[T] Związek na pokaz: W Szmaragdowym Globie
Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Będzie dość długi, ale powinien Wam się spodobać, bo opisuje pierwszą, szczerą rozmowę naszej ulubionej pary. Możliwe, że kolejny rozdział wpadnie pod koniec tego tygodnia. Miłej lektury!
____________
Rozdział 3: W Szmaragdowym Globie
Hermiona
potrzebowała trzech dni, żeby przemyśleć propozycję Draco. W sumie, zanim
opuściła jego gabinet, podjęła decyzję o jej przyjęciu. Te trzy dni miały jej
pomóc w pogodzeniu się z tym, co zamierzała zrobić. Miały stłumić panikę, którą
czuła, próbując wyobrazić sobie konsekwencje bycia udawaną dziewczyną Draco
Malfoya. Powiedział, że nie będą uprawiali seksu, ale czego od niej oczekiwał?
Jak często będzie musiała się z nim widywać? Wzdrygnęła się, wyobrażając sobie
nagłówki w Proroku Codziennym. Drżała
na samą myśl o tym, co powiedzą jej przyjaciele. Co pomyślą Ginny lub Harry? I
jak się będzie czuła, gdy przez długi czas będzie musiała przebywać w bliskim
kontakcie z Draco Malfoyem? Czy będzie oczekiwał, że zamieszka z nim we Dworze
Malfoyów? Ta myśl sprawiła, że blizna „Szlama” na jej ramieniu zaczęła swędzieć
i piec.
Kilka
razy dziennie decydowała się na odmówienie i odrzucenie oferty. Często
spoglądała również na wyciąg z konta z Banku Gringotta i rachunki z Instytutu w
Parkwood, przypominając sobie, jak bardzo potrzebowała takiej okazji.
W
końcu wysłała Draco sowę z prośbą o spotkanie, podczas którego chciała zadać mu
kilka pytań.
Godzinę
później nadeszła jego odpowiedź, w której zaproponował spotkanie na kolacji
tego wieczoru w lokalu zwanym Szmaragdowym Globem. Do zwoju dołączony był mały
kluczyk ze szmaragdem w środku. Ponieważ
nie jesteś członkinią klubu, będziesz potrzebować tego klucza, żeby wejść do
środka — głosiła notatka.
Hermiona
przeszukała swoją szafę, próbując znaleźć coś, co uznałaby za stosowne.
Większość jej roboczych szat była zbyt formalna lub zbyt sztywna. Jej mugolskie
ubrania były przeważnie zbyt swobodne, ale znalazło się tam kilka ładnych
sukienek, które kiedyś należały do jej matki. Ostatecznie wybrała szarą,
jedwabną sukienkę w kształcie litery A z dekoltem w łódkę, która ładnie
podkreślała jej kształty, ale była na tyle skromna, że nie wzbudzałaby zbytniego
zainteresowania czarodziejów. Rzadko akcentowała swoją garderobę, ale tym razem
dodała do niej jedyny skarb, jaki posiadała — broszkę z diamentami i różowym
szafirem w kształcie irysa, która kiedyś należała do jej babci.
Chwytając
mały kluczyk, który Draco jej podarował, wzięła różdżkę i aportowała się przed
wejściem do Szmaragdowego Globu. Pokazała kluczyk czarodziejowi przy drzwiach i
została wprowadzona do środka, gdzie ładna kelnerka zaprowadziła ją do loży z
tyłu. Otaczały ją ciemnozielone, jedwabne zasłony, które kelnerka odsunęła, by
wpuścić Hermionę.
Draco
już czekał w środku. Wstał, kiedy weszła. Gdy Hermiona usiadła, kelnerka podała
im menu.
—
Wystarczy stuknąć różdżką w menu, żeby zamówić — poinstruowała, po czym
zasunęła zasłony i odeszła.
Hermiona
poczuła lekką klaustrofobię, uświadamiając sobie, że siedzi w bardzo intymnym
miejscu, z jedynym czarodziejem w całej Wielkiej Brytanii, który najbardziej ją
niepokoił. Był ubrany tak, jakby dopiero co wrócił z pracy, choć zdjął marynarkę,
a na białą koszulę nałożył granatową kamizelkę w jodełkę. Pod szyją miał
zawiązany szary krawat. Pomimo późnej pory wyglądał świeżo i elegancko, jakby
dopiero co rozpoczął dzień. I był przystojny. Zbyt przystojny. Hermiona poczuła
dreszcz zdenerwowania przez jego bliskość.
—
Witaj, Granger — powiedział, siadając z powrotem. — Wyglądasz bardzo ładnie.
—
Dziękuję — odpowiedziała, starając się usiąść tak, by uniknąć przypadkowego
otarcia się o niego, nie wyglądając jednocześnie na osobę, która stara się go
unikać.
Draco
nie dał się nabrać i zobaczyła, jak wykrzywia usta — nie wiedziała, czy z
rozbawienia, czy z irytacji.
—
Czy siedzenie z byłym Śmierciożercą jest naprawdę takie odrażające? — zapytał.
—
Jestem zaskoczona, że chcesz siedzieć tak blisko szlamy — wyrzuciła z siebie,
zanim zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała.
Zaczerwieniła
się. Musiała pamiętać, że nie jest na równym poziomie z tym mężczyzną.
Draco
z kolei zbladł na jej słowa.
—
Granger… ja… ja już taki nie jestem. Nie obchodzą mnie takie rzeczy i to od
dawna. Przepraszam, że kiedykolwiek cię tak nazywałem. I przepraszam za to, jak
okropnie cię traktowałem, kiedy byliśmy dziećmi. I… za to, co ci się
przydarzyło, kiedy byłaś we Dworze.
Hermiona
była zaskoczona przeprosinami. Nigdy nie winiła go za to, co wydarzyło się we
Dworze, a poza tym chciała wierzyć, że wybaczyła mu to, że dawno temu nazywał
ją szlamą, że był dzieckiem, które papugowało fanatyzm, którego nauczył się od
rodziców. Poza tym, lata temu dostała od niego list z przeprosinami za te same
rzeczy, o których wspomniał dzisiaj. Jednak dopiero gdy wypowiedział te słowa
na głos, Hermiona uświadomiła sobie, jak bardzo pragnęła — a właściwie
potrzebowała — usłyszeć te słowa od niego. Poczuła, jak jej sztywność wobec
niego nieco maleje i uśmiechnęła się lekko.
—
Dziękuję, że to powiedziałeś — mruknęła w końcu.
—
Mówiłem poważnie, że wyglądasz bardzo ładnie — powtórzył, najwyraźniej
zadowolony z odejścia od drażliwego tematu. — A to bardzo efektowna broszka.
Dzieło goblinów?
—
Nie, pochodzenie tej broszki jest bardzo mugolskie. Należała do mojej babci —
powiedziała. — Otrzymała ją w prezencie za zasługi dla Rodziny Królewskiej od
Królowej Matki, gdy była młoda.
—
Królowej Matki? — dopytywał, wciąż wpatrując się w broszkę.
—
Słyszałeś o matce obecnej królowej Anglii? Zmarła niedawno, ale po owdowieniu w
latach pięćdziesiątych wybrano ją na królową i również nazywała się królowa
Elżbieta, więc dla odróżnienia od jej córki, nazywano ją Królową Matką. Brzmi
to głupio, kiedy się to tak interpretuje, ale my, Brytyjczycy, jesteśmy
specyficznym narodem.
Usta
Draco drgnęły.
—
Wiedziałaś, że jeden z moich przodków próbował oświadczyć się pierwszej
królowej Elżbiecie w szesnastym wieku?
—
Cóż, skoro nigdy nie wyszła za mąż, założę się, że odmówiła. Jak on się
nazywał?
—
To był pierwszy Lucjusz Malfoy — rzekł.
—
Więc to imię nigdy nie wróżyło nic dobrego, prawda? — mruknęła bez namysłu.
Zakryła
usta dłonią, uświadamiając sobie, co powiedziała, ale Draco był rozbawiony.
—
Masz rację, Granger — powiedział. Potem, ponieważ wciąż wyglądała na
zawstydzoną, wskazał na menu. — Może zajrzysz do środka i wybierzesz, co chcesz
zamówić na kolację? Cielęcina jest dobra, ale polecam kaczkę. Szef kuchni ma
bardzo dobry sos z malin zredukowany winem porto. Ale wybierz, co chcesz.
Hermiona
oderwała wzrok od Draco i spojrzała na swoje menu, czując się nieco
zdezorientowana. W poprzednich ich interakcjach Draco nie starał się być dla
niej miły, ale zdała sobie sprawę, że kiedy chciał, potrafił być bardzo
czarujący. Przez ułamek sekundy czuła się, jakby była z nim na prawdziwej
randce, a nie na spotkaniu biznesowym, na którym mieli omówić zasady bycia jego
udawaną dziewczyną.
Zapadła
chwila ciszy, podczas której analizowali swoje menu. Hermiona zdecydowała się
wybrać kaczkę, którą polecił Draco. Lubiła kaczkę i czuła, że może go trochę
zmiękczyć, decydując się na danie przez niego sugerowane. Wybrała lekką sałatkę
na przystawkę, a następnie stuknęła w menu, aby wybrać danie główne.
—
Też zamówiłeś kaczkę? — zapytała, widząc, jak Draco stuka w menu.
—
Wybrałem jagnięcinę — powiedział.
—
Ale myślałam, że kaczka jest najlepsza!
—
Tak, Granger, ale jadałem tu kaczkę wiele razy. Potrzebuję odmiany. Mam
nadzieję, że ci to nie przeszkadza, ale zamówiłem dla nas wino Bordeaux.
—
Dziękuję — mruknęła.
Zapadła
cisza i Hermiona rozpaczliwie szukała tematu do rozmowy. Zdała sobie sprawę, że
ostatnim razem rozmawiali głównie o niej, więc postanowiła zacząć wypytywać o
niego. W końcu, skoro miała być jego udawaną dziewczyną, to może warto
dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
—
Więc, co robiłeś odkąd opuściliśmy Hogwart? Poza prowadzeniem firmy?
—
Zanim zacząłem pracę w rodzinnej firmie, pojechałem do Niemiec i spędziłem tam
rok, zdobywając mistrzostwo z eliksirów pod okiem Mistrza Stefana Bergena.
—
Och! — wykrzyknęła. — Nie wiedziałam, że posiadasz mistrzostwo z eliksirów. Co
uwarzyłeś na prace dyplomową?
—
Płynne Szczęście.
—
Wow! — Hermiona była pod wrażeniem. To był wyjątkowo trudny eliksir do
uwarzenia. Nigdy nie próbowała, ale czytała wiele opowieści o katastrofach,
które się wydarzyły po źle uwarzonym Płynnym
Szczęściu. — To takie… gratulacje, Malfoy. Gratulacje!
Draco
się uśmiechnął. Szczerym uśmiechem.
—
To chyba najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziałaś, Granger.
—
Daj spokój, kiedyś nazwałam cię wstrętnym karaluchem. Co może być milszego od
tego?
—
Oczywiście, to każdy trzynastolatek chciałby usłyszeć od dziewczyny — zadrwił,
wciąż się do niej uśmiechając.
Szybko
odwróciła wzrok. Uśmiechający się Draco Malfoy siał spustoszenie w jej nerwach.
—
Dlaczego wybrałeś Płynne Szczęście?
Tylko ze względu na jego złożoność?
Draco
wzruszył ramionami.
—
Miałem wtedy dość mroczny czas. Właśnie skończyłem okres próbny i nie mogłem
wyjść na Pokątną czy do Hogsmeade bez narażania się na zaczepki. Nie byłem w
stanie przejąć rodzinnych interesów. Moje zaręczyny z Astorią Greengrass
zostały zerwane, ponieważ jej rodzina nie chciała mieć ze mną nic wspólnego.
Wyjechałem do Niemiec, ponieważ Mistrz Bergen był jedynym Mistrzem Eliksirów w
Europie, który przyjął mnie na ucznia. Wiele wymagał, ale był bardzo
sprawiedliwy. Mimo to, pod koniec tego wszystkiego, czułem, że po prostu
potrzebuję odrobiny szczęścia, rozumiesz, o co mi chodzi?
Hermiona
poczuła nutkę współczucia. Owszem, był tyranem i palantem, i strasznie go nie
lubiła w latach szkolnych, ale czuła też, że zawiodła go rodzina i
czarodziejskie społeczeństwo, i cierpiał za nie swoje grzechy.
—
Czy kiedykolwiek używałeś Płynnego
Szczęścia, które uwarzyłeś?
—
Mistrz Bergen dał mi dwie fiolki. Jedną zużyłem od razu i rzeczywiście
spędziłem cudowny dzień. Moi przyjaciele, których nie widziałem przez cały rok,
przylecieli tego dnia do Berlina, żeby zrobić mi niespodziankę. Mieliśmy
idealną pogodę i spędziliśmy dzień na zabawie i śmiechu. Jedliśmy dobre
jedzenie i piliśmy wyśmienite wino, i myślę, że to był pierwszy dzień od lat,
zanim przyjąłem Mroczny Znak, kiedy czułem się szczęśliwy.
Hermiona
uśmiechnęła się wbrew sobie. Miło było usłyszeć, że proste przyjemności
wystarczają, by uszczęśliwić Draco.
—
Co zrobiłeś z drugą fiolką?
—
Och, zachowałem ją. Może kiedyś się przyda — powiedział.
—
Sprytne — przyznała.
—
Co ty uwarzyłaś na mistrzostwo? — zapytał.
—
Nie masz tych informacji w swoich szczegółowych aktach na mój temat? — rzuciła
mu wyzwanie.
—
Bezczelnie, Granger. Prawdę mówiąc, nie mam. Najwyraźniej będę musiał zwolnić
mój zespół weryfikacyjny za to niedopatrzenie.
Hermiona
uśmiechnęła się szeroko. Nigdy wcześniej nie słyszała, żeby opowiedział żart.
—
Uwarzyłam tojad — rzekła, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie. — Luna
Lovegood odbywała wtedy praktykę w Świętym Mungu i powiedziała mi, że ciągle
brakuje im tojadu, więc pomyślałam, że spróbuję zrobić coś przydatnego.
Usta
Draco drgnęły.
—
Zawsze jesteś dobrą duszyczką, prawda, Granger?
Zarumieniła
się.
—
Nie to miałam…
—
Spokojnie, Granger — powiedział. — Nie miałem nic obraźliwego na myśli.
Właściwie miło wiedzieć, że się nie zmieniłaś.
—
Och — jęknęła, nieco udobruchana.
Ten
miły Draco strasznie ją dezorientował.
Właśnie
wtedy podano im przystawki i kelnerka postawiła przed nimi talerze. Towarzyszył
jej sommelier, który dopełnił formalności, pokazując Draco butelkę wina,
odkorkował ją i podał do rytualnej degustacji do akceptacji, po czym nalał im
wina i odszedł. Przez chwilę jedli w ciszy.
Po
skończeniu sałatki Hermiona zapytała:
—
Więc, Starszy Mistrz Eliksirów Bergen, ten, z którym, jak mówiłeś, mam się
spotkać — to ten sam Mistrz Eliksirów, u którego się szkoliłeś?
Draco
uśmiechnął się.
—
Tak. Miał laboratorium w Berlinie i wykładał na Uniwersytecie Berlińskim, ale
miałem środki, by zapewnić mu jeszcze nowocześniejsze laboratorium eliksirów, a
także wszelkie niezbędne składniki, bez względu na ich rzadkość. Chciał uwarzyć
kilka eliksirów, ale nigdy nie udało mu się wyjść poza fazę teoretyczną z
powodu braku funduszy, więc skorzystał z okazji, by pracować w moim
laboratorium.
—
Podobała ci się praca pod jego okiem podczas szkolenia?
—
Tak. Prowadzi laboratorium twardą ręką i nie chciałabyś być obiektem jego
drwin, ale personel go uwielbia. Mogę być jego szefem na papierze, ale w tym
laboratorium to on wszystkim rządzi. Nigdy nie odważyłbym się mu przeszkadzać.
Ale myślę, że cię polubi.
Hermiona
upiła łyk wina, a w jej głowie tańczyły radosne wizje pracy pod okiem światowej
sławy Mistrza Eliksirów i uczenia się od niego. Przez chwilę pragnęła zacząć od
razu, ale potem przypomniała sobie, po co tu przyszła. Nie po to, by miło
pogawędzić z Draco Malfoyem. Po to, by porozmawiać o pracy jako jego udawana
dziewczyna. A sama myśl o tym sprawiła, że Hermiona poczuła, że w jej żołądku
zadomowiła się gromada Chochlików Kornwalijskich.
Kelnerka
wróciła, żeby zabrać przystawki i podała dania główne. Sommelier dolał im wina,
po czym kelnerka powiedziała:
—
Proszę pociągnąć za sznurek, jeśli by państwo czegoś potrzebowali.
Po
czym obsługa wyszła, zasłaniając zasłony.
Draco
uniósł kieliszek wina w stronę Hermiony.
—
Na zdrowie, Granger — powiedział.
—
Na zdrowie — powtórzyła, stukając się z nim swoim kieliszkiem.
Wypili
wino i zabrali się za jedzenie. Hermiona wciąż była nieco zdenerwowana
czekająca ją rozmową, ale wzięła kęs kaczki i zamknęła oczy, delektując się
smakiem.
—
To jest przepyszne! — wykrzyknęła.
Draco
uśmiechnął się szeroko.
—
Cieszę się, że ci smakuje. Chcesz spróbować mojej jagnięciny?
Uwielbiała
jagnięcinę, ale perspektywa dzielenia się jedzeniem z Draco nieco ją
niepokoiła. Kryła się w tym pewna intymność, na którą nie miała ochoty,
przynajmniej na razie.
—
Nie, dziękuję — mruknęła, ale z grzeczności zaproponowała: — Chcesz trochę
mojej kaczki?
—
Już jadłem tu kaczkę. Smacznego, Granger — rzekł.
Hermiona
zamierzała zjeść resztę kaczki, ale po kilku kęsach zaczęła się jeszcze
bardziej denerwować rozmową, która mieli przeprowadzić. W końcu odłożyła widelec.
—
Malfoy, jeśli chodzi o twoją… o twoją propozycję…
Draco
ją powstrzymał.
—
Porozmawiajmy o tym po jedzeniu, Granger.
Przygryzła
wargę.
—
Dobrze — zgodziła się, choć daleko jej było do zgody w tym temacie. Jej myśli
zaczęły podążać niepokojącymi ścieżkami i żeby powstrzymać atak paniki, zaczęła
szukać innego tematu do rozmowy. — Więc… mówiłeś, że nie masz czasu na randki z
czarownicami? Nigdy nie było nikogo, do kogo chciałbyś… się zalecać?
Draco
zaśmiał się beztrosko.
—
Spotykałem się z wieloma czarownicami. Przeważnie to były przelotne znajomości.
Ale poza Astorią — która nigdy nie była moim wyborem — nigdy nie rozważałem
poważnie poślubienia kogoś.
—
Poślubiłbyś Astorię, gdyby nie zerwała zaręczyn?
—
Prawdopodobnie. Nigdy nie spodziewałem się, że będę miał wybór w tej sprawie.
Całe życie wmawiano mi, że moje małżeństwo będzie zaaranżowane. Astoria
wydawała się całkiem miłą dziewczyną. A jej siostrę Daphne znałem od lat.
Prawdopodobnie powinienem być bardziej zawiedziony, kiedy jej ojciec zerwał zaręczyny,
ale szczerze mówiąc, poczułem ulgę.
—
Dlaczego?
—
Bo przez większość życia mówiono mi, co mam robić. Musiałem bronić honoru
rodziny Malfoyów. Wyznawać ich zasady. Powiedziano mi, że muszę poślubić
dziewczynę, którą wybiorą moi rodzice. A potem kazano mi przyjąć Mroczny Znak i
zostać szeregowym żołnierzem największego czarodzieja-psychopaty, jaki stąpał
po Ziemi. Po zakończeniu wojny dostałem wyrok w zawieszeniu i musiałem wrócić
do szkoły. Miałem już dość tego, że zmuszano mnie do robienia różnych rzeczy.
Tamten dzień zmienił wszystko. Zrobiłem mistrzostwo, mając kontrolę nad tym,
kogo chcę poślubić i prowadząc firmę. Po raz pierwszy czuję, że decyduję o
swoim życiu.
Hermiona
rozważała sens jego słów, ale jej myśli wciąż krążyły wokół zerwanych zaręczyn.
—
Więc gdybyś miał szansę, wybrałbyś teraz Astorię?
—
Nie — odparł szczerze.
—
Och? — Hermiona usłyszała lekceważenie w jego głosie. — Dlaczego nie?
—
Stary Horacjusz zerwał zaręczyny, bo nie chciał, żeby Malfoyowie wciągnęli jego
rodzinę w bagno. Potem, kiedy Malfoy Holdings znów zaczęło przynosić zyski, a
ja odzyskałem szacunek, zobaczył
galeony i chciał powrotu. Próbował wmawiać, że zaręczyny nigdy nie zostały
zerwane i zmuszał mnie do powrotu do Astorii. To całkiem miła dziewczyna, ale
nie byłem nią na tyle zainteresowany, żeby chcieć się z nią ożenić.
—
Twoi rodzice naciskają, żebyś się z nią ożenił?
Draco
się zaśmiał.
—
Mają gdzieś, czy to będzie Astoria. Po prostu uważają, że powinienem był się
ożenić lata temu. Nie obchodzi mnie, co myśli Lucjusz, ale moja matka nie
przestaje dawać aluzji i próbować mnie swatać.
—
Ale chcieliby, żebyś poślubił czarownicę czystej krwi?
—
Najlepiej, tak.
—
Czy wybranie mnie na udawaną dziewczynę to akt jakiegoś buntu?
—
Myślałem, że nie będziemy rozmawiać o tym podczas jedzenia.
—
Nie będziemy. To nie jest… temat na osobną dyskusję. Po prostu byłam ciekawa…
—
Pozwól mi zająć się moją matką, Granger.
Ton
głosu Draco był beznamiętny i nieznoszący sprzeciwu, więc Hermiona porzuciła
temat.
—
Skoro już mowa o związkach — dodał — co właściwie się stało między tobą a
Weasleyem? Wiem, że jest żonaty z tą Brown, co nie ma sensu, bo ona nie dorasta
ci do pięt. Ale co się stało?
—
Znalazłam ich razem na naszej kanapie — odpowiedziała, a jej upokorzenie z
powodu konieczności przyznania się do tego nieco złagodziła satysfakcja ze
świadomości, że Draco uważał Lavender za gorszą od niej.
—
Co za palant — mruknął.
—
Tak — zgodziła się. — Zniszczyli moją dobrą kanapę.
Draco
zaśmiał się na jej sarkazm.
Uśmiechnęła
się do niego krzywo, po czym westchnęła.
—
Chyba w pewnym sensie dobrze się stało. Lepiej, że nie zostałam z nim i nie
poczułam się zraniona, kiedy byłoby na to za późno, na przykład po ślubie albo
po urodzeniu dzieci. Po prostu bardzo zraniło mnie to, że zniszczona została
przyjaźń, która trwała ponad dekadę. Nie tylko między mną a Ronem, ale także
między mną, Ronem i Harrym.
—
Kto wpłynął na Pottera?
—
Nikt — odparła. — Harry odmówił pójścia na ślub Rona, ale jest w trudnej
sytuacji, bo jest mężem Ginny. Nie chciałam sprawiać kłopotów ich rodzinie,
więc powiedziałam Harry’emu, że zrozumiem, jeśli nadal będzie się spotykał z
Ronem i chodził na rodzinne spotkania, żeby nie komplikować im życia.
—
Jesteś o wiele bardziej wyrozumiała w tej kwestii niż ja bym był — rzekł,
zaciskając usta w cienką linię.
Skończyli
jeść danie główne i kelnerka wróciła z menu deserów. Draco zamówił tartę
cytrynową i kieliszek rieslinga. Hermiona zamówiła herbatę. Kiedy deser został
podany, Draco odłamał widelcem kawałek.
—
Musisz tego spróbować, Granger — powiedział.
—
Jestem za bardzo najedzona — zaprotestowała.
—
Nikt nie jest za bardzo najedzony na deser — mruknął, namawiając. — No dalej,
Granger, spróbuj i powiedz mi, czy to nie jest najlepsza tarta cytrynowa, jaką
jadłaś w życiu.
Hermiona
ugryzła kawałek z grzeczności, ale potem odkryła, że ciasto było naprawdę
pyszne i zanim Draco zdążył cofnąć widelec, dokończyła kęs, który jej podał.
Uśmiechnął się lekko.
—
Dobre, prawda?
—
Yhmmm — zgodziła się, wciąż przeżuwając.
—
Chcesz jeszcze?
—
Ty zjedz — powiedziała. — Ale dziękuję.
Upiła
łyk herbaty i patrzyła, jak Draco kończy deser. Kiedy kelnerka podeszła, żeby
zabrać talerz, powiedział:
—
Dam znać, kiedy będę chciał rachunek.
—
Dobrze, proszę pana — rzekła kelnerka, wycofując się.
Draco
rzucił Muffiato na ich stolik. Skinął
głową w stronę Hermiony.
—
Dobrze, Granger, do dzieła. Pewnie masz mnóstwo pytań.
Hermiona
miała mnóstwo pytań, ale nie chciała zagłębiać się w te najtrudniejsze, więc
zaczęła od prostego.
—
Mówiłeś, że będziesz mnie potrzebował przez sześć do dwunastu miesięcy. Jak my
— ty — zdecydujesz, czy to będzie trwało sześć, czy dwanaście miesięcy?
—
Ustalmy, że dwanaście miesięcy — powiedział — ale możemy to zakończyć
wcześniej, jeśli nie wypali.
—
Możemy oboje zrezygnować w dowolnym momencie? A co, jeśli ty podejmiesz taką
decyzję w połowie miesiąca? Moja wypłata wtedy będzie proporcjonalna, czy…
Draco
zaśmiał się pod nosem.
—
Salazarze, to będzie długi wieczór. To może tak, każde z nas może odejść w
dowolnym momencie. Będę ci płacił każdego pierwszego dnia miesiąca, a jeśli
zdecydujesz się odejść, zatrzymasz to, co ci zapłaciłem za dany miesiąc. A
jeśli to ja zakończę tę znajomość, zapłacę ci za obecny miesiąc i bez względu
na wszystko otrzymasz co najmniej trzymiesięczne wynagrodzenie. Co ty na to?
—
Cóż, to mocno przechyla się na moją korzyść — odpowiedziała, a jej wrodzone
poczucie sprawiedliwości zaprotestowało, mimo że kusiło ją, by się zgodzić.
—
Wiem o tym — odparł cierpliwie. — Wiem, że potrzebujesz pieniędzy o wiele
bardziej niż ja, więc nie będę ci tego zbytnio utrudniał.
—
Och, dobrze — mruknęła z ulgą. — A jak często będę musiała się z tobą widywać,
póki będziemy w tym układzie?
—
Trzy do czterech razy w tygodniu przez pierwszy miesiąc. Potem będziesz musiała
się do mnie wprowadzić.
Hermiona
otworzyła szeroko oczy.
—
Wprowadzić się… chwila! Mówiłeś, że to relacja bez seksu!
—
Spokojnie, Granger, dostaniesz własny pokój. Ma nawet prywatną łazienkę, więc
nie będziemy wpadać na siebie rano, by umyć zęby. Poza tym, chcę mieć w swoim
łóżku tylko chętne czarownice. Ale gdybyś tam mieszkała, to byłby dla mnie
jasny sygnał, że jestem całkowicie poza zasięgiem.
—
Gdzie miałby być ten pokój? We Dworze?
—
Nie, nie mieszkam tam. Moja matka tam mieszka i od czasu do czasu ją odwiedzam,
ale mam mieszkanie w Londynie. Zabiorę cię tam, jeśli chcesz je zobaczyć. Jest
wystarczająco duże dla dwóch osób. Po prostu łatwiej byłoby mi wszystko
załatwić, gdy mieszkalibyśmy w tym samym miejscu. Jeśli chcesz, pokryję czynsz
za twoje mieszkanie, dopóki umowa się nie skończy.
—
Ja… ja nie… — Hermiona zaczęła protestować.
—
Tak bardzo kochasz swoje obecne mieszkanie, że nie możesz się z nim rozstać na
kilka miesięcy?
Nie
mogła powiedzieć, że aż tak bardzo je lubi. Początkowo to było rozwiązanie
tymczasowe, bo wynajęła je po rozstaniu z Ronem, ale nie mogła sobie pozwolić
na nic lepszego. Było małe, z odpryskująca farbą i stęchlizną, której nigdy nie
udało jej się całkowicie usunąć, mimo odświeżaczy i otwartych okien, żeby
wpuścić jak najwięcej świeżego powietrza. Mimo to, myśl o codziennym życiu z
Draco Malfoyem była niepokojąca, pomimo jego zapewnień.
—
Mam kota — rzekła cicho. — Musiałabym go zabrać do ciebie.
—
Merlinie. — Draco przewrócił oczami. — Tak, pamiętam go. Rudy, prawda? Czasami
zakradał się do lochów Slytherinu. Lubił siadać mi w nocy na piersi.
—
Naprawdę? — Hermiona całkowicie zapomniała o swoim niepokoju związanym z całą
tą sytuacją, gdy dowiedziała się o sekretnym życiu Krzywołapa. — I nie miałeś
nic przeciwko?
—
Dlaczego miałbym mieć coś przeciwko? Był bardzo przyjazny. Jedyne, co mi się
nie podobało, to zostawiana wszędzie ruda sierść.
—
Był dla ciebie przyjazny? Nienawidził Rona.
—
To zwierzę o ponadprzeciętnej inteligencji.
Hermiona
się roześmiała.
—
Jesteś pewny, że mówimy o tym samym kocie?
—
Rudy. Pół-kuguar. Rozgnieciony pysk. Wielkie kocisko. Musiał ważyć prawie
dwadzieścia funtów.
—
Tak — zgodziła się Hermiona. — To Krzywołap.
—
Kot może zostać, ale porozmawiaj z nim o tym, żeby nie zostawiał sierści na
moich garniturach.
Usta
Hermiony drgnęły.
—
To sprawiedliwe.
W
jakiś sposób myśl, że Draco i Krzywołap się dogadują, sprawiła, że mieszkanie z
nim wydawało się o wiele mniej przerażające.
—
Więc, idąc dalej, następne pytanie?
—
Mówiłeś, że przez pierwszy miesiąc będziemy się widywać trzy do czterech razy w
tygodniu. W jakie dni tygodnia?
—
Granger, nie mogę tego przewidzieć. Zawsze, gdy będzie jakieś przyjęcie, w
którym będę musiał uczestniczyć.
—
Potrzebuję wolnego w niedzielne popołudnia — powiedziała.
—
Dlaczego?
—
Wtedy odwiedzam rodziców — odpowiedziała. — Mogłabym… mogłabym to przesunąć na
inny dzień, jeśli zostanę wcześniej powiadomiona, ale nie chcę opuszczać tych
wizyt.
—
Rozsądnie, Granger.
—
Więc w te dni, kiedy musiałabym coś z tobą robić, co byśmy robili?
—
Kolacje, przyjęcia, gale, przyjęcia koktajlowe, wieczory w teatrze. Czasem
wyjeżdżam służbowo za granicę. Towarzyszyłabyś mi, ale zadbałbym o to, żebyśmy
mieli oddzielne, sąsiadujące pokoje. Gdybym urządzał przyjęcie w swoim
mieszkaniu, pełniłabyś rolę gospodyni.
—
Ale nie wiem, jak…
—
Nie musiałabyś nic gotować i serwować. Zatrudniam pół tuzina skrzatów domowych.
I zanim rozpoczniesz swoją tyradę, Granger, płacę im bardzo dobrze. Miałabyś po
prostu witać gości, prowadzić luźne pogawędki i tym podobne.
—
Nadal nie rozumiem, dlaczego mnie to zaproponowałeś — powiedziała. — Mówiłeś,
że jestem ostatnią czarownicą, która chciałaby ciebie poślubić. Czy to jedyny
powód?
Draco
przyglądał jej się przez chwilę, jakby zastanawiał się, jak jej odpowiedzieć.
—
Spełniasz wszystkie kryteria na moją wymarzoną dziewczynę, tyle że nigdy się
nie lubiliśmy. Uznałem, że nasze szanse na zakochanie się są małe i sytuacja
jest tak bardzo skomplikowana, że będziesz dobrą kandydatką.
—
Powiedziałeś, że spełniam wszystkie kryteria na twoją wymarzoną dziewczynę?
Jestem… jestem mugolaczką!
Draco
pokręcił głową.
—
Przyznaję, że celowo nie szukałbym mugolaczki do randkowania, ale tak naprawdę
już mnie to nie obchodzi. Podoba mi się to, że jesteś inteligentna. Potrafisz
prowadzić rozmowę i dochować tajemnicy. Najwyraźniej pochodzisz z dobrego domu
i jesteś dobrze wychowana. Nie każda babcia dostaje prezenty od królowej
Anglii. I… jesteś całkiem ładna.
Hermionie
opadła szczęka.
—
Latami naśmiewałeś się z mojego wyglądu.
—
Robiłem mnóstwo głupich rzeczy, kiedy byłem młodszy.
—
Myślisz, że jestem ładna? — dopytywała, rumieniąc się.
—
Granger, przestań domagać się komplementów.
Hermiona
nie była odporna na komplementy od jednego z najprzystojniejszych mężczyzn,
jakich kiedykolwiek widziała. Poczuła dreszcz podniecenia, zanim jej myśli się
odwróciły i przez chwilę milczała, zastanawiając się, jak zadać kolejne
pytanie.
—
O co chodzi? — zapytał. — Wiem, że masz więcej pytań.
Teraz
przeszła do tych, które dręczyły ją najbardziej od momentu, kiedy Draco złożył
jej tę propozycję. Wyprostowała ramiona i spojrzała na niego. Siedząc obok
niego przez cały wieczór, była pod ogromnym wrażeniem jego obecności. Nie dotykali
się, ale zdawała się czuć go wszędzie. Był od niej znacznie wyższy i siedząc
obok, dominował w loży z leniwą nonszalancją pantery obserwującej swoją ofiarę.
Jego zapach, mieszanka cytrusów i lasu, łaskotał ją w nos cały wieczór. A
teraz, patrząc mu prosto w oczy, coś, czego Hermiona subtelnie unikała, poczuła
się zahipnotyzowana. Szarość tęczówek, kiedy był rozbawiony, ciemniała, gdy się
nad czymś zastanawiał i zauważyła w nich drobinki złota i to, jak gęste były
jego ciemne, blond rzęsy. W wyrazie twarzy malowało się rozbawienie, ale było w
nim coś jeszcze, czego nie potrafiła zidentyfikować. Ostrożność? Czujność?
Pożądanie?
—
Czy musiałabym… znaczy, musiałabym… cię dotykać? — zapytała, a jej głos zniżył
się do szeptu.
—
Zdefiniuj dotyk.
—
Wiedziałam, że to powiesz — mruknęła. — Jaki kontakt fizyczny jest wymagany?
—
A co w ogóle o tym myślisz? — dopytywał. — Na co byłabyś gotowa?
—
Merlinie, nie ułatwiasz mi tego — odparła wyraźnie zirytowana. — Trzymanie się
za ręce?
—
Tak.
—
Przytulanie?
—
Tak.
—
A co z tańcem?
—
Potrzebujesz lekcji, Granger?
—
Nie, babcia dopilnowała, żebym się nauczyła. Chociaż mogłam trochę zardzewieć.
—
Więc dasz sobie radę. Dobrze prowadzę.
—
Oczekujesz też c-całowania?
Hermiona
nie mogła oderwać wzroku od jego pięknie ukształtowanych i zmysłowych ust.
Tych, które wypowiadały słowa mogące ją zniszczyć. Widziała siebie całującą te
usta i ta myśl niepokoiła ją w sposób, którego nie potrafiła opisać.
—
Tak, Granger.
Oderwała
wzrok od jego ust i z trudem zadała kolejne pytanie.
—
Czy… czy kiedykolwiek będę musiała siedzieć na twoich kolanach?
—
Możliwe.
—
Och.
Nerwowo
na niego zerknęła, próbując sobie wyobrazić siebie robiącą te rzeczy.
—
A teraz pytanie za dwanaście tysięcy galeonów, Granger — rzekł, nachylając się
ku niej. — Czy potrafisz robić to wszystko i sprawiać wrażenie, że ci się to
podoba?
Hermionie
zaschło w gardle. Powtarzała sobie, że robiła to wszystko z Ronem. Robiła to z
Viktorem Krumem. Chodziła na randki z innymi mężczyznami po zakończeniu związku
z Ronem. Z pewnością mogłaby to zrobić z Malfoyem. A jednak czuła się jak
królik złapany w pułapkę, jej serce nagle przyspieszyło, a dłonie zrobiły się
wilgotne.
—
Ja… oczywiście — pisnęła.
—
Pokaż mi.
Draco
nie wykonał żadnego ruchu w jej stronę, ale jego spojrzenie było prowokujące.
Opierał się o tapicerowane poduszki w loży, lewą rękę nonszalancko kładąc na
udzie, a prawą wciąż trzymając kieliszek z resztką rieslinga. Jego poza była
swobodna, ale wzrok intensywny.
Hermiona
zaczęła od najłatwiejszego. Siedziała po jego lewej stronie, ale sięgnęła po jego
prawą dłoń. Była duża i elegancka, palce długie i smukłe. Taką dłoń jej ojciec
nazywał dłonią chirurga. Na palcu serdecznym błyszczał sygnet. Delikatnie
wzięła kieliszek z jego dłoni i postawiła na stole, po czym chwyciła jego dłoń.
Opuszki palców były zimne od trzymania szkła, ale dłoń sucha, skóra lekko
szorstka od odcisków, które, jak przypuszczała, mogły powstać od latania na
miotle. Delikatnie przesunęła palcami po jego dłoni i westchnęła, gdy nagle
splótł swoje palce z jej i zaczął delikatnie przesuwać kciukiem po jej dłoni. Jak to możliwe, że ten prosty dotyk
wystarczył, by przyprawić ją o dreszcz?
—
Usiądź bliżej, Granger — rzekł cicho i ochryple.
Zmienił
pozycję, by przyciągnąć ją bliżej siebie, i uniósł lewą rękę, obejmując ją, aż
jej głowa oparła się na jego ramieniu, wciąż trzymając jego prawą dłoń.
Próbowała usiąść naturalnie w jego objęciach, ale była zbyt zdenerwowana i
trzymała się sztywno, czując, że jest oddech jest zbyt płytki. Jej dłoń, wciąż
spoczywająca w jego dłoni, zadrżała.
—
Rozluźnij się — wyszeptał jej do ucha.
—
Próbuję — wycedziła.
—
Zamknij oczy i weź głęboki oddech — polecił.
Posłuchała
go, ale wciąż czuła się zbyt przytłoczona, by się zrelaksować.
Westchnął.
—
Opowiedz mi o swojej ulubionej książce — namawiał.
—
Co?
—
Jaka jest twoja ulubiona książka, Granger? Na pewno jakąś masz.
—
Magiczna czy mugolską?
Zaśmiał
się.
—
Oczywiście, że masz po jednej z każdej kategorii. Dobrze, w takim razie
magiczna.
—
Historia Hogwartu — odpowiedziała
natychmiast.
—
Naprawdę? Dlaczego akurat ta?
Z
zamkniętymi oczami Hermiona rozmyślała o tym, nie zdając sobie sprawy, że
zaczęła się opierać o jego klatkę piersiową, a sztywność ustąpiła z kończyn,
gdy się uspokajała.
—
Zawsze wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale oczywiście nie wiedziałam,
dlaczego, dopóki profesor McGonagall nie przyszła do mnie do domu, żeby wręczyć
mi list i wyjaśnić rodzicom, że jestem czarownicą. Nawet nie wiesz… nawet nie
wiesz jakiej zaznałam ulgi, odkrywając, że wszystko to, co się ze mną działo,
miało swój powód, że istnieją ludzie tacy jak ja… — W tym momencie palce Draco
zacisnęły się na jej dłoni, ale Hermiona nie skończyła. — Historia Hogwartu była pierwszą magiczną książką, jaką kupiłam,
kiedy McGonagall zabrała nas na Ulicę Pokątną. Myślę, że właśnie to czyni ją
tak wyjątkową. To była pierwsza rzecz, którą przeczytałam, która sprawiła, że
magia stała się dla mnie naprawdę realna.
Otworzyła
oczy i spojrzała na niego.
Wpatrywał
się w nią intensywnie i otworzyła usta, czując, że nie może oderwać od niego
wzroku.
—
Hermiono — mruknął. — Pocałuj mnie.
Jego
usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jej i nagle poczuła, jakby
pod jej skórą wybuchały fajerwerki. Zebrała w sobie gryfońską odwagę i
nachyliła się ku niemu. Na chwilę przycisnęła swoje usta do jego, a potem się
odsunęła, niezdolna spojrzeć mu w oczy.
—
To nie był pocałunek — zganił ją.
Podniosła
wzrok.
—
Oczywiście, że był! — zaprotestowała.
Miała
właśnie zacząć się bronić, że na sto procent to był pocałunek, gdy Draco
chwycił jej usta swoimi.
Jego
pocałunek był początkowo delikatny, lekko muskający jej usta, miękki, czuły,
niemal drażniący. Hermiona wciąż była zbyt nakręcona, by odwzajemnić pocałunek,
a jej usta biernie i niepewnie podążały za jego. Potem wcisnął język w
szczelinę jej ust, a ona otworzyła się dla niego, i nagle zmienił pozycję. Jego
język otarł się o jej, sprawiając, że jęknęła, więc pogłębił pocałunek,
wplatając dłoń w jej włosy, przyciskając ją bliżej siebie. Instynktownie wolna
ręka Hermiony powędrowała wzdłuż jego karku i trzymała się go, jakby tylko on
utrzymywał ją w pozycji pionowej. Jej oddech drżał, a usta trzęsły się pod
jego. Pożądanie wysyłało płynne ciepło między jej uda i odwzajemniła pocałunek
z desperacją i tęsknotą, jakiej nigdy wcześniej nie czuła.
Mogli
tak trwać minuty lub godziny. Straciła poczucie czasu, nawet myśli. Wiedziała
tylko, że tego pragnie. Chciała tego i więcej. Pragnęła jego pocałunków, które
wywoływały w niej to cudowne uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie czuła. Jej
dłonie wplątały się w jedwabiste, jasne, blond włosy. Każde muśnięcie i
ugryzienie między ich ustami wywoływało dreszcze. Serce waliło jej tak mocno,
że myślała, iż zaraz wyskoczy. Wiła się w jego ramionach, niemal wibrując z
pożądania. Odsunął się od jej ust i pocałował ją w policzek, łaskocząc małżowinę
ucha, a potem zszedł na szyję, muskając wargami miejsce między szyją a
ramieniem i poczuła swój urywany oddech. Delikatnie wgryzał się w jej skórę.
Jedna z dłoni powędrowała w górę i w dół po jej plecach, a druga obejmowała jej
pierś przez materiał sukienki, a palce szczypały stwardniały sutek.
—
Kurwa, Granger — wymamrotał w jej
szyję i nagle czar prysł, a zimny wstrząs świadomości przeszył ciało Hermiony.
Wyrwała
się z jego uścisku, ciężko dysząc, odpychając go gwałtownym pchnięciem. Miała
otwarte usta, wciąż będąc w szoku po tym, co zrobiła i czuła, jak cała drżała.
Draco również wyglądał na oszołomionego. Jego oczy, początkowo pociemniałe z
pożądania, wkrótce powróciły do swojej zwykłej, nieprzeniknionej szarości, ale
policzki miał zarumienione i blond włosy potargane. Hermiona mogła tylko
zgadywać, w jakim nieładzie musiały być jej włosy.
I
nagle ogarnęło ją przerażenie, gdy miała na niego spojrzeć. Poczuła, że jej
twarz płonie, i spuściła wzrok na stół, sztywno się trzymając.
—
Granger — powiedział, a jego wzrok zabrzmiał jak ciche dudnienie.
Wciąż
nie mogła na niego spojrzeć. Wciąż była wstrząśnięta tym, jak na niego
zareagowała, nie mogąc uwierzyć, że to właśnie on, ze wszystkich ludzi,
potrafił wzbudzić w niej takie pożądanie. Nikt nigdy jej tak nie pocałował, a
ona z pewnością nigdy nie odwzajemniła pocałunku z taką beztroską. Ta myśl
jednocześnie ją podniecała i przerażała.
—
Granger — powtórzył, a ona zmusiła się, by podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy.
— Nic ci nie jest? — zapytał.
Pokręciła
głową, a jej wzrok przesunął się między jego oczami a ustami.
—
Wszystko… Wszystko dobrze — wyszeptała w końcu. — Czy… ten pocałunek był
wystarczający?
—
Wystarczający? — powtórzył z ponurym
chichotem. — Tak, Granger. Tak… tak.
Był wystarczający. — Odczekał chwilę, a potem zapytał: — Nadal chcesz to
zrobić?
Odpowiedź
brzmiała tak, ale tak naprawdę nie
było prostej odpowiedzi na to pytanie. Była tu tylko dlatego, że desperacko
potrzebowała pieniędzy. Nienawidziła siebie za to, że znalazła się w takiej
sytuacji, wiedząc, że musi przystać na warunki Draco, nawet gdy jej godność
buntowała się przeciwko temu, na co się zgadzała. Spodziewała się, że będzie
nienawidzić każdą minutę spędzoną z nim. Ale dziś wieczorem był rozkrająco przyjacielski
i czarujący. A ten pocałunek wzbudził w niej uczucia, o których istnieniu nie
wiedziała. Nie mogła nawet skłamać, że nie podobał jej się ten pocałunek. Kiedy
wyrwała się z jego objęć, instynktownie wiedziała, że gdyby od razu wyciągnął
do niej ręce, rozpłynęłaby się w jego objęciach, pocałowała go ponownie, a
nawet pozwoliłaby mu się wziąć tutaj, w tej loży. Nawet teraz, gdy to
początkowe ciepło wyparowało, jakaś część niej wciąż pragnęła powtórki. I to ją
przerażało. Myślała, że najgorsze, co Draco Malfoy mógł zrobić, to zniszczyć
jej godność. Teraz wiedziała, że jeśli mu na to pozwoli, może ją doszczętnie
wykończyć.
—
Tak — powiedziała cicho. Mogłaby przysiąc, że słyszała, jak wypuścił powietrze,
kiedy się zgodziła. — Kiedy… kiedy zaczynamy?
—
Złożyłaś rezygnację w Ministerstwie?
—
Tak. — Westchnęła. — We wtorek. Mój ostatni dzień jest za półtora tygodnia.
Draco
uniósł brwi, słysząc to.
—
Podjęłaś decyzję, zanim tu przyszłaś?
—
Tak naprawdę nie miałam wielkiego wyboru — rzekła ze smutkiem. — Po prostu
musiałam wiedzieć, w co dokładnie się pakuję, zanim ci powiem, że się zgadzam.
Ale nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie: jeśli zacznę się z tobą spotykać w
tym samym czasie, kiedy zacznę dla ciebie pracować, czy nie będzie to wyglądało
tak, jakbyś zatrudnił swoją dziewczynę?
—
Tak, myślałem o tym, Granger — odparł. — Dlatego właśnie chciałem zasugerować,
żebyśmy poczekali do miesiąca po tym, jak zaczniesz pracę, zanim rozpoczniemy…
naszą umowę.
—
Ale i tak dosięgną mnie oskarżenia o faworyzowanie — zaprotestowała.
—
Mistrz Bergen kieruje laboratorium eliksirów i wiadomo, że ja nie ingeruję w
to, jak traktuje swoją załogę — rzekł. — I nie będę, gdy zaczniesz tam
pracować. Nie mogę cię całkowicie uchronić przed oskarżeniami o faworyzowanie,
ale to wszystko, co mogę zrobić. Więc… jakieś inne obiekcje?
Westchnęła.
—
Nie.
Draco
sięgnął po dłoń Hermiony, co sprawiło, że przeszedł ją dreszcz aż do ramienia.
Ujął jej dłoń w swoje, delikatnie wodząc po żyłach na grzbiecie jej dłoni, a
następnie uniósł ją do ust, by złożyć delikatny pocałunek.
— Przyjdź jutro do mojego biura po siedemnastej. Spotkasz się z Mistrzem Bergenem i omówimy warunki twojej umowy o pracę.
Brak komentarzy