—
I jak? — zapytał Draco, zerkając przez ramię Hermiony.
—
Cii.
Machnęła
ręką, ponownie skupiając uwagę na mugolskim komputerze. Znaleźli czarodziejską
bibliotekę w Wiedniu, ale jedyne wzmianki o „męczenniku” wiązały się z
mugolami, więc zamiast tego udali się do kafejki internetowej, żeby poszukać
informacji.
—
Hm — zaczęła z zakłopotaniem na twarzy. — To ciekawe.
—
Co?
Draco
zmarszczył brwi, mrużąc oczy i wpatrując się w ekran.
—
W pobliżu znajduje się dość słynna katedra — Świętego Szczepana. Ale
ciekawostką jest sam święty Szczepan; jest uważany za pierwszego
chrześcijańskiego męczennika.
Przygryzła
wargę, marszcząc brwi.
—
I co z tego? — dopytywał Draco z oczekiwaniem.
—
Może akolita uważa Harry’ego za pierwszego męczennika nowego porządku —
domyśliła się.
Draco
zamrugał kilka razy.
—
Ale czy Percy Weasley nie był pierwszym męczennikiem?
Na
jej twarzy pojawił się krzywy uśmiech.
—
Percy popełnił samobójstwo. Harry został zamordowany, a potem można rzec, stał
się męczennikiem — oczywiście przez nasze kłamstwa.
—
Ach — Draco skrzywił się — wydaje się to dość dogodne, że wskazówka doprowadzi
nas do katedry w Wiedniu, prawda?
—
Hmm. — Hermiona przechyliła głowę na bok. — Zakładałam, że obraz Beethovena
miał nas tu jedynie doprowadzić, a ta wskazówka miała jedynie udowodnić, że
identyfikujemy Harry’ego jako męczennika.
—
To wszystko nadal wydaje się dziwne. — Draco pokręcił głową. — Czy jest coś
jeszcze, do czego ta wskazówka mogłaby prowadzić.
—
Nic innego, co by pasowało. Myślę, że z motywem chrześcijańskim i miejscem, to
ma sens… — urwała, a na jej twarzy malował się niepokój.
—
W porządku. — Draco wyciągnął broszurę z austriackiego Ministerstwa, stukając w
nią kilka razy. Katedra, o której wspomniała Hermiona, pojawiła się na
papierze. — Wygląda na to, że jest tam
jakieś magiczne miejsce.
Hermiona
zmarszczyła brwi, wstając od komputera, żeby zajrzeć Draco przez ramię.
—
Nieznane? — przeczytała na głos.
—
Na to wychodzi. — Draco wzruszył ramionami. — Jesteś na to gotowa?
Wyglądała
na równie przerażoną co on.
—
Musimy być ostrożni. Myślę, że powinniśmy użyć kamuflażu.
—
Zgadzam się.
—
A jeśli akolita tam jest, myślę, że powinniśmy udawać, że jesteśmy
zainteresowani dołączeniem — dodała Hermiona.
—
Zgoda.
—
Dobrze. Chodźmy.
~*~*~*~*~*~*~*~
Katedra,
co nie dziwi, była pusta, gdy Hermiona i Draco zdołali się skutecznie przebrać
i wymyślić — jak im się zdawało — solidną historię o tym, dlaczego interesują
się Omnia Scienti i jak odkryli trop akolity.
Katedra
Świętego Szczepana była dość stara, ale przez lata została skutecznie
odrestaurowana. Hermiona i Draco dołożyli wszelkich starań, aby ich kroki były
jak najcichsze, używając zaklęcia Pokaż
mi, aby zlokalizować czarodziejską enklawę.
Wszystko idzie całkiem nieźle, pomyślał Draco. Ich obecność nie została
jeszcze odkryta, a zaklęcie wyraźnie prowadziło ich do małej wnęki z boku
konfesjonału. Zastosował magię bezróżdżkową, obserwując z pewną satysfakcją,
jak w przestrzeni przed nimi pojawia się migotanie.
Posłał
Hermionie znaczące spojrzenie i wyciągnął do niej rękę. Wpatrywała się w nią,
jakby zastanawiała się, czy powinna ją przyjąć.
—
Hermiono — zganił ją. — Robimy to razem. Nie musi to znaczyć nic większego.
Prychnęła.
—
Dobrze.
W
chwili, gdy położyła dłoń na jego dłoni, mógł przysiąc, że poczuł coś, co
przeszyło go na wskroś, jak namacalne przypomnienie, że pasują do siebie. Z
drugiej strony, sądząc po jej braku reakcji, wszystko to mogło się dziać tylko
w jego głowie.
Przeszli
przez próżnię i znaleźli się w dużej, podziemnej jaskini. Pod jedną ze ścian
wisiał stos portretów, w różnych stylach, namalowanych przez różnych artystów.
Hermiona podbiegła i złapała kilka z nich.
—
Patrz — to portret od Pansy.
Wskazała
na autentyczny portret Beethovena.
Poza
obrazami jaskinia była pusta. Nad nimi znajdowało się jakieś dwadzieścia
metrów, a podłoże stanowiła ziemia i skały.
—
Hermiono, gdzie my właśnie jesteśmy?
Odłożyła
portrety i rozejrzała się, mrugając kilkakrotnie, by uchwycić wzrokiem ściany.
—
Zakładam, że gdzieś pod ziemią?
—
Dobrze. — Draco skinął głową. — Masz jakiś pomysł, jak się stąd wydostaniemy?
Otworzyła
i zamknęła usta, a oboje natychmiast zaczęli biegać po jaskini, rzucając
rozmaite zaklęcia wykrywające. Z tego, co widzieli, nic tam nie było. Żadnego
wyjścia.
—
Powinniśmy spróbować się aportować? — zasugerował.
Hermiona
wymamrotała pod nosem kilka kolejnych zaklęć, po czym głęboko wypuściła
powietrze.
—
Zabezpieczenia antyaportacyjne.
—
Oczywiście. — Draco krążył dalej, muskając dłonią ścianę. — Hermiono, chyba…
—
Nie mów tego — ostrzegła go, wciąż rzucając zaklęcia bez skutku, chcąc przebić
się przez zabezpieczenia.
—
To była pułapka — powiedział spokojnie, podchodząc do niej.
—
Powiedziałam, nie mów tego.
~*~*~*~*~*~*~*~
Minęła
kolejna godzina, zanim była gotowa przyznać się do porażki, choć tymczasowo.
—
No dobrze — zaczęła, gdy oboje usiedli na brudnej ziemi pośrodku jaskini — co
wiemy?
Draco
nie mógł powstrzymać lekkiego drgnięcia ust na dźwięk znajomej frazy.
—
Cóż, niestety nic nie wiemy. Podejrzewamy, że akolita użył peleryny-niewidki
Harry’ego, aby włamać się do Galerii Sztuki w posiadłości Parkinsonów i ukraść
oryginalny portret Beethovena. Zostawił ukrytą wiadomość, wskazującą, że
zamierzają zwrócić portret na swoje miejsce, co doprowadziło nas do Pasqualati
House, gdzie znajdowała się kolejna ukryta wiadomość, która najwyraźniej
poprowadziła nas tutaj, w tę pułapkę.
—
Dobrze. — Skinęła głową nieobecnie, sprawiając wrażenie, jakby miała nadzieję,
że poczyni większe postępy albo będzie miał więcej do przekazania. — Ale
dlaczego miałby nas wciągać w pułapkę?
Prychnął.
—
Nie mam pojęcia. Zanim dostałem
wiadomość od Pansy, twierdziliśmy, że nie wiemy kim jest akolita — nie mieliśmy
żadnych konkretnych tropów. Jedynym logicznym powodem, jaki widzę, byłoby
trzymanie nas z dala od niego. Ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy stanowili dla
kogokolwiek zagrożenie…
—
Co nam umyka?
Wcisnęła
głowę między nogi, wplatając dłonie we włosy.
Niepewnie
położył dłoń na jej ramieniu.
—
Rozgryziemy to…
—
Nie — odtrąciła jego dłoń, wstając — to jest coś zupełnie innego od Jaskini czy
Manuskryptu. Nie ma żadnego testu, który moglibyśmy zdać, ani zagadki do
rozwiązania. Jesteśmy uwięzieni bez wyjścia!
—
Jestem pewny, że znajdziemy rozwiązanie.
On
również wstał, zachowując między nimi solidny dystans.
—
Tak? Jak to zrobimy? Mając czyste serce i pragnienia? — odgryzła się.
—
A bycie całkowitą pesymistką pomoże? — odparł, nie mogąc ukryć gniewu w głosie.
— To pomaga? Krzyczenie i marudzenie? Bo to kompletnie nieskuteczne…
Przerwała
mu:
—
Raczej przeciwieństwa twoich cholernych banałów? Jesteśmy w tym razem! Jestem pewny, że znajdziemy rozwiązanie. Wbij
sobie to do głowy, Malfoy — nie ma żadnych nas.
Nie jesteśmy w tym razem. Ja w tym jestem i ty w tym jesteś, ale nawet cię już
nie znam.
—
Co to, do cholery, znaczy? Jestem tym samym człowiekiem, którym zawsze byłem! —
bronił się.
Roześmiała
się niemal histerycznie, aż się skrzywił.
—
Jak możesz być tym samym człowiekiem? Facet, którego znałam, był nadgorliwy,
uzależniony od pracy w Ministerstwie. Facet, którego znałam…
—
To nie znaczy, że nie jestem tym samym człowiekiem! Nauczyłem się, dorosłem… Czy to takie szalone?
Odkryłem, że nie muszę być Aurorem od
dziewiątej do piątej, żeby pozostać trzeźwym. Odkryłem, że to w porządku
cieszyć się życiem i troszczyć się o kogoś. Ty mnie tego nauczyłaś! — krzyknął
w odpowiedzi.
—
Cóż, Draco Malfoy, którego znałam, by
mnie nie zostawił — powiedziała w końcu, a jej słowa odbiły się echem od
jaskini i zabrzmiały mu w uszach.
Stał
nieruchomo, obserwując, jak krew odpływa z twarzy Hermiony, która coraz
bardziej się krępowała, wpatrując się w podłogę.
—
Nie zostawiłem — zaczął cicho, a jego twarz złagodniała. — Wiesz, że cię nie
zostawiłem.
Pokręciła
głową.
—
Może i nie miałeś zamiaru tego zrobić, ale i tak mnie zostawiłeś.
Wypuścił
zirytowany oddech.
—
Nigdy nie chciałem cię zostawić. Ty… musisz wiedzieć, że gdybym miał inny
wybór…
—
Miałeś WIELE innych opcji — krzyknęła ponownie, a ogień powrócił do jej oczu. —
Mogliśmy się zatrzymać i rozważyć inne opcje. Mogliśmy wymyślić inną historię
albo zrobić coś innego…
—
Jaką historię? Jaką historię moglibyśmy wymyślić? Powiedz mi, Hermiono? Bo z
mojego punktu widzenia to zadziałało… Świat bez problemu uznał mnie za złego.
Mieliście pięć lat, by świat
czarodziejów oswoił się z myślą, że ich bohater nie żyje, ale nie będzie go już
na świecie, by ich uratować. Dałem wam to. Nie możesz powiedzieć, że nie było
warto! Bez tego czasu, kto wie, co by się stało!
—
Może się myliliśmy — zauważyła Hermiona — może świat pogodziłby się ze śmiercią Harry’ego Pottera, a ty po prostu
chciałeś złożyć jakąś wielką ofiarę. Wygłosiłeś tyradę o odkupieniu, żebyś mógł
się poklepać po plecach i mówić, że zrobiłeś coś cholernie moralnie słusznego!
