Cała
zawartość mojej garderoby rozrzucona była po moim pokoju, a Theo miał przyjść
za piętnaście minut. Siedziałam na środku łóżka, otoczona ściegiem ubrań, jakie
posiadam, i czułam się jak kompletne gówno.
Słowa
Theo podświadomie mnie prześladowały.
—
Załóż coś seksownego — powiedział mi.
A
jedyną reakcją, która wypełnia mój umysł, był głuchy śmiech mojego męża. Nie jestem
seksowna. Nie jestem nawet blisko. Jestem Hermioną. Oczytaną. Nudną. I
zdecydowanie nieseksowaną.
To
nawet nie jest słowo.
Ale
nie potrafię w inny sposób opisać antytezę seksapilu. Niepewna siebie? Mysia?
—
Na cycki Merlina, Granger — powiedział Theo, opierając się z uśmiechem o
framugę moich drzwi.
Podskakuję
na dźwięk jego głosu, a on się śmieje.
—
Miałem nadzieję, że się wślizgnę na mały pokaz — zażartował. — Nie na tragedię.
Jęknęłam
i opadłam na poduszki, pozwalając ubraniom rozsypać się dookoła.
—
Nie idę — wymamrotałam, zasłaniając twarz rękami.
—
Tak, idziesz.
—
Theo, to przegrana sprawa. Naprawdę.
Słyszałam,
jak krzątał się po tym bałaganie.
—
Gdzie jest ten top… Mam!
Zerknęłam
na niego i zauważyłam jedwabny top na cienkich ramiączkach zwisający z jego
palców.
—
Z tym — zaproponował, pokazując mi czarną, ołówkową spódnicę. — I te obcasy,
które miałaś podczas odbierania nagrody za badania.
—
Moje Manolo?
—
Accio Manolo — mruknął Theo.
Moja
ulubiona para szpilek (prezent od Ginny) poszybowała prosto w jego twarz.
Złapał je i uśmiechał się łobuzersko.
—
To wcale nie było trudne.
Posłałam
mu zirytowane spojrzenie.
—
Nie mogę założyć tego topu — powiedziałam. — Jest lato, więc nie mam nic na
wierzch i nie mam odpowiedniego stanika.
—
Nic na to nie założysz. Ani pod spód.
Moje
przerażenie wystarczyło, żeby przewrócił oczami i usunął resztę moich ubrań.
—
To wieczór na mieście, Granger. Nie seminarium. Pospiesz się, bo się spóźnimy.
Jakimś
cudem czarodziej wyprowadził mnie z domu bez kolejnego załamania nerwowego.
Theo zazwyczaj był dość pogodny i bierny jako współpracownik. Ale zdarzały się
chwile, kiedy bronił się i stawał na wysokości zadania, i te momenty za każdym
razem robiły na mnie wielkie wrażenie. To było jedno z tych gloryfikowanych
wydarzeń. Ledwo poznawałam siebie w lustrze, zanim wyszliśmy. Moje włosy
opadały miękkimi lokami, które cudownie się układały. Jedwabny,
szmaragdowozielony top i obcisła, czarna spódnica świetnie do siebie pasowały.
I byłam zaskoczona, że ten top bez stanika był bardzo nowoczesny i szykowny.
—
A teraz gadaj — powiedział.
Właśnie
siedzieliśmy w uroczej, włoskiej knajpce niedaleko sklepu Pansy, a on zamówił
nam wino i jedzenie, mówiąc niemal płynnym włoskim.
—
O czym?
Posłał
mi wymowne spojrzenie, gdy odwracałam swoją uwagę winem stojącym przede mną.
—
O co chodziło z tym całym chaosem?
Obserwowałam,
jak autentyczna troska przesłoniła jego twarz: Theo, mój najlepszy przyjaciel.
Westchnęłam, obracając nóżkę od kieliszka.
Po
Bitwie o Hogwart wszystko zupełnie się zmieniło. Wróciłam do szkoły, żeby otrzymać
dyplom i zdać owutemy, ale wyrządzono tyle szkód. Ministerstwo bez problemu
dało Harry’emu, Ronowi i mnie pracę. Chociaz nie sądzę, żebym musiała rzucać
się na głęboką wodę. Ale to było wszystko, o czym mogłam myśleć. Straciłam
wszystko na wojnie. Moi rodzice nigdy nie odzyskali pamięci. Straciłam dom,
dobytek i wielu przyjaciół. Wszyscy się zmieniliśmy po wojnie. I zamiast
siedzieć i przetwarzać tę traumę, po prostu skoczyłam w kolejny etap życia.
Byłam dobra w unikaniu raniących mnie rzeczy.
Randkowanie
i ślub z Ronem całkowicie odmieniły również moją grupę przyjaciół. Harry
przestał być neutralny. Stawał po stronie Rona. A ja zostałam jego żoną. Ginny
również należała do Rona. Jej kariera zawodniczki Quidditcha pozwalała jej na
podróżowanie po świecie, a ponieważ nie układało jej się z Harrym, zniknęła z
naszego życia. Myślałam, że praca przyniesie mi więcej przyjaźni i tak się
stało. Pięć lat temu Theo dołączył do mojego Departamentu Badań Nad Magicznym i
Medycznym Uzdrawianiem i to odmieniło moje życie. Szybko stał się moim
najlepszym przyjacielem.
Więc
opowiedziałam mu wszystko. O Ronie i o tym całym, ohydnym incydencie i o tym,
jak potem się ze mnie śmiał. Obnażyłam swój wstyd przed Theo, bo nigdy
wcześniej mnie nie osądzał i modliłam się, żeby teraz tego nie zrobił.
W
końcu się odważyłam na niego spojrzeć i zobaczyłam, że patrzy w głąb
restauracji. Wyglądał, jakby układał w głowie to, co chciał powiedzieć, zanim
to zrobił, i to mnie zdenerwowało.
—
Mogę mówić otwarcie?
Merlinie,
czy naprawdę mogłabym usłyszeć to drugi raz?
Skinęłam
głową.
—
Gdybym mógł przeklął bym jaja twojego tępego męża.
Uniosłam
gwałtownie głowę, szeroko otwierając oczy.
—
Mówię poważnie, Granger. Nienawidzę tego ignoranta, odkąd skończyliśmy jedenaście
lat, i nadal to się nie zmieniło. Na wielkie cycki Merlina, nie mogę uwierzyć,
że ci to powiedział.
Zaśmiał
się z niedowierzaniem i przetarł twarz dłonią.
—
Naprawdę go, kurwa, nienawidzę.
—
Theo — mruknęłam, wzdychając.
Nie
chciałam, żeby dzisiejszy dzień zamienił się w festiwal krytyki mojego męża.
Chciał dobrze, był miły i opiekował się mną. W pewnym momencie był moim
najlepszym przyjacielem. Ale te uczucia dawno minęły. Oddalaliśmy się od
siebie. Wyczuwałam napięcie między nami. To nie była jego ani moja wina. Po
prostu… zmieniliśmy się. Wszyscy zmienili się po wojnie.
—
Chcę, żeby między nami było lepiej — powiedziałam. — Chcę, żeby uważał mnie za
seksowną i pożądaną. Jestem po prostu… zagubiona.
Theo
pochylił się i położył dłoń na mojej. Chłód jego srebrnego sygnetu uspokoił
moje szaleńczo bijące serce.
—
Pozwól mi pomóc.
Z
pewnością nie zamierzałam pytać jak. Wiedział o seksie więcej niż ktokolwiek
inny, kogo znałam. Ale chodzenie do lochów i seks w trójkącie to nie było
dokładnie to, o czym myślałam. Szukałam raczej namiastki pewności siebie.
—
Mówię poważnie, Granger — nalegał. — Widzę twoją minę. Ale zaufaj mi! Znam się
na seksie. To jedna z dziedzin, w której jestem mistrzem!
—
Theo, nie wiem, jak mógłbyś mi w tym pomóc. To jest całkowicie niestosowne. Nie
szukam romansu.
Theo
odrzucił głowę do tyłu i się roześmiał.
—
Granger, gdybym choć przez sekundę pomyślał, że mogę się dostać do tej
cudownej, złotej cipki, to bym to zrobił! Ale wiem, że jesteś zbyt honorowa na
takie głupoty. Więc pozwól, że zaoferuję ci coś lepszego.
Zbladłam
na jego ordynarne słowa. Zawsze uważałam nas za przyjaciół. Nigdy nie myślałam
o nim inaczej.
—
Chodźmy dziś wieczorem do klubu.
