— Malfoy — przywitał się Ron, kiwając głową.
—
Weasley — odpowiedział Draco w równie chłodny sposób.
—
Draco — powiedziała ciepło Hanna, zmuszając go do uścisku.
—
Eee, Hanna.
Draco
wyraźnie czuł się nieswojo, wpatrując się w Hermionę, która uśmiechała się z
rozbawieniem.
Zaciągnął
Hermionę do Dziurawego Kotła, domagając się przerwy w tym niezwykle
bezskutecznym dniu prób zidentyfikowania nowego akolity. Minął tydzień od ich
seksu, a Hermiona skutecznie unikała wszelkich rozmów „o nich” czy „o ostatnich
pięciu latach”.
To
było… irytujące. Do pewnego stopnia rozumiał jej gniew i niechęć. Ale jej
unikanie dyskusji poprzez zajmowanie się sprawą, drażniła go.
Śledztwo
nie ułatwiało sprawy; wyglądało to tak, jakby nowy akolita dał Hermionie
pozwolenie na powrót do dawnej wersji siebie.
Angelina
odwiedziła ich kilka dni po tym, jak wybuchła afera, aby omówić warunki ich
pracy w Ministerstwie. Najwyraźniej, choć Minister i Diggle byli z nich
wyraźnie niezadowoleni, przyznali również, że Hermiona i Draco byli
prawdopodobnie jedynymi, którzy mogliby rozwiązać tę zagadkę. Oboje mieli
doradzać Ministerstwu, ponieważ Draco nie był już Aurorem. Sama Angelina
stąpała po cienkim lodzie — co próbowała bagatelizować i co tak bardzo bolało
Draco.
To
było dziwne; spędził osiem lat swojego życia tak bardzo zależny od DPPC i
Aurorów, właśnie w kwestii stabilizacji. Przez prawie pięć lat, kiedy zmuszony
był żyć bez tego poczucia bezpieczeństwa, zdał sobie sprawę, że tak naprawdę go
nie potrzebuje. Uświadomienie sobie tego było wymagające.
Mimo
to tęsknił za tym — szczególnie za Angeliną, a czasami, gdy czuł się wyjątkowo
samotny, nawet za Rogerem Daviesem.
Zaciągnął
Hermionę do znajomego stolika w Dziurawym Kotle, tego samego, przy którym
siedzieli pierwszej nocy po tym, gdy wpadł na nią w Puraclavie. Przewróciła
tylko oczami na znak rozpoznania i przywołała popielniczkę, wyciągnęła notes i
przejrzała notatki.
Wiedział,
że to był cios poniżej pasa, ale liczył na chwilę nostalgii. Ale tak naprawdę
Hermiona stała się jeszcze bardziej zimna w ciągu ostatnich pięciu lat, a
tarcza, którą kiedyś przebił, wydawała się teraz nieprzenikniona.
Kilka
osób ich zauważyło, a inni wskazywali na nich palcami, ale w większości
przypadków niechciana publiczność zdawała się dawać im spokój. Nie był pewien,
czy po prostu minęło wystarczająco dużo czasu, żeby przestali być interesujący,
czy może przestraszył ich grymas Hermiony i ciągłe palenie, ale cokolwiek to
było, był wdzięczny, że mógł w spokoju popijać swoją gorącą kawę.
Cóż,
tak było, dopóki nie pojawili się Weasleyowie, choć musiał przyznać, że skoro
Hanna była właścicielką baru, nie powinno go to aż tak zaskoczyć.
Wrócił
na swoje miejsce, przesuwając się, gdy Hanna poprosiła go o zrobienie miejsca,
by mogła usiąść po jego stronie stolika.
—
Więc jak się masz?
Hanna
uśmiechnęła się do niego.
Z
trudem odpowiedział, nagle przypominając sobie ich ostatnie spotkanie, podczas
którego była w siódmym miesiącu ciąży i związana jakimś rytuałem.
—
W porządku, dziękuję. A ty? Domyślam się, że wszyscy otrzymaliście trochę…
niechcianej uwagi — powiedział Draco, wiercąc się z zażenowaniem.