—
Myślisz, że to robiłem Kapsztadzie?
Myślisz, że siedziałem, poklepując się po plecach i myśląc o tym, jak cholernie
wspaniale się czuję, odnajdując swoje odkupienie?
Oczy
Draco się rozszerzyły.
—
Nie wiem, co robiłeś! Nigdy się ze mną nie skontaktowałeś, a kiedy po ciebie
przyjechałam, dosłownie opalałeś się na plaży. Więc wybacz, jeśli założyłam, że
po prostu odpoczywasz — zadrwiła.
Zamarł,
a z jego ust wyrwał się pozbawiony humoru śmiech. Pokręcił głową, próbując
znaleźć odpowiednie słowa, wiedząc, że prawdopodobnie nie ma w tej chwili
niczego, co mógłby powiedzieć, by to naprawić.
—
Byłem wrakiem człowieka, kiedy odszedłem, Hermiono. — Jego głos był cichy,
brzmiał na pokonanego. — Byłem tak
blisko picia. Byłem taki samotny, taki przerażony. Jedyne, co mnie trzymało przy życiu, to świadomość, że moje
poświęcenie ma znaczenie. Znalazłem mieszkanie w mieście i oglądałem cholerną telewizję. To było wszystko, co mogłem
zrobić. Przez prawie rok czułem się bezużyteczny, tak bardzo za tobą tęskniłem. Siedziałem i wyobrażałem sobie, że
jesteś ze mną. Co byś mi powiedziała? Jak byś ze mnie dziś zadrwiła? —
dokończył, unosząc się, ale jego wzrok był utkwiony w niej.
—
A co się stało po roku?
W
jej głosie dało się dostrzec przerażony szept i nie było dla niego jasne, czego
dokładnie się boi w tym momencie.
—
Mniej więcej rok po tym, jak zniknąłem, otworzyłem oczy, Hermiono. — Niepewnie
podszedł bliżej. — Rozejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że miałem wielkie szczęście. Wiesz, że w
Kapsztadzie są slumsy? Zdajesz sobie sprawę, jak biedni są ludzie w Afryce? Przestałem patrzeć w głąb siebie,
zacząłem dostrzegać innych i zdałem sobie sprawę, że marnieję. Postanowiłem pomagać ludziom. Dlaczego? Bo mogłem i nikt z nich nie widział we mnie
Draco Malfoya ani byłego Śmierciożercy szukającego odkupienia czy pokuty,
widzieli po prostu człowieka, który był gotów się ubrudzić i zrobić wszystko,
by pomóc.
Zmarszczyła
brwi, jakby próbując pogodzić tę rzeczywistość z tym, co wymyśliła w swojej
głowie.
—
To właśnie robiłeś w Kapsztadzie?
—
Tak. — Skinął głową. — Jasne, kupiłem dom przy plaży i nauczyłem się surfować,
ale głównie pracowałem z organizacjami non-profit i innymi organizacjami,
starając się coś zmienić. I dla
twojej wiadomości, było ciężko, nie znalazłem szybkich rozwiązań, ale warto
było poświęcić na to czas. Dlaczego, Hermiono? Co myślałaś, że robię?
Wzruszyła
ramionami.
—
Ja… nie wiem. Chyba zawsze bardzo tkwiłam w myśli, że cię tu nie ma.
Poczuł,
że przezwyciężył coś namacalnego i skinął głową, jakby przyjął jej wymijającą
odpowiedź.
—
A ty? Co robiłaś przez ostatnie pięć lat?
—
Byłam… — zamarła, kręcąc głową. — Robiłam wszystko, by nigdy więcej mnie nie
zraniono.
—
Hermiono…
—
Nie — uniosła rękę — wiedziałam…
wiedziałam, że pójście w to będzie bolało. Wiedziałam, że to się źle skończy,
ale ty… naciskałeś, wiedząc, jak
bardzo się boję. Wiedząc, jak bardzo cenię swoją niezależność. Naciskałeś, a
potem powiedziałeś, że mnie kochasz i zniknąłeś.
—
Nie uwierzysz, jak cholernym wrakiem
człowieka byłem… Budziłem się i oczekiwałem twojej obecności obok mnie. Albo
myślałem, że pojawi się sowa i założę, że znalazłaś sposób, żeby się ze mną
skontaktować, ale nie. Nic z tego się
nie wydarzyło. Wiesz, jaki byłem przestraszony i wściekły? Cały czas o tobie
myślałem.
—
Próbowałam randkować, wiesz. I niektóre z nich były całkiem niezłe! Ale z
jakiegoś powodu żaden z nich nie był wystarczający. — Jej oczy zaszły łzami, a
głos drżał. — Bo żaden z nich nie był tobą.
—
Hermiono — zamknął przestrzeń między nimi, niepewnie kładąc dłonie na jej
łokciach — nie miałem nikogo. Nikt nie mógłby się z tobą równać…
—
Byliśmy razem tylko przez trzy miesiące. — Jej głos był cichy, niepewny. — Nie
powinno tak być. To nieracjonalne — to nie ma sensu. Po prostu, nie mogę przez
to przechodzić jeszcze raz, Draco.
Ponownie
odepchnęła jego dłonie i cofnęła się.
—
Nie będziesz — powiedział jej. — Nie wysłałem ci sowy, bo myślałem, że to
byłoby okrutne. Wiedziałem, że nie mogę wrócić, bo to cofnęłoby wszystko, co
zrobiłem. I myślałem, że pisanie do ciebie, mówienie ci, co czuję i jak bardzo
za tobą tęsknię, będzie okrutne, bo nie wierzyłem, że będziemy mogli być razem. Myślałem, że znajdziesz kogoś innego,
ruszysz dalej ze swoim życiem.
Milczała,
być może pozwalając słowom do niej dotrzeć, a może po prostu wymyślając kolejną
wymówkę, dlaczego nie mogliby być razem szczęśliwi.
—
Hermiono. — Draco znów podkradł się do niej. — Przepraszam. Gdybym mógł cofnąć
czas i zrobić coś inaczej, zmusiłbym cię, żebyś poszła ze mną. Wiem, naciskałem
na ciebie i się sparzyłaś, ale wybacz że to powiem, ale myślę, że to, co było
między nami, było tego warte.
—
Jestem po prostu taka wściekła, Draco.
Jej
głos się załamał, oczy mrugały, a palce drżały.
Chwycił
ją za ręce, impulsywnie próbując ją uspokoić. Robiła dokładnie to, czego się
obawiała — była bezbronna. Co prawda, wydawało się prawdopodobne, że nigdy nie
opuszczą tej jaskini, ale mimo wszystko…
—
Myślę — oblizała wargi, prostując się nieco — że pomimo wszystkich twoich
pięknych słów i zapewnień, faktem pozostaje, że gdybym po ciebie nie przyszła,
nigdy bym się o tym nie dowiedziała. Że w innym świecie ty nadal siedzisz na
tej plaży, a ja nadal jestem sama.
Pokręcił
głową.
—
Nie możemy żyć w innym świecie. I uwierz mi, gdybym wiedział, że mogę do ciebie
wrócić, zrobiłbym to. Ale nie chciałem ryzykować szczęścia innych dla własnego.
Przyglądała
mu się uważnie, wpatrując się w niego tak, jakby chciała zweryfikować
autentyczność jego słów.
—
Co się stanie, jeśli spróbujemy jeszcze raz? Zakładając, że nie umrzemy tu z
odwodnienia. Co się stanie, gdy uznasz, że poświęcenie się dla jakiegoś
mglistego, większego dobra jest w porządku?
—
Nie zrobię tego…
—
Jak możesz być tego pewny? — kłóciła się, patrząc na ich wciąż złączone dłonie,
być może zastanawiając się, czy powinna je puścić.
Ale
nie zrobiła tego, obserwując jego kciuk delikatnie pocierający wnętrze jej
dłoni.
—
Bo nie było warto! — wykrzyknął. Zmarszczyła brwi, więc kontynuował: — Słuchaj…
to odkupienie, czy cokolwiek to było, czego pragnąłem, nic dla mnie nie znaczy.
Nie bez ciebie. Może i było to słuszne dla świata czarodziejów, ale dla mnie?
Nie było warto. Żadne poczucie osobistej akceptacji ani zamknięcia nie będzie
tego warte.
Zaniemówiła,
usta miała lekko otwarte, a oczy błyszczały z niedowierzania. Było w nich coś
jeszcze, coś, co Draco był pewien, odbijało się w jego własnych.
Nadzieja.
Draco
przyciągnął ją do siebie i nachylił się, by ją pocałować. Czuł, jak jej niechęć
słabnie, resztki jakiejś obietnicy, że się nie podda. W końcu przycisnęła usta
do jego ust, przesuwając palce po jego bokach, aż wylądowały na jego ramionach.
—
Tęskniłam za tobą — wyznała w końcu szeptem, wciąż go karcąc i napierając
językiem na jego wargi.
Westchnął,
otworzył usta i podniósł ją, rozkoszując się dotykiem jego bioder
przyciśniętych do niej.
W
jaskini nie było nic poza skałami, ziemią i przestrzenią, więc odgłos ich
oddechów rozbrzmiewał echem wokół nich. Draco przyciągnął ich do ściany,
opierając się plecami o szorstką powierzchnię, ignorując ostre kąty i
nierówności, gdy Hermiona nadal na niego napierała, zdzierając ich ubrania.
W
końcu upadli na brudną ziemię w plątaninie kończyn. To nie było jak ich numerek
w kuchni; tamten był przepełniony gniewem, urazą i potrzebą. Teraz wpełzł na
nią, jego dłonie zręcznie wędrowały po jej ciele, a wspomnienie każdej jej
krągłości wciąż było wyryte w jego umyśle. Wciąż się pragnęli nawzajem, ale też
w pewnym sensie sobie przebaczyli, gdy przycisnęła usta do jego szyi, muskając
dłonią jego twardego kutasa.
Zignorował
uczucie brudu i kamieni ocierających się o jego kolana, gdy wszedł w nią,
rozkoszując się jej cichymi jękami, gdy ściskała go za szyję i przyciągała do
siebie. Ich ruchy były chaotyczne, a ich ciężkie oddechy niosły się echem po
całej przestrzeni.
Odwróciła
ich, jej włosy były splątane, pokryte drobinkami ziemi i gałązek. Przejęła
kontrolę, sunąc po nim w górę i w dół, z lekko otwartymi ustami i zamkniętymi
oczami. Wsunął palce w jej włosy, przyciągając jej twarz do swojej. Otworzyła
oczy, utkwiła w nim swój wzrok, gdy przycisnęła usta do jego w karzącym
pocałunku.
Jej
ruchy stały się szybsze, bardziej celowe. Czuł, jak jej oddech staje się
nierówny, a paznokcie wbijając się w jego boki. Draco wplótł palce w jej włosy,
rozkoszując się dotykiem i unosząc biodra. Doszła, trzymając go z twarzą
przyciśniętą do jego szyi. Po kilku pchnięciach dołączył do niej, oboje leżeli
na brudnej podłodze, na chwilę zapominając o ich obecnym położeniu.
—
Nie wydaje mi się, żeby to było szczególnie higieniczne.
Hermiona
uśmiechnęła się krzywo, wyciągając liść z włosów. Nie poruszyła się jednak,
pozostając w jego objęciach, z ustami muskającymi jego ramię.
—
Tak bardzo za tobą tęskniłem przez ostatnie pięć lat, Hermiono — wyszeptał
Draco. — Naprawdę przepraszam, że zniknąłem. Mówiłem poważnie tamtej nocy.
