Nie
jestem pewna, co dudniło głośniej — mój puls czy bas w klubie.
Theo
wprowadził mnie przez drzwi niepozornego sklepu do słabo oświetlonego holu.
Przestrzeń była pozbawiona jakichkolwiek śladów klubu, poza dudniącym basem,
który nagłośniał muzykę dochodzącą zza małych drzwi. Stał tam potężny
ochroniarz, którego obecność stanowiła jaskrawy kontrast z drobną wiedźmą
siedzącą za masywnym biurkiem.
—
Dobry wieczór, panie Nott i panno Granger.
Spięłam
się na dźwięk swojego nazwiska. Skąd mnie znała?
—
Witaj, Delilah — przywitał się Theo. — Dziś na biało.
—
Oczywiście — powiedziała i uniosła różdżkę.
Natychmiast
się spięłam. Nadal za każdym razem wzdrygałam się, gdy ktoś wskazywał na mnie
różdżką. Czułam narastające we mnie napięcie i niepokój. Nie zrobi mi krzywdy. Jestem bezpieczna. Próbowałam to sobie
uzmysłowić.
—
Tylko krawat i bransoletka — zapewnił mnie Theo.
Na
jego nadgarstku i szyi pojawiły się dwa cienkie skrawki jedwabnego materiału.
Wyciągnął rękę, bym mogła dotknąć, ale nie byłam w stanie ruszyć rękami przy
bokach.
Chłód
musnął moje ramię i szyję. Spojrzałam w dół i zobaczyłam delikatny jedwab
oplatający mój nadgarstek.
—
Miłego wieczoru — powiedziała czarownica.
Nie
umknął mi jej wzrok wędrujący po sylwetce Theo i zmusiłam się do uśmiechu. Był
przystojny. Nie dało się temu zaprzeczyć. Miał szczupłą i muskularną sylwetkę.
Jego kruczoczarne włosy wyróżniały się na tle jasnej skóry, a jasnoniebieskie
oczy były bardzo przenikliwe. Wyraźnie zarysowane policzki i kości szczęki
sprawiały, że wyglądał jak posąg. A dołeczki były absolutnie rozbrajające i
czarujące, podobnie jak jego osobowość. Wiedziałam, że każdy mógłby się w nim
łatwo zakochać.
Chwycił
mnie za rękę i poprowadził przez drzwi do słabo oświetlonego klubu. Przestrzeń
rozświetlały kolorowe smugi światła. Delikatny błękit oświetlał główną część.
Było tam kilka barów, parkiet i podwyższone platformy, na których tańczyli
nadzy mężczyźni i kobiety. Pracowników dało się łatwo rozpoznać po białych
strojach. Mężczyźni nosili białe spodnie z niskim stanem i białe muszki.
Kobiety natomiast krótkie, dopasowane, białe sukienki oraz białe muszki.
Klub
miał kilka pięter nad głównym poziomem. Nad parkietem nie było sufitu. Sięgał
tak wysoko, jak sięgał wzrok. Wokół niego znajdowały się rzędy balkonów, na
których można było dostrzec różne kolory oświetlające poszczególne sekcje.
Byłam zachwycona. To było coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam. Na głównym piętrze
znajdowały się leżaki i sofy, stoły z krzesłami, a także loże.
Nagle,
nawet w moim bardziej śmiałym stroju, poczułam się przesadnie wystrojona.
Większość kobiet miała na sobie coś, co wyglądało na peniuary.
—
Nie waż się w siebie wątpić — powiedział Theo, przekrzykując muzykę. —
Wyglądasz olśniewająco.
Spojrzałam
na niego. Wcale nie czułam się olśniewająco.
Wyciągnął
różdżkę i wycelował nią w moją spódnicę. Zacisnęła się jak skóra, a wzdłuż lewego
uda pojawiło się ogromne rozcięcie.
—
Uwielbiam kobiety w skórze.
Puścił
mi oko, a ja w odpowiedzi klepnęłam go w ramię.
—
Napijmy się, dobrze?
Skinęłam
głową. Przydałoby mi się coś na uspokojenie nerwów, a wino z kolacji już
wyparowało.
—
Martini z oliwką — powiedziałam.
