[T] Związek na pokaz: Jaskinia Węży

piątek, 31 lipca 2026

Hermiona przeżyła drobny kryzys egzystencjalny w następny piątek, kiedy otworzyła swoją szafę, żeby zdecydować, co ubrać na kolację z Draco i z Wężami. Założyła już większość swoich sukienek, umawiając się z Draco na randki dwa do trzech razy w tygodniu w ciągu ostatnich kilku tygodni. Ostatnią sukienkę, którą miała na sobie na kolacji z nim, pożyczyła od Ginny, ale nie chciała niepotrzebnie zawracać jej głowy, zwłaszcza teraz, gdy ona i Harry byli zajęci noworodkiem.

Nie chodziło tylko o to, że chciała się ładnie ubrać, by dotrzymać umowy z Draco. Bała się wyglądać niedbale w obecności Pansy Parkinson. Pansy miała najbardziej cięty język wśród Ślizgonów podczas szkolnych lat, a teraz prowadziła Szafę Kirke — najmodniejszy butik na Ulicy Pokątnej. Jej ubrania uchodziły za obowiązkowe wśród modnych i dobrze sytuowanych czarownic, a sama Pansy zawsze wyglądała jak modelka z wybiegu.

W końcu, wyczerpawszy wszystkie opcje, Hermiona zdecydowała się na szarą, jedwabną sukienkę, którą miała na sobie podczas pierwszej kolacji z Draco w Szmaragdowym Globie. Ponownie założyła do niej broszkę babci i miała nadzieję, że będzie dobrze.

Draco wszedł do jej mieszkania przez kominek o dziewiętnastej, akurat gdy założyła szpilki i weszła do salonu.

— Nie, Krzywołap, nie mogę mieć dziś kociego futra na sukience — mruknęła zaniepokojona. Sięgnęła do słoiczka ze smakołykami i podała kotu jeden, co skomentował marudnym miauknięciem. Odwróciła się do Draco, który wyglądał niemożliwie dobrze w swoim granatowym garniturze. — Zawsze wyglądasz tak ładnie — powiedziała, myśląc, że w innym życiu mógłby być gwiazdą filmową albo odnoszącym sukcesy modelem.

Uśmiechnął się do niej jak kot, który dostał bitą śmietanę.

— Dzięki, Granger. Ty też. Gotowa stawić czoła jaskini Węży?

Wziął ją za rękę i przez Sieć Fiuu przeszli do Dworu Nottów. Theodore Nott Junior czekał na nich, gdy dotarli na miejsce.

— Hermiono!

Wysoki, chudy mężczyzna z czupryną brązowych loków, błyszczącymi, zielonymi oczami i ogromnym uśmiechem stanął przed nią.

— Theo — przywitała się, uśmiechając się w odpowiedzi. Była pewna, że przez wszystkie lata nauki w Hogwarcie nigdy nie wypowiedziała do tego czarodzieja więcej niż dwadzieścia słów, ale często mijali się w bibliotece i zawsze przyjaźnie się pozdrawiali poprzez skinięcie głowy. Pamiętała go jako cichego, pilnego ucznia, który zawsze dobrze się uczył i często rywalizował o pierwsze miejsce z nią, Draco i Padmą Patil. — Miło cię znowu widzieć. Dziękuję za zaproszenie.

Theo ujął jej dłoń i pocałował grzbiet, a Hermiona z jakiegoś powodu poczuła, jak Draco stojący obok niej zesztywniał, jakby irytowało go zachowanie przyjaciela.

— Witaj we Dworze Nottów. Mam nadzieję, że to będzie pierwsza z wielu wizyt.

— Dość tego — wtrącił Draco, posyłając przyjacielowi ostrzegawcze spojrzenie, które tylko poszerzyło uśmiech na twarzy Theo.

— Nigdy nie lubił się dzielić — rzekł Theo, kręcąc głową. — Chodźcie, zapraszam do salonu. Wszyscy już tam czekają.

Wyszli z salonu podpiętego do Sieci Fiuu i ruszyli korytarzem pełnym portretów domniemanych przodków Nottów, przeplatanych zbrojami i starożytną bronią zawieszoną na ścianach, zanim dotarli do rzeźbionych, podwójnych drzwi, które Theo otworzył z rozmachem. Cała trójka weszła do środka i zobaczyli Blaise’a Zabiniego, Pansy Parkinson oraz Daphne Greengrass siedzących na fotelu i kanapie, z talerzami jedzenia balansującymi na ich kolanach. Blaise, jak zawsze rasowy dżentelmen, wstał, gdy Hermiona weszła do pokoju.

— Kochani, jak zapewne wiecie, to Hermiona Granger — oznajmił Theo. — Hermiono, to Pansy, Blaise i Daphne.