Wzruszyła
ramionami.
—
Nie było tak źle. Artykuł Luny sugerował, że byliśmy niewinnymi obserwatorami,
nieświadomymi tego, co się naprawdę dzieje. A Ministerstwo nie zadało sobie
trudu, żeby to sprostować. Więc tak naprawdę nic się dla nas nie zmieniło, poza
ponownym zwróceniem uwagi na całą tę tragedię.
Hanna
zmarszczyła brwi, jakby i ona nagle przypomniała sobie tamtą noc w
najdrobniejszych szczegółach.
—
To dobrze.
Draco
spróbował wykrzywić kącik ust w fałszywym uśmiechu, po czym zrezygnował i wziął
hojny łyk kawy.
Podsłuchał,
jak Ron wypytywał Hermionę o sprawę.
—
Jakieś postępy? — zapytał z nadzieją.
Mrugnęła
do Draco, po czym odwróciła się do Rona.
—
Niestety, niewiele. Próbowaliśmy ustalić, z kim Harry kontaktował się osiem lat
temu; problem w tym, że to głównie ty i Theo.
Hermiona
przepraszająco wzruszyła ramionami.
Pomyslała,
że znalezienie Omnia Scienti było trudne, ale przynajmniej wtedy mieli
wskazówkę w postaci Mechanizmu. Teraz nie mieli zupełnie nic — chyba że Luna
miała rację i akolita wyjechał z kraju.
Draco
poczuł, jak jego różdżka nagrzewa się od kabury na ramieniu. Zmarszczył brwi,
rozpoznając uczucie sprzed lat. Wyciągnął różdżkę i szybko przeczytał
wiadomość.
—
Hermiono — mruknął, przerywając jakąś anegdotę, którą Ron opowiadał o małej
Ginny.
Zmarszczyła
brwi.
—
O co chodzi?
—
Musimy iść.
Uniósł
brwi, by podkreślić pilność sytuacji, a ona najwyraźniej to doceniła i oboje
wstali.
—
Miło było was widzieć. — Przytuliła przyjaciół, zanim poszła za Draco. — Co się
stało? — zapytała ponownie, gdy już byli na zewnątrz, a jej uśmiech zniknął.
Nie
był do końca pewien, czym tym razem ściągnął na siebie jej gniew, ale tylko
przewrócił oczami.
—
Otrzymałem wiadomość od Pansy — podobno ktoś się włamał do jej domu.
—
Teraz? Nie widziałam Patronusa ani sowy.
Zapaliła
papierosa, po czym położyła dłoń na biodrze.
—
To… — prychnął — nie o to chodzi. W Hogwarcie my, Ślizgoni, mieliśmy sposób na
komunikowanie się za pomocą różdżek…
Zaśmiała
się.
—
Co? — zapytał z niedowierzaniem.
—
Założę się, że miałeś sposób na komunikowanie się z Pansy Parkinson za pomocą
różdżki.
Zdawała
się śmiać jeszcze głośniej, nie mogąc zaciągnąć się papierosem.
On
tylko się na nią gapił.
—
Naprawdę? Czy ty… ty teraz robisz żarty z podtekstami?
—
Och, daj spokój, Malfoy. Właśnie mi powiedziałeś, że Ślizgoni… — Wpadła w
kolejną histerię. — Przepraszam, nie mogę dokończyć. Wy, Ślizgoni i wasze
różdżki!
Patrzył,
jak ociera łzy z oczu, a na jego twarzy malował się wyraz niezadowolenia.
—
Skończyłaś?
Zachichotała
jeszcze raz, zanim uniosła rękę.
—
Przepraszam, Malfoy. Proszę, kontynuuj.
—
Otrzymałem wiadomość przez moją różdżkę — zdołała stłumić chichot — że włamano
się do posiadłości Parkinsonów. Poprosiła, żebyśmy tam się udali i wyraźnie
zaznaczyła, by nie angażować w to
Aurorów.
—
Więc myślisz, że to ma coś wspólnego ze śledztwem?
Hermiona
zmarszczyła brwi, nagle poważniejąc.
Draco
wzruszył ramionami.