Theo
zamówił drinki, a ja rozejrzałam się dookoła. Na parkiecie było kilka osób.
Niektórzy tańczyli, inni się kręcili. Wyróżniały się różne kolory jedwabnych
pasków na szyjach i nadgarstkach. Różowe, żółte, białe, czarne, czerwone.
Zastanawiałam się, co oznaczają. Nie mogłam dopatrzeć się w tym żadnego wzoru.
Theo powiedział, że dziś wieczorem zakładamy białe, ale co to znaczyło?
Przeszłam
do jednego z wysokich stołów po lewej stronie baru. Na środku stała mała
świeca, która rzucała delikatne, żółte światło, ale większość tej części klubu
wciąż tonęła w głębokich błękitach i fioletach. Rozpoznałam kilka czarownic i
czarodziejów z Ministerstwa. Żadne z nich nawet nie mrugnęło okiem na moją
obecność. Starałam się więc nie zatrzymywać na nich wzroku.
Para
po mojej lewej stronie namiętnie się całowała, a ja patrzyłam, jak mężczyzna
obejmuje pierś kobiety dłonią. Ugniatał ją nad jedwabnym materiałem sukienki i
wsunął dłoń pod materiał, drażniąc i ciągnąc jej sutek, podczas gdy ona
jęczała. Nie byli jednak jedyną parą, która publicznie się obmacywała. Jedna z
kobiet klęczała przed mężczyzną, który opierał się o lożę. Rozmawiał z kilkoma
innymi mężczyznami, podczas gdy ona robiła mu loda. Jej bransoletka była
różowa. On nosił czarną.
—
Widzisz coś interesującego?
Podskoczyłam
na dźwięk głosu i o mało się nie przewróciłam.
—
Tak myślałem, że to ty. — Uśmiechnął się. — Moja Hermy-moja.
Z
mojego gardła wyrwał się niemal histeryczny śmiech. Viktor Krum opierał się o
mój stolik z tą swoją charyzmą i pewnością siebie, jaką miał jako młodzieniec.
Uśmiechnęłam się i podeszłam, żeby go przytulić, ale uniósł ręce.
—
Chciałbym móc. — Uśmiechnął się smutno. — Ale jesteś nietykalna. A ja bardzo
skrupulatnie przestrzegam zasad.
Gestem
wskazał na moją białą opaskę i zrozumiałam. Nikt nie mógł mnie dotknąć. Tak jak
obiecał Theo.
—
Oczywiście — wymamrotałam. — Przepraszam. Jak się miewasz? Przyjechałeś na
mecz?
—
Jutro. — Rozpromienił się. — Powinnaś przyjść obejrzeć. Jesteś moim talizmanem.
—
Co obejrzeć?
Theo
pojawił się i postawił przede mną kieliszek Martini.
—
Theo. — Uśmiechnęłam się. — To Viktor Krum. Viktor, to mój współpracownik i
przyjaciel, Theodor Nott.
—
Panie Nott. — Skinął głową. — Miło mi pana znowu widzieć.
—
I wzajemnie, Krum.
—
Viktor przyjechał na mecz i zaprosił mnie na jutro.
—
Z przyjemnością zarezerwuję dla was lożę — powiedział.
—
Brzmi fajnie — zgodził się Theo. — Przyjdziemy.
Ktoś
obok nas zawołał Theo po imieniu i odszedł na chwilę, uprzejmie przepraszając.
—
Jutro będę mógł cię lepiej powitać — szepnął Viktor, zerkając na jedwab na
mojej szyi.
Ta
obietnica sprawiła, że całe moje ciało się napięło.
—
Twój mąż dołączy?
Więc
pamiętał.
—
Nie — odpowiedziałam. — Wyjechał służbowo.
Viktor
podszedł tak blisko, jak to możliwe, nie dotykając mnie. Czułam ciepło bijące
od jego ramienia, które spoczywało tuż obok mojego. Przybrał na muskulaturze.
Był szeroki w ramionach, przystojny i pozwolił włosom urosnąć. Teraz opadały mu
na ramiona, choć połowę miał odgarniętą z twarzy w kok. Wyglądał idealnie
surowo i męsko. Jak zawsze.
