[T] Związek na pokaz: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)
Witajcie :) w czwartkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Idzie zaskakująco szybko, ale to dobrze, bo od sierpnia chciałabym publikować regularnie obie historie, zobaczymy, czy to wypali na dłuższą metę. Kolejnego rozdziału spodziewajcie się w weekend. Miłej lektury!
_____________
Rozdział 4: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)
Dzień
był wyjątkowo ciepły jak na tę porę roku, a noc wciąż niosła ślady tego ciepła,
gdy Draco wyszedł na balkon swojego mieszkania ze szklanką Ognistej Whisky w
dłoni. Było późno, już po północy, ale był zbyt wyczerpany by zasnąć. Zdjął już
kamizelkę i krawat, które nosił wcześniej tego wieczoru, a rękawy koszuli
podwinął do łokci, odsłaniając Mroczny Znak, który rzadko pokazywał. Oparł ręce
o balustradę balkonu i obserwował świat z wysokości dwudziestego piątego
piętra.
W
dole migotały londyńskie światła i słyszał odległe odgłosy ruchu ulicznego,
cichsze o tej porze dnia, ale ledwo je dostrzegał, bo jego myśli wróciły do
kolacji z Granger wcześniej tego wieczoru.
Brzmiało
to tak prosto, kiedy Theo żartobliwie zaproponował, żeby znalazł sobie
dziewczynę na niby. Po prostu wybrać dziewczynę i udawać. Oczywiście,
znalezienie takiej osoby nie było proste. Po rozważeniu dziesiątek innych,
uznał Granger za idealną kandydatkę. Nie skłamał, mówiąc, że byłaby jego
wymarzoną dziewczyną, gdyby nie ich wzajemna niechęć. Była Złotą Dziewczyną dla
reszty czarodziejskiej społeczności, ale przez lata również żywym
ucieleśnieniem wszystkich jego porażek i kłamstw dotyczących supremacji czystej
krwi i jego miejsca na świecie, i nienawidził ją za to. Ta nienawiść zniknęła w
chwili, gdy zobaczył ją pod nożem ciotki Bellatrix, kiedy nie widział już
szlamy, a przerażoną dziewczynę, która nie zasługiwała na tortury, tylko
dlatego, że jej rodzice byli mugolami.
Ale
nawet jeśli już jej nienawidził, przez lata myślał, że ona nienawidzi jego. Co
prawda, broniła go podczas procesu, ale nie miał złudzeń, że spowodowane to
było jej upartą determinacją w walce o sprawiedliwość, a nie jakimkolwiek
osobistym zainteresowaniem jego osobą. I nigdy nie odpisała na jego list z
podziękowaniami i przeprosinami, który jej wysłał.
Naprawdę
zaskoczył go fakt, że złożyła podanie o pracę w jego firmie. Zespół
weryfikacyjny jasno dał do zrozumienia, że jej sytuacja finansowa staje się
fatalna, ale jakaś część jego duszy wierzyła, że bez względu na to, jak fatalna
by ona nie była, nigdy nie ubiegałaby się o pracę w jego firmie, gdyby nadal go
nienawidziła. W końcu kiedyś wolała znosić tortury niż wyzbyć się swoich zasad.
Dziewczyna
ze wszystkimi idealnymi cechami, ale bez ryzyka wzajemnego pociągu, była
idealną kandydatką na jego udawaną partnerkę. Myślał, że mogliby po prostu
udawać kilka razy w tygodniu — eskortowałby ją na kolacje i gale, udawałby
uczucie przez kilka minut, ewentualnie zatańczyłby raz czy dwa razy i po prostu
pozbył się matek z towarzystwa, debiutantek i własnej matki na kilka miesięcy.
Granger z kolei miałaby wystarczająco dużo pieniędzy, żeby móc odetchnąć.
Wzajemna transakcja biznesowa. Łatwizna.
Okazało
się jednak, że wcale nie było to łatwe. Nie spodziewał się, że uzna ją za tak
atrakcyjną, i to nie tylko za jej śliczną buzię. Zawsze wiedział, że jest
inteligentna, ale przede wszystkim w pracowity i kujonowaty sposób. Nie
spodziewał się, że będzie im się tak łatwo rozmawiało. Nie spodziewał się, że
uzna ją za zabawną czy interesującą. Ale łatwo mu się z nią gawędziło. Nie czuł
potrzeby, żeby się przed tym bronić, tak jak to robił podczas spotkań z
poprzednimi dziewczynami, bo nie próbował zaciągnąć jej do łóżka i nie martwił
się, że ona próbuje zaprowadzić go do ołtarza. Pod koniec trochę ją
podpuszczał, kiedy zapytała o fizyczną stronę ich związku. Była tak
zdenerwowana, że uznał to za urocze. Zamierzał się z nią tylko beztrosko
pobawić, ale kiedy ją pocałował…
Pomyślał
o tym pocałunku i poczuł, jak jego jądra się zaciskają. Na Merlina, jeszcze
tego ranka założyłby się o wszystkie galeony ze swojego skarbca, że Hermiona
Granger nigdy nie będzie w stanie tak na niego wpłynąć, ale kiedy już ją objął,
nie chciał jej puścić. Była taka nieuważna i wrażliwa, i wydawała się równie
zaskoczona swoim pożądaniem, co on. Smakowała jak miód, pachniała wanilią,
goździkami i świeżymi jabłkami, a kiedy ją pocałował, miał wrażenie, że
wszystkie myśli w jego umyśle uleciały wraz z dymem.
Po
tym, jak się od niego odsunęła, zajęło mu dobrą minutę, żeby zebrać myśli, a
nawet wtedy był zahipnotyzowany czerwonym śladem, który zostawił na jej szyi,
który zapewne jutro zamieni się w siniak. I myślał tylko o przypływie
satysfakcji, że naznaczył ją jako swoją.
I
w tym tkwił jego dylemat. Nie powinien jej pragnąć. Nie powinien się nią
przejmować. Cały sens posiadania udawanej dziewczyny polegał na uniknięciu min
prawdziwego związku. Widział, że ona doszła do tego samego wniosku, a
racjonalna, ostrożna część jego umysłu krzyczała, że powinien to wszystko
przerwać, zanim zaangażuje się za bardzo. Mógł zapomnieć o dzisiejszym
wieczorze, odepchnąć od siebie wspomnienia pocałunku. Mógł odejść, pewnego dnia
poślubić czarownicę czystej krwi i mieć z nią dziecko albo cały miot, i po
prostu wspominać Granger jako miły przerywnik. Ale potem wyznała, że już
złożyła rezygnację i wiedział, że kości zostały rzucone. Potrzebowała
pieniędzy, nigdy nie przyjmie od niego niczego w prezencie. Zdecydował, że
doprowadzi to do końca.
—
To relacja zawodowa. Utrzymamy ją na poziomie profesjonalnym — powiedział sam
do siebie, upijając łyk Ognistej Whisky.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
dotarła do Malfoy Holdings o siedemnastej i tym razem miała się spotkać z Draco
na trzydziestym drugim piętrze. Była zdenerwowana. Pocałunek z poprzedniego
wieczoru nie dawał jej spokoju, wyżłobił się w jej pamięci i całą noc nie spała
zbyt wiele. Bała się spojrzeć mu w oczy, bała się, że nie będzie w stanie
przestać o nim myśleć. Bała się, że będzie zbytnio się z nią spoufalał. Jak miała sobie poradzić z tą relacją i
utrzymać ją na zawodowym poziomie? Musiała zachować profesjonalizm, choćby
dla własnego zdrowia psychicznego.
Wyglądało
na to, że Draco miał ten sam pomysł. Wyglądał bardzo profesjonalnie, kiedy
Hermiona wyszła z windy na trzydziestym drugim piętrze, gdzie na nią czekał.
—
W porządku, Granger? — zapytał.
—
Wszystko dobrze, dziękuję — powiedziała, starając się zachować spokój.
—
Później na górze omówimy warunki twojej umowy o pracę, ale Mistrz Bergen już
cię oczekuje. Tędy. — Wskazał drzwi na końcu korytarza i ruszyli. — Na tym
piętrze i na dwóch niższych znajdują się pracownie eliksirów, ale laboratoria i
biura Mistrza Bergena są na tym piętrze i tu też będziesz pracować.
—
Jaka jest różnica między tym piętrem a pozostałymi piętrami?
—
Mistrz Bergen zajmuje się nowymi produktami, zastrzeżonymi. Tworzę nowe
eliksiry zarówno dla Świętego Munga, jak i Ministerstwa Magii. Kontrakt
Ministerstwa obejmuje Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów i w ramach
naszego podstawowego kontraktu wytwarzamy dla nich takie eliksiry jak
Veritaserum czy Eliksir Wielosokowy, ale opracowujemy również kilka
eksperymentalnym eliksirów, których Aurorzy mogą używać w terenie.
Współpracujemy z uzdrowicielami ze Świętego Munga, aby opracować eliksiry
lecznicze dotyczące konkretnych chorób. Wszystkie nowe eliksiry eksperymentalne
są tutaj projektowane i testowane. Na piętrze pod nami wytwarzane są finalne
eliksiry dla szpitala i Ministerstwa, a jeszcze niżej warzone są eliksiry
sprzedawane do użytku domowego; eliksiry czyszczące, szampony i tym podobne.
Dotarli
do drzwi na końcu korytarza. Nad nimi widniał napis Eliksiry Poziom 3. Drzwi wyglądały jak wszystkie inne w budynku, z
tą różnicą, że nad klamką znajdowała się okrągła tabliczka. Draco wyjął różdżkę
i nakreślił na niej serię run, a drzwi się otworzyły.
—
Więc zwykła Alohomora tu nie
zadziała? — zażartowała Hermiona.
—
Absolutnie nie — odparł Draco, wpuszczając ją do środka.
W
drzwiach powitał ich szczupły, starszy mężczyzna z łysiną, siwą brodą i wąsami.
Miał rumianą cerę i nosił stare, szare szaty robocze, które wyglądały, jakby
pamiętały lepsze czasy co najmniej dekadę temu, ale miał miłe oczy i promienny
uśmiech na twarzy.
—
Draco, mój chłopcze! A to jest urocza Fräulein Granger, jak mniemam? Miło
poznać!
Wyciągnął
rękę do uścisku.
—
To dla mnie zaszczyt, Mistrzu Bergen — powiedziała Hermiona, ściskając jego
dłoń. — Słyszałam o panu tak wiele i nie mogę się doczekać, aż będę miała
okazję z panem pracować.
—
Proszę, zapraszam, oprowadzę cię po moim laboratorium! — rzekł Mistrz Bergen z
entuzjazmem małego dziecka w sklepie ze słodyczami.
Hermionie
nie umknęło uwadze, że Mistrz Bergen uważał laboratorium za swoje, mimo że
Draco stał tuż obok. Draco wyszeptał bezgłośnie Jego laboratorium, co sprawiło, że Hermiona stłumiła chichot, idąc
za starszym czarodziejem.
Przestrzeń
była ogromna. Jeden koniec zajmowały boksy biurowe. Była tam również strefa
przechowywania składników na eliksiry, podzielona na suche i mokre, chłodnia, a
także miejsce do kontroli temperatury i spełniania wymogów magicznego
zabezpieczenia. Znajdowały się tu wszystkie składniki, które tylko mogła sobie
wyobrazić.
—
… i wszystkie nasze składniki pochodzą z etycznych źródeł, Fräulein — rzekł
Mistrz Bergen. — Nalegałem na to. Wierzę, że sposób, w jaki pozyskujemy
składniki, wpływa na końcowy efekt eliksirów, prawda?
