[T] Come To Claim: Rozdział 42
Zaparło mi dech w piersiach, a plecy się wygięły.
Skóra ławki pod kolanami zaskrzypiała, gdy zostałam popchnięta do przodu.
Skórzane kajdanki, które trzymały moje dłonie, napinały się, pokonując mój
opór. Palący ucisk narastał we mnie. Pot spływał po skórze. Czułam go wszędzie.
W całej okazałości.
Jego biodra wystrzeliły do przodu, a ja znów
krzyknęłam.
Był nieustępliwy.
Jęczałam, czując szorstkie i przytłaczające
uczucie pulsującego kutasa Draco wchodzącego we mnie.
Minęły tygodnie od mojego procesu i w końcu
wszystko wróciło do normy. Wróciliśmy do Nox, a ja znów rozkoszowałam się
obecnością Potwora.
Nasze maski były szczelnie dopasowane do naszych
twarzy. Miałam długi, czarny kucyk zwisający z tyłu głowy, który zwinął wokół
pięści, wtulając się we mnie. Drugą rękę zacisnął na moim biodrze.
Inni zebrali się, obserwując nas. Mój gładki,
czarny kucyk pasował do wstążki na mojej szyi. Mojego daru dla Potwora. Czułam
go gdzieś z tyłu głowy. Dałam mu stały dostęp. I w takich chwilach czułam się
idealnie. Czytał każdą myśl i reagował w ten sam sposób. Jeśli potrzebowałam,
żeby mnie dotknął, pocałował i ugryzł w jakieś miejsce, robił to.
Mocno uderzył mnie w lewy pośladek, a ja syknęłam
z przyjemności. Rozkoszowałam się tym pieczeniem.
Byłam blisko.
Prędkość.
Nacisk.
Tego było za dużo.
A potem się odsunął.
Warknęłam. Nie!
Byłam tak blisko!
— To tylko dla mnie — powiedział Draco wbrew
mojej woli. — Nie dla nich.
Jęknęłam.
— Kocham cię — wyszeptał.
Dał mi klapsa po raz ostatni, zanim zdjął
kajdanki. Podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym zszedł ze sceny
i ruszył ku windom. Wyrywałam się z jego uścisku, ale znowu dał mi klapsa w
tyłek.
Znosiłam jego zaborcze zapędy jaskiniowca.
Uśmiechnęłam się i pomachałam Lunie i Astorii, które dzieliły jedną z
tanecznych klatek. Theo siedział przy stoliku z Blaise’em i kilkoma innymi
kobietami. Blaise i Theo również pomachali i mrugnęli do mnie. Zasalutowałam
im, gdy Draco skręcił do holu.
Kiedy wyszliśmy z kominka do jego salonu,
postawił mnie na podłodze.
— Chyba musimy coś dokończyć.
Uśmiechnął się do mnie szeroko, gdy nasze maski
zniknęły.
— Czego potrzebujesz, kotku?
Miałam na sobie tylko czarne podwiązki, pończochy
i skrawek koronki, który ledwo służył za stanik. Usunął wszystko jednym
machnięciem różdżki.
— Wykończ mnie.
Jego oczy pociemniały.
Usunął swoje ubranie.
— Z przyjemnością.
Owinęłam się wokół niego, gdy rzucił się na mnie.
Nasze ciała się połączyły, a ciepło było tak intensywne, jakbyśmy oboje się
spalali. Skubał i drażnił moje ciało, jego usta były wszędzie.
Przesuwałam dłońmi po grubych i jędrnych
mięśniach. Moje palce wędrowały po wypukłościach jego ciała, gdzie tatuaże
wirowały na skórze. Uwielbiałam je. Przyzwyczaił mnie do tego, że chodzi bez
koszulki po domu i rozkoszowałam się ciągłym widokiem tych tatuaży. Powoli
zapamiętywałam każdy wers, każdą literę.
Zaniósł mnie do swojego pokoju i położył na
łóżku. Rozłożył mi nogi i natychmiast zanurzył się między nimi swoimi głodnymi
ustami. Jęknęłam z wrażenia. Jego język okrążył moją łechtaczkę, drażniąc ją i
przyciągając bliżej orgazmu.
Potrzebowałam kilku sekund. Jego palce połączyły
się z jego ustami, wysysając ze mnie każdą spójną myśl. To było dokładnie to,
czego pragnęłam. Było idealnie. On był idealny.
Światło eksplodowało pod moimi powiekami.
Zakręciło mi się w głowie od euforii i ulgi. Nie przestawał. Przedłużał moją
przyjemność, aż moje ciało zadrżało pod nim.
Czułam go głęboko pod skórą. Cała drżałam.
A potem wstał, zarzucił moje nogi na swoją szyję
i wszedł we mnie. Zaśmiałam się ze zdziwienia, widząc, jak głęboko wszedł. Tak
dobrze mnie wypełniał. Nie odpuszczał. Raz po raz pulsował we mnie.
Znów wszedł do mojej głowy. Znajoma obecność
popychała mnie dalej.
— Dojdź dla mnie — powiedział, przesuwając
palcami po ścianach mojego umysłu. — Pozwól mi zobaczyć cię rozwiązłą. Tylko
dla mnie. Nikt inny tego nie zobaczy.
Krzyknęłam, łapiąc oddech.
Moje ciało się napięło.
Zamierzałam znowu dojść.
Jego kciuk trafił na moją łechtaczkę i moje ciało
zapłonęło.
— Draco!
Był nieustępliwy.
Czułam zbyt wiele emocji.
Tak wiele presji.
Nie mogłam złapać oddechu.
Płonęłam.
A on eksplodował we mnie, wypełniając mnie
całkowicie. Ryknął, a ja krzyknęłam, gdy nasze orgazmy zmieszały się w
płomiennej namiętności.
Opadł na łóżko i pociągnął mnie na siebie, tuląc
do swojej piersi.
— Moja kochana.
Pocałował mnie w głowę.
~*~*~*~*~*~*~*~
— Cholernie cudowny weekend — powiedział Theo,
splatając palce za głową pod koniec poniedziałku. — Nigdy nie dojdę do siebie.
Przez ostatnie dwa dni musiałem okładać kutasa lodem.
Przewróciłam oczami i zerknęłam na najnowszy
komiks od Draco. Dzisiejszy przedstawiał mnie, jak rzucam urok na Theo i
zamieniam go w ropuchę. Nie miałam pojęcia, że Draco ma też dar jasnowidztwa, a
jednak.
— Dziś wieczorem mam randkę z jedną z nich —
mruknął. — Nie masz nic przeciwko, że wyjdę wcześniej?
— Idź — namawiałam go. — Baw się dobrze.
Wyszedł, a ja zajęłam się przeglądaniem naszych
ostatnich formularzy, które miały zostać wysłane do Hogwartu z prośbą o
pozwolenie na pracę z uczniami.
Usłyszałam, jak drzwi się otwierają i
uśmiechnęłam się. Draco dotrzymał obietnicy z rana. Spojrzał na mnie w tej
sukience i całą jazdę windą opowiadał o wszystkich okropnych rzeczach, które
zamierzał mi zrobić, kiedy wrócę z pracy. Odwróciłam się i zamarłam.
Artur Weasley opierał się o jedno z biurek przy drzwiach.
— Witaj, Hermiono.
Zerknęłam na zegarek.
Draco miał się tu pojawić dopiero za godzinę.
Ale mój wzrok padł na srebrny sygnet na moim
lewym palcu.
Nie wiedziałam też, jak daleko sięgała
Legilimencja. Wątpiłam jednak, że mógłby się ze mną połączyć mimo dzielących
nas czterech pięter. Nie zdjęłam jeszcze sygnetu. Miałam czas do namysłu.
Skłoniłam głowę, ale nic nie powiedziałam.
— Pomyślałem, że moglibyśmy chwilę porozmawiać.
Zachowałam kamienną twarz, gdy Artur poruszył się
niespokojnie.
— Otrzymałam kolejne trzy wyjce od Molly,
Arturze. Jest jasne, jakie jest wasze stanowisko.
Zacisnęłam zęby. Wysyłała po jednym co tydzień od
procesu. Każdy był bardziej ohydny od poprzedniego. Kobietę należało zamknąć w
pokoju bez klamek. Po trzecim Draco złożył w Ministerstwie skargę o nękanie i
Molly dostała sowę z żądaniem zaprzestania.
— Wyjce to akt desperacji cierpiącej kobiety. —
Artur pokręcił głową. — Przykro mi. Ale musisz zrozumieć. Molly nie może się
otrząsnąć po stracie, którą przeżywa. A perspektywa, że teraz może stracić
Rona? To za dużo, Hermiono.
Stałam w milczeniu.
Nie obchodziło mnie, jak wielką stratę poniosła
Molly. Nie dawało jej to pretekstu do bycia suką dla kogoś, kogo torturował jej
syn.
— Przyszedłem, by porozmawiać o Ginevrze.
Uniosłam brew.
— Nie wiem, co o niej wiesz ani w jaki sposób
zmuszasz ją do odwrócenia się od rodziny, ale Hermiono, to musi się skończyć.
Proszę. Dla naszego wspólnego dobra. Kiedyś byliśmy twoją jedyną rodziną.
Proszę.
Zaśmiałam się bez humoru. Naprawdę to mówił? Czy naprawdę myślał, że to ja doprowadziłam Ginny do
zbuntowania się przeciwko rodzinie?
— To, że myślisz, że to ja stoję za zachowaniem
Ginny, pokazuje, jak słabo mnie znasz.
— Zniszczyłaś naszą całą rodzinę, Hermiono. Co
innego mam myśleć?
Szczęka bolała mnie od zaciskania zębów.
— Musisz wyjść — powiedziałam. — Przegiąłeś. I nie
mam ci ni do powiedzenia w tej sprawie. Jeśli masz problem z córką, możesz z
nią o tym porozmawiać.
— Hermiono, proszę, przejrzyj na oczy.
— Nie słuchasz! — warknęłam. — Najwyraźniej ty i
Molly macie problem ze słuchaniem faktów. Wasza córka siedziała na sali sądowej
i powiedziała całą prawdę, a żadne z was nie chce jej uwierzyć. Więc możecie
żyć z Ronaldem. Możecie trzymać go blisko siebie, bo to chyba jedyna cholerna
osoba, która cokolwiek dla was znaczy.
Drzwi do mojego gabinetu otworzyły się z hukiem.
Moc emanująca od Draco Malfoya wystarczyła, żeby nas powalić. Chwyciłam się
biurka, próbując się uspokoić. Artur również zachwiał się niespokojnie, ale
odzyskał równowagę.
— Wynoś się. Natychmiast.
Patrzyłam, jak Draco chwieje się przy drzwiach.
Nie skupiał się na mnie. Był wściekły. Zbyt wściekły, by unicestwić pana
Weasleya.
Artur rzucił mi ostatnie błagalne spojrzenie,
zanim wyszedł z gabinetu. Draco trząsł się, ocierając twarz dłonią.
— Co się stało? — zapytałam.
Odwrócił się i złapał moje rzeczy, zanim zdążyłam
zaprotestować. Musiałam prawie biec truchtem, żeby za nim nadążyć. Cokolwiek
się stało, było złe. Bardzo złe.
— Wynoście się — warknął do ludzi w windzie, gdy
drzwi się otworzyły.
Czarownice i czarodzieje szybko wyszli z windy, a
ja weszłam z nim do środka. Jechaliśmy w milczeniu, aż dotarliśmy na jego
piętro.
Poszłam za nim do jego gabinetu, gdzie przebywali
już Dean i Harry.
Draco zamknął drzwi i zabezpieczył je zaklęciami
wyciszającymi.
— Goldstein nie żyje.
Szczęka mi opadła.
Krew uderzyła do głowy.
Czułam się jak w tunelu aerodynamicznym.
Usiadłam na krześle obok biurka Draco. To się nie mogło dziać. To nie działo się
naprawdę.
— Ale on był w ministerialnym areszcie —
powiedział Harry.
— Wiem, gdzie był, Potter.
Ton głosu Draco był równie zabójczy, co emanująca
z niego wściekłość.
— Jak? — zdołałam wykrztusić.
— Samobójstwo — odpowiedział Dean.
Jego proces został przesunięty o dwa tygodnie.
Teraz nigdy do niego nie dojdzie. Odszedł. Podobnie jak kolejna
odpowiedzialność Rona. Została nam tylko Astrid. I nawet ona okazywała się
trudna w niewoli.
Spojrzałam na Harry’ego, odczytując jego wyraz
twarzy. Ale nic nie zobaczyłam. Wpatrywał się w dywan i poprawiał okulary, tak
jak zawsze, gdy się odcinał.
— Może teraz masz szansę się ujawnić — rzekł
Draco. — Zeznanie potwierdzające to, co wiesz o jego charakterze, mogłoby tylko
pomóc.
Patrzyłam na Harry’ego. Wstrzymałam oddech,
czekając na jego odpowiedź.
— To nie takie proste — odparł Harry. — Nie mam
pojęcia, co planowali z Goldsteinem.
— Ale wiesz, jaki jest Ron. Oświadczenie o tym,
jak traktuje swojego najlepszego przyjaciela, wiele by dało.
— Wciąż macie Astrid — bronił się, krążąc po
pokoju. — Jej oświadczenie wystarczy.
— A co jeśli nie będzie współpracować?
Niecierpliwość Draco rosła. Z trudem mógł się
opanować.
— Macie sfałszowaną umowę — rzekł. — Macie pióro.
— Potter, jestem o krok od złamania twojego
tchórzliwego karku za cały ten bajzel. Przysięgam na bogów, że odpłacę się w
najokrutniejszy sposób, jaki znam.
— Nawet ty nie byłbyś tak impulsywny i bezmyślnie
głupi, Malfoy — odparł Harry. — W tej chwili próbujesz po prostu zniszczyć
Rona!
— Tak! Próbuję, kurwa, bo on chce skrzywdzić tak
wiele istnień!
Draco i Harry stali teraz niemal nos w nos,
krzycząc na siebie.
— On jest chory!
— Jesteś głupcem, Potter!
— Akceptujesz to, co zrobił? — zapytałam Harry’ego.
Obaj zamarli i odwrócili się w moją stronę.
— Akceptujesz to? — powtórzyłam.
— Nie, Hermiono — wyszeptał. — Oczywiście, że
nie.
— Więc pomóż to naprawić.
Powoli pokręcił głową.
— Przepraszam. Ale to jedyna rodzina, jaka mi
została. Nie mogę ich skrzywdzić.
Spodziewałam się takiej odpowiedzi. Ale zebrałam
się w sobie, by stawić czoła fali emocji, które we mnie zawrzały. Gniew.
Zdrada. Ale również nadzieja. Wiedziałam, że on się nie zmieni. Wiedziałam, że
będzie trzymał się swojej wersji.
— Mam nadzieję, że los ci odpłaci za twoje czyny,
Harry.
— Wynoś się z mojego gabinetu, Potter — rzekł
Draco.
Nie płakałam. Nawet nie miałam na to ochoty. Nie
mogłam wiecznie rozpaczać przez Harry’ego Pottera. Będzie miał życie, na które
zasługuje. Karma się o to zatroszczy. Weasleyowie będą go nadal wykorzystywać i
znęcać się nad nim. A on zasługiwał na każdy gram bólu, którego doświadczył.
Harry przełknął ślinę, ale skinął głową i
wyszedł. Odważny chłopak, który walczył z Voldemortem, pozostał już tylko
wspomnieniem. Być może w końcu znalazł coś, z czym bał się walczyć. Samotność
stanowiła jego największy strach, a mierząc się z Ronem, w końcu będzie musiał
stawić czoła samotności, której się lękał.
Dean wstał, ale Draco uniósł rękę, żeby go
powstrzymać.
— Chcę, żeby Astrid była pod całodobową
obserwacją — poinstruował go Draco. — Samobójstwo nie wchodzi w grę.
Dean skinął głową i wyszedł.
Odwróciłam się i spojrzałam na Draco.
— Bardzo mi przykro — wyszeptał, odgarniając moje
loki.
Jego usta delikatnie musnęły moje ramię.
— Nie jestem na ciebie zła.
— Powinnaś. To ogromna strata, Hermiono. I był
pod moją opieką.
Musnęłam ustami jego usta.
— Rozwiodłam się. Jestem bezpieczna. To były moje
priorytety.
— Zabiję Weasleya i Pottera, zanim to się
skończy.
— Nie, nie zabijesz.
Uniósł brew, rzucając mi wyzwanie. Pokręciłam
głową.
— Dobra. Tylko Weasleya.
Zmrużyłam oczy.
— Chyba zapominasz, kto jest prawdziwym Potworem, Granger.
_____________
Witajcie :) trochę się podziało w tych rozdziałach. Jestem ciekawa, czy Wy też zawiedliście się na Harrym? Ja czułam mega zawód, ale mimo wszystko Hermiona dobrze to zniosła. A jego dopadnie karma. Oby tak było...
Zostały trzy rozdziały, w tym mój ulubiony z całej tej historii. Planuję opublikować je najpóźniej w sobotę. Także czekajcie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłej końcówki tygodnia! Enjoy!
Brak komentarzy