[T] Związek na pokaz: Plotki i matki chrzestne
Witajcie :)
wiem, że miałam publikować w poniedziałek, ale postanowiłam skupić się na max
dwóch opowiadaniach i udało mi się przetłumaczyć dwa kolejne rozdziały tej
historii. Następne zostaną opublikowane w przyszłym tygodniu. Miłej lektury!
___________
Rozdział 8: Plotki i matki chrzestne
ROMANS ZŁOTEJ DZIEWCZYNY I ŚMIERCIOŻERCY?
autorstwa
Jocasty Tattle
W sobotni wieczór w czarodziejskim
Londynie wszyscy byli oszołomieni, widząc Hermionę Granger we własnej osobie,
byłą Złotą Dziewczynę ze Złotego Trio (wraz z Harrym Potterem i Ronaldem
Weasleyem), wychodzącą z Le Mirage — ekskluzywnej, bardzo drogiej, francuskiej
restauracji, która została hucznie otwarta w ubiegłym roku we wschodniej części
Ulicy Pokątnej — z osławionym, byłym Śmierciożercą, Draco Malfoyem.
Panna Granger była znana z
długotrwałego związku z panem Weasleyem, ale zakończył się trzy lata temu, gdy
pan Weasley zostawił ją, by związać się ze swoją obecną żoną, Lavender Weasley
z domu Brown.
Pan Malfoy, obecnie prezes Malfoy
Holdings, wielokrotnie w ciągu ostatnich, kilku lat był uznawany za Najlepszego
Kawalera Do Wzięcia przez Tygodnik Czarownica i kilka innych czarodziejskich
publikacji. Widywano go, jak uwodził masę uroczych, młodych, niemal wyłącznie
czarownic czystej krwi, ale nigdy wcześniej nie przyznał się do aktywnego
zalecania się do kogokolwiek.
Czy panna Granger na dobre skradła
jego serce? Zapytany, tylko się uśmiechnął i odpowiedział: „Mam taką nadzieję”.
Czekajcie na dalsze informacje,
drodzy Czytelnicy.
Następnego
poranka Hermiona jęknęła, zerkając na pierwszą stronę niedzielnego Proroka Codziennego. Artykułowi
towarzyszyły aż cztery efektowne, kolorowe zdjęcia. Jedno z nich zrobiono przed
restauracją, kiedy przybyli. Draco odprowadził ją do środka niczym prawdziwy
dżentelmen. Drugie, jakimś cudem, zostało zrobione w środku restauracji i
według Hermiony wyglądało tak, jakby zostało przybliżone z dużej odległości.
Przedstawiało ich siedzących w swojej loży, śmiejących się i rozmawiających,
ewidentnie dobrze się bawiących. Ostatnie dwa ukazywały ich wychodzących z
restauracji, a jedno — największe — przedstawiało ich całujących się. Draco
ostrzegał ją, że czarodziejscy dziennikarze będą ich bezlitośnie nękać i
pocałunek był zaaranżowany, ale przez kilka długich minut nie mogła oderwać
wzroku od ostatniego zdjęcia. Wciąż powtarzała sobie, że to było udawane,
chociaż na zdjęciu pocałunek wyglądał tak namiętnie, że aż się zarumieniła.
Hermiona
westchnęła. Wiedziała, że artykuł się ukaże. W końcu nieobce były jej sprośne
historie o jej życiu miłosnym, pisane od czternastego roku życia, kiedy to Rita
Skeeter próbowała przedstawić ją jako ladacznicę, która złamała serce Harry’emu
Potterowi. Ale żadne doświadczenie z przeszłości nie ułatwiało tego zadania.
Nieustanne
pukanie w okno tego ranka podpowiedziało jej, że większość czarodziejskiej
Brytanii wie już o jej związku z Draco, a także o tym, co donosił Prorok. W tym momencie za oknem
siedziało z pewnością ze dwadzieścia sów. Wstała od kuchennego stołu i
otworzyła okno po raz piąty tego dnia, by odebrać otrzymane wiadomości.
Niektóre z nich pochodziły od przyjaciół, zszokowanych artykułem lub pragnących
potwierdzenia bądź zaprzeczenia. Aż jedna trzecia wiadomości było wyjcami od
ludzi wściekłych, że „zdradziła Zakon”, „bratając się z wrogiem”. Reszta była
listami od fanów i ludzi ciekawych plotek. Położyła obok kominka kolejną stertę
nieprzeczytanych listów, gotowych do spalenia, a następnie wróciła do kuchni,
by zaparzyć herbatę.
Gdy
tylko zagotowała wodę w czajniku, jej Sieć Fiuu rozbłysła i zobaczyła w
płomieniach głowę Harry’ego Pottera.
—
Miona, masz chwilę? — zapytał Harry.
Hermiona
przeszła przez niewielką przestrzeń między kuchnią a salonem do kominka.
—
Harry, wchodź! Z Ginny wszystko w porządku? — zapytała.
Wszedł
do jej salonu i strzepał z ubrania odrobinę proszku Fiuu. Wydawał się trochę
nieswój.
—
Ginny ma się dobrze. Rozwiązanie jest blisko i jest trochę marudna, ale
uzdrowiciele mówią, że ma się naprawdę dobrze.
—
Bardzo mnie to cieszy — powiedziała.
—
My, eee… — Skinął głową w stronę okien Hermiony, gdzie siedziało kolejne pół
tuzina sów, chcących dostarczyć pocztę. — Czytaliśmy dzisiejszego Proroka i Ginny mnie przysłała, żebym
upewnił się, czy masz się dobrze.
Usta
Hermiony zadrżały.
—
Chcesz powiedzieć, że wysłała cię tu po plotki i nie mogłeś odmówić marudnej
czarownicy w trzecim trymestrze?
—
Cóż, chciałem się upewnić, że masz się dobrze. — Zarumienił się. — I…
Przewróciła
oczami, po czym podeszła do okien, żeby odebrać listy. Dwa były wyjcami, na
które szybko rzuciła Muffiato, a
potem Incendio.
—
Muszę podjąć kroki, żeby to mieszkanie stało się nienamierzane — mruknęła.
Odwróciła się do Harry’ego. — Właśnie miałam zrobić sobie herbatę. Napijesz
się?
—
Właściwie Ginny chciała, żebym cię przyprowadził do nas, bo nie może korzystać
z Sieci Fiuu.
Przewróciła
oczami.
—
I pewnie myśli, że nie potrafię odmówić marudnej czarownicy w trzecim
trymestrze?
Uśmiechnął
się nieśmiało.
—
W zasadzie, nie mogę wrócić do domu, jeśli nie zabiorę cię ze sobą. Jest trochę
zła, że dowiedziała się o tym z Proroka.
—
Nie mogę długo zostać. Po południu odwiedzam rodziców.
—
Zjedz z nami małe śniadanie. Stworek jest milszy niż zwykle, odkąd Ginny jest w
ciąży. Przygotowuje uczty.
Usta
Hermiony zadrżały, gdy zdjęła czajnik z kuchenki.
—
Dobra, chodźmy.
Najpierw
ona udała się przez Sieć Fiuu na Grimmauld Place, a za nią Harry. Będąca w
zaawansowanej ciąży Ginny Potter rzuciła się na Hermionę, zanim ta zdążyła
strzepać z siebie proszek Fiuu.
—
Hermiono Jean Granger, wytłumacz się! — zażądała, wymachując gazetą przed
Hermioną jak bronią.
Na
szczęście pojawił się Harry.
—
Skarbie, pozwól Hermionie się napić herbaty i coś zjeść, zanim rozpoczniesz
przesłuchanie — zasugerował.
Cała
trójka usiadła w jadalni, gdzie Stworek przygotował śniadanie jak dla
dwudziestu osób. Hermiona nałożyła sobie jajko w koszulce, tost i trochę
owoców, Harry wziął gofry, jajecznicę i kiełbaski, a Ginny nałożyła sobie na
talerz wszystkiego po trochu. Widząc, jak Hermiona i Harry zerkają na jej
talerz, obruszyła się:
—
Nie patrz tak na mnie, Harry Jamesie Potterze! To twoje dziecko sprawia, że mam
apetyty jak Abraksan!
Hermiona
rozłożyła serwetkę na kolanach, gdy Ginny znowu zaczęła.
—
Dobra, Hermiono, wystarczająco długo się wykręcałaś. Gadaj.
Westchnęła.
—
Tak, oficjalnie spotykam się z Malfoyem.
—
Naprawdę? Spotykacie się i mówisz do niego Malfoy?
Jęknęła.
—
On mówi do mnie Granger. Ale… masz rację, stare nawyki trudno wykorzenić.
—
Nie wyglądasz na kobietę w ferworze namiętności.
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Znacie mnie prawie całe życie. Widzieliście kiedykolwiek, żebym była w ferworze
namiętności?
Ginny
uśmiechnęła się ironicznie.
—
Nie przypominam sobie, ale nawet kiedy zaczynałaś się spotykać z Ronem, byłaś
bardziej… pełna nadziei.
—
Byłam bardziej pełna nadziei w wielu sprawach, kiedy miałam dziewiętnaście lat
— odparła. Ale potem zdała sobie sprawę, że fatalnie wykonuje swoją pracę. A
mianowicie przekonywanie ludzi, że spotyka się z Draco. Uśmiechnęła się
sugestywnie. — Po prostu… och, no wiesz, że nie lubię rozmawiać o związkach.
To… to…
—
Ale widzieliśmy was zaledwie dwa tygodnie temu na urodzinach Teddy’ego! —
powiedział Harry. — Kiedy to się w ogóle zaczęło? I czy ty dalej dla niego
pracujesz?
Hermiona
się zarumieniła, zdając sobie sprawę, że bardzo trudno będzie to wszystko
wyjaśnić, dopóki ludzie nie zaakceptują faktu, że spotyka się z Draco.
Zastanawiała się mgliście, czy będzie musiała przejść przez kolejną niezręczną
fazę, kiedy ten udawany związek się skończy i powiedzą ludziom, że „zerwali”.
—
Wiedziałeś, że Mal… Draco jest Mistrzem Eliksirów? — zaczęła Hermiona.
Skinął
głową.
—
Rozmawialiśmy kilka razy, kiedy spędzaliśmy czas z Teddym.
—
Cóż, pracuję w jego dziale eliksirów i dał mi projekt, którym się osobiście
interesował — kontynuowała, przedstawiając wersję historii, którą postanowili
opowiedzieć ludziom. — Spędziliśmy… spędziliśmy dużo czasu na rozmowach o
eliksirach i, cóż, po prostu zaiskrzyło między nami.
Pod
koniec wypowiedzi Hermiona poczuła piekące policzki nie mogła spojrzeć w oczy
Harry’emu ani Ginny.
Przypomniała
sobie wczorajszy wieczór, kiedy wyszli z Draco na kolację. Tym razem ujarzmiła
loki w gładki kok i miała na sobie satynową, niebieską sukienkę, która z przodu
sięgała jej do szyi, ale z tyłu była odsłonięta aż do bioder. Była to
prawdopodobnie najodważniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek miała — kupiona lata
temu, gdy Ginny przekonała ją, że będzie idealna do klubu, ale nigdy jej nie
założyła. Zaczarowała buty w dopasowane szpilki i zobaczyła, że oczy Draco
rozbłysły z uznaniem, gdy zdjęła wierzchni szal w restauracji. Dotyk jego dłoni
na jej plecach, gdy prowadził ją do stolika, przyprawiał o dreszcze.
Kolacja
przebiegła bez komplikacji. Siedzieli w półukrytej loży restauracji, skąd mogli
widzieć całe pomieszczenie, ale ich trudno było dostrzec. Jedzenie było
wyśmienite, a Draco wiedział, jak dobierać wina. Rozmowa płynęła swobodnie.
Draco był bardzo oczytany; w końcu dorastał w domu z największą, prywatną,
magiczną biblioteką w Anglii i przyznał, że spędzał tam tyle czasu, ile mógł,
kiedy przebywał w domu podczas wojny, aby uniknąć Voldemorta i jego
zwolenników. Zainteresowania czytelnicze Draco były różnorodne. Lubił powieści,
teksty naukowe i historyczne. Mówił, że czasami spędzał godziny w bibliotece,
szukając odpowiedzi na pytania, które pojawiały się podczas lektury jednej
książki, na które często prowadziły do tajemniczych króliczych nor pełnych
magicznych ciekawostek.
Hermiona
była zafascynowana i nieco zazdrościła Draco tego, co miał na wyciągnięcie
ręki.
—
Zabiorę cię kiedyś do biblioteki we Dworze — obiecał.
—
Ale twoja matka…
—
Nie przejmuj się moją matką — rzekł. — Nie będzie mi przeszkadzać w
oprowadzaniu cię po bibliotece.
—
Jaki macie stan księgozbioru?
—
Ostatnio naliczono ponad sześćset tysięcy książek i rękopisów.
—
Ostatnio naliczono?
—
Przeprowadzamy audyt co pięć lat. Upewniamy się, że nic nie zginęło, a także
uwzględniamy nowe książki. Ostatni audyt został przeprowadzony po ostatnim,
powojennym nalocie Ministerstwa Magii na Dwór w poszukiwaniu mrocznych
artefaktów. Myślę, że skradziono około stu książek, więc musieliśmy się
upewnić, że nie zginie żadna inna. Poza tym mama lubi kupować książki — jest
świetna w eliksirach, a także lubi eksperymentować z zaklęciami, więc zawsze
czyta najnowsze teorie.
—
Naprawdę?
Hermiona
postrzegała Narcyzę Malfoy jako osobę towarzyską, która jedynie organizowała
popołudniowe herbatki i bale, a może od czasu do czasy zajmowała się ogrodem.
Ciekawie było usłyszeć, że czarownica miała inne zainteresowania.
—
To matka wymyśliła zaklęcie ochronne na bibliotekę, które miało odstraszać
niechciane osoby. A także zapobiegać wynoszeniu książek bez wyraźnej zgody
członka rodziny.
—
Sześćset tysięcy książek — wyszeptała Hermiona, wracając do pierwotnego
pytania. — Myślę, że gdybyś mnie tam kiedykolwiek zaprowadził, mógłbyś nie być
w stanie mnie stamtąd wyciągnąć.
Draco
uśmiechnął się szeroko.
—
Poczekaj, aż zobaczysz pomieszczenie z rzadkimi manuskryptami.
Jęknęła.
Rozmarzenie na jej twarzy sprawiło, że wyraz jego twarzy zmienił się z
rozbawienia na coś głębszego. Oczy mu pociemniały i uniósł dłoń, by pogłaskać
ją po policzku i szczęce. Zaparło jej dech w piersi. Zamierzał ją pocałować?
Kelnerzy
podeszli z ich zamówieniem i ta chwila intymności została przerwana, bo chcieli
skupić się na jedzeniu. Hermiona sięgnęła po widelec, niepewna, czy czuje ulgę,
czy rozczarowanie.
Dzięki
miejscu, w którym siedzieli, Hermiona i Draco widzieli większość innych gości.
Draco znał większość członków wyższych sfer czarodziejskiej społeczności i
podczas posiłku dyskretnie wskazywał na kilku gości i raczył Hermionę
opowieściami o ich dziwactwach i historiach rodzinnych, które bawiły ją przez
całą kolację. W pewnym momencie historia, o Ecumeniuszu Quarcie — członku
Wizengamotu, którego rodzina posiadała sporo nieruchomości w czarodziejskim
Londynie — była tak oburzająca, że Hermiona ostawiła kieliszek wina i
powiedziała:
—
Zmyślasz.
—
Ależ skąd — odparł, a jego usta i oczy rozbłysły szczerym rozbawieniem.
Hermiona ponownie nie mogła wyjść z podziwu, jak bardzo ten uśmiech różni się
od okrutnego uśmieszku, który nosił w Hogwarcie. Już i tak był przystojnym
mężczyzną, ale sposób, w jaki się uśmiechał, sprawiał, że Hermiona czuła się,
jakby ten uśmiech był przeznaczony tylko dla niej. Zastanawiała się, czy każda
kobieta, z którą się spotykał, czuła to samo na temat jego uśmiechu. — Zapytaj
kogokolwiek w Wizengamocie, a powie ci, jak bardzo stuknięci są członkowie
rodziny Quart.
Kiedy
wyszli z restauracji, Hermiona ze zdumieniem uświadomiła sobie, że minęły ponad
trzy godziny. Po deserze zostali tam całą godzinę, rozmawiając i popijając
aperitif, a Hermiona nawet trochę się wahała, czy wyjść. Ale kiedy wyszli przez
drzwi restauracji, Draco mruknął:
—
Gotowa?
Wiedziała,
że będą musieli udawać przed reporterami i fotografami, ale myślała, że Draco
da jej lekkiego całusa na pokaz. Zamiast tego, jego pocałunek, choć krótki,
pozbawił ją tchu i sprawił, że drżała. Musiała przez chwilę trzymać się jego
ramienia, żeby się uspokoić, zanim Draco aportował ich na próg jej mieszkania.
—
W porządku, Granger? — zapytał, gdy sięgnęła do torebki po klucz.
—
Świetnie się dziś bawiłam, M… Draco — powiedziała szczerze. — Dziękuję.
Wyciągnęła
klucz, otworzyła drzwi, zastanawiając się, czy powinna go zaprosić do środka.
Ale
Draco pozostał dżentelmenem. Gdy tylko drzwi się otworzyły, pochylił się i
cmoknął ją krótko w policzek.
—
Dobranoc, Granger. Śpij dobrze.
A
potem się aportował.
—
TO! — krzyknęła Ginny, sprawiając, że Hermiona powróciła do rzeczywistości.
Wbiła palec w czwarte zdjęcie, przedstawiające całujących się Draco i Hermionę.
— Muszę poznać szczegóły!
Harry
gwałtownie wstał z krzesła.
—
Ja nie muszę nic o tym wiedzieć. — Pochylił się, żeby pocałować Ginny, a potem
powiedział: — Będę w bibliotece, gdybyś mnie potrzebowała. — Odwrócił się do
Hermiony. — Daj mi znać, jeśli będziesz mnie potrzebować, dobrze, Miona?
Po
czym wyszedł z jadalni.
—
To był tylko pocałunek — mruknęła Hermiona, starając się zachować lekki ton.
—
Tylko pocałunek? Nic więcej się nie wydarzyło?
—
Zachował się jak dżentelmen — upierała się. — Zaprowadził mnie pod same drzwi.
—
I nie zaprosiłaś go do środka?
—
Ginny!
—
Na Merlina, Hermiono, spójrz tylko na niego! — Ginny ponownie wskazała na
zdjęcie. — W szkole był kompletnym palantem, ale naprawdę teraz dobrze wygląda.
Nikt by ci nie miał za złe, gdybyś wzięła do łóżka takie ciacho.
—
Ginny! — jęknęła.
—
Powiedz mi chociaż, że dobrze całuje — poprosiła.
—
Jesteś naprawdę niepoprawna!
—
A ty próbujesz uniknąć odpowiedzi.
Hermiona
nie mogła powstrzymać rumieńca.
—
Tak, bardzo dobrze całuje.
—
Cóż, dzięki Bogu! O to chodzi? Co ty w nim właściwie widzisz?
—
Potrafi być naprawdę czarujący, kiedy chce — odparła szczerze Hermiona. —
Potrafimy rozmawiać godzinami. Opowiedział mi o rodzinnej bibliotece…
—
Och, oczywiście! — mruknęła Ginny sarkastycznie. — Właśnie tak cię zdobył.
Największą, prywatną biblioteką w Anglii. Założę się, że miałaś mokro w
majtkach przez samą rozmowę o pierwszych wydaniach książek.
—
Ginevro Potter, jesteś najgorsza!
—
Ale mam rację — rzekła, śmiejąc się. — Chciałabym, żeby oficjalnie ogłoszono,
iż przewidziałam to na urodzinach Teddy’ego dwa tygodnie temu.
—
Tak, przewidziałaś — przyznała.
—
Więc wyjaśnij, Hermiono. Rozumiem, że on dobrze całuje i rozumiem, że macie
mnóstwo ciekawych książek do omówienia. Ale jak to się zaczęło?
Przeklinając
się za to, że nie wymyśliła wystarczająco szczegółowej historyjki, wiedząc, jak
uparta była Ginny, jeśli chodzi o wydobywanie szczegółów, Hermiona szukała
najbardziej prawdopodobnej wersji zdarzeń. Wszystkie dobre kłamstwa mają w
sobie ziarno prawdy, więc zaczęła od tego, by zanotować w myślach, żeby
powiedzieć Draco, aby użył tych samych szczegółów w swojej historii dla
zachowania pozorów.
—
Więc, pamiętasz, jak ci mówiłam, że pracuję nad specjalnym projektem w
laboratorium eliksirów? To coś, czym on bardzo się interesuje i… pewnego dnia
po pracy byłam w jego gabinecie, omawiając z nim ten projekt — właściwie
zaczęliśmy się kłócić o kolejność dodawania składników i… i nagle… zaczęliśmy
się całować. A ja.. próbowałam przerwać pocałunek, żeby mu powiedzieć, że nie
powinniśmy tego robić, i… cóż, skończyło się na tym, że znowu go pocałowałam.
Poczerwieniała
na twarzy, gdy skończyła mówić. Miała nadzieję, że Ginny weźmie jej niepokój z
powodu kłamstwa za nieśmiałość przed rozmową o szczegółach swojego miłosnego
życia.
Zanim
Ginny zdążyła zadać kolejne pytania, do jadalni wszedł Stworek ze srebrną tacą
pełną listów, w tym co najmniej trzy kolejne wyjce.
—
Przepraszam, pani Ginevro, ale te listy przyszły do Sz… panny Granger.
Hermiona
jęknęła i wzięła listy z tacy, dziękując Stworkowi i udając, że nie usłyszała
jego oszczerstwa.
—
Dostaję je cały ranek — powiedziała, wstając od stołu. — Zabiorę je i wrócę do
domu, bo muszę przygotować się na spotkanie z rodzicami dziś po południu. —
Pochyliła się, żeby przytulić Ginny. — Trzymaj się i daj mi znać, jeśli
będziesz czegoś ode mnie potrzebować.
—
Muszę pośrednio doświadczyć twojego życia miłosnego, więc informuj mnie na
bieżąco! — nalegała Ginny, gdy Hermiona ruszyła do salonu i kominka podpiętego
do Sieci Fiuu.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
jadła z Draco kolację dwa razy w ciągu następnego tygodnia. Za każdym razem,
gdy byli razem, czuła, że spędzanie z nim czasu staje się coraz bardziej
komfortowe. Czasami zapominała nawet, że ten związek jest udawany. Czuła, że
angażuje się w rozmowę z nim, interesuje ją to, co miał do powiedzenia, i
musiała się otrząsnąć, żeby przypomnieć sobie, że to tylko gra. Przypomniała
sobie wszystkie chwile, kiedy był dla niej okrutny, nazywał ją szlamą i szydził
z niej. Jednak moc tych dawnych wspomnień zdawała się blaknąć i przygasać z
biegiem lat, w obliczu całej siły uroku Draco.
Za
każdym razem, gdy byli w miejscu publicznym, Draco stał blisko niej, brał za
rękę albo całował na oczach fotoreporterów. Musiała przypominać sobie, by
zachowywać się naturalnie i pamiętać, że to tylko gra.
Minął
kolejny tydzień i Hermiona jadła kolację z Draco w małej knajpce na końcu Ulicy
Horyzontu, gdy nagle Patronus przerwał im posiłek. Srebrny jeleń pojawił się
obok ich stolika, płosząc pozostałych, okrążył go bezszelestnie i zniknął.
Hermiona
westchnęła cicho, zapominając o posiłku i rozmowie.
—
Draco! — wyszeptała z przejęciem, pamiętając o innych gościach wokół niej. —
Dziecko Ginny! Muszę się udać do Szpitala Świętego Munga!
—
Oczywiście — powiedział natychmiast, dając znak, że chce zapłacić rachunek. —
Odprowadzę cię tam.
—
Dziękuję — rzekła, naciągając szal, gdy Draco płacił.
Wyszli
z restauracji i natychmiast aportowali się przed wejściem do szpitala od ulicy.
Draco
miał ją tam zostawić, ale Hermiona zaskoczyła go, biorąc go za rękę.
—
Musisz wejść ze mną!
Zatrzymał
się zaskoczony.
—
Ja?
—
Tak, ty!
—
Dlaczego chcesz, żebym tam poszedł? Do jaskini Weasleyów?
Przewróciła
oczami.
—
Powinieneś zachowywać się jak mój chłopak. Nigdy nie pozwoliłabym, żeby mój
chłopak zostawił mnie samą, gdy mam poznać dziecko Harry’ego i Ginny. Musisz
tam wejść. A poza tym, ty i Harry ostatnio się dogadujecie!
Na
twarzy Draco odmalowała się dziwna mieszanka emocji. Zmieszanie, niechęć i
dziwna satysfakcja. Spojrzał na rozpromienioną twarz Hermiony i jego wahanie
zniknęło. Skinął głową i wszedł razem z nią przez wejście dla gości, a
następnie windą na oddział położniczy.
Zgodnie
z oczekiwaniami, poczekalnia była pełna rudzielców. Wszyscy Weasleyowie wraz ze
swoimi rodzinami przyszli, aby czekać na narodziny dziecka Ginny. Zachowywali
się wyjątkowo cicho. Hermiona została entuzjastycznie powitana przez klan.
Zwłaszcza Molly Weasley przytuliła ją długo w matczyny sposób. Wszyscy byli
nieco zaskoczeni obecnością Draco, ale zachowywali się uprzejmie, zwłaszcza że
ich uwaga skupiała się na pomieszczeniu na końcu korytarza, gdzie krążyli
uzdrowiciele.
