niedziela, 29 marca 2026

[T] Uchwalenie: Rozdział 3

            — Malfoy — przywitał się Ron, kiwając głową.

— Weasley — odpowiedział Draco w równie chłodny sposób.

— Draco — powiedziała ciepło Hanna, zmuszając go do uścisku.

— Eee, Hanna.

Draco wyraźnie czuł się nieswojo, wpatrując się w Hermionę, która uśmiechała się z rozbawieniem.

Zaciągnął Hermionę do Dziurawego Kotła, domagając się przerwy w tym niezwykle bezskutecznym dniu prób zidentyfikowania nowego akolity. Minął tydzień od ich seksu, a Hermiona skutecznie unikała wszelkich rozmów „o nich” czy „o ostatnich pięciu latach”.

To było… irytujące. Do pewnego stopnia rozumiał jej gniew i niechęć. Ale jej unikanie dyskusji poprzez zajmowanie się sprawą, drażniła go.

Śledztwo nie ułatwiało sprawy; wyglądało to tak, jakby nowy akolita dał Hermionie pozwolenie na powrót do dawnej wersji siebie.

Angelina odwiedziła ich kilka dni po tym, jak wybuchła afera, aby omówić warunki ich pracy w Ministerstwie. Najwyraźniej, choć Minister i Diggle byli z nich wyraźnie niezadowoleni, przyznali również, że Hermiona i Draco byli prawdopodobnie jedynymi, którzy mogliby rozwiązać tę zagadkę. Oboje mieli doradzać Ministerstwu, ponieważ Draco nie był już Aurorem. Sama Angelina stąpała po cienkim lodzie — co próbowała bagatelizować i co tak bardzo bolało Draco.

To było dziwne; spędził osiem lat swojego życia tak bardzo zależny od DPPC i Aurorów, właśnie w kwestii stabilizacji. Przez prawie pięć lat, kiedy zmuszony był żyć bez tego poczucia bezpieczeństwa, zdał sobie sprawę, że tak naprawdę go nie potrzebuje. Uświadomienie sobie tego było wymagające.

Mimo to tęsknił za tym — szczególnie za Angeliną, a czasami, gdy czuł się wyjątkowo samotny, nawet za Rogerem Daviesem.

Zaciągnął Hermionę do znajomego stolika w Dziurawym Kotle, tego samego, przy którym siedzieli pierwszej nocy po tym, gdy wpadł na nią w Puraclavie. Przewróciła tylko oczami na znak rozpoznania i przywołała popielniczkę, wyciągnęła notes i przejrzała notatki.

Wiedział, że to był cios poniżej pasa, ale liczył na chwilę nostalgii. Ale tak naprawdę Hermiona stała się jeszcze bardziej zimna w ciągu ostatnich pięciu lat, a tarcza, którą kiedyś przebił, wydawała się teraz nieprzenikniona.

Kilka osób ich zauważyło, a inni wskazywali na nich palcami, ale w większości przypadków niechciana publiczność zdawała się dawać im spokój. Nie był pewien, czy po prostu minęło wystarczająco dużo czasu, żeby przestali być interesujący, czy może przestraszył ich grymas Hermiony i ciągłe palenie, ale cokolwiek to było, był wdzięczny, że mógł w spokoju popijać swoją gorącą kawę.

Cóż, tak było, dopóki nie pojawili się Weasleyowie, choć musiał przyznać, że skoro Hanna była właścicielką baru, nie powinno go to aż tak zaskoczyć.

Wrócił na swoje miejsce, przesuwając się, gdy Hanna poprosiła go o zrobienie miejsca, by mogła usiąść po jego stronie stolika.

— Więc jak się masz?

Hanna uśmiechnęła się do niego.

Z trudem odpowiedział, nagle przypominając sobie ich ostatnie spotkanie, podczas którego była w siódmym miesiącu ciąży i związana jakimś rytuałem.

— W porządku, dziękuję. A ty? Domyślam się, że wszyscy otrzymaliście trochę… niechcianej uwagi — powiedział Draco, wiercąc się z zażenowaniem.

Wzruszyła ramionami.

— Nie było tak źle. Artykuł Luny sugerował, że byliśmy niewinnymi obserwatorami, nieświadomymi tego, co się naprawdę dzieje. A Ministerstwo nie zadało sobie trudu, żeby to sprostować. Więc tak naprawdę nic się dla nas nie zmieniło, poza ponownym zwróceniem uwagi na całą tę tragedię.

Hanna zmarszczyła brwi, jakby i ona nagle przypomniała sobie tamtą noc w najdrobniejszych szczegółach.

— To dobrze.

Draco spróbował wykrzywić kącik ust w fałszywym uśmiechu, po czym zrezygnował i wziął hojny łyk kawy.

Podsłuchał, jak Ron wypytywał Hermionę o sprawę.

— Jakieś postępy? — zapytał z nadzieją.

Mrugnęła do Draco, po czym odwróciła się do Rona.

— Niestety, niewiele. Próbowaliśmy ustalić, z kim Harry kontaktował się osiem lat temu; problem w tym, że to głównie ty i Theo.

Hermiona przepraszająco wzruszyła ramionami.

Pomyslała, że znalezienie Omnia Scienti było trudne, ale przynajmniej wtedy mieli wskazówkę w postaci Mechanizmu. Teraz nie mieli zupełnie nic — chyba że Luna miała rację i akolita wyjechał z kraju.

Draco poczuł, jak jego różdżka nagrzewa się od kabury na ramieniu. Zmarszczył brwi, rozpoznając uczucie sprzed lat. Wyciągnął różdżkę i szybko przeczytał wiadomość.

— Hermiono — mruknął, przerywając jakąś anegdotę, którą Ron opowiadał o małej Ginny.

Zmarszczyła brwi.

— O co chodzi?

— Musimy iść.

Uniósł brwi, by podkreślić pilność sytuacji, a ona najwyraźniej to doceniła i oboje wstali.

— Miło było was widzieć. — Przytuliła przyjaciół, zanim poszła za Draco. — Co się stało? — zapytała ponownie, gdy już byli na zewnątrz, a jej uśmiech zniknął.

Nie był do końca pewien, czym tym razem ściągnął na siebie jej gniew, ale tylko przewrócił oczami.

— Otrzymałem wiadomość od Pansy — podobno ktoś się włamał do jej domu.

— Teraz? Nie widziałam Patronusa ani sowy.

Zapaliła papierosa, po czym położyła dłoń na biodrze.

— To… — prychnął — nie o to chodzi. W Hogwarcie my, Ślizgoni, mieliśmy sposób na komunikowanie się za pomocą różdżek…

Zaśmiała się.

— Co? — zapytał z niedowierzaniem.

— Założę się, że miałeś sposób na komunikowanie się z Pansy Parkinson za pomocą różdżki.

Zdawała się śmiać jeszcze głośniej, nie mogąc zaciągnąć się papierosem.

On tylko się na nią gapił.

— Naprawdę? Czy ty… ty teraz robisz żarty z podtekstami?

— Och, daj spokój, Malfoy. Właśnie mi powiedziałeś, że Ślizgoni… — Wpadła w kolejną histerię. — Przepraszam, nie mogę dokończyć. Wy, Ślizgoni i wasze różdżki!

Patrzył, jak ociera łzy z oczu, a na jego twarzy malował się wyraz niezadowolenia.

— Skończyłaś?

Zachichotała jeszcze raz, zanim uniosła rękę.

— Przepraszam, Malfoy. Proszę, kontynuuj.

— Otrzymałem wiadomość przez moją różdżkę — zdołała stłumić chichot — że włamano się do posiadłości Parkinsonów. Poprosiła, żebyśmy tam się udali i wyraźnie zaznaczyła, by nie angażować w to Aurorów.

— Więc myślisz, że to ma coś wspólnego ze śledztwem?

Hermiona zmarszczyła brwi, nagle poważniejąc.

Draco wzruszył ramionami.

— Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Ale nie otrzymałem żadnej wiadomości przez różdżkę — prychnęła, a on przewrócił oczami — od Hogwartu. Więc zakładam, że to poważna sprawa.

— Dobra, chodźmy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Pansy.

Draco skinął głową w stronę swojej przyjaciółki, z rękami w kieszeniach, próbując uniknąć jej zjadliwego spojrzenia. Nieumyślnie nie nawiązał z nią kontaktu od czasu powrotu do Londynu prawie dwa tygodnie temu.

— Draco. — Pomimo mniejszych rozmiarów, Pansy zdołała spojrzeć na niego z góry, co było imponującym osiągnięciem. — Miło z twojej strony, że wpadłeś.

— Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej — mruknął niezręcznie. — Był niezły bajzel.

Pansy wzruszyła ramionami, sprawiając wrażenie, że nie zwraca na to uwagi.

— W porządku.

— Pansy, miło cię widzieć — wtrąciła Hermiona z uśmiechem, wyciągając rękę.

Draco przewrócił oczami, gdy wyraz twarzy Pansy się zmienił, a jej twarzy poczerwieniała, kiedy przyjęła uścisk dłoni Hermiony.

— Miło ci widzieć, Hermiono. Dziękuję za przybycie.

Pansy otworzyła drzwi i weszli za nią, a ich kroki odbijały się echem od marmurowych podłóg w otwartym atrium.

— Zazwyczaj nie zapuszczam się do naszej Galerii Sztuki, ale dziś rano zauważyłam brak obrazu — wyjaśniła Pansy, prowadząc ich krętymi korytarzami, aż dotarli do białej przestrzeni.

Draco usłyszał, jak Hermiona wstrzymuje oddech, gdy patrzyła na długi korytarz, pokryty bezcennymi mugolskimi i magicznymi obrazami. Pansy poprowadziła ich do przeciwległej ściany.

Draco poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy, gdy tylko dostrzegł rzucającą się w oczy pustkę, gdzie najwyraźniej kiedyś wisiał obraz. W jego miejscu na ścianie widniała znajoma Runa Ingwaz, z pierwszych zabójstw. Hermiona chwyciła go za przedramię, a jej oddech stał się płytki. Starał się ją uspokoić, ale jego własne serce zabiło szybciej na ten widok, nie mogąc się odwrócić.

Hermiona pierwsza się otrząsnęła, opuściła rękę i zwróciła się do Pansy.

— Jaki obraz tu wisiał?

Powieka Pansy drgnęła i lekko otworzyła usta, po czym je zamknęła. Draco nie mógł powstrzymać uśmieszku.

— Pans… czy obraz, który tu wisiał, został być może zdobyty w mało przyzwoity sposób? — zapytał ze zrozumieniem.

— To bardzo skomplikowane pytanie. — Pansy odchrząknęła. — Być może nie został zdobyty w legalny sposób.

Hermiona wyglądała na niezadowoloną.

— Pansy, proszę, po prostu nam powiedz.

Pansy poruszyła się, zaciskając szczękę.

— Byłabym wdzięczna, gdybyście nie powiedzieli o tym nikomu z Ministerstwa. — Zamknęła usta, kontynuując dopiero, gdy Hermiona i Draco skinęli głowami na znak akceptacji: — To portret Beethovena, namalowany przez Josepha Karla Stielera.

— To mugol?

Draco zmarszczył brwi, nie znając obrazu.

Pansy skinęła głową.

— Tak. Mój dziadek był wielkim fanem Beethovena. Był tylko jeden portret na sprzedaż, więc musiał go mieć.

Hermiona przechyliła głowę na bok.

— Nie rozumiem. O co tyle szumu?

Pansy gwałtownie westchnęła.

— Nie powinien się tu znaleźć. Mugole myślą, że obraz jest wystawiony w domu Beethovena w Wiedniu. Ale tak naprawdę tam wisi magiczny falsyfikat.