—
Tak!
Hermiona
się rozpromieniła, szczypiąc się, żeby się upewnić, że to prawda.
W
końcu dotarli do właściwych warzelni, gdzie znajdowało się około pięćdziesiąt
stanowisk roboczych z różnymi rodzajami kotłów. Dziesiątki czarownic i
czarodziejów pracowało przy swoich stanowiskach. Wszystko wyglądało na bardzo
czyste i uporządkowane, a Hermiona była pewna, że to zasługa Mistrza Bergena.
Niektórzy z pracowników podnosili wzrok, gdy ich mijali, skinieniem głowy
witając Mistrza Bergena i Draco, a następnie z zainteresowaniem patrzyli na
Hermionę.
—
To moja drużyna — rzekł Mistrz Bergen, machając ręką. — Przedstawię ci ich, jak
tylko zaczniesz tu pracować. — Podszedł do drzwi na końcu pomieszczenia i
różdżką narysował runy na podkładce nad klamką. Otworzył drzwi. — A to moje
laboratorium eksperymentalne.
Wprowadził
Hermionę i Draco do środka.
To
laboratorium było znacznie mniejsze niż główne, ale znajdowało się tu
kilkanaście stanowisk roboczych. Trzy osoby pracowały przy swoich kotłach i
wszyscy na chwilę podnieśli wzrok, gdy drzwi się otworzyły.
Mistrz
Bergen szybko przedstawił Nicholasa, Alanę i Siergieja, pozostałych trzech
starszych specjalistów ds. eliksirów, którzy pracowali z nim w wewnętrznym laboratorium
eliksirów i nadzorowali pracowników z zewnętrznej części.
—
Więc, tu będziesz pracować, Fräulein. Przygotuję dla ciebie stanowisko pracy i
omówię projekty, które mam dla ciebie przygotowane, kiedy zaczniesz tu
pracować. Od jakiegoś czasu pracuję nad eksperymentalnym eliksirem
przywracającym pamięć, i jak sądzę, przydałaby mi się twoja wiedza w tym
temacie. Zaczniemy od niego.
Hermiona
spojrzała ostro na Draco, pewna, że to nie mógł być przypadek. Spotkał się z
jej wzrokiem, a jego spokojne spojrzenie potwierdziło, że celowo wybrał dla
niej ten projekt.
Mistrz
Bergen zakończył oprowadzanie po laboratorium i powiedział:
—
Miło było poznać, Fräulein Granger. Draco wspominał, że zaczynasz pracę u nas
za około półtora tygodnia, ja?
—
Tak — odparła Hermiona.
Mistrz
Bergen podał jej pergamin.
—
Oto kilka książek, które chciałbym, żebyś przejrzała, zanim zaczniesz tu
pracować. Draco powiedział, że ci je zorganizuje, jeśli ich nie posiadasz.
Z
zapałem wzięła listę, wykrzywiając usta z rozbawienia, że Mistrz Bergen nadal
traktował Draco jak ucznia, a nie jak swojego szefa. Schowała listę do
kieszeni.
—
Zacznij od książek, a ich treść omówimy, jak zaczniesz, Fräulein — rzekł
mężczyzna, podając jej dłoń.
Hermiona
uścisnęła mu dłoń.
—
Tak się cieszę, że będę z panem pracować — powiedziała, a jej oczy rozbłysły
entuzjazmem.
Coś
musiała mieć na twarzy, bo kiedy odwróciła się, żeby Draco odprowadził ją do
swojego gabinetu, by omówić warunki umowy o pracę, na jego twarzy pojawił się
zakłopotany uśmiech.
Weszli
do jego gabinetu na czterdziestym piątym piętrze.
—
Jesteś głodna, Granger? — zapytał Draco, przechodząc przez próg. — Mógłbym zamówić
kolację, żebyśmy mogli ją zjeść, gdy będziemy omawiać umowy.
—
Och — Głos Hermiony zadrżał. — Nie… nie spodziewałam się, że zjem z tobą
kolację. Mam już plany na wieczór.
Nic
nie powiedział, ale wyczuła w jego mowie ciała pewne napięcie, gdy podniósł z
biurka plik pergaminów, co świadczyło o jego niezadowoleniu z odpowiedzi.
—
To tylko Harry, Ginny i Luna — wyjaśniła, choć zastanawiała się, dlaczego
zależało jej na tym, żeby go udobruchać.
Nie
był jej chłopakiem. Nie był nawet jej udawanym chłopakiem. Mimo to,
udobruchanie zdawało się działać, ponieważ napięcie nieco ustąpiło z jego
ramion.
—
Chociaż napijmy się herbaty — zasugerował, wołając: — Mipsy!
Skrzatka
aportowała się do gabinetu Draco z trzaskiem. Hermiona aż się zawahała, widząc
Mipsy ubraną w coś, co wyglądało na miniaturową, różową, satynową suknię
balową, z małą, czerwoną czapeczką baseballową na głowie.
—
Panie?
—
Poproszę serwis do herbaty — rozkazał.
—
Tak, Panie — powiedziała skrzatka i zniknęła z kolejnym trzaskiem.
—
Usiądź, Granger — mruknął, wskazując na kanapy przy oknach. Usiedli na tej
samej kanapie i Draco podał jej kilka pergaminów. — Normalnie zlecam kadrom
zajmowanie się umowami o pracę, ale ponieważ mamy zawrzeć także umowę między
nami, powiedziałem im, że sam się tym zajmę. To jest umowa o pracę dotycząca
twojej pracy w laboratorium eliksirów. Obejmuje wynagrodzenie, urlop i
zwolnienie lekarskie. Jest też dożywotnia klauzula poufności, która stanie się
magicznie wiążąca po podpisaniu umowy.
Wyczarował
piękne, nakrapiane pióro oraz kałamarz i podał je Hermionie, gdy ta przeglądała
umowę.
W
międzyczasie Mipsy wróciła z ogromną tacą zawierającą serwis do herbaty,
kanapki, malutkie tarty na słono i słodko oraz ciasteczka. Nalała im herbaty, a
Draco skinął głową, pozwalając jej zniknąć.
—
Zjedz kanapkę, Granger — zaproponował.
—
Nie jestem głodna — powiedziała, przesuwając wzrokiem po pergaminie.
—
Wiem, że nie zjadłaś obiadu — mruknął. — Zjedz kanapkę.
—
Skąd możesz to wiedzieć? — zapytała, odwracając uwagę.
—
Znam cię od dziecka — odparł. — W dni egzaminów zawsze byłaś w bibliotece i
potrafiłaś nie jeść cały dzień. Założę się o wszystko, że cały dzień próbowałaś
wszystko zorganizować dla swojego zastępcy w Ministerstwie i przez to nie
zjadłaś obiadu.
Hermiona
zamrugała. Zwracał na nią uwagę podczas
szkolnych lat? Oszołomiona, wzięła małą kanapkę z ogórkiem, którą podał jej
Draco, i ugryzła ją. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo była głodna.
Kanapka była przepyszna.
—
Dziękuję — powiedziała.
Jadła,
kończąc przeglądać dokumenty, które jej podał, a potem nieświadomie upiła łyk
herbaty.
—
Jakieś pytania? — zapytał, kiedy odłożyła pergaminy.
Pokręciła
głową.
—
To wszystko jest oczywiste.
Wzięła
pióro i podpisała umowę oraz klauzulę o zachowaniu poufności. Kiedy ją
podpisała, poczuła mrowienie w ramieniu, gdy magia klauzuli ją zawiązała. Oddała
dokumenty Draco.
—
Jeśli chodzi o listę książek, którą dał ci Mistrz Bergen, masz którąś z nich?
Wyciągnęła
z kieszeni listę. Tytuły ją zaskoczyły, ponieważ były to zarówno magiczne jak i
mugolskie książki. Księgi o warzeniu eliksirów, a także te dotyczące
współczesnej, mugolskiej numerologii i podręczniki do farmakologii.
—
Mam dwie książki z tej listy, ale o pozostałych siedmiu nic nie słyszałam.
—
Które?
Podała
mu listę.
—
Te dwie mam.
Wskazała
tytuły.
Draco
przez chwilę analizował spis.
—
Pozostałe wyślę ci sową do mieszkania w ten weekend, żebyś mogła się z nimi
zapoznać.
—
Dziękuję — powiedziała, spinając się. Przypomniała sobie pytanie, które chciała
mu wcześniej zadać: — Panie Malfoy…
—
Mów mi Draco — poprosił. — Przynajmniej kiedy jesteśmy sami.
Policzki
Hermiony poczerwieniały.
—
Nadal mówisz do mnie Granger.
—
Z przyzwyczajenia — odparł z uśmiechem. — Ale dziwnie słyszeć, że mówisz do
mnie panie Malfoy.
—
Mal… Draco, czy poprosiłeś Mistrza Bergena, żebym pracowała z nim nad eliksirem
przywracającym pamięć?
—
Oczywiście.
—
Czy… czy on wie o moich rodzicach? — zapytała z napięciem w głosie.
Część
jej wciąż była zła, że Draco dowiedział się o jej rodzicach od osób trzecich, a
część niepokoiła się, że teraz więcej osób pozna jej sekret.
—
Nie — rzekł. — Tylko powiedziałem mu, że możesz być zainteresowana tym
projektem. Ale pomyślałem, że chciałabyś nad nim popracować, bo to może być
coś, co potencjalnie pomoże twoim rodzicom. Mistrz Bergen współpracuje z
naukowcami z Instytutu DuPont w Szwajcarii i uważają, że jeśli uda im się
sprawić, by ten eliksir zadziałał, może on pomóc pacjentom zmagającym się z
utratą pamięci spowodowaną udarami, wypadkami i magicznymi zaklęciami.
—
Och — jęknęła i gniew, który czuła, nieco zmalał. Nie spodziewała się po nim
takiej troskliwości. — Masz rację. Bardzo chętnie zajmę się tym projektem.
—
Dobrze — powiedział, podając jej ciasteczko. — Spróbuj kruchych ciasteczek.
Wzięła
jedno, a Draco wyciągnął drugi plik pergaminów.
—
To jest… eee… druga umowa — zaczął. — Określa warunki, które omawialiśmy.
Minimum trzy wyjścia tygodniowo, chyba że w międzyczasie coś wypadnie, ale
zostaniesz o tym poinformowana z wyprzedzeniem. Niedzielne popołudnia masz
wolne, z zastrzeżeniem, że gdyby zaszły zmiany, zostaniesz o tym poinformowana.
Wynagrodzenie będzie wpłacane do twojego skarbca w Banku Gringotta pierwszego
dnia każdego miesiąca. Plus magicznie wiążąca klauzula o zachowaniu poufności.
Oraz zobowiązanie, że nie będziesz spotykać się z innymi czarodziejami ani
mugolami w okresie obowiązywania tej umowy.
Hermiona
odłożyła ciasteczko i wzięła od niego pergamin. Czytając go, ponownie uderzyła
ją bliskość Draco. Ledwo mogła na niego patrzeć, nie myśląc o pocałunku z
zeszłego wieczora. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby był tym zimnym Draco, którego
znała przez szkolne lata. Mogłaby zachować zimną krew przy tamtym Draco. Ten,
który ją całował, karmił kanapkami i myślał o jej rodzicach, wytrącał ją z
równowagi. Musiała sobie przypomnieć, że to nie jest równorzędna relacja i że
kiedy to podpisze, będzie do niego należeć w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie
należała do nikogo. Kolejna myśl przyszła jej do głowy, gdy czytała zapisy w
dokumencie.
—
Ale chwila! — zaprotestowała. — Nie ma tu żadnego zapisu, który zabraniałby ci spotykać się z innymi
czarownicami podczas naszej relacji.
—
Cały sens tego układu polega na tym, że nie chcę spotykać się z innymi
czarownicami — mruknął.
—
Malfoy!
—
Draco — przypomniał jej. — Dobrze. Poprawię to — obiecał, biorąc pióro do ręki
i zmieniając treść umowy. — Teraz oboje jesteśmy dla siebie na wyłączność.
Pasuje ci to?
Skinęła
głową, zastanawiając się, dlaczego ją to obchodzi. Przecież nie zdradzałby jej
tak naprawdę, skoro nie byli w prawdziwym związku. Czy to dlatego, że nie chciała
wyjść na idiotkę? A może po prostu dlatego, że niesprawiedliwie byłoby z jego
strony wymuszać od niej wierność bez wzajemności? A może po prostu jakaś jej
cząstka naprawdę przejmowała się tym, czy Draco mógłby spotykać się z innymi
kobietami?
Skończyła
czytać dokumenty i siedziała przez chwilę z piórem uniesionym nad miejscem, w
którym miała złożyć podpis. Czy naprawdę
to robiła? Pomyślała o rodzicach i o pracowaniu nad eliksirem
przywracającym pamięć. Musiała zrobić wszystko, co w jej mocy, by pomóc im się
otrząsnąć po tym, co zrobiła. Była im to winna. Spojrzała Draco w oczy i
zebrała się w sobie. Dam radę,
powiedziała sobie.
Podpisała
umowę.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
No to już oficjalnie — powiedziała Hermiona Harry’emu, Ginny i Lunie podczas
kolacji tego wieczoru. — Za półtora tygodnia zaczynam pracę w Malfoy Holdings w
laboratorium eliksirów.
—
Wciąż nie mogę uwierzyć, że będziesz pracować dla fretki — powiedziała Ginny,
popijając sok dyniowy.
—
Będę pracować w laboratorium eliksirów, a nie w biurze Malfoya. Mistrz
Eliksirów… Mistrz Bergen był taki uroczy i wiem, że wiele się od niego nauczę —
rzekła, starając się przedstawić swoje plany w jak najlepszym świetle. — Poza
tym chyba mówiłaś, że Malfoy nie jest już taki zły?
—
Dogadujemy się lepiej niż w szkole — odparł powoli Harry. — I muszę przyznać,
że ma świetną relację z Teddym. Ale… Miona, czy na pewno wszystko w porządku?
To po prostu takie niepodobne do siebie, żeby dokonać tak drastycznych zmian w
życiu.
Nie masz pojęcia, jak drastycznie
się wszystko zmieni, pomyślała.
—
To dla mnie wspaniała okazja — nalegała, dodając: — Chciałabym, żebyście
przestali się o mnie martwić i chociaż raz cieszyli się moim szczęściem.
—
Hermiona ma rację — wtrąciła Luna. — Myślę, że to będzie dla niej dobra zmiana.
—
Dlaczego tak mówisz?
—
Przez ostatnie kilka miesięcy jej aura słabła, ale dziś czuję, że stała się
silniejsza niż ostatnim razem, gdy ją widziałam. Jest o wiele mniej gnębiwtrysków
wokół ciebie. Kilka miesięcy temu byłaś nimi otoczona. Malfoy musi wydobywać z
ciebie coś dobrego.
—
Och, nie pracuję z Malfoyem! — zaprotestowała Hermiona, czując, że jej głos
staje się nieco za wysoki i głośny przez kłamstwo, które właśnie wypowiedziała.
—
Hmmm… — Westchnęła Luna, przechylając głowę. Ponownie spojrzała na Hermionę
krytycznym wzrokiem. — Może powinnaś.
Brak komentarzy