niebieskie kwiatki.
Poczułam się szczęśliwa, tak jak to jasne mieszkanie. Theo powiedział, że mogę
zwiedzać, więc tak zrobiłam. Znalazłam dwie inne sypialnie. Jedna była
ewidentnie pokojem gościnnym, a druga musiała należeć do niego.
Jasnoszare
ściany i pościel nadawały męski charakter, nie przyciemniając całego pokoju.
Przy ścianie stała półka na książki, którą z ciekawością przejrzałam.
Parsknęłam śmiechem, widząc kilka książek o Sherlocku Holmesie. Nie miałam
pojęcia, że Theo zna tę mugolską serię. Ja znałam ją dzięki moim rodzicom. Mój
ojciec uwielbiał Sherlocka Holmesa. Ale Theo? Nie przypuszczałam, że mógłby.
Zapuściłam
się do jego łazienki i zobaczyłam tą samą delikatną, kremową szarość na
ścianach. Znajdowała się tam też wielka szafa. W sypialni zauważyłam drzwi prowadzące
na przestronny taras. Wokół stało kilka krzeseł, mały stolik i wiele roślin
doniczkowych. Dostrzegłam mnóstwo gatunków, podejrzewając, że bez wątpienia
wykorzystuje je w eliksirach. Oparłam się o balustradę i podziwiałam widok na
miasto. Wyobrażałam sobie, jak budzę się i piję espresso na tym balkonie.
Cudownie byłoby oglądać stąd wschód słońca każdego ranka.
Wszystko
wydawało się takie otwarte. Tak wyzwalające. Cała przestrzeń przypominała mi
światło słoneczne. To by mi dało idealne wytchnienie od ciężaru zbliżającego
się rozwodu.
Wyszłam
z jego pokoju i znalazłam kolejne drzwi na końcu korytarza. Te różniły się od
pozostałych drewnianych. Francuskie drzwi otworzyły się, ukazując najbardziej
malowniczą, małą bibliotekę, jaką kiedykolwiek widziałam. Wyglądała jak coś, co
mogłabym stworzyć w swoich snach. Regały wypełnione były po brzegi książkami.
Były tam pluszowe fotele, stoły i trzy balkony. Jeden balkon wyglądał na
ogrodzony kilkoma roślinami i kwiatami poustawianymi dookoła.
Spędzałam
godziny zagubiona w małej bibliotece. Przepchnęłam jedną z drabin na kółkach i
wspięłam się na górę, pragnąć znaleźć jednego z moich ulubionych autorów na
literę A.
—
Wiesz, że masz różdżkę, prawda?
Pisnęłam
ze strachu, gdy drabina zadrżała razem ze mną. Pewna dłoń owinęła się wokół
mojej kostki. Otworzyłam usta, gdy Draco Malfoy stał pode mną. Obezwładniające
ciepło jego dotyku niemal mnie roztrzaskało. Znów przypomniałam sobie jego dłoń
na moim nagim karku kilka tygodni temu.
—
Magia jest bezpieczniejsza niż drabiny — powiedział, podając mi pomocną dłoń.
Przekazałam
mu książkę, którą trzymałam w ręku, i trzymając się drabiny obiema rękami
zjechałam na dół.
—
Gdzie w tym zabawa? — zapytałam.
Przeczytał
tytuł książki, zanim mi ją podał.
—
Skąd wiedziałem, że cię tu znajdę?
Nie
odpowiedziałam. Nie chciałam, żeby przeszkadzano mi w dniu mojej wielkiej
przeprowadzki. Obeszłam Draco i usiadłam na sofie, na której siedziałam
zaledwie kilka minut wcześniej.
—
Theo tu nie ma — powiedziałam, otwierając książkę.
—
Wiem — odparł, siadając naprzeciwko mnie. — Jak ci się podoba? W twoim guście?
Dlaczego pytał mnie o to tak
swobodnym tonem? Dlaczego go to obchodziło?
—
Tak. — Skinęłam głową. — To najpiękniejsze mieszkanie, jakie kiedykolwiek
widziałam. Czuję się swobodnie i już się zaaklimatyzowałam.
—
Dziękuję — powiedział. — Cieszę się, że ci odpowiada.
Zawahałam
się. Czemu mi dziękował?
Przyjrzałam
mu się uważnie. Nie widziałam Draco bez garnituru i krawata, odkąd zaczęłam
pracować w Ministerstwie. Każdy dzień był taki sam. Ale dzisiaj miał na sobie
spodnie dresowe i prostą, białą koszulkę. Miała krótki rękaw, odsłaniający jego
długie, umięśnione ramiona. Wyglądał, jakby wrócił z treningu.
—
A podoba ci się twój pokój? — zapytał. — Wolałabyś któryś z pozostałych?
O
mało się nie roześmiałam.
—
Nie sądzę, żeby Theo cieszył się z wyrzucenia ze swojego pokoju tylko dlatego,
że podoba mi się jego balkon z widokiem na wschód słońca.
—
Theo nie miałby nic do powiedzenia.
—
Nie? Dlaczego?
— Bo to moje mieszkanie. I mój pokój.
_____________
Czy ktoś z Was sie tego spodziewał? Wspólne mieszkanie przyniesie wiele nieoczekiwanych sytuacji, ale o tym później. Mam nadzieję, że Was to intryguje ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)