niedziela, 1 marca 2026

[T] Come To Claim: Rozdział 3

Nie jestem pewna, co dudniło głośniej — mój puls czy bas w klubie.

Theo wprowadził mnie przez drzwi niepozornego sklepu do słabo oświetlonego holu. Przestrzeń była pozbawiona jakichkolwiek śladów klubu, poza dudniącym basem, który nagłośniał muzykę dochodzącą zza małych drzwi. Stał tam potężny ochroniarz, którego obecność stanowiła jaskrawy kontrast z drobną wiedźmą siedzącą za masywnym biurkiem.

— Dobry wieczór, panie Nott i panno Granger.

Spięłam się na dźwięk swojego nazwiska. Skąd mnie znała?

— Witaj, Delilah — przywitał się Theo. — Dziś na biało.

— Oczywiście — powiedziała i uniosła różdżkę.

Natychmiast się spięłam. Nadal za każdym razem wzdrygałam się, gdy ktoś wskazywał na mnie różdżką. Czułam narastające we mnie napięcie i niepokój. Nie zrobi mi krzywdy. Jestem bezpieczna. Próbowałam to sobie uzmysłowić.

— Tylko krawat i bransoletka — zapewnił mnie Theo.

Na jego nadgarstku i szyi pojawiły się dwa cienkie skrawki jedwabnego materiału. Wyciągnął rękę, bym mogła dotknąć, ale nie byłam w stanie ruszyć rękami przy bokach.

Chłód musnął moje ramię i szyję. Spojrzałam w dół i zobaczyłam delikatny jedwab oplatający mój nadgarstek.

— Miłego wieczoru — powiedziała czarownica.

Nie umknął mi jej wzrok wędrujący po sylwetce Theo i zmusiłam się do uśmiechu. Był przystojny. Nie dało się temu zaprzeczyć. Miał szczupłą i muskularną sylwetkę. Jego kruczoczarne włosy wyróżniały się na tle jasnej skóry, a jasnoniebieskie oczy były bardzo przenikliwe. Wyraźnie zarysowane policzki i kości szczęki sprawiały, że wyglądał jak posąg. A dołeczki były absolutnie rozbrajające i czarujące, podobnie jak jego osobowość. Wiedziałam, że każdy mógłby się w nim łatwo zakochać.

Chwycił mnie za rękę i poprowadził przez drzwi do słabo oświetlonego klubu. Przestrzeń rozświetlały kolorowe smugi światła. Delikatny błękit oświetlał główną część. Było tam kilka barów, parkiet i podwyższone platformy, na których tańczyli nadzy mężczyźni i kobiety. Pracowników dało się łatwo rozpoznać po białych strojach. Mężczyźni nosili białe spodnie z niskim stanem i białe muszki. Kobiety natomiast krótkie, dopasowane, białe sukienki oraz białe muszki.

Klub miał kilka pięter nad głównym poziomem. Nad parkietem nie było sufitu. Sięgał tak wysoko, jak sięgał wzrok. Wokół niego znajdowały się rzędy balkonów, na których można było dostrzec różne kolory oświetlające poszczególne sekcje. Byłam zachwycona. To było coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam. Na głównym piętrze znajdowały się leżaki i sofy, stoły z krzesłami, a także loże.

Nagle, nawet w moim bardziej śmiałym stroju, poczułam się przesadnie wystrojona. Większość kobiet miała na sobie coś, co wyglądało na peniuary.

— Nie waż się w siebie wątpić — powiedział Theo, przekrzykując muzykę. — Wyglądasz olśniewająco.

Spojrzałam na niego. Wcale nie czułam się olśniewająco.

Wyciągnął różdżkę i wycelował nią w moją spódnicę. Zacisnęła się jak skóra, a wzdłuż lewego uda pojawiło się ogromne rozcięcie.

— Uwielbiam kobiety w skórze.

Puścił mi oko, a ja w odpowiedzi klepnęłam go w ramię.

— Napijmy się, dobrze?

Skinęłam głową. Przydałoby mi się coś na uspokojenie nerwów, a wino z kolacji już wyparowało.

— Martini z oliwką — powiedziałam.

Theo zamówił drinki, a ja rozejrzałam się dookoła. Na parkiecie było kilka osób. Niektórzy tańczyli, inni się kręcili. Wyróżniały się różne kolory jedwabnych pasków na szyjach i nadgarstkach. Różowe, żółte, białe, czarne, czerwone. Zastanawiałam się, co oznaczają. Nie mogłam dopatrzeć się w tym żadnego wzoru. Theo powiedział, że dziś wieczorem zakładamy białe, ale co to znaczyło?

Przeszłam do jednego z wysokich stołów po lewej stronie baru. Na środku stała mała świeca, która rzucała delikatne, żółte światło, ale większość tej części klubu wciąż tonęła w głębokich błękitach i fioletach. Rozpoznałam kilka czarownic i czarodziejów z Ministerstwa. Żadne z nich nawet nie mrugnęło okiem na moją obecność. Starałam się więc nie zatrzymywać na nich wzroku.

Para po mojej lewej stronie namiętnie się całowała, a ja patrzyłam, jak mężczyzna obejmuje pierś kobiety dłonią. Ugniatał ją nad jedwabnym materiałem sukienki i wsunął dłoń pod materiał, drażniąc i ciągnąc jej sutek, podczas gdy ona jęczała. Nie byli jednak jedyną parą, która publicznie się obmacywała. Jedna z kobiet klęczała przed mężczyzną, który opierał się o lożę. Rozmawiał z kilkoma innymi mężczyznami, podczas gdy ona robiła mu loda. Jej bransoletka była różowa. On nosił czarną.

— Widzisz coś interesującego?

Podskoczyłam na dźwięk głosu i o mało się nie przewróciłam.

— Tak myślałem, że to ty. — Uśmiechnął się. — Moja Hermy-moja.

Z mojego gardła wyrwał się niemal histeryczny śmiech. Viktor Krum opierał się o mój stolik z tą swoją charyzmą i pewnością siebie, jaką miał jako młodzieniec. Uśmiechnęłam się i podeszłam, żeby go przytulić, ale uniósł ręce.

— Chciałbym móc. — Uśmiechnął się smutno. — Ale jesteś nietykalna. A ja bardzo skrupulatnie przestrzegam zasad.

Gestem wskazał na moją białą opaskę i zrozumiałam. Nikt nie mógł mnie dotknąć. Tak jak obiecał Theo.

— Oczywiście — wymamrotałam. — Przepraszam. Jak się miewasz? Przyjechałeś na mecz?

— Jutro. — Rozpromienił się. — Powinnaś przyjść obejrzeć. Jesteś moim talizmanem.

— Co obejrzeć?

Theo pojawił się i postawił przede mną kieliszek Martini.

— Theo. — Uśmiechnęłam się. — To Viktor Krum. Viktor, to mój współpracownik i przyjaciel, Theodor Nott.

— Panie Nott. — Skinął głową. — Miło mi pana znowu widzieć.

— I wzajemnie, Krum.

— Viktor przyjechał na mecz i zaprosił mnie na jutro.

— Z przyjemnością zarezerwuję dla was lożę — powiedział.

— Brzmi fajnie — zgodził się Theo. — Przyjdziemy.

Ktoś obok nas zawołał Theo po imieniu i odszedł na chwilę, uprzejmie przepraszając.

— Jutro będę mógł cię lepiej powitać — szepnął Viktor, zerkając na jedwab na mojej szyi.

Ta obietnica sprawiła, że całe moje ciało się napięło.

— Twój mąż dołączy?

Więc pamiętał.

— Nie — odpowiedziałam. — Wyjechał służbowo.

Viktor podszedł tak blisko, jak to możliwe, nie dotykając mnie. Czułam ciepło bijące od jego ramienia, które spoczywało tuż obok mojego. Przybrał na muskulaturze. Był szeroki w ramionach, przystojny i pozwolił włosom urosnąć. Teraz opadały mu na ramiona, choć połowę miał odgarniętą z twarzy w kok. Wyglądał idealnie surowo i męsko. Jak zawsze.

— Przychodzisz tu, gdy wyjeżdża?

Zdziwiło mnie to pytanie. Był tu i myślał, że wykorzystuję nieobecność męża, by siać spustoszenie w Londynie, choć w istocie nie mylił się. Przyszłam tu, chcąc nauczyć się, jak sprawić mężowi więcej przyjemności.

— Nie. — Pokręciłam głową. — Nigdy wcześniej tu nie byłam. Przyszłam ze znajomym, żeby popatrzeć.

Niezdarnie wskazałam na wstążkę.

— Popatrzeć. — Viktor powoli skinął głową, a w jego oczach narastał żar. — Będziesz mnie oglądać?

— Dziś wieczorem?

Nie chciałam, żeby w moim głosie było dostrzegalne aż takie zaskoczenie. Ale skinął głową i spojrzał na zegarek.

— Wkrótce — odpowiedział. — Na zielonym piętrze.

Patrzenie, jak Viktor Krum kogoś pieprzy, zupełnie nie było tym, czego się spodziewałam dziś wieczorem. Ale zanim się zorientowałam, kiwnęłam głową.

— Oczywiście.

Viktor podszedł bliżej, wciąż mnie nie dotykając. Moje ciało wibrowało nerwową energią. Pochylił się, zatrzymując się przed moim uchem.

— Będę myślał o tobie w różowym — wyszeptał. — Mam ci wiele do pokazania. Jesteśmy już dorośli. Wiele się nauczyłem.

Jego słowa odebrały mi mowę. Odsunął się i przesunął wzrokiem po całym moim ciele. Nigdy wcześniej nie czułam się taka naga. Językiem musnął dolną wargę, a ja niemal zadrżałam pod intensywnością jego spojrzenia. Ponownie przeskanował mnie wzrokiem.

— Do zobaczenia później, Hermy-moja.

— Hermiona — poprawiłam go jak za dawnych czasów.

Mrugnął i odszedł od stołu.

— Wiesz, Granger. Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że Viktor Krum chciałby cię przelecieć do nieprzytomności.

Odwróciłam się i zobaczyłam Theo, który z szerokim uśmiechem na twarzy, pełnym satysfakcji, patrzy na odchodzącego Viktora.

— A gdybym uprawiała hazard, powiedziałabym, że bardzo by cię to ucieszyło — odpyskowałam, szturchając go.

— Skąd ty go, do cholery znasz?

— Spotykaliśmy się na czwartym roku — powiedziałam. — Utrzymywaliśmy kontakt aż do wojny.

— Zgadza się! Poszłaś z nim na Bal Bożonarodzeniowy!

Rumieniec wpełzł na moje policzki. Dwoma łykami wypiłam Martini. Alkohol palił, ale to było konieczne.

Theo się roześmiał i dopił swój drink.

— Chodź, Granger. Mamy mecz do obejrzenia.

Poprowadził mnie przez tłum pulsujących ciał ku windom. Przyciski nie były liczbami, a kolorami. Theo nacisnął zielony przycisk, a ja patrzyłam przez przezroczyste szkło windy, jak wjeżdża na zielone piętro.

— Co oznaczają kolory? — zapytałam, wysiadając.

— Zielony to odgrywanie ról — wyjaśnił. — Ci, którzy noszą ten kolor, interesują się różnymi wyobrażonymi scenariuszami. Magia pozwala im również całkowicie przekształcić scenę, na której występują.

— Biały oznacza?

— Zero dotyku. Tylko obserwatorzy.

— Ale trzymałeś mnie za rękę.

— Jestem współwłaścicielem — powiedział. — Mogę naginać zasady. Poza tym, przyszliśmy razem i oboje jesteśmy w bieli. Ale ktoś o innym kolorze nigdy nie mógłby do ciebie podejść i cię dotknąć.

— Nawet jeśli ja to zainicjowałam?

— Tak. Nawet wtedy. Ryzykują utratę członkowstwa.

To piętro przypominało mi muzeum. Rotunda była wypełniona kilkoma wnękami ze scenami pośrodku. Przed nimi znajdowały się miejsca siedzące, gdzie inni mogli oglądać występy.

— Na zielonym piętrze zobaczysz mnóstwo obserwatorów w bieli — rzekł, wskazując na kilka osób siedzących przed jedną ze scen.

Na scenie w tej wnęce stały dwie kobiety. Były przebrane za baletnice, a ich egzotyczny taniec z minuty na minutę stawał się coraz bardziej erotyczny. Obie miały smukłe, zielone bransoletki, pasujące go ich obroży.

— To dobry wybór na początek — mruknął Theo, siadając przed pustą wnęką. — Zazwyczaj jest tu dość spokojnie. Większość zielonych nie angażuje się zbytnio w BDSM. To zazwyczaj niegroźne fantazje i zboczenia. Mroczniejsze treści znajdują się na piętrach czerwonym i czarnym.

— Co one oznaczają?

— Czerwony kolor wskazuje na dominację — powiedział, gdy ludzie zaczęli się gromadzić. — Czerń pozbawiona jest wszelkich ograniczeń.

— Wszelkich ograniczeń?

Theo uniósł brew.

— Żadnych ograniczeń seksualnych. Robią wszystko, co chcą, tym, którzy chcą się z nimi zabawiać. Ci, którzy noszą czerń, są otwarci na wszelkie formy eksploracji seksualnej.

Moje oczy się rozszerzyły.

— Czy ty…

— Tak.

Przełknęłam ślinę i odwróciłam się ku scenie. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, żebym była na tyle odważna, by zaufać komuś, kto zrobi ze mną praktycznie wszystko.

— Możesz zaakceptować lub odrzucić każdego partnera, który się do ciebie zbliży — powiedział. — Ale kiedy już zaakceptujesz swojego partnera lub partnerów, zaczyna się zabawa. Naszym hasłem bezpieczeństwa to: czarny — stop i biały — start. I lecimy.

Byłam oszołomiona koncepcją tak całkowitego zaufania komuś, by zgodzić się na związek bez granic. Nie potrafiłam tego zrobić nawet z Ronem.

Wielu ludzi, którzy zaczęli się wokół nas tłoczyć, również miało na sobie białe lub różowe wstążki. Theo posadził nas na samym środku i przysunął swoje krzesło do mojego. Kelnerka przyniosła nam kolejną kolejkę drinków, choć nie pamiętałam, żebym je zamawiała. Ale chętnie wzięłam, wdzięczna za zajęcie rąk.

Światła na scenie zgasły. Viktor wyszedł, a wiele osób wokół mnie wstrzymało oddech i szeptało coś między sobą. Przyzwyczaiłam się do tego, że przyciągał tłumy, gdziekolwiek się pojawił. To była jedna z trudniejszych sytuacji, z którymi musieliśmy się zmierzyć podczas jego pobytu w Hogwarcie. Na scenie dołączyła do niego szczupła czarownica. Jej włosy były spięte w ciasny kok i oboje mieli na sobie szkolne szaty. Zauważyłam jej różową wstążkę.

— Co oznacza różowy? — wyszeptałam do Theo.

— Uległość.

Musiał usłyszeć moje głośne przełknięcie śliny, bo zmarszczył brwi.

— Co? Znasz ją?

— Nie — powiedziałam. — Ale Viktor powiedział mi, że wyobraża sobie mnie w różu.

Theo roześmiał się, a ja byłam zatopiona w scenie, która się przede mną rozgrywała. Viktor uniósł różdżkę i cała scena przeobraziła się w Wieżę Wróżbiarską w Hogwarcie. Podłogę pokrywały różowe poduszki, a na ścianach wisiały kolorowe gobeliny. Gdybym nie była w klubie, trudno byłoby mi stwierdzić, że to nie prawdziwy Hogwart. Viktor odwrócił się po transformacji sceny, a jego spojrzenie niemal przecięło mnie na pół. To było najpotężniejsze i najbardziej żarliwe spojrzenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.

Puls walił mi jak młotem, ale on nie spuszczał ze mnie wzroku.

Kilka osób wokół mnie drgnęło i wyciągało szyję, by zobaczyć, na kogo Viktor tak intensywnie patrzy. Posłał mi figlarny uśmiech, zanim odwrócił się z powrotem do sceny. Miałam ochotę hiperwentylować. Wiedziałam dokładnie, co to jest. Kiedy to się stało.

— Nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś mi umyka, Granger.

Szept Theo przełamał moją histerię.

Zahipnotyzowana patrzyłam, jak Viktor podchodzi do swojej partnerki. Wstrzymałam oddech, czekając na ich pierwszy dotyk.

Spojrzał na mnie przez ramię, zanim rzucił się na stojącą przed nim czarownicę. Jednym, szybkim ruchem objął ją i uniósł. Jedno z jego silnych ramion owinęło się wokół jej szyi, a drugie chwyciło ją za pośladki pod spódnicą. Ich pocałunek był dziki i namiętny. Byli siebie spragnieni. W ciągu kilku sekund zerwała z siebie bluzkę. Viktor przycisnął ją do ściany i rękami pociągnął za stanik, uwalniając obfity biust. Gryzł, ssał i drażnił jej sutki, podczas gdy ona krzyczała, wbijając dłonie w jego długie włosy.

Pomimo głębokiego pochłonięcia tym, co działo się przed nim, Viktor co kilka minut nawiązywał ze mną kontakt wzrokowy. Za każdym razem, gdy spotykał moje spojrzenie, uśmiechał się szeroko, zanim odwracał się z powrotem do swojej partnerki scenicznej.

— Pieprzyłaś Kruma — wyszeptał Theo.

To nie było pytanie.

Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zdjął koszulę, a jego ogromna, muskularna sylwetka napinała się w najbardziej kuszący sposób.

— Granger — warknął Theo, gdy Viktor znów na mnie spojrzał.

— Był moim pierwszym.

— Niech zgadnę — powiedział Theo. — Na Wieży Wróżbiarskiej?

Skinęłam głową, niezdolna wydusić słowa, bo Viktor właśnie opuszczał czarownicę na podłogę.

— Na cycki Merlina, Granger.

Czarownica Viktora była całkowicie naga i kucnął przed nią. Jego twarz całkowicie zanurzyła się w jej cipce, gdy lizał ją i drażnił. Drżała z rozkoszy i ledwo utrzymywała się w pozycji pionowej.

Orgazm uderzył w drobną czarownicę z taką siłą, że przewrócił ją na brzuch. Dyszała i krzyczała, gdy on nieustępliwie kontynuował swoje pieszczoty. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Nigdy ni się to nie przydarzyło. Ron nie przepadał za minetą, ale nigdy nie mówił nie obciąganiu. Co jakiś czas bawił się palcami na mojej łechtaczce, ale jeśli chciałam orgazmu, sama musiałam go osiągnąć.

Viktor w końcu przerwał swoje szalone lizanie biednej wiedźmy i odchylił się do tyłu. Jego usta lśniły od jej soków i odwrócił się do mnie, oblizując wargi.

Wypuściłam cichy jęk, a Theo zachichotał obok mnie.

Viktor nie przerwał kontaktu wzrokowego ze mną. Odwrócił się w stronę publiczności i powoli zaczął rozpinać spodnie. Cała wilgoć odpłynęła z moich ust, gdy nie mogła przestać patrzeć.

Jego żarliwe spojrzenie trzymało mnie jak imadło. Nie byłam nawet pewna, czy oddycham. Zacisnęłam mocno nogi, pragnąc, by pulsowanie między nimi ustało.

Wyszarpał pasek z szlufek. Dźwięk był jeszcze bardziej erotyczny, niż myślałam.

Puścił pasek i przesunął dużymi, zrogowaciałymi dłońmi po klatce piersiowej i brzuchu. Miał leciutki zarost na klatce piersiowej, który nieco gęstniał poniżej pępka. Wyglądał zupełnie inaczej, niż gdy ostatni raz go widziałam. Nadal był wysportowany i atrakcyjny, ale ta surowa męskość była czymś zupełnie nowym.

Rozpiął guziki spodni, a jego twardy kutas wysunął się z warstwy ubrań, które go więziły. Wyrwało mi się z ust mimowolne jęknięcie.

Stał przede mną, cudownie nagi, ściskając swojego kutasa i pompując w górę i w dół. Przygryzł dolną wargę, a ja powtórzyłam ten sam ruch. Skinął głową, jakby chciał powiedzieć, że to dla mnie. Tylko dla mnie.

Co ja tu, na Merlina, robiłam? To było o wiele gorsze niż to, co robił Ron. Niczego mnie to nie uczyło. To był po prostu sposób na pożądanie mężczyzny, który nie był moim mężem. Niska wiedźma znów się poruszyła i podpełzła w stronę Viktora, podczas gdy on stał przede mną jak wryty.

Usiadła na kolanach i zaczęła ssać jego kutasa. A Viktor nie spuszczał ze mnie wzroku.

Nie mogłam przestać patrzeć. Nie starałam się za bardzo, ale był magnetyczny. Patrzyłam, jak euforia tańczy na jego twarzy, gdy wiedźma sprawiała mu przyjemność. A on mógł tylko patrzeć mi w oczy, jakby to ja to robiła. Ale to było coś więcej niż tylko erotyczny gest. To coś we mnie poruszyło. Nigdy wcześniej tak się nie czułam. Byłam całkowicie przez niego pożądana. Chciał, żebym uklękła przed nim. Ktoś tak przystojny i potężny jak Viktor pragnął… mnie.

Absurdalność tej sytuacji niemal mnie rozbawiła. Byłam kompletnie wyobcowana. Nigdy nie miałabym dość odwagi, by uklęknąć przed mężczyzną w takim tłumie i zaspokoić jego szaleńcze pragnienia. Ale to prawie sprawiło, że tego zapragnęłam.

Viktor pociągnął czarownicę za kok i długie loki opadły kaskadą jej na plecy. Zacisnął dłoń na jej włosach i przyciągnął ją do siebie. Postawił ją prosto, a przed nimi pojawił się stół. Posadził ją na blacie i w zaskakująco szybki sposób wsunął w nią swojego wielkiego kutasa. Teraz się w nią wbijał. Jedną ręką przytrzymywał jej klatkę piersiową, a drugą okrążał łechtaczkę. Pieprzył ją bezlitośnie. Ale nadal nie spuścił ze mnie oka.

Wyobrażałam sobie, jakby to było być teraz pod nim. Jak jego wielkie dłonie dotykałyby moich miękkich piersi i brzucha. Jakby to było, gdyby jego potężny kutas znów mnie rozciągał i wypełniał. Był jeszcze większy, niż pamiętałam. Nie idealny kandydat na pierwszy raz, ale sprawił, że był wyjątkowy. Wszędzie płonęły świece i grała łagodna muzyka. Szeptał przez cały czas, jaka jestem cudowna, i robił to bardzo powoli. To było piękne.

Teraz pokazywał mi, że wydoroślał. Czego się nauczył. Wiedźma pod nim krzyknęła, gdy wstrząsnął nią kolejny orgazm. Chwycił ją za oba biodra i wbił się w nią z taką siłą, że myślałam, że pęknie. Na jego czole szklił się pot i nadal mnie obserwował. Moje sutki stwardniały pod jedwabnym topem i bardzo chciałam ich dotknąć.

Viktor w końcu oderwał wzrok ode mnie wzrok, zamknął oczy i doszedł z rykiem.

— Hermy-moja — mruknął, wypełniając czarownicę strumieniami nasienia.

Z otwartymi ustami patrzyłam, jak Viktor Krum dochodzi z moim imieniem na ustach.

__________

No to się podobiło, prawda? Ja osobiście niezbyt przepadam za Krumem w tej historii, ale jego występ zrobił na Hermionie duże wrażenie. Odkrywa swoje fantazje i siebie. Właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Ale i tak to dopiero początek akcji... Zapraszam na jeszcze jeden rodział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy