[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 22

sobota, 25 lipca 2026

Hermiona siedziała sama w mieszkaniu, czytając książkę. Ginny i Harry mieli za godzinę wrócić z tygodniowego pobytu we Francji i czekała na nich. Drzwi się otworzyły, więc szybko się odwróciła, by zobaczyć Draco.

— Och, to tylko ty — westchnęła.

— Co za entuzjazm. — Uśmiechnął się, siadając obok niej. — Myślałem, że się ucieszysz na mój widok.

— Nie, miałam nadzieję trzymać się od siebie jak najdalej — zażartowała.

— Nie uciekniesz mi tak łatwo — powiedział i posadził ją sobie na kolanach. Uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek. — Co porabiasz?

— Czytam i myślę o tobie — odpowiedziała sarkastycznie.

— Ach tak? Znowu? — Zaśmiał się. — Ja śniłem o tobie na jawie.

— Cieszę się, że to słyszę. Harry i Ginny powinni tu zaraz być — odparła.

— Potterowie.

— Jesteśmy! — rozległ się głos i drzwi się otworzyły.

Oboje weszli, wciąż trzymając walizki.

— Hej! Tęskniliśmy za wami! — wykrzyknęła Hermiona, po czym wstała i uściskała przyjaciół. Potem podeszła do wyspy kuchennej i weszła na stołek, by wyciągnąć korek z dziury. — Chłopaki, wrócili! — zawołała.

— Już idziemy! — odpowiedział Neville.

Cała grupa przyjaciół usiadła razem, a potem dołączyli do nich Theo i Luna, którzy właśnie wrócili z randki.

— Więc, co tam robiliście? — zapytała Luna.

— Było niesamowicie. Widzieliśmy tę słynną wieżę.

— Wieżę Eiffla — poprawił ją Harry.

— Jedliśmy to mugolskie jedzenie z czekoladą w środku! — kontynuowała podekscytowana Ginny.

— Naleśniki.

— I było naprawdę romantycznie!

— Poza częścią, kiedy zwymiotowałaś w samolocie — mruknął Harry.

— Cudnie — bąknął Ron, krzywiąc się.

— Cóż, to twoja wina, Harry — powiedziała Ginny.

— Niby dlaczego moja?

Zaśmiał się.

— Zrobiłeś mi to — odpowiedziała, wskazując na swój brzuch, który urósł w ciągu ostatniego tygodnia.

— Bardzo przepraszam — zażartował.

— W porządku. Mam jeszcze sześć miesięcy, więc potem będę mogła cię zabić — zagroziła.

Harry przesunął się po kanapie, rozśmieszając wszystkich.

— Wybraliście już imiona? — dopytywała Luna.

— Czemu tak bardzo chcesz wiedzieć?

— Nie wiem, to ekscytujące. Będziesz miała dziecko — to najcudowniejsza rzecz na świecie! — krzyknęła.

— Błagam, nie wpadaj na żadne pomysły — mruknął Theo.

— Dlaczego nie?

Luna uśmiechnęła się krzywo, odwracając się do niego i opierając brodę na dłoni.

— Bo nie potrafię zadbać o siebie, a co dopiero o małego człowieka — odpowiedział.

— Słuszna uwaga. — Odwróciła się z powrotem do Harry’ego i Ginny. — Powodzenia, Ginny.

Wszyscy się roześmiali, a Harry się nadąsał.

— Przecież sobie poradzę! Jestem bardzo dobry w dbaniu o rzeczy i ludzi — bronił się.

— O tak, zdecydowanie — odparł Neville sarkastycznie.

— Cóż, skoro pokonał nauczyciela, kilku Śmierciożerców i Voldemorta, to daje mu dużą przewagę. Stoczył mnóstwo bitew, więc walka dzieckiem, które w przyszłości będzie chciało zielony kubek-niekapek, a nie czerwony, to dla niego pikuś.

Draco uśmiechnął się ironicznie.

— Przeżyjemy.

Ginny zaśmiała się. Rozmawiali jeszcze chwilę, zanim Neville, Ron, Harry i Ginny poszli do siebie. Pozostała czwórka zaczęła skakać po kanałach w telewizji. Pomimo protestów Draco i Theo, dziewczyny przekonały ich do obejrzenia 50 pierwszych randek.

— Nudny, babski film! — jęknął Theo.

— Zamknij się — powiedziała Luna i uderzyła go w ramię.

Zaczęli oglądać film, choć chłopcy nie zwracali na niego większej uwagi. Pod koniec obie dziewczyny płakały, a chłopaki przewracali oczami.

— Jesteście tacy nieczuli — wymamrotała Hermiona.

— Przepraszam, ale po prostu nie rozumiem, dlaczego płaczecie. Pobrali się i mają dziecko, o co chodzi? — prychnął Draco.

— To takie romantyczne i smutne! Dostali szczęśliwe zakończenie, a ona nadal nic nie pamięta! A ta scena, kiedy całowali się w deszczu, zanim odszedł, była dewastująca.

Luna załkała, ocierając oczy. Obaj chłopcy wymienili spojrzenia, po czym znów odwrócili się od ekranu telewizora, na którym leciały napisy końcowe. Spojrzeli na siebie.

— Piwo? — zaproponował Theo.

— Tak.

Hermiona zsunęła się z kolan Draco i chłopaki poszli do siebie.

— Faceci.

Hermiona westchnęła, przewracając oczami.

— Idioci — poprawiła ją Luna.

— Idioci — zgodziła się Hermiona.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Hermiona obudziła się zaskakująco wcześnie. Wzięła szybki prysznic, po czym przebrała się w dżinsy i koszulę. Była niedziela, co oznaczało, że miała wolne. Usiadła na brzegu blatu, jedząc płatki, kiedy wszedł Draco. Objął ją w talii i namiętnie pocałował.

— Dzień dobry.

Uśmiechnęła się do niego. Pocałował ją ponownie, mocniej i objęła go nogami w talii, bawiąc się włosami z tyłu jego głowy. Draco zszedł niżej i zaczął całować jej szyję. Pociągnął za dół jej bluzki. Hermiona się roześmiała i odepchnęła jego dłoń. Wyprostował się, z uśmieszkiem błąkającym się po ustach, a jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od jej twarzy.

— Co? — zapytał.

— Jesteś niemożliwy — powiedziała i zeskoczyła z blatu.

Przeszła obok niego, celowo muskając go ramieniem i wstawiła miskę do zlewu. Draco złapał ją za ramię i obrócił, muskając jej usta swoimi. Objęła go za szyję i znowu przysunął ją do siebie. Po chwili się od siebie oderwali i odgarnął jej włosy z oczu.

— Zaplanowałem coś na dzisiaj — wyznał.

— Co, kolejna randka-niespodzianka?

Spojrzała na niego porozumiewawczo.

— Nie, nie do końca. Chodź — odpowiedział i podał jej marynarkę z wieszaka.

— Dziękuję.

Wziął ją za rękę i poprowadził na dół. Wsiedli do samochodu i pojechali ulicą do centrum miasta.

— Dlaczego tu jesteśmy? — zapytała.

— Pokażę ci.

Wysiedli z samochodu, a Draco poprowadził ją ulicą i zatrzymali się przed studiem tatuażu.

— Co chcesz zrobić?

— Chcę to zakryć — odpowiedział, podwijając rękaw i pokazując Mroczny Znak.

Zanim zdążyła zapytać o cokolwiek więcej, Draco złapał ją za rękę i wprowadził do środka.

— Draco, proszę, wyjaśnij — syknęła.

— Zrobię sobie tatuaż na Mrocznym Znaku. Planowałem to od miesiąca i dziś jest ten dzień — wyjaśnił Draco. — Zrobię tatuaż przedstawiający drzewo życia.

— To… to naprawdę super. Czemu wcześniej o tym nie wspomniałeś?

— Nie wiem — mruknął.

— Hej, to ty chcesz sobie wytatuować drzewo na ręce? — zapytał mężczyzna za biurkiem.

Miał rękę pokrytą tatuażami i bujną brodę.

— Tak — odpowiedział Draco.

— Ta pani też chce jakąś dziarkę? — dopytywał mężczyzna.

— Och, nie, zdecydowanie… Zdecydowanie nie — odparła bardzo szybko Hermiona.

— No dobrze. Tędy. — Zaprowadził ich do małego pokoju z dużym krzesłem pośrodku i stołem, na którym znajdowało się mnóstwo igieł, na widok których Hermiona się skrzywiła. — A przy okazji, jestem Clark. Siadaj.

Draco zrobił krok do przodu, ale Hermiona złapała go za ramię.

— Czekaj, jesteś tego pewny? — zapytała cicho.

— Tak, Hermiono, jestem pewny — odpowiedział z uśmieszkiem.

— Tak, ale…

Głos Hermiony ucichł.

— Hermiono, nie chcę tego widzieć na moim ramieniu, a to jeden ze sposobów, by to ukryć — powiedział Draco, wskazując na swoje ramię.

— Dobrze. — Hermiona westchnęła. — Jeśli naprawdę tego chcesz.

— Chcę — potwierdził.

Usiedli i Hermiona mocno trzymała dłoń Draco. Clark wyciągnął zdjęcie pięknego drzewa z wężem owiniętym wokół pnia. Drzewo wciąż miało kształt czaszki, ale ogólnie rzecz biorąc, wyglądało niesamowicie.

— Jest naprawdę ładne — rzekła.

— A to, że znajdzie się na mojej ręce, sprawi, że będzie wyglądało jeszcze lepiej.

Draco uśmiechnął się w swoim stylu. Walnęła go w głowę i oboje się roześmiali.

— Jesteś takim dupkiem — mruknęła.

— Też cię kocham — powiedział Draco.

Clark naniósł zarys tatuażu na Mroczny Znak, po czym zaczął przebijać linie igłą. Draco skrzywił się i mocniej ścisnął dłoń Hermiony, ale szybko przyzwyczaił się do bólu. Cały proces trwał około dwie godziny, więc Hermiona zaczęła rozglądać się po pokoju, oglądając zdjęcia różnych tatuaży. Zauważyła wiele zwierząt, cieniowanych na czarno i biało. Widziała Patronusy wszystkich — konia Ginny, jelenia Harry’ego, psa Rona i całej paczki.

— Jakiego masz Patronusa? — zapytała Hermiona, zwracając uwagę na Draco.

Zobaczyła, że Clark kątem oka rzuca jej zdezorientowane spojrzenie, ale skupiał się na robieniu tatuażu.

— Ja… nie wiem — mruknął.

— Nie wiesz?! — krzyknęła.

— Nie, cóż… nigdy nie mogłem, no wiesz, przed tym… incydentem i nie musiałem od tamtej pory — odpowiedział, uważając na to, co mówi w obecności mugola.

— Och. Powinieneś spróbować jeszcze raz — wyszeptała, po czym odwróciła się, by spojrzeć na tablicę.

Po chwili tatuaż był skończony. Hermiona spojrzała na ramię Draco i zamarła.

— Wygląda niesamowicie — powiedziała.

— Mówiłem ci, że tak będzie — odparł, szturchając ją w ramię.

Oboje wstali i poszli z powrotem na recepcję, gdzie Draco zapłacił Clarkowi. Miał ramię owinięte folią. Potem wyszli z budynku i poszli na spacer do parku.

Brak komentarzy