—
Szczerze mówiąc, nie jestem pewien. Ale nie otrzymałem żadnej wiadomości przez
różdżkę — prychnęła, a on przewrócił oczami — od Hogwartu. Więc zakładam, że to
poważna sprawa.
—
Dobra, chodźmy.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Pansy.
Draco
skinął głową w stronę swojej przyjaciółki, z rękami w kieszeniach, próbując uniknąć
jej zjadliwego spojrzenia. Nieumyślnie nie nawiązał z nią kontaktu od czasu
powrotu do Londynu prawie dwa tygodnie temu.
—
Draco. — Pomimo mniejszych rozmiarów, Pansy zdołała spojrzeć na niego z góry,
co było imponującym osiągnięciem. — Miło z twojej strony, że wpadłeś.
—
Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej — mruknął niezręcznie. — Był niezły
bajzel.
Pansy
wzruszyła ramionami, sprawiając wrażenie, że nie zwraca na to uwagi.
—
W porządku.
—
Pansy, miło cię widzieć — wtrąciła Hermiona z uśmiechem, wyciągając rękę.
Draco
przewrócił oczami, gdy wyraz twarzy Pansy się zmienił, a jej twarzy
poczerwieniała, kiedy przyjęła uścisk dłoni Hermiony.
—
Miło ci widzieć, Hermiono. Dziękuję za przybycie.
Pansy
otworzyła drzwi i weszli za nią, a ich kroki odbijały się echem od marmurowych
podłóg w otwartym atrium.
—
Zazwyczaj nie zapuszczam się do naszej Galerii Sztuki, ale dziś rano zauważyłam
brak obrazu — wyjaśniła Pansy, prowadząc ich krętymi korytarzami, aż dotarli do
białej przestrzeni.
Draco
usłyszał, jak Hermiona wstrzymuje oddech, gdy patrzyła na długi korytarz,
pokryty bezcennymi mugolskimi i magicznymi obrazami. Pansy poprowadziła ich do
przeciwległej ściany.
Draco
poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy, gdy tylko dostrzegł rzucającą się w oczy
pustkę, gdzie najwyraźniej kiedyś wisiał obraz. W jego miejscu na ścianie
widniała znajoma Runa Ingwaz, z
pierwszych zabójstw. Hermiona chwyciła go za przedramię, a jej oddech stał się
płytki. Starał się ją uspokoić, ale jego własne serce zabiło szybciej na ten
widok, nie mogąc się odwrócić.
Hermiona
pierwsza się otrząsnęła, opuściła rękę i zwróciła się do Pansy.
—
Jaki obraz tu wisiał?
Powieka
Pansy drgnęła i lekko otworzyła usta, po czym je zamknęła. Draco nie mógł
powstrzymać uśmieszku.
—
Pans… czy obraz, który tu wisiał, został być może zdobyty w mało przyzwoity
sposób? — zapytał ze zrozumieniem.
—
To bardzo skomplikowane pytanie. — Pansy odchrząknęła. — Być może nie został
zdobyty w legalny sposób.
Hermiona
wyglądała na niezadowoloną.
—
Pansy, proszę, po prostu nam powiedz.
Pansy
poruszyła się, zaciskając szczękę.
—
Byłabym wdzięczna, gdybyście nie powiedzieli o tym nikomu z Ministerstwa. — Zamknęła
usta, kontynuując dopiero, gdy Hermiona i Draco skinęli głowami na znak
akceptacji: — To portret Beethovena, namalowany przez Josepha Karla Stielera.
—
To mugol?
Draco
zmarszczył brwi, nie znając obrazu.
Pansy
skinęła głową.
—
Tak. Mój dziadek był wielkim fanem Beethovena. Był tylko jeden portret na
sprzedaż, więc musiał go mieć.
Hermiona
przechyliła głowę na bok.
—
Nie rozumiem. O co tyle szumu?
Pansy
gwałtownie westchnęła.
—
Nie powinien się tu znaleźć. Mugole myślą, że obraz jest wystawiony w domu
Beethovena w Wiedniu. Ale tak naprawdę tam wisi magiczny falsyfikat.
