[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 21
Po
przebraniu się w coś wygodniejszego niż sukienka świadkowej (w szorty i
bluzkę), Hermiona poszła do sąsiedniego mieszkania i usiadła na sofie obok
Draco. Czytał Proroka Codziennego i
uniósł wzrok, gdy weszła. Rozpuściła włosy z eleganckiego koka, który miała
wcześniej, i potrząsnęła nimi. Zobaczyła, że Draco zerka na nią kątem oka.
—
Co? — zapytała, odwracając się do niego.
—
Nic, po prostu… pięknie dziś wyglądałaś — odpowiedział.
Uśmiechnęła
się do niego i pocałowała go w policzek.
—
Ty też wyglądałeś niczego sobie — odparła, siadając wygodniej.
—
Myślę, że jesteś niesamowita — mruknął, przeczesując jej włosy palcami.
Ścisnęła
jego dłoń. Pochyliła się i delikatnie go pocałowała. Po chwili oderwali się od
siebie i Draco przycisnął czoło do jej czoła, zamykając oczy.
—
Blaise zostaje dziś u Pansy. A Theo będzie u ciebie — wyszeptał.
Wzięła
głęboki oddech i zaczęła szarpać guziki jego koszuli. Pocałował ją ponownie,
przyciągając do siebie i bawiąc się guzikiem jej spodenek. Odsunął się na
chwilę i spojrzał jej w oczy.
—
Jesteś pewna? — zapytał cicho. — Zrozumiem, jeśli nie jesteś gotowa.
Pochyliła
się i ponownie go pocałowała, zsuwając koszulę z jego ramion. Oboje wstali, nie
odrywając się od siebie ani na chwilę, idąc do sypialni. Hermiona opadła na
łóżko, przyciągając Draco na siebie i kontynuując całowanie. Zaczął podciągać
jej bluzkę, ale kiedy przestała go całować, wziął to za znak, by przestać.
Podparł się na łokciach i spojrzał na nią. Przygryzła wargę i unikała kontaktu
wzrokowego. Wciąż miała stare blizny na brzuchu po wojnie, takie, które nie
wpłynęły na nią tak, jak ta na ramieniu, ale których wciąż była świadoma.
Draco, jakby czytając jej w myślach, pochylił się i wyszeptał jej do ucha:
—
Jeśli nie chcesz, wiedz, że wszystko rozumiem. Wiem, że jesteś przepiękna w
środku jak i na zewnątrz.
Usiadła
i ściągnęła bluzkę przez głowę, rzucając ją na podłogę, po czym ponownie
pocałowała Draco. Zaczął całować jej szyję, sprawiając, że odchyliła głowę i
cicho jęknęła. Zsunął jej szorty z nóg, dłoń powędrowała w górę uda i drażniła
brzeg jej majtek. Pociągnęła go za pas spodni.
—
Ściągaj — warknęła i przygryzła jego wargę.
—
Rządzisz się.
Uśmiechnął
się ironicznie i zrobił, jak kazała.
—
Zamknij się — wyszeptała i pocałowała go namiętnie, gdy ostatnie ubranie wylądowało
na podłodze.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
jęknęła i spróbowała się obrócić, wciąż z zamkniętymi oczami, ale coś stanęło
jej na drodze. Powoli otworzyła oczy i stwierdziła, że jej głowa spoczywa na
czyjejś nagiej piersi. Spojrzała w górę i zobaczyła blondyna leżącego obok
niej.
—
Cholera — mruknęła pod nosem.
Draco
uśmiechnął się złośliwie i otworzył oczy.
—
Cóż, nie użyłbym takich słów — zadrwił, więc uderzyła go w ramię. — Dzień
dobry.
—
Dzień dobry — wymamrotała, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi, gdy nagle
zdała sobie sprawę, że jest naga.
Szybko
otuliła się kołdrą.
—
Uspokój się — wyszeptał jej do ucha. — Nie udawaj niewiniątka.
—
Odwal się — burknęła, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu, który wykrzywił jej
usta.
Wstała,
wciąż otulona kołdrą, zostawiając drżącego Draco w samych bokserkach.
—
Oddawaj kołdrę! — jęknął.
—
Nie.
Uśmiechnęła
się i zaczęła się ubierać. Po długich zmaganiach z utrzymaniem kołdry wokół
siebie, w końcu założyła stanik i szorty.
—
Chodź do mnie.
Draco
złapał róg kołdry i zerwał ją z niej.
—
Draco! — warknęła, klękając na łóżku i próbując ją odzyskać.
Uśmiechnął
się i objął ją w talii.
—
Dlaczego tak ci się spieszy do wyjścia? — zapytał.
—
Nie spieszę się — odpowiedziała, łapiąc jego twarz i całując go namiętnie.
Po
chwili znów się od siebie oderwali, a Hermiona odwróciła głowę w bok,
przygryzając wargę i starając się nie uśmiechnąć. Pocałował ją w skroń i
pogłaskał po policzku. Znów dała mu buziaka, po czym wstała. Spojrzała na swoją
bluzkę leżącą na podłodze i stwierdziła, że nie ma siły, żeby się w nią
wcisnąć. Podniosła z podłogi jedną z bluz Draco — starą bluzę Slytherinu, tak
dużą, że ledwo było widać jej szorty — i założyła ją.
—
Pożyczam, potem oddam — powiedziała.
—
Nie musisz. Dobrze ci w zielonym.
Uśmiechnął
się i mrugnął do niej. Cmoknęła z dezaprobatą i przewróciła oczami.
—
Nawet o tym nie myśl. Spróbuję się wymknąć.
Pocałowała
go w policzek i uchyliła drzwi. Salon świecił pustkami, więc szybko, na
palcach, przebiegła przez korytarz. Otworzyła drzwi i wślizgnęła się do środka,
zamykając je najciszej, jak potrafiła. Kiedy się odwróciła, zobaczyła Rona,
Neville’a, Theo, Lunę, Pansy i Blaise’a siedzących wokół kuchennej wyspy z
ogromnymi uśmieszkami na twarzach. Zaklęła srogo.
—
Kogo moje oczy widzą? Słynna i idealna Hermiona Granger wraca do domu po
upojnej nocy? — wydyszał Ron.
—
Odwal się, Łasicu — mruknęła.
—
Przeszłaś na ciemną stronę mocy.
Luna
rzuciła złośliwy uśmieszek, wskazując na bluzę.
—
Ha, ha.
Hermiona
zaśmiała się i nalała sobie kawy.
—
Nigdy bym nie pomyślał, że zobaczę cię wymykająca się z mieszkania Draco
Malfoya.
Neville
zachichotał.
—
Fretka i Kiełek — mruknął Theo.
—
O ile dobrze pamiętam, nie jestem jedyna. Jeśli się nie mylę, Luna i Nev spali
ze sobą raz w zeszłym roku. Aż boję się zapytać, co Ron robił z Lavender, a
Theo spał z większą liczbą kobiet niż Joey Tribiani.
Kipiała
złością, pokazała im środkowy palec i poszła do swojego pokoju, podczas gdy
Blaise i Pansy wymieniali sugestywne spojrzenia.
—
Och, a wy dwoje… straciłam rachubę, ile razy musieliśmy patrzeć, jak wpychacie
sobie języki do gardeł — zawołała Hermiona zza drzwi, po czym zatrzasnęła je z
hukiem.
Westchnęła
i usiadła na łóżku, rozmyślając o minionym wieczorze i uśmiechając się do
siebie. Wtuliła twarz w bluzę z kapturem i wciągnęła znajomy zapach. Odstawiła
kubek z kawą na bok i zmieniła szorty na spodnie dresowe, po czym wróciła do
kuchni. Przygotowywała sobie śniadanie, kiedy Draco wszedł, wyglądając na
wściekłego.
—
Dobra, kto to zrobił? — warknął.
—
Ale co? — zapytał Theo.
—
Właśnie znalazłem to w szufladzie, całe w bazgrołach! Szukałem go od miesięcy —
więc kto to zrobił? — krzyknął, unosząc zielony notatnik, w którym Luna
rysowała, oglądając Park Jurajski.
Hermiona
prychnęła, ale szybko przygryzła wargę.
—
Hermiono?
W
odpowiedzi tylko kaszlnęła, choć brzmiało to jak Luna.
—
Nie mam pojęcia.
Uśmiechnęła
się.
—
Jak znajdę tego, kto to zrobił, ostrzegam, że go zabiję — powiedział groźnie i
ruszył w stronę drzwi.
—
Czekaj, Draco — zawołał Ron.
—
O co chodzi, Łasicu?
—
Jak minęła noc? — Hermiona przypadkowo się potknęła, a jej miska spadła na
głowę Rona. — Hermiono!
Zaczął
próbować wytrzeć mleko z oczu.
—
Dobra robota, Kiełku.
Draco
mrugnął do niej.
—
Och, jesteś takim palantem. W każdym razie, muszę iść, więc na razie —
powiedziała, idąc w stronę drzwi.
Draco
złapał ją za rękę i obrócił.
—
Czekaj, co ty właśnie powiedziałaś? — zapytał, a na jego ustach pojawił się
chytry uśmieszek.
Hermiona
zmarszczyła brwi, zastanawiając się, kiedy w końcu zrozumiała, o co mu chodzi.
—
Eee, powiedziałam, że muszę iść — mruknęła.
—
Nie, później.
—
Na razie? — odpowiedziała, wpatrując się w swoje stopy.
Draco
uniósł jej podbródek, żeby na nią spojrzeć i zatrzymał się zaledwie kilka
centymetrów od jej twarzy.
—
Też cię kocham — powiedział i musnął ustami jej usta.
Wszyscy
chłopcy zagwizdali, a Pansy i Luna westchnęły z zachwytu, lecz Draco uciszył
ich niegrzecznym gestem.
—
Jak tak można — skomentował Ron.
—
Myślę, że mają na siebie zły wpływ.
Blaise
uśmiechnął się ironicznie. Draco i Hermiona oderwali się od siebie i spojrzeli
na swoich przyjaciół.
—
Raczej wy macie na siebie zły wpływ — rzekł Draco.
—
Theo sprawił, że Luna stała się niegrzeczna, a Ron i Nev sprawiają, że reszta z
nas zachowuje się jak dwulatki.
Hermiona
zaśmiała się.
—
Pansy osłabiła Blaise’a — dodał Draco.
Para
przybiła sobie piątki, po czym oboje wyszli na korytarz. Draco obrócił Hermionę
i przycisnął ją do ściany, po czym namiętnie pocałował.
—
Kocham cię, Miona — wyszeptał.
—
Też cię kocham.
Uśmiechnęła
się, obejmując go za szyję i przyciskając czoło do jego czoła.
—
Dokąd idziesz? Jest niedziela, więc nie musisz iść do pracy.
—
Idę sprawdzić dom Harry’ego i Ginny. Wyjechali dziś o piątej rano, ale
obiecałam, że będę tam wpadała codziennie — odpowiedziała.
—
Dobrze, do zobaczenia za chwilę.
Pocałował ją w czoło, po czym skierował się do swojego mieszkania, a Hermiona się aportowała.
Brak komentarzy