Twarz Hermiony wykrzywiła się.

— Nie rozumiem.

Odwróciła się do Draco, a jej wzrok błądził po galerii, jakby szukała innych wskazówek.

— Być może akolita ma jakiś osobisty interes związany z tym dziełem? — zasugerował Draco, podczas gdy Hermiona mrugała po pokoju, chwytając runę i inne pobliskie portrety.

— To takie… opanowane, prawda? Z tym nie kojarzył nam się Omnia Scienti — zauważyła Hermiona. Odwróciła się do Pansy. — Wiesz coś jeszcze o tym obrazie?

Pansy wzruszyła ramionami.

— Nie. Osobiście nie byłam wielką fanką.

— I zauważyłaś, że zaginął dopiero dziś rano? — zapytał Draco.

Pansy skinęła głową.

— Nie jestem pewna, kiedy obraz został skradziony. Ostatni raz byłam tu może miesiąc temu? Ale są tu rzucone zaklęcia ochronne i inne środki bezpieczeństwa; nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś mógł zabrać obraz bez uruchomienia czegokolwiek.

— Kto miałby dostęp? — dopytywała Hermiona.

Pansy zamilkła, marszcząc brwi.

— Z tego co mi wiadomo, tylko ja i moi rodzice, ale oni są za granicą od lutego.

Draco i Hermiona spojrzeli po sobie z podobnym zdezorientowaniem na twarzy, aż oczy Hermiony się rozszerzyły.

— Och. — Hermiona uderzyła się dłonią w czoło. — Peleryna-niewidka Harry’ego.

Draco zmarszczył brwi.

— To nie powinno nikomu pozwolić ominąć zaklęć.

Hermiona pokręciła głową.

— Nie. To nie jest typowa peleryna-niewidka. To jedno z Insygniów Śmierci; czyni daną osobę całkowicie niewidzialną — nie tylko dla innych ludzi, ale także dla zaklęć.

— Więc wnioskujesz, że Harry musiał ją dać akolicie przed śmiercią? — domyślił się Draco.

Hermiona skinęła głową.

— Szczerze mówiąc, nawet o tym nie pomyślałam, kiedy przeglądaliśmy jego rzeczy.

Ponownie skupiła się na Runie, prawdopodobnie próbując zidentyfikować jakieś charakterystyczne cechy. Wyciągnęła różdżkę, rzuciła kilka prostych zaklęć śledczych i podskoczyła z zaskoczenia, gdy przestrzeń pod Runą zaczęła świecić.

Draco podszedł, mrużąc oczy na jasno świecące słowa Zurückgeben, was genommen wurde.

— Co to było za zaklęcie? — zapytał Hermionę, która mrugała, czytając te słowa.

— To było tylko Revelio; zakładam, że akolita chciał, żeby ta wiadomość została odnaleziona.

Hermiona przechyliła głowę na bok, mrugając i obserwując słowa pod różnym kątem.

— To po niemiecku, prawda? — zapytał Draco.

Hermiona skinęła głową.

— To znaczy coś w stylu Zwróć to, co zostało zabrane.

— No dobrze, więc zabrali obraz, by wrócił do Wiednia. O to chodzi? — dopytywał Draco.

Znajoma wymiana zdań między nimi wywołała lekki uśmiech na jego twarzy.

— To bardzo dziwne — Hermiona pokręciła głową — nie rozumiem. Co obraz Beethovena ma wspólnego z Omnia Scienti? Czy Beethoven w ogóle był czarodziejem?

Draco wzruszył ramionami.

— O ile mi wiadomo, to nie. Ale może obraz był skrycie magiczny?

Odwrócił się do Pansy, a ona pokręciła głową.

— Myślę, że mógł mieć niewykryte magiczne właściwości, ale o ile wiem, to był zwykły mugol.

— No dobra. — Hermiona skinęła głową, zwracając się do Draco. — W takim razie chyba jedziemy do Wiednia.