O
mało nie spadłam z krzesła. Wyplułam wino i wpatrywałam się w niego z otwartymi
ustami.
—
Zwariowałeś?
—
Mówię poważnie!
—
Nie mogę tam iść!
Nie
byłam w stanie nawet wypowiedzieć tej nazwy. Ze wszystkich absurdalnych
pomysłów…
—
Och, idziemy.
—
Co by…
—
Nie waż się nawet dokończyć tego zdania — powiedział Theo. — Skoro twój mąż
może subskrybować Sprośne Czarownice, to ty też możesz pooglądać trochę seksu.
—
To nie to samo!
—
Owszem, to samo. A jeśli da ci to inspirację, którą możesz zabrać do domu i
pokazać mężowi, to czy nie zaspokoimy obu potrzeb?
Cholera.
Czyżby miał rację?
W
głowie wirowało mi od możliwości. Czy naprawdę to rozważałam? To było
szaleństwo. Nie mogłam pójść do klubu, który często odwiedzał Theo. Słyszałam o
rozwiązłości, w jakiej brał udział. Czy naprawdę mogłabym pójść w takie
miejsce? Byłam mężatką! To było niedorzeczne.
—
A co, gdybym mógł zagwarantować, że nikt cię nie dotknie?
Zmrużyłam
oczy.
—
Jak?
Pochylił
się, napełnił kieliszek winem i zniżył głos.
—
Każdy wybiera kolor bransoletki przy wejściu. Bransoletka odpowiada poziomowi
zaangażowania, z jakim będziesz eksperymentować.
—
Mogłabym po prostu… popatrzeć?
—
Jesteś badaczką — powiedział Theo. — Czy istnieje lepszy sposób na naukę czegoś
niż badanie tego w jego najbardziej naturalnym środowisku? Filmy, które ogląda,
są wyreżyserowane i udawane. Seks w klubie jest ostry, nieprzewidywalny i
autentyczny.
Dlaczego
był taki przekonujący?
—
Pozwolę ci opuścić otwarcie salonu Pansy, jeśli pójdziesz ze mną do klubu.
Jego
oferta stawała się niemal niemożliwa do odrzucenia.
—
Wszystko tam jest anonimowe. Nikt by nic nie powiedział, gdyby cię tam
zobaczył. To zerwałoby kontrakt. A tego nikt nie chce zrobić.
—
Czy wejście tam nie jest strasznie drogie?
Nienawidziłam
tego, że pieniądze wydawały się jedyną wymówką, żeby nie wyjść ze strefy
komfortu. Ale sytuacja rodziców Rona była ciężka i od kilku lat oddawaliśmy im
większość jego wypłaty, żeby mogli przetrwać. Co miesiąc mieliśmy mało
pieniędzy i nie chciałam tłumaczyć, gdzie zniknęła jakaś przypadkowa kwota. Nie
chciałam kłamać Ronowi.
—
Nic cię to nie kosztuje.
—
Co? Jak to możliwe?
—
Jestem współwłaścicielem.
Uśmiechnął
się szeroko, a ja przewróciłam oczami.
—
Oczywiście. — Zaśmiałam się. — To wszystko wyjaśnia.
Wzruszył
ramionami i mrugnął do mnie.
—
Jestem geniuszem. Co mogę powiedzieć?
Dopiłam
resztę wina, a uśmiech Theo się poszerzył.
—
Czy to oznacza „tak”?
Naprawdę?
Zamknęłam oczy. To był tylko seks. I rozpaczliwie potrzebowałam się uczyć.
Skoro Ron mógł oglądać seks bez żadnych skrupułów, ja też mogłam. Prawda?
Oczywiście. Byłam dorosłą osobą. To byli dorośli, którzy świadomie się na to
godzili. A ja byłam naukowcem. To były badania.
Czysto
naukowe.
Wyłącznie
w celach akademickich.
Theo
uniósł kieliszek i stuknął nim o mój pusty.
—
Za seks.
Opróżnił
kieliszek i wyciągnął rękę.
—
A teraz chodźmy zobaczyć coś dobrego.
________
No to teraz zacznie się zabawa, zdradzę tylko, że wiele się wydarzy. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię opowiadania, w których Hermiona i Theo się przyjaźnią. Zawsze mnie to bawi i poprawia nastrój. Dajcie znać jak wrażenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)