—
Żadna magia nie może go zniszczyć.
Hermiona
zmrużyła oczy, patrząc na słowa na pergaminie.
Luna
skinęła głową.
—
To jedyna wzmianka o zniszczeniu go, jaką znalazłam.
—
Myślisz o tym samym co ja?
Hermiona
odwróciła się do Draco.
—
Młot?
Uniósł
brew.
Przewróciła
oczami.
—
Cóż, nie do końca, ale tak. Musi być jakiś mugolski sposób na jego zniszczenie.
Przenieśli
rozmowę z ulicy do gabinetu Hermiony i Theo. Treść na pergaminie, co nie dziwi,
była enigmatyczna.
—
Może właśnie dlatego Da Vinci próbował go zatopić — zasugerował Draco.
—
Hmm. — Hermiona skinęła głową na znak zgody. — Racja. Może musimy się
dowiedzieć, z czego jest wykonany; dzięki temu będę mogła znaleźć związek
chemiczny, który go zniszczy.
—
Wydaje się to stosunkowo proste.
Draco
spojrzał na nią sceptycznie.
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Nic nie wskazuje na to, że rozwiązanie nie jest proste, po prostu nie jest
magiczne. Nadal do końca nie rozumiemy, jakie intencje miał Platon, kiedy go
zbudował, więc nie jest jasne, jakie zabezpieczenia miałyby być w niego
wbudowane.
—
Jeśli Platon rzeczywiście go zbudował — powiedziała eterycznie Luna.
—
Co masz na myśli?
Hermiona
zmarszczyła brwi, patrząc na kobietę.
Luna
wzruszyła ramionami.
—
Kiedy szukałam Mechanizmu, nigdy nie wydawało mi się logiczne, że grecki
alchemik mógłby być odpowiedzialny za jego stworzenie.
Hermiona
zamrugała.
—
To naprawdę fascynujące, ale chyba nie ma związku z naszym problemem.
—
Czego potrzebujesz? — zapytał Draco.
~*~*~*~*~*~*~*~
Ostatecznie
wszystko okazało się dość rozczarowujące. Hermionie udało się bez trudu
zidentyfikować skład Mechanizmu i opracować substancję, która go zniszczyła.
Zgodnie z sugestią Luny, zmiany cofnęły się niemal natychmiast, czarownice i
czarodzieje w Wielkiej Brytanii byli całkowicie nieświadomi tego, co się stało,
a ci, którzy zniknęli, powrócili do życia.
—
Przepraszam — powiedziała Luna, idąc Ulicą Pokątną, upewniając się, że świat
rzeczywiście wrócił do normy. — Myślałam, że Mechanizm przyniesie różnicę…
Hermiona
skinęła głową.
—
Ostatecznie podjęłaś właściwą decyzję.
Nie
była pewna, co zrobić z Luną. Oprócz naginania rzeczywistości, była również
odpowiedzialna za kradzież i porwanie. Hermiona nie do końca ufała
Ministerstwu, że zajmie się tą sprawą, jeśli zostanie przekazana w ręce służb.
Hermiona
westchnęła.
—
Luno, wiem, że nie byłyśmy sobie bliskie. Ale jeśli kiedykolwiek poczujesz
potrzebę rozmowy z kimś, wiedz, że tu jestem, dobrze?
Zatrzymała
się i odwróciła do Luny, uważnie obserwując jej reakcję.
Ta
lekko się uśmiechnęła.
—
Dziękuję.
—
Co teraz zrobisz? — zapytała Hermiona.
Stali
przed Magicznymi Dowcipami Weasleyów, teraz pełnymi śmiejących się i bawiących
dzieci.
Luna
spojrzała w niebo.
—
Chyba będę więcej podróżować. Ale może poświęcę czas na pomaganie, a nie tylko
osądzanie.
—
Wiesz — wtrącił Draco. — Mam dom w Kapsztadzie. Jeśli jesteś zainteresowana odpokutowaniem,
to dobre miejsce na początek.
—
Chyba mi się spodoba. — Luna skinęła głową. — Dziękuję wam obojgu. Do
następnego razu…
Hermiona
i Draco patrzyli, jak się aportuje. Draco odwrócił się do Hermiony, zamyślony.
—
Myślisz, że to dobry pomysł, żeby ją po prostu puścić?
Wzruszyła
ramionami.
—
Szczerze mówiąc, nie wiem. Ale nie wyobrażam sobie, żeby Ministerstwo dobrze
sobie z tym poradziło, a ona ostatecznie postąpiła słusznie.
—
I co teraz? — zapytał Draco.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Przepraszam, co się stało?
Angelina
była zszokowana, gdy Hermiona i Draco wyjaśnili jej, że sprawa z akolitą i
Mechanizmem jest już zakończona.
—
Luna nas uwięziła, podstępem zmusiła mnie do ujawnienia lokalizacji Mechanizmu
i zmieniła rzeczywistość — wyjaśniła Hermiona dość spokojnie. — Ale użyliśmy
logiki i siły perswazji, żeby przekonać ją, by pomogła nam to cofnąć.
—
I po prostu pozwoliliście jej odejść? — Angelina mrugała szybko. — A skąd
wzięła Mechanizm i pergamin? Zapewniałaś mnie, że jest chroniony przez
niepokonane osłony.
—
No cóż — Hermiona wyglądała na nieco zmartwioną — miała pelerynę-niewidkę Harry’ego…
zdaje się, że udało jej się przedrzeć przez zaklęcia, używając jej.
—
To niedorzeczne. Co ja mam powiedzieć Diggle’owi? — wyszeptała Angelina,
wyraźnie zestresowana.
Draco
wzruszył ramionami.
—
Po prostu mu powiedz, że zniszczyliśmy Mechanizm. Mam nadzieję, że to
wszystkich uspokoi.
—
Mam wrażenie, że moje życie skróciło się o dziesięć lat — powiedziała Angelina,
uważnie im się przyglądając. — Więc tym razem to naprawdę koniec? Naprawdę?
Hermiona
się uśmiechnęła.
—
Koniec z Mechanizmem, koniec z akolitami, a przynajmniej tak zapewniła nas
Luna. Więc chyba po wszystkim.
Angelina
przez chwilę wyglądała na zamyśloną, po czym westchnęła.
—
W porządku. Więc — westchnęła i zwróciła uwagę na Draco — co z wami?
Draco
otworzył usta, po czym je zamknął, marszcząc lekko brwi.
—
Jeszcze nie jestem pewien. Nie miałem okazji się nad tym zastanowić.
Hermiona
zauważyła, że na nią patrzy, zanim ponownie skupił uwagę na Głównej Aurorce.
—
Cóż, choć doprowadzasz mnie do szału, zawsze przydałby mi się taki Auror jak ty
— odparła Angelina.
Draco
uśmiechnął się, ale pokręcił głową.
—
Jeszcze nie jestem pewien, co chcę zrobić, ale na pewno to rozważę. Dziękuję.
—
Malfoy, nie bądź taki sentymentalny — zażartowała Angelina. — Dobra, wy dwoje. Dzięki
za ten ból głowy.
Machnęła
rękę, wracając do niepokojąco wysokiego stosu pergaminów.
—
Masz jakiś pomysł, co chcesz zrobić? — zapytała Hermiona Draco, gdy wychodzili
z Ministerstwa.
Miał
właśnie odpowiedzieć, gdy Roger Davies uderzył go dłonią w ramię.
—
Słyszałem, że nie jesteś mordercą. Brawo.
Davies
uśmiechnął się ironicznie.
Lewe
oko Draco drgnęło.
—
Naprawdę, Davies?
Davies
wzruszył ramionami i odszedł, zupełnie nieświadomy irytacji Draco.
—
To było miłe przypomnienie, dlaczego nie chcę znowu być Aurorem.
Draco
uśmiechnął się do Hermiony, muskając jej dłoń grzbietem dłoni.
—
A co byś zrobił zamiast tego?
Hermiona
przechyliła głowę na bok.
—
Co kiedyś powiedziałaś? Gdybyś miała pieniądze Malfoyów, podróżowałabyś po
świecie i po prostu… robiła cokolwiek? — przypomniał sobie Draco. — Może tak
zrobię.
—
Sam? — zapytała, zaciskając usta w wąską linię.
Splótł
palce z jej palcami.
—
Znaczy, wolałbym mieć kogoś obok siebie.
—
Och? Na przykład kogo? — zażartowała.
—
Hmm — zmarszczył brwi w skupieniu — może z Theo?
—
Nie wiem, myślisz, że to dobry pomysł? Theo chrapie, wiesz?
Hermiona
spojrzała na niego znacząco.
—
Skąd wiesz?
Wzruszyła
ramionami.