Draco nieobecnie skinął głową, zgadzając się, ale czuł się wyraźnie nieswojo. Hermiona miała rację; to naprawdę nie miało sensu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Spotkali się następnego dnia w mieszkaniu Hermiony, a Draco nie mógł powstrzymać się od uśmieszku, gdy zobaczył kuchenny blat.

— Gotowy? — zapytała Hermiona.

Jej twarz była idealnie neutralna, a uśmiech Draco zniknął.

— Tak. — Skinął głową, a ona podała mu drugi koniec znajomego patyka. Jego oczy lekko się rozszerzyły. — Nadal go masz?

To był ten sam patyk, którego używał jako świstoklika, by dwa razy zabrać ich do Aten.

Wzruszyła ramionami, jakby to, że przez te wszystkie lata przechowywała jego świstoklik, nic nie znaczyło.

— Dobrze. — Wyprostowała się nieco, poprawiając torbę. — Chodźmy.

Świstoklik wprowadził ich do magicznego budynku w centrum Wiednia. Młoda kobieta skinęła głową w ich stronę, witając się i wręczyła im małą broszurkę.

Wiedeński kontyngent magiczny znajdował się wśród mugoli w mieście, a nie w oddzielnej enklawie. Broszura dokładnie pokazywała im, gdzie się znajdują, z różnymi kolorami oznaczającymi lokalizację różnych magicznych sklepów i budowli, z których większość wydawała się znajdować pod ziemią.

Krótkie stuknięcie różdżką w papier pozwoliło Hermionie skupić się na różnych częściach miasta i szybko zidentyfikowała Dom Pasqualati, gdzie stało małe muzeum poświęcone Beethovenowi i gdzie miał znajdować się portret.

Miasto tętniło życiem turystów, a para przeciskała się przez tłumy mugoli podziwiających Wiedeńską Operę i inne zabytki. Draco poczuł ukłucie nostalgii, wspominając wieczorny spacer po Atenach przed ich pierwszą i jedyną kłótnią. Chociaż w tym momencie Draco byłby zachwycony walką — wszystko byłoby lepsze niż obecna niechęć Hermiony do poruszania tematu.

W końcu dotarli do Domu Pasqualati, który niestety był oblegany przez tłum.

— Myślisz, że powinniśmy poczekać z wejściem do wieczora? — zapytała cicho Hermiona, stojąc w kolejce i przygotowując się do zapłacenia pięciu euro za wstęp.

— Masz na myśli włamanie? Tak jak zrobiliśmy z Manuskryptem? — dopytywał Draco, ponownie wspominając czasy, gdy byli kimś więcej niż tylko znajomymi.

Wzruszyła ramionami.

— Nie jestem pewna, ale nie wiem, jak moglibyśmy zbadać sprawę, nie mogąc się zbliżyć i rzucić zaklęcia na dzieło sztuki i tak dalej wśród tego tłumu.

— Dobra, napijmy się kawy. Słyszałem, że mają tu jedną z najlepszych na świecie — zasugerował Draco, nie mogąc stłumić uśmiechu, który rozciągnął mu się na twarzy.

Hermiona przewróciła oczami, wypychając go z kolejki.

— No dobrze.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Więc — Draco przerwał ciszę — coś ciekawego wydarzyło się w ciągu ostatnich pięciu lat?

Od pięciu minut siedzieli w Cafe Central i wyczerpali już tak zwane „bezpieczne” tematy, takie jak to, jak dziwnie postępuje sprawa i jak radzą sobie Weasleyowie.

Hermiona zamilkła, z cappuccino w połowie drogi do ust. Przełknęła ślinę, odstawiając kubek i odpowiadając:

— Nie do końca.

Wzruszyła ramionami, wracając do swojego napoju.

Draco gwałtownie wypuścił powietrze, z trudem powstrzymując się przed przewróceniem oczami.

— Naprawdę? Z tego, co wiem od Theo, założyliście firmę konsultingową. To całkiem interesujące.

Hermiona ledwo podniosła wzrok znad kawy, by odpowiedzieć:

— Chyba tak.

— Serio? Teraz tak to będzie wyglądało? Będziemy prowadzić sztywne rozmowy? Nie mówić nic sensownego? — wycedził Draco.

— Słucham? — Hermiona uniosła brwi. — Rozwiążemy tę sprawę, a potem pójdziesz, gdzie będziesz chciał, a ja wrócę do pracy.

— Tego chcesz?

— O co ci chodzi, Draco?  I kim ty w ogóle jesteś? — odgryzła się.

Jego myśli przeniosły się do spotkania z Da Vincim, jego laski i niekończących się pytań.

Draco poczuł, że kurczy się pod jej spojrzeniem.

— Chcę tylko porozmawiać — powiedział cicho.

Rozpaczliwie za nią tęsknił przez ostatnie pięć lat, ale nie był gotowy, żeby się przed nią ujawnić, bez zapewnienia, że nie będzie z niego kpić.

— Może wolałabym nie.

Upiła łyk kawy i udała się do łazienki.

To było długie popołudnie, pełne niezręcznej ciszy i sporadycznych tyrad Hermiony na temat jakiegoś historycznego wydarzenia czy innej osobowości. Draco poczuł ulgę, gdy wybiła piąta i muzeum w końcu zamknięto.

On i Hermiona rzucili na siebie zaklęcia kameleona i za pomocą zaklęcia Alohomora weszli do budynku, cierpliwie obserwując, jak ostatni wolontariusze się rozchodzą.

Z łatwością znaleźli obraz w małej przestrzeni, wyglądający na całkowicie autentyczny. Hermiona szepnęła do swojej różdżki zaklęcie, które Draco poznał w Muzeum Archeologicznym w Atenach pięć lat wcześniej, i głośno wypuściła powietrze.

— To podróbka — ma mniej niż sto lat. Pansy miała rację.

Draco skinął głową, nie będąc szczególnie zaskoczonym.

Hermiona rzuciła Revelio, ponownie ujawniając sekretną wiadomość Komm und finde uns an der Stelle unseres Märtyrers.

Hermiona zmarszczyła brwi i przygryzła dolną wargę.

— O co chodzi? — zapytał.

— To znaczy Przyjdź i znajdź mnie w miejscu naszego męczeństwa… — urwała.

— Wiesz, o co w tym chodzi? — mruknął Draco, szeroko otwierając oczy. — Do kogo była ta wiadomość?

— Nie wiem — Hermiona pokręciła głową — ale coś mi tu nie gra.

— Chodzi ci o to, że wskazówki nas prowadzą, a nie my je znajdujemy? — zasugerował.

Hermiona skinęła głową.

— Możliwe, że akolita rekrutuje, więc moglibyśmy po prostu podążać tropem wyznaczonym dla potencjalnych rekrutów.

Draco skinął głową, ale nadal czuł się nieswojo w związku ze śledztwem.

— Dobra, więc może się dowiemy, gdzie jest to miejsce i tam pojedziemy?

Wskazał na miejsce, gdzie wypowiedziane słowa słabły.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Co złego może się stać?

Nie mógł się powstrzymać od ostrego spojrzenia, które jej rzucił.

— Serio? Co złego może się stać?

— Mówię tylko…

— Sam fakt, że podążamy za wskazówkami sugeruje, że mogą się zdarzyć naprawdę straszne rzeczy. Może spadniemy w przepaść i zginiemy albo zostaniemy wciągnięci w jakiś wir…

— Och, Draco, nie panikuj. Chodziło mi tylko o to, że biorąc pod uwagę wszystko, przez co przeszliśmy do tej pory z Omnia Scienti, wątpię, żeby cokolwiek, co wymyśli akolita, mogło być aż tak złe — wyjaśniła.

— Może po prostu nie mów tego w przyszłości, dobrze? — poprosił Draco.

_________

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na końcówkę trzeciego tomu Trylogii Odkupienia. Miłej lektury :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy