[T] Come To Claim: Rozdział 44
Draco nie mógł wyjść po rozprawie, tak jak reszta
z nas. Było już grubo po północy, kiedy w końcu wrócił do domu. Ja jeszcze nie
spałam. Trzymałam książkę na kolanach, kiedy znalazł mnie na balkonie.
Oparł się o drzwi, a ja spojrzałam na jego
przystojny profil. Był wyraźnie wyczerpany i w nieładzie. Jego włosy wyglądały
tak, jakby kilkakrotnie przeczesał je dłońmi. Podwinięta koszula odsłaniała
tatuaże na przedramionach. Okulary wisiały na idealnie kanciastym nosie,
dodając mu jeszcze bardziej ponurego uroku.
— Przepraszam, że wróciłem tak późno.
— Nic się nie stało — odpowiedziałam szczerze.
I tak było.
Nie obchodziło mnie to, że musiał zostać po
godzinach w pracy. Wiedziałam, że miał piekielny tydzień.
I ufałam Draco.
Ale nauczyłam się, że sprawy z Draco zawsze wiązały
się z czymś głębszym. Nie mogłam niczego brać za pewnik. Musiałam wychodzić
przed szereg. Zagłębiać się. Był skomplikowany. Miał powód wszystkich swoich
czynów i zawsze w pełni się w to angażował.
I właśnie w to wierzyłam, idąc naprzód.
Wstałam i lekko pociągnęłam go za krawat,
przybliżając jego szyję do siebie.
— Wyjaśnisz mi to — powiedziałam. — Kiedy
nadejdzie czas. Wyjaśnisz mi wszystko.
— Gdy tylko będziesz gotowa to usłyszeć —
obiecał.
Ale to nie miało się wydarzyć dziś wieczorem.
I prawdopodobnie nie jutro.
Ani w przyszłym tygodniu.
Ale prędzej czy później się poddam. Moja
ciekawość da mi popalić. I poproszę go, żeby mi wszystko opowiedział. Ale do
tego czasu spróbuję samodzielnie snuć teorie dotyczące rozwiązania zagadki.
Otarł się ustami o moje.
— Chodź się ze mną kochać, Granger — wyszeptał.
— Z przyjemnością, Malfoy.
~*~*~*~*~*~*~*~
Czułam się tak, jakbym właśnie dotknęła głową
poduszki, kiedy Draco obudził mnie potrząśnięciem.
Minęło prawie sześć tygodni od przesłuchania
Rona, a życie ewoluowało w nową rutynę. Niektóre elementy naszej dawnej rutyny
pozostały bez zmian. Nadal odprowadzał mnie do pracy każdego ranka.
Byłam szczęśliwa.
Moja kariera w końcu osiągnęła pożądany poziom.
Nasze badania trwały i były w pełni finansowane, a my realizowaliśmy kilka
projektów edukacyjnych.
Moje grono przyjaciół rozrosło się wykładniczo.
Prawdziwych przyjaciół. Takich, który bardzo się o mnie troszczyli.
I uprawiałam najbardziej otępiający i
satysfakcjonujący seks w moim życiu. Z mężczyzną, który mnie kochał.
Jedyne myśli, które mnie dręczyły, dotyczyły
tajemniczych zniknięć Draco.
Niezmiennie, dwa razy w miesiącu, znikał w środku
nocy i nie wracał aż do końca następnego dnia.
Byłam cierpliwa.
Powiedział, że mi powie.
I musiałam zaufać, że to zrobi. Ale gdzieś z tyłu
głowy wciąż się martwiłam. Bo jeśli to coś, czego nie będę mogła zignorować…
coś, z czym nie będę w stanie sobie poradzić, to mnie zniszczy.
— Obudź się, kochanie — wyszeptał obok mojego
policzka. — Chodź ze mną.
Wyjechał zaledwie kilka godzin temu na kolejny ze
swoich tajemniczych weekendów. I już wrócił.
— Chodź, Hermiono. Już czas.
Pochylił się i mocno pocałował mnie w usta,
pomagając wstać.
— Musimy iść na przyjęcie urodzinowe.
Spojrzałam na niego sennym, sceptycznym wzrokiem.
Moje urodziny były w poniedziałek.
— Draco, możemy iść jutro do klubu? Już spałam.
— Nie idziemy do klubu. — Pocałował mnie
ponownie. — Weź sweter. Jest zimno.
— Mamy wrzesień — sprzeciwiłam się. — Dzisiaj
było gorąco.
— Nie tam, dokąd idziemy, kochanie.
Przyjrzałam się jego ubraniu. Miał na sobie
sweter, dżinsy i buty. Ubrałam się podobnie i splótł swoje palce z moimi.
Zaprowadził mnie do obrazu w holu głównym, gdzie
ukryty był jego świstoklik. Pocałował mnie w kostki i poprowadził dalej. Nie
wiedziałam, czy chcę stawić czoła rzeczywistości tamtego miejsca.
— To przyjęcie urodzinowe, czy w końcu dowiem
się, dokąd znikasz?
— Jedno i drugie.
Jego odpowiedź nie przyniosła mi ulgi.
Po prostu ścisnął moją dłoń i podszedł do
świstoklika.
— Gotowa?
Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam krok naprzód z
wyciągniętą ręką.
Zmrużyłam oczy przez światło i zdałam sobie
sprawę, że jesteśmy gdzieś na zewnątrz. Było tu chłodniej i był środek dnia.
Na drugim końcu świstoklika znajdował się karmnik
dla ptaków w ogromnym ogrodzie czyjegoś domu. Zapach owiał mnie znajomą
nostalgią. Duże i jaskrawe dalie wypełniały przestrzeń po mojej lewej stronie.
Draco puścił moją dłoń.
Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, ale
uśmiechnął się do mnie delikatnie, wskazując na dom.
— Śmiało — zachęcił.
Zmarszczyłam brwi.
— Co to jest? Gdzie jesteśmy?
— Ufasz mi?
Cholera.
Znowu padło
to pytanie.
Nie
miałam powodu, by mu nie ufać.
Zebrałam się w sobie i skinęłam głową.
Ufałam mu.
Wyciągnęłam do niego rękę.
— Chodź ze mną.
Wiedziałam, że jesteśmy na podwórku za domem, ale
go nie rozpoznałam.
Wplótł swoje palce pomiędzy moje i ruszyliśmy do
drzwi. Słyszałam głosy w środku i jakiś stukot w kuchni, która, jak
przypuszczałam, znajdowała się po drugiej stronie drzwi. Zasłony były
zaciągnięte, więc nie mogłam zajrzeć do środka. Serce waliło mi jak młotem.
Nie lubiłam niespodzianek.
Draco wyciągnął rękę i otworzył przesuwane drzwi.
Wszedł pierwszy do środka i usłyszałam znajomy głos.
— Draco, kochanie, miło cię widzieć.
Całe moje ciało zamarło.
— Zaufaj mi — nalegał, pociągając mnie za sobą.
Mój mózg nie potrafił zrozumieć tego, co
usłyszał.
To
niemożliwe.
Bo…
Z trudem przetworzyłam to, co widziałam.
— Hermiono.
Zdławiłam szloch.
— Hermiono — powiedziała ponownie, a jej szloch
zrównał się z moim.
Okrążyłam wysoką postać Draco.
— Mama?
Jean Granger wyglądała dokładnie tak, jak ją
zapamiętałam. Minęły lata, odkąd widziałam ją przed jej nowym gabinetem.
Australia.
Teraz to miało sens.
Różnica
czasu.
Różnica
warunków atmosferycznych.
Moja mama wypowiedziała moje imię.
Ale ostatni raz, kiedy ją widziałam, przebiegł
zupełnie inaczej.
Wspomnienia mojej matki nie zostały odzyskane.
Nie mogłam ich przywrócić.
Uzdrowiciele, z którymi rozmawiałam, mówili, że
to niemożliwe, biorąc pod uwagę powagę i siłę mojej klątwy.
Mama podeszła i objęła mnie najmocniej, jak się
dało.
— David! — krzyknęła. — David, chodź szybko!
Szlochałam w ramionach mamy. Ochrypłym, urywanym,
rozdzierającym szlochem, który rozdzierał całe moje ciało.
To był
szalony sen. Musiał nim być.
Nagle mój tata też mnie objął.
— Hermiono — wykrztusił. — Witaj, kochanie.
Nie wiem, jak długo tak staliśmy. Moje łzy zlały
się z ich łzami w powodzi dezorientacji i emocji.
Zaraz
się obudzę.
Zrozumiem,
że to okrutny żart mojego pogrążonego w żałobie umysłu.
— Mają się dobrze — powiedział głos.
Głos, który rozpoznałam.
Niechętnie oderwałam głowę od ramienia mamy i
zobaczyłam Sabine stojącą obok Draco i przeglądającą kartę w dłoni.
Spojrzałam na Draco, który podniósł wzrok znad
pergaminów w dłoni Sabine. Uzdrowicielki umysłu. Powiedział, ze zna je od lat…
— Jak? — wychrypiałam.
Mama odsunęła się i otarła oczy chusteczką taty.
— Usiądźmy — zaproponowała.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła na kanapę w
salonie. Tata szedł tuż za mną, delikatnie masując moje ramiona.
Rozejrzałam się po salonie i zobaczyłam swoje
zdjęcia. Nie było żadnych z dzieciństwa. Ale wszystkie pochodziły z wycinków z
gazet po wojnie. Jedno z nich pochodziło z oznaczenia mnie przez Ministerstwo
za zasługi podczas wojny. Potem zaczęłam dostrzegać inne. Ja śmiejąca się z
Astorią i Pansy. Theo i ja wygłaszający przemówienie. Draco i ja siedzący na
kanapie w jego domu, moje nogi oplatały jego nogi, a ręce obejmowały szyję, gdy
całowałam go w policzek. Blaise zrobił to zdjęcie dwa tygodnie temu. Draco
powiesił je na lodówce.
— Może powinniśmy zacząć?
Sabine zrobiła krok naprzód, a Gemma podeszła z
drugiego końca pokoju.
— Oczywiście — rzekła mama.
Usiadła tuż obok mnie, a mój ojciec zajął krzesło
po drugiej stronie. Draco oparł się o ścianę z boku i puścił do mnie oko, kiedy
nawiązaliśmy kontakt wzrokowy.
— Draco poznał nas kilka lat temu — zaczęła
Gemma. — Okrył nasze badania i skontaktował się z nami w sprawie szczególnego
przypadku, o którym wiedział.
Spojrzałam na niego, dłoń mamy ścisnęła moją.
— Lata?
Nie odpowiedział, gdy Sabine mówiła.
— Nigdy nie widziałyśmy tak dobrze rzuconego
zaklęcia Obliviate — pochwaliła mnie,
a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Nigdy nie byłam dumna ze skuteczności tego
zaklęcia. Odebrało mi rodziców na zawsze.
— Musieliśmy postępować ostrożnie — kontynuowała Gemma.
— Zajęło nam prawie cztery lata, zanim perfekcyjnie wdrożyliśmy ten poziom
odbudowy.
— Zaczął jako klient. — Jean uśmiechnęła się. —
Przychodził na czyszczenie zębów. Ma takie śliczne zęby.
Mrugnęła do Draco. Moje myśli pędziły. Nie mogłam
sobie wyobrazić Draco Malfoya udającego mugola i chodzącego do dentysty.
— Ważne było, aby Draco zapoznał się z twoimi
rodzicami, by stworzyć okazję do komunikacji. Nie znał ich przed rzuceniem
zaklęcia, więc nie istniało ryzyko, że wspomnienia o nim wywołają o nim stres,
gdy wypłyną na powierzchnię. Draco mógł być dla nich bezpieczną bazą.
— Gdybyś to ty próbowała być kotwicą, mogłoby to
być traumatyczne dla ich umysłów i zrujnować nasz postęp — wyjaśniła Sabine.
— Każdego miesiąca planowaliśmy interakcje z
Draco. Sklepy, restauracje, plaże, spotkania. Stał się ważnym elementem ich
życia — powiedziała Gemma. — To pomogło zbudować zaufanie.
— Dar Legilimencji Draco był niezastąpiony.
Potrafił odczytać, jak daleko się posuwamy i czy nie przekraczamy swoich
możliwości. Pomógł nam natychmiast wyznaczyć granice.
— Na początku byliśmy bardzo ostrożni — rzekła
Sabine. — I słusznie. Nigdy wcześniej nie robiliśmy takiego odwrócenia. A on
był bardzo opiekuńczy. Jeśli tylko pojawiał się cień dyskomfortu, wycofywał
się. Dlatego zajęło nam to tak dużo czasu.
— Odzyskałam swoje pierwsze wspomnienie dwa lata
temu — wtrąciła Jean. — Twój ojciec tak samo.
— Nikt z nas nie był pewien, jak fizyczne
spotkanie z tobą wpłynie na nasze umysły — odparł David. — Nie chcieliśmy
zrujnować wszystkich postępów, jakie poczyniliśmy.
—Domyślałam się, że czekaliśmy bardzo długo.
Poczekalibyśmy tak długo, jak tylko trzeba, żeby mieć pewność, że będzie
idealnie — dodała Jean.
— Jest idealnie — powiedziałam, a emocje ścisnęły
moje gardło. — Wszystko jest idealne. I bardzo prze…
Czknęłam szlochem.
— Ochroniłaś nas — zapewniła mnie, odgarniając
moje włosy. — Uratowałaś nam życie.
— Twoja rodzina stanowiła cel — rzekł Draco. —
Tylko w ten sposób mogłaś ich uratować.
Moje oczy spotkały się z jego. Moje obawy się
potwierdziły. Śmierciożercy by ich ścigali.
Jak
wiele z tego wiedzieli moi rodzice?
— Wszystko — odpowiedział na głos.
— Gwoli ścisłości — powiedziała moja mama surowym
tonem. — Byłam zdecydowanie przeciwna samookaleczeniu blizną Szlama.
Otworzyłam szeroko oczy, odwracając się do Draco.
Naprawdę powiedział im wszystko.
— Może powinniśmy dać im trochę prywatności —
zasugerował, prostując się. — Mam kilka spraw do załatwienia.
Skinął na Gemmę i Sabine. Obie spojrzały jeszcze
raz na swoje karty, zanim skinęły głowami ku nam.
— Wszystko idzie dobrze. Nie widzę traumy —
powiedziała Gemma. — Ale zawołajcie Draco, jeśli coś się zmieni. On się z nami
skontaktuje.
— Dziękuję — zdołałam wyszeptać. — Dziękuję za to
wszystko.
Sabine puściła oko, gdy szły za Draco do drzwi
wejściowych.
— Wrócę — zapewnił. — Użyj sygnetu, jeśli
będziecie mnie potrzebować.
A potem zostałam sama.
Z rodzicami.
I
wiedzieli, kim jestem.
Pamiętali.
Wydusiłam z siebie dźwięk przypominający śmiech i
szloch, gdy znów rzuciłam się w ramiona mamy.
Pocałowała mnie w policzki i głowę, trzymając.
— Tak bardzo cię kochamy — powiedziała. — Tak
bardzo.
— Mam wam tak wiele do opowiedzenia. Sporo się
wydarzyło.
— Większość naszych sesji z Draco w ciągu
ostatniego roku polegała na opowiadaniu nam o tym, co się działo i sprawdzaniu,
jak nasze umysły sortują i przechowują te informacje — rzekł mój tata,
wskazując na stos gazet.
Ścisnęło mnie w żołądku.
— Czytaliście gazety?
— Hermiono. — Mama uniosła mój podbródek. — To,
co ci się przydarzyło, było straszne. Musieliśmy się przekonać, czy potrafimy
sobie poradzić ze złymi wiadomościami tak samo dobrze, jak z dobrymi
wspomnieniami. Ale jesteśmy zdruzgotani, że nie mogliśmy być przy tobie i cię
wspierać.
— Ale jesteśmy z ciebie cholernie dumni —
powiedział tata, a jego oczy błyszczały łzami. — Jesteś taka silna.
— Nie przetrwałabym tego roku bez Draco —
mruknęłam szczerze. — Nie wiem, gdzie bym teraz była.
Chciałam wymiotować. Mogłabym być teraz w Scry.
Mama znów pocałowała mnie w głowę i zaczęła
wypytywać o moje badania. Tata również. Zupełnie jak za dawnych lat. Wracałam
ze szkoły, a oni oboje całkowicie zanurzali się w moim świecie. Zawsze tak
dobrze im szło, że moje życie wydawało się połączone z ich życiem, mimo że większość
roku przebywaliśmy w zupełnie innych społecznościach. Nigdy nie czuliśmy się
mugolami ani magicznymi istotami. Po prostu czuliśmy się jak w domu.
Straciłam poczucie czasu, nadrabiając zaległości.
W końcu Draco wrócił i dołączył do nas w salonie, aż mama wstała, żeby
przygotować kolację. Dołączyłam do niej i zaczęłam pomagać obierać i myć
ziemniaki. Tak jak zawsze przed przygotowaniem niedzielnej pieczeni.
Draco i mój tata zaczęli oglądać mecz piłki
nożnej, a Draco był zaskakująco na bieżąco z faktami dotyczącymi ulubionej
drużyny mojego taty.
Obserwowałam ich z oszołomioną miłością.
Czy to
działo się naprawdę?
— Całkiem niezwykły młody człowiek.
Mama uśmiechnęła się.
