niedziela, 1 marca 2026

[T] Come To Claim: Rozdział 4

— Cholera jasna — powiedział Theo, gdy scena pogrążyła się w ciemności. — Sam bym tego lepiej nie zaplanował.

Wbiłam w niego gniewne spojrzenie i upiłam łyk Martini.

— Granger…

— Cicho.

Podniósł mnie za łokieć, gdy dopijałam resztę drinka. To było… Zbladłam. Brakowało mi słów, żeby opisać to, czego właśnie byłam świadkiem.

— Jak to możliwe, że Krum właśnie doszedł na wspomnienie o tobie, a ty jesteś żoną takiego bezpłciowego gnojka jak Weasley?

Spojrzałam na niego, słysząc to zbesztanie.

— Jakby chociaż od tyłu wyglądał jak ten bóg seksu — mruknął Theo, oprowadzając mnie po rotundzie.

— Mnie i Viktorowi nigdy by nie wyszło.

— Ha! — ryknął Theo. — Czy ktoś powiedział o tym temu biedakowi?

Wciągnęłam Theo do pustej wnęki i rozejrzałam się, martwiąc się, że ktoś może podsłuchiwać.

— Nigdy nie mówiłam Ronowi o tym, co się stało między mną a Viktorem  przyznałam. — Nie ma pojęcia, że nie był moim pierwszym.

Oczy Theo się rozszerzyły, a moje poczucie winy uleciało.

— Ron jest strasznie zazdrosny — kontynuowałam. — Gdyby wiedział…

Pokręciłam głową. Łzy napłynęły mi do oczu.

— To by go zdruzgotało. Minęło tyle czasu. Prawie dziesięć lat temu byłam z Viktorem. Uprawialiśmy seks jeden jedyny raz. Później pisaliśmy do siebie, ale przez wojnę…

— Nikt nic nie powie — zapewnił mnie cicho Theo. — Nikt nie może. Wszyscy jesteśmy związani kontraktem.

— Ciągle to powtarzasz.

— Nigdy nie wymawiaj nazwisk.

Miał rację. Nigdy nie dał mi żadnej wskazówki, z kim był.

— Nie chcę, żebyś czuła się źle z tego powodu — powiedział. — Jesteś fenomenalną czarownicą. A dzisiejszy wieczór pokazał, jak cholernie seksowna i pożądana jesteś!

Nie mogłam jednak wyzbyć się poczucia winy. Theo wyciągnął rękę i odgarnął lok z mojego policzka.

— Nie zrobiłaś nic złego. Nie kazałaś Krumowi fantazjować na twój temat. Nie zwodziłaś go. Nie dotykałaś. Nic nie zrobiłaś. Po prostu siedziałaś i patrzyłaś, jak dwoje dorosłych się pieprzy.

Oparłam się o ścianę i pozwoliłam, by chłodny kamień mnie uspokoił.

— Jak się z tym czułaś?

Spojrzałam na niego nieśmiało, a on znów się uśmiechnął.

— Zrobiło mi się gorąco na ten widok, więc jestem pewny, że ty też ociekasz.

Zaśmiałam się i ukryłam twarz w dłoniach. Oczywiście miał rację.

— Powinnam iść — mruknęłam. — Chyba wystarczająco dużo widziałam jak na jeden wieczór.

Theo uśmiechnął się i skinął głową.

— Ale wrócisz?

— Może.

Wzruszyłam ramionami.

Wszystko we mnie błagało o więcej. Ale musiałam zapanować nad swoim napalonym ja.

— Wyjdę sama — powiedziałam. — Idź i znajdź jakieś czarownice, z którymi mógłbyś się zabawić. Ta z fioletową opaską nie przestaje się na ciebie gapić.

— Fiolet to wiele partnerów.

Mrugnął, a jego jedwabne opaski nagle zmieniły kolor z białego na fioletowy.

— Do zobaczenia jutro na meczu — zawołał, gdy wchodziłam do windy.

Przewróciłam oczami. Oczywiście teraz głęboko żałowałam, że zgodziłam się przyjść na mecz Quidditcha. Co to za głupota z mojej strony. Jak mogłabym się z nim spotkać, będąc świadkiem tej rozpusty?

Drzwi windy się zamknęły, a ja zastanawiałam się nad możliwościami. Biały to był główne piętro, gdzie miałam się udać. Ale mój palec się wahał.

Chyba mogę zerknąć.

Tylko na chwilę.

I mój kciuk zablokował przycisk.

Co ja zrobiłam? Winda powoli zjechała poniżej głównego piętra, a moje tętno przyspieszyło. Co za głupota. Szybko zechciałam nacisnąć biały przycisk, ale nic się nie stało. Dzwonek nad drzwiami zadzwonił, gdy dotarłam na najniższe piętro.

