niedziela, 1 marca 2026

[T] Come To Claim: Rozdział 2

Cała zawartość mojej garderoby rozrzucona była po moim pokoju, a Theo miał przyjść za piętnaście minut. Siedziałam na środku łóżka, otoczona ściegiem ubrań, jakie posiadam, i czułam się jak kompletne gówno.

Słowa Theo podświadomie mnie prześladowały.

— Załóż coś seksownego — powiedział mi.

A jedyną reakcją, która wypełnia mój umysł, był głuchy śmiech mojego męża. Nie jestem seksowna. Nie jestem nawet blisko. Jestem Hermioną. Oczytaną. Nudną. I zdecydowanie nieseksowaną.

To nawet nie jest słowo.

Ale nie potrafię w inny sposób opisać antytezę seksapilu. Niepewna siebie? Mysia?

— Na cycki Merlina, Granger — powiedział Theo, opierając się z uśmiechem o framugę moich drzwi.

Podskakuję na dźwięk jego głosu, a on się śmieje.

— Miałem nadzieję, że się wślizgnę na mały pokaz — zażartował. — Nie na tragedię.

Jęknęłam i opadłam na poduszki, pozwalając ubraniom rozsypać się dookoła.

— Nie idę — wymamrotałam, zasłaniając twarz rękami.

— Tak, idziesz.

— Theo, to przegrana sprawa. Naprawdę.

Słyszałam, jak krzątał się po tym bałaganie.

— Gdzie jest ten top… Mam!

Zerknęłam na niego i zauważyłam jedwabny top na cienkich ramiączkach zwisający z jego palców.

— Z tym — zaproponował, pokazując mi czarną, ołówkową spódnicę. — I te obcasy, które miałaś podczas odbierania nagrody za badania.

— Moje Manolo?

Accio Manolo — mruknął Theo.

Moja ulubiona para szpilek (prezent od Ginny) poszybowała prosto w jego twarz. Złapał je i uśmiechał się łobuzersko.

— To wcale nie było trudne.

Posłałam mu zirytowane spojrzenie.

— Nie mogę założyć tego topu — powiedziałam. — Jest lato, więc nie mam nic na wierzch i nie mam odpowiedniego stanika.

— Nic na to nie założysz. Ani pod spód.

Moje przerażenie wystarczyło, żeby przewrócił oczami i usunął resztę moich ubrań.

— To wieczór na mieście, Granger. Nie seminarium. Pospiesz się, bo się spóźnimy.

Jakimś cudem czarodziej wyprowadził mnie z domu bez kolejnego załamania nerwowego. Theo zazwyczaj był dość pogodny i bierny jako współpracownik. Ale zdarzały się chwile, kiedy bronił się i stawał na wysokości zadania, i te momenty za każdym razem robiły na mnie wielkie wrażenie. To było jedno z tych gloryfikowanych wydarzeń. Ledwo poznawałam siebie w lustrze, zanim wyszliśmy. Moje włosy opadały miękkimi lokami, które cudownie się układały. Jedwabny, szmaragdowozielony top i obcisła, czarna spódnica świetnie do siebie pasowały. I byłam zaskoczona, że ten top bez stanika był bardzo nowoczesny i szykowny.

— A teraz gadaj — powiedział.

Właśnie siedzieliśmy w uroczej, włoskiej knajpce niedaleko sklepu Pansy, a on zamówił nam wino i jedzenie, mówiąc niemal płynnym włoskim.

— O czym?

Posłał mi wymowne spojrzenie, gdy odwracałam swoją uwagę winem stojącym przede mną.

— O co chodziło z tym całym chaosem?

Obserwowałam, jak autentyczna troska przesłoniła jego twarz: Theo, mój najlepszy przyjaciel. Westchnęłam, obracając nóżkę od kieliszka.

Po Bitwie o Hogwart wszystko zupełnie się zmieniło. Wróciłam do szkoły, żeby otrzymać dyplom i zdać owutemy, ale wyrządzono tyle szkód. Ministerstwo bez problemu dało Harry’emu, Ronowi i mnie pracę. Chociaz nie sądzę, żebym musiała rzucać się na głęboką wodę. Ale to było wszystko, o czym mogłam myśleć. Straciłam wszystko na wojnie. Moi rodzice nigdy nie odzyskali pamięci. Straciłam dom, dobytek i wielu przyjaciół. Wszyscy się zmieniliśmy po wojnie. I zamiast siedzieć i przetwarzać tę traumę, po prostu skoczyłam w kolejny etap życia. Byłam dobra w unikaniu raniących mnie rzeczy.

Randkowanie i ślub z Ronem całkowicie odmieniły również moją grupę przyjaciół. Harry przestał być neutralny. Stawał po stronie Rona. A ja zostałam jego żoną. Ginny również należała do Rona. Jej kariera zawodniczki Quidditcha pozwalała jej na podróżowanie po świecie, a ponieważ nie układało jej się z Harrym, zniknęła z naszego życia. Myślałam, że praca przyniesie mi więcej przyjaźni i tak się stało. Pięć lat temu Theo dołączył do mojego Departamentu Badań Nad Magicznym i Medycznym Uzdrawianiem i to odmieniło moje życie. Szybko stał się moim najlepszym przyjacielem.

Więc opowiedziałam mu wszystko. O Ronie i o tym całym, ohydnym incydencie i o tym, jak potem się ze mnie śmiał. Obnażyłam swój wstyd przed Theo, bo nigdy wcześniej mnie nie osądzał i modliłam się, żeby teraz tego nie zrobił.

W końcu się odważyłam na niego spojrzeć i zobaczyłam, że patrzy w głąb restauracji. Wyglądał, jakby układał w głowie to, co chciał powiedzieć, zanim to zrobił, i to mnie zdenerwowało.

— Mogę mówić otwarcie?

Merlinie, czy naprawdę mogłabym usłyszeć to drugi raz?

Skinęłam głową.

— Gdybym mógł przeklął bym jaja twojego tępego męża.

Uniosłam gwałtownie głowę, szeroko otwierając oczy.

— Mówię poważnie, Granger. Nienawidzę tego ignoranta, odkąd skończyliśmy jedenaście lat, i nadal to się nie zmieniło. Na wielkie cycki Merlina, nie mogę uwierzyć, że ci to powiedział.

Zaśmiał się z niedowierzaniem i przetarł twarz dłonią.

— Naprawdę go, kurwa, nienawidzę.

— Theo — mruknęłam, wzdychając.

Nie chciałam, żeby dzisiejszy dzień zamienił się w festiwal krytyki mojego męża. Chciał dobrze, był miły i opiekował się mną. W pewnym momencie był moim najlepszym przyjacielem. Ale te uczucia dawno minęły. Oddalaliśmy się od siebie. Wyczuwałam napięcie między nami. To nie była jego ani moja wina. Po prostu… zmieniliśmy się. Wszyscy zmienili się po wojnie.

— Chcę, żeby między nami było lepiej — powiedziałam. — Chcę, żeby uważał mnie za seksowną i pożądaną. Jestem po prostu… zagubiona.

Theo pochylił się i położył dłoń na mojej. Chłód jego srebrnego sygnetu uspokoił moje szaleńczo bijące serce.

— Pozwól mi pomóc.

Z pewnością nie zamierzałam pytać jak. Wiedział o seksie więcej niż ktokolwiek inny, kogo znałam. Ale chodzenie do lochów i seks w trójkącie to nie było dokładnie to, o czym myślałam. Szukałam raczej namiastki pewności siebie.

— Mówię poważnie, Granger — nalegał. — Widzę twoją minę. Ale zaufaj mi! Znam się na seksie. To jedna z dziedzin, w której jestem mistrzem!

— Theo, nie wiem, jak mógłbyś mi w tym pomóc. To jest całkowicie niestosowne. Nie szukam romansu.

Theo odrzucił głowę do tyłu i się roześmiał.

— Granger, gdybym choć przez sekundę pomyślał, że mogę się dostać do tej cudownej, złotej cipki, to bym to zrobił! Ale wiem, że jesteś zbyt honorowa na takie głupoty. Więc pozwól, że zaoferuję ci coś lepszego.

Zbladłam na jego ordynarne słowa. Zawsze uważałam nas za przyjaciół. Nigdy nie myślałam o nim inaczej.

— Chodźmy dziś wieczorem do klubu.

O mało nie spadłam z krzesła. Wyplułam wino i wpatrywałam się w niego z otwartymi ustami.

— Zwariowałeś?

— Mówię poważnie!

— Nie mogę tam iść!

Nie byłam w stanie nawet wypowiedzieć tej nazwy. Ze wszystkich absurdalnych pomysłów…

— Och, idziemy.

— Co by…

— Nie waż się nawet dokończyć tego zdania — powiedział Theo. — Skoro twój mąż może subskrybować Sprośne Czarownice, to ty też możesz pooglądać trochę seksu.

— To nie to samo!

— Owszem, to samo. A jeśli da ci to inspirację, którą możesz zabrać do domu i pokazać mężowi, to czy nie zaspokoimy obu potrzeb?

Cholera. Czyżby miał rację?

W głowie wirowało mi od możliwości. Czy naprawdę to rozważałam? To było szaleństwo. Nie mogłam pójść do klubu, który często odwiedzał Theo. Słyszałam o rozwiązłości, w jakiej brał udział. Czy naprawdę mogłabym pójść w takie miejsce? Byłam mężatką! To było niedorzeczne.

— A co, gdybym mógł zagwarantować, że nikt cię nie dotknie?

Zmrużyłam oczy.

— Jak?

Pochylił się, napełnił kieliszek winem i zniżył głos.

— Każdy wybiera kolor bransoletki przy wejściu. Bransoletka odpowiada poziomowi zaangażowania, z jakim będziesz eksperymentować.

— Mogłabym po prostu… popatrzeć?

— Jesteś badaczką — powiedział Theo. — Czy istnieje lepszy sposób na naukę czegoś niż badanie tego w jego najbardziej naturalnym środowisku? Filmy, które ogląda, są wyreżyserowane i udawane. Seks w klubie jest ostry, nieprzewidywalny i autentyczny.

Dlaczego był taki przekonujący?

— Pozwolę ci opuścić otwarcie salonu Pansy, jeśli pójdziesz ze mną do klubu.

Jego oferta stawała się niemal niemożliwa do odrzucenia.

— Wszystko tam jest anonimowe. Nikt by nic nie powiedział, gdyby cię tam zobaczył. To zerwałoby kontrakt. A tego nikt nie chce zrobić.

— Czy wejście tam nie jest strasznie drogie?

Nienawidziłam tego, że pieniądze wydawały się jedyną wymówką, żeby nie wyjść ze strefy komfortu. Ale sytuacja rodziców Rona była ciężka i od kilku lat oddawaliśmy im większość jego wypłaty, żeby mogli przetrwać. Co miesiąc mieliśmy mało pieniędzy i nie chciałam tłumaczyć, gdzie zniknęła jakaś przypadkowa kwota. Nie chciałam kłamać Ronowi.

— Nic cię to nie kosztuje.

— Co? Jak to możliwe?

— Jestem współwłaścicielem.

Uśmiechnął się szeroko, a ja przewróciłam oczami.

— Oczywiście. — Zaśmiałam się. — To wszystko wyjaśnia.

Wzruszył ramionami i mrugnął do mnie.

— Jestem geniuszem. Co mogę powiedzieć?

Dopiłam resztę wina, a uśmiech Theo się poszerzył.

— Czy to oznacza „tak”?

Naprawdę? Zamknęłam oczy. To był tylko seks. I rozpaczliwie potrzebowałam się uczyć. Skoro Ron mógł oglądać seks bez żadnych skrupułów, ja też mogłam. Prawda? Oczywiście. Byłam dorosłą osobą. To byli dorośli, którzy świadomie się na to godzili. A ja byłam naukowcem. To były badania.

Czysto naukowe.

Wyłącznie w celach akademickich.

Theo uniósł kieliszek i stuknął nim o mój pusty.

— Za seks.

Opróżnił kieliszek i wyciągnął rękę.

— A teraz chodźmy zobaczyć coś dobrego.

________

No to teraz zacznie się zabawa, zdradzę tylko, że wiele się wydarzy. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię opowiadania, w których Hermiona i Theo się przyjaźnią. Zawsze mnie to bawi i poprawia nastrój. Dajcie znać jak wrażenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy