[T] Come To Claim: Rozdział 43
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na trzy ostatnie rozdziały tego tłumaczenia. Miłej lektury!
______
Myślałam o tym, żeby nie iść na tygodniowe
przesłuchanie Astrid i reszty pracowników Scry. Siedzenie tam i ponowne
stawienie jej czoła było przerażające. Właśnie zaczęłam przesypiać noce, nie
słysząc jej przenikliwego krzyku, który dźwięczał mi w głowie. Nie wiedziałam,
czy chcę wracać do tych koszmarów.
Jednak Pansy i Theo siedzieli ze mną. I każdego
dnia patrzyłam, jak Draco i prawnicy Ministerstwa ją rozszarpują. Obwiniała
mugoli, którzy z nią pracowali, twierdząc, że wielu z nich ją do tego zmusiło.
Nie wiem, czy ktokolwiek z rady w to uwierzył. Problem tkwił w żelaznych
umowach, które stworzyła. Kobiety i mężczyźni nie byli tam wbrew swojej woli.
Świadomie i dobrowolnie podpisywali umowy o pracę. Byli winni pieniądze, byli
narkomanami albo po prostu chcieli zarobić i nie mieszkać na ulicy.
Byłam jedyną, która została zatrudniona w Scry
wbrew swojej woli.
Z powodu powagi zarzutów wobec Astrid,
Ministerstwo postanowiło podać jej Veritaserum ostatniego dnia. Wzdrygnęłam
się, wiedząc, że ostatni raz Ministerstwo posunęło się do takich kroków po
wojnie. Rodzina Malfoyów została poddana temu zabiegowi podczas procesu.
Częściowo przypisywałam to powodowi, dla którego Draco stał tam, gdzie teraz
był. Ale to nie ułatwiało mi zrozumienia, że wymuszono na nim prawdę.
Patrzyłam, jak urzędnicy Ministerstwa siłą
wlewali jej płyn do ust, podczas gdy ona walczyła i krzyczała.
Jej
krzyk.
Zacisnęłam oczy i poczułam, jak drżą mi ręce na
kolanach.
Dźwięk
przeszywający do szpiku kości.
Strasznie się trzęsłam.
Czułam wilgotny pot na karku.
Wszystko się zaciskało.
Potrzebowałam
powietrza.
Musiałam
się stąd wydostać.
A potem poczułam jego obecność.
— Hermiono
— wyszeptał Draco do mojej świadomości. — Tylko
ja tu jestem. Tylko ty i ja. Ona nie może cię już skrzywdzić. Zaopiekuję się
tobą.
Czułam, jak Theo wplata palce między moje i
ściska. Pansy zrobiła to samo z moją drugą dłonią.
— Jesteś
bezpieczna, kochanie. Zawsze jesteś bezpieczna ze mną.
Moje tętno zaczęło zwalniać.
Myślałam tylko o nim.
Tylko o Draco i mnie.
— Kocham
cię.
Z drugiego końca pomieszczenia widziałam jego
wwiercające się we mnie spojrzenie. Wokół nas trwał proces, ale czułam,
jakbyśmy byli tu sami. Jakby stał tuż obok. Był zawsze obok mnie, gdy go
potrzebowałam.
Moja pierś nabrzmiała emocją.
Wiedziałam, co to było.
To uczucie spełnienia. Poczucie, że nie jestem
już sama.
Akceptował
mnie.
Kochał
mnie.
Dopingował
mnie, gdy osiągałam sukcesy i wspierał, kiedy miałam gorsze chwile.
Jego opiekuńcza natura.
Jego śmiech.
Jego hojność.
Jego serce.
I był gotów ofiarować mi to wszystko.
Draco Malfoy mnie kochał.
Skinął głową, wciąż łącząc się ze mną myślami.
Przełknęłam ślinę.
— Kocham
cię — wyszeptałam do niego przez salę sądową.
I kochałam.
A ten wspaniały człowiek zasługiwał na to, żeby o
tym wiedzieć.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech i natychmiast
się pochylił, żeby go ukryć.
— Trochę
głośniej dla tych z nas, którzy siedzą z przodu, Granger — zażartował,
drocząc się ze mną.