—
Mówiłam ci już wielokrotnie, że jestem tajemniczą kobietą.
—
Kiedyś wydobędę z ciebie te sekrety — obiecał.
—
Zobaczymy.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Więc dlatego znalazłam to dziwne menu w koszu? Bez alkoholu?
Hanna
wyglądała na kompletnie oszołomioną.
Draco,
Hermiona i Theo byli u Weasleyów, świętując koniec potyczki z Omnia Scienti.
Hermiona i Draco próbowali wyjaśnić pozostałym, co dokładnie się stało.
—
W menu nie było kawy — zauważył Draco z bardzo poważną miną.
—
Naprawdę? Nie zauważyłam.
Hanna
wzruszyła ramionami.
—
W sumie właśnie dzięki temu zrozumieliśmy, że coś jest bardzo nie tak ze
światem — powtórzył Draco.
—
Eee… — Hermiona zmarszczyła brwi. — Jestem prawie pewna, że Ron nazwał cię
Draco i to właśnie wtedy oświeciło nas, że coś jest nie tak.
—
Co?! — Ron splunął, czerwieniąc się.
—
Tak. — Draco zadrżał. — To było bardzo zadziwiające.
—
Wybacz, stary. To brzmi okropnie — przeprosił szczerze Ron.
—
W porządku. Byłeś pod wpływem.
Draco
się uśmiechnął.
Hermiona
nie mogła powstrzymać uśmiechu na myśl o ich wygłupach i koleżeństwie, które
narodziło się między nimi. Po stracie wszystkiego i wszystkich, było to
przejmujące przypomnienie, że znaleźli coś nowego. Chwyciła Draco za rękę,
myśląc o tym, jak to możliwe, że znalazła coś nowego.
—
Kiedy wyjeżdżacie? — zapytał Theo.
—
Naprawdę aż tak się cieszysz, że wyjeżdżamy?
Hermiona
zmrużyła oczy, patrząc na mężczyznę. Theo popierał plany Draco i Hermiony
dotyczące podróży, ignorując wszelkie obawy o to, czy poradzi sobie z
prowadzeniem ich praktyki konsultingowej.
—
Miło będzie umeblować gabinet we właściwy sposób.
Theo
wzruszył ramionami.
Hermiona
prychnęła.
—
Gabinet jest przepięknie urządzony. Poświęciłam mnóstwo czasu, żeby zadbać o
odpowiednie feng shui…
—
Aha.
Theo
tylko przewrócił oczami.
Draco
wtrącił się, zanim para zdążyła się pokłócić.
—
Więc, Hanna, gdzie jest mała Ginny?
—
Jest u George’a. Rozpieszczają ją ciocia i wujek. — Hanna uśmiechnęła się. —
Pomyślałam, że będzie bezpieczniej, jeśli jej tu nie będzie, podczas waszej
obecności. Te ciągłe przekleństwa i tak dalej.
Draco
przyłożył rękę do serca, udając urażonego.
—
Och, spierdalajcie. Co za zniewaga.
Hermiona
uderzyła go w głowę.
—
Ha ha. Odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, Theo, wyjeżdżamy za tydzień.
Ron
uniósł brwi.
—
Tak szybko?
Hermiona
wzruszyła ramionami, a jej wzrok przesunął się na Draco.
—
Straciliśmy pięć lat. Nie chcę tracić więcej.
Ron
wykonał gest udający wymioty, co spotkało się z karcącym spojrzeniem żony.
—
Dokąd jedziecie najpierw? — zapytała Hanna.
Hermiona
się uśmiechnęła, a Draco przewrócił oczami, kręcąc głową.
—
Wybieramy się do Xi’an w Chinach. Spotkamy się tam z Rubenem, lingwistą, który
pomógł nam przetłumaczyć tekst ze ścian jaskini? Badał pochodzenie terakotowych
żołnierzy i powiedział, że przydałaby mu się pomoc — wyjaśniła Hermiona.
—
Ruben? — Theo zmarszczył brwi. — Myślałem, że uważaliście go za najgorszego.
—
Bo jest — mruknął Draco pod nosem.
Hermiona
spiorunowała go wzrokiem.
—
Och, nie jest taki zły. I kto wie, co by się stało bez niego. Poza tym jego
śledztwo brzmi fascynująco!
Draco
niechętnie skinął głową.
—
Cóż, będzie nam was brakowało. — Ron spojrzał na Hermionę, a jego usta
wykrzywiły się w półuśmiechu. — Odwiedzicie nas, prawda?
—
Oczywiście.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Jesteś na to gotowy? — zapytała Hermiona.
Plan
zakładał wyjazd do Chin następnego dnia.
Draco
dał jej do zrozumienia, że ma dla niej „niespodziankę” i zaciągnął ją do
Dziurawego Kotła na kawę o niestosownie późnej porze.
Wzruszył
ramionami, obejmując dłońmi kubek.
—
Właściwie to jestem podekscytowany.
—
Naprawdę — pochyliła się, z papierosem dyndającym jej między palcami — ty,
Draco Malfoy, który przed spotkaniem mnie pięć lat temu nigdzie nie byłeś,
cieszysz się na podróż? Bez konkretnego planu? Bez zasad? Tylko ty i ja.
Uśmiechnął
się do niej, lekko kręcąc głową w odpowiedzi.
—
Mam ciebie, o co miałbym się martwić?
—
O rany, Malfoy. Zawsze zapominam, jaki z ciebie frajer. — Przewróciła oczami,
ale nie mogła powstrzymać uśmiechu, który rozciągnął się na jej twarzy. — Niech
zgadnę — zadzwoniłeś do Hanny, by zarezerwować ten konkretny stolik?
Siedzieli
przy tym samym stoliku w tylnym kącie, tym, przy którym siedzieli tamtej
pamiętnej nocy, kiedy wpadli na siebie w Puraclavie.
Draco
patrzył obojętnie.
—
I co z tego?
Panowała
między nimi przyjemna cisza, podczas której Hermiona pogrążyła się we
wspomnieniach tego pamiętnego spotkania.
—
Myślisz o tym czasem? Co by się stało, gdybyś mnie nie rozpoznał albo nie wpadł
na pomysł pójścia do Puraclavy tamtej nocy?
Hermiona
zaciągnęła się głęboko papierosem.
Wyglądał
na zamyślonego.
—
Cóż, nigdy nie zostałbym pobity przez martwego człowieka z renesansu.
—
Prawda — zgodziła się Hermiona. — Ale też nie opuściłbyś swojej strefy komfortu
i nie zgodziłbyś się podróżować ze mną po świecie. Pomyśl o ilości kawy, którą
będziesz mógł pić.
—
Tak, a gdybyś mnie nie poznała, pewnie już dawno szukałabyś nowej pracy.
Uśmiechnął
się złośliwie, biorąc długi łyk kawy.
—
Chyba w końcu znalazłam właściwą.
Wzruszyła
ramionami.
—
Więc jaki jest werdykt? — zapytał.
—
Hmm?
—
Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, powiedziałaś, że wyglądam na mniej
bucowato.
—
Och. — Zmarszczyła brwi w udawanym zamyśleniu. — Wciąż tak wyglądasz.
~*~*~*~*~*~*~*~
Trzy lata później
—
Dokąd teraz? — zapytał Draco, patrząc w niekończący się horyzont saliny w
Boliwii.
—
Hmm. — Hermiona zmarszczyła brwi. — Nie jestem pewna. Kiedy musimy wrócić do
Londynu na urodziny Ginny?
—
Myślę, że nie wcześniej niż za trzy tygodnie.
—
To może Wyspa Wielkanocna? — zaproponowała Hermiona.
—
Qué pasa con ustedes? — zapytał rozgniewany mężczyzna.
—
Co powiedział? — wyszeptał Draco do Hermiony.
—
Zapytał, co jest z nami nie tak.
Wzruszyła
ramionami.
Hermiona
i Draco znajdowali się na salinie w Uyuni w Boliwii, badając potencjalnie
niebezpieczny artefakt. Niestety, nie byli jedyni. Boliwijskim piratom-czarodziejom
udało się ich pojmać, ku ich wielkiemu rozczarowaniu.
—
To trochę podchwytliwe pytanie. — Draco zmarszczył brwi, zastanawiając się
przez chwilę. — Chyba moglibyśmy zacząć od Hogwartu, prawda? W sumie byłem
trochę tyranem…
—
Trochę, Draco? Hermiona uniosła brwi.
—
Wychowano mnie na fanatyka! Bądź rozsądna.
Przewrócił
oczami.
—
Kiedy zastanawiam się nad tym, co jest z tobą nie tak, to myślę o tym, jak
byłeś za głośny i przez ciebie nas przyłapał — zauważyła Hermiona.
—
Cóż, mówiłaś, że pytał, co jest z nami nie tak, prawda? Nie tylko ze mną? Może
powinniśmy zacząć rozmawiać o twoim lęku przed zaangażowaniem? — wycedził
Draco.
—
Poważnie? Teraz? Tylko dlatego, że nie chcę rozmawiać o tym, że może kiedyś
będziemy mieli dzieci! Zgodziłam się wyjść za ciebie, czego więcej chcesz?
Głos
Hermiony stawał się coraz głośniejszy.
—
Jesteśmy po trzydziestce! Jeśli chcemy mieć dzieci, powinniśmy o tym porozmawiać,
nie sądzisz? Nie mówię, że musimy je mieć, po prostu o tym porozmawiajmy!
Draco
był równie głośny.
—
Naprawdę? Za starzy? Wiesz, adopcja zawsze wchodzi w grę, Draco. Powinieneś się
wstydzić.
Hermiona
uniosła wysoko głowę.
—
Więc, teraz?
Głos
Draco nagle się uspokoił.
—
Tak.
Bez
słowa przecięli więzy, przywołali różdżki i obezwładnili porywaczy.
—
Masz wszystko, czego potrzebujesz? — zapytał Draco, zeskakując z łodzi porywaczy
i wpadając do płytkiej wody.
—
Tak. Nic nie wiedzą, więc powinno być dobrze.
Hermiona
dołączyła do niego, przedzierając się przez wodę, aż wydostali się z
chronionego obszaru.
Postanowili
wykorzystać fakt, że zostali schwytani, by sprawdzić, co dokładnie piraci
wiedzą o artefakcie. Oboje poczuli, jak zaklęcia ochronne znikają, i aportowali
się do pokoju hotelowego.
—
Wiesz, że nie mówiłem poważnie — powiedział Draco, czule chwytając ją za rękę.
—
Hmm — mruknęła. — Naprawdę.
—
Naprawdę — odpowiedział szczerze. — Wiesz, że byłbym szczęśliwy, gdybyśmy na
zawsze byli tylko we dwoje.
—
Dla jasności — Hermiona próbowała zachować nonszalancję — wolałbyś, żebyśmy
byli tylko we dwoje?
Draco
zmrużył oczy.
—
Dlaczego czuję, że to pułapka?
—
Powiedziałeś, że byłbyś szczęśliwy, gdybyśmy byli we dwoje, tego chcesz?
—
Chodziło mi o to, że skoro koniec tematu, to w zupełności mi wystarczy —
wyjaśnił sceptycznym tonem.
—
Więc, hipotetycznie, gdybym była w ciąży, byłbyś nieszczęśliwy? Czy wręcz
przeciwnie? — zapytała Hermiona, odwracając wzrok.
—
Hermiono — odparł Draco z kamienną twarzą. — Czy właśnie pozwoliłaś, żebyśmy
zostali schwytani przez boliwijskich piratów-czarodziejów, będąc w ciąży?
—
Powiedziałam hipotetycznie!
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Cóż, hipotetycznie, chciałbym z tobą
porozmawiać o tym, czego chcesz. Wiesz, że chciałbym mieć dzieci, ale
ważniejsze jest dla mnie twoje szczęście. — Draco przyciągnął ją do siebie,
zmuszając, by spojrzała mu w oczy. — Jesteś w ciąży?
Próbowała
odwrócić wzrok.
—
Może? — wyszeptała.
—
I?
Zamilkła,
patrząc na niego, jakby liczyła na jakieś objawienie. Patrzyła, jak jego oddech
staje się cięższy, a jej serce wali jak młotem.
—
No wiesz, nasze dziecko byłoby całkiem urocze, prawda?
Draco
się rozpromienił.
—
Ty szalona wiedźmo.
Pocałował
ją, przytulając. Jego euforia była zaraźliwa, rozlewając po niej ciepło.
—
Więc jesteś szczęśliwy? — wyszeptała mu w usta.
— W sumie — mruknął. — Nawet bardzo.
_____________
Witajcie :) tak oto kończy się to tłumaczenie. Było wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i tajemnic. Wiem, że ta historia nie ma wielu fanów, ale cieszę się, że mimo wszystko część Was nadal tu jest i czyta. To wiele dla mnie znaczy. Dajcie znać jak ogólne wrażenia po całej trylogii.
Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu opublikuję rozdziały Come To Claim i oczywiście To, co jest między nami. Zatem oczekujcie :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)