[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 20

sobota, 25 lipca 2026

Ginny stała przed lustrem, patrząc na swoją sukienkę. Nadszedł wielki dzień. Włosy spływały jej kaskadami po plecach i Hermiona uplotła wokół jej głowy wianek z warkocza, więc Luna wplotła w niego niebieskie kwiaty, pasujące do koloru sukienek druhen. Ginny wzięła głęboki oddech i weszła do pokoju, gdzie czekali na nią rodzice i przyjaciółki. Kiedy przeszła przez próg, wszyscy wstrzymali oddech, a Luna mocno ją przytuliła.

— Wyglądasz pięknie, Gin — powiedział Artur i przytulił córkę, po czym otarł oczy.

— Och, tato, nie płacz, bo ja się rozpłaczę! — poprosiła Ginny, śmiejąc się.

Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i Fleur wprowadziła Victoire.

— Przyprowadziłam dziewczynkę sypiącą kwiaty. Przepraszam za spóźnienie! Och, wyglądasz cudownie, Gin — rzekła Fleur i pocałowała ją w policzek. — Przepraszam na moment, zaraz wracam.

Po czym Fleur wyszła. Victoire usiadła na kolanach babci i bawiła się kwiatem w jej włosach.

— Gotowa? — zapytała Hermiona.

— Jak nigdy dotąd.

Ginny odetchnęła głęboko.

— Och, błagam, ona planuje ten dzień, odkąd skończyła siedem lat.

Ktoś się roześmiał i wszedł Bill.

— Ha, ha — mruknęła Ginny sarkastycznie i przewróciła oczami.

— No proszę, moja siostrzyczka dorosła — rzekł, przytulając ją.

— Przyszedłeś tu tylko po to, żeby mnie dręczyć, czy masz jakiś powód?

Ginny uśmiechnęła się krzywo.

— Cóż, właściwie przyszedłem wam powiedzieć, żebyście ruszyli te wasze leniwe tyłki…

— Bill! — syknęła Ginny i walnęła go w ramię.

— Co… Och, przepraszam, Vic, nie wiedziałem, że tu jesteś.

— Nie powiem mamusi, że tata powiedział coś brzydkiego — obiecała dziewczynka z samozadowoleniem.

— Dobra, są gotowi.

Bill pocałował siostrę w czoło, po czym wyszedł. Wszyscy wstali, a Hermiona uścisnęła dłoń Ginny.

— Już czas — mruknęła.

— Tak.

Ginny się uśmiechnęła. Artur wyciągnął rękę i podała mu swoją. Podeszli do drzwi wejściowych małej chatki, w której się przygotowywali, a Neville przyprowadził Teddy’ego.

— Zamawiałaś dziecko? — Uśmiechnął się ironicznie. — Wyglądacie wspaniale, kocham was wszystkich, zostałbym i was przytulił, ale jeśli to zrobię, spóźnię się i Harry mnie zabije.

Po czym ruszył do ołtarza, by dołączyć do Harry’ego i Rona.

— Powodzenia, Gin. Bardzo cię kocham.

Molly przytuliła córkę po raz ostatni, zanim zajęła swoje miejsce. Najpierw Teddy i Victoire poszli ścieżką, ramię w ramię, wprawiając gości w zachwyt, gdy Victoire rozsypywała płatki kwiatków, a Teddy z dumą trzymał pudełeczko z obrączkami. Potem Luna i Hermiona przeszły alejką. Theo, jak to Theo, zagwizdał, a Luna pokazała mu język, wywołując śmiech wszystkich. W końcu wszyscy wstali, gdy Ginny i Artur zmierzali do ołtarza. Ginny nikogo wokół nie widziała, wpatrywała się w mężczyznę przed nią — jedynego, którego kochała. Z każdym krokiem czuła, jak wspomnienia wracają, aż w końcu stanęła obok niego. Artur pocałował Ginny w policzek i ścisnął jej dłoń, po czym przekazał ją Harry’emu.

— Zaopiekuj się nią.

Uśmiechnął się.

— Dlaczego myślisz, że trzeba się mną opiekować?

Ginny rzuciła złośliwy uśmieszek, rozśmieszając wszystkich. Artur usiadł i ceremonia się rozpoczęła.

— Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby świętować zaślubiny tych dwojga ludzi, Harry’ego Pottera i Ginevry Weasley. Jeśli ktoś ma coś przeciwko, niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki — zaczął ksiądz.

Nikt się nie odezwał.

— Cóż, dzięki Merlinowi — mruknął Harry, co rozbawiło Ginny.

Mocno ścisnęła jego dłonie i nie mogła oderwać od niego wzroku nawet na sekundę.

— Przejdźmy do przysięgi. Harry, proszę powtarzaj ze mną. Biorę ciebie, Ginevro Weasley, za żonę.

— Biorę ciebie, Ginevro Weasley, za żonę.

— Będę cię wspierać na dobre i na złe — kontynuował ksiądz.

— Będę cię wspierać na dobre i na złe — powtórzył Harry.

— W bogactwie i biedzie, w chorobie i zdrowiu, kochać i dbać o ciebie.

— W bogactwie i biedzie, w chorobie i zdrowiu, kochać i dbać o ciebie.

— Dopóki śmierć nas nie rozłączy. To moja uroczysta przysięga.

— Dopóki śmierć nas nie rozłączy. To moja uroczysta przysięga — dokończył Harry.

Ginny wypowiedziała takie same słowa, aż nadszedł czas na obrączki. Teddy ruszył do nich, potykając się po drodze, ale Hermiona złapała go zanim upadł. Przypadkowo podał im niewłaściwe obrączki, więc musieli się zamienić. Teddy szybko przytulił Ginny, a ona potargała jego niebieskie włosy, zanim odwrócił się i usiadł obok Victoire.

— I na koniec, Ginny, czy bierzesz tego mężczyznę za swojego…

— Tak i on też — Ginny przerwała mu, podskoczyła i pocałowała Harry’ego.

Zaśmiał się i objął ją w talii, podczas gdy goście klaskali.

— Ogłaszam was mężem i żoną! — ogłosił ksiądz z rozbawieniem.

Oderwali się od siebie, a Harry mocno ją przytulił. Złapali się za ręce i poszli alejką, gdzie goście obsypali ich konfetti. Oboje się roześmiali i uśmiechnęli do siebie.

— Pani Potter — mruknął Harry ironicznie.

— Panie Potter.

Ginny szybko go pocałowała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tego wieczoru rodzina i przyjaciele zasiedli przy długim stole, nakrytym talerzami pełnymi jedzenia. Na środku pomieszczenia znajdował się parkiet, na którym para młoda miała wkrótce zatańczyć swój pierwszy taniec. Zanim to nastąpiło, musieli przebrnąć przez przemówienia Hermiony i Rona, nie krzywiąc się ze wstydu.

Ron wstał i stuknął widelcem o kieliszek, żeby zwrócić uwagę wszystkich.

— Witajcie, pora na przemówienie świadka. Jestem Ron, jak wszyscy wiecie, i moim celem jest po pierwsze upewnić się, że Harry nie zrobi niczego głupiego, po drugie upewnić się, że Gin nie zrobi niczego głupiego i… Co było punktem trzecim? A tak, zawstydzić was na śmierć.

Wszyscy się roześmiali, a Harry ukrył twarz w dłoniach.

— Zaczyna się — mruknął.

— Spokojnie, stary, tylko żartuję. W większości. Zacznę od gratulacji — patrzę na was i nie wyobrażam sobie was osobno. Równoważycie się. Przetrwaliśmy tak wiele i wiem, że będziecie trzymać się razem przez tysiące lat. Znam was oboje bardzo dobrze i mam szczęście, że jestem waszym przyjacielem i bratem. Więc czym byłaby przemowa świadka, gdybym nie opowiadał zabawnych historii? O tym, że Harry bardzo kocha Ginny dowiedziałem się z rozmowy, którą odbyliśmy na szóstym roku. Jeśli się nie mylę, Ginny chodziła wtedy ze swoim pierwszym chłopakiem i nawet Hermiona musi się zgodzić, że Harry ewidentnie był zazdrosny. Więc pewnej nocy siedzieliśmy w dormitorium i powiedziałem do Harry’ego Co ten facet w niej widzi?. Nie zacytuję do końca, bo Ginny by mnie zabiła, ale Harry odpowiedział To, co ja w niej widzę. Dopytywałem, co miał na myśli i wyznał Och, stary, wybacz, ale jej oczy, a nawet sposób ubierania, nie zapominając o ładnej cerze.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a Ron wzruszył ramionami, a na jego ustach pojawił się uśmieszek.

— Cóż, jeśli mogę wtrącić, twoja odpowiedź brzmiała Hermiona ma ładną cerę.

Harry uśmiechnął się złośliwie.

— Och, to bardzo słodkie, Ron — powiedziała Hermiona między napadami śmiechu.

— Zamknij się, bo przeczytam pamiętnik Ginny. W każdym razie, kocham was oboje i życzę wam szczęścia we wspólnym życiu. A, i powodzenia w wychowywaniu dziecka, bo będzie miało upór Gin i uczciwość Harry’ego, cóż… Macie przesrane. Za szczęśliwą parę!

— Za szczęśliwą parę! — wszyscy krzyknęli chórem, unosząc kieliszki.

— Kontynuując przemawianie. — Hermiona wstała, gdy Ron zajął swoje miejsce. — Miałam zaplanowaną całą przemowę, ale Ron najwyraźniej wystarczająco was zawstydził, więc… — Rzuciła kartkę papieru przez ramię, rozśmieszając tłum. — Cóż, właściwie nic nie pamiętam, sekundka. — Odwróciła się i podniosła kartkę. — Powiem krótko i zwięźle. Na zawsze zapamiętam te dni, kiedy siedziałam z Ginny w dormitorium i słuchałam jej tyrad o tym, jak bardzo się w Harrym zakochała i jak nigdy nie sądziła, że on ją polubi. Nadal obwiniamy za to Rona i George’a, którzy ją podpuszczali, a także to, jak Harry siedział w Trzech Miotłach, wpatrując się w nią bez końca. Jak powiedział Ron, tyle razem przeszliście i życzę wam szczęśliwego życia. A więc, za Harry’ego i Ginny!

— Za Harry’ego i Ginny! — powtórzyli goście.

Przyjaciele i rodzina śmiali się i rozmawiali jeszcze przez chwilę, aż nadeszła pora na pierwszy taniec. Po przypomnieniu sobie Balu Bożonarodzeniowego Harry był nieco zdenerwowany, że znów się skompromituje, ale Hermiona i Luna kilka dni wcześniej uczyły go przynajmniej nie nadeptywać na stopy Ginny. W tle leciała piosenka A Thousand Years od Christiny Perri. Harry wyciągnął rękę do Ginny, którą z radością przyjęła. Poprowadził ją na środek parkietu i zaczęli tańczyć. Objął ją w talii, kołysząc się w rytm muzyki.

— Więc nauczyłeś się tańczyć.

Uśmiechnęła się krzywo.

— Cóż, nie posunąłbym się tak daleko — odparł.

Obrócił ją, uśmiechając się, gdy spojrzał na swoją piękną żonę. Przeżyli tak wiele, a wciąż byli razem. Pozwolił jej odejść raz, ale teraz ją miał i nigdy więcej do tego nie dopuści. Tysiąc lat — tak długo będzie ją trzymał w ramionach. Ginny oparła głowę na piersi Harry’ego, a on pocałował ją w czoło, podczas gdy piosenka grała dalej.

— Kocham cię, Harry — wyszeptała.

— Ja ciebie bardziej. I będę przez tysiące lat — wyszeptał w odpowiedzi.

Uśmiechnęła się i spojrzała na niego, po czym musnęła jego usta swoimi.

— Panie Potter — powiedziała.

— Pani Potter — mruknął, gdy piosenka dobiegła końca.

Rozbrzmiała kolejna, I Loved Her First od Heartland i para się od siebie oderwała. Ginny poszła zatańczyć z Arturem, a Harry z Molly. Potem usiedli ze swoimi przyjaciółmi.

— Och, jesteście tacy słodcy — zawołała Luna, ocierając oczy.

— Przestań płakać! — Harry się zaśmiał. — Idź i tańcz całą noc. Theo praktycznie cię o to błaga.

Roześmiali się, a Theo, Luna, Pansy i Blaise wstali, żeby zatańczyć do Wonderful Tonight od Erica Claptona, podczas gdy reszta została przy stole.

— Och, prawie zapomniałem wam pokazać! — krzyknął Harry i rozpiął marynarkę, pokazując odznakę, na której widniał napis Potter cuchnie.

— Dlaczego to nosisz? — zapytała Hermiona z rozbawieniem.

— To moje coś starego. Ale przerobione.

Uśmiechnął się ironicznie i nacisnął, a na wyświetlaczu pojawił się napis Ale Ginny go naprawia.

— Och, cudowne! — Ginny się zaśmiała. — Zakładam, że to twoja sprawka.

— Oczywiście. — Draco uśmiechnął się w swoim stylu. — Myślę, że mu to pasuje.

— Zgadzam się.

— On cię nastawia przeciwko nam, Hermiono!

Ron udawał rozdrażnienie.

— Niedługo zaczniesz nosić bluzy z logiem Slytherinu — zadrwił Neville.

— Bez obaw, przeżyję — powiedziała i wzięła Draco za rękę, prowadząc go na parkiet.

Przyjaciele rozmawiali jeszcze przez chwilę, aż Ginny poczuła dwie dłonie na swoich ramionach. Odwróciła się i zobaczyła swoich braci zebranych niczym armia.

— Co?

— Kradniemy cię na ostatni taniec, zanim zostaniesz Potterową — powiedział Charlie, a George ją podniósł.

— Dobra, ale nigdy więcej mnie tak nie nazywajcie.

Po czym wszyscy Weasleyowie ruszyli na parkiet i zatańczyli razem do utworu God Gave Me You od Blake’a Sheltona. Ginny tańczyła z braćmi, myśląc o wszystkich, których brakowało, zwłaszcza o Fredzie. Ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że wszystko było dobrze — on wciąż był z nią, wciąż tańczył u jej boku, nawet jeśli go nie widziała. Zawsze był z nią, tak jak Tonks, Remus, Syriusz, a nawet Lily i James. Piosenka się skończyła, a bracia w końcu pozwolili jej usiąść. Oparła głowę na ramieniu Harry’ego i rozmawiała z przyjaciółmi oraz rodziną, aż zapadł zmrok.

Harry i Ginny pożegnali się ze wszystkimi, po czym wrócili do domu. To był idealny ślub — taki, jakiego mogli sobie życzyć. Weszli do domu i do salonu. Harry włączył radio i popłynęła piosenka Can You Feel The Love Tonight od Eltona Johna. Podniósł ją z fotela i objął.

— Kocham cię. Jesteś najlepszym, co mi się przytrafiło — wyszeptał.

— Jesteś najlepszym, co mi się przytrafiło — powtórzyła Ginny i objęła go za szyję.

Po kilku minutach tańczenia w salonie, poszli na górę i położyli się do łóżka, gotowi na swój miesiąc miodowy we Francji.

Brak komentarzy