Zerknęłam na nią i zobaczyłam, jak uśmiecha się
ironicznie. Poczułam, że się rumienię.
— Opowiedział nam wszystko — wyznała cicho. —
Wszystkie wspomnienia związane z tobą ze szkoły. O czystości krwi. O wojnie. O wszystkim.
Powiedział nam, jak ważne będzie zbudowanie między nami zaufania i zasłużenie
na nasze przebaczenie.
Powstrzymałam wzruszenie. Byłam tak przejęta
aktem miłości Draco, że ledwo mogłam to wszystko przetworzyć. Ten poziom
uwielbienia i miłości przekraczał wszystko, co mogłabym mu dać w zamian.
— Zasłużył na nie?
Uśmiechnęła się, patrząc na niego i mojego tatę.
— Wybaczenie Draco jego czynów z przeszłości
przyszło nam tak łatwo, jak oddychanie — odpowiedziała.
— Ja miałam tak samo — przyznałam.
Zjedliśmy razem kolację. Kupili mi nawet kilka
prezentów urodzinowych. Dostałam od nich pięć zawieszek do bransoletki, którą
zaczęli tworzyć, kiedy poszłam do Hogwartu. Po jednej na każdy rok, który
przegapiliśmy.
Tata znalazł też pierwsze wydanie książki o
alchemii w jednym ze swoich antykwariatów. Zawsze uwielbiał znajdować dla mnie
małe nawiązania do magii w mugolskim świecie.
Wszystko było takie idealne.
Najbardziej idealny dzień.
— Kiedy mogę wrócić? — zapytałam po kolacji. —
Mogę do was napisać? Jak to działa?
— Uzdrowicielki oczyściły ich umysły — powiedział
Draco. — Nie ma powodu, dla którego wasze życie nie miałoby wrócić do
normalnego poziomu interakcji sprzed zaklęcia.
— Więc znajdziemy nową normalność — rzekł tata,
przytulając mnie.
— Może wrócimy do Londynu. — Mama puściła do mnie
oko. — Wiesz, że nie mogę się doczekać, żeby poznać twoją matkę.
Draco się uśmiechnął.
— Powiedzcie słowo, a spakujemy was i
przeprowadzimy w mgnieniu oka.
Objęłam mamę, gdy Draco i mój tata się
przytulali.
— Kocham cię — wyszeptałam do niej. — Jestem taka
wdzięczna, że was odzyskałam.
Pocałowała mnie w policzek i objęłam tatę.
— Wkrótce się zobaczymy, kochanie — zapewnił.
Mama mocno przytuliła Draco i szeptała do niego
coś, czego nie słyszałam. Uśmiechnął się i kiwał głową w odpowiedzi, ale ona kontynuowała
rozmowę.
Po kolejnej minucie w końcu odsunęła się i
pocałowała go w oba policzki.
— Wkrótce się zobaczymy, kochanie — obiecała mi,
gdy wychodziliśmy tylnymi drzwiami.
Draco niósł moje prezenty w jednej ręce, a drugą
trzymał mnie za rękę.
— Kocham cię — wyznałam.
Bo właśnie tak było. To był jedyny sposób, w jaki
mogłam pomyśleć o wyrażeniu słowami lub próbie zrozumienia ogromnego daru, jaki
mi dziś podarował. Przywrócił całe moje życie. Moją rodzinę. I robił to od lat.
Kiedy jeszcze byłam mężatką. Kiedy cierpiałam każdego dnia i nie widziałam
sensu życia. Draco pracował. Dla mnie.
Pocałował mnie, zanim dotarliśmy do świstoklika.
Rzuciłam jeszcze jedno spojrzenie przez ramię i pomachałam rodzicom.
Miałam drugą szansę.
Mój dom w końcu wydawał się kompletny.
_____________
Witajcie :) wiem, że w tym opowiadaniu rzadko piszę coś od siebie pod rozdziałami, ale ten jest dla mnie wyjątkowy. Ten rozdział jest moim ulubionym w całej historii. Ten rozdział sprawił, że pokochałam to opowiadanie. To, co Draco zrobił dla Hermiony jest nie do opisania. Osobiście wiele to dla mnie znaczy, bo sama niedawno straciłam bliską osobę i zrobiłabym wszystko, by ją odzyskać. Ale nie mogę. Może jestem emocjonalna, wybaczcie. Ale po prostu uwielbiam ten rozdział.
Przed nami jeszcze ostatni, zatem zapraszam!
Brak komentarzy