Kocham cię.
Skinęła
głową z lekkim uśmiechem.
—
Wiem.
Zamilkł,
odrywając twarz od jej twarzy.
—
Czy ty właśnie użyłaś tekstu Hana Solo?
Zacisnęła
usta, ale mimo wszystko zachichotała.
—
Może?
Pokręcił
głową i obrócił ją na plecy, a na jego ustach pojawił się niedowierzający
uśmiech.
—
Nie mogę w to uwierzyć.
Pocałował
ją, rozkoszując się jej śmiechem, który wibrował mu w gardle.
—
Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że znasz Gwiezdne
Wojny.
Wzruszyła
ramionami, lekko go odpychając, by móc usiąść prosto.
—
Od trzynastu lat chodzę na spotkania mugolskiego klubu AA. Nie mógłbym nie znać
Gwiezdnych Wojen, nawet gdybym
próbował — wyjaśnił.
Otaczała
ich dziwna cisza, potęgowana przez pustkę jaskini.
—
Co teraz zrobimy? — zapytała, a jej poprzedni śmiech ucichł.
Wyglądała
na przestraszoną, bezbronną w sposób, którego Draco nie znał do końca.
Zrobił,
co mógł, żeby się uśmiechnąć, mając nadzieję, że ją pocieszy.
—
Nie wiem. Może powinniśmy spróbować przełamać zabezpieczenia antyaportacyjne?
Niekoniecznie
wierzył, że to zadziała, ale w tym momencie wszystko było lepsze niż
nicnierobienie.
Wzruszyła
ramionami, ubrała się i wyciągnęła różdżkę, żeby zacząć. Draco zastanawiał się,
ile dokładnie czasu minęło, odkąd weszli do jaskini. Hermiona miała w torbie
podstawowe racje żywnościowe, ale na jak długo mogły wystarczyć?
—
Więc? — zapytał, próbując przełamać zaklęcia. — Co się dokładnie stało? Po tym,
jak zniknąłem pięć lat temu?
Zamarła,
gryząc policzek.
—
Było chaotycznie, jeśli możesz sobie wyobrazić. — Wzięła oddech i wymamrotała
kilka zaklęć. — Ale ludzie w to uwierzyli.
Zmarszczył
brwi.
—
Co zrobiłaś z Mechanizmem?
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Umieściłam w bezpiecznym miejscu.
—
Dlaczego po prostu go nie zniszczyłaś? — dopytywał.
—
To nie takie proste. Właściwie badałam Mechanizm w nadziei, że uda mi się go
się pozbyć bez potencjalnej zmiany rzeczywistości. Ale informacje o Mechanizmie
niełatwo znaleźć. — Wymamrotała jeszcze kilka zaklęć, mamrocząc z frustracji,
gdy nadal nie przyniosły efektu. — Ale tymczasem umieściłam go w jednym
miejscu, w którym wiedziałam, że będzie bezpieczny.
Zamarł,
odwracając się do niej z niedowierzaniem.
—
Włożyłaś go do swojej cholernej szafy?
Przypomniał
sobie jej strzeżoną szafę, w której trzymała myślodsiewnię i różne drobiazgi.
Jej
oczy błysnęły psotnie.
—
Może.
Pokręcił
głową.
—
Jesteś niewiarygodna…
Przerwała
mu nagła zmiana przestrzeni i nie znajdowali się już w jaskini, lecz w prostym
pokoju. Był skromny, z białymi ścianami, pozbawionymi dekoracji i portretów. Na
kafelkowej podłodze stała kanapa i kilka krzeseł. On i Hermiona wyciągnęli
różdżki, krążąc obok siebie i czujnie obserwując drzwi z tyłu.
—
Otworzyć je? — wyszeptała Hermiona, ale zanim zdążyli cokolwiek zrobić,
pojawiła się Luna Lovegood.
— Dziękuję. Szukałam Mechanizmu od dłuższego czasu. Oboje byliście bardzo pomocni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)