[T] Come To Claim: Rozdział 41
Witajcie :) w środowy wieczór zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Można je uznać za przejściowe, ale również bardzo ważne dla dalszego rozwoju wydarzeń. Nie przedłużając, miłej lektury!
___________
Mozolnie szarpałam rąbek spódnicy, siedząc na
stołku przy blacie, podczas gdy Draco gotował.
Musiałam z nim porozmawiać. Ale gula w gardle
wielkości tłuczka blokowała słowa za każdym razem, gdy próbowałam. Nie
wiedziałam, jak wyrazić wszystkie moje uczucia. Byłam tak przytłoczona i
spanikowana. Nie chciałam, żeby Draco odszedł. Nie chciałam odchodzić.
Pragnęłam go. Chciałam zostać z nim i zgłębiać tę szaloną więź. Ale presja i
oczekiwania społeczne wciąż wdzierały się do mojej podświadomości.
Ale on mnie kochał. Bardziej niż ktokolwiek inny
przez całe moje życie. I to też wiązało się z ogromną presją. Co, jeśli nie spełnię jego oczekiwań? Co,
jeśli go zawiodę? Co, jeśli go zranię? Co, jeśli nie będę w stanie kochać go aż
tak mocno? Co, jeśli, jeśli, jeśli. Wszystkie te myśli mnie dręczyły!
Potem dała o sobie znać moja logiczna strona. Czy naprawdę byłam w wystarczająco stabilnym
stanie psychicznym, żeby skupić się na czymś innym? Kimś innym? Psychologia
zachęcałaby mnie do poświęcenia trochę czasu samej sobie. Powinnam dojść do
siebie, zanim wkroczę w kolejny związek. I nie miałam pojęcia, co psychiatra
powiedziałby o Nox. Ale czy byłam gotowa
zrezygnować z tej strony siebie? Czułam się tak, jakbym dopiero zaczynała
doświadczać głębokiego przebudzenia seksualnego. I nie byłam gotowa zrobić tego
z nikim innym poza Potworem.
Moje oczy przesunęły się po jego ciele. Wrócił do
domu i przebrał się w dresy i koszulkę. Nigdy nie znudzi mi się widok Draco tak
zrelaksowanego i swobodnego. Jego tatuaże były dla mnie kolejnym powodem
fascynacji. Miałam wrażenie, że za każdym razem, gdy go podziwiałam, odkrywałam
nowy wzór lub symbol wytatuowany na jego skórze. Nosił okulary, ale nie
pytałam, co doprowadziło go dziś do tego stanu. Wiedziałam, że stres w pracy
się nasila, zwłaszcza w obliczu nadchodzących procesów.
— Granger, wariuję, zastanawiając się, dlaczego
milczysz.
Użył tonu głosu Głównego Aurora i miałam ochotę
jeszcze bardziej wtopić się w krzesło.
Słyszałam głos Theo w mojej głowie, który
nakazywał mi wziąć się w garść.
Nie wiedziałam, od czego zacząć. Jak zacząć. Nie
wiedziałam, jak uporządkować myśli w mojej głowie.
Dziś dostałam wiadomość, że muszę przejrzeć
rzeczy z mojego starego domu przed sprzedażą. Nic stamtąd mnie nie interesowało,
ale to stanowiło tylko kolejny element chaosu w mojej głowie. Dzisiaj jednak
zaktualizowałam dokumenty. Więc jedną rzecz mogłam odhaczyć na mojej
wyimaginowanej liście. Ale reszta? Kiedy
to się skończy?
Wciąż dręczyły mnie koszmary. Przysięgam, że przeraźliwy
krzyk Astrid będzie mnie prześladował do końca życia. Bóle fantomowe po
Cruciatusie też wciąż dawały o sobie znać, zwłaszcza gdy byłam skrajnie
wyczerpana. Co nagminnie mi doskwierało. Moje mechanizmy obronne słabły. Nie
potrafiłam myśleć poza tą mentalną mgłą, która blokowała każdą drogę, jaką
ostatnio próbowałam podążać. To wszystko było po prostu zbyt przytłaczające. I
czułam się samotna. Jak mogłam wyrazić
słowami takie uczucia? Nie rozumiałam większości z nich.
Draco nagle stanął przede mną, obejmując moją
brodę dłonią i unosząc twarz ku sobie.
— Przerażasz mnie.
Westchnęłam.
Czułam gorzkie łzy, które groziły spłynięciem po
twarzy. Kurwa. Nie chciałam płakać. Jeśli
zacznę, mogę już nie przestać.
— Po prostu nie wiem, od czego zacząć — powiedziałam.
— Za dużo tego.
Przyglądał mi się uważnie, muskając kciukiem moją
wargę.
— Jestem po prostu przytłoczona.
Skinął głową, akceptując moją odpowiedź, mimo że
była niejasna. Byłam przytłoczona. Po prostu nie potrafiłam rozszyfrować
wszystkich stresorów, które powodowały mój stan. To wykraczało poza sprawę z
Ronem.
— Zjedzmy coś — zaproponował i słodko mnie
pocałował.
Dziś wieczorem jedliśmy na kanapie. Przebrałam
się w jeden z jego starych swetrów do Quidditcha i pływałam w za dużym
materiale.
Oglądaliśmy konkurs pieczenia ciast i
rozsiedliśmy się w ciszy. Po tak długim siedzeniu w tej samej pozycji bolały
mnie stawy. Kolejny efekt uboczny Cruciatusa.
— Relaksująca kąpiel by pomogła — rzekł Draco,
masując moje plecy. — Co ty na to?
Kiedy skinęłam głową, objął mnie i mocno
przytulił. Pozwoliłam mu przygotować kąpiel i dołączył do mnie. Wtuliłam się w
jego pierś, gdy opieraliśmy się o marmur i rozkoszowaliśmy tym uczuciem.
Poczułam, że po raz pierwszy dzisiaj wypuszczam powietrze z płuc.
Czułam narastające między nami napięcie. Chciał
się wtrącać, naciskać, ale szanował moje milczenie. Wiedziałam, czego
potrzebował, ale nie mogłam się przemóc, żeby się odezwać. Nie wiedziałam
nawet, od czego zacząć. Marzyłam tylko o tym, żeby wszedł do mojej głowy i się
rozejrzał. W ten sposób nie musiałabym się odzywać. Mógł po prostu usiąść i
zobaczyć na własne oczy, w jakie chaotyczne piekło zamienił się mój umysł.
Gwałtownie otworzyłam oczy.
— Draco, gdybym cię o coś poprosiła, zrobiłbyś
to?
Spojrzałam na bok wanny, gdzie położył okulary na
ręcznikach. Był wyczerpany. Ale może jutro? Albo innego dnia? Byle tylko
wyrzucić to z siebie i zaspokoić jego ciekawość.
— Powiedz mi, czego potrzebujesz — powiedział,
przyciskając usta do mojej głowy. — Zrobię wszystko.
Zebrałam się w sobie.
— Mógłbyś użyć Legilimencji?
Nie wiem, jak długo tak siedzieliśmy, ale cisza
była ogłuszająca. Pomógł mi uporać się z koszmarami w szpitalu. Z pewnością był
gotów interweniować dalej. Czy prosiłam o
zbyt wiele?
— Proszę — błagałam. — Nie mogę… — Przełknęłam
ślinę. — Za dużo się dzieje, żeby próbować to wytłumaczyć.
— Hermiono — westchnął moje imię. — Naruszenie
twojej prywatności w ten sposób… twoich myśli…
— Daję ci pozwolenie.
— A co z tym, czego nie chcesz, żebym zobaczył?
Na przykład moich prawdziwych uczuć.
Uczuć, których bałam się wypowiedzieć na głos.
Uczuć, które próbowałam powstrzymać.
Westchnęłam.
Byłam zbyt wyczerpana, żeby martwić się o ukrycie
przed nim tej jednej rzeczy. Kiedy będę gotowa, powiem to na głos. Ale do tego
czasu tylko to mogłam mu zaoferować.
— Nie mam przed tobą nic do ukrycia, Draco. Chcę,
żebyś to wszystko zobaczył.
Nachylił moją twarz ku swojej i przyglądał mi
się.
— Jesteś pewna?
Skinęłam głową.
— Powiedz, gdy będziesz chciała, żebym się
wycofał. Odepchnij mnie. Rozumiesz?
Znów skinęłam głową.
— Będzie bolało? — zapytałam.
— Nie. — Pocałował mnie. — Nigdy bym cię nie
skrzywdził.
Oparłam się o jego pierś, a on objął mnie jeszcze
mocniej. Poczułam jego usta tuż przy uchu i dreszcze przebiegły mi po karku,
ramionach i nogach.
A potem poczułam, jak przenika do mojego umysłu
niczym mgła pod drzwiami. Czułam jego obecność wokół siebie. Jakbyśmy oboje
byli stworzeni z wiatru lub chmur i istnieli w każdym zakamarku mojego umysłu.
To było delikatne, jak miękka mgiełka. Poczułam jego usta muskające moje ciało
i znów się rozluźniłam. Ufałam mu.
Nie powstrzymywałam żadnych zbłąkanych myśli,
które krążyły po mojej głowie. Pozwoliłam im napłynąć, jakby czekały przez cały
dzień. Widział wspomnienia ze Scry. Czuł mój ból. Widział wspomnienia dotyczące
małżeństwa z Ronem. Widział dzień, w którym mój były mąż się ze mnie śmiał,
czarną torbę i pornografię. Widział naszą biedę. Nasze cierpienie.
Widział, jak wyglądało moje dzieciństwo. Moi
rodzice i ja byliśmy sobie tak bliscy. Widział nasze rodzinne wakacje i
podróże. Widział piękne wspomnienia, które ceniłam bardziej niż cokolwiek
innego w moim życiu. Patrzył, jak siedzę przed ich gabinetem dentystycznym w
Australii. Patrzył, jak przechodzą obok, nie rozpoznając mnie. Widział, jak to
wszystko znowu mnie załamuje.
Czułam go w tle każdego wspomnienia i myśli,
które przychodziły mi do głowy. Pokazałam mu, jak długo byłam nim zauroczona.
Pokazałam mu, jak bardzo go pragnęłam od samego początku. Był świadkiem mojej
rozmowy z Theo. Widział mój strach.
A kiedy woda z kąpieli wystygła, wiedział o mnie
wszystko. Moja dusza była obnażona i teraz ujrzała światło dzienne.
Jako dziecko zawsze dużo mówiłam i potrafiłam
wyrażać swoje myśli oraz uczucia. To było łatwe. Moi rodzice i ja niesamowicie
sobie ufaliśmy. Ale te uczucia wykraczały poza nich. Zwłaszcza po wojnie.
Wycofałam się tak bardzo, że teraz ledwo rozpoznawałam tę beztroską, szczerą
dziewczynę. Chciałam ją odzyskać. Być może to był krok w tym kierunku. Dałam
Draco pełen dostęp do najbardziej intymnej części mnie. A teraz musiałam
poczekać i zobaczyć, co zrobi z tą wiedzą.
Prawie nic nie robiłam, ale byłam fizycznie
wyczerpana. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jak bardzo Draco musiał się męczyć.
Przywołałam eliksir z gabinetu i podałam mu fiolkę, kiedy wychodziliśmy z
wanny. Z wdzięcznością zażył kilka kropli i mocno mnie przytulił.
W milczeniu wdrapaliśmy się na jego łóżko, tuląc
się do siebie. Moja głowa spoczywała na jego piersi, a ja wodziłam wzrokiem po
wirującym wzorze tatuażu wzdłuż jego boku.
— Nie wywieram na ciebie żadnej presji — rzekł. —
Nie będę cię zatrzymywał swoimi oczekiwaniami. Możesz robić, co zechcesz. Chcę,
żebyś o tym wiedziała. Będę tu tak długo, jak zechcesz.
Emocje narastały w mojej piersi.
— Dziękuję.
Mój szept był ochrypły.
W mojej głowie wciąż huczało od informacji,
scenariuszy i wspomnień. Nie byłam na tyle naiwna, by wierzyć, że to wszystko
naprawi. Ale to uświadomiło mi, że nie jestem już sama. Miałam kogoś, kto mnie
znał. Widział mój ból oraz niepokój i został.
Spojrzałam na niego i mnie pocałował. Jego język
badał mnie zmysłowym rytmem. Poczułam, jak moje palce u stóp się podwijają, a
kręgosłup prostuje, gdy wtulałam się w niego mocniej. Ta uzależniająca jakość
bycia z nim nigdy mi się nie znudzi.
Draco znów się ze mną kochał tego wieczoru.
Jedyna różnica polegała na tym, że tym razem użył swojej Legilimencji.
Dostrzegał każde uczucie w głębszy sposób. Połączenie, namiętność i miłość.
Było tak intymnie, że trudno mi było zdecydować, czy powinnam się zarumienić,
czy rozpłakać.
Ale to było piękne.
I nasze.
Dał mi coś, czego się nie spodziewałam — czas.
Miałam czas i przestrzeń, żeby zrozumieć wszystko wokół, bez wywieranej presji,
by nazywać lub finalizować to, co było między nami.
~*~*~*~*~*~*~*~
— W porządku, Granger?
Theo obserwował mnie, jak nerwowo wierciłam się
przed drzwiami sali konferencyjnej.
Minęło kilka tygodni, odkąd pozwoliłam Draco użyć
na mnie Legilimencji, i czułam, że w końcu wszystko się uspokaja. Od kilku dni
nie miałam koszmarów i jedynie kilka razy doskwierał mi uporczywy ból. Mój
ogólny poziom lęku znacznie zmalał. W gazetach pisano o nagłym rozwodzie, ale
nie zostało to aż tak rozdmuchane, jak się spodziewałam.
Dziś jednak byłam zdenerwowana. Minął ponad
miesiąc od tragicznego incydentu z zarządem. Nie mogłam uwierzyć, że znów
będziemy się do nich zwracać o pomoc. Co prawda, Theo powiedział, że doszło do
gruntownej zmiany składu, ale nie wiedziałam, jak daleko można się posunąć bez
zbędnego wydawania pieniędzy.
Ręka mi drżała, gdy sięgałam do klamki. Dam radę. Miałam świetny pomysł i
znalezienie zaawansowanych i długotrwałych metod leczenia Cruciatusa było teraz
dla mnie jeszcze ważniejsze.
Wypuściłam powietrze i pchnęłam drzwi.
Musiałam mrugnąć kilka razy, żeby w pełni
zrozumieć, co się dzieje w pomieszczeniu przede mną. Theo ścisnął moje ramię i
poprowadził mnie na przód sali. Siedziało tam prawie dwadzieścia osób, a
uczestnicy byli zupełnie inni niż poprzedni skład. W samym centrum siedziała
uśmiechnięta Pansy Parkinson.
Starałam się nie jęknąć z szoku. Jak jej się to udało? Jak to się stało, że
to przede mną ukryła?
Rozpoznałam kilka innych twarzy, rozglądając się
po tłumie. Zauważyłam Cho Chang, Padmę Patil, Olivera Wooda, Erniego
MacMillana, Neville’a Longbottoma i Lunę Lovegood. Widziałam dwie dziewczyny z
drużyny Quidditcha Ginny, jedną z głównych uzdrowicielek ze Świętego Munga,
Narcyzę Malfoy, Daphne Greengrass i Sabine, moją uzdrowicielkę sprzed kilku
tygodni. Były tam również dwa gobliny i trzy uwolnione skrzaty domowe. A na
końcu, na ostatnim miejscu, zobaczyłam Dyrektor McGonagall.
Skłoniła głowę w moją stronę, kiedy nawiązaliśmy
kontakt wzrokowy, a ja poczułam, jak moje oczy napełniają się łzami. Minęły
lata, odkąd ją widziałam. Uśmiechnęłam się szeroko i zajęłam miejsce obok Theo.
— Witam wszystkich — zaczął Theo. — Jest nam
niezmiernie miło, że mogliście przyjść. Chcielibyśmy porozmawiać z wami o
znaczeniu naszych badań nad Cruciatusem i o tym, nad czym pracujemy.
To była wspaniała prezentacja. Zauważyła, że w
połowie Draco wślizgnął się tylnymi drzwiami i usiadł na samym końcu
pomieszczenia. Mrugnął do mnie, a ja uśmiechnęłam się i kontynuowałam.
Pod koniec prezentacji Theo otworzył dyskusję.
— Tak, profesorze Longbottom?
Uśmiechnęłam się do Neville’a, a on odwzajemnił
gest, niezdarnie jak zawsze. Pod nauczycielską szatą dostrzegłam pogniecioną
koszulę.
— Czy jest szansa na to, aby uczniowie z
zielarstwa o najwyższych osiągnięciach odbywali staże i pomagali w niektórych z
waszych badań? Czy istnieje możliwość współpracy?
Theo i ja uśmiechnęliśmy się promiennie.
— Chętnie skorzystamy z pomocy uczniów —
powiedział Theo. — Jeśli dyrektor McGonagall pozwoli, chcielibyśmy rozszerzyć
możliwości badawcze również o zaawansowane kursy eliksirów.
McGonagall skinęła głową z dumnym uśmiechem.
Theo chwycił mnie za rękę. Właśnie o to nam
chodziło. O coś, na czym można by budować, o coś, co mogłoby się rozwinąć.
— Czy jest możliwość badań międzygatunkowych? Czy
teraz są one dostępne tylko dla czarownic i czarodziejów?
Uśmiechnęłam się do skrzatki domowej, a ona
odwzajemniła uśmiech.
— Oczywiście, chętnie poszerzylibyśmy wiedzę.
Uważam, że powinniśmy lepiej zrozumieć, jak klątwa wpływa na wszystkie
stworzenia, rasy, płcie i istoty. Na mugoli i niemugoli.
Skrzatka i goblin odetchnęli cicho.
— Panno Granger — odezwała się McGonagall i nie
umknęło mi podkreślenie słowa „panno”. — Panie Nott. Czy mogę mówić otwarcie?
Theo i ja skinęliśmy głowami.
— Jak dobrze wiecie, przyjaźnię się z Sybillą
Trelawney. To ona uświadomiła mnie i profesorowi Longbottomowi, że powinniśmy
tu dziś przyjść. Najwyraźniej postępy i informacje, które oboje zdobędziecie
podczas tych badań, będą przełomowe i zmienią życie wszelkiego rodzaju
stworzeń. Poinstruowała mnie, że wkrótce będę aktualizować podręczniki. Mając
to na uwadze, chcę was zapewnić, że macie pełne wsparcie i zaufanie Hogwartu.
Mrugnęłam gwałtownie, próbując stłumić łzy.
— Pani Przewodnicząca.
Pansy uśmiechnęła się i skinęła głową w stronę
Narcyzy.
Ta wstała i uśmiechnęła się do nas. Odetchnęłam
głęboko. To ona została nową
przewodniczącą?
— Jako Przewodnicząca Komitetu ds. Rozwoju Badań
Medycznych i Magicznych, chciałabym przejść do głosowania. Osoby, które są za
wsparciem całości badań panny Granger i pana Notta, niech powiedzą „tak”.
Wszyscy powiedzieli „tak”.
— Osoby, które są przeciwko?
Można było usłyszeć dźwięk spadającej szpilki.
Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać łzy.
— Kwota cztery miliony siedemset tysięcy galeonów
zostanie przelana dziś po południu na konto Ministerstwa na te badania. —
Skinęła głową na goblina, a on odwzajemnił gest. — Obrady zakończone. Do końca
przyszłego miesiąca otrzymamy aktualizacje i raporty.
Theo zaśmiał się donośnie i uniósł mnie w mocnym
uścisku. Obracał mną, gdy się śmiałam. To
było niesamowite! Kwota wzrosła czterokrotnie! Byłam kompletnie oszołomiona
miłością i hojnością wszystkich tych ludzi.
Zaczęli podchodzić i ściskać nasze dłonie, gdy im
dziękowaliśmy. Starałam się powstrzymać łzy, ale z trudem mi to wychodziło.
— Dość paskudne tygodnie, co? — powiedział
Neville, przytulając mnie. — Z drugiej strony nic mnie nie zaskoczyło. Cieszę
się, że w końcu się obudziłaś i zdałaś sobie sprawę, że jesteś za dobra dla
tego głupka.
Zaśmiałam się, a on przytulił mnie mocniej.
— Nigdy nie wierzyłem w to, co o tobie pisali.
— Dziękuję, Neville.
Mrugnął do mnie i uścisnął dłoń Theo. Słowa
Neville’a sprawiły, że moje serce się radowało. Przywitałam się i uściskałam
resztę, aż w sali zostali tylko McGonagall i Neville. Minerva podeszła do nas,
podpierając się laską. Szpiczasty kapelusz, który zawsze nosiła, wywołał
uśmiech na mojej twarzy, bo przywoływał nostalgiczne wspomnienia.
— Cóż. — Zacisnęła usta. — Powiedziałabym, że
większość tego sukcesu zawdzięczamy wyjątkowym wysiłkom włożonym w wysokiej
jakości lekcje transmutacji. Hmm?
Theo i ja stanowczo się zgodziliśmy. Pochyliła
się i przytuliła mnie, a potem Theo.
— Podejdź tu, panie Malfoy, nie mam całego dnia —
powiedziała, nie odwracając się.
Draco stał teraz znacznie bliżej i opierał się o
stół tuż za nią. Ręce miał schowane w kieszeniach, a jedną nogę skrzyżował na
drugiej. Kiedy go zawołała, zaśmiał się i podszedł bliżej.
— Przepraszam, pani dyrektor — rzekł. — Nic pani
nie umknie.
— Oczywiście, że nie — dodała i przytuliła go. —
Zachowuj się, dobrze?
Draco skinął głową, gdy poklepała go po policzku.
Neville pojawił się u jej boku i wyciągnął do niej rękę. Ujęła go za łokieć i
ruszyła w stronę drzwi.
— A, i panno Granger? — Odwróciła się do mnie z
poważną miną. — Muszę powiedzieć, że najwyższy czas, bo zawsze do siebie
pasowaliście. Intelekt to o wiele lepszy dodatek niż głupota.
Potem skinęła głową na Draco, a Neville się
roześmiał.
— Mówiłem — mruknął i poprowadził ją do drzwi.
Theo się zaśmiał, a Draco poszedł w jego ślady.
Ja byłam zbyt oszołomiona.
— Nic jej nie umyka — skomentował Draco,
ściskając moje ramię.
— Nigdy nie umykało — powiedziałam, uśmiechając się.
Brak komentarzy