Wstrzymałam oddech, rozważając kolejny krok. Mogłam tu zostać, pozwolić drzwiom się zamknąć i wrócić na górę do domu. Albo wyjść z windy.

Moje obcasy stuknęły o kamienną podłogę, gdy wysiadłam z windy. Wokół mnie wirowały emocje i przerażenie.

Muzyka była tu inna. Nadal miała głębokie i odurzające basy, ale nie była tak głośna. Bardziej uwodzicielska. Trzymająca w napięciu. Światła przyćmiono. Kształt tego piętra przypominał mi loch. Tyle że kamienne ściany były z miękkiego, szarego marmuru. Kilka świec unosiło się przy ścianie, rzucając ciepłą poświatę na przestrzeń. Korytarz prowadził w lewo, więc podążyłam za zakrętem. Skręcając za róg, znalazłam pierwszą wnękę na czarnym piętrze.

Kilka osób zajęło już miejsca. Ja pozostałam z tyłu, schowana w cieniu zaokrąglonej krawędzi ściany. Oparłam się o nią i spojrzałam na scenę. Mężczyzna na środku całkowicie mnie urzekł. Był przerażający. Na głowie miał maskę czaszki, całkowicie zasłaniającą włosy i twarz. Oczy z jasnymi tęczówkami zdawały się świecić pod maską. Jego tors i szyja były całkowicie pokryte tatuażami. Na plecach miał dwa ogromne, walczące ze sobą smoki. Wzdłuż linii kręgosłupa widniało kilka łacińskich słów, ale z miejsca, w którym stałam, nie mogłam ich odczytać.

Odwrócił się i znów stanął twarzą do przodu, sprawiając, że wzdrygnęłam się na widok przerażającej maski. Nie był zbudowany tak, jak Viktor. Był silny w inny sposób. Ten mężczyzna był wyraźnie umięśniony. Wyrzeźbione ciało nie epatowało przepracowanymi grupami mięśni, które przyciągały szok i uwagę u Viktora. Ten mężczyzna był silny, bo musiał taki być. Był urodzonym wojownikiem. Widać to było po jego potężnej postawie. Czarne dżinsy wisiały nisko na jego biodrach, a tatuaże znikały również poniżej talii. Tuż pod szyją, tuż nad obojczykiem, widniały cienkie znaczenia w jaskrawoczerwonym odcieniu. Wyróżniały się, wyglądając zupełnie inaczej niż jego pozostałe tatuaże.

Przesunął się, zerkając na związaną przed nim kobietę. Z miejsca, w którym stałam, niewiele widziałam. Pozwoliłam więc, by ciekawość mną zawładnęła i przeszłam na drugą stronę, by oprzeć się o ścianę.

Przerażający mężczyzna uniósł czarny pasek od spodni. Kobieta, która była przed nim związana, klęczała na jakimś leżaku bez boków i oparcia. Jej tyłek był wystawiony na powietrze, a nadgarstki miała połączone liną w kostkach, co całkowicie ją unieruchamiało.

Trzasnął paskiem, co sprawiło, że zamarłam. Musiał mnie usłyszeć, bo jego oczy uniosły się gwałtownie i spotkały się z moim spojrzeniem, które mogłam określić jedynie jako czystą nienawiść. Przechylił głowę na bok, jakby rozbawiła go moja obecność. Zerknęłam na swoje dłonie, czując na sobie paniczny ciężar jego spojrzenia.

Ponownie trzasnął paskiem, tym razem głośniej, a moje oczy powędrowały ku niemu. Obserwował mnie. Kiedy nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, lekko skinął głową. Widziałam, jak się cofa i mocno uderza w odsłonięty tyłek kobiety. Lekko podskoczyłam na ten dźwięk.

Kurwa.

Uderzył ponownie.

Jęknęła.

Patrzyłam, jak wsuwa wolną rękę między jej uda. Szarpnęła się w jego stronę. Długie palce zdawały się być jedyną częścią jego ciała, która nie była pokryta tatuażami. Oba rękawy kończyły się na nadgarstkach, pozostawiając dłonie całkowicie odsłonięte.

Para najbliżej mnie uprawiała teraz seks, obserwując spektakl przed sobą. Kobieta siedziała mężczyźnie na kolanach, zwrócona twarzą do sceny, ujeżdżając jego kutasa. Była ledwo ubrana, mając skórzane paski na sutkach i ciele, które przypominały uprząż.

Trzask paska przyciągnął mój wzrok z powrotem na scenę z przerażającym mężczyzną w masce. Opuścił skórzany pas na jej pośladki jeszcze dwa razy, sprawiając, że jęknęła i błagała o więcej. Pstryknął dwoma palcami na coś poza sceną.

Wszedł kolejny mężczyzna. Był ubrany tak samo. Jego ciemne, czarne dżinsy wisiały nisko na biodrach, ale nie miał tatuaży. Jedynie miał na twarzy maskę z czaszką. Sięgnął do przodu i chwycił kobietę za głowę. Rozpiął guziki spodni i wysunął swojego grubego kutasa. Przywarł ustami kobiety do czubka i odchylił jej głowę z zadowolonym jękiem. Miał na sobie fioletowe wstążki. Kobieta była ubrana na czarno, tak jak pierwszy mężczyzna.

Dwóch mężczyzn obchodziło się z kobietą z dziwną delikatnością. Ich ruchy były gwałtowne i energiczne, ale żaden z nich nie wydawał się chcieć ostrego i niebezpiecznego seksu. Było w tym wiele namiętności. Następnie na scenę wszedł trzeci mężczyzna w masce. Miał przepiękną hebanową skórę. Oraz tatuaże na całym ciele. Nawet na udach. Wszedł na scenę zupełnie nagi. Jego kutas drgnął, pulsując z twardości. On także miał fioletową opaskę. Pierwszy mężczyzna odsunął się od kobiety i pozwolił następnemu przejąć kontrolę. Niemal sekundę po tym drugi wbił w nią swojego boleśnie twardego kutasa.

To wszystko przypomniało mi film Rona. Dwóch mężczyzn pieprzyło i wypełniało związaną kobietę, podczas gdy ta wiła się z bólu i rozkoszy pod nimi. Przywierała tyłkiem do potężnego mężczyzny za sobą i ssała kutasa drugiego z szaleńczym entuzjazmem.

Ale mój wzrok powędrował ku mężczyźnie, który się odsunął. Rozsiadł się na krześle prawie nad nimi, niczym na tronie. Jego ramiona spoczywały po obu stronach, a pas przewieszony był przez jego kolana. Widziałam wybrzuszenie jego erekcji, ale nie zrobił żadnego ruchu, żeby się dotknąć. Po prostu na mnie patrzył. To samo przenikliwe spojrzenie, którym mnie wcześniej obdarzył, wciąż tam było.

Spuściłam wzrok, czując dyskomfort pod jego badawczym spojrzeniem. Wtedy moje oczy spoczęły na jego szyi. Czerwono-czarne słowa, które wcześniej zauważyłam, były teraz widoczne z mojego nowego miejsca. Padło na nie światło i poczułam, że robi mi się niedobrze, patrząc na te litery.

Tuż nad jego obojczykiem wytatuowano słowo Szlama.

Wspomnienia zaatakowały moją świadomość. Żółć wzbierała mi się w ustach. Musiałam stąd wyjść.

Odepchnęłam się od ściany, walcząc z duszącym strachem i lękiem. Czułam jego pożądliwy wzrok na sobie. Ostrą stal na skórze. Palącą truciznę. Moje ciało było wyniszczone torturami.

Nawet mały skrawek jedwabiu na mojej szyi dusił mnie i uciskał. Musiałam się stąd wydostać. Nie śmiałam spojrzeć na bliznę na przedramieniu. Nigdy nie mogłam się jej pozbyć, ani jej ukryć. Trzymała się mnie. Tak jak strach. Tak jak wspomnienia.

Pot błyszczał na moim karku, gdy gorączkowo naciskałam biały przycisk windy. Poruszała się ślimaczym tempem.

Świeże powietrze. Potrzebowałam świeżego powietrza.

Muzyka wydawała się niemal ogłuszająca na tym piętrze, gdy wychodziłam. Więcej ciał wypełniało przestrzeń, a zapach pożądania przenikał wszystko.

— Hermy-moja — zawołał Viktor gdzieś z mojej lewej strony, ale go zignorowałam.

Przepchnęłam się przez hol wejściowy i wybiegłam na ulicę. Zerwałam jedwabny materiał z szyi i nadgarstka, i złapałam oddech na zimnym, ostrym deszczu, który padał na moją nagą skórę. Pozwoliłam, by deszcz mnie uziemił. Aportowałam się do domu, zmuszając się do zapomnienia o ostatnich kilku godzinach.

__________

Witajcie :) można się tylko domyślać, kim jest zamaskowany mężczyzna. Jestem ciekawa, czy traficie? Wiem, że ta historia ma swój dziwny momentami klimat, ale bardzo ją lubię i nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła opublikować tłumaczenie. Mam nadzieję, że Wam również się spodoba.

Tak jak pisałam wcześniej, rozdziały będą publikowane co dwa tygodnie. W przyszłym tygodniu czas na trzeci tom Trylogii Odkupienia i To, co jest między nami. Także oczekujcie, bo warto.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy