[T] Come To Claim: Rozdział 45
— Opowiedz mi wszystko — poprosiłam go, gdy
wróciliśmy do domu.
— Wszystko?
Pociągnęłam go na kanapę i położyłam mu nogi na
kolanach.
— Wszystko, Draco.
Przyglądał mi się. Na jego wyrazistych rysach
twarzy malowała się niechęć.
— A co, jeśli już nie będziesz mnie chciała? —
zapytał. — Nie jestem dobrym człowiekiem, Hermiono.
Chciałam przewrócić oczami. Właśnie spędził
ostatnie kilka lat na przywracaniu pamięci moim rodzicom. Nic nie mogło zmienić
mojego nastawienia do niego.
— Nigdy nie byłeś czarny lub biały — rzekłam. —
Uwielbiałam twoją szarość i nadal będę ją uwielbiać.
Uścisnął moją dłoń.
— Mam nadzieję.
Zaczął od moich rodziców. Pracował z Ronem i
Harrym nad sprawą i podsłuchał, jak rozmawiają o utracie wspomnień przez moich
rodziców. Ron był nieczuły, co nikogo nie zaskoczyło, ale Draco się
zainteresował. Poprosił Theo o zasięgnięcie informacji i dowiedział się, że to
ja rzuciłam na nich Obliviate i
wysłałam do Australii.
— Broniłaś mnie podczas procesu — powiedział. —
Wspierałaś moje uwolnienie. Chyba na początku czułem, że próbuję to naprawić.
Żeby ci się odwdzięczyć. Nadal byłem zagubiony, ale myślałem, że jeśli nie będę
ci nic winien, poczuję się lepiej. Ale potem zacząłem zdawać sobie sprawę, że
chcę, by twoi rodzice wyzdrowieli, bo to by cię uszczęśliwiło. Bo wtedy byłaś nieszczęśliwa.
— Theo wiedział?
Draco pokręcił głową.
— Powiedziałem tylko matce.
Trzymał mnie za jedną rękę, a drugą ściskał moje
udo, zataczając kciukiem małe kółka.
— Kilka razy próbowałem przyspieszyć sprawę —
przyznał. — Widziałaś jednej nocy. Ale w końcu byłaś tutaj i tak blisko mnie, a
ja po prostu chciałem, żeby się udało.
— Nigdy nie miałabym odwagi, by tego spróbować,
Draco — powiedziałam. — Za bardzo bałabym się, że stracę ich po raz drugi.
Jestem ci tak wdzięczna, że poświęciłeś na to tyle lat.
Pochylił się i pocałował mnie.
— Sprowadziłbym na ziemię cholerny księżyc,
gdybyś o to poprosiła.
Wiedziałam, że by to zrobił. Ten dziki, szalony
człowiek zrobiłby dla mnie wszystko.
— Namówiłem Notta, żeby cię zaprowadził do Nox.
Myślałem, że jeśli cię tam spotkam, przekonam cię, żebyś odeszła od Weasleya.
Nigdy nie zachowałem się honorowo w sprawie twojego rozwodu. Przeleciałbym cię
na wszystkie możliwe sposoby, żeby cię przekonać. Zamierzałem walczyć
nieczysto.
Zdecydowanie w to wierzyłam.
— Ale tej pierwszej nocy, kiedy cię tam
zobaczyłem, zamarłem. Nigdy tak naprawdę nie wierzyłem, że przyjdziesz, a Nott
mnie nie ostrzegł.
— Potrzebowałam, żebyś walczył nieczysto —
wtrąciłam. — Nie winię cię za to, ani nie osądzam.
Zamilkł na chwilę.
— Ale nie rozumiesz mojej potrzeby zemsty.
Wpatrywałam się w niego, przygotowując się na
wagę jego zaraz wypowiedzianych słów.
Czy to
zmieni moje zdanie na jego temat?
Prawda?
— Zabiłem Goldsteina.
Zaskoczyło mnie to.
W ogóle się tego nie spodziewałam.
Ron mógł uniknąć kary.
— Goldstein zawarł układ z prawnikami z
Ministerstwa. Miał zeznawać przeciwko Weaselyowi i co najwyżej dostać wyrok w
zawieszeniu. Widziałem umysł Goldsteina. Widziałem, co robił kobietom. Co tobie
chciał zrobić. Więc go złapałem. Rozdarłem jego umysł jak płatki kwiatu. I
zmusiłem go do samobójstwa.
Złapałam się na tym, że analizuję w myślach
opowieść Draco. Anthony był gwałcicielem. Okropnym człowiekiem. Świat był
lepszy bez niego.
— Ale jego zeznania…
— Wiedziałem, że jeśli okaże się martwy, wzbudzę
wystarczająco dużo podejrzeń wokół Weasleya, by zmusić Kingsleya do użycia
Veritaserum. I miałem rację.
Wciągnęłam powietrze. Ryzyko, jakie podjął, przyprawiło
mnie o dreszcz. Twarz Draco była maską chłodnej obojętności, którą nosił na co
dzień. Musnęłam kciukiem jego policzek, a on skierował moją dłoń w stronę swoich
ust, składając na nich pocałunek.
— Zapytaj mnie, dlaczego zaproponowałem, żeby
Weasley nie trafił do Azkabanu.
Mrugnęłam kilka razy.
Chciałam
odpowiedzi.
Ale
teraz stawałam z nimi twarzą w twarz i nie wiedziałam, czy zniosę kolejną
niespodziankę.
— Dlaczego?
— Szybko by umarł w Azkabanie. Narobił sobie zbyt
wielu wrogów jako Auror i bohater wojenny.
Przewrócił oczami i wychrypiał ostatnią część
zdania.
— Nie jestem dobrym człowiekiem, Hermiono.
Znacznie częściej rządzi mną Potwór niż czarodziej. A kiedy wypuszczam go z
klatki…
Czułam się tak, jakby wstrzymywała oddech.
Potrzebowałam, żeby to po prostu powiedział.
— Chodzę do Nory.
Serce mi waliło w piersi.
— A kiedy ten gnojek śpi, wślizguję się do jego
umysłu.
Zaschło mi w ustach.
— I spędzam godziny, torturując go.
W milczeniu chłonęłam szok wywołany tymi słowami.
— I uwielbiam to.
Część mnie myślała, że to może być jego powód.
Gdyby Ron był w Azkabanie, Draco nie mógłby się do niego dostać. Ale bezbronna
Nora była łatwym celem.
— Co, jeśli cię złapią? — zapytałam. — To może
wszystko zrujnować. Wszystko to, na co tak ciężko pracowałeś. Możesz wylądować
w Azkabanie.
— Bez obaw. A nawet gdyby, Główny Auror odpowiada
za losowe meldunki osób objętych surowymi, magicznymi ograniczeniami. Po prostu
wykazałbym, że przyszedłem na wizytę domową, albo oskarżyłbym go o wyłączenie
czujnika.
Nie
chciałam wiedzieć, jak go torturował.
Nie
obchodziło mnie to.
Nie za
bardzo.
Nie,
skoro Ron był na tyle chory, że sprzedał mnie do agencji towarzyskiej.
Miesiącami próbował kompletnie zrujnować mi życie.
— Widziałem jego myśli, Hermiono. Ma szczęście,
że tylko go torturuję po tym, co myślał. Zwłaszcza na twój temat.
— Nie chcę wiedzieć — wyszeptałam.
I nie
chciałam.
— Pragnę go dalej torturować — przyznał. — Ale
jeśli poprosisz mnie, żebym przestał, zrobię to. Zrobię dla ciebie wszystko.
Spojrzałam na jego zimne, szare oczy i
dostrzegłam w nich intensywność jego uczuć. Nienawidził Rona. Nienawidził go od
lat. Ale ta nienawiść się zmieniła. Wiedza, którą posiadał, sprawiła, że stała
się głębsza, bardziej osobista.
Rozważałam
poproszenie go, żeby przestał.
Rozważałam
okazanie Ronowi łaski.
Ale
żadne słowa nie padły.
Nie
byłam gotowa na ułaskawienie Rona.
Być może
nigdy nie będę.
Ale
miałam wybór, jeśli kiedykolwiek chciałam z niego skorzystać.
I to mi
wystarczyło.
Pochyliłam się i delikatnie pocałowałam Draco.
— Jakie jeszcze masz sekrety?
Przyglądał mi się z zakłopotanym wyrazem twarzy. Oczekiwał
mojej rekacji, ale nic nie powiedziałam, tylko czekałam.
— Chcę cię poślubić. Chcę, żeby wszyscy na
świecie wiedzieli, że jesteś moja. Rozważałem dolanie eliksiru do twojej kawy,
żeby zatrzymać działanie twojego zaklęcia antykoncepcyjnego, abyśmy mogli mieć
dzieci.
Moje brwi poszybowały w górę na to wyznanie.
— Naprawdę?
— Nie. Ale ciągle o tym myślę.
Nie wiedziałam, czy powinnam się śmiać, czy
schować głowę pod poduszkami na kanapie. Ten zaborczy Potwór był niemożliwy.
— Chcę zostać Ministrem Magii, żeby za
dwadzieścia lat, kiedy skończy się okres próbny Weasleya, móc go zwolnić i
wymierzyć zupełnie nowe kary. Ta nadzieja to jedyny powód, dla którego jeszcze
go nie zabiłem. Przyjemność torturowania go przez dekady gasi moją żądzę krwi.
Ale ledwo.
Przygryzłam wargę, obserwując, jak wypływa z
niego prawda.
— Jedynym powodem, dla którego tak naprawdę nie
zabiłem Pottera i jego kochanka, jest to, że wiem, jak bardzo popieprzone są
ich własne umysły. Są słabi. Ale cię nienawidzą. I uważają, że Weasley się
myli. Są po prostu zbyt tchórzliwi, żeby cokolwiek z tym zrobić.
Zadrwił z bycia Gryfonem.
— Nie chcę, żebyś zabił ani torturował Ginny —
powiedziałam.
— Nie zrobię tego — odparł. — Jest najbardziej
odważna z tej rodziny. I nienawidzi swojej matki i brata. Poza tym, jestem
ciekawy, jak to wszystko się potoczy.
Nie do końca rozumiałam, ale dałam temu spokój.
— To wszystko?
Draco zastanowił się przez chwilę, zanim pokręcił
głową.
— Cóż, nie. Chyba myślę o zabiciu Blaise’a za
każdym razem, gdy wspomina o waszych dzieciach. Ale to chyba nie jest tajemnicą.
Uśmiechnęłam się.
— Nie, to oczywiste.
— Och, i nie torturowałem Kruma. Ale byłem
blisko.
To mnie zaskoczyło.
Przybliżyłam się do Draco i usiadłam mu na
kolanach, obejmując go za szyję.
— Nic z tego nie zmienia moich uczuć — wyznałam.
— Kocham cię. Ale chyba najpierw pokochałam Potwora.
Roześmiał się i wtulił twarz w moją szyję, lekko
skubiąc skórę.
— Może zrobię ci malinkę i wpędzę pracowników
Ministerstwa w spiralę plotek.
Przewróciłam oczami.
Ale potem zastanowiłam się nad jego
wcześniejszymi słowami.
Chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że należę do
niego.
Był taki cierpliwy. Minęły tygodnie od
zakończenia procesu, a on nigdy nie wspomniał o podjęciu dalszych kroków.
Wiedziałam, że tego nie zrobi. Czekałby w nieskończoność, aż będę gotowa. Ale
dziś wieczorem rozmawialiśmy o małżeństwie i dzieciach. Właśnie tego pragnął.
Te myśli go pochłaniały.
— Chyba czas, żebym pokazała ci, jak bardzo
jestem wdzięczna — wyszeptałam mu do ucha.
Stężał pode mną niemal natychmiast.
— Co ci chodzi po głowie?
— Tylko rzeczy, które pokochałby Potwór.
~*~*~*~*~*~*~*~
Luna wpadła do mnie pod koniec tygodnia po
południu, żeby popracować nad artykułem, który pisała. Zapomniałam, że się
zgodziłam, dopóki nie przyleciała sowa z prośbą o wspólne spędzenie czasu. Po
pracy poszłyśmy do małej kawiarni niedaleko Ministerstwa i porozmawiałyśmy.
Z Luną zawsze łatwo się rozmawiało. Pomimo jej
dziwactwa, była wspaniałą słuchaczką i zawsze sprawiała, że czułam się
swobodnie.
Niczego nie ukrywałam w wywiadzie z Luną. Nie
chciałam, by w artykule zawarto jakiekolwiek tajemnice. Opowiedziałam o moim
rozczarowaniu małżeństwem z Ronem. O tym, jak zdrada potrafi naprawdę namieszać
w głowie.
Ale przede wszystkim mówiłam o uzdrowieniu.
O pójściu naprzód.
O odnalezieniu szczęścia i przyjaźni w
najmroczniejszych momentach.
~*~*~*~*~*~*~*~
W następnym tygodniu, jak zawsze, Draco i ja
szliśmy razem po Ministerstwie. Jego ręka spoczywała na moich plecach,
prowadził mnie przez korytarze i windy, a ja wtulałam się w każdy jego dotyk.
Kochałam go.
Dzisiaj, gdy wsiadaliśmy do windy, rzucano nam o
wiele więcej spojrzeń. Draco obok mnie zesztywniał. Wiedziałam, że grzebie w
myślach otaczających nas osób. I powstrzymałam uśmiech, gdy dostrzegłam Żonglera w czyjejś dłoni.
Draco miał spotkanie z samego rana, więc jechał
dziś na inne piętro. Dojechaliśmy na nie i dyskretnie pogłaskał mnie po
plecach, podczas gdy ja czekałam w windzie.
— Draco — zawołałam za nim.
W windzie było z nami co najmniej osiem innych
osób i każda z nich zamarła, patrząc na mnie. Draco znieruchomiał i powoli
odwrócił się do mnie.
— Kocham cię — powiedziałam.
Jego oczy były szeroko otwarte z szoku, jakby nie
do końca rozumiał, co słyszy.
— Ja też cię kocham, Hermiono — odpowiedział, a
na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
Mrugnęłam do niego, gdy drzwi windy się zamknęły
i zawiozły mnie na drugie piętro. Przygryzłam wargę, by nie wybuchnąć śmiechem
na widok szoku na jego twarzy i wszystkich wokół. Wątpiłam, by kiedykolwiek
słyszeli, żeby Draco kiedykolwiek zwrócił się do kogokolwiek tak czułymi
słowami. Ale cieszyłam się, że to mnie spotkał ten zaszczyt.
Kiedy weszłam do gabinetu, Theo już emanował ekscytacją,
czytając artykuł Luny.
— Czy on to, do cholery, widział?
Zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się, kręcąc głową.
— Myślisz, że byłabym tu, gdyby tak było?
Theo znów się roześmiał.
— Nie, podejrzewam, że będziesz przykuta do łóżka
do końca tygodnia.
— W takim razie wypełnię wniosek o urlop.
Theo odłożył gazetę i znowu parsknął śmiechem.
— Planowałaś zrobić z tego sensację, prawda,
Granger?
Luna przysłała mi korektę artykułu kilka dni
temu. Wszystko było dokładnie tak, jak chciałam.
— Ile minie, zanim tu wparuje? — zastanawiał się
Theo. — Minuty? Sekundy?
— Ma dziś rano dość ważne spotkanie z
Wizengamotem. Więc może o dziesiątej? Jedenastej?
Drzwi otworzyły się z hukiem.
— Cholera, powinienem był się założyć.
Theo parsknął śmiechem.
Draco miał łobuzerski błysk w oku, gdy szedł w
moim kierunku, całkowicie ignorując Theo. Przygryzłam wargę, żeby ukryć rozbawienie.
Wyglądał jak Potwór, gdy to robił. Trzymał gazetę w dłoni.
— Nie powinieneś być na spotkaniu?
Udawałam niewiniątko, opierając się o biurko.
Draco nic nie mówił, wsuwając palce w moje włosy
i przyciągając moje usta do swoich. Przywitał mnie głodnym żądaniem, całując
mnie i drażniąc ugryzieniami.
Nie mogłam złapać oddechu, gdy w końcu się
odsunął. Oparł czoło o moje.
— Dziękuję.
Pocałował mnie po raz ostatni, zanim odwrócił się
w stronę drzwi.
— Nott — rzucił, wychodząc i ocierając dolną
wargę kciukiem.
Śmiech Theo odbił się echem po podłodze, gdy
drzwi zamknęły się za Draco.
— Czas najwyższy — powiedział, rzucając gazetę w
moją stronę.
Spojrzałam na zdjęcie, które pozwoliłam
wykorzystać Lunie. To, które Blaise nam zrobił.
Hermiona i jej szczęśliwe zakończenie: Historia o
odzyskiwaniu życia po zdradzie i skandalu, głosił tytuł. Uśmiechnęłam się. Bo w końcu to była moja historia.
Moja narracja. W końcu byłam na tyle odważna, żeby ją opowiedzieć.
~*~*~*~*~*~*~*~
Ręce mnie bolały, gdy stałam przykuta do krzyża
św. Andrzeja, a Potwór klęczał przede mną. Lizał mnie, jakbym była oazą na pustyni,
a on człowiekiem spragnionym wody. W Nox były dziś tłumy ludzi. Oboje poszliśmy
na czarne piętro, czarna, delikatna tasiemka owinęła się wokół mojej szyi.
Byłam naga. Oboje mieliśmy maski.
Byłam blisko orgazmu. I Potwór o tym wiedział.
Odsunął się, a ja jęknęłam z powodu jego straty.
Taka była zasada.
Nikt nie mógł zobaczyć, jak każde z nas osiąga
orgazm.
To było tylko dla nas.
Ale szaleństwo wzajemnego doprowadzania się do
granic szaleństwa też było uzależniające.
— Moja kolej, kotku.
Nagle zeszłam z krzyża i padłam na kolana przed
nim. Ręce miałam związane za plecami, a on objął moją szyję swoją wielką
dłonią. Przyjęłam go tak głęboko w ustach, jak tylko mogłam, podczas gdy on
napinał biodra w moim kierunku. Starałam się wypuszczać powietrze nosem, gdy
wchodził głębiej.
— Rozluźnij gardło, kotku — warknął nade mną,
masując mi gardło i wpychając się głębiej.
Łzy piekły mnie w oczach, ale kochałam go.
Uwielbiałam patrzeć, jak jest tak dziki dla mnie. Świadomość, że to ja tak na
niego działałam, podniecała mnie. Kochałam go. Zapadałam policzki, a on jęczał
nade mną. Żałowałam, że nie mogę w pełni korzystać z rąk, bo trzymałabym go w
objęciach i wbijała paznokcie w jego udo.
Kontynuował kierowanie mną, trzymając dłoń na
mojej szyi, podczas gdy ja pochłaniałam go całego. Byłam tak podniecona, tak
blisko krawędzi, że potrzebowałam ulgi.
On też.
Z sfrustrowanym warknięciem wysunął się ze mnie,
zanim zdążył osiągnąć orgazm. Nie zadał sobie nawet trudu, by ukryć naszą
nagość, przerzucił mnie przez ramię i pomaszerował do prywatnego pokoju.
Podczas niektórych nocy udawało nam się dotrzeć do kominka i wrócić do domu, by
dokończyć. W inne ledwo docieraliśmy do jednego z pokoi.
Kiedy mnie niósł, uśmiechałam się do siebie.
Wiedziałam, że długo nie wytrzymam. Torturujące opóźnienie niemal dobiegło
końca.
Skręciliśmy za róg i dostrzegłam Theo
wciągającego kogoś do prywatnego pokoju. Tylko jedną dziewczynę. Nie jego
typowy harem.
Miał na sobie czarną wstążkę i ściskał dłoń
kobiety z różową wstążką.
I mogłabym przysiąc, że dostrzegłam przelotny
błysk jej rudych włosów, zanim drzwi się zatrzasnęły.
— Chcę cię posiąść, kotku — powiedział Draco,
przywracając moje myśli do teraźniejszości.
Uśmiechnął się łobuzersko, gdy nasze maski
zniknęły.
— Zrób coś gorszego — rzuciłam mu wyzwanie.
Wszedł we mnie, a ja krzyknęłam. Nigdy nie
przyzwyczaję się do jego rozmiaru. Był tak przytłaczający. Tak sycący.
— Więcej — nalegałam, wbijając paznokcie w jego
szyję i włosy. — Mocniej.
I odpowiedział z brutalną siłą. Przygwoździł mnie
do ściany, wchodząc we mnie. Moje nogi były tak słabe, że ledwo mogłam utrzymać
się wokół jego bioder.
— Tak bardzo cię kocham — warknął mi do ucha. —
Jesteś moja. Cała moja.
— Tak — wydyszałam. — Proszę, Draco, tak. Cała
twoja. Proszę.
— Kurwa!
Wcisnął dłoń między moje nogi i odnalazł
łechtaczkę.
Krzyknęłam, czując delikatny nacisk, który
sprawił, że omal nie doszłam. Draco już dochodził z rykiem, wypełniając mnie. A
potem podążyłam za nim, wpadając w euforyczny wir, który pozostawił mnie
oszołomioną i pozbawioną tchu.
— Kocham cię — wyszeptałam, całując go w
policzek. — Dziękuję. Dziękuję.
— Na zawsze — obiecał.
— Na zawsze.
__________
Witajcie :) tak oto kończy się ta historia. Było wiele dramatów, tajemnic, seksu i ogólnego zgorszenia, ale koniec końców jest super. Wszystko dobrze się skończyło, Draco wyznał prawdę, Hermiona go nie odrzuciła, więc wszyscy zadowoleni. Dajcie znać jak ogólne wrażenie.
Dziękuję wszystkim za odzew, komentarze, gwiazdki i kudosy. To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że tu jesteście i wspieracie mnie w tej czasem bardzo trudnej tłumaczeniowej drodze.
Jeśli chodzi o dalsze plany, to potrzebuję chwili oddechu od częstych publikacji. Ale to nie znaczy, że nie będę nic tłumaczyć. Planuję przygotować coś, na co prawdopodobnie od dawna czekacie. W międzyczasie wyjeżdżam na tydzień nad morze, także najbliższe publikacje są przewidziane na ostatni tydzień lipca. Wiem, że to daleko, ale będziecie zadowoleni, obiecuję. :) Oczywiście, następny rozdział „To, co jest między nami” zostanie opublikowany w następny weekend bądź w poniedziałek.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy.
Brak komentarzy