—
Przychodzisz tu, gdy wyjeżdża?
Zdziwiło
mnie to pytanie. Był tu i myślał, że wykorzystuję nieobecność męża, by siać
spustoszenie w Londynie, choć w istocie nie mylił się. Przyszłam tu, chcąc
nauczyć się, jak sprawić mężowi więcej przyjemności.
—
Nie. — Pokręciłam głową. — Nigdy wcześniej tu nie byłam. Przyszłam ze znajomym,
żeby popatrzeć.
Niezdarnie
wskazałam na wstążkę.
—
Popatrzeć. — Viktor powoli skinął głową, a w jego oczach narastał żar. —
Będziesz mnie oglądać?
—
Dziś wieczorem?
Nie
chciałam, żeby w moim głosie było dostrzegalne aż takie zaskoczenie. Ale skinął
głową i spojrzał na zegarek.
—
Wkrótce — odpowiedział. — Na zielonym piętrze.
Patrzenie,
jak Viktor Krum kogoś pieprzy, zupełnie nie było tym, czego się spodziewałam
dziś wieczorem. Ale zanim się zorientowałam, kiwnęłam głową.
—
Oczywiście.
Viktor
podszedł bliżej, wciąż mnie nie dotykając. Moje ciało wibrowało nerwową
energią. Pochylił się, zatrzymując się przed moim uchem.
—
Będę myślał o tobie w różowym — wyszeptał. — Mam ci wiele do pokazania.
Jesteśmy już dorośli. Wiele się nauczyłem.
Jego
słowa odebrały mi mowę. Odsunął się i przesunął wzrokiem po całym moim ciele.
Nigdy wcześniej nie czułam się taka naga. Językiem musnął dolną wargę, a ja
niemal zadrżałam pod intensywnością jego spojrzenia. Ponownie przeskanował mnie
wzrokiem.
—
Do zobaczenia później, Hermy-moja.
—
Hermiona — poprawiłam go jak za dawnych czasów.
Mrugnął
i odszedł od stołu.
—
Wiesz, Granger. Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że Viktor Krum chciałby cię
przelecieć do nieprzytomności.
Odwróciłam
się i zobaczyłam Theo, który z szerokim uśmiechem na twarzy, pełnym
satysfakcji, patrzy na odchodzącego Viktora.
—
A gdybym uprawiała hazard, powiedziałabym, że bardzo by cię to ucieszyło —
odpyskowałam, szturchając go.
—
Skąd ty go, do cholery znasz?
—
Spotykaliśmy się na czwartym roku — powiedziałam. — Utrzymywaliśmy kontakt aż
do wojny.
—
Zgadza się! Poszłaś z nim na Bal Bożonarodzeniowy!
Rumieniec
wpełzł na moje policzki. Dwoma łykami wypiłam Martini. Alkohol palił, ale to
było konieczne.
Theo
się roześmiał i dopił swój drink.
—
Chodź, Granger. Mamy mecz do obejrzenia.
Poprowadził
mnie przez tłum pulsujących ciał ku windom. Przyciski nie były liczbami, a
kolorami. Theo nacisnął zielony przycisk, a ja patrzyłam przez przezroczyste
szkło windy, jak wjeżdża na zielone piętro.
—
Co oznaczają kolory? — zapytałam, wysiadając.
—
Zielony to odgrywanie ról — wyjaśnił. — Ci, którzy noszą ten kolor, interesują
się różnymi wyobrażonymi scenariuszami. Magia pozwala im również całkowicie
przekształcić scenę, na której występują.
—
Biały oznacza?
—
Zero dotyku. Tylko obserwatorzy.
—
Ale trzymałeś mnie za rękę.
—
Jestem współwłaścicielem — powiedział. — Mogę naginać zasady. Poza tym,
przyszliśmy razem i oboje jesteśmy w bieli. Ale ktoś o innym kolorze nigdy nie
mógłby do ciebie podejść i cię dotknąć.
—
Nawet jeśli ja to zainicjowałam?
—
Tak. Nawet wtedy. Ryzykują utratę członkowstwa.
To
piętro przypominało mi muzeum. Rotunda była wypełniona kilkoma wnękami ze
scenami pośrodku. Przed nimi znajdowały się miejsca siedzące, gdzie inni mogli
oglądać występy.
—
Na zielonym piętrze zobaczysz mnóstwo obserwatorów w bieli — rzekł, wskazując
na kilka osób siedzących przed jedną ze scen.
Na
scenie w tej wnęce stały dwie kobiety. Były przebrane za baletnice, a ich
egzotyczny taniec z minuty na minutę stawał się coraz bardziej erotyczny. Obie
miały smukłe, zielone bransoletki, pasujące go ich obroży.
—
To dobry wybór na początek — mruknął Theo, siadając przed pustą wnęką. —
Zazwyczaj jest tu dość spokojnie. Większość zielonych nie angażuje się zbytnio
w BDSM. To zazwyczaj niegroźne fantazje i zboczenia. Mroczniejsze treści
znajdują się na piętrach czerwonym i czarnym.
—
Co one oznaczają?
—
Czerwony kolor wskazuje na dominację — powiedział, gdy ludzie zaczęli się
gromadzić. — Czerń pozbawiona jest wszelkich ograniczeń.
—
Wszelkich ograniczeń?
Theo
uniósł brew.
—
Żadnych ograniczeń seksualnych. Robią wszystko, co chcą, tym, którzy chcą się z
nimi zabawiać. Ci, którzy noszą czerń, są otwarci na wszelkie formy eksploracji
seksualnej.
Moje
oczy się rozszerzyły.
—
Czy ty…
—
Tak.
Przełknęłam
ślinę i odwróciłam się ku scenie. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, żebym była na
tyle odważna, by zaufać komuś, kto zrobi ze mną praktycznie wszystko.
—
Możesz zaakceptować lub odrzucić każdego partnera, który się do ciebie zbliży —
powiedział. — Ale kiedy już zaakceptujesz swojego partnera lub partnerów,
zaczyna się zabawa. Naszym hasłem bezpieczeństwa to: czarny — stop i biały —
start. I lecimy.
Byłam
oszołomiona koncepcją tak całkowitego zaufania komuś, by zgodzić się na związek
bez granic. Nie potrafiłam tego zrobić nawet z Ronem.
Wielu
ludzi, którzy zaczęli się wokół nas tłoczyć, również miało na sobie białe lub
różowe wstążki. Theo posadził nas na samym środku i przysunął swoje krzesło do
mojego. Kelnerka przyniosła nam kolejną kolejkę drinków, choć nie pamiętałam,
żebym je zamawiała. Ale chętnie wzięłam, wdzięczna za zajęcie rąk.
Światła
na scenie zgasły. Viktor wyszedł, a wiele osób wokół mnie wstrzymało oddech i
szeptało coś między sobą. Przyzwyczaiłam się do tego, że przyciągał tłumy,
gdziekolwiek się pojawił. To była jedna z trudniejszych sytuacji, z którymi
musieliśmy się zmierzyć podczas jego pobytu w Hogwarcie. Na scenie dołączyła do
niego szczupła czarownica. Jej włosy były spięte w ciasny kok i oboje mieli na
sobie szkolne szaty. Zauważyłam jej różową wstążkę.
—
Co oznacza różowy? — wyszeptałam do Theo.
—
Uległość.
Musiał
usłyszeć moje głośne przełknięcie śliny, bo zmarszczył brwi.
—
Co? Znasz ją?
—
Nie — powiedziałam. — Ale Viktor powiedział mi, że wyobraża sobie mnie w różu.
Theo
roześmiał się, a ja byłam zatopiona w scenie, która się przede mną rozgrywała.
Viktor uniósł różdżkę i cała scena przeobraziła się w Wieżę Wróżbiarską w
Hogwarcie. Podłogę pokrywały różowe poduszki, a na ścianach wisiały kolorowe
gobeliny. Gdybym nie była w klubie, trudno byłoby mi stwierdzić, że to nie
prawdziwy Hogwart. Viktor odwrócił się po transformacji sceny, a jego
spojrzenie niemal przecięło mnie na pół. To było najpotężniejsze i najbardziej
żarliwe spojrzenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Puls
walił mi jak młotem, ale on nie spuszczał ze mnie wzroku.