— Granger — powiedział Blaise, lekko się kłaniając, zanim usiadł.

Był wysokim, przystojnym, ciemnoskórym mężczyzną z uwodzicielską nutą w głosie, prawdopodobnie spowodowaną włoskim pochodzeniem. Siedział obok Daphne, a kiedy usiadł, objął ramieniem śliczną czarownicę.

— Cześć — przywitała się Daphne z przyjaznym uśmiechem.

Była bardzo atrakcyjną blondynką, którą Hermiona pamiętała z lekcji w szkole. Cicha, spokojna dziewczyna, która w weekendy zawsze miała wokół siebie wianuszek chłopaków chcących zaprosić ją na randkę do Hogsmeade. Teraz miała na sobie bardzo elegancki, granatowy kostium i nosiła obrączkę ślubną identyczną jak Blaise.

— Hermiona Granger — powitała ją Pansy, przeciągając powoli słowa. Pansy nigdy nie była uważana za ładną w szkole i nawet teraz jej urodzie daleko było do Daphne, ale emanowała pewnością siebie i siłą, co samo w sobie było atrakcyjne i sprawiało, że jej euroazjatyckie rysy twarzy były bardzo charakterystyczne i niezapomniane. Miała na sobie najodważniejszy strój, jaki Hermiona kiedykolwiek widziała u czarownicy czystej krwi — dwuczęściowy, satynowy kostium, w kolorze spalonej pomarańczy, który odsłaniał cały brzuch. Z miejsca, w którym siedziała, zdawała się chłonąć Hermionę od stóp do głów w sposób, który ją lekko denerwował. Następnie spojrzała na Draco i uśmiechnęła się ironicznie. — Dobrze wyglądasz. Randkowanie z Draco zdaje się ci sprzyjać.

Hermiona starała się nie przewrócić oczami.

— Dziękuję, Pansy. — Spojrzała na Blaise’a i Daphne, po czym powiedziała: — Cześć, miło was znowu widzieć po tylu latach.

Theo skierował uwagę Hermiony na kredens, który był zastawiony ponad tuzinem talerzy z jedzeniem z rzuconym na nie zaklęciem rozgrzewającym.

— Zanim zaczniemy grę w karty, mamy tu nieformalny bufet. Częstujcie się. — Wskazał na kolejny wózek w rogu. — Tam jest alkohol. Może coś na początek?

— Poproszę gin z tonikiem — rzekła. — Co miałeś na myśli, mówiąc o kartach?

— Gin z tonikiem, już się robi — odparł, podchodząc do wózka. — Po jedzeniu gramy w pokera.

— Mam napełnić twój talerz? — zapytał Draco, wskazując na bufet.

— Dziękuję, poradzę sobie — odpowiedziała, chcąc odwlec moment, w którym będzie musiała usiąść i zacząć rozmawiać.

Wzięła talerz z kredensu i przeszła wzdłuż, przygotowując kolację.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wieczór z Wężami okazał się o wiele przyjemniejszy, niż Hermiona się spodziewała. Przyjaciele Draco byli dość oczytani i dużo podróżowali w latach przedwojennych i powojennych. Podróże Hermiony ograniczały się do wakacji we Francji, które spędziła tam jako dziecko, oraz podróży do Australii, aby sprowadzić rodziców do domu po wojnie. Z rodzicami na utrzymaniu, po prostu nie miała środków na żadne dodatkowe wydatki, w tym na wakacje. Była jednak zafascynowana opowieściami przyjaciół Draco o ich zagranicznych podróżach, ponieważ wieku z nich miało rodziny lub posiadłości w innych krajach, i zasypywała ich pytaniami o to, co widzieli i czym różnią się zwyczaje zagranicznych czarodziejów od brytyjskich.

Rodzina Blaise’a miała winnicę w Toskanii, a on sam od wczesnego dzieciństwa spędzał lato we Włoszech; mówił całkiem płynnie po włosku, a odkąd poślubił Daphne, ona również się uczyła. Opowiedział im historię o tym, jak on i miejscowe urwisy przypadkowo upili się jednym z najlepszych roczników wina, jakie produkowała winnica, gdy miał osiem lat, i o chaosie, jaki to spowodowało.

Rodzina matki Pansy pochodziła z wyspy Jeju, położonej na wodach południowego wybrzeża Korei Południowej. Jej babcia posiadała tam dużą posiadłość; jej rodzina hodowała perły, zarówno zwykłe perły wysokiej jakości, sprzedawane mugolskim jubilerom, jak i magiczne perły świecące, które były tak rzadkie i cenione, że pojedynczy naszyjnik z tych śpiewających pereł mógł być wart ponad milion galeonów.

— Chciałabym zobaczyć, jak zbierają śpiewające perły — rzekła Hermiona. — Posiadłość twojej babci musi być niesamowita.

Pansy jęknęła.

— Byłoby jeszcze lepiej, gdyby pozbyła się kolonii boomslangów z posiadłości. Te ohydne stworzenia są wszędzie, a podobno jaskinie w pobliżu wody są pełne skór boomslangów, które zrzucają. Mówiliśmy jej, że mogłaby zbić fortunę na ich sprzedaży, ale nie pozwala nam dotknąć ani jednej.

— Dlaczego nie? — zapytała Daphne.

— Od siedemdziesięciu lat kłóci się z siostra, która chciała się pozbyć boomslangów, więc Oehalmeoni, z czystej złośliwości, trzyma je wszystkie dla siebie.

— Kto to Oehalmeoni — dopytywał Theo.

— Oehalmeoni to po koreańsku babcia, ty niewykształcony palancie.

Pansy przewróciła oczami.

Theo uniósł ręce.

— Skąd miałem to wiedzieć? Nie mówię po koreańsku!

— Wyłuskać z kontekstu! — wycedziła. — Szczerze mówiąc, myślałam, że jesteś mądry.

— A ja myślałem, że dziś schowasz pazury.

— Wobec Granger, tak. Wobec was, nie — odparła.

Siedząc wygodnie i słuchając rozmowy w pokoju, Hermiona pomyślała o tym, jak absurdalne były rywalizacje między domami i czarodziejskie uprzedzenia. Mogłaby się z nimi z łatwością zaprzyjaźnić w Hogwarcie, gdyby nie wpojone każdemu dziecku od pierwszego dnia przekonanie, że muszą rywalizować z innymi domami.

Rozmowa nie dotyczyła wyłącznie Węży, ich podróży i opowieści. Interesowali się również Hermioną. Pytali, co robiła od czasu, gdy opuścili Hogwart. Pytali o jej pracę w dziale eliksirów. Wydawali się zainteresowani tym, czym ona się interesuje. Była wzruszona ich oczywistymi próbami włączenia jej do dyskusji i pomyślała, że Draco i jego przyjaciele muszą być sobie bardzo bliscy, skoro tak bardzo się starali.

Draco niewiele mówił tego wieczoru podczas posiłku, znosząc dobroduszne docinki, jakie inni rzucali mu na temat jego nowego związku, ze stoicyzmem, którego Hermiona się nie spodziewała. Wyglądało na to, że nawet mu się to podoba. Siedział blisko niej, obejmując ramieniem lub trzymając jej dłoń w swojej i była mu za to wdzięczna, zwłaszcza na początku, kiedy bardzo się denerwowała spotkaniem z jego przyjaciółmi.

W końcu Pansy oznajmiła, że wszyscy mieli wystarczająco dużo czasu na pogawędkę oraz posiłek i czas zacząć grę.

Pozostali się z nią zgodzili, a dwa skrzaty domowe Theo, ubrane w identyczne garnitury, przyszli posprzątać po kolacji i postawić deser na kredensie. Theo machnął różdżką i meble przemieniły się w sześcioboczny stół do pokera i krzesła.

Blaise usiadł i natychmiast zaczął wyjmować żetony, i dzielić je na sześć stosów.

— Zwykle minimalne wpisowe to tysiąc galeonów, dwadzieścia pięć galeonów za żeton — powiedział tonem, który oczekiwał całkowitej zgody ze strony pozostałych.

Hermiona zbladła. Myśl o roztrwonieniu takiej sumy pieniędzy w jedną noc wydawała jej się obrzydliwa. Chwyciła Draco za rękaw, gdy pozostali zajęli miejsca przy stole.

— Tym razem sobie odpuszczę — wyszeptała.

Uśmiechnął się.

— Nie martw się, Granger, wpłacę za ciebie.

— Tysiąc galeonów?

— Wpłacę wpisowe za nas oboje. Cokolwiek wygrasz, zatrzymujesz dla siebie, a jeśli przegrasz, to nic się nie stanie.

— Nie mogę ci na to pozwolić! — zaprotestowała.

— Cóż, nie będziesz miała miejsca przy stole, jeśli nie wpłacisz wpisowego, więc jeśli wolisz siedzieć mi na kolanach jako mój talizman…

Sapnęła, a potem spiorunowała go wzrokiem.

Dobra! Wygrałeś! Wpłać za mnie wpisowe.

— Proszę bardzo, Granger.

Rzucił jej firmowy uśmieszek.

Jej usta drgnęły. Było coś w jego figlarności, co sprawiało, że chciała w to brnąć.

— Dziękuję — mruknęła z niechętnym uśmiechem.

— Mogłabyś mi podziękować pocałunkiem — zaproponował.

Oczy Hermiony się rozszerzyły, ale zdała sobie sprawę, że to była gra przed Wężami, które zebrały się przy stole pokerowym. Pochyliła się ku niemu i pocałowała go szybko w usta, po czym chciała się odsunąć, ale Draco złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie, całując mocniej, co sprawiło, że jej puls niebezpiecznie przyspieszył.

— Skończyliście, zakochani, czy chcecie do nas dołączyć? — wycedziła Pansy.

Draco przerwał pocałunek i uśmiechnął się z samozadowoleniem, co rozwścieczyłoby Hermionę, gdyby nie fakt, że wciąż próbowała złapać oddech. Poszła za nim do stołu i usiadła obok, z Theo po jej lewej stronie.

— Grałaś już kiedyś? — zapytał Theo, gdy Blaise zaczął rozdawać karty.

— Lata temu — odparła Hermiona. — Z Harrym i Ronem.

— Tylko z nimi dwoma? — dopytywała Daphne.

— Tamtego roku uciekaliśmy przed Ministerstwem i szukaliśmy sposobów na zniszczenie Voldemorta. Mieliśmy mnóstwo wolnego czasu wieczorami, a ja jestem beznadziejna w Szachy Czarodziejów.

— Graliście w pokera? Nic zabawniejszego nie działo się między tobą a dwoma facetami w namiocie? — zapytała Pansy.

— Pansy! — upomniał ją Draco.

Przewróciła oczami.

— Po prostu pytam.

Szczęście sprzyjało Hermionie i wygrała pierwsze trzy rozdania. Kiedy po raz trzeci dołożyła żetony, promieniała.

— Wygląda na to, że Złota Dziewczyna zgarnie nasze złoto — mruknął Theo, rozdając karty w następnym rozdaniu.

W międzyczasie wszyscy postawili.

— Fuj, nienawidzę tego przezwiska — powiedziała Hermiona bez namysłu.

Wszystkie Węże jak jeden mąż zwróciły głowy ku niej, kiedy to powiedziała, a Theo poczerwieniał.

— Wybacz, nie wiedziałem, że to dla ciebie wrażliwy temat.

— Nie mogłeś wiedzieć — rzekła szybko, nie chcąc wprowadzać go w zakłopotanie. — Ale to po prostu przypomina mi wojnę i oczekiwania ludzi, że Harry, Ron i ja jesteśmy nierozłączni.

— Pewnie dostajesz szału, widząc nagłówki w gazetach — mruknęła sucho Pansy. — Jocasta Tattler najwyraźniej zarabia na tym, że widuje ciebie i Draco.

— Jestem zaskoczona, że to ona, a nie Rita Skeeter — odparła Daphne. — Zazwyczaj to ona wrzuca takie artykuły na pierwsze strony gazet.

— Rita wie, że lepiej o mnie nie pisać — powiedziała Hermiona.

— Dlaczego?

Pansy wyglądała na zaintrygowaną.

Hermiona uśmiechnęła się ironicznie.

— Jest niezarejestrowanym animagiem. Najwyraźniej jej zwierzęcą formą jest chrabąszcz. A po tym, jak napisała o mnie te wszystkie kłamstwa podczas Turnieju Trójmagicznego, zamknęłam ją w słoiku na prawie rok, aż obiecała, że będzie trzymać swoje zatrute pióro z daleka ode mnie.

Pięć par oczu nagle rozwarło się ze zdumienia, przerażenia lub rozbawienia. Draco wyglądał na zachwyconego tą historią.

— To niesamowite, Granger — rzekł, śmiejąc się pod nosem.

— Dobra, nigdy nie złościć Granger. Zrozumiałem — mruknął Theo.

— Dlaczego Tiara Przydziału nie umieściła cię w Slytherinie? — zapytał Blaise.

— Tiara rzeczywiście miała problem. Debatowała między Gryffindorem, Ravenclawem i Slytherinem. Poprosiłam o miejsce w Gryffindorze.

— Tiara Przydziału pierwotnie chciała mnie umieścić w Ravenclawie — wyjawił Theo. — Ale wiedziałem, że gdyby tak się stało, mój ojciec zgotowałby mi piekło, więc błagałem ją, żeby umieściła mnie w Slytherinie.

— Trudno ci się było z tym pogodzić? — dopytywała Pansy.

— Nie — odparł. — Wiedziałem, że gdy trafię do Slytherinu, będę miał was wszystkich, więc się nie martwiłem. Ale może fajnie byłoby trafić do Ravenlawu. Było tam kilka dziewczyn, które uważałem za idealne.

— Które? — zapytała Hermiona.

— Znałaś Mandy Brocklehurst albo Lunę Lovegood?

— Nie znałam Mandy zbyt dobrze, ale Luna to moja dobra przyjaciółka. Jeszcze nie jest za późno — powiedziała. — Może mogłabym was kiedyś zapoznać.

— Właściwie ja znam Mandy — dodała Daphne. — Pracujemy na tym samym korytarzu w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Wiem, że będzie w tym roku na Gali Przesilenia Letniego. Jeśli nie ułoży ci się z Luną, mogę cię z nią zapoznać — zaproponowała.

— Dziękuję wam.

Theo skinął głową z uśmiechem.

— Skoro mowa o Gali Przesilenia Letniego, wybierasz się na nią, Draco? — zapytał Blaise. — Słyszałem, że na aukcji charytatywnej będzie można obejrzeć obraz Ajaxa Callahana. Nie szukałeś przypadkiem jego dzieła do swojej kolekcji? — Wysunął dwa żetony. — Wchodzę i podbijam stawkę.

— Cóż, to może warto pójść w tym roku — powiedział Draco. Odwrócił się do Hermiony. — Co ty na to, Granger? Randka na gali? — Dorzucił cztery żetony do puli. — Widzę twoje dwa i podbijam.

Hermiona myślała, że to pytanie retoryczne, ale uśmiechnęła się i mruknęła:

— No dobrze.

— Szlag! Odpadam! Rozdałeś mi gówniane karty, Theo — burknęła Pansy, a potem spojrzała na Hermionę. — Jeśli wybierasz się na galę, musisz wpaść do mojego sklepu. Mogę ci wybrać ładną sukienkę.

— Ja też odpadam — powiedziała Daphne, odkładając karty, zanim zwróciła się do Hermiony. — Pansy też szyje dla mnie sukienkę na galę, a jej stroje są obłędne! Nie możesz przegapić takiej okazji! Umówienie się z nią praktycznie graniczy z cudem. Zazwyczaj o tej porze roku ma już zajęte terminy do Gali Świątecznej.

Hermiona uśmiechnęła się wymijająco, gdy Theo cicho sprawdził i dorzucił swoje cztery żetony. Wiedziała, że sukienki Pansy są przepiękne, ale Hermiona widziała kiedyś w Tygodniku Czarownica zdjęcie z jesiennej kolekcji Pansy z zeszłego roku, ale cena każdej kreacji sprawiała, że dzisiejsze wpisowe wyglądało przy tym blado.

— Wpadnij w następną sobotę — zaproponowała Pansy, jakby to było już przesądzone. — Wyślę ci sowę ze szczegółami.

Hermiona spojrzała na Draco, mając nadzieję, że ją uratuje, ale on się tylko uśmiechnął i powiedział:

— Pansy jest bardzo utalentowana. Powinnaś iść.

— Dzięki, Pansy, ale myślę, że sama to ogarnę — zaprotestowała, dodając swoje cztery żetony do puli.

— Przyjdzie — oświadczył Draco, ignorując jej sprzeciwy.

Porzuciła chęć odmowy, przypominając sobie, że jest tu po to, by odgrywać swoją rolę. Z apodyktycznością Draco będzie musiała zmierzyć się później, gdy wyjdą od Theo.

— Och, nie martw się kosztami, Granger — rzekła Pansy, a spostrzegawczość czarownicy zaskoczyła Hermionę. — Draco może sobie pozwolić na to, żeby sfinansować twoją suknię na galę. — Jej bystre spojrzenie powędrowało na strój Hermiony. — A propos, czy ta broszka to prezent od niego? Jest olśniewająca.

— Ta? — Pytanie odwróciło uwagę Hermiony i dotknęła broszki z diamentami i różowym szafirem w kształcie irysa przypiętej do sukienki. — Nie, nie dostałam jej od Draco. To broszka mojej babci.

— Broszka twojej babci? — powtórzyła Pansy. — Broszka twojej mugolskiej babci?

— Co to ma znaczyć?

Hermiona się zjeżyła.

— Nie denerwuj się, Granger — powiedziała. — Nie wytykam ci bycia mugolaczką. Po prostu się zastanawiałam, jak twoja mugolska babcia zdobyła biżuterię wykonaną przez gobliny.

— Gobliny? — Hermiona pokręciła głową. — Nie, to nie jest dzieło goblinów.

— Granger, pracuję w branży modowej. Tworzę modę lub ją kupuję. Znam się na tkaninach i dodatkach. I założę się o cenę dwudziestu szat, że broszka, którą masz na sobie, została wykonana przez gobliny.

— Możliwe — wtrącił Draco. — Czy nie mówiłaś, że twoja babcia dostała ją w prezencie od królowej? Gdyby jakiś mugol miał dostęp do biżuterii wykonanej przez gobliny, zdecydowanie byłaby to królowa Anglii.

— Myślisz?

Hermiona wciąż była sceptyczna.

— Właśnie to pomyślałem, gdy ją pierwszy raz zobaczyłem — kontynuował. — Zdaje mi się, czy twój przyjaciel Bill Weasley pracuje dla Gringotta? Założę się, że mógłby to potwierdzić.

— Dobra, odkryjcie karty — powiedział Blaise.

Pokazali karty i Hermiona znów wygrała.

— Żartujesz sobie ze mnie? — zapytał Theo ironicznie. — Zaprosiliśmy cię raz i oskubałaś nas do cna.

— Tak to jest, jak się gra przeciwko Najbystrzejszej Czarownicy Naszego Pokolenia — rzekł Draco.

Wydawał się zadowolony z faktu, że wygrywała, w niemal autorski sposób.

— Minęło tyle czasu, odkąd grałam, więc to pewnie szczęście nowicjusza — tłumaczyła.

— Nie umniejszaj sobie, Granger — mruknął Theo. — Żadne z nas by tego nie zrobiło.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Dlaczego powiedziałeś Pansy, że przyjdę do jej sklepu w przyszłym tygodniu, skoro odmówiłam? — zapytała Hermiona, kiedy Draco odprowadził ją wieczorem do jej mieszkania.

Wygrała tego wieczoru w pokera ponad tysiąc dwieście galeonów i była zachwycona tym niespodziewanym zyskiem, ale nie chciała wydawać wszystkiego na jedną sukienkę na przyjęcie, co mogłoby się stać, gdyby kupiła ją u Pansy. Poza tym trochę irytowała ją arogancja Draco.

— Co jest złego w rozejrzeniu się? — zapytał. — Poza tym, Pansy ma rację, chętnie zapłacę rachunek za sukienkę.

— Draco…

Hermiona nie miała zbyt wiele asów w rękawie, poza swoją dumę.

— Nie traktuj tego jak prezent — powiedział, wzruszając ramionami. — Idziesz ze mną na galę w ramach naszej umowy. Musisz się odpowiednio ubrać. Potraktuj to jak strój roboczy — jak laboratoryjne szaty, których używasz w laboratorium eliksirów.

— Ale…

— Chcę, żeby moja czarownica była królową balu — przekonywał, uśmiechając się czarująco. — Zrobisz to dla mnie?

— Nie jesteś przyzwyczajony do słowa „nie”, prawda? — mruknęła, żałując, że nie jest wystarczająco silna, by oprzeć się pełnej sile jego charyzmy, kiedy decydował się ją stosować.

— Nie.

Uśmiechnął się do niej bez cienia skruchy.

— Rozpieszczone dziecko — rzekła, ale jej usta zadrżały. — Dobrze, pójdę do Pansy w sobotę.

— Dziękuję — odparł. — A podczas naszej randki w przyszłą sobotę chciałbym ci pokazać moje mieszkanie.

 — Twoje mieszkanie?

 W końcu się do niego wprowadzisz, więc powinnaś najpierw je zobaczyć, nie sądzisz?

— Chyba tak — zgodziła się, panikując na samą myśl o przeprowadzce do jego mieszkania.

Zgodziła się na to, ale myśl o współdzieleniu z nim mieszkania trochę ją przerażała.

— Możesz wpaść, jak skończysz u Pansy — powiedział.

Skinęła głową, nie ufając sobie na tyle, by się odezwać.

— Więc, co o nich myślisz? — zapytał.

Odwrócił jej uwagę i wróciła myślami do wieczoru.

— Są całkiem fajni. To był o wiele bardziej relaksujący wieczór, niż myślałam.

— Założę się, że ucieszyło cię również to, że wygrałaś — mruknął, śmiejąc się.

— Naturalnie. Och, to mi przypomniało. — Sięgnęła do swojej torebki z koralikami po pieniądze. — Twoje wpisowe — powiedziała, wyciągając tysiąc galeonów.

— To twoje, Granger — odparł.

— Ale…

— Mówiłem ci, że możesz zatrzymać swoją wygraną. To obejmuje wpisowe. Zafunduj sobie kilka książek. — Cmoknął ją lekko w policzek. — Do zobaczenia w poniedziałek w biurze. Dobranoc, Granger — powiedział, zanim złapał garść proszku Fiuu i wyszedł z jej mieszkania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Więc ze wszystkich czarownic świata wybrałeś Hermionę Granger, a ona się zgodziła na twój plan? — zapytał Theo, wciąż z lekkim niedowierzaniem.

— Cóż, nie mogłem wybrać jakiejkolwiek czarownicy — odpowiedział Draco, odchylając się na krześle. Właśnie opuścił mieszkanie Hermiony i niemal natychmiast wrócił do Dworu Nottów, żeby odpowiedzieć na niekończące się pytania przyjaciół i przeanalizować wspólnie spędzony wieczór. — I chciałbym ci przypomnieć, że to był twój plan.

— Ale Hermionę? I powiedziała „tak”? — dopytywał Blaise, powtarzając słowa Theo. — Myślałem, że się nienawidzicie.

— Cóż, nienawiść to mocne słowo… — zaczął Draco.

— W szkole jej nienawidziłeś — wtrąciła Pansy.

Draco postanowił nie kłócić się z Pansy, choć prawda była bardziej skomplikowana niż czarno-biała, którą widzieli jego przyjaciele. Prawdą było, że w Hogwarcie nie pałali do siebie sympatią, ale zdał sobie sprawę, zanim komukolwiek się przyznał, że nienawidził nie tyle ją, ale to, co reprezentowała — przede wszystkim to, że odrzucała fanatyzm wpajany mu od małego. Być może gdyby nie wojna, mógłby jej coś powiedzieć, ale z rosnącą potęgą Czarnego Pana i jego nieuniknionym zaangażowaniem w bycie Śmierciożercą, nie było sensu przyznawać, że pod płaszczykiem nienawiści podziwiał i szanował czarownicę mugolskiego pochodzenia za jej inteligencję, mimo że jej kujonowatość i osiągnięcia, irytowały go bezgranicznie.

Z wojną i szkolnymi latami zostawionymi dawno za sobą, patrząc na Hermionę świeżym okiem, Draco czuł, jakby po raz pierwszy odkrywał, jaka naprawdę jest. I podobało mu się to, co widział. Ta nieprzeciętna inteligencja wciąż przebijała się z każdej ich rozmowy. Pasjonowała się rzeczami, które ją interesowały, a do tego była szczera, miła i dumna. Mieli podobne poczucie humoru. Poza tą fatalną, pierwszą randką, za każdym razem, gdy ją gdzieś zabierał, odgrywała idealną towarzyszkę. A podczas niektórych wieczorów, kiedy odprowadzał ją do mieszkania, niemal musiał się zmuszać, by wyjść. Z trudem przychodziło mu przypominanie sobie, że to wszystko jest udawane. Nie była z nim dlatego, że ją interesował, tylko dlatego, że jej płacił i dlatego, że zawarli umowę.

— Dlaczego się na to zgodziła? — zapytał ponownie Theo. — Co ona z tego ma?

Draco zawahał się przed odpowiedzią. Rozumiał i współczuł Hermionie powodów, dla których zgodziła się na ten układ, i wiedział, że jego przyjaciele też by jej współczuli. Miał jednak świadomość, że Hermiona jest szalenie dumna i nie chciałaby, żeby jego przyjaciele dowiedzieli się o jej sytuacji.

— Dzięki mojej czarującej osobowości — wycedził.

— Potrafisz być czarujący, kiedy chcesz — przyznała Pansy — ale nie mógłbyś być wobec niej na tyle czarujący, żeby zgodziła się zostać twoją fałszywą dziewczyną tylko przez twój urok osobisty. Czy ona też próbuje uciec od niechcianego zainteresowania, tak jak ty? A może chce się zemścić na Weasleyu, że ją rzucił lata temu?

— Coś w tym stylu — powiedział, choć nie znosił myśli, że kiedykolwiek wykorzystałaby go, żeby zemścić się na Weasleyu, bo to by oznaczało, że wciąż zależy jej na tym rudym palancie.

— Jak długo ma trwać ten układ? — zapytała Pansy.

— Od sześciu miesięcy do roku. Po prostu potrzebuję czasu, żeby przestać zawracać sobie głowę zalotami, randkami i czymkolwiek z tym związanym.

— Według plotkarskiej rubryki w Proroku Codziennym spędzasz mnóstwo czasu na zalecaniu się do kogoś, kto tego nie oczekuje — zauważył Blaise.

Draco westchnął.

— Po prostu chciałem, żeby plotki o naszym związku wyszły na światło dzienne. Od momentu, gdy to się stało, nie musimy już tak często publicznie się pokazywać.

— Ale czy to nie sprawi, że ludzie pomyślą, iż wasz związek jest w rozsypce, jeśli nie będą was widywać? — zauważyła Daphne.

— Zamieszka ze mną, więc nie sądzę, że ktokolwiek pomyśli, że mamy problemy, nawet jeśli nie będziemy się tak często spotykać.

— Co zrobi? — Theo otworzył szeroko oczy. — Przeprowadza się do twojego mieszkania?

— Tak. Za kilka tygodni. Rozmawialiśmy o tym.

— Do twojego mieszkania? — dopytywała Pansy. — Tego, w którym nigdy nie pozwalałeś zostawać dziewczynom na noc?

Draco przewrócił oczami.

— Mam więcej niż jeden pokój.

— Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, do czego to doprowadzi — mruknęła Pansy z przekąsem.

— Czy to oznacza, że nie mogę już tam przychodzić? — jęknął Theo. — Tylko tam mogę oglądać mecze w telewizji.

— Jesteś jednym z najbogatszych czarodziejów w Anglii i mówisz mi, ze nie możesz mieć własnego, mugolskiego mieszkania, w którym mógłbyś oglądać mecze?

— Z tobą ogląda się przyjemniej, gdy tak się wściekasz — rzekł Theo.

Draco jęknął pod nosem.

— Co o tym wszystkim sądzi Narcyza? — zapytała Pansy. — W końcu chodziło o to, żeby się od ciebie odczepiła.

— Jak dotąd nic — odpowiedział. — Ale od ponad miesiąca nie próbowała mnie z nikim umówić, co niezmiernie mnie cieszy.

Powiedziałeś jej, że spotykasz się z Hermioną?

— Moi rodzice i ja jesteśmy mistrzami w subtelnym unikaniu. Ona wie. Ja wiem, że wie. I ona wie, że ja wiem, że ona wie. Ale udajemy, że nikt nic nie wie.

— Yhm — wymamrotała Pansy.

— Cóż, osobiście uważam, że nie mogłeś wybrać lepszej czarownicy. Jest miła i wydaje się wpasowywać — powiedziała Daphne. — I nawet jeśli nas oskubała do cna, to i tak wieczór z nią był o wiele przyjemniejszy, niż się spodziewałam.

— Całkiem nieźle udaje twoją dziewczynę — rzekł Theo.

Z jakiegoś powodu to stwierdzenie powinno być pocieszające, ale zaniepokoiło Draco w sposób, którego nie potrafił do końca zinterpretować.

— Jesteś pewny, że udajecie? — zapytał cicho Blaise, ale Draco go usłyszał.

— Co masz na myśli?

Brwi Blaise’a poszybowały w górę.

— Wydawała się bardzo zaangażowana w wasz pocałunek.

Draco uśmiechnął się krzywo.

— Nie mogę uwierzyć, że uwięziła Ritę Skeeter w słoiku na cały rok — powiedział Theo.

— Uwierz. Wiecie, że włamała się też do Banku Gringotta i uciekła stamtąd na smoku? — mruknął Draco.

— Nie no weź — Pansy sapnęła. — Kantujesz.

— Nic z tych rzeczy — upierał się. — Muszę ją namówić, żeby wam opowiedziała tę historię, kiedy się zobaczymy następnym razem. Ale to absolutna prawda, bo gobliny dają jej popalić za każdym razem, kiedy idzie go banku. Musiałem zagrozić Porblickowi, że przeniosę moje konta do Francji, by obiecał, że przestaną ją nękać.

— Groziłeś Porblickowi… dla niej? — dopytywał Blaise.

— Co w tym złego?

— Wygląda na to, że bardzo się angażujesz dla udawanej dziewczyny — zauważyła Pansy.

— Cóż, może i jest udawaną dziewczyną — rzekł Draco — ale to moja udawana dziewczyna. I nie podobało mi się to, jak ją traktowali.

— Powiem tylko, że lepiej, żebym to ja zaprojektowała jej suknię ślubną — powiedziała Pansy.

Draco przewrócił oczami.

— W każdym razie, mówiłem poważnie, że mam nadzieję, iż będzie tu częściej przychodzić — rzekł Theo. — Miło mieć świeżą krew w naszej paczce. Właściwie, Draco, nowa zasada jest taka, że nie możesz tu przyjść, jeśli jej nie przyprowadzisz.

— Dobrze wiedzieć, że przyjaźń na całe życie może się tak szybko skończyć — wycedził Draco, ale jego sarkazm nie ociekał urazą. Zwrócił się do Pansy. — A skoro już mowa o sukienkach dla Granger, chciałbym z tobą omówić kilka kwestii dotyczących jej ubioru. I jestem gotów sypnąć kasą.

Pansy uśmiechnęła się szeroko.

— Muzyka dla moich uszu, Draco.

____________

Hermiona bardzo dobrze sobie poradziła, prawda? Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię, gdy przyjaźni się ze Ślizgonami. Pansy tutaj to istna gwiazda, ale i tak jak zwykle prym wiedzie Theo. Mam nadzieję, że Wam się podobało. 

A jutro zapraszam na kolejną partię rozdziałów „Apartamentu 9 i 3/4”.

Brak komentarzy