Minister rozpoczął przesłuchanie i oboje
wróciliśmy do teraźniejszości. Kochałam go. I nie żałowałam, że w końcu to
wyznałam. Nie, skoro on wciąż pozostawał ze mną mimo okoliczności.
Przesłuchanie trwało godzinami. Ale na każde
pytanie otrzymywaliśmy boleśnie wymuszoną, szczerą odpowiedź.
— Czy byli mężczyźni i kobiety, którzy zawarli z
panią umowę, a pani świadomie ich oszukała? — zapytał Kingsley.
— Tak.
Zerknęłam na Draco, ale on wpatrywał się w
Astrid.
— Czy fałszowała pani dokumenty, żeby zatrudniać
pracowników dla Scry?
— Nie.
Niespokojnie poruszyłam się na ławce i spojrzałam
na Pansy. Ona również rzuciła mi pytające spojrzenie.
— Proszę wyjaśnić.
Astrid wyglądała tak, jakby chciała stłumić
potrzebę tłumaczenia się, ale otworzyła usta i słowa zaczęły płynąć
strumieniem.
— Często poganiałam ich podczas podpisywania,
żeby nie mieli czasu przeczytać całej umowy. Musieli podpisywać.
Theo zaklął pod nosem.
— Jak wiele? — zapytał ktoś inny.
— Ponad sto — odpowiedziała.
Żołądek podszedł mi do gardła.
— Co może nam pani powiedzieć o umowie pani
Granger?
Zacisnęłam pięści i niespokojnie poruszyłam się
na ławce, patrząc na nią.
— Nigdy nie miałam kontaktu z panią Granger,
zanim sprowadzono ją do Scry.
— Zanim ją porwaliście — warknął Draco.
— Nigdy nikogo nie porwałam — rzekła z
przekonaniem. — Po prostu wymagano ich obecności, co było zawarte w umowie.
— A nieautoryzowane świstokliki? — dopytywał
Draco.
Skinęła głową.
— David Speggland był wiernym klientem.
Otrzymywał darmowe spotkania z wybranymi przez siebie kobietami i mężczyznami w
zamian za pełną współpracę w tworzeniu świstoklików pod nosem Głównego Aurora.
Czuła, że Draco kipi ze złości. Kolejny z jego
pracowników uległ uzależnieniu do Scry.
— Panno Clomey. — Kingsley przerwał szepty
rozchodzące się po sali sądowej. — Czy wiedziała pani o sfałszowanych
dokumentach panny Granger, czy nie?
— Nie obchodziło mnie, jak podpis panny Granger
znalazł się na tych dokumentach. Są wiążące. A ona była warta o wiele więcej
niż jej waga w złocie.
Włosy stanęły mi dęba na myśl o tym, jak straszne
rzeczy mogły się wydarzyć.
— Co pani wie o udziale w tym pana Weasleya? —
zapytał ktoś inny.
Wstrzymałam oddech.
— Nigdy nie widziałam, żeby pan Weasley podpisał
umowę za pannę Granger, ani nie słyszałam, żeby o tym mówił.
Mój żołądek gęstniał niczym przepastny dół.
Miałam nadzieję, że jej wyznania pod wpływem Veritaserum wystarczą, by zamknąć
Rona razem z nią.
— Wierzę, że pan Goldstein pragnął obecności
panny Granger w Scry o wiele bardziej niż jej mąż.
W sali rozległy się szepty, gdy zrozumiałam sens
jej słów.
Zrzuciła
winę na Anthony’ego.
Nie na
Rona.
Kingsley uderzył młotkiem w biurko przed sobą.
Nie słyszałam nic poza szumem w uszach.
Na mojej twarzy dało się dostrzec przerażenie, a
na twarzy Draco morderczą furię.
— Cisza! — krzyknął Kingsley ponad tłumem.
Czułam, jak mury mojego bezpieczeństwa i pewności
siebie wokół mnie się trzęsą.
Jak do
tego doszło?
Ledwo słyszałam resztę zadawanych jej pytań.
Żadne z nich nie miało znaczenia. Ron będzie wolny. Nie było mowy, żeby go teraz
oskarżyli. Mało brakowało, żeby nie poniósł konsekwencji swoich działań w moim
procesie przeciwko niemu.
Astrid została eskortowana z miejsca dla
świadków.
Siedzieliśmy nad tym od kilku dni.
I po co?
Zostanie
skazana. Wiedziałam o tym.
Ale to
nie wystarczy.
Nie do
końca.
Młotek Kingsleya uderzył mocno jeszcze trzy razy.
— Naszym ostatnim świadkiem jest pan Ronald
Billus Weasley.
Odwróciłam głowę w stronę Theo, który wzruszył
ramionami. Nie sądziłam, że Ron będzie przesłuchiwany, bo już zeznawał na
naszej rozprawie.
Z tego samego powodu nie musiałam zeznawać.
Wyraz twarzy Draco przyprawił mnie o dreszcze.
Wyglądał jak kobra gotowa do ataku.
— Panie Weasley. — Kingsley uderzył młotkiem
jeszcze kilka razy, przekrzykując głośne rozmowy publiczności. — Uznano, że będzie
pan zeznawał po uprzednim zażyciu Veritaserum, aby odpowiedzieć na pytania
dotyczące pana udziału w Scry i porwania żony, z którą był pan w separacji.
Oczy o mało nie wyskoczyły mi z orbit.
— W związku z niedawną śmiercią naszego drugiego,
kluczowego świadka uznaliśmy za absolutnie konieczne odkrycie prawdy i
zapobieganie istnieniu fanatyków lubiących taki styl życia.
Draco wstał.
To on
będzie przesłuchiwał?
— Panie Weasley — chłodny ton Draco sprawił, że
włosy stanęły mi dęba. Potrafił być przerażający. — Czy użył pan pióra, żeby
sfałszować kilka ministerialnych dokumentów, czy nie?
— Tak, użyłem.
Nie mogłam powstrzymać westchnienia, podobnie jak
reszta zgromadzonych.
— Czy podrobił pan podpis panny Granger na
dokumentach podatkowych dla Ministerstwa?
— Tak.
Pansy ponownie sięgnęła po moją dłoń.
— Czy podrobił pan podpis panny Granger na umowie
ze Scry?
Twarz Rona poczerwieniała.
Próbował przygryźć wargę.
— Tak — mruknął.
Chciało mi się wymiotować.
Wszyscy obecni odezwali się jednocześnie, nie
próbując już powstrzymać się od szeptów. Kingsley raz po raz uderzał młotkiem.
Kilka osób zaczęło wykrzykiwać obelgi pod adresem Rona.
— Pieprzony palant! — krzyknął Theo, dołączając
do tych, którzy wyzywali Rona.
Złapałam Theo za rękę, ściągając go z powrotem na
ławkę, podczas gdy on wykonywał kilka niegrzecznych gestów.
— Cisza! — zarządził Kingsley.
— Zamierzałem zerwać umowę, jak tylko zbiorę
pieniądze! — próbował tłumaczyć się Ron. — To był jedyny sposób, jaki przyszedł
mi do głowy, żeby wyjść z długów, które u nich miałem! To był pomysł
Goldsteina!
— Cisza! — krzyknął Kingsley.
— Czy koordynował pan porwanie żony dla Scry? —
zapytał Draco, przekrzykując rozmowy.
— Nie. To ich sprawka.
— Czy szantażował pan swojego najlepszego
przyjaciela i brata, żeby zdobyć pieniądze?
— Główny Aurorze Malfoy — ostrzegł Kingsley.
Ale było już za późno. Uprzednio wypity eliksir,
skłonił go do przemówienia.
— Tak.
— Czy zgodził się pan, by pan Goldstein uprawiał
seks z panią Granger, za jej zgodą lub bez, w zamian za szkodliwe informacje w
prasie na jej temat?
— Tak.
Ludzie zgromadzeni w sali wybuchli wściekłością.
Kilku członków rady westchnęło i parsknęło, będąc świadkami zeznań Rona.
— Panie Malfoy. — Kingsley uderzył młotkiem. —
Proszę trzymać się sprawy!
— Czy miał pan coś wspólnego ze śmiercią
Anthony’ego Goldsteina?
Ron wyglądał na kompletnie pokonanego. Katar
spływał mu po twarzy, mieszając się z morzem gniewnych łez i zaczerwienionymi
policzkami. Pokręcił bezradnie głową.
— Nie.
Draco odwrócił się w stronę Ministra i Rady, wskazując
ręką Ronalda.
— Twój bohater wojenny, Ministrze — zadrwił i
usiadł z powrotem.
Zapadła cisza przepełniona szokiem, gdy
chłonęliśmy ciężar wyznań Rona. Kingsley zażądał, aby rada zignorowała zeznania
Rona, które złożył pod przymusem i które nie miały związku ze sprawą. Ale
prawda wyszła na jaw.
Najpierw zapadł wyrok w sprawie Astrid.
Skazano ją na pocałunek dementora.
Jej majątek miał zostać sprzedany i wypłacony
ocalałym po tych, których katowała i wykorzystywała.
Sześcioro innych czarodziejów i czarownic zostało
skazanych, a także trzech mugoli.
A potem przyszła kolej na Rona.
Był blady jak ściana. Rude włosy sprawiały, że
skóra niemal lśniła w mrocznym świetle sali sądowej.
Czułam się tak, jakbym szlochała, czekając na
wyrok.
To
musiał być ten moment.
— Niech podniosą rękę ci, którzy są za skazaniem
pana Weasleya za spisek dotyczący handlu ludźmi.
Wszystkie ręce się uniosły.
Łzy napłynęły mi do oczu.
— Kto się sprzeciwia?
Cisza. Ogłuszająca i satysfakcjonująca cisza.
— Kto jest za skazaniem pana Weasleya za
nadużycia?
Znów wszyscy podnieśli ręce.
— Kto się sprzeciwia?
Nikt.
— Hermiono.
Mój wzrok powędrował w stronę Draco. Wpatrywał
się we mnie z taką intensywnością.
— Ufasz mi?
Zmarszczyłam brwi.
— Hermiono,
odpowiedz szybko. Ufasz mi?
Wstał.
Skinęłam głową.
— Tak.
Draco odwrócił się do Kingsleya.
— Panie Ministrze, jeśli mogę?
Wstrzymałam oddech, patrząc na Draco.
— Co on, kurwa, wyprawia? — wyszeptała Pansy.
— Rozumiem powagę i przerażający charakter czynów
pana Weasleya. Widziałem na własne oczy, jak krzywdził kilku z tych, których
kiedyś uważano za jego najbliższych sojuszników. Ale myślę, że Azkaban nie jest
odpowiednim miejscem dla niego.
— Cholera jasna — mruknął Theo.
Nie miałam pojęcia, co Draco wyprawia. Poprosił,
żebym mu zaufała, ale to…
— Wezmę pod uwagę pana opinię, dziękuję Główny
Aurorze.
Kingsley skinął głową.
Draco zrobił to samo i ponownie zajął swoje
miejsce. Minister kilkakrotnie przesunął dłonią po brodzie, przyglądając się
Ronowi. Nie rozumiałam, co Draco robi. Dlaczego
nie chciał, by Ron wylądował w Azkabanie? Będzie bezpieczniej, gdy tam będzie.
To jego miejsce.
— Panie Weasley — powiedział w końcu Kingsley. —
Pana magia zostanie panu odebrana na następne dwadzieścia lat, podczas gdy
będzie pan odbywał karę w zawieszeniu. Przez cały ten czas będzie pan nosił
magiczny czujnik na kostce. Ma pan zakaz opuszczania Zjednoczonego Królestwa i
zakaz podróżowania poza granice kraju z jakiegokolwiek powodu. W ramach
leczenia pójdzie pan na odwyk zajmujący się trzeźwością i stresem pourazowym.
Ponadto nakaz sądowy wobec panny Granger został przedłużony na czas
nieokreślony. Nie będzie żadnych kontaktów. Za dwadzieścia lat nowy minister
ponownie oceni pana karę. Zgodnie z prawem jest pan również zobowiązany do
przekazania czterdziestu procent swoich zarobków ofiarom handlu ludźmi jako
zadośćuczynienie. To wszystko.
Młotek uderzył, przypieczętowując los Ronalda.
Brak komentarzy