[T] Złączeni: Rozdział 11
Zasada Przyjaźni numer 19: W chwilach zwątpienia ser zawsze jest rozwiązaniem
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
W
końcu, po zjedzeniu całej tacy serów, dzięki dostawie Mipsy, którą Hermiona
przyjęła z podejrzanie załzawionymi oczami, zaczęła się ożywiać. Pokręciła
głową, gdy Draco zapytał, czy chce rozmawiać, machając mu ręką przed oczami i
szybko zmieniając temat.
—
Więc jutro macie rocznicę — zaczęła, wyciągając się na kanapie. — Co
zaplanowaliście?
Draco
uniósł rękę i zaczął odliczać na palcach.
—
Dzień w spa dla Astorii zarezerwowany na rano — powiedział, opuszczając jeden
palec. — Rezerwacja na kolację w Le Papillon. — Dodał kolejny. Zawahał się przy
trzecim palcu, zerkając na nią z ukosa. — Myślisz, że mogę podarować jej coś ze
skarbca? Może naszyjnik? — zapytał, jakby to było pytanie na niezapowiedzianym
sprawdzianie, do którego się nie uczył.
Hermiona
jęknęła, zrywając się z kanapy i ciągnąc Draco za sobą. Ich złączone dłonie
pociągnęły do go przodu. Za nią rozsypały się okruchy sera.
—
O nie, nie waż się — mruknęła, usuwając różdżką okruchy.
Potem,
rozglądając się krytycznie po mieszkaniu, machnęła różdżką szeroko. Pajęczyny
zniknęły, pranie poskładało się w powietrzu, a całe mieszkanie zostało
posprzątane w niecałe dziesięć sekund.
Draco
zamrugał.
—
To niesprawiedliwe — mruknął, ściskając pierś niczym weteran wojenny, który na
nowo przeżywa traumę sześciu minut pracy fizycznej z sprzed kilku godzin.
—
Chodź, Romeo — powiedziała Hermiona, kierując się już do drzwi. — Musimy cię
porządnie przygotować na jutro. Nie odbębnisz byle czego na rocznicę, tylko
dlatego, że przeżyłeś sprzątanie.
Pierwszym
przystankiem była kwiaciarnia, wciśnięta między herbaciarnię a zabytkową
introligatornię. W chwili, gdy dzwoneczek nad drzwiami zadźwięczał radośnie,
ogarnęła ich feeria barw i zapachów. Każdą powierzchnię zdobiły wiaderka pełne
kwiatów — róż, jaskrów, lwich paszczy i od czasu do czasu kłębki pary wodnej
niczym maleńkie obłoczki.
Hermiona
zatrzymała się, by zanurzyć twarz w bujnym bukiecie róż ogrodowych przy wejściu
i głęboko wciągnąć powietrze. Draco rozejrzał się dookoła, nieco przytłoczony
całym tym botanicznym chaosem.
Sprzedawczyni
pomachała zza lady, w połowie pochłonięta przez ogromny bukiet jaskrawej
czerwieni i różu, który usiłowała poskromić.
—
Jestem pewien, że któryś z nich by się nadał — powiedział Draco, już żałując
tego zadania.
Hermiona
powoli się wyprostowała i odwróciła do niego z uniesioną brwią.
—
W sumie to nie — odparła beznamiętnie.
Draco
rozejrzał się ponownie, marszcząc brwi w geście, który, jak miał nadzieję,
wyglądał na głębokie zamyślenie.
—
Jaki jest jej ulubiony kwiat? — zapytała.
—
Eee… groszek pachnący?
Poczuł
ostry ból w przedramieniu.
—
Ała!
—
To mój ulubiony kwiat, idioto —
wycedziła, ściszając głos i rzucając mu spojrzenie.
Wpatrywał
się w nią pustym wzrokiem.
—
Nie wiesz jaki jest jej ulubiony kwiat? — wyszeptała, a jej głos balansował
gdzieś pomiędzy przerażeniem a podziwem.
Draco
pokręcił głową bez cienia skruchy.
—
Dobra — mruknęła Hermiona sama do siebie. Potem jej oczy rozbłysły. — Dobra,
już wiem! Zamówmy bukiet z tego, co wybrała na kwiaty ślubne.
—
To… właściwie dobry pomysł — mruknął Draco, kiwając głową. — Gdybyśmy tylko
wiedzieli, co wybrała.
Hermiona
powoli odwróciła się do niego, otwierając szeroko usta.
—
Siedziałeś obok niej, kiedy je
wybierała.
Skrzywił
się.
—
Pamiętam, że się upiłem… a potem dużo przytakiwałem.
Hermiona
jęknęła i zaciągnęła go do lady, gdzie ekspedientka właśnie zdołała okiełznać
swój kwiatowy gigant i jednym machnięciem różdżki wysłać go do adresata.
—
Dzień dobry — powitała ją radośnie Hermiona. — Ma pani może różowe piwonie z
dostawą na jutro?
Draco
ożywił się. Różowe piwonie! Brzmiało
znajomo.
Nie
żeby miał jakiekolwiek pojęcie, jak wygląda piwonia. Był prawie pewien, że jego
matka nie hodowała ich w ogrodzie.
Sprzedawczyni
zaprowadziła ich do wystawy i Draco natychmiast wybrał największy, najbardziej rozłożysty
i najbardziej efektowny bukiet, jaki był dostępny. Bukiet wręcz upominał się o
komplementy, co oznaczało, że Astoria będzie nim zachwycona.
Po
wykonaniu pierwszego zadania wyszli z powrotem na alejkę i skierowali do Banku
Gringotta.
Gobliny
z Gringotta nie przepadały za Hermioną Granger.
Hermiona
Granger nie przepadała za goblinami z Gringotta.
Wzajemna
pogarda miała swoje źródło w tym
konkretnym incydencie, włamaniu, rabunku i ucieczce na smoku. Wiecie, typowym,
wtorkowym chaosie. Prawdę mówiąc, nie tylko Hermiona spotykała się z chłodnym
powitaniem goblinów. Harry i Ron byli traktowani z równą pogardą za każdym
razem, gdy musieli wejść do banku, i żaden z nich nie winił goblinów za
chowanie urazy.
Mimo
chłodnych spojrzeń, Hermiona zawsze była pod wielkim wrażeniem skarbców
Malfoyów. Kiedy zaczynała jako stażystka na łamacza klątw, jej zespół spędził
prawie dziesięć miesięcy na ich przeszukiwaniu, skrupulatnie katalogując i
neutralizując zaklęte i mroczne przedmioty. Skala fortuny Malfoyów i ogrom
historycznych oraz magicznych artefaktów były niemal niepojęte.
Ponury
goblin odprowadził ich do rodzinnego skarbca z biżuterią. Kinkiety rozbłysły z
cichym sykiem, gdy przeszli przez grube, żelazne drzwi. Kamienne ściany,
wysokie łuki i lśniące gabloty nadawały całemu pomieszczeniu wygląd muzeum, a
może bardzo eleganckiego grobowca.
—
No dobra — powiedział Draco, zmierzając do rzędu wysokich, szklanych gablot. —
Jakieś pomysły?
Hermiona
podążyła za nim, a jej wzrok padł na coś, co podejrzanie przypominało
królewskie szaty koronacyjne — fioletowy aksamit obszyty futrem i złotym
haftem.
—
Ostatnio rzuciła kilka dość mocnych sugestii — mruknęła rozkojarzona Hermiona.
—
Dotyczących czego? — dopytywał Draco, unosząc brwi.
Westchnęła.
—
Mówiła, że wciąż nie zdecydowała, co włożyć na głowę… i że nadal potrzebuje
czegoś niebieskiego.
Draco
zamrugał.
—
Niebieski welon?
Ciężkie
przewrócenie oczami, a następnie ostre, piekące zaklęcie w ramię.
—
Ała! Mogłabyś przestać?
—
Szafirowa tiara, idioto — mruknęła Hermiona, ciągnąc go w stronę stojącej
pionowo gabloty wyłożonej czarnym aksamitem, w której znajdowały się dziesiątki
lśniących tiar.
Oświetlenie
w skarbcu rozbłysło znikąd i zewsząd, rzucając na każdą mocne światło.
Pół
godziny później Hermiona miała złotą tiarę z delikatnych, szmaragdowych liści i
rubinowych kwiatów w lokach. Draco założył diamentowo-onyksową ozdobę,
zawadiacko zakończoną w rozczochranych, blond włosach. W międzyczasie wybrali
tiarę; platynową, wysadzaną diamentami i szafirami wielkości gargulców, która
obecnie wisiała na przedramieniu Draco niczym wyjątkowo przesadnie ozdobna
bransoletka, mniej więcej tak krzykliwa, jak tylko mogła być pamiątka rodowa
Malfoyów.
Hermiona
była przekonana, że można ją zobaczyć z orbity, miała praktycznie własną
grawitację, więc musiała się spodobać Astorii. Prawdopodobnie będzie ją bolał kark
przez tydzień, ale Hermiona była pewna, że przyszła panna młoda z radością się poświęci.
Przeszli
do innej gabloty, mniejszej i bardziej stonowanej. Wewnątrz znajdowała się
kolekcja prostych, eleganckich pierścionków, gładkich obrączek, bez klejnotów,
bez ozdób.
—
Do czego one służą? — zapytała Hermiona, pochylając się.
Były
oddzielone od bardziej ozdobnych obrączek zaręczynowych i ślubnych, które
minęli wcześniej.
Zaciekawiony
Draco zajrzał do środka.
—
To pierścienie obietnicy — powiedział, otwierając górną, szklaną gablotę.
—
Jak pierścionki zaręczynowe? — zapytała Hermiona.
Draco
pokręcił głową, a tiara na jego głowie przechyliła się pod coraz bardziej
niebezpiecznym kątem.
—
Nie, to pierścień, który daje się komuś, z kim się spotykasz… no wiesz, przed
tym jak kontrakt zaręczynowy podpisany przez rodziców wejdzie w życie. Moja
matka miała kilka od swoich kochanków w Hogwarcie.
Wskazał
na rząd cienkich, srebrnych obrączek mniej więcej pośrodku.
—
Och — jęknęła zamyślona Hermiona. — Pansy nosi na małym palcu złoty pierścień
podobny do tej obrączki.
Draco
skinął głową.
—
Dokładnie.
Hermiona
lekko zmarszczyła brwi.
—
Ale po co nazywać to pierścieniem obietnicy, skoro zazwyczaj jest się
zaręczonym z kimś innym?
Draco
leniwie wzruszył ramionami.
—
Złożyliśmy sobie obietnice. Po prostu… niekoniecznie szlachetne.
Oczy
Hermiony błyszczały z ciekawości.
—
Więc co obiecałeś Pansy?
Uśmiech
wykrzywił usta Draco.
—
Ach, piąty rok. Bardzo elegancko obiecałem jej, że będę ją zaspokajał tak
często, jak to możliwe… w schowku na miotły na trzecim piętrze, kiedy tylko
zechce.
Hermiona
parsknęła śmiechem.
—
I ktoś tu mówił, że romanse to bujda…
Draco
uśmiechnął się szeroko, rozkoszując się dźwiękiem jej śmiechu.
—
Ale ty i Pansy spotykaliście się tylko przez kilka miesięcy, prawda? Co się
stało? — zapytała, wycierając oczy.
—
Cóż… — zaczął. — Dałem też Tracey Davis pierścień obietnicy. Ta sama obietnica,
o tej samej porze, w schowku na miotły na drugim piętrze.
Hermiona
wybuchła głośnym śmiechem, charcząc, gdy oparła się o gablotę.
—
Nastoletni Draco był najgorszy —
wydyszała.
Posępnie
skinął głową.
—
Absolutnie najgorszy.
Wzrok
Draco zatrzymał się na pierścieniu z przodu gabloty, z delikatnym, filigranowym
wzorem w kształcie splecionych liści bluszczu. Podniósł go, a następnie uniósł
ich złączone dłonie, delikatnie unosząc palec wskazujący Hermiony.
Najpierw
spojrzała na pierścień, a potem na niego, unosząc jedną brew.
—
Jeśli to się skończy dla mnie w schowku na miotły, Malfoy…
Uśmiechnął
się krzywo.
—
Wyrzuć to z głowy, Granger. Nie każda obietnica musi być skandaliczna. — Wsunął
pierścień na jej palec. — Obiecuję, że zawsze będziemy najlepszymi
przyjaciółmi. Bez względu na wszystko.
Jej
wyraz twarzy złagodniał, gdy spojrzała na lśniący na jej palcu pierścień z
bluszczem, który magicznie dopasował się do idealnego rozmiaru. Następnie,
odwracając się do gabloty, rozejrzała się po rzędach i wyjęła srebrną obrączkę
z wyrytym bluszczem, niemal idealnie pasującą.
—
Więc obiecuję to samo — powiedziała, wsuwając obrączkę na jego palec wskazujący
w złączonych dłoniach. — Że zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółmi. Bez
względu na wszystko.
Stali w delikatnym blasku kinkietów, otoczeni wiekami historii Malfoyów, ze splecionymi dłońmi i lśniącymi na nich pierścieniami, oboje uśmiechnięci, choć pod uśmiechami kryło się coś niewypowiedzianego. Nawet najmocniejszych obietnic trudno było dotrzymać, gdy świat wciąż ciągnął ich w przeciwnych kierunkach.
___________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Jest on kontynuacją poprzedniego rozdziału, dlatego tak szybko go opublikowałam. Ale ogólnie był uroczy, prawda? Ta historia ma w sobie coś fajnego i oczywiście zabawnego.
Kolejne rozdziały być może dodam w środku tygodnia, zobaczę, jak będzie szło tłumaczenie. Trzymajcie kciuki. :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia!
Brak komentarzy