Twarz
Hermiony wykrzywiła się.
—
Nie rozumiem.
Odwróciła
się do Draco, a jej wzrok błądził po galerii, jakby szukała innych wskazówek.
—
Być może akolita ma jakiś osobisty interes związany z tym dziełem? —
zasugerował Draco, podczas gdy Hermiona mrugała po pokoju, chwytając runę i
inne pobliskie portrety.
—
To takie… opanowane, prawda? Z tym nie kojarzył nam się Omnia Scienti —
zauważyła Hermiona. Odwróciła się do Pansy. — Wiesz coś jeszcze o tym obrazie?
Pansy
wzruszyła ramionami.
—
Nie. Osobiście nie byłam wielką fanką.
—
I zauważyłaś, że zaginął dopiero dziś rano? — zapytał Draco.
Pansy
skinęła głową.
—
Nie jestem pewna, kiedy obraz został skradziony. Ostatni raz byłam tu może
miesiąc temu? Ale są tu rzucone zaklęcia ochronne i inne środki bezpieczeństwa;
nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś mógł zabrać obraz bez uruchomienia
czegokolwiek.
—
Kto miałby dostęp? — dopytywała Hermiona.
Pansy
zamilkła, marszcząc brwi.
—
Z tego co mi wiadomo, tylko ja i moi rodzice, ale oni są za granicą od lutego.
Draco
i Hermiona spojrzeli po sobie z podobnym zdezorientowaniem na twarzy, aż oczy
Hermiony się rozszerzyły.
—
Och. — Hermiona uderzyła się dłonią w czoło. — Peleryna-niewidka Harry’ego.
Draco
zmarszczył brwi.
—
To nie powinno nikomu pozwolić ominąć zaklęć.
Hermiona
pokręciła głową.
—
Nie. To nie jest typowa peleryna-niewidka. To jedno z Insygniów Śmierci; czyni
daną osobę całkowicie niewidzialną — nie tylko dla innych ludzi, ale także dla zaklęć.
—
Więc wnioskujesz, że Harry musiał ją dać akolicie przed śmiercią? — domyślił
się Draco.
Hermiona
skinęła głową.
—
Szczerze mówiąc, nawet o tym nie pomyślałam, kiedy przeglądaliśmy jego rzeczy.
Ponownie
skupiła się na Runie, prawdopodobnie próbując zidentyfikować jakieś
charakterystyczne cechy. Wyciągnęła różdżkę, rzuciła kilka prostych zaklęć
śledczych i podskoczyła z zaskoczenia, gdy przestrzeń pod Runą zaczęła świecić.
Draco
podszedł, mrużąc oczy na jasno świecące słowa Zurückgeben, was genommen wurde.
—
Co to było za zaklęcie? — zapytał Hermionę, która mrugała, czytając te słowa.
—
To było tylko Revelio; zakładam, że
akolita chciał, żeby ta wiadomość została odnaleziona.
Hermiona
przechyliła głowę na bok, mrugając i obserwując słowa pod różnym kątem.
—
To po niemiecku, prawda? — zapytał Draco.
Hermiona
skinęła głową.
—
To znaczy coś w stylu Zwróć to, co
zostało zabrane.
—
No dobrze, więc zabrali obraz, by wrócił do Wiednia. O to chodzi? — dopytywał
Draco.
Znajoma
wymiana zdań między nimi wywołała lekki uśmiech na jego twarzy.
—
To bardzo dziwne — Hermiona pokręciła głową — nie rozumiem. Co obraz Beethovena
ma wspólnego z Omnia Scienti? Czy Beethoven w ogóle był czarodziejem?
Draco
wzruszył ramionami.
—
O ile mi wiadomo, to nie. Ale może obraz był skrycie magiczny?
Odwrócił
się do Pansy, a ona pokręciła głową.
—
Myślę, że mógł mieć niewykryte magiczne właściwości, ale o ile wiem, to był
zwykły mugol.
—
No dobra. — Hermiona skinęła głową, zwracając się do Draco. — W takim razie
chyba jedziemy do Wiednia.
Draco
nieobecnie skinął głową, zgadzając się, ale czuł się wyraźnie nieswojo.
Hermiona miała rację; to naprawdę nie miało sensu.
~*~*~*~*~*~*~*~
Spotkali
się następnego dnia w mieszkaniu Hermiony, a Draco nie mógł powstrzymać się od
uśmieszku, gdy zobaczył kuchenny blat.
—
Gotowy? — zapytała Hermiona.
Jej
twarz była idealnie neutralna, a uśmiech Draco zniknął.
—
Tak. — Skinął głową, a ona podała mu drugi koniec znajomego patyka. Jego oczy
lekko się rozszerzyły. — Nadal go masz?
To
był ten sam patyk, którego używał jako świstoklika, by dwa razy zabrać ich do
Aten.
Wzruszyła
ramionami, jakby to, że przez te wszystkie lata przechowywała jego świstoklik,
nic nie znaczyło.
—
Dobrze. — Wyprostowała się nieco, poprawiając torbę. — Chodźmy.
Świstoklik
wprowadził ich do magicznego budynku w centrum Wiednia. Młoda kobieta skinęła
głową w ich stronę, witając się i wręczyła im małą broszurkę.
Wiedeński
kontyngent magiczny znajdował się wśród mugoli w mieście, a nie w oddzielnej
enklawie. Broszura dokładnie pokazywała im, gdzie się znajdują, z różnymi
kolorami oznaczającymi lokalizację różnych magicznych sklepów i budowli, z
których większość wydawała się znajdować pod ziemią.
Krótkie
stuknięcie różdżką w papier pozwoliło Hermionie skupić się na różnych częściach
miasta i szybko zidentyfikowała Dom Pasqualati, gdzie stało małe muzeum
poświęcone Beethovenowi i gdzie miał znajdować się portret.
Miasto
tętniło życiem turystów, a para przeciskała się przez tłumy mugoli
podziwiających Wiedeńską Operę i inne zabytki. Draco poczuł ukłucie nostalgii,
wspominając wieczorny spacer po Atenach przed ich pierwszą i jedyną kłótnią.
Chociaż w tym momencie Draco byłby zachwycony walką — wszystko byłoby lepsze
niż obecna niechęć Hermiony do poruszania tematu.
W
końcu dotarli do Domu Pasqualati, który niestety był oblegany przez tłum.
—
Myślisz, że powinniśmy poczekać z wejściem do wieczora? — zapytała cicho Hermiona,
stojąc w kolejce i przygotowując się do zapłacenia pięciu euro za wstęp.
—
Masz na myśli włamanie? Tak jak zrobiliśmy z Manuskryptem? — dopytywał Draco,
ponownie wspominając czasy, gdy byli kimś więcej niż tylko znajomymi.
Wzruszyła
ramionami.
—
Nie jestem pewna, ale nie wiem, jak moglibyśmy zbadać sprawę, nie mogąc się
zbliżyć i rzucić zaklęcia na dzieło sztuki i tak dalej wśród tego tłumu.
—
Dobra, napijmy się kawy. Słyszałem, że mają tu jedną z najlepszych na świecie —
zasugerował Draco, nie mogąc stłumić uśmiechu, który rozciągnął mu się na
twarzy.
Hermiona
przewróciła oczami, wypychając go z kolejki.
—
No dobrze.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Więc — Draco przerwał ciszę — coś ciekawego wydarzyło się w ciągu ostatnich
pięciu lat?
Od
pięciu minut siedzieli w Cafe Central i wyczerpali już tak zwane „bezpieczne”
tematy, takie jak to, jak dziwnie postępuje sprawa i jak radzą sobie
Weasleyowie.
Hermiona
zamilkła, z cappuccino w połowie drogi do ust. Przełknęła ślinę, odstawiając
kubek i odpowiadając:
—
Nie do końca.
Wzruszyła
ramionami, wracając do swojego napoju.
Draco
gwałtownie wypuścił powietrze, z trudem powstrzymując się przed przewróceniem
oczami.
—
Naprawdę? Z tego, co wiem od Theo, założyliście firmę konsultingową. To całkiem
interesujące.
Hermiona
ledwo podniosła wzrok znad kawy, by odpowiedzieć:
—
Chyba tak.
—
Serio? Teraz tak to będzie wyglądało? Będziemy prowadzić sztywne rozmowy? Nie
mówić nic sensownego? — wycedził Draco.
—
Słucham? — Hermiona uniosła brwi. — Rozwiążemy tę sprawę, a potem pójdziesz,
gdzie będziesz chciał, a ja wrócę do pracy.
—
Tego chcesz?
—
O co ci chodzi, Draco? I kim ty w ogóle
jesteś? — odgryzła się.
Jego
myśli przeniosły się do spotkania z Da Vincim, jego laski i niekończących się
pytań.
Draco
poczuł, że kurczy się pod jej spojrzeniem.
—
Chcę tylko porozmawiać — powiedział cicho.
Rozpaczliwie
za nią tęsknił przez ostatnie pięć lat, ale nie był gotowy, żeby się przed nią
ujawnić, bez zapewnienia, że nie będzie z niego kpić.
—
Może wolałabym nie.
Upiła
łyk kawy i udała się do łazienki.
To
było długie popołudnie, pełne niezręcznej ciszy i sporadycznych tyrad Hermiony
na temat jakiegoś historycznego wydarzenia czy innej osobowości. Draco poczuł
ulgę, gdy wybiła piąta i muzeum w końcu zamknięto.
On
i Hermiona rzucili na siebie zaklęcia kameleona i za pomocą zaklęcia Alohomora
weszli do budynku, cierpliwie obserwując, jak ostatni wolontariusze się
rozchodzą.
Z
łatwością znaleźli obraz w małej przestrzeni, wyglądający na całkowicie
autentyczny. Hermiona szepnęła do swojej różdżki zaklęcie, które Draco poznał w
Muzeum Archeologicznym w Atenach pięć lat wcześniej, i głośno wypuściła
powietrze.
—
To podróbka — ma mniej niż sto lat. Pansy miała rację.
Draco
skinął głową, nie będąc szczególnie zaskoczonym.
Hermiona
rzuciła Revelio, ponownie ujawniając
sekretną wiadomość Komm und finde uns an
der Stelle unseres Märtyrers.
Hermiona
zmarszczyła brwi i przygryzła dolną wargę.
—
O co chodzi? — zapytał.
—
To znaczy Przyjdź i znajdź mnie w miejscu
naszego męczeństwa… — urwała.
—
Wiesz, o co w tym chodzi? — mruknął Draco, szeroko otwierając oczy. — Do kogo
była ta wiadomość?
—
Nie wiem — Hermiona pokręciła głową — ale coś mi tu nie gra.
—
Chodzi ci o to, że wskazówki nas prowadzą, a nie my je znajdujemy? —
zasugerował.
Hermiona
skinęła głową.
—
Możliwe, że akolita rekrutuje, więc moglibyśmy po prostu podążać tropem
wyznaczonym dla potencjalnych rekrutów.
Draco
skinął głową, ale nadal czuł się nieswojo w związku ze śledztwem.
—
Dobra, więc może się dowiemy, gdzie jest to miejsce i tam pojedziemy?
Wskazał
na miejsce, gdzie wypowiedziane słowa słabły.
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Co złego może się stać?
Nie
mógł się powstrzymać od ostrego spojrzenia, które jej rzucił.
—
Serio? Co złego może się stać?
—
Mówię tylko…
—
Sam fakt, że podążamy za wskazówkami sugeruje, że mogą się zdarzyć naprawdę
straszne rzeczy. Może spadniemy w przepaść i zginiemy albo zostaniemy
wciągnięci w jakiś wir…
—
Och, Draco, nie panikuj. Chodziło mi tylko o to, że biorąc pod uwagę wszystko,
przez co przeszliśmy do tej pory z Omnia Scienti, wątpię, żeby cokolwiek, co
wymyśli akolita, mogło być aż tak złe — wyjaśniła.
— Może po prostu nie mów tego w przyszłości, dobrze? — poprosił Draco.
_________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na końcówkę trzeciego tomu Trylogii Odkupienia. Miłej lektury :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)