Kilka
osób wokół mnie drgnęło i wyciągało szyję, by zobaczyć, na kogo Viktor tak
intensywnie patrzy. Posłał mi figlarny uśmiech, zanim odwrócił się z powrotem
do sceny. Miałam ochotę hiperwentylować. Wiedziałam dokładnie, co to jest.
Kiedy to się stało.
—
Nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś mi umyka, Granger.
Szept
Theo przełamał moją histerię.
Zahipnotyzowana
patrzyłam, jak Viktor podchodzi do swojej partnerki. Wstrzymałam oddech,
czekając na ich pierwszy dotyk.
Spojrzał
na mnie przez ramię, zanim rzucił się na stojącą przed nim czarownicę. Jednym,
szybkim ruchem objął ją i uniósł. Jedno z jego silnych ramion owinęło się wokół
jej szyi, a drugie chwyciło ją za pośladki pod spódnicą. Ich pocałunek był
dziki i namiętny. Byli siebie spragnieni. W ciągu kilku sekund zerwała z siebie
bluzkę. Viktor przycisnął ją do ściany i rękami pociągnął za stanik, uwalniając
obfity biust. Gryzł, ssał i drażnił jej sutki, podczas gdy ona krzyczała,
wbijając dłonie w jego długie włosy.
Pomimo
głębokiego pochłonięcia tym, co działo się przed nim, Viktor co kilka minut
nawiązywał ze mną kontakt wzrokowy. Za każdym razem, gdy spotykał moje
spojrzenie, uśmiechał się szeroko, zanim odwracał się z powrotem do swojej
partnerki scenicznej.
—
Pieprzyłaś Kruma — wyszeptał Theo.
To
nie było pytanie.
Nie
mogłam oderwać od niego wzroku. Zdjął koszulę, a jego ogromna, muskularna
sylwetka napinała się w najbardziej kuszący sposób.
—
Granger — warknął Theo, gdy Viktor znów na mnie spojrzał.
—
Był moim pierwszym.
—
Niech zgadnę — powiedział Theo. — Na Wieży Wróżbiarskiej?
Skinęłam
głową, niezdolna wydusić słowa, bo Viktor właśnie opuszczał czarownicę na
podłogę.
—
Na cycki Merlina, Granger.
Czarownica
Viktora była całkowicie naga i kucnął przed nią. Jego twarz całkowicie
zanurzyła się w jej cipce, gdy lizał ją i drażnił. Drżała z rozkoszy i ledwo
utrzymywała się w pozycji pionowej.
Orgazm
uderzył w drobną czarownicę z taką siłą, że przewrócił ją na brzuch. Dyszała i
krzyczała, gdy on nieustępliwie kontynuował swoje pieszczoty. Nigdy czegoś
takiego nie widziałam. Nigdy ni się to nie przydarzyło. Ron nie przepadał za minetą,
ale nigdy nie mówił nie obciąganiu. Co jakiś czas bawił się palcami na mojej
łechtaczce, ale jeśli chciałam orgazmu, sama musiałam go osiągnąć.
Viktor
w końcu przerwał swoje szalone lizanie biednej wiedźmy i odchylił się do tyłu.
Jego usta lśniły od jej soków i odwrócił się do mnie, oblizując wargi.
Wypuściłam
cichy jęk, a Theo zachichotał obok mnie.
Viktor
nie przerwał kontaktu wzrokowego ze mną. Odwrócił się w stronę publiczności i
powoli zaczął rozpinać spodnie. Cała wilgoć odpłynęła z moich ust, gdy nie
mogła przestać patrzeć.
Jego
żarliwe spojrzenie trzymało mnie jak imadło. Nie byłam nawet pewna, czy
oddycham. Zacisnęłam mocno nogi, pragnąc, by pulsowanie między nimi ustało.
Wyszarpał
pasek z szlufek. Dźwięk był jeszcze bardziej erotyczny, niż myślałam.
Puścił
pasek i przesunął dużymi, zrogowaciałymi dłońmi po klatce piersiowej i brzuchu.
Miał leciutki zarost na klatce piersiowej, który nieco gęstniał poniżej pępka.
Wyglądał zupełnie inaczej, niż gdy ostatni raz go widziałam. Nadal był
wysportowany i atrakcyjny, ale ta surowa męskość była czymś zupełnie nowym.
Rozpiął
guziki spodni, a jego twardy kutas wysunął się z warstwy ubrań, które go więziły.
Wyrwało mi się z ust mimowolne jęknięcie.
Stał
przede mną, cudownie nagi, ściskając swojego kutasa i pompując w górę i w dół.
Przygryzł dolną wargę, a ja powtórzyłam ten sam ruch. Skinął głową, jakby
chciał powiedzieć, że to dla mnie. Tylko dla mnie.
Co
ja tu, na Merlina, robiłam? To było o wiele gorsze niż to, co robił Ron.
Niczego mnie to nie uczyło. To był po prostu sposób na pożądanie mężczyzny,
który nie był moim mężem. Niska wiedźma znów się poruszyła i podpełzła w stronę
Viktora, podczas gdy on stał przede mną jak wryty.
Usiadła
na kolanach i zaczęła ssać jego kutasa. A Viktor nie spuszczał ze mnie wzroku.
Nie
mogłam przestać patrzeć. Nie starałam się za bardzo, ale był magnetyczny.
Patrzyłam, jak euforia tańczy na jego twarzy, gdy wiedźma sprawiała mu
przyjemność. A on mógł tylko patrzeć mi w oczy, jakby to ja to robiła. Ale to
było coś więcej niż tylko erotyczny gest. To coś we mnie poruszyło. Nigdy
wcześniej tak się nie czułam. Byłam całkowicie przez niego pożądana. Chciał,
żebym uklękła przed nim. Ktoś tak przystojny i potężny jak Viktor pragnął… mnie.
Absurdalność
tej sytuacji niemal mnie rozbawiła. Byłam kompletnie wyobcowana. Nigdy nie
miałabym dość odwagi, by uklęknąć przed mężczyzną w takim tłumie i zaspokoić
jego szaleńcze pragnienia. Ale to prawie sprawiło, że tego zapragnęłam.
Viktor
pociągnął czarownicę za kok i długie loki opadły kaskadą jej na plecy. Zacisnął
dłoń na jej włosach i przyciągnął ją do siebie. Postawił ją prosto, a przed
nimi pojawił się stół. Posadził ją na blacie i w zaskakująco szybki sposób
wsunął w nią swojego wielkiego kutasa. Teraz się w nią wbijał. Jedną ręką
przytrzymywał jej klatkę piersiową, a drugą okrążał łechtaczkę. Pieprzył ją
bezlitośnie. Ale nadal nie spuścił ze mnie oka.
Wyobrażałam
sobie, jakby to było być teraz pod nim. Jak jego wielkie dłonie dotykałyby
moich miękkich piersi i brzucha. Jakby to było, gdyby jego potężny kutas znów
mnie rozciągał i wypełniał. Był jeszcze większy, niż pamiętałam. Nie idealny
kandydat na pierwszy raz, ale sprawił, że był wyjątkowy. Wszędzie płonęły
świece i grała łagodna muzyka. Szeptał przez cały czas, jaka jestem cudowna, i
robił to bardzo powoli. To było piękne.
Teraz
pokazywał mi, że wydoroślał. Czego się nauczył. Wiedźma pod nim krzyknęła, gdy
wstrząsnął nią kolejny orgazm. Chwycił ją za oba biodra i wbił się w nią z taką
siłą, że myślałam, że pęknie. Na jego czole szklił się pot i nadal mnie
obserwował. Moje sutki stwardniały pod jedwabnym topem i bardzo chciałam ich
dotknąć.
Viktor
w końcu oderwał wzrok ode mnie wzrok, zamknął oczy i doszedł z rykiem.
—
Hermy-moja — mruknął, wypełniając czarownicę strumieniami nasienia.
Z
otwartymi ustami patrzyłam, jak Viktor Krum dochodzi z moim imieniem na ustach.
__________
No to się podobiło, prawda? Ja osobiście niezbyt przepadam za Krumem w tej historii, ale jego występ zrobił na Hermionie duże wrażenie. Odkrywa swoje fantazje i siebie. Właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Ale i tak to dopiero początek akcji... Zapraszam na jeszcze jeden rodział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)