[T] Związek na pokaz: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)

czwartek, 23 lipca 2026

 

Witajcie :) w czwartkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Idzie zaskakująco szybko, ale to dobrze, bo od sierpnia chciałabym publikować regularnie obie historie, zobaczymy, czy to wypali na dłuższą metę. Kolejnego rozdziału spodziewajcie się w weekend. Miłej lektury!


_____________

 

Rozdział 4: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)

 

Dzień był wyjątkowo ciepły jak na tę porę roku, a noc wciąż niosła ślady tego ciepła, gdy Draco wyszedł na balkon swojego mieszkania ze szklanką Ognistej Whisky w dłoni. Było późno, już po północy, ale był zbyt wyczerpany by zasnąć. Zdjął już kamizelkę i krawat, które nosił wcześniej tego wieczoru, a rękawy koszuli podwinął do łokci, odsłaniając Mroczny Znak, który rzadko pokazywał. Oparł ręce o balustradę balkonu i obserwował świat z wysokości dwudziestego piątego piętra.

W dole migotały londyńskie światła i słyszał odległe odgłosy ruchu ulicznego, cichsze o tej porze dnia, ale ledwo je dostrzegał, bo jego myśli wróciły do kolacji z Granger wcześniej tego wieczoru.

Brzmiało to tak prosto, kiedy Theo żartobliwie zaproponował, żeby znalazł sobie dziewczynę na niby. Po prostu wybrać dziewczynę i udawać. Oczywiście, znalezienie takiej osoby nie było proste. Po rozważeniu dziesiątek innych, uznał Granger za idealną kandydatkę. Nie skłamał, mówiąc, że byłaby jego wymarzoną dziewczyną, gdyby nie ich wzajemna niechęć. Była Złotą Dziewczyną dla reszty czarodziejskiej społeczności, ale przez lata również żywym ucieleśnieniem wszystkich jego porażek i kłamstw dotyczących supremacji czystej krwi i jego miejsca na świecie, i nienawidził ją za to. Ta nienawiść zniknęła w chwili, gdy zobaczył ją pod nożem ciotki Bellatrix, kiedy nie widział już szlamy, a przerażoną dziewczynę, która nie zasługiwała na tortury, tylko dlatego, że jej rodzice byli mugolami.

Ale nawet jeśli już jej nienawidził, przez lata myślał, że ona nienawidzi jego. Co prawda, broniła go podczas procesu, ale nie miał złudzeń, że spowodowane to było jej upartą determinacją w walce o sprawiedliwość, a nie jakimkolwiek osobistym zainteresowaniem jego osobą. I nigdy nie odpisała na jego list z podziękowaniami i przeprosinami, który jej wysłał.

Naprawdę zaskoczył go fakt, że złożyła podanie o pracę w jego firmie. Zespół weryfikacyjny jasno dał do zrozumienia, że jej sytuacja finansowa staje się fatalna, ale jakaś część jego duszy wierzyła, że bez względu na to, jak fatalna by ona nie była, nigdy nie ubiegałaby się o pracę w jego firmie, gdyby nadal go nienawidziła. W końcu kiedyś wolała znosić tortury niż wyzbyć się swoich zasad.

Dziewczyna ze wszystkimi idealnymi cechami, ale bez ryzyka wzajemnego pociągu, była idealną kandydatką na jego udawaną partnerkę. Myślał, że mogliby po prostu udawać kilka razy w tygodniu — eskortowałby ją na kolacje i gale, udawałby uczucie przez kilka minut, ewentualnie zatańczyłby raz czy dwa razy i po prostu pozbył się matek z towarzystwa, debiutantek i własnej matki na kilka miesięcy. Granger z kolei miałaby wystarczająco dużo pieniędzy, żeby móc odetchnąć. Wzajemna transakcja biznesowa. Łatwizna.

Okazało się jednak, że wcale nie było to łatwe. Nie spodziewał się, że uzna ją za tak atrakcyjną, i to nie tylko za jej śliczną buzię. Zawsze wiedział, że jest inteligentna, ale przede wszystkim w pracowity i kujonowaty sposób. Nie spodziewał się, że będzie im się tak łatwo rozmawiało. Nie spodziewał się, że uzna ją za zabawną czy interesującą. Ale łatwo mu się z nią gawędziło. Nie czuł potrzeby, żeby się przed tym bronić, tak jak to robił podczas spotkań z poprzednimi dziewczynami, bo nie próbował zaciągnąć jej do łóżka i nie martwił się, że ona próbuje zaprowadzić go do ołtarza. Pod koniec trochę ją podpuszczał, kiedy zapytała o fizyczną stronę ich związku. Była tak zdenerwowana, że uznał to za urocze. Zamierzał się z nią tylko beztrosko pobawić, ale kiedy ją pocałował…

Pomyślał o tym pocałunku i poczuł, jak jego jądra się zaciskają. Na Merlina, jeszcze tego ranka założyłby się o wszystkie galeony ze swojego skarbca, że Hermiona Granger nigdy nie będzie w stanie tak na niego wpłynąć, ale kiedy już ją objął, nie chciał jej puścić. Była taka nieuważna i wrażliwa, i wydawała się równie zaskoczona swoim pożądaniem, co on. Smakowała jak miód, pachniała wanilią, goździkami i świeżymi jabłkami, a kiedy ją pocałował, miał wrażenie, że wszystkie myśli w jego umyśle uleciały wraz z dymem.

Po tym, jak się od niego odsunęła, zajęło mu dobrą minutę, żeby zebrać myśli, a nawet wtedy był zahipnotyzowany czerwonym śladem, który zostawił na jej szyi, który zapewne jutro zamieni się w siniak. I myślał tylko o przypływie satysfakcji, że naznaczył ją jako swoją.

I w tym tkwił jego dylemat. Nie powinien jej pragnąć. Nie powinien się nią przejmować. Cały sens posiadania udawanej dziewczyny polegał na uniknięciu min prawdziwego związku. Widział, że ona doszła do tego samego wniosku, a racjonalna, ostrożna część jego umysłu krzyczała, że powinien to wszystko przerwać, zanim zaangażuje się za bardzo. Mógł zapomnieć o dzisiejszym wieczorze, odepchnąć od siebie wspomnienia pocałunku. Mógł odejść, pewnego dnia poślubić czarownicę czystej krwi i mieć z nią dziecko albo cały miot, i po prostu wspominać Granger jako miły przerywnik. Ale potem wyznała, że już złożyła rezygnację i wiedział, że kości zostały rzucone. Potrzebowała pieniędzy, nigdy nie przyjmie od niego niczego w prezencie. Zdecydował, że doprowadzi to do końca.

— To relacja zawodowa. Utrzymamy ją na poziomie profesjonalnym — powiedział sam do siebie, upijając łyk Ognistej Whisky.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona dotarła do Malfoy Holdings o siedemnastej i tym razem miała się spotkać z Draco na trzydziestym drugim piętrze. Była zdenerwowana. Pocałunek z poprzedniego wieczoru nie dawał jej spokoju, wyżłobił się w jej pamięci i całą noc nie spała zbyt wiele. Bała się spojrzeć mu w oczy, bała się, że nie będzie w stanie przestać o nim myśleć. Bała się, że będzie zbytnio się z nią spoufalał. Jak miała sobie poradzić z tą relacją i utrzymać ją na zawodowym poziomie? Musiała zachować profesjonalizm, choćby dla własnego zdrowia psychicznego.

Wyglądało na to, że Draco miał ten sam pomysł. Wyglądał bardzo profesjonalnie, kiedy Hermiona wyszła z windy na trzydziestym drugim piętrze, gdzie na nią czekał.

— W porządku, Granger? — zapytał.

— Wszystko dobrze, dziękuję — powiedziała, starając się zachować spokój.

— Później na górze omówimy warunki twojej umowy o pracę, ale Mistrz Bergen już cię oczekuje. Tędy. — Wskazał drzwi na końcu korytarza i ruszyli. — Na tym piętrze i na dwóch niższych znajdują się pracownie eliksirów, ale laboratoria i biura Mistrza Bergena są na tym piętrze i tu też będziesz pracować.

— Jaka jest różnica między tym piętrem a pozostałymi piętrami?

— Mistrz Bergen zajmuje się nowymi produktami, zastrzeżonymi. Tworzę nowe eliksiry zarówno dla Świętego Munga, jak i Ministerstwa Magii. Kontrakt Ministerstwa obejmuje Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów i w ramach naszego podstawowego kontraktu wytwarzamy dla nich takie eliksiry jak Veritaserum czy Eliksir Wielosokowy, ale opracowujemy również kilka eksperymentalnym eliksirów, których Aurorzy mogą używać w terenie. Współpracujemy z uzdrowicielami ze Świętego Munga, aby opracować eliksiry lecznicze dotyczące konkretnych chorób. Wszystkie nowe eliksiry eksperymentalne są tutaj projektowane i testowane. Na piętrze pod nami wytwarzane są finalne eliksiry dla szpitala i Ministerstwa, a jeszcze niżej warzone są eliksiry sprzedawane do użytku domowego; eliksiry czyszczące, szampony i tym podobne.

Dotarli do drzwi na końcu korytarza. Nad nimi widniał napis Eliksiry Poziom 3. Drzwi wyglądały jak wszystkie inne w budynku, z tą różnicą, że nad klamką znajdowała się okrągła tabliczka. Draco wyjął różdżkę i nakreślił na niej serię run, a drzwi się otworzyły.

— Więc zwykła Alohomora tu nie zadziała? — zażartowała Hermiona.

— Absolutnie nie — odparł Draco, wpuszczając ją do środka.

W drzwiach powitał ich szczupły, starszy mężczyzna z łysiną, siwą brodą i wąsami. Miał rumianą cerę i nosił stare, szare szaty robocze, które wyglądały, jakby pamiętały lepsze czasy co najmniej dekadę temu, ale miał miłe oczy i promienny uśmiech na twarzy.

— Draco, mój chłopcze! A to jest urocza Fräulein Granger, jak mniemam? Miło poznać!

Wyciągnął rękę do uścisku.

— To dla mnie zaszczyt, Mistrzu Bergen — powiedziała Hermiona, ściskając jego dłoń. — Słyszałam o panu tak wiele i nie mogę się doczekać, aż będę miała okazję z panem pracować.

— Proszę, zapraszam, oprowadzę cię po moim laboratorium! — rzekł Mistrz Bergen z entuzjazmem małego dziecka w sklepie ze słodyczami.

Hermionie nie umknęło uwadze, że Mistrz Bergen uważał laboratorium za swoje, mimo że Draco stał tuż obok. Draco wyszeptał bezgłośnie Jego laboratorium, co sprawiło, że Hermiona stłumiła chichot, idąc za starszym czarodziejem.

Przestrzeń była ogromna. Jeden koniec zajmowały boksy biurowe. Była tam również strefa przechowywania składników na eliksiry, podzielona na suche i mokre, chłodnia, a także miejsce do kontroli temperatury i spełniania wymogów magicznego zabezpieczenia. Znajdowały się tu wszystkie składniki, które tylko mogła sobie wyobrazić.

— … i wszystkie nasze składniki pochodzą z etycznych źródeł, Fräulein — rzekł Mistrz Bergen. — Nalegałem na to. Wierzę, że sposób, w jaki pozyskujemy składniki, wpływa na końcowy efekt eliksirów, prawda?

— Tak!

Hermiona się rozpromieniła, szczypiąc się, żeby się upewnić, że to prawda.

W końcu dotarli do właściwych warzelni, gdzie znajdowało się około pięćdziesiąt stanowisk roboczych z różnymi rodzajami kotłów. Dziesiątki czarownic i czarodziejów pracowało przy swoich stanowiskach. Wszystko wyglądało na bardzo czyste i uporządkowane, a Hermiona była pewna, że to zasługa Mistrza Bergena. Niektórzy z pracowników podnosili wzrok, gdy ich mijali, skinieniem głowy witając Mistrza Bergena i Draco, a następnie z zainteresowaniem patrzyli na Hermionę.

— To moja drużyna — rzekł Mistrz Bergen, machając ręką. — Przedstawię ci ich, jak tylko zaczniesz tu pracować. — Podszedł do drzwi na końcu pomieszczenia i różdżką narysował runy na podkładce nad klamką. Otworzył drzwi. — A to moje laboratorium eksperymentalne.

Wprowadził Hermionę i Draco do środka.

To laboratorium było znacznie mniejsze niż główne, ale znajdowało się tu kilkanaście stanowisk roboczych. Trzy osoby pracowały przy swoich kotłach i wszyscy na chwilę podnieśli wzrok, gdy drzwi się otworzyły.

Mistrz Bergen szybko przedstawił Nicholasa, Alanę i Siergieja, pozostałych trzech starszych specjalistów ds. eliksirów, którzy pracowali z nim w wewnętrznym laboratorium eliksirów i nadzorowali pracowników z zewnętrznej części.

— Więc, tu będziesz pracować, Fräulein. Przygotuję dla ciebie stanowisko pracy i omówię projekty, które mam dla ciebie przygotowane, kiedy zaczniesz tu pracować. Od jakiegoś czasu pracuję nad eksperymentalnym eliksirem przywracającym pamięć, i jak sądzę, przydałaby mi się twoja wiedza w tym temacie. Zaczniemy od niego.

Hermiona spojrzała ostro na Draco, pewna, że to nie mógł być przypadek. Spotkał się z jej wzrokiem, a jego spokojne spojrzenie potwierdziło, że celowo wybrał dla niej ten projekt.

Mistrz Bergen zakończył oprowadzanie po laboratorium i powiedział:

— Miło było poznać, Fräulein Granger. Draco wspominał, że zaczynasz pracę u nas za około półtora tygodnia, ja?

— Tak — odparła Hermiona.

Mistrz Bergen podał jej pergamin.

— Oto kilka książek, które chciałbym, żebyś przejrzała, zanim zaczniesz tu pracować. Draco powiedział, że ci je zorganizuje, jeśli ich nie posiadasz.

Z zapałem wzięła listę, wykrzywiając usta z rozbawienia, że Mistrz Bergen nadal traktował Draco jak ucznia, a nie jak swojego szefa. Schowała listę do kieszeni.

— Zacznij od książek, a ich treść omówimy, jak zaczniesz, Fräulein — rzekł mężczyzna, podając jej dłoń.

Hermiona uścisnęła mu dłoń.

— Tak się cieszę, że będę z panem pracować — powiedziała, a jej oczy rozbłysły entuzjazmem.

Coś musiała mieć na twarzy, bo kiedy odwróciła się, żeby Draco odprowadził ją do swojego gabinetu, by omówić warunki umowy o pracę, na jego twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech.

Weszli do jego gabinetu na czterdziestym piątym piętrze.

— Jesteś głodna, Granger? — zapytał Draco, przechodząc przez próg. — Mógłbym zamówić kolację, żebyśmy mogli ją zjeść, gdy będziemy omawiać umowy.

— Och — Głos Hermiony zadrżał. — Nie… nie spodziewałam się, że zjem z tobą kolację. Mam już plany na wieczór.

Nic nie powiedział, ale wyczuła w jego mowie ciała pewne napięcie, gdy podniósł z biurka plik pergaminów, co świadczyło o jego niezadowoleniu z odpowiedzi.

— To tylko Harry, Ginny i Luna — wyjaśniła, choć zastanawiała się, dlaczego zależało jej na tym, żeby go udobruchać.

Nie był jej chłopakiem. Nie był nawet jej udawanym chłopakiem. Mimo to, udobruchanie zdawało się działać, ponieważ napięcie nieco ustąpiło z jego ramion.

— Chociaż napijmy się herbaty — zasugerował, wołając: — Mipsy!

Skrzatka aportowała się do gabinetu Draco z trzaskiem. Hermiona aż się zawahała, widząc Mipsy ubraną w coś, co wyglądało na miniaturową, różową, satynową suknię balową, z małą, czerwoną czapeczką baseballową na głowie.

— Panie?

— Poproszę serwis do herbaty — rozkazał.

— Tak, Panie — powiedziała skrzatka i zniknęła z kolejnym trzaskiem.

— Usiądź, Granger — mruknął, wskazując na kanapy przy oknach. Usiedli na tej samej kanapie i Draco podał jej kilka pergaminów. — Normalnie zlecam kadrom zajmowanie się umowami o pracę, ale ponieważ mamy zawrzeć także umowę między nami, powiedziałem im, że sam się tym zajmę. To jest umowa o pracę dotycząca twojej pracy w laboratorium eliksirów. Obejmuje wynagrodzenie, urlop i zwolnienie lekarskie. Jest też dożywotnia klauzula poufności, która stanie się magicznie wiążąca po podpisaniu umowy.

Wyczarował piękne, nakrapiane pióro oraz kałamarz i podał je Hermionie, gdy ta przeglądała umowę.

W międzyczasie Mipsy wróciła z ogromną tacą zawierającą serwis do herbaty, kanapki, malutkie tarty na słono i słodko oraz ciasteczka. Nalała im herbaty, a Draco skinął głową, pozwalając jej zniknąć.

— Zjedz kanapkę, Granger — zaproponował.

— Nie jestem głodna — powiedziała, przesuwając wzrokiem po pergaminie.

— Wiem, że nie zjadłaś obiadu — mruknął. — Zjedz kanapkę.

— Skąd możesz to wiedzieć? — zapytała, odwracając uwagę.

— Znam cię od dziecka — odparł. — W dni egzaminów zawsze byłaś w bibliotece i potrafiłaś nie jeść cały dzień. Założę się o wszystko, że cały dzień próbowałaś wszystko zorganizować dla swojego zastępcy w Ministerstwie i przez to nie zjadłaś obiadu.

Hermiona zamrugała. Zwracał na nią uwagę podczas szkolnych lat? Oszołomiona, wzięła małą kanapkę z ogórkiem, którą podał jej Draco, i ugryzła ją. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo była głodna. Kanapka była przepyszna.

— Dziękuję — powiedziała.

Jadła, kończąc przeglądać dokumenty, które jej podał, a potem nieświadomie upiła łyk herbaty.

— Jakieś pytania? — zapytał, kiedy odłożyła pergaminy.

Pokręciła głową.

— To wszystko jest oczywiste.

Wzięła pióro i podpisała umowę oraz klauzulę o zachowaniu poufności. Kiedy ją podpisała, poczuła mrowienie w ramieniu, gdy magia klauzuli ją zawiązała. Oddała dokumenty Draco.

— Jeśli chodzi o listę książek, którą dał ci Mistrz Bergen, masz którąś z nich?

Wyciągnęła z kieszeni listę. Tytuły ją zaskoczyły, ponieważ były to zarówno magiczne jak i mugolskie książki. Księgi o warzeniu eliksirów, a także te dotyczące współczesnej, mugolskiej numerologii i podręczniki do farmakologii.

— Mam dwie książki z tej listy, ale o pozostałych siedmiu nic nie słyszałam.

— Które?

Podała mu listę.

— Te dwie mam.

Wskazała tytuły.

Draco przez chwilę analizował spis.

— Pozostałe wyślę ci sową do mieszkania w ten weekend, żebyś mogła się z nimi zapoznać.

— Dziękuję — powiedziała, spinając się. Przypomniała sobie pytanie, które chciała mu wcześniej zadać: — Panie Malfoy…

— Mów mi Draco — poprosił. — Przynajmniej kiedy jesteśmy sami.

Policzki Hermiony poczerwieniały.

— Nadal mówisz do mnie Granger.

— Z przyzwyczajenia — odparł z uśmiechem. — Ale dziwnie słyszeć, że mówisz do mnie panie Malfoy.

— Mal… Draco, czy poprosiłeś Mistrza Bergena, żebym pracowała z nim nad eliksirem przywracającym pamięć?

— Oczywiście.

— Czy… czy on wie o moich rodzicach? — zapytała z napięciem w głosie.

Część jej wciąż była zła, że Draco dowiedział się o jej rodzicach od osób trzecich, a część niepokoiła się, że teraz więcej osób pozna jej sekret.

— Nie — rzekł. — Tylko powiedziałem mu, że możesz być zainteresowana tym projektem. Ale pomyślałem, że chciałabyś nad nim popracować, bo to może być coś, co potencjalnie pomoże twoim rodzicom. Mistrz Bergen współpracuje z naukowcami z Instytutu DuPont w Szwajcarii i uważają, że jeśli uda im się sprawić, by ten eliksir zadziałał, może on pomóc pacjentom zmagającym się z utratą pamięci spowodowaną udarami, wypadkami i magicznymi zaklęciami.

— Och — jęknęła i gniew, który czuła, nieco zmalał. Nie spodziewała się po nim takiej troskliwości. — Masz rację. Bardzo chętnie zajmę się tym projektem.

— Dobrze — powiedział, podając jej ciasteczko. — Spróbuj kruchych ciasteczek.

Wzięła jedno, a Draco wyciągnął drugi plik pergaminów.

— To jest… eee… druga umowa — zaczął. — Określa warunki, które omawialiśmy. Minimum trzy wyjścia tygodniowo, chyba że w międzyczasie coś wypadnie, ale zostaniesz o tym poinformowana z wyprzedzeniem. Niedzielne popołudnia masz wolne, z zastrzeżeniem, że gdyby zaszły zmiany, zostaniesz o tym poinformowana. Wynagrodzenie będzie wpłacane do twojego skarbca w Banku Gringotta pierwszego dnia każdego miesiąca. Plus magicznie wiążąca klauzula o zachowaniu poufności. Oraz zobowiązanie, że nie będziesz spotykać się z innymi czarodziejami ani mugolami w okresie obowiązywania tej umowy.