Hermiona
zajęła miejsce jak najdalej od Rona i Lavender, obok Geroge’a, a Draco usiadł
obok niej, sprawiając wrażenie uradowanego, że przynajmniej czuwa przy swoim
ulubionym Weasleyu. Narzeczona George’a, Angelina, grała w drużynie Os z
Wimbourne i wyjechała na mecz w Irlandii Północnej, więc George przyszedł sam.
Na widok Hermiony i Draco uściskał ją, a następnie, korzystając z obecności
Draco, podsunął kolejny pomysł na eliksir dla żartownisiów, który miał zostać
wprowadzony na rynek. Dyskusja o możliwościach i wadach produktu zajęła prawie
godzinę. Hermiona niewiele wiedziała o funkcjonowaniu biznesu, a fascynacja ich
rozmową oderwała ją od nudy oczekiwania na wieści.
W
końcu Harry wyłonił się z korytarza, wyglądając na wyczerpanego, z czarnymi
włosami w jeszcze większym nieładzie niż zwykle. Zdjął okulary i wytarł je o
rąbek swetra, po czym założył i oznajmił z błogim uśmiechem:
—
To chłopiec! James Artur Potter! Siedem funtów i dziewięć uncji! Ginny jest
zmęczona, ale ma się świetnie! — Odwrócił się do teściów. — Molly, Arturze,
chcecie wejść? Powiedzieli, że dwie osoby na raz.
Kiedy
Weasleyowie kolejno wchodzili do sali, by zobaczyć Ginny i dziecko, Hermiona
zwróciła się do Draco.
—
Dziękuję, że tu ze mną jesteś — mruknęła.
—
Wydaje mi się, że moja obecność jest obowiązkowa — wycedził, ale jego uśmieszek
przyćmił to stwierdzenie.
Parsknęła
śmiechem.
—
Ale i tak dziękuję. Kocham ich — zawsze będą moją rodziną. Ale czasami —
zwłaszcza gdy Harry’ego nie ma w pobliżu — potrafią być trochę… przytłaczający
— wyszeptała.
—
Cóż, cieszę się, że mogłem pomóc — rzekł. — Ale będę potrzebował czegoś w
zamian od ciebie.
Jej
oczy się rozszerzyły. Ciepłe uczucia do niego za to, że został z nią,
wyparowały na jego słowa, ustępując miejsca przerażeniu.
—
Czego żądasz w zamian?
Uśmiechnął
się krzywo.
—
Kolacji z Wężami w przyszły piątek.
—
Kolacja z… — powtórzyła, a potem zrozumiała, co miał na myśli. Poczuła ulgę. To
nie była najgorsza rzecz, o jaką mógł ją prosić. — Z którymi Wężami?
—
Theo, Pansy, Blaise i Daphne — odparł. — We Dworze Nottów.
—
Cóż, to sprawiedliwe — powiedziała Hermiona. — W końcu i tak musiałabym ich
poznać. Czy Pansy nadal jest straszna?
Draco
się roześmiał.
—
Z biegiem lat pewnie stała się tylko bardziej przerażająca. Ale obiecuję, że
będzie się dobrze zachowywać. Poza tym, nawet przez chwilę nie straciłem wiary,
że zawsze dałabyś sobie z nią radę.
Szturchnęła
go żartobliwie.
—
Och, nie boję się jej. To ustalone, w piątek kolacja z Wężami.
Właśnie
wtedy podszedł do niej Harry.
—
Hermiono? Chcesz wejść?
Wstała,
ciągnąc Draco za sobą.
—
Czy Draco też może?
Harry
wyglądał na nieco zaskoczonego, ale szybko się ogarnął.
—
Oczywiście. — Wskazał głową salę Ginny. — Tędy.
Draco
rozglądał się jak jeleń w świetle reflektorów.
—
W porządku, Granger, mogę tu na ciebie poczekać.
—
Nie wygłupiaj się — powiedziała beztrosko. — Miałeś do czynienia z najgorszymi
czarnoksiężnikami w historii. Przecież nie możesz się bać małego dziecka!
Oczy
Draco błysnęły, ale poszedł za Hermioną korytarzem do sali Ginny.
Wyglądała
na zmęczoną, ale promieniała szczęściem, gdy weszli. W jej ramionach spoczywał
niepozorny tobołek z niebieskich kocyków, z którego wyłoniła się maleńka
piąstka. Hermiona podbiegła do przyjaciółki i usiadła na brzegu łóżka, całując
świeżo upieczoną mamę w policzek.
—
Gratulacje, Gin! — krzyknęła. — Jak się masz?
—
Zmęczona i obolała — przyznała — ale bardzo szczęśliwa, że w końcu jest tu z
nami. — Wskazała gestem dziecko. — Chciałabyś go potrzymać? Dziś dotykało go
zaledwie sto osób. To już stary wyga.
—
Z chęcią — powiedziała Hermiona, odbierając zawiniątko z rąk Ginny, podczas gdy
Draco się z nią witał i złożył gratulacje oraz życzenia.
Hermiona
odsunęła kocyk, by spojrzeć na twarz dziecka. Było czerwone jak większość
noworodków, z pomarszczoną, pulchną buzią i puchem jaskrawoczerwonych włosów na
czubku głowy.
—
Och, jaki uroczy! — zagruchała. — Witaj, James.
Podniosła
wzrok i zobaczyła spojrzenie Draco. Na jego twarzy malowało się coś dziwnego,
gdy obserwował ją z dzieckiem na rękach, czego nie potrafiła do końca
zinterpretować. Czule się uśmiechał, jakby podobała mu się scena, którą miał przed
sobą.
—
Chciałbyś potrzymać dziecko? — zapytała.
Pokręcił
głową.
—
Wygląda na to, że dobrze się czuje w twoich ramionach.
—
Więc naprawdę jesteście razem — powiedziała Ginny z charakterystyczną dla
siebie szczerością. — Widziałam zdjęcia w gazecie, ale wciąż próbuję to
ogarnąć.
—
Nie pochwalasz tego? — zapytał Draco, unosząc brew.
Uśmiechnęła
się szeroko.
—
Właściwie tworzycie ładną parę. Wstrzymuję się z osądem.
—
Czekam na to z zapartym tchem — wycedził.
Wzruszyła
ramionami.
—
Och, kibicuję wam — wyznała. — Ale traktuj ją dobrze, bo inaczej będziesz
musiał się przede mną tłumaczyć.
—
Jestem tutaj! — zaprotestowała Hermiona.
—
Hermiono — zaczął Harry. — Eee… mamy do ciebie prośbę, ale zrozumiemy, jeśli
masz jakieś zastrzeżenia, bo to duża odpowiedzialność…
—
O co chodzi?
—
Chcielibyśmy… chcielibyśmy cię prosić, żebyś została matką chrzestną dziecka.
Jesteś dla nas jak siostra i bylibyśmy zaszczyceni, gdybyś była kimś ważnym dla
naszego dziecka.
—
Z przyjemnością — odpowiedziała, a łzy napłynęły jej do oczu i spłynęły po
policzkach.
Wstała,
nadal trzymając dziecko i przytuliła Harry’ego.
—
Kogo planujecie poprosić o bycie ojcem chrzestnym? — dopytywał Draco,
zaskakując Hermionę.
—
George’a — oświadczyła Ginny.
Jej
usta zacisnęły się w stanowczym grymasie, który sprawił, że Hermiona pomyślała,
że wybór ten nie był pozbawiony kontrowersji.
Harry
westchnął.
—
Dawno, dawno temu poprosilibyśmy Rona — rzekł. — I Molly bardzo nalegała,
żebyśmy to zrobili, ale… po tym wszystkim, co się wydarzyło, stwierdziliśmy, że
niesprawiedliwym byłoby prosić ciebie o bycie współchrzestną. Poza tym,
uważamy, że George zasługuje na wyróżnienie po tym wszystkim, przez co
przeszedł.
—
Z radością będę współchrzestną wraz z George’em — powiedziała Hermiona, czując
falę miłości i wdzięczności wobec przyjaciół. — Ale jeśli zacznie uczyć małego
Jamesa używać gadżetów ze sklepu na mnie, przypomnijcie mu, że potrafię rzucić
Upiorogacka prawie tak dobrze jak Ginny.
—
Och, wiemy, że bez względu na wszystko, poradziłabyś sobie z George’em.
Ginny
się zaśmiała.
Hermiona
oddała jej dziecko i znów ją pocałowała.
—
Odpocznij trochę, kochanie — rzekła. — Bardzo się cieszymy waszym szczęściem.
Odwróciła
się i mocno przytuliła Harry’ego, a potem wzięła Draco za rękę i wyszli z sali.
— Wiesz, George wciąż jest moim ulubionym Weasleyem — mruknął Draco, kierując się do wind. — Ale Potterowa zaczyna mi się podobać.
Brak komentarzy