Hermiona odłożyła ciasteczko i wzięła od niego pergamin. Czytając go, ponownie uderzyła ją bliskość Draco. Ledwo mogła na niego patrzeć, nie myśląc o pocałunku z zeszłego wieczora. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby był tym zimnym Draco, którego znała przez szkolne lata. Mogłaby zachować zimną krew przy tamtym Draco. Ten, który ją całował, karmił kanapkami i myślał o jej rodzicach, wytrącał ją z równowagi. Musiała sobie przypomnieć, że to nie jest równorzędna relacja i że kiedy to podpisze, będzie do niego należeć w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie należała do nikogo. Kolejna myśl przyszła jej do głowy, gdy czytała zapisy w dokumencie.

— Ale chwila! — zaprotestowała. — Nie ma tu żadnego zapisu, który zabraniałby ci spotykać się z innymi czarownicami podczas naszej relacji.

— Cały sens tego układu polega na tym, że nie chcę spotykać się z innymi czarownicami — mruknął.

— Malfoy!

— Draco — przypomniał jej. — Dobrze. Poprawię to — obiecał, biorąc pióro do ręki i zmieniając treść umowy. — Teraz oboje jesteśmy dla siebie na wyłączność. Pasuje ci to?

Skinęła głową, zastanawiając się, dlaczego ją to obchodzi. Przecież nie zdradzałby jej tak naprawdę, skoro nie byli w prawdziwym związku. Czy to dlatego, że nie chciała wyjść na idiotkę? A może po prostu dlatego, że niesprawiedliwie byłoby z jego strony wymuszać od niej wierność bez wzajemności? A może po prostu jakaś jej cząstka naprawdę przejmowała się tym, czy Draco mógłby spotykać się z innymi kobietami?

Skończyła czytać dokumenty i siedziała przez chwilę z piórem uniesionym nad miejscem, w którym miała złożyć podpis. Czy naprawdę to robiła? Pomyślała o rodzicach i o pracowaniu nad eliksirem przywracającym pamięć. Musiała zrobić wszystko, co w jej mocy, by pomóc im się otrząsnąć po tym, co zrobiła. Była im to winna. Spojrzała Draco w oczy i zebrała się w sobie. Dam radę, powiedziała sobie.

Podpisała umowę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— No to już oficjalnie — powiedziała Hermiona Harry’emu, Ginny i Lunie podczas kolacji tego wieczoru. — Za półtora tygodnia zaczynam pracę w Malfoy Holdings w laboratorium eliksirów.

— Wciąż nie mogę uwierzyć, że będziesz pracować dla fretki — powiedziała Ginny, popijając sok dyniowy.

— Będę pracować w laboratorium eliksirów, a nie w biurze Malfoya. Mistrz Eliksirów… Mistrz Bergen był taki uroczy i wiem, że wiele się od niego nauczę — rzekła, starając się przedstawić swoje plany w jak najlepszym świetle. — Poza tym chyba mówiłaś, że Malfoy nie jest już taki zły?

— Dogadujemy się lepiej niż w szkole — odparł powoli Harry. — I muszę przyznać, że ma świetną relację z Teddym. Ale… Miona, czy na pewno wszystko w porządku? To po prostu takie niepodobne do siebie, żeby dokonać tak drastycznych zmian w życiu.

Nie masz pojęcia, jak drastycznie się wszystko zmieni, pomyślała.

— To dla mnie wspaniała okazja — nalegała, dodając: — Chciałabym, żebyście przestali się o mnie martwić i chociaż raz cieszyli się moim szczęściem.

— Hermiona ma rację — wtrąciła Luna. — Myślę, że to będzie dla niej dobra zmiana.

— Dlaczego tak mówisz?

— Przez ostatnie kilka miesięcy jej aura słabła, ale dziś czuję, że stała się silniejsza niż ostatnim razem, gdy ją widziałam. Jest o wiele mniej gnębiwtrysków wokół ciebie. Kilka miesięcy temu byłaś nimi otoczona. Malfoy musi wydobywać z ciebie coś dobrego.

— Och, nie pracuję z Malfoyem! — zaprotestowała Hermiona, czując, że jej głos staje się nieco za wysoki i głośny przez kłamstwo, które właśnie wypowiedziała.

— Hmmm… — Westchnęła Luna, przechylając głowę. Ponownie spojrzała na Hermionę krytycznym wzrokiem. — Może powinnaś.

Brak komentarzy